Kwi 262014
 

Nie przysporzy mi to pewnie zwolenników, ale muszę się tu z czegoś zwierzyć. Nigdy nie robiła na mnie wrażenia przypowieść o synu marnotrawnym. Sam zmarnotrawiłem wystarczająco dużo czasu i pieniędzy, żeby podchodzić do kwestii tak poważnej jak młodzieńcza lekkomyślność z wielkim dystansem. Marnotrawienie dóbr i czasu jest to poważne narzędzie służące do zdobywania zwolenników i prosty komunikat dla różnego rodzaju werbowników, którzy takiego marnotrawnego chętnie przytulą do swoich obwieszonych orderami piersi, zanim zdąży to uczynić jego wzruszony ojciec. Może w czasach Chrystusa było inaczej, ale kiedy już to skonstatowaliśmy to właśnie w tym momencie rozmijamy się z istotnym sensem owej przypowieści. W historii syna marnotrawnego chodzi jak pamiętamy o to, że nawet jeśli ktoś nawróci się w ostatniej chwili to nie zostanie odrzucony i przepędzony, ale jego także czeka nagroda w niebie. Ma więc historia syna marnotrawnego sens wyłącznie metaforyczny. W czasach nam współczesnych zaś interpretuje się ją dosłownie i nikt z tych, którzy za synów marnotrawnych się podają, nie myśli o życiu wiecznym i nagrodzie po śmierci, ale o czymś wręcz przeciwnym. O nagrodzie w gotowym pieniądzu i różnych bonusach, która czeka na niego już za chwileczkę, już za momencik. Ja tu nie będę nikomu zaglądał do serca, ale mamy za chwilę dwie kanonizacje i w związku z tym aktywność istot świeżo nawróconych lub takich, które od zawsze kochały Pana Jezusa, ale się z tym nie obnosiły, a teraz postanowiły to zmienić, jest przerażająca. Zanim do nich przejdziemy, wróćmy jeszcze na chwilę do tego syna marnotrawnego. To jest jeden z najczęściej wykorzystywanych przez sztukę motywów, na na pewno najczęściej omawiany. Głównie ze względu na Rembrandta i ten fatalny obraz, na którym jakiś do połowy ukryty w ciemnościach pan przyciska do piersi żebraka bez twarzy. Można oczywiście upierać się, że o synu marnotrawnym mówi się bez kontekstów religijnych i emocjonalnych, a jedynie ze względu na moc jaka jest w tej sztuce, ale to jest przepraszam za kolokwializm „gówno prawda”, bo bez emocji i kontekstów w żadnej sztuce nie ma ani grama mocy. Jest tylko ziewanie, nuda i szurające po parkiecie kapcie. Wie to każdy kto choć raz był w muzeum. Nie ma się więc co łudzić, że aktywność interpretatorów wszelkich redakcji malarskich przypowieści o synu marnotrawnym ma jeszcze jakieś dno. I ono się moim zdaniem ujawniło teraz, w telewizorze. Ja to widziałem na własne oczy, tego Kraśkę, wnuka ministra Kraśki, który nie odpowiada za błędy i wypaczenia swojego dziadka, a jedynie stara się robić dobrą robotę w telewizji, widziałem jak stał przy furtce i mówił głosem drżącym z emocji, że to właśnie stąd, z tej furtki wyszedł ostatni raz Karol Wojtyła, by wyruszyć do Rzymu i tam zostać papieżem. Przedtem zaś Beata Tadla, mistrzyni w swoim fachu, robiła coś podobnego. Ona co prawda nie jest wnuczką ministra, a jedynie córką jakiegoś oficera z Legnicy, który działał w opozycji i nienawidził komuny. Teraz zaś dzięki swoim niezaprzeczalnym zdolnościom robi karierę w telewizji i zamierza wyjść za mąż za tego Kreta co pogodę zapowiada. Póki co na wizji nie ma Tomasza Karolaka z gawędą na temat szlaków pielgrzymkowych, które przebył w czasach kiedy jego rodzice pracowali a tajnych jednostkach wojskowych. Nie ma go, ale jest jego filmowa partnerka Kożuchowska, która na okładce „Wprost” oznajmia nam, że „nie wstydzi się Jezusa”. To jest fantastyczne wyznanie, szczególnie jeśli się gra z Karolakiem w filmie pod tytułem „Rodzinka”. Prócz Kożuchowskiej na tej okładce jest jeszcze jakiś smutny młodzieniec, on też się nie wstydzi Jezusa i mówi o swojej wierze głośno.
Żeby odejść nieco od kontekstów religijnych a pozostać przy rodzinnych, bo emocje należy wszak stopniować, powiem Wam co widziałem ostatnio w witrynie naszej księgarni na deptaku. Otóż widziałem tam książkę Moniki Jaruzelskiej zatytułowaną „Rodzina”. Na okładce zaś było zdjęcie samej autorki, która patrzyła na mnie wzrokiem matki tak zatroskanej o życie i zdrowie swojego dziecka, że tylko ostatnia świnia nie uwierzyłaby w jej szczerość. Do środka nie zajrzałem, albowiem miałem w pamięci to co Monika Jaruzelska pisała w swojej wcześniejszej książce. No i pamiętam ten wywiad z Sipowiczem, który przeprowadzała ona na YT parę lat temu. Ponoć sam generał też zabiera głos w sprawie Jana Pawła II i ma o nim jak najlepsze zdanie.
