Maj 312015
 

Wczoraj poczułem, że się starzeję, w dodatku ucieszyłem się z tego jak nie wiem co. Dziś zaś zacząłem czytać wywiad z Mieczysławem Prószyńskim zamieszczony na stronach gazowni i dowiedziałem się, że jestem wariatem. Tak więc sumując doświadczenia ostatnich dni stwierdzam, że jestem starzejącym się wariatem. Starzejącym się, bo nie chce mi się nigdzie jeździć i niczego zwiedzać. Myślałem o tym ostatnio dość intensywnie, a wczoraj nawet rozmawiałem z panem Józefem Panfilem, malarzem pejzażystą, który oprowadzał mnie po swojej wystawie, czynnej w Radziejowicach do końca czerwca. Gadaliśmy o tym czy warto jeździć czy nie. No i ja powiedziałem, że warto, ale w duchu pomyślałem, że nie, że lepiej siedzieć w domu. No więc siedzę i się starzeję. Prószyński zaś w swoim wywiadzie powiedział, że trzeba być wariatem, żeby dziś wydawać od nowa jakieś pismo. Ja zaś właśnie to czynię, wydaję całkiem od nowa pismo. Ono nie ma szans na sukces taki jaki zrobił Prószyński, bo też i ja nie znam tylu ustosunkowanych ubeków ilu on znał w latach dziewięćdziesiątych. Nie przeszkadza mi to jednak. Nadal będę wydawał „Szkołę nawigatorów” i nadal będę się starzał nie ruszając się z miejsca.
Wywiad z Prószyńskim koniecznie sobie przeczytajcie, bo on tam pisze, że kiedy zaczynał nie było gdzie uczyć się prawdziwej ekonomii, tak jakby do prowadzenia biznesu w byłym PRL-u potrzebna była jakaś ekonomia. Uczciwie jednak przyznaje, że korzystał z pomocy polonijnych biznesmenów. W ogóle jest to rozczulający staruszek z długimi włosami, który demonstruje swoją żywotność skacząc ze spadochronem w towarzystwie dużo młodszej odeń pani. Jak na żywotnego staruszka, byłego naukowca, który żałuje, że pożegnał się z książkami obwieszcza nam Mieczysław Prószyński, że papierowa książka skończy się, jak wymrze jego pokolenie. Ja zaś zastanawiam się skąd w tych ludziach tyle bezczelności i pychy. A dlaczegóż to jego pokolenie, a nie moje na przykład? Co za typ. Z całego tego wywiadu bije wprost żal za zmarnowanym życiem, wyłażą starcze resentymenty i zazdrość, że idą młodsi i oni mogą zrobić coś ciekawszego niż taki Prószyński. Nie jest to, jeśli przyjrzymy się jego wydawnictwom, ani specjalnie trudne, ani specjalnie ciekawe. Jedyny kłopot widziałbym w dystrybucji, bo tak jak zwykle jest zatkana, po to by różni Prószyńscy mogli wciskać ludziom różne rewelacje. Dlatego właśnie, o czym informuję po raz nie wiem który, trzeba tworzyć nowe kanały dystrybucji, nawet jeśli z początku się nic nie udaje. W tych najważniejszych, najbardziej drożnych z pozoru, zawsze będą siedzieć jacyś Prószyńscy i będą oceniać co może, a co nie może trafić do publiczności. Bo nie łudźcie się, że ten facet jest tylko szczęśliwym biznesmenem. Jego obecność w gazowni świadczy o tym, że to jest cenzor, który różnym biedakom podsuwa te swoje genialne pomysły i rozwiązania. To są śmieci. Nie ma sensu go słuchać. Swoje rozważania o dochodzeniu do sukcesu kończy Mieczysław Prószyński taką oto frazą:

Mieliśmy wielkie zadłużenie wobec drukarni, w której mieliśmy udziały. Bank wymówił nam kredyt, bez którego nie mogliśmy w tym momencie funkcjonować. Stał się on nagle kredytem wysokiego ryzyka, gdyż przez kilka lat mieliśmy stratę na działalności gospodarczej. Załatwił nas więc ustawodawca rękami nadzoru bankowego. Próbowaliśmy różnych sztuczek, ale się nie udało. Najłatwiej było sprzedać właśnie tytuły prasowe. A to z kolei pozwoliło nam podzielić resztę majątku pomiędzy wspólników, gdyż chcieliśmy się już wtedy rozstać.

