Lis 172020
 

Dawno, dawno temu, przeczytałem fragment wywiadu z jakimś dyrektorem agencji PR, który miał za zadanie, w czasie wojny bałkańskiej, dorobić gębę Serbom. Było to trudne, albowiem żywa legenda partyzantki Josipa Broza, zwanego Tito, przeszkadzała bardzo w tym zadaniu. Jeśli weźmiemy w dodatku pod uwagę stopień zażydzenia tych oddziałów, i ciągle żywych weteranów, rzecz wydawała się nie do wykonania. A jednak się udało! Jeśli ktoś przypomni sobie zabawny bardzo film pod tytułem „Fakty i akty”, ten zapewne zrozumie o co chodzi. Można bez problemu wywołać sztuczną wojnę i można zrobić zbrodniarzy wojennych z ludzi, którzy niczym się nie wyróżniają, a jedynie znaleźli się w złym miejscu, o niewłaściwej porze. Można to zrobić, nawet jeśli mają oni wszystkie potrzebne w cywilizowanym świecie certyfikaty wydawane podczas mitotwórczych zapasów czasów wielkiej wojny. To znaczy są socjalistami, nienawidzą Stalina, połowa z nich to Żydzi, a do tego jeszcze zrobili u siebie wymienialną walutę. To wszystko da się zanegować dla bardzo krótkoterminowych celów, a następnie po osiągnięciu tych celów, odwrócić z powrotem, albo i nie. To już zależy jak się komu zachce.

Czy taki numer szykowany jest w Polsce? Mam wrażenie, że tak, a jego finał nastąpi, kiedy już okaże się czy pan Biden wygrał wybory. Zapewne będzie tak, jak prorokują niektórzy, to znaczy, że rzeczywiście rządzić będzie ta dziunia, co stoi za nim. Jej zaś zadaniem będzie demolka i tak już nadwyrężonego porządku, pod znanym nam dobrze hasłem – kobiety na traktory! To otworzy niezbędną przestrzeń propagandowo-polityczną, do montażu, który roboczo można określić zdaniem: Polacy, dawni sojusznicy Hitlera i mordercy żydowskich dzieci, bronią swoich fałszywych symboli, księży winnych przestępstw pedofilskich. To jest stara pułapka, którą zastosowano po praz pierwszy w Polsce, u zarania niepodległości, wypuszczając na ulicę niejakiego Niewiadomskiego Eligiusza. Jej każdorazowy sukces polega na tym, że kwestia, która dzieli z miejsca grupę, powoduje dwojakie reakcje u ludzi, przeznaczonych do tego, by ponosić ciężary tej prowokacji i jej konsekwencje. Jedna część zaczyna wrzeszczeć – pedały! Nie łgajcie! Czym jasno daje do zrozumienia, jak nisko w hierarchii bytów stoi. Druga zaś zaczyna wyrywać bruk, ostrzyć noże i wołać – a wyście Chrystusa zamordowali i dzieci chrześcijańskie na macę przerabiacie! Jeszcze się nie zdarzyło, żeby ten mechanizm nie zadziałał, on działa zawsze, bo nie ma takiego serca, które by się oparło pokusie, polegającej na hipotetycznym i czysto imaginacyjnym opowiedzeniu się po stronie jawnie oszukiwanej i krzywdzonej. Za niewinność w dodatku. Tamtym zaś o nic innego nie chodzi. Nie chcą ani ulicznej wojny, ani likwidacji fizycznej państwa, chcą jedynie coś wydusić i napracować się przy tym możliwie mało. Tak więc wszelkie gwałtowne reakcje, szczególnie te poparte demonstracjami męskiej stanowczości i siły, cieszą ich bardzo. Najlepiej jeszcze, by do ten całej operacji włączyło się kilku księży niosących wizerunek Częstochowskiej Madonny. Wtedy każdemu będzie już naprawdę bardzo trudno powiedzieć coś rozsądnego. Albowiem nie można pozostawać obojętnym wobec najważniejszych dla narodu symboli. Dobrze wiedział o tym ten ubek, który wpiął Wałęsie w klapę znaczek z Czarną Madonną. Ludziom się nie przetłumaczy, że użycie ich ukochanych symboli przeciwko nim jest naprawdę proste. I dlatego właśnie nie można skupiać się jedynie na symbolach i nie można nadużywać symboli.

