Cze 012020
 

Wobec pustego skarbca i otumaniających okrzyków rozpaczy wydawanych przez osoby zawodowo zajmujące się żonglowaniem pieniędzmi, rząd podjął heroiczne rozwiązanie.

Emanuel Małyński „Nowa Polska”

Ludzie uwielbiają ekscytować się psychologicznymi aspektami sztuki. W zasadzie nic innego im nie pozostaje, bo nie mając kontaktu z dziełem, a jedynie z reprodukcją, nie interesując się z zasady kontekstami, w jakich dzieło powstało, mogą jedynie szukać kontaktu z tym, co na obrazie widać. Stąd spora popularność portretów i wynikających z niej, bardzo powierzchownych, choć aspirujących do głębi, przemyśleń, ocierających się o psychologię. Jednym z najczęściej interpretowanych, w zasadzie przeżywanych, portretów jest dzieło Giovanniego Battisty Moroniego zatytułowane „Portret krawca”. Każdy go sobie może obejrzeć tutaj

https://pl.wikipedia.org/wiki/Giovanni_Battista_Moroni#/media/Plik:Giovanni_Battista_Moroni_001.jpg

Krawiec jest prawie na pewno Włochem, pochodzącym tak jak autor z Bergamo. Ubrany jest w jasne, nadające jego postaci pogodny wygląd, ubrania i uśmiecha się trochę smutno, a trochę zagadkowo. Nie wiem czy ktoś kiedyś zadał już takie pytanie, ani nie znam odpowiedzi, która padła, ale muszę je teraz postawić sam – po co artysta tej klasy co Moroni maluje portret krawca? To jest pytanie z istoty głupie, albowiem ja, podobnie jak większość powierzchownych interpretatorów sztuki i w ogóle wszystkiego, postrzegamy funkcję tego zawodu w sposób właściwy czasom współczesnym. To zaś jest błąd, albowiem krawiec, zarówno ten z portretu Moroniego, jak i ten z Hiszpanii, o którym chcę opowiedzieć, byli kimś zgoła innym. I obaj jak sądzę, zasługiwali na to, by malowali ich wybitni malarze, równie biegli w swoim fachu, co tamci w krawiectwie. Niestety nie dysponujemy portretem naszego dzisiejszego bohatera, a więc musimy się zadowolić tym, co zostawił nam Moroni. Musimy uwierzyć, że Juan de Alcega wyglądał podobnie, choć możemy być całkowicie pewni, że ubierał się inaczej – na czarno.

Zacznijmy jednak…nie od początku wcale, ale mniej więcej od środka. W roku 1579 Francis Drake wylądował w Kalifornii i objął ten kraj w posiadanie w imieniu królowej brytyjskiej. W tym samym roku faktorzy Józefa Nasi wywieźli z Polski przez Kamieniec wyjątkowo dużo wyrobów stalowych, w tym styryjskich noży i innej broni. Wszystko to zostało jeszcze tego samego roku przetransportowane do Niderlandów, żeby uzbroić tamtejszych powstańców, którzy postanowili uwolnić swój kraj spod władzy Hiszpanów. W tymże także roku, na samym jego początku podpisano Unię Utrechtcką. Był to jawny bunt przeciwko królowi Filipowi II i bunt ten wymagał reakcji. Wbrew temu o czym mówi do dziś protestancka propaganda, potężna armia hiszpańska borykała się z wielkimi trudnościami, a skarb korony gwałtownie opustoszał w wyniku licznych wojen. Okręty płynące przez Atlantyk ze srebrem były cały czas narażone na ataki francuskich i angielskich korsarzy, armia nie mogła być przetransportowana z Italii, gdzie znajdowało się gros sił, do Holandii, drogą morską, albowiem piraci berberyjscy pozostający na żołdzie Turków i Francuzów głośno zapowiadali jej unicestwienie, z chwilą kiedy tylko okręty załadowane wojskiem znajdą się na pełnym morzu. Tercios maszerowały więc na północ tak zwaną drogą hiszpańską, przez Mediolan, północną Italię, pogranicze dzisiejszej Francji i Niemiec, do Niderlandów. Wojna dopiero się zaczynała i miała ciągnąć się przez całe osiemdziesiąt lat. Król Filip rozpoczął ją od wydania aktu banicji dla stathoudera Niderlandów Wilhelma Orańskiego.