Chodzi o to, że musieli sprzedać swoje najbardziej dochodowe tytuły Agorze, czyli mówiąc wprost zostali przez tę Agorę wykończeni, a wcześniej wrobieni w kredyt nie do spłacenia, Agora wraz z bankiem, który kredytu udzielał, zaszantażowała Prószyńskiego i przejęła jego najcenniejsze aktywa. On zaś teraz opowiada tejże Agorze i swoich sukcesach. To jest jeszcze większy obłęd niż ten, który opisywałem tu wczoraj.
Można by nawet na tej podstawie dać taki krótki, kursowy wykład z historii koniunktur. Szłoby to mniej więcej tak:
Na całkowicie wysuszonym rynku pojawiają się produkty, które robią wielkie pieniądze i nakręcają wielką koniunkturę. To może być wszystko, XX wieczne pisma kobiece w PRL-bis, obrazy w XVII wiecznej Holandii, tekstylia wełniane i jedwabne na południu Francji w XII i XIII wieku. Rusza produkcja i wkrótce rynek napełnia się jakością i naśladownictwami jakości, jest tego pełno i wszystko dookoła aż kipi, mam na myśli kwestie przepływu gotówki i bogacenia się co sprytniejszych jednostek. Frajerzy bowiem i ludzie, którzy nie rozumieją co się dzieje albo tyrają od świtu do nocy, albo stoją z rozdziawionymi gębami i zastanawiają się gdzie podział się ich stary, spokojny świat. W pewnym jednak momencie okazuje się, że pod tą strukturą nową, która się tworzy na oczach zdumionego tłumu, pod tymi Prószyńskimi i im podobnymi jest coś jeszcze. Jest tam ktoś, kto ma misję polegającą na tym, by kontrolować aktywa, zamieniać je w przedmioty kultu, albo unieważniać. Nowi powoli bardzo przyjmują do wiadomości, że nie są jednak wolni, a rynek który stworzyli ktoś chce przejąć, a często nawet zlikwidować. Jeśli mają sojusznika dochodzi czasami do różnych nieprzyjemnych akcji, takich jak krucjata w Langwedocji, albo wojny gangów w Chicago i Nowym Jorku. U nas jednak w Polszcze, wszyscy wszystko doskonale rozumieją i po kilku tarciach rynki nowych, świetnie sprzedających się produktów przechodzą pod właściwe skrzydła.
Coś takiego jak pisma kobiece i poradniki po prostu zmienia właściciela. Obrazom nadaje się funkcję sakralną, choćby była na nich tylko goła pupa jakiejś pani, a fabryki tekstylne, jeśli nie stoją w tym miejscu, w którym powinny, można spalić. Złoto się chowa. I tak jest zawsze. I tak będzie ze wszystkimi nowymi wynalazkami, produktami, koniunkturami, która robić będą ruch na rynkach i bogacić przypadkowych ludzi, takich jak ten Prószyński.
Nas to jednak nie dotyczy, my żyjemy w sferze dekoniunkturalnej, czyli w sferze wolności. Wydajemy książki, które nie mają prawa się sprzedawać, bo nie ma w nich kodów odczytywanych przez wychowanego na pop kulturze czytelnika, wydajemy pismo z takim samym mechanizmem w środku oraz komiksy, w których nie występują kosmici spółkujący z cycatymi blondynkami. Tak więc póki co mamy spokój i możemy olewać Prószyńskiego i jego mądrości, a także kłopoty i miny, którymi kokietuje Agorę.
