czerwiec 202014
 

Nie jest to niestety moment wesoły, ani dobrze nastrajający mnie na przyszłość. Może nie powinienem się aż tak tym przejmować, ale czuje się po prostu zlekceważony. Wybrałem trzy najbardziej, moim zdaniem, dynamiczne i pełne treści opowiadania, które należało zilustrować kadrami. Nie wprowadzałem żadnych dodatkowych ograniczeń, bo wiem jak ciężko znoszą takie rzeczy ludzie, którzy zawodowo zajmują się sztuką. Bardzo źle zrobiłem. Większość bowiem nadesłanych prac to była próba ściśnięcia na czterech lub sześciu planszach całej, rozbudowanej przecież historii. Pół biedy gdyby temu eksperymentowi towarzyszył jeszcze perfekcyjny rysunek lub choćby tylko poprawny, albo żeby aranżacje te korespondowały jakoś ze scenariuszem. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Prace są po prostu słabe. Powtórzę jeszcze raz to co napisałem wczoraj: nie ogłosiłem tego konkursu po to, by podnosić ludziom samoocenę, zrobiłem to po to, by wejść na rynek polski i rynki obce. Sądziłem i sądzę nadal, że są w Polsce dobrzy rysownicy, którzy potrafią zrealizować pomysł literacki graficznie i jeszcze poradzić sobie ze scenariuszem. Na razie jednak muszę na nich poczekać.
Na narysowanie projektu konkursowego uczestnicy mieli bardzo dużo czasu. Konkurs ogłoszony został w lutym, a rozwiązanie przewidziane było na dzień 20 maja. W tym czasie Tomek Bereźnicki narysował 16 rozbudowanych, dynamicznych, zaskakujących, interesujących, szokujących momentami plansz do albumu „Święte królestwo”. Uczestnicy konkursu zaś zrzucili na mnie w ostatniej chwili po kilka stron narysowanych na chybcika dziwnych obrazków połączonych słabo zrozumiałym tekstem. Jeszcze po upływie terminu odbierałem maile z pytaniami, czy przyjmę pracę na konkurs. Naiwnie godziłem się na to, bo sądziłem, że ludzie po prostu nie wyrobili się z terminem. Oni jednak próbowali coś zrobić na ostatnią chwilę, z nadzieją, że a nuż się uda. Mili uczestnicy konkursu, czyście powariowali?! W składzie jury oceniającego prace zasiadali prócz mnie i mojej żony zawodowcy, którzy nie mieli dla waszych prób ani krzty litości. My się tutaj nie chcemy zajmować promowaniem amatorszczyzny – powtarzam to jeszcze raz.
Od razu widać było co jest największym problemem ludzi zabierających się za rysowanie komiksu na podstawie „Baśni jak niedźwiedź”. Jest nią absolutna niemożność zgrania własnego temperamentu artystycznego i stylu, o ile w ogóle jest tam jakiś styl, z dynamiką akcji i charakterem opowieści. Szczegóły wyjaśnię omawiając poszczególne prace. Prawie nikt nie rozumie co to jest kolor!!!!!!!! To jest po prostu straszne!!!! Czarno-białe stylizacje udają się wtedy gdy autor ma dobrze wypracowany styl i potrafi rysować jakiś element perfekcyjnie a pozostałe bardzo dobrze. Inaczej wszystkie te dwukolorowe ekspresjonizmy nie są warte funta kłaków.
No i jeszcze jedna ważna rzecz, której niektórzy nie zrozumieli: komiks to nie ilustracja do książki. To jest zupełnie coś innego.
Omówię teraz niektóre prace, tylko te na które można było patrzeć bez szyderstwa. No i jedną dodatkowo, która się nie nadaje na komiks, ale warto o niej rzec kilka słów. Zacznę właśnie od niej.
Panią Agnieszkę Rembowską sam osobiście namówiłem do udziału w tym konkursie. Nie znałem jej prac i nie wiedziałem jakim stylem i techniką się posługuje. Rysunki Pani Agnieszki okazały się bardzo dobre, ale one się nie nadają do albumu komiksowego. Poza tym ołówek nie jest właściwą dla komiksu techniką. Podkreślam więc perfekcyjny charakter pracy, ale wyróżnić jej nie mogę, nie zgodzili się na to inni członkowie jury. No i kolor, posługując się taką paletą można tworzyć piękne pejzaże, jakieś widoczki gór o poranku, albo malować wnętrza pustych kościołów barokowych na lubelskim Powiślu, ale nie rysować komiks o życiu św. Ignacego. Jeśli Pani Agnieszka ma takie życzenia chętnie odeślę jej rysunki i zrezygnuję z praw autorskich do nich, na przejęcie których opiewał regulamin konkursu. Zachęcam jednak Panią Agnieszkę do kontynuowania misji, bo jej prace to jest materiał przede wszystkim ilustracyjny.