W całej tej swojej niby karierze blogera i autora napisałem jeden tylko tekst o Janie Pawle II. Ten, który jest w I tomie Baśni polskich. Potem papież Polak nie zajmował mnie ani przez minutę. Od ponad tygodnia piszę o nim codziennie, w różnych kontekstach. Uważam, że warto, albowiem ludzie, którzy go atakują, mają bardzo poważny cel – chcą zniszczyć istotny symbol i chcą, by wszyscy, którzy mają jakąś świadomość historyczną, przestali wierzyć, że Jan Paweł II był tą siłą, która istotnie zakończyła komunizm w Europie Środkowej. To jest do czegoś potrzebne, być może do prawdziwego resetu. Nie takiego, jaki zrobił Obama, ale lepszego. Jeśli zaś jest tak, to musimy chronić ten symbol, pamiętając przy tym jeszcze, że on sam nam nie wystarczy. Chronić to znaczy nie pozwolić na to, by został raz jeszcze rozmieniony na drobne. A tak się stało niestety. Albowiem ewangelizacja w Polsce zamieniła się w pogadanki dla dzieci a la biskup Długosz. No, a teraz mamy pedofilów w sutannach, o których media będą kręcić wstrząsające materiały, ilustrowane fragmentami programu „Ziarno”, gdzie widać podskakującego w rytm muzyki, szalonego biskupa. I będzie dokładnie tak, jak w filmie „Fakty i akty”, w scenie z kotkiem i torebką chipsów.

Warto może napisać słowo o pokusach. Każdemu się ten wyraz kojarzy raczej jednoznacznie. Każdy też łatwo może wymienić listę pokus podstawowych, która składa się z trzech wyrazów: korek, worek i rozporek. Niestety nie jest to lista zamknięta i są inne pokusy, o których istnieniu dopiero się dowiadujemy. No, ale nawet jak się o nich dowiemy, niczego to nie zmienia, albowiem nie rozumiemy, że są to pokusy i nie rozumiemy ich dalekosiężnych skutków. Szczególnie zaś nie rozumieją tego księża, albowiem wielu z nich to, jak powiedział kiedyś ksiądz Rafał Krakowiak, proste chłopaki. To jest argument, który po użyciu, powinien wywołać w dyskutantach szczerą sympatię do kapłanów o czystych sercach wypełnionych entuzjazmem. Niestety to też jest pokusa, albowiem to właśnie ci księża traktowani są jak najwięksi durnie i ofiary.

Pokusa ewangelizacji przez media jest moim zdaniem najgroźniejsza. Pokusa łatwej i bezstresowej komunikacji z dziećmi jest na kolejnym miejscu. Generalnie złudzenie łatwości jest pokusą największą. Wiem coś o tym, bo regularnie co pół roku pojawia się w mojej głowie myśl, że oto potrafię zrobić coś łatwo i szybko. Za każdym razem okazuje się, że niestety znów się pomyliłem.

Napisałem wczoraj o świetnych pomysłach, a dziś wspomnę słowem o oczywistych rozwiązaniach. Mam wrażenie, że wszystkie one są pułapkami. Czekajmy więc na to, jakie podsuną nam oczywiste rozwiązania kryzysu w Kościele i jakim przegubem będzie to połączone z wielką polityką.

Łudzę się ciągle, że jednak nie staniemy się wrogami Ameryki, a jej przyjaciółmi największymi nie zostaną Niemcy, jak to już nie raz bywało. Mam nadzieję, że jeśli taki plan jest realizowany to jedynie na próbę i w oczekiwaniu jaka będzie nasza reakcja. No, a ta jakaś musi być. I tutaj właśnie włączane są opcje „rozwiązania oczywiste” i „brońmy naszych wartości”. Dorzuciłbym do tego zestawu jeszcze „walczmy o obecność prawdziwego ducha i autentycznej wiary w Kościele, bo ich tam dziś nie ma”. Musimy pamiętać, że to polityka. I wymaga ona od nas narzędzi oraz komunikatów politycznych. To znaczy takich, których efektem nie będą zbiorowe egzekucje czy choćby tylko piętnowanie. Nawet jeśli kilku z nas wyrwie się przed szereg i zgłosi gotowość do poświęcenia życia w imię wartości najświętszych. Należy ich złapać, związać w kij i położyć w piwnicy, aż otrzeźwieją.