Ci, którzy żyją w sferze koniunktur, czyli – użyję najbardziej prostego porównania – na pastwisku baranów, usiłują odgadnąć życzenia pasterza, ale nie zawsze im się udaje. Zeszłej jesieni niejaki Klata z Krakowa z jeszcze jednym, wydali komiks składający się z takich prostych ideogramów, takich kwadratowych obrazków po prostu. Miało to mieć rewelacyjne wzięcie, ale zrobiło wielką klapę. Można oczywiście powiedzieć, że oni i tak coś tam zarobili, bo są beneficjentami środków publicznych, ale przecież nie o to chodzi. Istotne jest by barany porastały runem, jak ten cały Prószyński. No, a Klata nie porósł i w pewnym momencie w radio Kraków ogłosili, że w Polsce nie ma rynku komiksów. Po prostu zniknął ten rynek, bo paru frajerów nie umiało sprzedać swojego produktu. Uśmiałem się jak pszczoła. Nie udało się sprzedać tego gniota i rynek przez to zamknęli, co to się wyrabia na tym świecie….
Idą jak wiecie zmiany i wkrótce może się zrobić na rynkach duży ruch, także na rynku nas interesującym, czyli tym gdzie sprzedaje się treści. Nie dajcie się zwieść pozorom i nie zamieńcie się w barany porastające gęstą wełną, jak to się przytrafiło producentom patriotycznych koszulek. Całe to gadanie o rynkowych niszach, gdzie można sprzedać coś oczadziałym od ideologii młodzieńcom, to są brednie. Tylko do pewnego momentu można, a potem włączają się znane od czasów najdawniejszych mechanizmy. Naszym zaś celem powinno być skonstruowanie takiego urządzenia, które w tych mechanizmach wywoła buczenie i zgrzyt. A potem je zastopuje. Nie jesteśmy tu przecież po, by coś zrobić, pozwolić sobie to odebrać i potem uśmiechać się do kamery jak ten stary wariat Prószyński opowiadając przy tym o sukcesie.
Na koniec dam całkiem obrzydliwą anegdotę. W czasach, które opisywałem w najnowszej książce, a także w czasach nam bliższych, bo właściwie do XVIII wieku, proces oczyszczania runa owczego był niezwykle trudny i złożony. Przede wszystkim należało wełnę oczyścić z łoju, to zaś można było zrobić na dwa sposoby. Można było zakupić u Genueńczyków ałun i w tym ałunie kąpać całe tony wełny, ale to znacznie podrażało produkcję tekstyliów. Stosowano więc inny sposób, wełnę kąpano w odstałym ludzkim moczu. Faceci, którzy się tym zajmowali nie mieli wielkiego towarzyskiego wzięcia, mieli nawet gorzej niż farbiarze, którym paznokcie zabarwiały się na czerwono i żadna dziewczyna nie chciała się z takim umawiać. No więc tamci mieli jeszcze gorzej. I teraz myślę sobie, że to o czym mówiliśmy tu wczoraj i o czym mówimy dziś, czyli ten cały Prószyński, to są kariery tych gości od kąpania wełny w odstałym ludzkim moczu. Oni są szalenie zadowoleni, bo mają stałą i pewną pracę, ale poza swoją branżą nie znajdują uznania, niestety. Ich wewnętrzne hierarchie nie są powszechnie ważne, a sukcesy wywołują jedynie wzruszenie ramion. I nie chce być inaczej, niestety.
Byłbym zapomniał, ten wywiad z Prószyńskim robiła niejaka Powalisz, Monika Powalisz, autorka komiksu o masonach pod tytułem „Bracia i siostry”. Naprawdę, nic nie zmyślam, narysowała dziewczyna taki komiks…
Zapraszam na stronę www.coryllus.pl, do Sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, a także na kiermasze IPN, gdzie będę sprzedawał swoją nową Baśń i nowy album, odbędą się one 10 i 13 czerwca przy Marszałkowskiej, w dawnym lokalu kawiarni Budapeszt.

