Mar 042017
 

Będzie nowa ustawa o książce. Tak twierdzi mój znajomy, który był na ostatnim zebraniu w tej sprawie. Przyszedł minister Gliński i pani Gawin i zamiast jak zwykle wygłosić co tam mają do wygłoszenia i zwiać, siedzieli całe dwie godziny i słuchali oraz wymieniali uwagi. Tak więc nie może być wątpliwości, że nowa ustawa będzie. Ci, którzy są jej przeciwni wołają, że to komunizm, ci którzy są za ustawą wołają, że to sprawiedliwość. Co ja na to? Mnie to w ogóle nie dotyczy, ponieważ nasze wydawnictwo spełnia warunki nawet najbardziej wyśrubowanych ustaw jakie mogą zrodzić się w głowie ministra Glińskiego. O co chodzi z tą ustawą? Żeby nie można było zmniejszać cen książek przez rok od ich publikacji. To jest moim zdaniem wymóg naturalny, oznaka przyzwoitości i czystego sumienia – takie postępowanie – i nie powinno być ono obejmowane ustawą, ale jednak jest. Na rynku książki bowiem rządzą pośrednicy czyli wielkie hurtownie i one narzucają warunki wydawcom, autorom i księgarzom. Dzięki Bogu jest internet i można ich ominąć, ale nie każdy potrafi i chce sprzedawać w sieci. Jak wygląda współpraca z hurtowniami? Mam za sobą poważne doświadczenia w tej kwestii, więc mogą coś niecoś powiedzieć. Hurtownik zabiera wydawcy 55 do 60 procent ceny egzemplarza książki. Potem sprzedaje ją księgarzowi z rabatem 5 procent od ceny detalicznej a resztę zgarnia dla siebie. Jeśli jest do tego jeszcze właścicielem sieci sprzedaży wtedy może cenę obniżyć na samym początku o 30 procent, a i tak zarabia 25 procent ceny detalicznej na egzemplarzu. Te promocje rzekome zaczynają się w zasadzie tuż po premierze, ponieważ hurtowniom zależy, żeby pozbyć się towaru jak najszybciej. Ponieważ jednak wszyscy je urządzają towar i tak leży. Jeśli do tego dodamy propagandową funkcję rynku książki i cały system dotacji dla wybranych tytułów i wybranych autorów to mamy pełny obraz patologii. Gdzie w tym wszystkim miejsce na autora debiutanta? Nie ma takich. Debiutować na polskim rynku mogą jedynie znajomi wydawców, znajomi hurtowników, ale już nie znajomi księgarzy. Cały bowiem rynek jest w zasadzie wymierzony w nich. To na nich się zarabia i ich obarcza się odpowiedzialnością za sprzedaż detaliczną. Tymczasem detalista nie może zrobić nic. Ja się kiedyś wściekłem na księgarzy, że oni nie wykazują żadnej aktywności promocyjnej. No, ale nie mają jak. Towar, który jest dostępny na rynku z istoty, z mojego na przykład punktu widzenia, jest niesprzedawalny. A ja jednak trochę sprzedaję i mam pretensje do znawstwa. Oni zapychają swoje półki tym niesprzedawalnym towarem bo mają podpisaną umowę z hurtownią, a następnie usiłują to ludziom wciskać i jedyne co mogą zrobić, to czekać aż o jednej czy drugiej książce powiedzą coś w telewizji. Tymczasem telewizja w ogóle nie jest medium sprzedażowym, bo czas antenowy jest za drogi, żeby komukolwiek wyjaśnić cokolwiek na temat jakiejkolwiek książki. Można się jedynie wpisać w jakąś propagandową narrację, albo przeciwko nie protestować. To znaczy można być za Kościołem, albo przeciw, za Kaczyńskim albo przeciw, za żołnierzami wyklętymi albo przeciw. To są narzędzia nie nadające się do podnoszenia sprzedaży na detalicznym rynku książki. Próby podnoszenia indywidualnej sprzedaży w poszczególnych punktach za pomocą takich gawęd to wyjmowanie obcęgami rzęsy z oka. Da się to zrobić, ale razem z okiem. Tego się nie wytłumaczy hurtownikom, bo oni dysponują jedynym skutecznym narzędziem promocji – 55 procentowym rabatem. I teraz chodzi o to, żeby oni przez rok wstrzymali się przed obniżaniem cen. To nie jest dużo, naprawdę, jeśli zważymy z jakim zadęciem autorzy promowani dotacjami wprowadzają na rynek swoje tytuły, jak nabzdyczeni są ich wydawcy, kiedy mówią o tych rewelacyjnych tytułach, to nie jest dużo – utrzymanie ceny detalicznej narzucone przez wydawcę przez rok. Można wytrzymać. Hurtownicy jednak protestują, bo im nie zależy ani na dobrych książkach, ani na dobrych autorach, ani w ogóle na niczym poza podpięciem się pod budżety, z których płynie kasa na różne tytuły. Można to zrobić bezpośrednio, albo za pośrednictwem odpowiedniego wydawnictwa. Sytuacja jednak księgarzy i autorów, szczególnie zaś tych dotowanych, bo oni najgłośniej domagają się stałej ceny na książkę, jest dramatyczna. Nie może być bowiem tak, że ktoś jest ogłaszany w mediach jako skończony geniusz, który pisze tak wspaniale, że wszyscy inni mogą mu tylko czyścić buty, a jego książki leżą w witrynach poprzeceniane o 30 procent. Oznacza to bowiem, że obniżenie ceny jest jedynym sposobem na sprzedaż książki. Innego nie ma. On zaś zamiast za geniusza zaczyna być uważany za frajera. Stąd zapewne płyną najsilniejsze naciski na ministra Glińskiego i innych urzędników, którzy zajmują się książką.

Mnie, jak powiadam, to zwisa. Nie obniżam cen książek ani przez rok, ani nawet przez dwa lata, robię czasowe promocje i to w zasadzie wszystko. Czy ustawa o książce uratuje rynek? Na pewno na jakiś czas złagodzi wojny cenowe. Te bowiem są prawdziwą plagą. Hurtownik bierze książki od wydawcy z dużym rabatem, a potem sprzedaje je grubo poniżej ceny detalicznej i jeszcze potrafi nie zapłacić przez rok, albo w ogóle i trzeba go ciągać po sądach. Te zaś działają tak jak działają. Dlatego priorytetem jest zawsze zbudowanie sieci sprzedaży, która nie będzie korzystać z oferty hurtowni, a najlepiej zbudowanie własnej hurtowni z magazynem i zaopatrywanie w unikalny towar wybranych punktów za pomocą przedstawicieli handlowych. Może kiedyś i do tego dojdziemy. Na razie musimy radzić sobie tak jak dotychczas. I tak, dzięki valserowi, jesteśmy w zupełnie innym miejscu niż dwa lata temu, a da Bóg, za rok, będziemy w jeszcze lepszym.

Myślę, że nowa ustawa o książce załatwi naprawdę niewiele. No, ale trzeba ją wprowadzić, żeby choć trochę księgarń ocalało. Jeśli bowiem nie ma już handlu podręcznikami, który te punkty utrzymywał, a nie ma też rynku prawdziwej książki, one mogą być po prostu pozamykane. I nikt nad nimi nie zapłacze. Zarówno ustawodawca jak i hurtownicy chcą przekonać czytelnika, że rynek to jedynie to, co oni proponują. Stąd księgarnie zamawiają tylko to co jest w hurtowni, z którą podpisali umowę, stąd biblioteki muszą zamawiać książki z rozdzielnika, a instytucje kultury promują tylko wybranych autorów. To jest mechanizm propagandowy, na który oczywiście reagują czytelnicy. Szukają czegoś, wściekają się jeśli nie znajdują, obrażają się i mówią, że rynek za nimi nie nadąża. Nie nadąża, bo jest wprzęgnięty w propagandę. W propagandę państwową, wyjątkowo w naszym dzisiejszym wydaniu nędzną, w propagandę gender i w propagandę antypaństwową, której przedstawicielami są tak zwani pisarze młodego pokolenia. Oni wszyscy chcą się ratować przed potężną siecią pośredników za pomocą tej sztywnej ceny. Krzyż im na drogę. To nie jest nasza droga. Ponieważ czytelnicy są grupą niezwykle zróżnicowaną i nie każdy szuka najtańszego wydania, najgorszego chłamu, a wielu przeciwnie – lubi książkę prawdziwą i zaskakującą, udaje nam się na tym rynku egzystować. A ja jestem przekonany, że wystarczy zmieniać i rozbudowywać ofertę, żeby czytelnika przyciągnąć. Musimy tylko pomyśleć o jakiejś promocji nie polegającej na obniżce cen, o gazetce reklamowej po prostu. Nowa ustawa na pewno pomoże księgarniom. Sieci bowiem nie będą niszczyć małych punktów promocjami 30 procentowymi i wtedy impet tej promocyjno-medialnej fali, która sprzedaje książki gwiazdorów w Empikach dotrze także do tak zwanych zwykłych księgarń. No i oni też sobie zarobią. Czekamy więc, aż ta ustawa wejdzie, ale czekamy ze spokojem i zaciekawieniem. Nas ona nie dotyczy. My mamy swoje sprawy, swoją serię o gospodarce, swoje targi i swoich czytelników, którzy interesują się promowanymi przez nas treściami. Mam nadzieję, że wkrótce uda nam się wydać pierwszą książkę dla dzieci. Będzie oczywiście ilustrowana. Na razie mamy fantastyczną książkę o handlu wołami, zapraszam.

Przypominam też, że zakończyliśmy już zbiórkę na nasz komiks o Sacco di Roma. Nasze książki są od dziś dostępne w Bielsku Białej, w podcieniach pod zamkiem, w punkcie usługowym Gufuś, ul. Podcienie 13.

Chwilowo, do 8 marca będzie zamknięty sklep FOTO MAG. Pan Michał się przenosi, zmienia lokal i będzie od 8 marca rezydował przy al. Komisji Edukacji Narodowej 85 lok 5A . To jest prawie w tym samym miejscu, ale nie trzeba schodzić po schodkach. Ta sama stacja metra, wszystko takie samo, tylko, że sklep jest na poziomie ulicy.

Przypominam też, że od dziś rozpoczyna się promocja memiksów, oraz Najlepszych kawałków, które dodawane będą za darmo do zamówień powyżej 150 zł – I tom i do zamówień powyżej 250 zł obydwa tomy.