Dziękuję za uwagę.

  32 komentarze do “Kiedy staniemy się wrogami Ameryki?”

  1. Powinniśmy stać się przyjaciółmi Rosji i Chin. Widać to po dyrektorach polskich spółek, którzy są zależni od Rosjan i Chińczyków. Można tu sobie pisać o rozporkach, ale jeśli od gospodarki mamy izbę kierowaną przez Piechocińskiego, to przepraszam, ale pokazywaniem manewrów z kpt. „Majkiem” zza Potomaku nic nie da.
    Dla Chin jesteśmy granicą – pierwszym państwem unijnym i tego nie widzimy bo mamy baranów u władzy od Mieszka. Nic się nie zmieniło – za czasów tego władcy Chińczycy mieli spłuczki w pałacach, gdy nasz księciunio podcierał tyłek liściem. Dziś obyśmy mieli czym podetrzeć. W planie Wschodu Polska jest postrzegana jako kraj niestabilny, biedny, niewydolny, który nie potrafi wykorzystać szansy. Zabierze się nam Małaszewicze kosztem Kaliningradu, Rygi, Wilna. Dlaczego? Brak cyfryzacji, bandyterka kolesiów w okręgu przygranicznym… Tego dzieciom w podręcznikach historii się nie napisze. Będzie pianie na temat sojuszów. Dziś USA nic nie znaczą, Państwo Środka zmieni sytuację gospodarczą i polityczną na stulecia. Dołączą Indie, Rosja z byłymi republikami, Serbia, Moładawia, Czarnogóra. A my? Sojusz jak zawsze trafiony…zatopiony.

  2. Za życia św. Jana Pawła II była nadzieja i covida nie było ☺

  3. Żeby stać się przyjacielem Rosji czy Chin, to nie można mec długu w tzw. banku światowym. Zrozumieli to Węgrzy.

  4. Był covid, ja przechodziłem w 2009 r. 🙂

  5. Tu albo w szkole nawigatorów było już wspominane, że za Bugiem nie ma być nic. Tak widzą świat Anglosasi. USA do wojen światowych włóczyli się kiedy Niemcy wygrywają za Bugiem.  Cud nad Wisłą ochronił Polskę po pierwszej wojnie o okrojenie na linii Bugu. Teraz Anglosasi pilnują co by w Europie było bez zmian kto im to zapewni jest im obojętnie. Miała to być Polska ale będą to Niemcy.  Teraz Niemcy muszą stać się przyjaciółmi Polaków

  6. A Bug w którym roku Borys przeszedł ☺

  7. TEATRZYK „Wybory w USA” jest czarująco jednoznaczny – elyta USA chce podgrzać temperaturę społeczną wszelkimi metodami takimi jak topornie sfałszowane wybory.

    W Niemczech, z ich monomanią „praw człowieka” – przymusowe maseczki

    We Francji gdzie muslimy mordują co chcą – nagle ostre wypowiedzi „antyextremistyczne”

    W Polsce – aborcja i obrzucanie Kościoła błotem.

    Elyta chce zadymy.