I jeszcze informacja o wystawie obrazów Agnieszki Słodkowskiej

Czynna jest ona do 1 lipca w Bibliotece Publicznej im. St. Staszica w Dzielnicy Bielany m.st. Warszawy, ul. Duracza 19, od poniedziałku do piątku w godzinach od 10-20, w soboty od 10-15, a w najbliższą środę (27 maja) z powodu odbywającego się tam szkolenia wystawę można oglądać między 16-19.

  49 komentarzy do “Krótki wykład z historii koniunktur”

  1. Aha, ta Powalisz narysowała też komiks pod tytułem „Złote pszczoły – żydzi międzywojennej Warszawy”. Przysięgam, że tego nie zmyśliłem.

  2. Szybki jesteś ale za szybko czytasz!
    Pruszyński skakał na spadochronie kilkanaście lat temu a ta dziewczyna to wynajęła inną do rysowania.
    Jeżeli koszty e-booków są takie jak on podaje w wywiadzie to książka papierowa jeszcze trochę pożyje 😉

  3. Jeszcze link
    http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,18008517,Mieczyslaw_Proszynski__Zeby_zaczac_dzisiaj_wydawac.html#TRwknd
    do wywiadu.
    Ta dziewczyna co rysuje dla Powalisz to się nazywa Zosa Dzierżawska 😉

  4. To są brednie, a czytałem po łebkach, bo co niby on mi może powiedzieć czego ja już nie wiem?

  5. Czyżby ten Prószyński chciał wykosić sobie konkurencję zanim jeszcze powstanie mówiąc, że to nie ma sensu robić to co on robi?

    I dobrze, że Pan będzie dalej wydawał „Szkołę Nawigatorów”, powiem nawet więcej, ja Pielgrzym, który tu ciągle narzekam na brak stałego i głębokiego źródła dochodów, pomimo tego braku będę kupował każdy kolejny numer zaraz po tym jak się ukaże, bo tak mnie urzekł ostatni.

    Nawiąże tutaj do Pana notki „O wdzięczności. W odpowiedzi Mikiemu” gdzie Pan napisał:
    „Nie ma bowiem dla autora nic ważniejszego, nie ma żadnej godniejszej i bardziej wartościowej legitymacji, jak uznanie czytelników. To jest najważniejsza rzecz na świecie. Najważniejsza. Nic nie jest tak istotne, żaden splendor, żadne nagrody rozdawane przez prześwietne środowiska, ani pochlebne recenzje sławnych krytyków. To wszystko mierzwa. Najważniejszy jest czytelnik. Żywy człowiek, który decyduje się na lekturę tekstów tego właśnie, a nie innego autora. Tylko zainteresowanie czytelników jest miarą sukcesu i tylko sukces wynikający z tego zainteresowania jest ważny. Inne rodzaje sukcesu to wydmuszki.”

    Powiem tak, ma Pan moje uznanie jako wydawca i jako autor.

    A jeszcze na koniec wrócę do tego tekstu. Do tego odnośnie wymierania książki papierowej. Ja pójdę dalej niż Pan i się zapytam dlaczego by nie z moim pokoleniem? Jako przedstawiciel ludzi urodzonych w latach 90 mogę śmiało powiedzieć, że moi rówieśnicy i ja czytamy i kupujemy książki papierowe. To są bardzo dziwne słowa jak na właściciela wydawnictwa, że książki wymrą wraz z nim. Albo dalszy ciąg próby likwidacji konkurencji zanim powstała, albo pierwsze próby na drodze do nowego pomysły, pomysłu zlikwidowania książki i czytelnictwa przez kogoś. Jeśli tak to kogo?

  6. Tak, to jest naiwna próba pozbycia się konkurencji. On jest nie tylko głupi, ale jeszcze wynajęty do tego.

  7. Nie pamiętam za dobrze takiej informacji „biegającej” po warszawie w latach 90 – tych, że Prószyński jeszcze otwierał knajpy i w nazwie knajpy miał być zawarty wyraz „barba”. Miały to być lokale pod nazwą: barbarossa, rabarbar, itd.
    No szli po sukces aż się zadłużyli, no no,

  8. Pewnie założyli knajpę o nazwie Barbapaba i przez to popadli w długi.

  9. Ma za żonę Barbarę 😉

  10. …fajnie:)

  11. POwtórka z rozrywki 😉

  12. …i oto kolejne okazje do tworzenie koniunktur

    29 maja w Karpaczu wystartowała 19. edycja konferencji WallStreet,
    organizowanej przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych – SII
    (około 1000 inwestorów indywidualnych)

    WallStreet już na stałe wpisał się do kalendarza największych imprez na rynku kapitałowym w Polsce — zachęca Jarosław Dominiak, prezes SII.

    W ramach niedzielnego deseru wystąpi m.in. Joanna Jabłczyńska, znana aktorka i jednocześnie radczyni prawna SII …

  13. http://www.instytutksiazki.pl/upload/Files/RYNEK_KSIKI_2014.pdf .Taka wczesnoniedzielna myśl, po lekturze tekstu.Podstawowe kanały informacji to telawizja , na targach kiszka , internet=pudelek. Ten Pruszyński chyba wie co mówi.To jeden z beneficjentów.

