Lut 202020
 

Byłem wczoraj w hucie szkła. Krótko, bo huta jest mała, a produkcja w niej rozmieszczona jest punktowo lub jak kto woli gniazdowo. Huta pracuje na potrzeby klientów zagranicznych i wykonuje wyroby ze szkła kryształowego, czyli takiego co zawiera minię ołowiową. Wycieczki oglądają prawdziwą produkcję, a nie jakieś specjalne pokazy i to jest fantastyczne. Mam na myśli możliwość oglądania czegoś co powstaje naprawdę. Jedno jest uderzające – wiek pracowników. To są wszystko ludzie w okolicach sześćdziesiątki, którzy – nie może być inaczej – świetnie zarabiają. Niestety nie ma następców, mimo, że jest rynek i klienci walą drzwiami i oknami po towar. Nikt nie chce się uczyć, nie widzi potrzeby interesowania się sprawami tak przyziemnymi, jak zamiana piasku w masę szklaną, pod wpływem temperatury 1200 stopnic Celsjusza. Huta rzecz jasna daje możliwość przyuczenia się do zawodu, ale to przyuczenie trwa parę lat, bo towar jest drogi i łatwo go zepsuć. Nie ma w związku z tym chętnych. Dlaczego? Bo wszyscy potencjalni chętni są albo nikim i tak się czują, albo są tak dobrzy, że ta robota jest nie dla nich po prostu, czekają więc, aż ktoś im złoży naprawdę dobrą propozycję. I tak huta zostanie zamknięta, kiedy panowie dmuchacze, zaczną odchodzić na emeryturę, albo zwyczajnie wymierać. Jeszcze gorzej jest z paniami, które szlifują wzory na kryształach, na jednym stanowisku jest pani, która zajmuje je jako piąta osoba od momentu powstania huty, to znaczy od osiemdziesięciu lat. Tak trudno jest znaleźć odpowiedniego człowieka, z odpowiednimi umiejętnościami. A przecież nie robi ona niczego rewelacyjnego – rysuje markerem kreski na szkle. To wszystko.

Czy ci ludzie, pracujący w wielkim hałasie, w warunkach wcale niekomfortowych czują się gorsi, albo może mają jakieś kompleksy wobec pracowników innych specjalności? Nie zauważyłem. Wszyscy przewodnicy oprowadzający wycieczki, nazywają ich artystami i oni się wtedy uśmiechają. Każdy zaś pokaz – a chodzi przecież o czynności, które oni wykonują codziennie – zwiedzający nagradzają brawami. To jest moim zdaniem niezwykłe i wiele mówi o jakości przede wszystkim i o wartości pracy i człowieka. A także o samoocenie. Czy ktoś, kto potrafi zrobić rzecz tak z pozoru banalną, jak wykreślenie linii szklance, będzie słuchał wędrownego kaznodziei, który zaczyna swoją gawędę o stwierdzenia – jestem nikim? Albo – jesteś nikim? Być może, ale upierałbym się, że przez krótki czas jedynie, albowiem satysfakcja, którą da mu praca i uznanie, a także wynagrodzenie, przekonają go, że po pierwsze – nie jest nikim, a po drugie kaznodzieja ma inny cel niż to zadeklarował. Nie chodzi bynajmniej o to, by przekonać błądzących, że nie powinni się martwić swoimi grzechami, bo Pan Bóg i tak wszystko za nich załatwi, ale o to, by na poczuciu obniżonej wartości zbudować w każdym zdefasonowanym przez brak autoironii człowieku, poczucie samouwielbienia tak wielkie, że gdyby się jeden z drugim na nie wdrapał i zleciał, to mokra plama by po nim nie została. Jestem nikim, więc jestem naprawdę ważny, a w moje sprawie osobiście interweniuje sam Pan Bóg, który mnie nie opuszcza. Jestem nikim, więc wszyscy muszą zwracać na mnie uwagę, albowiem fakt, że jestem nikim podnosi moje znaczenie na nieznane innym wyżyny. I do tego, ponieważ jestem nikim, nie muszę nic robić. Mogę jedynie kontemplować swoją boską nicość, swoje duchowe problemy i swoje grzechy, które muszę rozpamiętywać, żeby jeszcze tę nicość pogłębić. Nie można przecież tak zwyczajnie stać się kimś, poprzez naukę jakieś prostej i powtarzalnej czynności, bo to pozbawi mnie walorów najwyższych – nicości.