W Wirtualnej Polsce zaś ten Dominikanin co go Toyah już kilka razy opisywał zastanawia się dlaczego Kościół się denerwuje kiedy media robią mu lewatywę. Tak tam było napisane, nic nie zmyślam. No i siostra Bernadetta na tym wszystkim niczym wisienka na torcie. Wszystko zaś jest praktyczną realizacją hasła: pamiętamy, ale i wy pamiętajcie. W poważnych zaś programach publicystycznych na temat religii katolicy walczący, tacy jak Terlikowski i Hołownia kierują naszą uwagę na sprawy poważne i istotne w życiu każdego wierzącego człowieka. Na homoseksualizm, na pornografię, na właściwe relacje z żoną oraz na taką wiecie, codzienną, prostą ludzką uczciwość, bez której nie można być po prostu dobrym chrześcijaninem. Tak właśnie, to jest szczególnie ważne przed kanonizacją Jana Pawła II. I ja tu nie szydzę, żeby Wam się nie zdawało, chcę tylko powiedzieć, że na tych targach w Białymstoku co były niedawno miałem przed oczami taką paradę asów tego samego dnia pojawili się w operze Wajrak, Hołownia i Hugo-Bader, każdy z inną opowieścią, każdy prawdziwy i emanujący rzetelnością, siłą i czym tam chcecie. To było fascynujące widowisko, naprawdę.
No, ale wróćmy do emocji i kontekstów w sztuce. Sprawa jest z taka, że każde dzieło, żeby sobie zasłużyć na uwagę i sławę musi być najpierw pozbawione swojej funkcji pierwotnej, musi być pozbawione istotnego kontekstu, który doprowadził do jego powstania. Ołtarz trzeba wynieść z Kościoła i postawić w muzeum, trzeba mu dać ochronę i stworzyć odpowiednie warunki, żeby trwał i cieszył oko. Obraz o treści religijnej nie może być już nośnikiem tych treści, bo to jest passe, on musi być czymś innym, musi nas informować o absolutnym mistrzostwie twórcy, który go namalował. I my w to wierzymy bezwiednie, bo nie mamy innego wyjścia, nie znamy się na technice malarskiej i nie potrafimy niczego ocenić jak fachowcy, możemy jedynie powtarzać opinię innych, tych którzy zarezerwowali dla siebie rolę mędrców. Obrazy impresjonistów i wszystkich innych, którzy przyszli po nich nie są propagandą państwową późnego cesarstwa i trzeciej republiki, ale swobodną grą światłocieni, co powinno nas interesować samo przez się. Jeśli zaś nie interesuje to znaczy, że jesteśmy niedojrzali emocjonalnie, nie znamy się na malarstwie, a nasza wrażliwość po prostu nie istnieje. Kanonizacja zaś Jana Pawła II i Jana XXIII powinna być dla nas ważna nie poprzez nich samych, ale przez emocje Kraśki, Tadli, generała Jaruzelskiego i poprzez zmarszczone i zatroskane czoło Szymona Hołowni. Jeśli zaś ktoś nie lubi emocji, jeśli ktoś chce poznawać rzeczywistość rozumem telewizja TVN ma dla niego stosowną ofertę. Nie sposób przecież dyskutować o kanonizacji Jana Pawła II i Jana XXIII bez kontekstów historycznych, o tych zaś może mówić tylko znawca, jakiś specjalista od historii Kościoła i proszę, pokazali takiego specjalistę, a raczej specjalistkę w święta. Była nią Magda Ogórek, dziewczyna Grześka Napieralskiego z SLD, wybitna znawczyni zagadnień związanych ze średniowiecznym Kościołem, autorka książki „Beginki i Waldensi na Śląsku i Morawach w XIV wieku”. Książki znanej mi dość dobrze, w której, co za odwaga, użyła ona aż dwa razy słowa „tkacze” w odniesieniu do opisywanych przez siebie heretyków. W telewizorze zaś mówiła tak zawile, że taki niedorobiony inteligent jak ja nie mógł ni w ząb zrozumieć o co chodzi. Pocieszam się tym, że prowadzący, pan o wyglądzie prowincjonalnego alfonsa, także nie mógł i co jakiś czas zadawał pytanie: ale to dobrze, że Jan Paweł II zostanie kanonizowany czy źle? Kanonizacja dopiero jutro, może się więc zdarzyć, że telewizja zaskoczy nas czymś jeszcze. Oby tylko nie umarł generał Jaruzelski, bo wtedy będzie naprawdę strasznie i nawet boję się myśleć, co z tym zdarzeniem zrobią Palikot i Rozenek w gazecie Urbana.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl do księgarni Tarabuk, Przy Agorze w Warszawie, do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, także w Warszawie i do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8.