  14. Dlaczego komentarze .np wczoraj,ale to nie pierwszy przypadek, wchodzą na chybił trafił, a nie w kolejności czasowej. Powstaje wielki chaos i póżniej wszyscy do wszystkich mają pretensje,padają epitety,wyimaginowane emigracyjne adresy i domniemane profesje.Jednym słowem jak na tureckim kazaniu ….albo w bożnicy.

  15. powstaje harmider jak w chederze

  16. Matras,konkurent Empiku zalega wydawnictwom setki milionów złotych za książki i nic się nie dzieje,prosperują w najlepsze.Tam idą nasze pieniądze.To gdzie są te konfitury, w sieciach czy w Wydawnictwach .Ja myślę że i tu i tam.

  17. Walnę teraz nie na temat ale na czasie. A powiem to bo często tu się pojawia temat budżetów.
    Byłem dzisiaj na Marszu dla życia i rodziny, właśnie wróciłem. Obserwację poczyniłem, może nie wybitną ale myślę, że ciekawą. Skąd organizatorzy mieli na to wszystko pieniądze? Już pomijam ciężarówki z nagłośnieniem, ale baloniki, wiatraczki, naklejki i cała masa tego typu pierdółek, roznoszone przez młodzież. I to nie byle jakiej jakości te pierdółki ale np na porządnym twardym papieże dobrze, ładnie wydrukowane. No i właśnie kto dał na to tyle kasy? To musiało wszystko fortunę kosztować, bo tego mało nie było. Kto to ufundował?

  18. Pytanie na dziś, czy to są (nowoczesna.pl dla yntelygentów i kukiz.pl – dla młodzieży) poważne projekty (państwowe), czy lokalna inicjatywa ratunkowa (ew. wspierana z zewnątrz przez „rynki finansowe”). Miejmy nadzieję, że to drugie a wajchę przekręcono nieodwołalnie (co da nam nieco więcej przestrzeni do robienia rzeczy sensownych – naturalnie do czasu).

  19. Podstawową działalnościa Wydawnictwa Prószyński nie jest wydawanie książek ale blokowanie treści.Posiada tysiące praw autorskich do różnych książek których nie wydał na rynku polskim.Otrzymałem list z pogróżkami od tego wydawnictwa by natychmiast usunąć cytaty ze strony internetowej .Jako podstawę prawną wydawnictwo powojuje sie na wyłaczność na terenie PL.

  20. A, no i oczywiście cała ta młodzież rozdająca te prezenciki była umundurowana w jednakowe koszulki z napisem Marsz itd.

  21. Jeżeli zmieniła nazwisko, to w poprzednim wcieleniu nazywała się Dierżyńska. Koło by się zamknęło. 😉

  22. Nie zamierzam czytać i odcyfrowywać bajeczek tego Prószyńskiego – nie mam czasu ani ochoty. Ale ja bym go nie lekceważył. To jest człowiek renesansu[sic!], który bardzo zręcznie umiał się pojawiać i we właściwym czasie i we właściwym miejscu:)))))). A pomimo tego całego bujania w obłokach (astralnych) miał bardzo trzeźwy stosunek do pieniędzy i koniunktur.

    Otworzył w czasie najgłębszej bessy pierwszy prywatny dom maklerski, analogicznie jak Gawronik tą swoją sieć kantorów na granicy:)))). Wszyscy, którzy wtedy ”tworzyli instytucjonalne zręby” naszego rynku kapitałowego, stali się w krótkim czasie bardzo bogaci i dziś zasilają rozmaite finansowe instytucje, fundusze, etc….

    Biuro to nazywało się Dom Maklerski Kant IMM, co powinno się kojarzyć nie tylko z kantem:))), ale i z Immanuelem Kantem – filozofem znanym z form apriorycznych, przez które nie widzimy świata jakim realnie jest, ale widzimy go tak, jak każe nasza umysłowa konstytucja. A może nadbudowa? Stąd od razu mamy przejście do literatury, która ”nadbudowę” kształtuje, i wydawnictw.