I o to dokładnie chodzi – o nadawanie walorów nicości. Jeśli coś jest dobrze wykonane i ma autora, a do tego zalatuje oryginalnością i budzi zainteresowanie ludzi, jest podejrzane i skalane. Tak naprawdę czyste są tylko śmieci, takie jak kartki sprzedawane na stronie fundacji Malak udające kartki wielkanocne. Są na nich jakieś bazgroły wykonane przez program do bazgrołów i wymowne cytaty z Biblii. Po przeczytaniu takiego cytatu, wszyscy powinni paść na kolana i zemdleć, bo ta treść musi, podkreślam, musi na każdym zrobić wrażenie. Jeśli zaś ktoś nie przeżyje żadnego katharsis czytając te wypisy, to znaczy, że nie jest nikim i nie dla niego nagrody w niebie. Na kartkach tych nie ma ani jednego chrześcijańskiego symbolu, a ich sprzedawcy reklamują je tak mniej więcej – uwolniliśmy Wielkanoc od idiotycznych symboli, od zajęcy, kurczaków i baranków z lukru. Przy okazji też od wszystkich chrześcijańskich atrybutów. Baranek zaś na kartkach wielkanocnych nie był z lukru, ale był po prostu barankiem, symbolem Chrystusa – agnus dei. No więc już tego nie ma, za to są starotestamentowe cytaty. Czyli jest znacznie poważniej. A wszystko dlatego, że przekaz ten adresowany jest do ludzi, którzy są nikim.

Nasz kolega Marcin, dokładnie rok temu, wydrukował dużą ilość kartek wielkanocnych w specjalnej technice. Na kartkach tych widoczna była grafika przedstawiająca Zwiastowanie, w redakcji jednego z najwybitniejszych XIX wiecznych artystów – Gustava Doree. Te kartki nadal u mnie są, można je kupić. Marcin się napracował nad tą produkcją, a same kartki są bardzo porządnie wydane, a także – powtórzę – wykonane w specjalnej technice, na starych maszynach drukarskich. Pamiętam jak zastanawialiśmy się, po ile je sprzedawać. Zdecydowaliśmy się w końcu, po wielkich mecyjach, na 22 złote, z obawą, że nie zejdą. I rzeczywiście nie zeszły. Fundacja Adama Szustaka żeni te swoje wydruki z plujki po 20 złotych od sztuki i nikt nawet nie mrugnie. Dlaczego? Bo tam są same certyfikowane nicością najważniejsze mądrości z Biblii i każdy nikt, od razu będzie jeszcze większym niktem, kiedy je przeczyta. Jeśli zaś wziąłby do ręki naszą kartkę, albo nie daj Boże zainteresował się tym, co jest na obrazku, nie mówiąc już o takim skalaniu, jak zaciekawienie techniką wykonania, od razu przestałby być nikim. Wpadłyby w sam środek nieczystej otchłani zjawisk, rzeczy, pojęć, których poznanie i powtórzenie wymaga brudzenia rąk i odejścia od czystej spekulacji prowadzącej wprost do Boga, który wie, że jesteśmy nikim. Nie można do tego dopuścić, trzeba afirmować nicość, bo ona uwalnia nas od trosk świata tego. To jest jeden wariant uwielbienia nicości i on jest, rzekłbym poważny. Są warianty mniej poważne, ale wszystkie one prowadzą do jednej i tej samej konkluzji – musicie zwracać na mnie uwagę albowiem jestem nikim. To zaś co mam do powiedzenia jest tak ważne, oryginalne i dalekie od waszej codzienności, że ja nie mam już doprawdy innego sposobu, na okazanie wam pogardy, którą w sobie noszę, niż zasygnalizowanie, że jestem nikim. Musicie mnie słuchać, nie macie wyjścia. Czy rzeczywiście nie mamy? Przy tym stanie rynku treści i tym napięciu, jakie panuje w kanałach sprzedaży, a także przy tym natężeniu propagandy, to może okazać się prawą. Ponieważ jednak, i to wiemy na pewno, Pan Bóg nie jest nikim, może on zarządzić nagle coś innego niż się całej rozbudowanej hierarchii osób uważających się za nikogo zdaje. Spokojnie na to czekajmy, obserwując spod oka, kto jeszcze zechce nas kokietować swoją nicością i kryształowymi spekulacjami dotyczącymi odnowy relacji pomiędzy ludźmi i duchami niebieskimi, albo tylko pomiędzy Kaśką a Jurkiem. Czekając na to, możemy na przykład strugać patyk, albo coś lepić z plasteliny. A nuż wyjdzie z tego jakaś interesująca forma. Może wielbłąd, może ucho igielne, coś z tych spraw…. Zapomniałem ogłosić, że w dniach 6-8 marca będę na targach w Poznaniu, hala nr 7, numeru stoiska nie pamiętam niestety.