  8. Nie można być przyjacielem Rosji, to są złudzenia

  9. Dzień dobry. „Wrogami Ameryki” raczej się nie staniemy. Moim zdaniem zmiana jest kosmetyczna i dla nas sprowadza się do starej zabawy w dobrego i złego policjanta. Kto inny będzie do nas po prostu przyjeżdżał wygłaszać płomienne przemówienia o tym, jacy to jesteśmy wielcy i ważni. Ci sami ludzie będą też dyskretnie wpychać Amerykę w kłopotliwy sojusz z lewactwem niemieckim („dziunia”), z góry przegrany, bo w razie potrzeby będzie można jednak przypomnieć w jakim języku mówili sprawcy holocaustu, a naród wybrany tego nie zapomni, choć doraźnie może udawać. W ten sposób wuj Sam będzie miał ograniczone pole manewru, a Korona spokojnie zrealizuje swoje plany na Białoruś, Elbląg, Ukrainę i resztę I RP. Po coś tą Polskę się rozmontowało, na pewno nie po to, by ją oddać jakimś wypędzonym purytanom i ich prostackiej progeniturze.

  10. No właśnie dlatego trzeba wyciągnąć z pawlacza klasery i zaproponować im wspólne oglądanie znaczków

  11. Po to, by wikingowie znów mogli kontrolować szlak do Konstantynopola

  12. No właśnie. Szkoda, że Wenecjan już nie ma, zostali tylko Wikingowie i mamy brak równowagi. Chińczyk daleko i zajęty konkwistą rosyjskiego wschodu. Nam zostanie tylko rola brytyjskiego straszaka na upadającą Rosję z drugiej strony, żeby na niej różne rzeczy jak najtaniej wymusić.

  13. Rosja upada, upada i upaść nie może… to są pobożne życzenia.

  14. Rosja upada w takim tempie, w jakim chcą tego jej sponsorzy. A oni nigdy nie planowali jakiegoś wiecznego jej istnienia. „Trzeci Rzym”, „Święta Ruś”, „Wielka Gra” to tylko slogany dla ruskich prostaczków. A jak ktoś tam zbierze kumpli i zacznie myśleć o samodzielności – zaraz umiera na własną prośbę…

  15. chyba coś tak jest jak piszesz, taka tradycja,

  16. Tradycja to jest taka, że gdy z Rosją krucho, pręży muskuły i straszy potęgą, jak czuje się silna, wszędzie piszą, że upada.

  17. Widać to po dyrektorach polskich spółek, którzy są zależni od Rosjan i Chińczyków.

    A dokładnie to co widać? O które spółki chodzi i o których dyrektorów? I jaki wolumen handlowy w skali całej polskiej gospodarki te spółki generują w handlu z Moskwą? No i może niech oni się wypowiedzą, a nie ‚Krzysztof’ za nich.

    Rosja nie akceptuje nas jako równego partnera do żadnych interesów. Pisał już o tym Gospodarz – jedyne co ich interesuje, to aby zrobić nam coś złego – za jakieś przypisywane nam wyimaginowane przewiny względem Moskwy. Partnerskie relacje z nami są dla Moskwy degradujące – nigdy na to nie pójdą, chyba że się kiedyś Moskwa posypie. Poza tym pamiętają (ichnie elity), że właściwie jedyny wypadek w historii kiedy zdobyto Moskwę i była realna szansa na likwidację tego potwora jakim jest Rosja to właśnie za sprawą Polski – patrz hetman koronny Stanisław Żółkiewski, „Początek i progres wojny Moskiewskiej„.

  18. Ja tu jednak nie byłbym pewien. Wydaje mi się, że może być wieczny, jeśli tylko będzie przydatny. Nie chodzi mi tu o żadne spiski (ani ich brak), ale o to, że mamy konkretną sytuację która, jeśli będzie taka potrzeba, może być przedłużana.

    Choćby tylko to, że przez covid robi się Kościół małych, malutkich wspólnot (domowych). A takie wspólnoty to bardzo konkretne zagrożenie – jakże nie skorzystać..?

  19. Nie jest wieczny ale długowieczny ☺

  20. Rosja upada, upada i upaść nie może …

    Nie ma co ironizować, bo to nic nie wnosi. Trzeba by też doprecyzować co w tym kontekście znaczy „upaść„. Na pewno ni chodzi o całkowity rozpad państwa (Rosji) połączony z parcelacją jej terytorium pomiędzy licznych i chętnych sąsiadów.