  257 komentarzy do “Książkowy komunizm”

  1. To lecę na Agorę !

  2. Muszę przyznać, że kibicuję im rękami i nogami. Bo to będzie niezły pieprznik. Bo tak się składa, że Gliński ma inteligencje średnio sprytnego ślimaka i ja w ogóle w to nie wierze. Jak to dziadostwo przejdzie w księgarniach będą sprzedawać pudełko zapałek za 30zł a do tego Tokarczukowa gratis.

  3. Sprzedaż wiązaną zrobią, zatowarują sklepy cukierkami i wędliną i będą dodawać do książek Tokarczukowej.

  4. Taa do kilograma żeberek wieprzowych „pokot”  😀

  5. Sprzedaż wiązana nie jest legalna, tak przynajmniej uważa UOKIK.

  6. Ale Singer to chyba z wołowiną?

  7. Z pazurami drobiowymi 🙂

  8. Przecież to i tak nie zmieni sytuacji wydawcy, bo hurtownicy dalej będą zmuszać do podpisywania umów na książki z 50-60% upustem.

    Może rzeczywiście skorzystają małe księgarnie. Ale ich już jest tak mało, że rynku to nie zmieni prawie wcale.

  9. Dzieci wyjechały na kolonię na mazury, zobaczyli co tam było w planie wycieczki. Dzień przed powrotem wychowawczyni mówi dzisiaj bawcie się w co chcecie. Jasio nie zastanawiając się długo głośno zapytał to w co się będziemy bawić? kobieta czy woły?  Rozległo się głośne woły, woły, woły.

  10. Mało ważne co tam uokik uważa, żeby kontrolować rynek trzeba wprowadzić terror, coś tam sobie już wymyślą, założą spółkę na cyprze albo cóś. Najlepsze jest, że ci wszyscy celebryci książkowi za to zapłacą, co teraz im się pewnie nawet nie mieści w głowie.

  11. Panie Gabrielu, czy Handel wołami będzie w Tarabuku, albo na Wiejskiej?

  12. W Niemczech to już dosyć dawno tak działa, nie wiem, czy ustawowo, czy jakoś inaczej. Ale w zależności od „grupy cenowej” każda nowość przez dosyć długi czas (nie wiem, czy rok) kosztuje tyle samo co inne nowości (9,99, 14,99, 24,99 itp.).

  13. Nie zamówili na razie. Na pewno będzie Przy Agorze i u Michała. Przy Agorze już jest, bo wczoraj Pan Waldemar zabrał dwie paczki

  14. No dobra, a co na to amazon? Jak wygląda sprzedaż tych książek w ościennych krajach niemieckojęzycznych itp. ? I co najważniejsze czy absolutnie każda książka tak ma bo doświadczenie życiowe, uczy, że są równi i równiejsi.

  15. Z wieprzowiną to by był antysemityzm.

  16. To nie jest rozwiązanie to podtrzymywanie patologii ustawa nic nie zmieni w funkcjonowaniu rynku poza tym narusza normy prawne krajowe i unijne ustawami w rynek? HMinc w tle

  17. To już nie będzie można wydać i rozdać za darmo? A gdzie swoboda gospodarcza?

  18. To niech zakładają własne hurtownie miast uzyskiwać na ten niedobry świat

  19. Rynek treści jest zabetonowany. W tym sensie, jeśli oprzeć się na jakiś lokalnych księgarniach i to w przenośni i dosłownie, bo trudno przekopać się przez te stosy pseudopamiętników, czy stosy przecen. Jednak widać, ze są wartościowe książki do których możma dotrzeć, co pokazała Klinika.

  20. Problem tkwi w selekcji wartościowych od badziewia

  21. Wczoraj rozgorzała tu dyskusja nt. pomysłu na medialne obrzydzanie kobiet. Powiedzcie czym zatem jest pomysł na to aby praktycznie każdy ojciec brał udział w porodzie? Po to są organizowane bezpłatne szkoły rodzenia, a bardzo duży odsetek porodów kończy się z różnych powodów tzw. cesarką. Te filmiki to… małe miki…

  22. I marketing w wytypowane nisze odbiorców

  23. @ Tadziu i @ Parasol

    Z klawiatury zdjęliście mi to, Panowie 🙂

    Pytaniem jest: co z dziczyzną z dzika? Świnina to czy nie świnina?

  24. Dla mnie takie stosy badziewia leżały w niemieckiej proweniencji sieciówce Świat Książki. Nie pomogły jej karty, bonusy za skaperowanie następnego stałego członka klubu. Rozśmieszało mnie, że jeśli nie wykupiło się „przydziału” to przychodziła książka przez nich „wybrana”. Nie pomogły te zabieg i zniknęli i chwała Bogu

  25. Jak minister coś mówi to zapewne chce dziubnąć lub zwąchał dodatkowa kasę. Tak tylko przypomnę że Szanowna Minister Edukacji na opracowanie książek / 1 – 3 podstawówka /  wydaje 60 mln PLN a dofinansowanie książek 2016/2017 wyniosło 138 mln PLN.
    Poza tym POL- saty i Twi – eny maja programy promujące swoich wydawców i tytuły.
    A Ci nasi to jak zwykle dekretem i rozporządzeniem chcą sie dorobić mamony.A czytelnik juz im nie jest potrzebny.Wystarczy przemiał na makulature / tez odpłatnie / i zgodnie z rozkazem towarzysza ministra Glińskiego .

  26. Ostrożnie! Dziki ryją, więc…

  27. Cała sztuka by nic nie robić i zarobić 🙂

  28. Jednych obowiazuje podstawa prawna a innych prawo pięści 🙂

  29. Nie wolno mężczyznom uczestniczyć w porodzie. Chyba, że mają szczególny powód, np stan wyższej konieczności. Wstrząs, jaki przeżyją, nie każdy przetrzyma — niech to tu wystarczy za uzasadnienie. Nie pchajcie się, Panowie, do tego, co kobiety potrafią najlepiej, i przy czym sobie nawzajem najlepiej pomogą i ułatwią. Odmawiajcie nagabywaczom. Nie wierzcie w propagandowe zapewnienia o „wyjątkowym momencie”. Kto nie ma predyspozycji do bycia lekarzem, niech się wynosi z sali porodowej, czy z pokoju, gdzie się rodzi.

    Kolega-ginekolog, gdy w drodze było jego pierwsze, usłyszał od swoich znajomych ‚paszoł won’, my tutaj wiemy, jak się odbiera porody. I wyrzucili go. Świetnego ginekologa z pełną pacjentek praktyką. Opowiadał mi, że całe życie będzie wdzięczny tym znajomym, wtedy na dyżurze na porodowym szpitala.

    No więc kogo nie przekonałem, że nie-lekarzom nie wolno szwędać się koło rodzącej, to tutaj powtórzę, że lekarzom tym bardziej nie wolno. Nie każdy jednak ma tak zdecydowanych znajomych, jak ów mój kolega, sam lekarz. Bo poród odbiera położna, nie żaden lekarz. Ten przychodzi do incydentu, gdyby taki miał siłom natury przeszkodzić i natychmiast wynosi się, gdy incydent jest zażegnany. Cesarskie cięcia to sposób na skasownie 10x gaży, nie jest to żadna pomoc kobiecie. Mówią tak moi bliscy, lekarze, jedynie ich zdanie powtarzam. Cesarka w 95% jest oszustwem finansowym, ponadto ta operacja zawsze zostawi długoterminowe szkody, nieprzezwyciężalne później już nigdy.

    I dość o tym, bo notka jest o książkach i o księgarniach.

  30. No nie. Pokot musi być do dziczyzny, np. do pasztetu z dzika. No może dzik farbowany jak przez Kargula, ale zawsze …

  31. Dziczyzna w przeciwieństwie do pokotu nie wpisuje się w 50% promocje w dniu premiery 🙂

    świnia a’la dzik to maks 😀

  32. No to do gojskiego świństwa RAZ, cztery zrazy z jednym RAZem. Względnie z Międlarem, jak coś wyda, a chyba na pewno sądząc po jego dykcji w serialu policyjnym.

  33. Nie łączę tych dwu rzeczy. Propaganda homoseksualna to zupełnie inna dyscyplina niż wspólny poród. Poród wspólny to moja i mojej żony aspiracja. Ale nie wszystkim damom to się podoba. To jest kwestia indywidualna. Tego w ogóle nie trzeba propagować. Wystarczy propaganda, w stylu imperialnym, małżeństwa sakramentalnego i rodziny.

  34. Ze względu na bogate menu dzika bliskie śwnininie. Dlatego RAZ jeden raz do kilo pasztetu lub wędzonki względnie do ośmiu zrazów świńskich.

  35. Sądzisz że zemdleję? Być może. Przyjmuję do wiadomości. Ale są niewiasty które chcą asysty męża.

  36. Kiedyś w Niemczech był przymus stałej ceny książki. Na zawsze. Sprzefawcy ratowali się przed uduszeniem chłamem, wystawiając kosze z ‚egzemplarzami wybrakowanymi’, które wcale wybrakowane nie były, no ale nalepkę taką miały.

    Najpierw to poluzowali, a teraz to bladego pojęcia nie mam, co za regulacje wprowadzili. Księgarnie praktycznie nie istnieją. W wielkich miastach stoją molochy kawiarniano-papierniczo-kalendarzowe, poza tym cieniusieńko.

    Amazon nie handluje ksiązkami, tylko wszystkim. Na książkach to by plajtnął. Sprzedaje przemysłówkę i jakieś dziwne niszowe produkty, na które nie byłoby wystarczającego popytu, aby utrzymał nawet jedną hurtownię w państwie. Gdy udostępnić istniejące już mechanizmy sprzedaży dla tych niszowych produktów, stają się one (handel nimi) opłacalne, bo korzystają z ułamka aparatu Amazona, dodając ułamek zysku, i tak się to kręci. W Gdańsku są już biura polskiego oddziału Amazona, chyba czwaryego na świecie, a webowa stona firmy już działa po polsku, tak około 60% jest już przetłumaczone. Hurtu i wysyłki z PL jeszcze nie ma, ale najprawdopodobniej w tym roku już będzie. Gabrielu? Ostatni moment.

    Wskakuj na ich sieć, MUSISZ być tam notowany. Kogo nie ma w Amazonie, ten nie wydaje książek, tych książek nie ma. Póki był tylko niemiecki Amazon, póty mogłeś utrzymywać, że ten moloch nie walcuje polskiego rynku. Teraz, gdy Amazon już ma biura w Gdańsku, zaraz obok K., gdy ich strona główna elegancko funkcjonuje po polsku, gdy tłumaczą coraz więcej opisów produktów na j.polski, nie ma żadnego wytłumaczenia, dlaczego jesteś tam nieobecny. Wskakuj na kark tego mustanga i ujeżdżaj go, niech biegnie pod Tobą. Steruj nim, niech pracuje dla Kliniki Języka.