  19 komentarzy do “Korporacja synów marnotrawnych”

  1. na onet.pl tekst pt : Papież będzie świętym , czuwał adwokat diabła … serio ..

    Chodzi oczywiście o instytucję czy funkcje którą tu pełnił ks. Oder … czuwając nad prawidłowościa procesu kanoniuzacji … wszystko OK

    Tylko taki tytuł na portalu !

  2. Korporacja synów marnotrawnych występuje przed jutrzejszym świętem w dwóch rolach: albo „szczeka” albo się fałszywie podlizuje a…….. karawana idzie dalej.
    Myślę, że ci szczekający i obłudnicy nie poważą się jutro na jakieś eventy.
    Dopiero od poniedziałku już w chórze malkontentów, głośno swoje role zaczną odtwarzać, będą zgłaszać zastrzeżenia. Podobnie jak to miało miejsce od poniedziałku po uroczystościach pogrzebowych bł.JPII.

  3. To co wyrabiają w TVN i TVP to pikuś wobec „PRAWICOWYCH” mediów. Bo oni to na Janie Pawle II to Polskę by już odzyskali. No trudno, skoro musi być kanonizowany to niech będzie. Ale dlaczego w związku z tą kanonizacją rządzi Tusk z Komorowskim a nie bracia Karnowscy z Sakiewiczem? Czemu ten Jan Paweł II na to pozwala. Na dodatek razem z Janem XXIII. Dwaj papieże i nic.

  4. Obraz o relacji ojca z dzieckiem dla tych pogan to raczej proroczy „Saturn” Goyi. To właśnie pochodna braku Boga w sercu, i w skali makro i mikro.