W kolejnym roku – 1580 – przed królewską komisją stanął Juan de Alcega, baskijski krawiec, nie posiadający żadnego teoretycznego wykształcenia, które ludzie szlachetnie urodzeni zdobywali zwykle na uniwersytetach, krawiec uważający się za matematyka. Juan z całą pewnością został przed komisję wezwany, ale nie rozumiemy jakie były okoliczności tego wezwania, tak jak ludzie ekscytujący się spojrzeniem krawca z obrazu Moroniego, nie rozumieją kontekstów, w których to dzieło powstało. Powód był nie byle jaki, albowiem Juan napisał książkę, która bardzo poirytowała organizacje cechowe w całym kraju. Tytuł dzieła brzmiał – w wolnym przekładzie – Książka o geometrii, praktyce i wzorach. Po hiszpańsku wygląda to tak Libro de Geometria, Practica y Traça, ale nie pytajcie mnie jak brzmi. Było to dzieło poważne, składające się z trzech części, W pierwszej Juan podał – jako pierwszy w Europie – wszystkie obliczenia dotyczące kroju około 130 wariantów 23 zasadniczych męskich i damskich ubiorów renesansowych. Powiązał to z długością dostępnych na rynku formatów materiałów. Do wszystkiego narysował schematy geometryczne, czyli dobrze dziś znane wykroje, a zrobił to w taki sposób, by zużyć jak najmniej materiału. I uzasadnił wszystko matematycznie. Był bowiem wybitnym praktykiem, co już powinno wszystkich tutaj skłaniać do szczerego i wyrażanego całą mocą poparcia dla Juana i jego misji. W drugiej części umieścił ponad setkę nowych wykrojów dla ubrań, ze wszystkimi wyliczeniami, a w trzeciej podał ile łokci jakiego materiału potrzeba na każdy strój. Nie wiem, jak to wyglądało, bo księga Juana jest dostępna w sieci tylko we fragmentach, ale sądzę, że komisarze królewscy musieli mieć miny nietęgie widząc to dzieło. Była to bowiem pierwsza próba standaryzacji odzienia podjęta w Europie. Wbrew organizacjom cechowym rzecz jasna, które oskarżyły Juana o zdradę tajemnic warsztatowych. Komisja jednak zareagowała na widok księgi bardzo pozytywnie, zwłaszcza, że Juana poparł krawiec samego księcia Alba, tego który prowadził bezwzględną wojnę przeciwko prowincjom niderlandzkim. A skoro Juan miał takie, pardon, plecy, to sprawa musiała być o wiele bardziej poważna niż się nam zdaje. Niestety nikt nie ułatwi nam interpretacji tych wypadków, musimy więc wysilić wyobraźnię i pofantazjować. Jeśli prowadzi się wojnę na morzu i wojnę na lądzie, a skarb zieje pustką i kraj musi ogłaszać bankructwo, to trzeba szukać jakiegoś ratunku. Srebro wiezione z Ameryki, musi płynąć przez Pacyfik i nie ma w zasadzie szansy na to, by dotarło do Hiszpanii, trzeba je wymieniać w Chinach na inny towar i dopiero ten towar wieźć do Hiszpanii, gdzie jest on sprzedawany w hurcie i detalu. Cóż to może być za produkt? Jak myślicie? Odpowiedź jest tak jasna, że ja jej nawet nie podam. Muszę jednak niestety ostudzić Wasz zapał, bo księga, którą przygotował z wielkim trudem Juan, nie zawierała wykrojów tkanin jedwabnych, nie zawierała też wzorów ubrań dworskich. Cała poświęcona była prostym – jak na owe czasy, bo dziś wyglądają one jak szczyt luksusu – ubraniom dla średniej szlachty, mieszczan, królewskich urzędników, oficerów i żołnierzy. O czym to może świadczyć? Zanim spróbuję odpowiedzieć, dodam tylko, że Juan i jego praca zyskały pozytywną opinię królewskiej komisji. W mojej ocenie, być może błędnej, dwór wpadł na pomysł, by zmonopolizować handel jedwabiem i wyrobami jedwabnymi, uwalniając jednocześnie masową produkcję krawiecką. To oczywiście było wymierzone w cechy, ale mogło znacznie wzbogacić rzemieślników z różnych prowincji, którzy gotowi byli szyć odzienie nie na miarę, ale w standardzie. Takie praktyki były znane z innych krajów, ale Juan, jako pierwszy skodyfikował wszystko i zyskał aprobatę czynników oficjalnych. Sądzę, że on to zrobił wręcz na zlecenie dworu, ale dziś się o tym nie mówi, utrzymując hagadę o biednym baskijskim krawcu, który siedząc w swojej samotni stworzył wybitne dzieło, to zaś spodobało się królewskim komisarzom. Książka była wznawiana wielokrotnie, a to z czym Europa miała do czynienia wcześniej w praktyce, zyskało wymiar oficjalnej polityki propagandowej króla. Mówię o tak zwanej modzie hiszpańskiej. Czyli modzie na proste, zwykle czarne i skromne stroje. One były, powtarzam, proste według standardów ówczesnych, bo według dzisiejszych są mega skomplikowane. Moda ta dominowała w Europie znacznie wcześniej, ale po wydaniu księgi Juana i jej spopularyzowaniu, Europa została tymi wzorami wprost zalana. Rynek wewnętrzny królestwa, w obszarze bardzo newralgicznym i ważnym, zyskał nowy impuls i pieniądze zaczęły krążyć. Zwiększył się import surowca, a eksport gotowych wyrobów sięgnął wyżyn nieznanych do tej pory. Hiszpania zarabiała, dwór prosperował, warsztaty prosperowały, pośrednicy prosperowali, a król miał pieniądze na wojnę ze swoimi krnąbrnymi poddanymi z Niderlandów. To jest moja interpretacja, być może błędna. Podobny numer, tyle, że w praktyce, bez książki i teoretycznego zaplecza, w mniejszej skali, wykonał Zygmunt August, instalując w Gdańsku niejakiego Bernarda Probsta rodem z Akwizgranu. Krawca partacza, nie należącego do organizacji cechowej, który w krótkim czasie stał się jednym z najbogatszych ludzi w Gdańsku. Cechy wiele lat strawiły wywierając naciski na dwór i płacąc otaczającym króla pośrednikom, zanim wymusiły ograniczenie zatrudnienia w warsztacie Probsta. No, ale jego samego ruszyć nie mogły.