  37. Ważniejsza jest ochrona Żony i Dzieci niż podtrzymanie swoich wyobrażeń „mocarze”. Nikt też nie zmusza, aby się wgapiać. Teren szpitala to teren wroga – nawet jak ma kolorowe ściany. Atak przychodzi także z niespodziewanych stron. Presja, aby wykonywać chore procedury na leżącą Matkę to standard.

  38. Proszę pooddychać  🙂  Musi to na rusi  🙂

  39. Amazon ma wszystkie książki, jakie kiedykolwiek były wydane, a są w sprzedaży powszechnej. To jest połączenie księgarni z antykwariatem i przybudówką w której jest 1001 drobiazgów. Skupmy się na książkach: tam jest wszystko, egzemplarze nowe i używane, antykwaryczne też, literatura wydana wczoraj i 20 lat temu. Przeszukuję ich bazę danych czasem patrząc na powiązania historyczne, na rozwój myśli. Gdy tam czegoś nie ma, to znaczy, że tego nie ma. Obecność w nowo się organizującym polskim oddziale Amazona jest konieczna.

    NB.

    Niemcy spali, póki tu Jeff Bezos nie zawitał. Gdy wszedł tu, gorączkowo zaczęto reformować rynek książki, wydawać ustawy, etc. Dokładnie TO SAMO teraz widzę w Polsce. Amazon wchodzi, rząd konferuje godzinami, a niedługo ustami Glińskiego oznajmi wielkopomne reformy. Kto wcześniej się znajdzie w sieci Polskiego Amazona, ten będzie współdecydował o tej ustawie. Nie oszukujmy się: warszawianie przepiszą niemieckie regulacje prawne w 98%, dodadzą 1% wymuszonych przez znajomych królika „specyficznie lokalnych” zmian, zaś ostatecznie wygładzą, dodając 1% wymuszone przez nowo powstającą centralę sprzedażową, tę z Gdańska (ładny neon sobie powiesili). Na te ostatnie 1% można będzie – tak sądzę – wywrzeć wpływ, telefonując z kimś już zatrudnionym w Polskim Amazonie. Tak jest, oni chcą uzyskać dobre warunki do działania od początku, więc teraz, ale tylko teraz, przed startem hurtowej działalności, będą otwarci na porady.

    Zwłaszcza na takie wskazówki zważać będą, jakie im wyśle skutecznie rozwijający firmę przedsiębiorca. One pojadą, zestawione z innymi, do Glińskiego, w kopercie nadpisanej „do wykonania”. Jak znam życie, to tak będzie.

  40. Skoro notka jest o książkach to ja wstawię tekst o bibliotece w Downside k Bath, gdzie przed I WŚ, nauki pobierał Jan Gawroński (wnuk Lubomirskich, Czackich, Pociejów): „Raz na tydzień wieczorem prowadzone były w bibliotece zebrania dyskusyjne. Z tygodnia na tydzień wybierano temat i po dwóch mówców za i przeciw, którzy mieli tydzień czasu aby się do swych przemówień przygotować. Dyskusja taka była prowadzona ściśle wg parlamentarnego regulaminu. Po niej następowało głosowanie. Tematy były różne, zależnie od wieku biorących udział w dyskusji. Wśród najmłodszych ośmio czy dziesięciolatków – rozprawiano nad zagadnieniami ” co jest pożyteczniejsze dla człowieka krowa czy koń”. Wśród najstarszych „Czy Anglia powinna przyznać samorząd Irlandii, czy też nie”? albo „Czy dla Anglii jest korzystniejszy wolny handel, czy też system ochrony celnej?”. Mówcy sprowadzali sobie materiał propagandowy  i informacyjny z właściwych organizacji partyjnych,  tak że występowali z mowami gruntownie przygotowanymi. Wszyscy przygotowywali się do politycznego myślenia i do publicznego wypowiadania swoich poglądów.” s.164 „Moje Wspomnienia 1892 – 1919.”

    Tak mi się skojarzyło z  wczorajszym kobiecym tematem i z doborem polityków, z jakością klasy politycznej np. u nas. Ażeby nie uciec od tematu o książkach,  to pomyślałam sobie jakie książki czyta Wielgusowa, Lubnauer, Pihowiczowa, no nie mogę sobie  listy ich lektur wyobrazić. Lubanuer to chyba czyta  Marksa, ma takie zrosty zdaniowe z propagitki, a pozostałe?

  41. I nie każdy z wydawców rozumie, że aby sprzedaż internetowa żyła – czyli aby była codziennie odwiedzana – musi się w myśl obowiązującego od 1984 roku ze zmianami o prawie prasowym – stać się mediami, aby codziennie dokonywać wpisów publicystycznych.

    Jak strona internetowa/blog publicystyczny nie żyje codziennie, nie ma sprzedaży – czyli jak nie ma doskonalenia się i nie ma autentyczności, jak nie ma pasji – ściema wcześniej czy później wychodzi.

  42. Czas powie. Patrzę do przodu – na to, co będzie po latach, a co dziś się ledwie rysuje.

  43. Himmelblau XXI stulecia, i mówisz żeby się przyłączać?

  44. Troche pan dramatyzuje.

  45. Miejsce na istniejącym rynku JEST, wiem i widzę. Ja wybiegłem w przyszłość, w czas, który dopiero nadejdzie. Tam rezerwować sobie miejsce, zawczasu, jest dla mnie prostą konsekwencją działania w teraźniejszości, przeniesionego w przód, i dopasowanego do przyszłych warunków. Internetu też kiedyś nie było… a jest. Dla utrzymania przedsiębiorstwa bieżące powodzenie to jest za mało; myśl o przyszłym.

  46. Ryzykuję odezwanie się – nie każdy ‚rzeczy przewidujący’ ma słuszność, więc tu mogę jej nie mieć. Dziękuję za uwagę, nawet jeśli się nie przydała, i kończę tę myśl.

  47. Z całym szacunkiem na prawdę. To nie jest wybieganie w przyszłość tylko do krainy grzybów. Amazon to kolejna bezduszna korporacja która nas zmieli jeżeli uzna, że to przeszkadza w upraszczaniu wzorów tekstylnych.

  48. A film Wołyń wyłożą w Castoramie na stoisku z siekierami i widłami.

  49. Coryllus by sobie lepiej poradził w takim systemie. Oni padli bo mieli słabe książki. Jakiś czas walczyli ale później zaczęli ładować chłam jak w Empiku do tego zbyt nachalny system przymusu zakupu jak abonament na książki. Zrazili swój rynek i padło.

  50. Lubiłem księgarnie. Właściwie wciąż je lubię … chociaż coś się w nich zmienia. Były tanim środkiem komunikacji do światów i wymiarów innymi sposobami nieosiągalnymi. Lubię biblioteki z ich czytelniami … Chociaż lata minęły, kiedy ostatni raz w publicznej bibliotece byłem. Dlatego ze smutkiem patrzę jak ubożej oferta księgarń, następuje ich degradacja a potem zanik. Wystarczy mały rekonesans po miasteczkach. To istna tragedia! Myślę, że monopol hurtowni to świadomy zabieg systemu, ponieważ wpisuje się w kontrolę i formatowanie świadomości społecznej. Dobrze, że ty Gospodarzu znalazłeś sprytny sposób na ominięcie tych systemowych przeszkód. Ale też patrząc z sympatią na świat książek i księgarń myślę, że dzisiaj nie da się promować i szukać ciekawych książek bez internetu. Gdyby nie internet za Chiny Ludowe bym nie dotarł do książek Pana Gabriela Maciejewskiego. Dzisiaj internet a nie księgarnie są źródłem wiedzy o książkach. Ja rolę księgarń widzę w dwóch funkcjach. Często trzeba książkę dokładnie przejrzeć. Co by nie powiedzieć książka jest artykułem luksusowym (chyba, że ktoś kupuje jedną książkę na rok wtedy inaczej wyglądają relacje cenowe) dlatego warto przed zakupem ją przejrzeć. Druga funkcja jest czysto ekonomiczna. Myślę, że sprytny księgarz jest w stanie wkalkulować w swój biznes koszty kuriera. Dla kogoś, kto dużo czyta koszty opłat pocztowych są duże. Książka plus minus 50 złotych opłata pocztowa do 20 złotych. Jak kupuje się wiele książek na raz, te koszty nie grają roli (zresztą często wtedy serwisy same wpisują to we własne koszta). To dużo przy pojedynczej książce. Księgarni o wiele łatwiej jest wpisać to w koszta własne. Ja uważam, że dobry księgarz powinien mieć własny rzeczowo opracowany katalog książek które jest w stanie sprowadzić uwalniając klienta od opłat pocztowych. O wiele cenniejszą rolę w dystrybucji książek według mnie pełnią biblioteki. Ale te aby zapewnić pluralizm powinne być prywatne lub w gestii prywatnych stowarzyszeń. Niestety bez własności to marzenie ściętej głowy…

  51. Może zrobią jednakową cenę książek, z nałożeniem akcyzy na książki nieprawomyślne. Dzieła miłe władzy,  czyli genderystyka, rozliczanie Polaków za liczne zbrodnie, celebrystyka, pamiętniki pań z telewizji, podręczniki seksualne dla dzieci, no i Twardoch z kolegami, byliby wówczas tańsi.

  52. Przypominam też, że od dziś rozpoczyna się promocja memiksów, oraz Najlepszych kawałków, które dodawane będą za darmo do zamówień powyżej 150 zł – I tom i do zamówień powyżej 250 zł obydwa tomy.

    Zmieniłbyś tam szanowny autorze „dziś” na datę, się obawiam, że nie dostanę promocyjnych „Najlepszych kawałków Coryllus”-a.

  53. Czy Pani Gawin od Glińskiego to ta sama, która wystąpiła jako ekspert w „Eugenice” Brauna? Ona ma coś wspólnego z Gawinem z Teologi Politycznej?

  54. Nie zniknęli. Po przygodzie z siecią sprzedającą chińskie badziewie wrócili, tyle, że bez przymusu zakupu.

  55. Ja tam pracowałem w tym świecie książki. To była kraina wybrańców żyjących wśród piękna, dobra i prawdy…nic nie mąciło spokoju tych ludzi, ani te fatalne książki, ani słaba sprzedaż. Atlanci po prostu. Szefem kadr był tam facet z gminy ewangelików reformowanych, a bracia czescy przyjeżdżali regularnie co miesiąc do firmy…..