    Ale jeżeli spojrzymy na poprzednie wcielenie Rosji (ZSRS), to granicę mieli na Łabie (tuż przed Lubeką), a na płd. do Monachium mieli niecałe 200 km,  całe wybrzeże Bałtyku od Zatoki Meklemburskiej, poprzez Kłajpedę, Rygę (Pribałtyka), no i całą obecną Ukrainę (600 tys. km2) – i porównamy z tym co mają teraz, to jest to widoczny regres: terytorialny, ludnościowy, surowcowy i gospodarczy. W takim sensie pewien upadek zaliczyli. Do tego należy dodać poważne problemy na przyszłość. Demografia Rosji: 1995 – 149 mln, 2100 – 125 mln, przy dwukrotnym wzroście światowym w tym samym okresie: 1995 – 5,4 mld, 2100 -10,5 mld). Presja Chin na Daleki Wschód Federacji (1,5 mln km2), które to obszary zostały Cesarstwu zabrane w połowie XIX wieku w serii traktatów nierównoprawnych (Nankiński, Pekiński), kiedy Chiny miały poważne problemy i dały się skolonizować (częściowo) znanym siłom z Europy.

  21. Rosja jest państwem imperialnym, jej ziemie wcześniejsze i  obecne to tak naprawdę ziemie podbitych ludów, podobnie jak bogactwa. Najważniejsza tajemnica to fakt, że Rosja jest nadal pańtwem kolonialnym i roszczący sobie prawo do kolejnych kolonii. Zachód udaje, że tego nie ma. Przykład: „W czasie II wojny Rosja poniosła straszliwe straty.” A jaka jest prawda? Wojna rozegrała się na ziemiach poza etniczną Rosją. Nie ma Bałtów, Białorusinów, Polaków, Ukraińców itd. Straty Rosjan w porównaniu z innymi narodami są dużo, dużo mniejsze niż się mówi i pisze. Ciemiężyciel narodów dalej jest ofiarą.

  22. Od lat zastanawiam się tak głupim, aby wierzyć w przyjaźń z Niemcami i Rosja. Historia niczego tych durni nie nauczyła.

  23. A wystarczy przeczytać Historię Rosji Bazylowa i włączyć samodzielne myślenie, aby wiedzieć, że Rosja to byt mało samodzielny. Jak chciał dołączyć pod koniec w XIX w do Europy, zaordynowano jej rewolucję, a kiedy Stalin wykorzystał Amerykę, do wzrostu, zjawił się Gorbaczow, a potem Jelcyn.

  24. Ameryka zawsze była wrogiem Polski. Prędzej Niemcy zostaną sojusznikami naszymi niż Amerykanie. Pomijam poklepywanie po plecach itp. Duże państwa to organizacje handlowo produkcyjne. A mam Polakom wciska się, że to byty polityczne. Jeśli my będziemy produkować (czerpać zysk) z produkcji samochodów bronii komputerów itp. to w Ameryce czy takiej Francji trzeba będzie zamknąć fabrykę. A po co zamykać w Ameryce lub Niemczech jak mozna w Polsce zamknąć.

  25. Co  do Niemiec i  USA. Amerykanie inwestują w bazę w Ramsztain jakieś wielkie  kwoty  tworząc tam centrum  dowadzenia sił kosmicznych. Czy robili by  to u  wrogów? ,przyjaciół?, wasaili? Będą inwestować w  Niemcy czy  trzymać ich na smyczy? A my tutaj to tylko bufor, którego  strata lub  przehandlowanie to dopuszczalna możliwość.

  26. Wracając do pytania. Kiedy staniemy się wrogami Ameryki?

    Wtedy jak zapłacimy fakturę nr. 447 ☺

  27. Prędzej jak oddamy dokumenty…

  28. Dlatego nam tę fakturę nr 447 wystawiono, że jesteśmy wrogami a nie przyjaciółmi.

  29. Dla przypomnienia, co Amerykanie i Niemcy myślą o samodzielności wasali

    Kolejny Balkanfeldzug

  30. Rosja ma się dobrze, odniosła zwycięstwo w rozgrywce między Turcją, Armenią, Azerbiejdżanem a UE i USA, podobnie na Białorusi.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)