Teraz powróćmy do początku. Od kiedy moda hiszpańska zaczyna dominować na kontynencie? To jest bardzo prosta odpowiedź – od lat 1526 – 1527 – to znaczy od bitwy pod Pawią i Sacco di Roma

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/sacco-di-roma/

Po tych wydarzeniach, złamana zostaje dominacja wzorów włoskich w modzie.

Oczywiście triumf wzorów hiszpańskich, niełatwych w produkcji, o czym świadczy książka Juana de Alcega, nie nastąpił od razu. Możemy więc mieć pewność, że kiedy w roku 1537 zamordowano Bartłomieja Berecciego, odziany był on jeszcze w strój charakterystyczny dla Italii, taki bardziej średniowieczny. Być może miał biret na głowie, ale stwierdzić tego w żaden sposób nie można. Można tylko spekulować.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-zabil-bartolomeo-berecciego/

Najciekawsze jest to, że owa hiszpańska moda – czerń prostych ubrań wzbogacona o białe dodatki, w stroju męskim, zyskała największą popularność w krajach protestanckich i wśród francuskich hugonotów. W zasadzie po tym się tych ludzi odróżniało od katolików, którzy choć także czasem ubierali się na czarno, szukali też innych wzorów. Moda hiszpańska była znakiem rozpoznawczym szlachty i oficerów protestanckich zwalczających armię króla Hiszpanii i katolicką armię Francji. Wykroje ubrań rozrysowane przez Juana były obowiązującą modą na wielkich obszarach Europy jeszcze długo po jego śmierci. Oczywiście nie wszędzie się przyjęły, były takie miejsca, gdzie moda ta napotkała bardzo ostrą konkurencję, na przykład w Polsce. Nie oznacza to jednak, że jej nie było, utrzymywała się nawet tutaj do pierwszej połowy XVII wieku. Niestety nie wiemy, jak się nazywali krawcy, którzy zatrzymali jej zwycięski pochód. Nie wiemy czy byli Turkami, Żydami, Arabami czy Ormianami, nie mamy też pojęcia, czy któryś z nich wydał jakiś wzornik pełen wykrojów wschodniej, kolorowej, drogiej odzieży, dla obojga płci.