  56. No, ale to już było grane i zostało skompromitowane. Znowu?

  57. Nie kupuję niemieckich książek na Amazonie, ale raczej mają na nowości takie same ceny jak Thalia, czy Hugendubel.

  58. Przepraszam, ale na rynku książki funkcjonuje jeszcze w abonamencie też LEGIMI, które ostatnio weszło do bibliotek publicznych na Dolnym Śląsku. Dla członków bibliotek dostęp jest za free do ponad 12 tyś książek.

  59. To nie chodzi o to, że mężczyzna nie wytrzyma, tylko żeby nie odzierać kobiety z kobiecości w oczach mężczyzny (i to na dodatek własnego). Są od tego siostry, matki, ciotki, mąż może sobie czekać za drzwiami.

  60. Co to by było gdyby „szybkie czytanie” nauczano w szkołach obowiązkowo ? – szkoda, ze reforma edu tego nie przewiduje – wtedy poczytność by się zwiekszyła a za tym i zyski ze sprzedaży  książek. Co do skanalizowania rynku przez Amazon – przecież muzykę tez można tam kupić a wciąż istnieje niszowy rynek płyt nagranych dla ludzi z odpowiednimi urządzeniami pozwalającymi zauważyć jakość nagrania. To samo będzie z książką. Nie wszystko trafi do Amazon.

  61. Tak to właśnie z  zewnątrz wyglądało 😉 Trochę jak połączenie MLM że Świadkami Jehowy. Przez jakiś czas mieli trochę ciekawych pozycji dostępnych tylko u nich a później poszli w jakieś formaty albumowe i przestało żreć.

  62. A po co? To samo przychodzi – wystarczy dużo czytać.

  63. Amazon to rekin ludojad, trzeba to omijać z daleka. Możesz im tylko książki w pakietach sprzedawać, płatne z góry 😉 To globalny narzedź do przejmowania rynków. Skoro w tydzień zeszło Ci 10% nakładu Wołów, skoro udało się zebrać na komiks to nie ma co się brać z kombajnem. Dojdziesz do tego że w tydzień będziesz mógł sprzedać średni nakład i będziesz miał możliwość zwiększyć asortyment roczny. Jak się ma areał 10ha to się nie pertraktuje z obszarnikiem GMO z Kanady bo wiadomo że skończy się to szerokopasmowym kredytem. Takie mam na szybko przemyślenia. Góra stoi i obrasta drzewami.

  64. Dobrze mowisz. Rodzacej  Żony w szpitalu samej nie zostawię.  Z wielu względów. Dwa porody za nami i piętna to na mojej kruchej psychice nie zostawiło. Inna to rzecz jak masz przyjaciół na porodowce…

  65. Parę dni temu widziałem chyba w Lidlu ofertę: „Dwie książki Bondy za 12 zł”.

  66. Witam.

    W Polsce jest ok 10000 bibliotek. Jeśli będzie jedna książka którą zamówi każda biblioteka to oznacza sprzedanie nakładu 10000 szt. Przeciętny Polak czyta w ciągu roku pół książki. Wielu nie czyta w ogóle. A czy ktoś opisuje w liczbach rynek książki w Polsce? Tu jest próba analizy liczbowej:

    http://analizarynku.eu/polski-rynek-ksiazek

    Wynika z niej, że dominującą pozycję na rynku (70%) zapewniają wydawnictwa szkolne i literatura fachowa. Oznacza to, że sieć hurtowni jest dostosowana do rynku i to potentaci (hurtownicy) dopuszczeni do tego obrotu zgarniaja gross kasy. Jest pytanie kto kontroluje rynek hurtowy? Wydawcy czy zamawiający? Zważywszy na pozycję dominującą moim zdaniem jednak zamawiajacy, a więc cena ma tylko walor propagandowy i ekonomicznie nieistotny.

    Ciekawy temat Pan poruszył. W poniedziałek ruszam po „Woły”.

    Pozdrawiam

    Pozdrawiam

  67. tak mi sie wydawalo, ze to nie moze byc zbieg okolicznosci

  68. To jeszcze sporo za dużo aby kupić na makulaturę na szkolną zbiórkę.

  69. Kilka uwag dorzucę do rynku książek naukowych. Gospodarz słusznie podkresla, że wydawnictwa naukowe, zwłaszcza uczelniane i muzealne w Polsce nie są zainteresowane sprzedażą. Dobre książki giną w magazynach.

    Ale ciekawa jest sytuacja książek naukowych w zachodnich wydawnictwach typu Oxford UNiversity Press, Blackwell, Brill itd. Przynosi się im w zębach gotową ksiązkę, oni ja skłądają i wydają. Tylko niektóre wydawnictwa dają dość niskie tantiemy dla autora, tak skalkulowane, że to symboliczne sumy, chyba że sprzedaż osiagnie dziesiatki tysięcy. Inne nie dają nawet tego. I wydawcy plus sprzedawcy grabią cały zysk ze sprzedaży, autor nie ma nic lub ma grosze. Czasem wydawnictwa żądają dopłaty rzędu 2 – 3 tys. euro do wydania publikacji naukowej. Autorzy mają odczuwać satysfakcję, że wydali coś w dobrym wydawnictwie.

    Sprawa artykułów naukowych w językach zachodnich to jest też system grabiezy. Artykuł oddaje się do druku w czasopismie (pomijam etap recenzji itp.). Zeby artykuł był czytany i cytowany, powinien być w periodyku dostepnym bazach danych – odpłatnie. Biblioteki opłacają bardzo kosztowne abonamenty na czasopisma online z płatnym dostępem. Autor z tego nie ma NIC! Ostatnio w POlsce nagania się czasopisma i autorów do holenderskiej bazy Scopus. Tzw. punkty za artykuły maja być na podstawie tego, czy czasopismo jest w Scopusie (plus lista zwana filadelfijską, dziwny twór). Tak kanalizuje się rynek naukowy. Bardzo podobnie jest w Rosji, gdzie Scopus staje się wyrocznią. W ten sposób nie ma zycia naukowego poza Scopusem no i jakąś mityczną listą filadelfijską. Tak ma wyglądać tzw. umiędzynarodowienie nauki.

  70. Ostatnio jakiś serwis internetowy wymyślił żeby już nie jedną, ale jakiś pakiet książek. Papierowych książek kupować w dużej przecenie jako jeden pakiet. Do tego to zmierza. Nie jedna, a 10 różnych książek w promocji -50 procent.

  71. Sprzedaż wiązana: „Handel wołami w Polsce” i kilo dobrej wołowiny hehehehe taki żart

  72. W jaki tydzień? W trzy dni….

  73. Królowa polskiego kryminału za 6 zyli od sztuki….ale sukces…

  74. Jakby pomyśleć o dobrym dostawcy wołowiny….

  75. Niedługo przejdą do sprzedaży na paletach…i tym durniom nie przyjdzie do głowy, że potrzebni są po pierwsze krytycy, po drugie autorzy…Za nic, tylko dostęp do kasy i telewizja im jest potrzebna. To jest stado wołów pędzone na rzeź, a prowadzi to stado Twardoch

  76. Dołożyłem trochę na proces pakowania i wysyłki 😉

  77. Legimi uderza w Empiki i tego typu ksiegarnie. To system na tablety ale tematycznie poziom właśnie taki empikowy. Klinice języka nie zagraża.

  78. Czy to faktycznie tak wygląda, że czytelnik przychodzi do księgarni i stwierdza, że książka, która go interesuje jest za droga, więc kupuje przecenioną książkę, której w innej sytuacji by nie przeczytał?

    Ja z racji zawodu muszę często korzystać z literatury specjalistycznej. Tutaj nie ma żadnych przecen i promocji, chyba, że informacje mocno się zdezaktualizują. Niektóre książki są tak drogie, że ludzie stoją, lub siedzą na podłodze w empikach godzinami ucząc się z książki jak w bibliotece. Dobra książka obroni się sama, a jej cena na rynku wtórnym potrafi kilkukrotnie wzrosnąć.

    Czy Autor rozważał kiedykolwiek wydanie audiobooka? Czasami chciałby się poobcować z dobrą książką, a nie ma ku temu warunków np. brak rąk lub światła.

  79. Mam przecież jednego audiobooka

  80. „Gdzie w tym wszystkim miejsce na autora debiutanta? Nie ma takich. Debiutować na polskim rynku mogą jedynie znajomi wydawców, znajomi hurtowników, ale już nie znajomi księgarzy. Cały bowiem rynek jest w zasadzie wymierzony w nich.”

    Czyli rynku nie ma. Takiego z prawdziwego zdarzenia. Nie znam sie na handlu ksiazkami i na sprzedazy czy promocjach ale z tego co pan pisze wynika dla mnie ze uzdrowienie ksiazki i literatury w Polsce trzeba by zaczac od likwidacji hurtowni.

    Ale moze pan odpowie, parafrazujac jacka Kuronia:

    „Nie palcie hurtowni, zakladajcie wlasne.”

    W Polsce wszystko jest regulowane ustawami, decyzjami ministrow (czy ministra) i siecia dystrybucji ktora nawet nie pozwala oddychac jakiemukolwiek zdolnemu pisarzowi i wydawcy.

    Tym bardziej pana podziwiam za to co pan juz zrobil i robi. Sprzedaz internetowa, odpowiednio zorganizowane targi ksiazki, spotkania, blog. I to sie rozwija Bogu dzieki.

  81. Tak…

    … i takiemu Glinskiemu – z „ineligencja srednio sprytnego slimaka” – super !!!… i tej calej Magdalenie Gawin ex „redaktorce” z pijawki budzetowej „teologii politycznej”… i „tfurczyni” kolejnej zlodziejskiej pijawki budzetowej „osrodkowi badan nad totalitaryzmami im. Witolda Pileckiego”… i jej mezowi Dariuszowi Gawinowi „fondatorowi szkoly lideruf – instytut wolnosci”  Igora Jankego… pod auspicjami nadpremiera juniora Morawieckiego…

    … no i nowa „ostawa” regulujaca rynek ksiazki jest „niezbendna”… zeby wszystkim DROBNYM  CWANIACZKOM  z  „okladu  wroclafskiego”  zylo sie dobrze… KOSZTEM  NARODU !!!