  36 komentarzy do “Kokietowanie nicością, jako ostatni etap samouwielbienia”

  1. Ojciec Augustyn Pelanowski w „Domu Józefa” pisze, że u Żydów było oczywiste, że mędrzec powinien znać jakieś rzemiosło, albo nawet pracować fizycznie (co się często z rzemiosłem jakoś wiąże). Widać, że to ciągle działa. Posiadanie jakiejś praktycznej umiejętności daje kontakt z realnym światem i równowagę psychiczną. No i jakąś mądrość.
    A teraz pytanie – co to oznacza, że nikt nie chce uprawiać tego rzemiosła (szklanego) i innych sztuk wykonywanych własnymi rękami (braki tzw. prawdziwych fachowców na rynku)? Wyjałowienie młodych nakarmionych złudzeniami internetu skutkuje brakiem chęci podjęcia realnego życia. Chyba oznacza to jakiś upadek także duchowy, po którym idzie już upadek wszelaki.

  2. Ja jestem taki gość który nie musi nic robić. I robię to doskonale ☺
     

  3. Można to rozwinąć – odsuwanie ludzi od umiejętności praktycznych skutkuje ich degradacją. I oni się z tego jeszcze cieszą, bo bycie nikim jest fajne

  4. Dokładnie tak!
    Ja też jestem swego rodzaju artystą, bo umiem podkuwać konie. (I robię to).
    PS Znalezienie w dzisiejszych czasach (na wsi!) kandydatki na żonę, która umie doić krowy graniczy z cudem!
    (czasem nie ma prądu i dojarka nie działa)

  5. Ale robisz to też doskonale ☺
     

  6. Cieszy mnie to, że zilustrował pan tym przykładem to o czym mówi nieustannie K Karoń, o nierobach, którzy doprowadzą do kryzysu i upadku cywilizacji, natomiast co do Szustaka, to ma on co jakiś czas potknięcia, ale dobrze bo nie uzależnia od siebie i czasem trzeba go wyłączyć na pół roku, by do siebie dojść. Co do Pana, to też jak wyżej wymienieni ma Pan umiejętność ożywiania trupa i oprócz tego genialnego przesłania, że „lepiej by ktoś tam tego czy owego nie robił, a zadbał o sylwetkę” co przyswoiłam i stosuję, to zabieram się dalej za moje malarstwo, które w odpowiednim czasie panu zaprezentuję. Ożywił mnie Pan.

  7. A może chodzi o obniżenie kosztów pracy?

  8. Na pewno nie zilustrowałem tego o czym nieustannie mówi Karoń. Będę wdzięczny, jeśli nie będzie pani mnie zestawiać z Karoniem. Jeśli będzie pani to robić, nawet nie spojrzę w kierunku pani malarstwa.

  9. O obniżenie kosztów pracy chodzi zawsze. Spory o toczą się o to, w jaki sposób to robić

  10. Przestańcie z tym Karoniem. Facet bełkocze i jest asłuchalny. Mnie raz wysłuchać wystarczyło i odrzuciło, dawno temu. A tekst super!

  11. Robię samodzielnie takie tam okolicznościowe kartki, czasami wychodzą z tego małe albumiki. Każda kartka jest inna. Patrzę na ludzi kupujących  te w rezultacie nic nieznaczące posklejane, udekorowane skrawki papieru. Wielu z nich jest po prostu przerażonych tym, że to wyszło spod nożyczek, kleju i linijki. Wielu pyta czy aby na pewno ja to zrobiłam ?
    Wdaje się, że piękno w połączeniu z rękodziełem nie ma żadnej wartości. Tak to się porobiło, że czym taniej i brzydziej tym drożej.
    A tu taki „ptaszek”mąż znalazł:
    https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/487798-tysiace-ksiazek-powstanca-warszawskiego-trafilo-na-smietnik

  12. zastanawiałam się  rok temu,  nad kupnem tych kartek Wielkanocnych, ale na stoisku targowym były po 20 zł, no jednak drogo, nawet jeśli są unikatowe, bo jeśli mam wysłać 7 kartek to zakup ich +wysyłka staje się nieekwiwalentne do na przykład kosztów całego śniadania Wielkanocnego.