Praca Pana Piotra Barnowskiego zwraca uwagę przede wszystkim dlatego, że autor skupia się na psychologii postaci, to się pewnie nieczęsto zdarza u rysowników w tak młodym wieku. I tutaj właśnie dochodzimy to tego, o czym pisałem wcześniej, do konfliktu pomiędzy techniką, stylem i temperamentem autora a tematem. Gdyby Pan Piotr Barnowski miał narysować rozgrywającą się w pustych i ponurych wnętrzach historię ostatnich dni życia Brunona Schulza, na pewno wyszłoby mu to dużo lepiej niż opowieść o zrabowaniu 200 tysięcy rubli w złocie i asygnatach na drodze pomiędzy Dęblinem a Puławami. I ja szczerze zachęcam Pana Barnowskiego do takich realizacji, bo jego artystyczny temperament wyraźnie ciąży ku psychologicznym głębiom. Gorzej jest z rysowaniem koni, scen walki i aranżowaniem całego, pejzażowego otoczenia różnych dramatycznych wydarzeń. Przypominam, że Toulouse-Lautrec nie potrafił malować pejzaży tylko wnętrza. To nie jest w żaden sposób dyskwalifikujące dla artysty. Chodzi o to, by w miarę wcześnie człowiek zorientował się do czego go Pan Bóg przeznaczył. Może się zdarzyć, że w czasie najbliższych lat, Pan Piotr Barnowski tak dobrze opanuje kwestie związane z rysowaniem pejzażu, że całe moje gadanie będzie nieważne. No, ale na razie jest tak jak jest. Może Pan Piotr jest po prostu portrecistą, a jeszcze o tym nie wie? Trudno mi orzekać, nie znając innych jego prac.

Praca Pana Przemysława Świszcza rokowała bardzo dobrze przez pierwsze dwie strony. Ponieważ jednak jest to praca robiona w pośpiechu, na chybcika, byle zdążyć, efektem jej oceniania była jedynie konsternacja i niechęć wszystkich jurorów. Nie jestem pewien, czy bryła klasztoru Montserrat wyglądała w czasach św. Ignacego tak jak ją Pan Przemysław Świszcz narysował, no, ale załóżmy, że tak. Widok tej masywnej bryły rozpoczyna zredagowaną przez Pana Przemysława historię św. Ignacego i to jest moim zdaniem dramat. Ja nie chce oceniać uproszczonych pejzaży na 3/4 strony tylko dynamiczne sceny, skróty, metafory zawarte w kadrach oraz chcę widzieć jak to wszystko ładnie zgrywa się z tekstem. I to się Panu Przemysławowi Świszczowi udało na tej 1/3 pierwszej strony i na stronie drugiej. Na stronie trzeciej poprawnie narysowane postaci uczestniczące w standardowych, znanych z różnych komiksów scenach pełnych dynamiki, emocji i ruchu, zamieniają się w karykatury. Ja nie wiem dlaczego. Myślę, że powodem był pośpiech. Zupełnie nie rozumiem dlaczego nagle zaczyna Pan Przemysław rysować te wydłużone szyje i dziwne pozbawione głębi oczy. Różnica pomiędzy stroną pierwszą (minus klasztor) i drugą, a stroną trzecią jest po prostu dramatyczna. Strona czwarta zaś to już klęska. Po co Pan się spieszył? Dlaczego praca nie jest dokończona?

Pan Andrzej Niezgoda włożył najwięcej wysiłku w swoją pracę. To jest jedyna nadesłana praca, w której nie znać pośpiechu. Kłopot jest jednak z nią taki, że o ile zające i kadry, gdzie one występują są narysowane bardzo dobrze, o tyle z końmi i ludźmi jest już dużo gorzej. Pan Andrzej Niezgoda wie co to znaczy kolor, ale nie rozumie po co w komiksie jest potrzebny scenariusz. Trudno mi coś doradzać Panu Andrzejowi, bo jest rysownikiem doświadczonym, ale z takim sposobem opracowywania twarzy i postaci niczego nie wygramy. Piszę to wprost, choć praca Pana Andrzeja Niezgody bardzo podobała się Tomkowi Bereźnickiemu. Oczywiście na tle innych prac. Nie podobała się niestety innym jurorom. Zwrócono uwagę na to, na przykład, że nie da się strzelać z karabinu stojąc i trzymając go w jednej ręce.