    Tak… im sie w tych pustych lbach nie miesci… ze za to zaplaca… cala ta zlodziejska banda!

  82. Żeby założyć hurtownię trzeba mieć najpierw dla kogo, dlatego zaczynamy od punktów księgarskich. Potem przyjdzie pora na magazyn z prawdziwego zdarzenia i przedstawiciela handlowego albo dwóch.

  83. Okładka !

    Nie potrafię tego opisać. Po rozłożeniu, dwa woły – takie nieruchome – zwrócone w lewą stronę jak nawiasy ] ]. Kilka innych truchta w prawo w blasku zachodzącego słońca.

    Cenne rzeczy zawija się w cenne chusty.

    Książka otworzyła się na mapie szlaków.

  84. W „moim” Rennes sprzedaz ksiazki zdycha…  najwyzszy pulap to 14,99€… potem zjazd do 1,99€… jest doslownie kilka ksiegarni w centrum miasta i kilka antykwariatow… z kontaktem prywatnym, telefonicznym.  W marketach sieciowych zawalone jest  fajansem ksiazkowym typu wspomnienia „gwiazdy” z telewizora… co idzie na emeryture… albo wspomnienia rodzinne jakiejs tam gwiazdy… czyli odgrzewane kotlety… wspomnienia politykow… ale to naprawde przestalo sie sprzedawac… chyba, ze jest to jakies bardzo znane nazwisko.

    Tak samo zawalone sa roznymi smieciami ksiazkowymi wszelkie butiki czy ksioski na dworcach czy na wiekszych ulicach. W  ubieglym roku widzialam reportaz w tv, ze wiekszosc wydawanych pozycji… gdzies kolo 70% szlo do recyklingu… czyli sprzedawalo sie ze 30%, moze ciut wiecej… ale reportaz dotyczyl czasookresu sprzed moze 2 lat… teraz jest jeszcze gorzej…

    … ale fajne i dosc ciekawe ksiazki idzie kupic na braderiach… i malych targach… czesto po przystepnych cenach.

  85. We Francji  Amazon pada… zostaly moze ze 2 czy 3 biura… jedno z nich… ponoc najwieksze… wlasnie moze z miesiac temu albo i jeszcze nie – oglosilo, ze przenosi sie do Polski gdzies kolo Wrocka… ze wzgledu na tanszego „pracownika”… byc moze nawet z Ukrainy…  chyba 2-krotnie tanszego niz we Francji… czy nawet 3-krotnie.

  86. Myślę, że rozwalą tę Francję…

  87. To ja teraz też już mam jednego 🙂

    Z opisu wynika, że nie jest to popularna forma książki. Będą kolejne?

  88. Gigant na glinianych nogach, kupa szału w USA jest z tym amazonem, ale to dziwacy jacyś. Przejęli rynki które i tak zdychały, ale taki handel nie może trwać na dłuższą metę. Poza tym jak mam kupować chińszczyznę na necie to mogę kupować od chińczyków bez żadnych amazonów..

  89. Normal
    0
    21

    false
    false
    false

    MicrosoftInternetExplorer4

    /* Style Definitions */
    table.MsoNormalTable
    {mso-style-name:Standardowy;
    mso-tstyle-rowband-size:0;
    mso-tstyle-colband-size:0;
    mso-style-noshow:yes;
    mso-style-parent:””;
    mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
    mso-para-margin:0cm;
    mso-para-margin-bottom:.0001pt;
    mso-pagination:widow-orphan;
    font-size:10.0pt;
    font-family:”Times New Roman”;
    mso-ansi-language:#0400;
    mso-fareast-language:#0400;
    mso-bidi-language:#0400;}

    Gabrielu, przepraszam, że poza tematem. Jutro pierwsza niedziela miesiąca i chciałem powiedzieć, że w Parafii pod wezwaniem Maryi Panny Częstochowskiej w Brzezinach o godzinie 12.15 będzie odprawiona kolejna już msza święta w Twojej intencji. O opiekę i wstawiennictwo naszej Królowej: dla Ciebie, Twoich bliskich, dla dzieła, które tworzysz i za całą Wspólnotę blogerską. Za wszystkich, którzy u Ciebie komentują.
    Tak jak napisałem wcześniej będzie to także msza święta imieninowo-urodzinowa.
     

  90. Na moje oko to jest jak najbardziej w temacie.
    Niech Ci Bóg błogosławi!

  91. We Wrocku sa już dwa centra Amazona (Długołęka, Bielany).

    Tam jest o tyle fajnie , że ludzie na wyświetlaczach widzą swój bilans. Byłeś za długo w sraczu, jesteś na minusie. Ale możesz to zawsze nadrobić….. szybciej dokręcając śrubki na linii produkcyjnej…

  92. Czyli: klocki w zęby, tempo 2…

  93. Ostatnio promuje się mocno ResearchGate. Przysyła regularnie statystyki czytania publikacji delikwenta, cytowania, udziały w projektach, oferty pracy i jak dotąd za friko. Jest również wewnętrzna poczta gdzie można szukać pomocy w rozwiązywaniu napotykanych problemów w pracy, a także leci najnormalniejszy wzajemny dokształt.
    Z innej beczki: w Holandii miejscowy robił karierę w biochemii i mój znajomy zdziwił się, że mu tak dobrze idzie w tej dość hermetycznej dziedzinie, na co usłyszał, że dlatego, bo jest tolerowany przez żydów. A my myślimy, że takie rzeczy to tylko u nas.

  94. No znowu…

    … to jest reaktywacja… to jest wspolna akcja „sil specyjalnych”… globalnych… i merdialnych… zwana…  „skaplikowana gra operacyjna”… nawet  SIL  WOJSKOWYCH !!!… o roznych „kryptonimach”… wlasnie serwuja rozne stare, zdegenerowane kiejkuty z masonami i innymi dziadami – odgrzewane kolety znane z Panskiej ksiazki „Irlandzki majdan”… puczyk… klatfa… Miedlar… czy ostatnio straszenie karami za nie przyjecie „tygrysow orientu”… a we Francji bezpardonowy atak na Marine LP…

    … Marine wlasnie ze 2 dni temu odmowila stawienia sie przed francuskim sadem…i „slupki wsparcia” skoczyly jej ponoc mocno do gory… i Frankom bardzo podoba sie jej postawa.

  95. Amazon ma pewne minusy jako przedsiębiorstwo wzorowane na kołchozowym współzawodnictwie, ale warto zauważyć, że można tam dostać książki nie pojawiające się w innych księgarniach:

    https://www.amazon.com/Controversy-Zion-Douglas-Reed/dp/0984473378/ref=la_B001KCKCVY_1_1/158-0600023-0618756?s=books&ie=UTF8&qid=1488652589&sr=1-1

  96. Marzę o kontynuacji…

    ( Żeby zgolił tę okropną brodę i nagrał kolejne baśnie. No wiem, że to marzenie ściętej głowy 🙁 )

  97. Książkowy kapitalizm

    Niektóre biznesy miasteczka Greeley w roku 1885 i ich obroty:
    5 dilerów maszyn rolnicyzch $130,000; 5 kowali $15,000; 3 księgarnie (w tym muzyczne) $45,000; piekarnia $6,000; 10 firm budowlanych $200,000; 3 fryzjerów $7,000; 3 dilerów tekstylnych $100,000; 3 dilerów węglowych $30,000; 3 dilerów od powozów $20,000; 1 cukiernik $3,500; 2 dentystów $4,000; 3 apteki $35,000; 6 jadłodajni $20,000; 2 młyny $250,000; 2 paszarnie $10,000; 2 meblarzy $20,000; 1 rusznikarz $1,500; 4 hotele $55,000; 3 jubilerów $20,000; 2 fotografów $4,000, etc.
    W tymże roku w miasteczku otworzono wielką bibliotekę liczącą 3 tysiące woluminów.

  98. Mnie to – małe targi książki, o których napisałaś – jakoś kojarzy się z czymś takim: prawdziwe życie obchodzi  opłotowanie z kolczastego drutu.

    (Tak było u nas, za komuny jeśli idzie o zaopatrzenie. Więc teraz na gwałt wprowadzają przepisy, które związują rolnikom ręce.)

  99. Tym ludziom o coś chodziło. My jesteśmy zdegradowani, największa mądrość na jaką stać przeciętnego konsumenta treści medialnych brzmi – najlepiej panie to na państwowym, na państwowym i nigdzie indziej…

  100. !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Trudno ukryć wzruszenie…

  101. „Ethos” nicnierobienia. To idzie jak pożar buszu.

  102. Amazon to nie tylko handel to jeszcze potęga internetowa, chociaż mająca wpadki:

    http://businessinsider.com.pl/technologie/nowe-technologie/awaria-amazon-web-services-znamy-przyczyne/838et0b

    bardzo dużo serwerów korzysta z ich usług.

  103. Tak, ResearchGate staje sie popularne, chyba zwłaszcza w naukach ścisłych. Rozwija się też academia.edu z artykułami naukowymi. A pewne koterie są w zachodnim światku naukowym, silne są tam ruchy masońskie i paramasońskie, i rózne grupy postępactwa. Ale świat naukowy w Polsce to dominacja miernot i mechanizmy siermięznego PRR-lu, z centralna komisją do spraw tytułów.

  104. Tak… zmierzaja do tego wielkimi krokami.

  105. Nie masz racji co do cesarek to nie jest dictum bywa ratowaniem życia

  106. Twardoch prowadzi stado, tzn jest czabanem, albo redyk prowadzi i jest juhasem (? ).

  107. To raczej wszędzie tak jest – książka to niszowy towar, megamarkety z książkami nie służą przecież ich sprzedaży. Nie wiem, na jakiej zasadzie to działa, pewnie przewalania budżetu, jak większość przedsięwzięć w Europie (kiedyś to się nazywało pranie pieniędzy). Książka dopasowana do odbiorcy sprzedaje się zapewne bez zmian od wielu lat – czytniki niewiele tu zmieniają, bo ogranicza ich zastosowanie m.in. wielkość ekranu. Zresztą większość poważnych, „zawodowych” książek kupuje się od razu w obu wersjach, elektronicznej i papierowej, nie ma różnic w cenie. Tak, że ten rynek sobie funkcjonuje w swojej niszy, na normalnych, rynkowych zasadach –  jak pisze gospodarz, sprzedaje się jakość.

    A Francję rozwalą. Nawet w sumie niespecjalnie muszą, sama się rozwali. Ciekawe jaka będzie ta nowa.