    A co się w latach istnienia ”Kant IMM” działo na ”rynku”, to szkoda gadać:))))). Znałem np. w latach 90-tych biuro maklerskie, które umożliwiało uzyskanie linii kredytowej w wysokości 100% wpłaconych środków w ciągu powiedzmy godziny od wpłacenia. Po uzyskaniu linii kredytowej środki można było wycofać w całości i grać samym kredytem, nawet potrojonym dzięki mechanizmowi odroczonej płatności. Kapitał można było multiplikować przez słupy i do tego wszystkiego potrzebny był jeszcze tylko insider, czyli najlepiej …. biuro maklerskie:)))

    A to wszystko w trakcie istnienia biura Kant IMM, czyli największej hossy mnożyło się razy kilkadziesiąt. Złoty deszcz:))))

    Oczywiście Kant IMM zmienił właściciela po tym rollercoasterze i stał się DM BGK SA itd…

    Tak więc nie zamierzam czytać bajek na temat jakichś ”trudności finansowych”, niespłacalnych kredytów itp:)))))

  23. mistrz klata zrobil klape, w czym, najpewniej, pomogl mu jego artystyczny visage szalenca wypuszczonego z instytucji dla wyjatkowo ambitnych… typowa przewaga formy nad trescia…

    krakow nie ma szczescia do pionierow byznesu – kiedys actor nowicki, z tej samej instytuucji co ww klata, otworzyl dom mody dla panow (czytaj krawiectwo z nazwiskiem jak u francuskiego delona) I predko zaliczyl klape jak klata…

    trzeba miec nazwisko, ale to nie wszystko itd

    jest 7:29 am

  24. Kto ufunodwał? Ryszard Petru z kolegami. Ja nie chadzam na demonstracje, wszystkie są oszukane.

  25. drogi pielgrzymie

    myślę, że ten czas się skończył – tzn. urbanowskiej agitacji – lepiej się przyłóż, bo będzie niewesoło…

  26. Liczą na to, że uda im się wychować nowego człowieka. To jest banda heretyków.

  27. To, że Ty nie chodzisz nie ma znaczenia, bo ludzie chodzą.

  28. Przyklady tytulow prosze.

  29. Najlepszy tekst, jaki ostatnio słyszałem/czytałem:
    „Banki nie wojują z rządami.”
    – A. Olechowski

  30. Banki raczej sponsoruja rzady i „wydaja dyspozycje”.

  31. To samo było z Gesslerem. Zalegał 20 mln za czynsz, a TVP dawała mu autorski program kulinarny, a znana z nielitościwego serca (najęta agencja ochroniarska do spacyfikowania szczękowców przed Pekinem) HGWa tu była nad wyraz wyrozumiała. Swój swojego wyniucha.

  32. Książka i gazeta papierowa jeszcze dlugo nie zniknie, ale e booki w dobie coraz lepszej i tańszej elektroniki systematycznie zwiększają udział w rynku…myślę że to jeden z głównych elementów który ostatecznie dobija biblioteki,wiadomo łatwiej szybciej i taniej ściągnąć książke z sieci czy gazetę niż wyjść z domu.

  33. Dla pełnego obrazu.
    p.Komorowski Pruszyńskiego odznaczył Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski a ten w POdzięce napisał i wydał książkę „Ostatni lot. Raport o przyczynach katastrofy” – Osiecki, Tomasz Białoszewski, Robert Latkowski, Mieczysław Prószyński 😉

  34. Panie Coryllusie! Czy można zaprenumerować SN??

  35. Napisał i wydał w 2015r. też drugą książkę „Anatomia katastrofy smoleńskiej. Ostatni lot PLF 101”
    W sumie wygląda na kolegę, nie tylko po fachu, astrofizyka Pawła Artymowicza. Dalsze dociekania pozostawiam @bosonowi pogromcy astronomii kanadyjskiej i fizyki kijowskiej 😉

  36. Ta sprzedaż tytułów Agorze przez Prószyńskiego przypomina mi historię Romana Kluski – twórcy Optimusa. Zmusili go do sprzedaży swojej firmy ale on, w przeciwieństwie do Prószyńskiego, nie udaje, że jest wszystko Ok i nie „wałęsa” się po „gazowniach”. Został hodowlą owiec:) („Przysięgam, że tego nie zmyśliłem.”) Nie jest „moczowym”. Chyba

  37. Oczywiście, że można.

  38. A ty tak szczerze pytasz? Uważasz że współpracownik tow. Balcerowicza będzie miał coś wspólnego z poważnymi projektami? Miał tam być sam Balcerowicz wielki antysystemowiec w czasie rządów PO i wierna podpora Komorowskiego w czasie wyborów ale chyba doszli do wniosku że Balcerowicz nie jest trendy i został biedny Petru fachowiec od pana Franka i przyjaciół z naciskiem na przyjaciół.