  13. Mając dwadzieścia kilka lat z ogromnym trudem czytałem książkę Zen i sztuka ciężka to byłą przeprawa. Za pierwszym razem poddałem się po kilkunastu stronach, następnie pozakreślałem markerem wszystko co dotyczyło motocykla (jako ze jestem pasjonatem starych motórów [nie jestem motocyklistą] i musiałem ją przeczytać) potem za 7 lub ósmym razem zacząłem coś kumać z tych jego filozoficznych rozważań. Koniec końców dzięki temu dziełu 😉 zrozumiałem że jakoś jest to coś co każdy czuje lecz nikt jej nie określi, i właśnie ci pracownicy huty mieli i tworzyli jakość. A nam uparcie od wieluuuu wieeelu lat próbuje się wmówić, że za przeproszeniem gówno jest jakością i jeśli coś jest bardziej puste, śmierdzące i gówniane tym większą ma jakość. A o książce dowiedziałem się od świeckiego kaznodziei „Chrisa o poranku” który lubił pierdolić jak potłuczony. Największym pierdem w tej książce jest zdanie że Budda jest wszędzie, ale my wiemy jak jest naprawdę…

  14. Przepraszam ze względu na zbyt wielki natłok kotłujących się myśli w mym łbie, nie napisałem do końca tytułu książki „Zen i sztuka oporządzenia motocykla” co ciekawe jak wpisałem w google: „zen i sztuka”, bo do końca nie byłem pewny tytułu, a wśród moich książek ciężko jest znaleźć pojedynczy egzemplarz, to wyskoczyło mi coś o oporządzeniu penisa i to jest właśnie ten smród który wciskają nam jako COŚ!, nad czym trzeba się pochylić i zachwycać się smrodem jaki z tego bije, bo to nie smród a cudowne zapachy przenoszące nas na wyższy poziom. Niestetyten wyższy poziom za pewien czas okaże się zwykłą gnijącą giczą wołową.

  15. Nikt i szkło czyli
    Spiritus Movens

  16. No to pytanie: czy ktoś mógłby spróbować powiedzieć trochę mniej ogólnikowo, z której strony nadciąga teoria „Wielkiego nikogo”? Czy to jest nowa inicjatywa, czy bardziej daleki wschód, czy Marcin Luter ze swoją wesołą kompanią, czy też plemię żmijowe, czy jeszcze co innego? I na koniec informacja: pytam, bo po prostu nie wiem.

  17. Lata temu pisał ks. Michał Poradowski, że trwa protestantyzacja katolicyzmu. W protestantyzmie jest chyba tak, że człowiek jest zbawiony przez wiarę, ale pozostaje nadal grzesznikiem. To, co mówi o. Szustak tak mi właśnie tym zalatuje.

  18. Bo to jest upadek…
    … wyjalowienie nakarmionych zludzeniami  – najpierw  rodzicow dzisiejszych nastoletnich ludzi, a potem ich samych i czym to zaskutkuje trudno przewidziec, ale napewno niczym dobrym, czesc z tej mlodziezy bedzie stracona – i to nawet nie ma co sobie robic zludzen… 
    … ale oni, ta mlodziez jest  „po studJaH”,  po czesto naprawde beznadziejnych studiach, ale oczekiwania jej – a szczegolnie ich rodzicow sa duze przy niewielkich umiejetnosciach i zadnym doswiadczeniu… bezsprzecznie jest to niewiarygodny upadek  !!!

  19. To fakt…
    … dochodzi do takich  kuriozow,  ze  oryginalne kartki pana Marcina u Gospodarza i ten  BADZIEW  u Szustaka jest w porownywalnych cenach… rzeczywiscie 20 czy ponad 20 zlotych za kartke okolicznosciowa – tj.  ponad 5€ – to juz jest duza suma,  choc jakosc  NIEPOROWNYWALNA… jak  „pochwalilam sie”  rodzinie,  ze placilal po 5€ za niektore kartki we Francji, a nawet wiecej – to zgodnie powiedzieli, ze mnie  chyba ‚pogielo’…
    … i tak to Nebrasko bywa z gustami ludzkimi – jeden lubi  bloto  drugi  zloto  !!!
    À le takie arcydzielka sa tylko dla koneserow i znawcow,  i tacy tez sie znajduja… potrzeba tylko czasu i cierpliwosci.