  108. Bywa to właściwe słowo.

  109. Świat naukowy to jest biznes, jak każdy inny, duża część służy do przewalania budżetów różnistych, część rozwoju technologii (ale to raczej w Chinach i innych krajach, gdzie badania naukowe nie są przeregulowane). U nas nie ma ani budżetów do przewalenia, ani technologii do rozwijania, to i nędza wkoło.

  110. Dziękujemy i o Tobie i twoich bliskich nie zapominamy

  111. W UK jeszcze fajniej, bo książkami handlują lumpeksy, czyli tzw. Charity Shops. W książkach specjalizuje się Oxfam, ale generalnie są w każdym „charytatywnym” lumpeksie na tony – bardzo tanie i nawet można znaleźć ciekawe rzeczy. Generalnie książka została zdegradowana do śmiecia z odzysku.

  112. A gdzie tam… to nie ma zadnej przyszlosci!  Te korpo to „wystrugane” chyba tylko pod te CETA’e  wymarzona… i wysniona przez psychopatow… i takich „lepskich  stypendystuf” jak nadpremier Morawiecki…

    … sie toto te cale Amazon pojawilo… jak krolik z kapelusza… i bija mu piane takie merdialnie jak Sakiewicz, kurwipublika czy gazwyb… to zlodziejskie korpo to powinno byc dobrze przeswietlone przez odpowiednie sluzby panstwowe… i w ogole nie wpuszczone do Polski…

    … nie tak dawno we francuskim telewizorze mowili… moze ze 2-3 tygodnie temu, ze ponad 14.000 pracownikow zwalnia wlasnie ten Amazon w Londynie… w tym 40% francuskich korposzczurow !!!

    Amazon… wielkie, globalne korpo… zarlo, zarlo… i w koncu zdechlo… i po korpo !!!

  113. Ktos ze znajomych juz jakis czas temu mi opowiadal, ze tam wlasnie taki „gulag” juz jest… w pelni zcyfryzowany, a ludzie, glownie bardzo mlodzi jak… automaty… rotacja ogromna, bo nie wytrzymuja psychicznie.

    W reportazu mowili o okolicach Wrocka, ale jaka tam prawda to trudno powiedziec.

  114. Czy A-Tem cos publikowal i sprzedawal na Amazon?

  115. Daj Boże zdrowie.

    Jak będę schodził, to podaruję bibliotece.

  116. Wstęp do wprowadzania analfabetyzmu, nazwą to pewnie nowym oświeceniem…

  117. kto mu ta brode doradzil?

  118. Przyszlo samo, jak go towarzysze wsadzili do aresztu jakies 2-3 lata temu. Zeby miec brode to wystarczy se nie golic. Pytanie jest takie – czy on brode pielegnuje? Przystrzyga, czesze, uzywa srodkow do pielegnacji? Bo tylko wtedy to ma sens. Inaczej taka broda sie nie ruzni niczym od nedogolnego lumpa.

  119. dalem czadu z wyt^razem „ruzni”. Prawie jak Rysiek Sfetru.

  120. Broda ?

    Ale jaja !

  121. Smutek człowieka ogarnia. Ale marzenia hołubić trzeba, no i cuda się zdarzają. Jednak oprócz brody to jeszcze dziwnego towarzystwa musiałby się pozbyć, by dostrzec co traci.

  122. Świat Książki, a potem Książka Dla Ciebie.  To drugie zdjęło przebranie i również na polskim rynku nazywa się teraz po prostu Weltbild. Zlało się to w jedno i poza książkami pod nazwą Ravelo handluje zabawkami, duperelkami do domów, itp. Właścicielem Weltbild jest niemiecki episkopat i zarabia kupę forsy. Ks. Natanek o tym mówił, nie przytoczę konkretnej kwoty, bo ta którą mam na myśli, jest tak duża,  że obawiam się że pomyłki.

  123. Dokladnie tak…

    … prawdziwe zycie obejdzie oplotowanie z kolczastego drutu… no, nie przejdzie zadekretowanie, ze biale to czarne albo na odwrot… no nie da sie.

    Tutaj te wszystkie male braderie, targi to sie cieszy ogromna popularnoscia… na te „imprezki” przychodzi masa narodu… czasami uda sie zrobic kapitalne zakupy… i nikomu nie przychodzi do glowy tego zabraniac… przychodza cale rodziny… dzieci maja niesamowita frajde jak uda im sie cos „sprzedac” doroslemu… to jest edukacja!

    Fakt, ze przeszkadza to tym wszystkim zlodziejom i nierobom z korpo… ale jeszcze tu sie do tego nie czepiaja… tak jak w Warszawie ta cala straz miejska do handlujacych kwiatkami, pietruszka czy nawet grzybami.

    Sypie im sie ta lunia strasznie… mam nadzieje, ze jak najszybciej wrocimy do tego co bylo przed ta przekleta lunia !!!

  124. Nie należy niedoceniać Amazona, bo to duży moloch w którym wierzą, że zmiana technologiczna otworzy jedne scieżki dystrybucji a skasuje inne i chcą już tam na nas czekać. W Europie tylko Zalando ma jakiś pomysł na konkurencję z nimi. Poza tym jeśli Jeff Bezos potrafi wysłać rakietę w kosmos (Blue Origin) to znaczy że lekceważyć go może tylko dureń.
    Co oczywiście nie znaczy że Autor powinien natychmias skapitulować i przenieść wszystko do kindle store, bo jak już zostało powiedziane obecna strategia działa bardzo dobrze i wszelka współpraca mrowki ze słoniem jest obarczona nieproporcjonalmy ryzykiem

  125. Bóg zapłać! Z  modlitwą będę w Brzezinach.

  126. Analfabetyzm to tu chyba już jest, albo zaraz będzie. Oni się przecież tego Harrego Pottera tak rreklamowali, że „dzięki niemu młodzież wreszcie sięga po książkę”, a to nawet nie jest językiem literackim napisane, tylko jakąś nowomową z tabloidu. Rynek ratuje chyba jeszcze tylko komunikacja publiczna, szczególnie w dużych miastach, bo ludzie czytają dla zabicia czasu w metrze i autobusach.

  127. Książkowy komunizm i handel wykastro wołamy/byczkami. Chmm. Hmm.

    Kto to zrozumie ?

  128. Weltbild już dawno nie ma z Kościołem nic wspólnego, a z episkopatem nie miał nigdy. Obrót mają rzędu 400mln EUR.

  129. I taka sama mentalnosc we Francji… panstwowy etat… i byc jak… „fonctionaire d’etat”…  taka biurwa wtedy jest prawie nie do ruszenia!

    Tak mi sie marzy, ze…

    … moze kiedys zmobilizujemy sie jako narod i moze zorganizujemy tak jak w Szwajcarii referendum z pytaniem… czy jestes za redukcja waadzy panstwowej… sejm, senat… tak o minimum 50% i wprowadzeniem odpowiedzialnosci za jakosc stanowionego prawa…

    … tak mi sie to marzy… aby chociaz polowe tych zlobow, darmozjadow i pasozytow wy***** na zbity pysk !

  130. w latach 2010-2012 opublikowalem swoje dwie ksiazki na Amazon. Musialem to zrobic  w spolce z amerykanska firemka, gdyz nie da sie opublikowac ksiazki na amazonie bez posiadania amerykanskiego „TAX NUMBER”.  Nawet jak sie go zdobedzie, co jest sporym wyczynem, to USGov nalicza 30% podatku od ceny detalicznej ksiazki i rozlicza to sobie sam z Amazon. Amazon bierze swoja prowizje w granicach 7-8 dolarow przy cenie ksiazki 19.95. Amazon drukuje ksiazke w systemie „print on demand” – drukuje tylko jeden egzemplarz ksiazki dla osoby, ktora ksiazke zamawia i robi wysylke. Z autorem lub firma ktora umieszcza ksiazke do sprzedazy poprzez system „createspace.com” Amazon rozlicza sie raz na miesiac, po miesiacu sprzedazowym, przy czym klient ma extra miesiac na zwrot towaru, jesli mu cos nie spasi. Czyli pieniadze z pierwszej sprzedazy na sie po dwoch miesiacach od momentu zakupu. Gotowka na konto. Amazon drukuje, sprzedaje i wysyla i rozlicza sie z autorem przelewem po dwoch miesiacach od sprzedazy egzemplarza.

    Firma, ktora mnie obslugiwala przetlumaczyla mi ksiazke, zrobila okladke, zaladowala do sprzedazy, zrobila marketing do stargetowanego niszowego klienta (to trzeba okreslic – inaczej marketing jest bez sensu). Miesieczna sprzedaz wahala sie w granicach 50-150 z kazdego tytulu na miesiac. Przez dwa lata generowalo mi to „passive income” – raz zrobiona robota przynosi pieniadze na konto bez dodatkowych nakladow czasu, energii, pieniedzy. Da sie z tego wyzyc jak masz min 10 tytulow w ofercie i zaczyna sie budowanie marki wydawnictwa, a nie pojedynczej osoby. No i ksiazka sie sprzedawala do klienta, ktory zna angielski. Nie sadze, zeby Amazon mial sens dla polskiego klienta. Wychodzi to znacznie drozej (kupno ksiazki) przez Amazon, niz przez polskiego dystrybutora. Polskie produkty na amazon sa duzo drozsze niz u polskich dostawcow. Na Amazon ludzie robia zakupy glownie jesli chodzi o produkty, ktorych sie w Polsce nie produkuje. Ksiazka polksa na Amazon nie jest zadna atrakcja.

  131. Nie znam tej korpo… z jej oferty handlowej nie przewiduje korzystac… jestem zdecydowanie zwolenniczka tradycyjnych form handlu…takie molochy mnie po prostu przerazaja… czy to Amazon czy to wielkie markety, sieci handlowe… to nic dobrego.

  132. Ile z tego jest dla Ciebie? Mam na myśli ile z ceny egzemplarza

  133. Wiedza w co inwestowac… te bandyckie psie syny!

  134. Okay, nie doczytałem komentarza wyżej

  135. Miałem taki sen.

    Cystersi CZ Wólczyńska 133.

  136. Szymon Perez chciał likwidować naukę historii na UJ, ale widać postanowili szerze zagarnąć i zlikwidować naukę w ogóle. Zostawi się małe ośrodki do obsługi cywilizacji, a reszta na przemiał. Komu się uda siąść przy krosnach, ten będzie szczęściarzem.