  5. Ja zawsze powtarzam ze media przelomu XX i XXI wieku zidiocialy doszczetnie i oglupiaja ludzi. Mieszkam w USA i nie mam telewizji w domu juz od dawna (pilke nozna czy wiadomosci moge ogladac na internecie).
    Ale media w Polsce sa wyjatkowo debilne niestety. To one wlasnie rozpetaly caly ten zgielk na temat kanonizacji Jana Pawla II i czepiaja sie tego tematu wszyscy spragnieni grosza i rozglosu.
    Niedlugo Krasko oglosi w telewizji konkurs na temat „Najwieksze osiagniecia Polski w XX wieku?”, oczywiscie z udzialem prezydenta i mlodziezy. Zwazywszy na poziom edukacji w Polsce odpowiedz jakiegos rezolutnego mlodziana bedzie w stylu: „Boniek, Papiez i Huta Katowice”.

    Panie Gabrielu, niech pan juz nie wspomina tego Andrzeja Rozenka, on mnie wyjatkowo przeraza, ja juz to kiedys mowilem. Ten czlowiek ma oczy pozbawione milosierdzia i na jego twarzy zawsze blaka sie szyderczy usmiech.

  6. Synowie marnotrawni? Raczej wierni synowie trwający na posterunkach nowych etapów dziejowych.

  7. Rozpędziłam się iść z psem w pola w miłym deszczyku . Niestety chwilowo okazały się niedostępne 🙂

    W zamian opowiem o moim spotkaniu z malarstwem współczesnym w lokalnym Muzeum Narodowym . Akurat pasuje jakoś do tekstu . Trochę krzywo , ale pasuje 🙂

    Było to w połowie lat 90 tych . Przyjechała z dojczlandu wielka kolekcja przemysłowca ichniego o nazwisku Kiełbasa / tzn nazwisko po niemiecku , tylko ja nie mam umlautów na klawiaturze / .

    Były to cuda na kiju . Wielki obraz pół żółty , pół niebieski .. i jeszcze potargany … bardzo mnie to jego ROZDARCIE wzruszyło . No bo sztuka ma wzruszac . Były jakies dwa albo trzy pornografy pikassa :))) … jako kobieta skromna oczy zamknęłam i nie wiem w detalach co na nich było .

    Ale nie zamierzam wyliczać co było , bo to duża kolekcja .

    Poszłam na nią ze znajomą . Obie miałyśmy mocno absurdalne poczucie humoru . Odczekawszy w kolejce po bilet swoje , stanęłyśmy oniemiałe …. ale jeśli chodzi o mnie to trwał ten stan moment :)))

    Zaczęłam tę znajomą ,,oprowadzać ” po wystawie . Niby to połączenie krytyka sztuki , recenzenta , znawcy …. opowiadałam o wszystkim co po kolei oglądałyśmy z wielkim zaangażowaniem , ona potakiwała i wrzucała swoje 3 grosze ….
    Nie szkodziło nic , że moje wywody to były luźne asocjacje i mięszanie wszystkiego ze wszystkim … Zaśmiewałyśmy się przy tym dyskretnie , bo miejsce wykluczało / a może nie ? / turlanie się ze śmiechu .

    Opamiętanie przyszło , gdy spostrzegłam , że sunie za mna grupka , podobno rosnąca , studentek … myślały że załapały się na darmowe oprowadzanie … no więc przestałam spłoszona .

    Tyle , że były to studentki historii sztuki na jakby obowiązkowej wycieczce …………….

    Niestety echa tych moich popisów dotarły do mnie po czasie , w postaci innej , wzburzonej znajomej , która się wyzłaszczała , co też ci studenci za bzdury opowiadają na zajęciach , czy między zajęciami .. nie pamiętam … taki łańcuszek plotki zadziałał .

    Nawet bym nie wpadła na to , że to moje teksty … tylko , że tam był pewiem głośny obraz i moje bardzo specyficzne komentarze do niego … po prostu mój podpis , mimo wielu zniekształcen .