  39. W większości przypadków. Ale wydaje mi się, że jest jeszcze na świecie parę poważnych państw. Za poważne uważam te, których zaplecze ideologiczne jest na tyle silne, że potrafią jeszcze wziąć finansjerę za twarz, ewentualnie panuje w nich, mniej więcej, równowaga sił.

  40. Zajrzałem w www i wyszukiwarka wyrzuciła mi ów komiks p. Powaliśz i kilku jej rysujących koleżanek. Jest tak kilka stron. Strony nadają sie do straszenia, a ta z ZOO w szczególności… i na to idą nasze pieniądze.
    Jak ktoś jeszcze nie jadł kolacji to zapraszam. 😉
    http://www.fontarte.com/project/zlote-pszczoly/

  41. Pacynki są sprawą drugorzędną. Ważne, że młoda, nowa twarz w polityce, a konsumenci TVN-u kojarzą go z „fachowością”. A Balcerowicz będzie w tle, ma jeszcze parę miesięcy na ostrą jazdę po strupieszałej PO i nazwisko sobie piarowo odświeży.

  42. Poza tym, było to, rzecz jasna, pytanie retoryczne.

  43. Właśnie PZU kupiło 25% Alior Banku, i będzie pchać swoje pieniądze w banki, bo ma już tyle, że nie wie co z nimi zrobić. Jestem oczywiście za kapitałem rodzimym w bankach, ale też nie przesadzajmy, żeby jakaś mafia miejscowa rządziła całym systemem bankowym w kraju ( PZU, PKO BP, Poczta Polska) i decydowała komu dać kredyt a komu nie.

  44. Nowoczesna.pl to próba zabezpieczenia czyichś interesów tak samo jak to co chcą teraz zrobić z TK. Mają nadzieje ,że jeśli wygra Pis uda jakoś im się przetrwać bo chcecie Panowie i Panie czy nie to Pis jest antysystemowy mimo, że kiedyś to się nazywał układem. To Pis pierwszy uderzył ich po korycie i dlatego teraz chcą Pisowców wysyłać do gazu jak napisała jakaś pani na Fb ,a Niesioł zmienia kolory i zapluwa się w tv. I się tego boją, a teraz moją dużo więcej za pazurami niż w 2005.

  45. To nic innego jak upaństwowienie toksycznych „produktów finansowych”. Będziemy obserwować narastającą ucieczkę zachodnich banków, które zostawią polskie oddziały z tym całym rozgardiaszem, które spowodowały. Rząd (reprezentacja tzw. rynków finansowych) zamiast załatwić sprawę ustawowo szybkim cięciem pozwala na rozlanie się gangreny i nacjonalizację strat (prywatyzacja zysków już się odbyła). Niezłe g.no zostawią następcom…

  46. nie widzę wielkiego zagrożenia ze strony banków obcych – po prostu ustawowo przewalutuje się po kursie 3zł, obliczy się jakby te kredyty od początku były złotowe i tyle, jeśli poniosą straty to ich sprawa. Natomiast sytuacja, że całym systemem bankowo-ubezpieczeniowo-finansowym rządzą 3 instytucje: PZU, PKO BP i Poczta Polska nie jest bezpieczna i komfortowa, gdyż to zbyt duża koncentracja władzy.

  47. Przeleciałem po łebkach wywiad z Prószyńskim i widać, że lubi prężyć muskuły, ale po tym co w pewnym momencie było dość mocnym wydawnictwem wiele nie pozostanie, no może sznur.
    Bohater wywiadu pokusił się o zdanie, że książki papierowe po jego śmierci szczezną.
    Widzi mi się, że książki nie przejmą się tymi przypowieściami i śmierci p. Prószyńskiego najzwyczajniej w świecie nie zauważą.

  48. Nie jest umoczony chyba 😉

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.