  137. Problemem jest Akademia. Ludzie zachwyceni Nauką zostają na garnuszku akademickim albo znajdują zatrudnienie okołobudżetowe. Ci, którzy nie mają dojścia, zostają urzędnikami lub nauczycielami. Najgorsi są Ci, którzy zostają aktywistami. Bo własny biznes to ostatnia z opcji, której uczą w szkołach. A Ziemia Obiecana mało kogo zachęca.

    Chyba, że od startu jest po stronie wygranej.

    W tym miasteczku Greely były trzy banki z depozytami $375,000 oraz firmy ubezpieczeniowe na życie i od pożaru z polisami na $1,000,000.

  138. krosna ??? hmm. ?!

  139. A urząd skarbowy był?

  140. Przy cenie 19.95 datal dla klienta – Amazon bral ok.7.50, to co zostawalo – ok. 12 dolarow do podziali 50/50 z firma ktora robila mi cala obsluge. Dostawalem cirka 6-7 dolarow od sprzedanego egzemplarza. Czyli miesiecznie 300-1000 dolarow na konto z jednego tytulu. Bywalo, ze jakies biblioteki, albo ksiegarnie kupowaly wiecej egzemplarzy – od 20 ale nigdy wiecej niz 100, wtedy amazona dawal im rabat, ale nie zmniejszal pieniedzy wyplacanych na konto autora (wydawcy). To byly extra strzaly. Jak mowie- z tego mozna zyc jak masz min 10 tytulow do ktorych masz prawa. Wtedy sie robi jakis pieniadz. Moje ksiazki to byla „produkcja uboczna” procesu treningowego”. Budzet na whisky i cygara. Bycie pisarzem to jest ciezki kawal chleba. O ile tshirt czy kurtke da sie wyprodukowac w ciagu dni i miec zysk taki jak na ksiazce, albo duzo wiekszy, to „wyprodukowanie” jednego tytulu to jest dosyc zmudna i dlugotrwala praca. Kazdy zarobi w swoim zyciu milion dolarow, tylko jedemu zajmie to 15 minut, a drugiemu cale zycie.

  141. Jest jeszcze większy czad z „ruzni” – ja tego nie zauważyłam :)))

  142. Moje obydwa tytuly po angielsku tutaj:

    https://www.amazon.com/Sensei-Piotr-Szeligowski-4thDan/e/B004DPP6RA/ref=sr_ntt_srch_lnk_1?qid=1488662658&sr=8-1

    ale to jest juz sprzedaz z drugiej reki. Ksiazki juz nie ma w ofercie Amazon. Znalezienie firmy, wynegocjowanie warunkow, tlumaczenie, korekta, upload na Amazon, przez createspace.com – to proces, ktory trwal rok czasu. I uwazam, ze to bylo bardzo szybko. Przeszlo 300 stron tekstu w pierwszej publikacji, druga poszla troche szybciej. Ja tez mialem sporo zdjec i ilustracji co technicznie tez jest klopotliwe.

  143. Tak…

    … tak wlasnie jest jak Pan napisal… w markecie, sieci – przewal dotacji i grantow… dobra ksiazka TYLKO  w niszy… nie dla wszystkich… to jest rzeczywiscie towar luxusowy i dla koneserow… a  NISZE  istnieja i sobie radza… i sa cenione!

    Co do Francji… to tez sie Pan nie myli… chyba niespecjalnie trzeba sie starac aby ja rozwalic… wystarczy ja zostawic sama sobie… a jaka bedzie… to naprawde bardzo dobre pytanie.

  144. Obawiam się, że intuicja. Co jest straszne.

  145. Ponoć największy ziemianin świata żyje w Australii. Ma 2,4 miliona hektarów. Anna Creek Station. Wszędzie ma tak daleko, że przejeżdżając 160 tysięcy kilometrów samochodem rocznie nie opuszcza swojego terenu. Chyba że to jakaś bujda, akurat przypadkiem o tym czytam w jakiejś książce.

  146. My wiemy – wedle nas – co traci. Ale on może jest innego zdania. Tak czy owak – smutek.

  147. Co to są te braderie? Pchle targi?

  148. We Francji tez to tak wlasnie wyglada…  degradacja ksiazki do smiecia… w ubieglym roku na jakiejs braderii kupilam sobie bardzo przyzwoity z 2003 roku wielki atlas geograficzny „rider’s digest”… za pol € !… prawie nowy!

  149. Nawet Mistrzowi Europy sie przydarzy… nie ma wyjatkow.

    😉

  150. Jest jeden duzy plus jesli chodzi o Amazon… nie ma magazynu. No i wysylke, rozliczenie – robia oni. Pojawia sie tylko regularnie przelew na koncie i to jest chyba najwiekszy plus. Bezobslugowosc tego przedsiewziecia. Raz napisana, zaladowana ksiazka „sprzedaje sie sama”. Mnie sie podoba to okreslenie z angielskiego „pasywny przychod”.

  151. No, ale to nie dla mnie, bo to nie jest rynek na moje treści

  152. Po polsku to ja wlasciwie tylko tutaj cos pisze. Jest coraz ciezej. Przeszlo dekada poza Polska robi swoje i na codzien klient po niemiecku i ewentualnie po angielsku.

  153. To tylko wynik mojej słabości do historii idei  i ich konsekwencji – neomarksizm i okolice akurat zwiedzam. No i musiałam tu na chwilę wpaść, by wrócić do normalności.

  154. O żesz w mohdę! To i przykopać potrafisz!

  155. Znaczy powtórzyłam plotki?

  156. Nie wiem, czy oni robią jakąś selekcję, że wybierają co lepsze kąski do sprzedarzy poza lumpeksami, czy tam rzucają wszystko, jak leci, pewnie zależy od sklepu. Raz kupiłem angielskie wydanie „Quo Vadis” jeszcze z XIX wieku w bardzo dobrym stanie za 3 funty, ale na Amazonie jest jeszcze taniej, bo tam też handlują antykwariaty i jest mnóstwo książek za jednego pensa i to wcale nie jakaś makulatura z marketu. A dla kontrastu amerykańscy studenci płaczą, że za jakiś byle podręcznik, którego używają przez jeden semestr trzeba płacić po 200-300 dolarów, tak że są książki i książki.

  157. 🙂 Przyjemnie czytać.

  158. Dziękuję za wiele danych jak to działa.

  159. Trening sportowy, karate to sa tresci, ktore funkcjonuja miedzynarodowo i nie trzeba do nich robic specjalnie zadnych wielkich wprowadzen. Tak czy inaczej  – 80% sprzedazy generowal rynek amerykanski. Troche szlo w Anglii, Australii, a reszta swiata to byla dekoracja. Ameryka to najwiekszy na swiecie rynek sportowy, fitnesowy, dietetyczny. Ale tez najwiekszy jesli chodzi o innowacje w tej branzy. Tego sie nie da z niczym porownac.

    Jesli chodzi o Twoja oferte to Amazon jest bez sensu. Zreszta, ja uwazam, ze nie ma lepszego modelu niz autonomiczny rynek, niszowy, samemu zorganizowany – i to dotyczy wszystkiego – tresci, ksiazek, ubran, produktow zywnosciowych i calej reszty. Sam celowo unikam zakupow w marketach i koncernowych markach. Takie rynki sa o wiele bardziej odporne na fluktuacje gieldowo-finansowe, bo sa niezalezne.

    Dlatego caly ten „hype” z Amazon jest po prostu przesadzony. A w Twoim przypadku jest po prostu bez sensu. Nawet jak Amazon otworzy w Polsce piec biur i trzy centra logistyczne, to i tak nie ma sie czym martwic i czego zalowac. To ani nie zaszkodzi, anie nie pomoze w niczym. Koncerny natomiast zniszczyly np. prywatne sklepy muzyczne. Byly miejsca, gdzie mozna bylo kupic np. plyty kompaktowe z rozna muzyka. Takie sklepy prywatne poznikaly. zakupy z muzyka sie robi w sklepach internetowych, z iTune lub w supermarketach wielkopowierzchniowych. Wyspecjalizowanych sklepow muzycznych w Polsce juz chyba nie ma – a juz na pewno nie takich – http://kaufhaus.ludwigbeck.de/

    W centrum starego miasta w Monachium jest dom towarowy Ludwig Beck – oferta z muzyka to jest zaledwie czesc… no ale jak wejdziesz na pieterko z muzyka powazna to pod zakladka Mozart znajdziesz wlasciwie wszystko – nie dosc tego – szukajac np. konceru fortepianowego nr 20 znajdziesz 20 roznych wykonan – solistow, orkiestry, dyrygenta – i to z najwyzszej polki, w tym rowniez wykonania z lat 60tych. Ceny – rozne. Mozna wziac plyte za 5 euro, ale tez za 30. W domu towarowym Ludwik Beck dostalem 5 koncert fortepianowy Beethovena zagrany przez Krystana Zimmermana z Berliner Philharmoniker Ork. pod dyr. Leonarda Bernsteina.

    Jesli chodzi o polski rynek ksiazki to rzeczywiscie jest patologia. Finansowo-zlodziejska, ale tez organizacyjno-urzednicza. Majac juz za soba swoje pierwsze dwa lata w Szwajcarii nie mialem juz motywacji, zeby sie z tym upieprzac.

  160. Mnie też się zdarza robić błędy. Pisanie w Word ze słownikiem zwalnia z myślenia, a na tablecie jest tak dużo błędów,  że w końcu człowiek przestaje się przejmować. Najlepsza droga do cofnięcia się z umiejętnościami, tak jak kalkulatory niemal zwolniły z umiejętności liczenia.

    Kiedyś wspominałam, że moja mama pracowała w mocno zaetruskowanej instytucji, większość tam zatrudnionych miała siedem klas, ale stanowiska wysokie. Jej rolą było m.in. przepisywanie na maszynie. Kiedyś dostała tekst, który trudno jej było odczytać i rozszyfrować, ale w końcu domyśla się, że  tajemnicze słowo iusz, to już. No i młoda i niedoświadczona życiowo, oddając przepisany tekts autorowi, powiedziała:

    – Ja tam poprawiłam.

    Na co usłyszała odpowiedź:

    – Pani jest od przepisywania, nie od poprawiania.

  161. Pamiętam z mojego pobytu w USA, że nie było VAT. Był podatek stanowy od sprzedaży w wysokości kilku procent.
    A w tamtych dobrych czasach (przed nastaniem sojalizmu) w miasteczku było ośmiu lekarzy i dziesięciu prawników oraz puste więzienie. Była też straż pożarna i kompania wojskowa licząca 62 członków, z najlepszym wyposażeniem w całym stanie. Czyli ludność na to płaciła. Nie wiem ile musieli płacić na Centralizację waszyngtońską. Musiałbym wejść w ten temat, a wolę pozostać w złudzeniu, że to byli wolni ludzie.