    Niestety , dostałam ataku śmiechu , a nie chciałam sie przyznac do autorstwa :)))))

    Padło na głupotę studentów . Obawiam sie , że to moja wina , to zidiocenie pewnych środowisk , ale czy możliwe że tak szeroko zaszkodziłam ??? :))))))))))))))))))

    A ten rozdarty obraz jednak widzę dokładnie do dziś .Chyba dlatego , że taki prosty w wyrazie .
    I że nie lubię połaczenia tych kolorów .

  8. Oni nie zidiocieli, oni do poniedziałku jeszcze ubierają się ornaty i ogonami na mszę dzwonią (nie będą przed wyborami do PE ganić katolików, ot tam jedna starsza pani o imieniu Bernadetta wystarczy) , a w poniedziałek ks Czajkowski zrecenzuje osobę świętego.
    To mi przypomina starą sprawę dyskusji w TV na temat filmu „Pasja”, obecny w studio Hanuszkiewicz krytykuje koloryt Ogrójca, że nie te kolory,że nie ten fiolet, że nie ta zieleń, że za ciemno itp Ktoś w studio mu odpowiada że genezą dla przyjetych kolorów były wizje jednej błogosławionej osoby. Tak ? zdziwił się Hanuszkiewicz? i dodał no właśnie zupełnie mi się nie podoba.
    Właśnie. Im się to zupełnie nie podoba.

  9. Szczerze mówiąc chyba nie obejrzałem Pasji w całości, co najwyżej duże fragmenty. Te fragmenty były bardzo dobre, tak dobre, że nie oglądałem wszystkiego.
    Niemniej na robótkach Gibsona kładzie się cień manier hollywoodzkich, czyli tandety po prostu. Ładnie opakowanej, ale jednak tandety.
    Współczesną hollywoodzką tandetę najlepiej widać na tzw. remakach. Nowe wersje filmów są zaktualizowane do współczesnego języka filmowego i na ogół są gorsze od swych pierwowzorów. Tzn. lepiej opakowane, może lepiej montowane, ale w całości są tandetą niższej klasy.
    W ogóle film jest rzemiosłem bardzo podatnym na starzenie, jako wydarzenie multimedialne atakuje wiele zmysłów na raz. W efekcie porównujemy obraz z widzianym i oswojonym światem realnym i medialnym z naszej teraźniejszości. Obrazem dynamicznym i zmiennym jak kształty samochodów wokół. A mało jest samochodów o ponadczasowej linii.

    Mel Gibson jest ikoną, szkoda, że mocno poturbowaną. Mad Max czy Zabójcza broń są klasykami kina.
    Waleczne Serce jest odrealnioną bajeczką, widz masowy nie lubi słonej prawdy.
    Ciekawe jak nasz gospodarz porównałby filme Gibsona do np. Krzyżaków? Tam są piękne stroje i zbroje. I sielskie, solidne chaty i myślę, że tak wtedy było – rzemiosło było wszechobecne. W rzemiośle nie było miejsca na BRZYDOTĘ. Każda chałupinka najnędzniejsza miała więcej klasy niż obecne podmiejskie osiedla – nieproporcjonalne budy oklejone styropianem(patented).
    A wierni synowie? Dlaczego mają być niewierni? Mało dostali bonusów od tatusiów-konformistów? Jeżeli się tymi łupami nie brzydzą, to idą prostą ścieżką, wiedzą co mówić i kiedy, stojąc na straży swojego DWORU.

  10. Obejrzałam pasję rok temu , w domu .
    Kidy wyświetlano ten film w kinach , nie widziałam się wśród kinowych realiów , mierzącą się z tym tematem .
    I tak dopiero przed poprzednia Wielkanocą , w domu …

    Wcale nie wiem , jaki to był film . W kategoriach : dobry , zły , hollywoodzki itp

    Nawet nie wiem , czy reżyser tak go nakręcił , czy to było moje subiektywne widzenie ?

    Szłam wraz z matką za Synem . Nie towarzysząc Jej ….. jakoś … jakbym była na Jej miejscu .

