Lut 212015
 

Podesłano mi właśnie informację, że ministerstwo edukacji i ministerstwo kluzikowej podpisały porozumienie w sprawie zakupu książek dla bibliotek. Opiewa ono na 180 milionów złotych. Za te pieniądze młodzież szkolna będzie mogła kupować książki do swoich bibliotek, książki marzeń, jak mówią w tej notatce, takie, które każdy pilny i oczytany uczeń chciałby mieć obok siebie.
I co ja mam powiedzieć? Znowu zacząć zawracać Wisłę kijem? Książki, które każdy uczeń chciałby mieć obok siebie?…uczeń ma w nosie książki. Nie chodzi o niego, chodzi o autorów, do czytania których tego ucznia przymuszą. Bo nie łudźcie się, że coś innego wchodzi w grę, będzie to przymus. Tym durniom wydaje się, że jak będą kogoś uporczywie nakłaniać do czytania Miłoszewskiego, to on go rzeczywiście będzie czytał. Za chwilę Zyga wyjdzie gdzieś i publicznie pochwali Omilanowską i Kluzikową za ten pomysł, bo wreszcie kultura została doceniona. W tym programie chodzi o zaklepanie miejsce na tym śmietnikowym parnasie, wszystkim, którzy są władzy i programom cybernetycznym potrzebni. To jest prawdziwa wojna i ona się właśnie rozpoczęła. Ludzie czytają bardzo dużo, ale nie uczniowie, głównie ludzie dorośli. Oni chodzą do bibliotek i oczekują tam nowości, bo każdy z nich wie, że pisarz to taki facet, który ma iskrę bożą. Ona zaś pewnego dnia rozbłyskuje w jego głowie no i on siada i zaczyna pisać. Wtedy właśnie powstają arcydzieła. Jeśli ktoś wierzy w taki schemat, a wierzy większość, zrobienie go w bambuko jest najłatwiejsze na świecie. Zamiast pisarza podstawia mu się Zygmunta, zamiast bohatera Eberharda Mocka i szlus, załatwione, wszystko jedzie. Ludzie są zadowoleni, bo mogą obcować ze sławą. Książki z bibliotek są wypożyczane, myśli formatowane aż furczy. Jednym słowem gra muzyka.
Byłem ostatnio w bibliotece miejskiej w Grodzisku, bo gdzieś zginęła mi „Pożoga” Zofii Kossak. Okazało się, że tam „Pożogi” nie ma. Jest Miłoszewski, cała Kalicińska, Grochola, wszyscy ci grafomani w mundurach, co piszą o swoich przygodach w Afganistanie, wszyscy ci prowadzeni za rękę pisarze z przedszkola dla młodych autorów tam są, ale „Pożogi” akurat nie ma. I pewnie nie będzie już wcale, bo po co, kto się tym zainteresuje.
We Wrocławiu zaś powstanie mieszkanie Eberharda Mocka, słynnego detektywa z powieści Marka Krajewskiego. Fikcyjne mieszkanie, fikcyjnego bohatera, Eberhardt Mock śląskim Sherlockiem Holmesem. Ruch turystyczny zostania nakręcona, tak, że hej.
Wracajmy jednak do tych 180 milionów. Widać dokładnie, że Empik nie przerabia stutysięcznych nakładów Miłoszewskiego, nawet umbrella nie pomaga, a tu są jeszcze inni, coś z tym trzeba zrobić. No to idziemy po ratunek do ministerstwa, jednego i drugiego, a tam pieniążki leżą ciepłe i parują. Tylko je wpompować do systemu i nakazać zakupy dzieł ulubionych pisarzy. No i to się właśnie stało na naszych oczach. Teraz Varga z tym drugim osiołem, obaj z podniesionymi czołami będą jeszcze bardziej pewni, swego, teraz to już z pewnością 100 tysięcy Miłoszewskiego pójdzie.
Dlaczego ja się tego Zygmunta czepiam? Puszczają go w salonowej telewizji od paru dni. On robi miny i opowiada o swojej najnowszej książce. To jest widowisko tak przygnębiające, ten Zygmunt, że ja sądzę iż za nim stoją jakieś siły wprost Polski i Polaków nienawidzące. Nie można bowiem z kogoś takiego wykreować pisarza na miarę pokolenia. Pretensjonalność Miłoszewskiego jest obezwładniająca i właściwie za każdym razem kiedy człowiek spotykałby go na ulicy, albo gdzieś, należałoby wołać milicję, żeby go gdzieś usunęła. Tak przykre jest to co uprawia Zygmunt.
Za nim idą inni. Kolega Onyx, którzy podrzucił nam te wszystkie newsy znalazł jeszcze takiego modela: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/jak-wydac-ksiazke-porady-od-swiezo-upieczonego-debiutanta/vcwhj