Jeśli idzie i zachód Europy, to kres triumfom mody hiszpańskiej położyli dopiero Francuzi. I także nie zrobili tego od razu.

No, ale to jest już zupełnie inna historia

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/noc-sw-bartlomieja-komiks/

  19 komentarzy do “Krawiec hiszpański”

  1. W PRLu kultowym produktem tekstylnym były wykroje z „Burdy” ☺

  2. no tak, beret z  czarnego aksamitu, to w Krakowie chyba do dziś element rozpoznawczy studenta szkoły teatralnej a może jeszcze jakiejś szkoły..

  3. Z moich obserwacji wynika że dzisiejsi studenci nie mają innych elementów rozpoznawczych oprócz tatuaży.Czapek nie noszą żadnych .A studenci szkół teatralnych do czapek aksamitnych wprost zioną nienawiścią .Tak jak to każdej tradycji żakowskiej.

  4. Ktoś taki jak Małyński powinien być dziś w czołówce polskich myślicieli. Tak, co fragment „Nowej Polski” to cytat. Dobre są też „Myśli i rozwagi o konstytucji…”, ale  ale tam jest już wiele poświęcone konkretnym technicznym sprawom.”Nowa Polska” wymiata!

    To reakcjonista i antydemokrata, a to dziś jej zbrodnią. Antydemokrata i reakcjonista, to dziś jak słynny tekst Barei: „To pijak i złodziej, bo każdy pijak to złodziej”.

    W normalnym państwie, z mądrymi elitami, by było już wydanie jego dzieł zbiorowych. PWN by np. to robił zamiast wydawać jakiś postmodernistycznych Francuzów, których nie da się czytać, czy wznawiał w małym nakładzie tłumaczenie Hegla z PRL-u.

    Jedna ze stypendystek w Anglii pisała kiedyś, że tam co roku prawie ktoś piszę nową historię Anglii, i spotyka się ona z debatą np. w prasie. W  Anglii podobno wydaje się też swoich mniej lub bardziej znanych myślicieli w formie dzieł zbiorowych i przypomnień.

  5. Alcega wydrukował wykroje, ale nie pokusił się o rysunki strojów.

    Wykroje i wzory

  6. Goły Anglik z nożyczkami z czasów Henryka VIII

    „Jestem goły, bo nie mogę się zdecydować, co nałożyć”

    „Lubię nową modę”

  7. Do Zatoki Sztuki z nim ☺

  8. W 2005 we Francji ukazała się 25 tomowa seria dzieł Emanuela Małyńskiego

    Smutne, że nie w Polsce.

    Też myślę, że nie będzie.

  9. 25 tomów to już nie przypadek 🙂 O czymś to musi świadczyć.

  10. A ile by kosztowało wydanie w Polsce? Tak w przybliżeniu może poszuka się sponsora?

  11. Coryllus  będzie  prędzej  wiedział

  12. Tłumaczenie około 5 tysięcy to zależy od grubości dzieła od 4 do 7, do tego okładka i druk na każdy tom jakieś 5 – 7 tysi. No i po zawodach

  13. Z dziełem Juana de Alcegi kojarzy mi się wydana przez Klinikę Języka książka o jachtach Tadeusza Sołtyka. Zainteresowała nawet mnie, wybitnego antymatematyka. Pełen profesjonalizm jeśli chodzi o instrukcje budowania jachtów różnych typów, pełna szablonów i sposobów obliczania proporcji, wytrzymałości materiałowej drewna i innych części jachtów.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.