    Pytałam kogoś czy też tak czuł … ale to mężczyzna .. i oglądał dawno w kinie ….nie pamiętał …

    Nie miałam jak zapytać kobiety …

    A jaki to film .. nie wiem ….Prawdziwy chyba , po prostu .

  11. Ks. dr Luigi Villa sekretarz o. Pio i kard. Ottaviani:

    Kim jest Karol Wojtyła, albo papież Jan Paweł II? Uważam, że można pomyśleć iż był największym “tytułowcem gazet” tego stulecia, łamiącym wszystkie rekordy popularności. To ta wada była najbardziej widoczna w czasie jego pontyfikatu. Ogromne tłumy na każdym kroku, nieustannie przy dźwiękach hosanny i alleluja. Te przesady wydają mi się nadużyciem adoracji, jakby był supergwiazdą, superbogiem, ajatolahem itp. . .

    Tym sposobem nie mógł zrobić nic poza wywoływaniem zdumienia jako papież, w każdej sytuacji w jakiej się znalazł, czy kiedy mówił lub oglądał, położył na kimś dłoń, pozdrawiał ludzi jako lider, ubrany w sutannę, zjeżdżał na nartach z góry, faktycznie, każdy może nawet powiedzieć na stokach; w taterniczym kapeluszu wspinając się po górach i śpiewając świeckie piosenki. Był skomplikowanym i poetyckim papieżem, o którym mówiło się, że ma melodramatyczny styl i skłonności teatralne. Ale zawsze płynął pod prąd z zajadłą awersją do tradycyjnie akceptowanego zachowania duchownego. To tym zachowaniem zniszczył przepych papieskich audiencji generalnych, śpiewem i tańcami, nawet publicznie, mieszając się z tłumem z każdego kontynentu, i zastępując zwykłą starą samotność osobistym uczestnictwem w codziennym życiu człowieka.

    gazetawarszawska.com/2013/04/09/ks-luigi-villa-karol-wojtyla-beatyfikowany-nigdy-w-edycji

    gazetawarszawska.com/2013/04/12/ks-luigi-villa-karol-wojtyla-beatyfikowany-nigdy-cz-2

    padrepioandchiesaviva.com/Padre_Pio___Fr.html

    chiesaviva.com/430%20mensile%20ing.pdf

  12. Zawsze kiedy oglądam Krzyżaków Forda, śmieję się z komiczno-tragicznych tekstów bohaterów, jednak co rusz zapala mi się lampka w głowie i przywołuję się do porządku. Z tego filmu aż zionie niechęcią i nienawiścią do religii katolickiej.
    Wracając co Rembrandta, to już sam nie wiem czy się Panu Gabrielowi malarstwo podoba, czy jest o tzw ” dupę rozbić” bo nich się tym nie zachwyca. Ale nie zachwyca bo nie na miejscu, bo nie w kontekście, nie w miejscu przeznaczenia? Uwielbiam tego malarza, ale może nie za te obraz z końca jego życia, kiedy ograbiony ze wszystkiego, zamglonym okiem rozcierał swoje plamy na ciemnym podkładzie. Ciekawe jaki odbiór miały jego religijne dzieła w kalwińskich holenderskich landach. Panie Gabrielu, zajmuje się Pan w książkach bardzo ważnymi sprawi doktryn i podbojów, proszę mi powiedzieć jako ignorantowi, jak takie małe państewko jak Holandia po wyszarpaniu się od Habsburskiej Flandrii, mogła funkcjonować i rosnąć w siłę? Ten kraj był dla mnie jak Japonia, sam nic nie wymyśli, ale wydoskonali do przesady. Ściągnęli tulipany z Turcji i umasowili, rośliny do barwienia tkanin, tzw. krap turecki i wydoskonalili. Tak sam znani byli z przerobu ołowiu na słynną biel holenderską, najczystszą w tamtych czasach, takoż samo rtęć z Idrii albo Almadenu sprowadzali. Robili z tego najlepszy Europejski cynober. Skąd na to fundusze? Ktoś ich wspierał w tym oderwaniu?