W pracy Pana Grzegorza Weigta zaznacza się ten sam rozdźwięk pomiędzy stylem, temperamentem, a tematem, który widoczny jest w pracy pana Barnowskiego. Tyle, że rozdźwięk ten dotyczy czegoś innego. Pan Grzegorz ma wypracowany styl, który predysponuje go do rysowania komiksów dla dzieci. Komiksów, w których występować mogą jakieś charakterystyczne, schematyczne postaci. I ja zachęcam Pana Grzegorza do stworzenia takiego albumu, nie wiem co by to miało być, ale myślę, że przygody kilku charakterystycznych bohaterów, opowiedziane na wesoło, mogłyby przynieść Panu Grzegorzowi sukces. Jego styl nie nadaje się do tego, by opowiadać o św. Ignacym. Trzeba to powiedzieć wprost. Pan Grzegorz ma rozmach i potrafi rysować długo nie obniżając przy tym poziomu, ale to się nie nadaje na historię Loyoli. Gdybym w konkursie umieścił zamiast opowiadania o św. Ignacym historię Leona Pineckiego, albo budowy kolei transandyjskiej, pan Grzegorz poradziłby sobie z tym dużo lepiej i byłoby to z pożytkiem dla nas wszystkich, szczególnie zaś dla rodziców tych dzieci, którzy narzekają, że nie ma dobrych albumów o Polsce i jej historii przeznaczonych dla najmłodszych. No, ale w konkursie była historia Loyoli, a nie Pineckiego. Poza tym ja nie rozumiem dlaczego te kolory są takie przygaszone? Czy to jest wynik braku tonera w drukarce, czy może czegoś innego. Jeden z jurorów nie mógł też zrozumieć dlaczego wszyscy od pewnego momentu mają podkrążone oczy, jakby pili przez całą noc.

Pan Krzysztof Budziejewski narysował jedyną pracę, która zdaniem jurorów i moim zasługuje na nagrodę. Praca ta jest narysowana na chybcika, z dużym udziałem technik komputerowych, bez zrozumienia koloru, który jest płaski i czysty. No, ale rozumiem, że to jest wynik pośpiechu. Pan Krzysztof Budziejewski dowiedział się o konkursie w ostatniej chwili i narysował swoją pracę w weekend, albo może nawet w pół weekendu. Dlaczego zdecydowaliśmy się nagrodzić tę pracę? Proporcje postaci są zachowane, twarze różnią się między sobą, dynamika scen jest budowana poprawnie. Uproszczenia w detalu umundurowania i broni rażą oczywiście, ale wszyscy upraszczali ten detal lub go wręcz nie zauważali, nie ma więc o czym mówić. Niewątpliwym walorem pracy Krzysztofa Budziejewskiego jest suspens i dobre rozumienie relacji pomiędzy rysunkami a scenariuszem. Pointa tej pracy jest bardzo zabawna, bohaterowie mają charakter, co nie jest łatwe do uzyskania na czterech podzielonych na kadry stronach. Stąd właśnie wzięła się pozytywna ocena tej pracy jednogłośnie wyrażona przez wszystkich jurorów. Przy oczywiście wszystkich zastrzeżeniach, które tu wymieniłem.

Teraz czas na podsumowanie, które nie jest jeszcze protokołem zebrania jury, bo ten opublikuję w najbliższym czasie. Będzie on zgodny z tym co tu napisałem, ale będzie miał charakter oficjalnego podsumowania.

Tak więc jury w składzie: Gabriel Maciejewski, Lucyna Aninowska-Maciejewska, Agnieszka Słodkowska, Tomasz Bereźnicki i Hubert Czajkowski, postanowili nie przyznawać żadnej nagrody w kategorii „Kresy”, nie przyznawać żadnej nagrody w kategorii „Święci”, oraz przyznać jedną, trzecią nagrodę w kategorii „Bitwy”. Nagrodę tę w wysokości 2000 zł pomniejszoną o podatek otrzyma Krzysztof Budziejewski za pracę zatytułowaną „Żyrzyn 1863”.

Jury postanowiło wyróżnić prace Piotra Barnowskiego, Przemysława Świszcza, Andrzeja Niezgody i Grzegorza Weigta. Wyróżnieniem tym będzie publikacja owych prac w specjalnym albumie, który wydamy po wakacjach. Jeśli autorzy prac nie życzą sobie, by ich dzieło znalazło się w tym albumie proszę o informację. Zrzeknę się wówczas na piśmie praw do tych prac. Nie rezygnowałbym jednak z tego pochopnie, bo po każdym konkursie powinien pozostać jakiś ślad. Ja zaś przewiduję kolejne edycje, następną już w nadchodzącym roku – 2015.