Jest to młody pisarz fantastyczny, co można poznać po stylu w jakim przystrzyga brodę. Zaleca on, by wszyscy młodzi debiutanci wydawali swoje książki w wielkich wydawnictwach, które dystrybuują się przez sieci. Czyli by stawali się niewolnikami Biedronki.
Toyah wspominał tu o swojej znajomej ze sklepu sieciowego, której jakieś wydawnictwo obiecało wydanie książki. No i ta książka już wyszła, wyobraźcie sobie. Mam nadzieję, że Toyah coś o niej napisze. Cytował mi już fragmenty, ale nie będę tu ich powtarzał. To co bredzi ten biedny pisarz fantastyki jest jak czarny sen, autorzy mają dopłacać do dystrybucji i redakcji. Po co? Po jaką cholerę pisać książki, do których trzeba dopłacać? Sytuacja taka oznacza, że rynek książki nie służy czytelnikom, nie służy też książce, on nawet nie służy do przewalania budżetów. Chodzi o to, że tak jak każdy ruch pieniądza w handlu sieciowym odbywa się w obiegu zamkniętym: kredyt dla producenta umieszczającego towar w sieci, kredyty dla konsumenta kupującego ten towar, podczas gdy sieć należy do banku, tak teraz do obiegu włączy się producentów książek. Pierwsza jaskółka już wyleciała, jest nią ta koleżanka Toyaha.
Sprzedawczynie z Biedry będą pisać książki dla klientów sieci. W tym systemie niebawem i Zygmunt przestanie być potrzebny, a gazownia będzie wysyłać negocjantów, żeby wstawili jego książki między buraki a sok pomidorowy. I jeszcze do tego dopłacać. Jak jednak przy tym wszystkim utrzymać elitarny charakter wydawnictw? Tylko poprzez zmianę języka publikacji, tak myślę. Tylko na jaki? Nie chcę sugerować hebrajskiego, bo znowu rozpęta się awantura, z której nikt niczego nie zrozumie. No, ale chyba grupa wydawnicza Foksal i GW nie pozwolą na to, by treści dla elit zmieszały się z treściami dla plebsu na skrzynkach pietruchy? Sam nie wiem.
Na razie mamy wielkie tłoczenie zadrukowanego papieru toaletowego do sieci spożywczych. – Spójrz na tego co na przedzie na spoconym Vardze jedzie, bo to Zygmunt jest – że sparafrazuję słowa znanej pieśni.
A pamiętam jak parę lat temu różni zawistnicy tłumaczyli mi, że moje książki skończą na taniej książce. I co gamonie? Wszyscy dziś idą na tanią książkę, tania książka rządzi. I oni wysnuli z tego faktu wniosek taki: zróbmy jeden wielki targ z tanią książką, pisaną przez ekspedientki, z Miłoszewskim jako gwiazdą światowego formatu. Dajmy temu patronaty ministerstw i będzie sukces aż miło.
No więc ja jeszcze raz powtarzam: książka nie jest towarem masowym. Przynajmniej moja książka nie jest takim towarem. Nikt nie ma obowiązku czytania książek, że o pisaniu nie wspomnę. Książka jest produktem luksusowym i winna być sprzedawana w stosownych okolicznościach. Tylko wtedy jest szansa, że klient po nią sięgnie. W okolicznościach, które nam proponują obie ministry, Varga z kolegami, Zyga Miłoszewski i sprzedawczyni-autorka, klient jest najmniej ważny. Żeby to jakoś ubarwić, żeby dowiązać jakoś ten opis do którejś z tradycji literackich przywołam teraz, jakże bliską sercu każdego dziennikarza gazowni prozę Oty Pavla. W ekranizacji opowiadania „Złote węgorze” jest scena, kiedy ten oszalały ojciec myśli, że jak przeciągnie przez rzekę sznur z zaczepionymi na nim co pół metra przynętami to się na to złapie mnóstwo ryb. To jest typowe dla łapczywych idiotów myślenie, które kończy się zawsze porażką. W filmie zaś o mało nie kończy się śmiercią dziecka. Pan, który jest specjalistą od łowienia, ulubieniec głównego bohatera, patrzy na te wyczyny z politowaniem. Tylko bowiem politowania są godni ci ludzie. Ja zaś powtórzę raz jeszcze, twórzmy małe rynki, na które nie będą dopuszczane książki sprzedawczyń ze sklepów sieciowych. Zaraz tu przyjdzie ktoś, żeby użalić się nad uczuciami tych biednych istot, jakże wrażliwych. Nieznany wędrowcze, powstrzymaj się, od wpisania komentarza, bo wylecisz szybciej niż ci się zdaje.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl

  18 komentarzy do “Książki za 180 milionów”

  1. Zobacz, MEN okrada autorów podręczników, publikując darmowe e- podręczniki a kupuje papierowe od innych autorów do bibliotek. Gender banda Kluzikowej to Himalaje hipokryzji 😉

  2. Bo tu chodzi o promocję literatury pięknej….

  3. Muzeum Mocka dołączy do innych tego typu muzeów, jak np. Muzeum Dobranocek PRL-u w Rzeszowie (łącza nie podaję, bo nie jestem w stanie przewidzieć reakcji p. Maciejewskiego).

    A jakże sprawnie te dobranocki formatowały dusze i serca… i formatują. W takiej bazie Bagram na przykład oglądają Bolka i Lolka… Coryllusie, to formatowanie ma wiele wymiarów; nie tylko tekst, słowo, ale cała organizacja codziennego życia, architektura na przykład, architektura współczesnych kościołów… tu dopiero jest horror.

  4. Architektura – mocno tę myśl wyrażały pomysły Le Corbusiera np.

  5. Bolka i lolka bym się nie czepial, a na architekturę nie mam wpływu.

  6. Nie zaczynajcie tu teraz o architekturze.

  7. bezczelne i nachalne te urzędniki z min edukacji.
    A co do darmowego elementarza dla klas pierwszych, to jest on systematycznie wypożyczany ze szkoły do domu. W razie gdyby się zniszczył po roku takiego wypożyczania, to trzeba będzie za zniszczenia zapłacić. Co oznacza że darmowy elementarz jest płatny, ale z odroczoną do czerwca płatnością.
    Cynizm, zakłamanie, obstrukcja mentalna, itd

  8. Jaki samograj dystrybucyjny 😉

  9. Kasa jest podzielona, teraz tylko trzeba wyprodukowac kilkaset ton makulatury i wpieprzyc ja do bibliotek, a reszte w marchewy. Rewolucja to nicosc i miernoty, ktore nie potrafia wyprodukowac kompletnie nic, co przetrwaloby wiecej niz jedna dekade. Po prostu syf.

  10. Syf, a po nim posyfilityczny rozpad mózgu – jak u Lenina

  11. Nie przyznasz, że forma przestrzenna bryły architektonicznej wpływa na duszę? Zarówno wnętrze, jak i to, co wszyscy widzą z zewnątrz?

  12. Może sprzedaż wiązana:Kalicińska i pampersy, lub kogoś do puszki paprykarza, bo noże i wódka nie wyjdzie, bowiem potencjalni czytelnicy potną się lub zapiją i nie wrócą do sklepu.Baner reklamowy:Powieść jak keczup-czerwony i pikantny tylko w biedronce a wtedy od razu będzie można opublikować biografię:”pisarz z biedronki” lub „bojownik z obi”

  13. statut partii matki trza wydac… kieszonkowy wymiar… kazdy ma go miec jako zalacznik do dowodu osobistego… dowod bez statutu nie jest wazny, wiec sprawdzany przez policaja gosc bez statute idzie siedziec, choc wczesniej musi zaplacic mandate i kupic kopie statutu od ww policaja, zatrudnionego tez jako roznosiciel-dystrybutor… dochod ze sprzedazy idzie na zegarki, koniaki i cygara wadzy, no i MEN dostaje premie…
    itd

  14. Klare… Garantiert selbst 15 Komment. Bravo!

  15. einmal ist keinmal;)

  16. Und wir alle haben alles 🙂

    Einfach, weil wir werfen.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.