  20. Zazdroszcze Panu…
    … tej wycieczki do huty szkla.  Moj kochany dziadek oprocz pracy na gospodarce dorabial i pracowal w hucie szkla w Hucie Dabrowej.  Mimo, ze byl mezczyzna drobnym to najlepiej dmuchal krysztaly… owczesny dyrektor huty zachodzil w glowe jak to mozliwe, ze taki mikry facet mial taaakie zdrowie… przepracowal w hucie chyba cos kolo 20 lat, ale w koncu zrezygnowal, bo to dmuchanie odbieralo mu zdrowie,  dyrektor ubolewal obiecywal podwyzke, ale dziadek ostatecznie zrezygnowal.  W hucie tez dorabiala sobie moja chrzestna na kuglerni przy rznieciu krysztalow – tez niezle jej to szlo,  ale jak wyszla za maz i kolejno zaczely pojawiac sie dzieci to zrezygnowala.
    À le mialam szczescie zwiedzic mala, prywatna  hute szkla we Francji… wyroby ich to bylo cos autentycznie pieknego, istne arcydziela  i  prosperowali bardzo dobrze… wiec nie dziwie sie, ze i ta huta prosperuje… ale przykro, ze brakuje nastepcow.  

  21. Dlaczego pan Gabriel ma rację moim zdaniem:
    bo wiara katolicka zawiera w sobie na wyższym poziomie duchowym paradoks, który dobrze oddają słowa:”żyj tak jakby wszystko zależało tylko od ciebie, módl się tak jakby wszystko zależało od Boga”. Jesteśmy więc równocześnie niczym (prochem), a zarazem kimś wielkim obdarzonym boską mocą tworzenia.
    Jeśli więc ktoś podkreśla tylko jedną stronę paradoksu, tę o byciu nikim, wszystko zawdzięczającym Bogu, szerzy herezję, bardzo szkodliwą dla ludzi młodych zachęcając ich do babrania się w sobie, autopsychoanalizy, myślenia typu: jestem do bani, świat jest do bani. Nie zachęca do tworzenia, działania. Musi być zachowana równowaga, jak u artystów średniowiecznych (dzieło doskonałe i anonimowość, czyli bycie nikim w oczach świata, co miało na celu uniknięcie grzechu pychy) i pracowników huty szkła.
    Ta równowaga w paradoksie występuje też w buddyzmie zen, jesteś pustką, ale musisz dążyć do perfekcji w tym co robisz (kaligrafia, grafika, ogrodnictwo w klasztorach zen).
    W dwu słowach: „bycie nikim” ma tylko temperować pychę, nie może być filozofią życia, bo z prochu powstałeś i w proch się obrócisz, ale pomiędzy tymi stanami masz być na podobieństwo Boga: tworzyć i dążyć w tym do ciągle wyższej jakości.

  22. ten sam Pelanowski co został przeniesiony do innego klasztoru oraz otrzymał od przełożonych zakaz medialnych wypowiedzi? 

  23. Dzisiaj oznajmiono, że zakaz publicznych wystąpień ma abp Lenga.

  24. Tak. Ten sam. Bo mowi o Tradycji i nie popiera modernych księży.

  25. Widzę, że Pan chyba w moich stronach. 

  26. Przechodziłem przez galerię handlową. Tam wystawa reprodukcji malarstwa. Nad każdym obrazem cena  np Rembrandt –  77 mln USD. Im bliżej współczesności więcej bohomazów i drożej. Ludzie zatrzymywali się dłużej nad Rembrandtem, potem przechodzili obojętnie. W wojsku siedziałem  sobie z „kałachem” w ręku i rozmawiałem z kolegą po muzykologii. Mozarta już nikt nie przeskoczy i dlatego wszystko poszło w kierunku poszukiwania nowych form czyli się skundliło. Bo na początku jest rzemiosło i praca czyli warsztat. Kiedyś…  

  27. Ciekawe, bo dane anegdotyczne pokazują, że znalezienie jakiejkolwiek kandydatki na żonę na wsi która chce na wsi zostać graniczy z cudem. Więc te wymagania co do dojenia to taki kwiatek do kożucha (zwłaszcza że to nie jest takie trudne technicznie, raczej kwestia woli by to robić)

  28. Zależy jaka to wieś. Na Podhalu jest tak jak napisałem.

  29. Opowiadał mi  pan Kościelski,  przed wojną ziemianin z Wielkopolski, że on i jego brat ukończyli studia ( jeden rolnicze, drugi prawnicze) a prócz tego musieli nauczyć sie rzemiosła- brat był szewcem a on krawcem. Dzięki temu po wypędzeniu ze swoich dóbr w czasie wojny zdołał utrzymać swoją żonę i siebie szyjąc ludziom ubranie. Zresztą , mówił : do dziś szyję żonie spódniczki ( było to w Zakopanem w latach 1974-1978 )

  30. W jakim wieku ma być ta żona . Może sie nadam…

  31. Wiek? XIX nie za bardzo, następne dwa już prędzej.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.