Tak jak napisałem wczoraj na konkurs wpłynęło 11 prac, pozostałe jednak nie zasługują na to, by o nich wspominać. Bardzo mi przykro. Najgorsze jest to, że najbardziej dynamiczna i inspirująca historia, czyli opowieść o losie księcia Romana Sanguszki zaowocowała wysypem nieprawdopodobnych wprost kuriozów. Ja nie będę ich omawiał, żeby nie robić przykrości autorom. Jeśli ktoś jednak zechce się ze mną spierać na temat jakości tych prac, musi się liczyć z tym, że je po prostu opublikuję na blogu, tak by wszyscy mogli się z nimi zapoznać i przedyskutować w szerokim gronie ich jakość. Dziękuję wszystkim za udział w konkursie. Przypominam jeszcze, że konkurs nasz różni się tym od tych ogłaszanych przez instytucje państwowe, że tu nie ma przymusu nagradzania kogokolwiek, za cokolwiek. Ja bowiem nie muszę się tłumaczyć przed żadnym urzędnikiem z realizacji budżetu przeznaczonego na takie projekty.

Niebawem ogłosimy nowy konkurs, tym razem na esej historyczny. Zimą zaś ogłosimy kolejny konkurs na komiks.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl

  12 komentarzy do “Konkurs na komiks „Baśń jak niedźwiedź” rozstrzygnięty”

  1. Te publiczne dyskusje z recenzentami na blogu to wyśmienity pomysł – kupuję 😉

  2. Nie podejmuję się dyskusji, bo się na tym nie znam, ale czasami oglądając jakieś prace graficzne lub malarskie ciśnie mi się określenie nieszczęśliwy. Nie potrafię tego zdefiniować, ale tak je odbieram.

  3. Inaczej się nie da. Nikogo inaczej niczego nie nauczymy. Po cichu rozgrywają swoje sprawy jedynie ludzie z resortu. My zaś nie jesteśmy z resortu tylko z rynku i to trzeba koniecznie zrozumieć.

  4. pierwsze koty za płoty…

  5. Pewnie nie powinienem się cieszyć skoro poziom prac był tak niski jak frekwencja – ale- dziękuję za wyróżnienie. Skąd ten nieszczęsny pośpiech – o konkursie dowiedziałem się w kwietniu i wtedy zacząłem rysować ten komiks, ale same dwie ostatnie plansze niestety już gdy deadline zbliżał się wielkimi krokami (komiks i tak miał mieć więcej stron, stąd taki wielki kadr rozpoczynający). Co do samej bryły klasztoru, przeszukałem internet w celu znalezienia informacji jak wyglądał w XVI wieku, ale na próżno. Musiałem nieco zaimprowizować, odjąłem nieco elementów z aktualnego wyglądu, by wyglądało to wiarygodniej 🙂
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  6. Niech Pan spróbuje jeszcze raz na jesieni. Jestem pewien, że to co Pan robi jest rozwojowe. Musi Pan jednak wiedzieć, że ja traktuję to bardzo serio. Tomek Bereźnicki musi się nieźle namordować zanim wydusi ze mnie jakieś pieniądze.

  7. Czy będzie możliwość zobaczenia nagrodzonych i wyróżnionych prac na pana stronie ?

  8. Dobrze by było, aby taką krytykę poprzeć konkretami, czyli pisząc o pracach osób wymienianych z nazwiska, pokazać ich prace. Inaczej nie ma to sensu, a pisać można byle co.

  9. Uwielbiam, kiedy organizator jakiegoś konkursu, przy jego finale, stwierdza w sposób godny dyplomaty klasy Radka S., że prace były do dupy, a osoby startujące jakimiś idiotami. Bardzo motywujące! Proponuję następny konkurs, może na temat: „Jak podnieść moje ego?” Pewnie skarceni, postarają się lepiej, co?
    Haha.

  10. Ogłoszono wyniki konkursu.
    Sposób w jaki zrobił to pan Maciejewski to mieszanka arogancji, buty i zwykłej bezczelności. Rozumiem, że prace mogły mu się nie podobać i poczuł się zawiedziony, ale on zwyczajnie obraża uczestników konkursu. Na domiar złego zaczął wymieniać nazwiska i dawać własne komentarze do prac. W zależności od stopnia zażyłości z autorem komentarz był łagodny lub ostry.
    Takich rzeczy nie wolno robić. Prace nie były publikowane i organizatorowi nie wolno wymieniać nazwiska i deprecjonować umiejętności autora. Nie odnosi się pan do wydawnictw, które się ukazały tylko do prac konkursowych. Nie rozumie pan pewnych relacji prawnych, związanych z ochroną dóbr osobistych. Najlepszym wyjściem dla pana, będzie usuniecie artykułu i przeproszenie wymienionych osób.
    Internet to jest medium publiczne. Tupet nic panu w tym nie pomorze, to poważny błąd. Konkurs jest swoistą sprawą i regulamin nie wyczerpuje wszystkich jego aspektów. W regulaminie nie było też nic na temat publicznej imiennej krytyki autorów. Relacja miedzy autorami prac , a organizatorem to pewien rodzaj zaufania. Pan go przekroczył.
    Ja czuję się obrażony.

  11. Kiedy będzie kolejna edycja?
    Ps. Chętnie zobaczę przykładowe plansze tutaj na stronie 🙂

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.