  13. Tak, wspierały ich żydowskie wspólnoty handlujące ze wschodem.

  14. Uważam, że moje pokolenie jest jakoś specjalnie obdarowane tym, że przez całe nasze życie towarzyszyły nam w Kościele dwie wspaniałe osoby; prymas S. Wyszyński i bp K. Wojtyła. Potem „nasz” papież z dalekiego kraju i Msza Św na pl. Piłsudskiego gdzie wszystko zaczyna się od słów „Ja syn polskiej ziemi …”. No jakie to zwyczajne, po prostu syn polskiej ziemi. Tej ziemi, której mieszkańcy mieli mówić po niemiecku, a może po rosyjsku, a potem może znów po bolszewicku.
    Namiestnik Chrystusa miał być z polskiej ziemi.
    No wszystko to dla nas jest niezwykłe, moi przyjaciele od czwartku są we Włoszech i czekają na jutrzejsze święto.

  15. Przepraszam , myślę , że mogę zwrócić uwagę na inny tekst .
    Na salon24 jest w dziale religia , piękny tekst Krzysztofa Osiejuka . On przetłumaczył z angielskiego ten tekst , czyjeś wspomnienie o Papieżu . To co przetłumaczył jest przejmujące .
    Napisałam tam kilka słów swojego wspomnienia . Ale cały dzień ten piękny tekst wisiał i prawie nikt nic nie napisał . I licznik pokazywał niewiele kliknięć jak na temat i dzień. Jeszcze tam zajrzę , jak teraz to wyglada .
    Ale wspomnienie dziennikarki przetłumaczone dla nas przez Krzysztofa polecam serdecznie .

  16. Czy Pan ma kłopoty z językiem polskim? Nijak nie mogę zrozumieć o co tu chodzi…

  17. W 1977 roku nie znałem zbyt dobrze realiów Krakowa. Podczas szkolenia politycznego dla SOR-owców politruk prowadził wykład o KK i o stosunkach na linii KK i państwo. Na koniec wywiązała się sterowana „dyskusja” o najbardziej niebezpiecznych dla władzy dostojnikach KK. Usłużni poddali zaraz kandydaturę kardynała Wyszyńskiego. Podsumowaniem „dyskusji” zajął się politruk i powiedział, że najniebezpieczniejszym dostojnikiem KK jest miejscowy biskup Karol Wojtyła, bo w przeciwieństwie do kardynała Wyszyńskiego jest nieprzewidywalny. Już wkrótce okazało się, że miał rację.

    Wracając do jutrzejszej transmisji to obawiam się, że wzorem ostatniej z konklawe zaproszą takich znafcuf jak: Stasiński, Hartman lub ambasador Weiss, a z Rzymu szczytował będzie wspomniany Kraśko, który sprawdza się wszędzie. Nie wiem jak wyróżnić sprawdza się, bo myślę o tym wprost, jak i w przenośni.

  18. nie wyróżniaj … my raczej rozumiemy :)))))

    inni nie czytają coryllusa , sprawdzałam na różnych osobnikach 🙂

    gdzies zniknąłes z komentowania …. ale polecam ci ten tekst Osiejuka na salon24 , naprawdę ..

  19. U Koryły ludzie są jacyś życzliwsi. :))

    Dzięki, przeczytałem.

    Wracając do wątku przewodniego to wysłuchałem krótkiego wystąpienia p.Rezydenta. Dlaczego teraz, czy to czasem nie jest przestroga, a nawet groźniejszy pomruk, bo nie uwierzę, że strona rządowa nie ma zamiaru się mieszać się do KK vide sprawa Wielgusa, czy ostatnio x.x. Małkowskiego i Hosera.
    Niby okrągłe słowa, a jednak…
    http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/prezydent-bronislaw-komorowski-o-relacji-kosciol-panstwo/070b3

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.