  162. Najwazniejsza jest informacja. Prawdziwa informacja. Jak wiesz, ze za gorka stoja niebiescy z „suszarka”, to zwolnisz. Jak wiesz, ze ktos row w poprzek drogi wykopal, to mamtedy nie pojedziesz. Sa obszary, na ktorych Amazon jest mocno obecny, srednio obecny i zupelnie nieobecny. Takim obszarem, gdzie Amazon nie wysyla swoich towarow jest wlasciwie cala Afryka. To jest dalej sprzedaz internetowa – bez rozwinietej sieci, latwego dostepu, dostepnosci urzadzen – komputerow i telefonow, kont bankowych, kart kredytowych (a nie kart debetowych) – ta sprzedaz nie ma sensu.

  163. https://www.youtube.com/watch?v=hDXWK3W477w

    Proszę bardzo, abyśmy tu tylko nie oblizywali się ze smakiem.

    (Chociaż ja kocham Barenboima, starego Barenboima.)

  164. Albo obywali się smakiem.

    To lubię szczególnie – Barenboim sam dyryguje od fortepianu V fortepianowym Beethovena:

    https://www.youtube.com/watch?v=pEYajsa8NeM

  165. To jest to… strzelilem znowu byka. Wiener Philharmoniker, a nie Berliner… Plyte wydalo jednak Deutsche Gramophon. Calosc jest rowniez dostepna w HD video. Tego wykonania nic nie pobije. Mam oczywiscie inne wykonania, ale 5 koncert fortepianowy w tym wykonaniu bierze wszystko. Tutaj tez orkiestra zagrala. I popacz Pani – Leo Bernstein… Zyd i biseksualista, a mimo wszystko moj ulubieniec.

  166. Trzeba wspomnieć, że same ,,Charity shop” ( coś między caritasem a fundacją) to nie lumpeksy ale sklepy  zwolnione z podatku od czynszu (business rate) przez co mogą sobie pozwolić na sprzedaż (ofiarowanych przez darczyńców) ubrań czy książek po kłujących w oczy cenach. Nie ma co się dziwić,  nie płacą nic, obsługują je wolontariusze, natomiast taka stojąca parę kroków dalej prywatna księgarnia zobowiązana jest płacić pracownikowi około dychy za godzinę i jeszcze podatek od zajmowanej powierzchni. Charity shop to po prostu kaplica cmentarna dla ateistów, żeby mogli gdzieś za garnitur po nieboszczyku kupić odrobinę czystego sumienia.

  167. Muszę przesłuchać. Jakoś byłam wycofana co młodego Zimmermana. Akurat grał konkurs, gdy nasi studenci kolegowali się z muzycznymi i śledziliśmy to. I tam były jakieś bardzo brzydkie rzeczy w tle.  Zaraz potem Zimmerman ufryzowany na Chopina wyjechał etc., etc..

    No ale to sto lat temu.

    Słuchając Barenboima /też Żyd :)/ absolutnie zakochałam się w jego „późnej” wersji 🙂

    A te Beethoveny, dyrygowane przez niego od fortepianu są cudne. Jedność orkiestry i fortepianu. Pycha.

  168. Dobre… kaplica cmentarna dla ateistow… i do tego jeszcze czyste sumienie. To tylko „stara, wesola Anglia”. Ja w charity shop w Hastings, odwiedzajac mojego zapracowanego brata kupilem sobie krysztalowa popielniczke do cygar, za funciaka. Musialem ja w domu pol godziny szorowac, tak byla za*%&*przona. Ale wspomnienia z tego mam do dzis. Stara wesola Anglia, za funciaka.

  169. Drugie życie popielniczki

  170. Czytam następny komentarz, idąc „od tyłu” i dodaję: blog C. jest dziś fenomenem, codziennym zjawiskiem, bez którego nam czegoś brakuje. Nawet gdy odrobinę się spóźnia, to myślimy „czy Gabriel zdrów, czy nic się złego nie stało”. Jutro może C. zechcieć pisać rzadziej. Co wtedy? „Jutro” to jest za 15 lat, lub kiedykolwiek. Przerzucenie reklamy na wszystkich Czytelników jest sensowne, choć dziś jeszcze nie jest konieczne. Takie domy handlowe, jak Amazon, sprzedają dzięki opiniom klientów, ewaluujących produkty i zamieszczających recenzje. Gdy tutaj zaproponowałem wejście na Amazon, to myślałem o wsparciu naszymi recenzjami i łapkami czy plusikami książek z Kliniki Języka. To już było wyrażone parę dni temu, w żarcie o podpisach za wygrużeniem sz.p.Bondy z empiku czy skądeś.

    Pomyślmy razem, co może zmienić powszechna pozytywna opinia, widoczna powszechnie. Powieszenie tysiąca ogłoszeń w milionie komputerów. Zanim inni zdązą to zrobić. Widoczna każdemu. Podsuwana pod nos każdemu przez system sprzedażowy, ważniejszy niż wszystkie obecnie działające w Polsce księgarnie.

    Ta myśl już była. Ona jest nie moja, pochodzi od Gabriela. Ja ją kanalizuję, kierunkuję na sprzedaż tych książek, tej informacji, o której mowa w Twym komentarzu, że jest ważna (zgoda 100%!). Niekoniecznie setka wspierających Klinikę blogów, która dopiero powstaje, z trudem, bo niektórzy z nas są leniwi (wiadomo, kto taki), więc niech ta setka powstaje nadal, czy szybko, czy powoli. Zanim jednak dość aktywnych pisarzy rozpocznie systematyczną pracę, niech wejdą Czytelnicy i powieszą tam, w internetowym Amazonie, recenzje! W Amazonie, dostarczającym książki w Polsce, gdzie jest dosyć firm transportowych i klientów z kartami kredytowymi (to nie Afryka); niech się zacznie ich działalność sprzedażowa od tylu plusów i poparć dla wydawnictwa „Klinika Języka”, ile nie zbiorą pozostałe polskie wydawnictwa. Przetestujmy to, bo innej drogi nie ma. Jeszcze raz: tutaj podjąłem pomysł z przewrotnego dowcipu C. o petycjach dotyczących Hajnówki. Te niewiele nas obchodzą, powodzenie Wydawnictwa natomiast nie tylko mnie, ale chyba niejednego tutaj Czytelnika obchodzi. Docierajmy więc tam, gdzie ten Blog (jeszcze) nie dociera.

  171. Z tym jest roznie. No i zalezy jaki repertuar. Dobrze jako pianista i dyrygent wypada Mitsuko Uchida. Jakies dwa lata temu bylem krok (internetowy) od posluchania jej na zywo w Zurichu, ale zonka mnie zmusztrowala, ze chce wydac wiecej na jakas Japonke niz na nia (chociaz mowilem, ze kupie dwa bilety i pojdziemy razem – i to dziwo wcale nie poprawilo to sytuacji – wrecz przeciwnie).  No, ale Friedrich Gulda juz tak dobrze nie wypada. Wyglada na to, ze jak sie kiedys spotkamy, to jest temat. Chociaz ja w sumie, jako osoba swiadomie i mocno ograniczona,  to tylko slucham w zasadzie tylko Mozarta i Beethovena.

  172. Miałem taką ciocię.

    Jak umrę, to wszystko będzie wasze.

    A chodziło mi właśnie o książki. Tyle, że sprzed lat 100+. Sądzę, że jak jej lokatorzy szukali po jej śmierci „świnek”, to kisążki uznali za dobry materiał na podpałkę.

  173. Tak… cos a la pchli targ…

    … odbywa sie to prawie w kazdej dziurze w calej Francji… u „mnie” w Bretanii od kwietnia do konca pazdziernika… we wszystkie weekend’y i dni wolne od pracy. Braderia sie nie odbywa tylko wtedy jak pada deszcz… no bo handel jest „pod chmurka”…

    … a polega to na tym, ze w wiekszej dziurze blokuje sie kilka ulic, czesto wokol kosciola i kazdy kto chce… moze handlowac… na chodniku… na stoliku… zalezy jak chce i moze. Mozna spotkac najprzerozniejsze rzeczy: ciuchy… najwiecej dla dzieci, bizuteria, wszysko dla domu, meble, dziela artystyczne, sprzet turystyczny… wszystko… mydlo i powidlo… ostatnio pojawia sie na takich braderiach wielu „zawodowych” handlarzy – Murzynow, Arabow, Azjatow.

    Ja osobiscie uwielbiam te braderie… chcialabym zeby takie cos spopularyzowalo sie w Polsce…

  174. Nikt nam nie odbierze Radziwiłłów. Największych ziemian w Europie do czasu aż car postanowił, że w jego włościach nie ma miejsca na Wittgensteinów.

  175. Prawda w tym zakresie jest banalna. Uzyje do tego mojej domeny – udostepnilem za niewielka oplata (kupno ksiazki) moj szczegolowy plan treningowy, ktory wykonalem wygrywajac mistrzostwo Europy. I do tego mase innych, praktycznych wskazowek ktore moga byc pomocne. Nie mialem i nie mam z tym problemu, zeby przepis na swoj sukces udostepnic. Powod jest prosty. Znajac wszystko w szczegolach, trzeba jeszcze ten plan wykonac, a to juz jest cos, co wymaga zaangazowania na taka skale, ze wiekszosc niestety odpadnie nie docerajac nawet do polowy drogi.

    Dokladnie tak samo jest z Coryllusem – przepis jest prosty. Trzeba pisac prawde, nie owijac w bawelne i trzeba to robic codziennie. No i trzeba jeszcze wierzyc. W Boga i ewentualnie czasami w siebie, ze to wszystko co robisz ma jakis cel i sens. Wiekszosc to nawet nie wystartuje, a reszta nawet jak dzisiaj zacznie, to po prostu wymieknie w bardzo krotkim czasie. I tak sie skonczy piesn o Rolandzie.

  176. Na początek choćby suszonej… Łatwiejsza logistyka.

  177. No i jeszcze jedna rzecz wokol tego bloga – kazdy swiezak co tu przyjdzie, to 70% tekstu nie skuma, bo tu jest mase nawiazan, kontekstow, odwolan, specyficznych sformulowan, a nawet definicji, ze wspomne tylko o „kulcie cargo”… i wez to swiezakowi wytlumacz. To jest juz gadanie na cykl wykladow. Nie zalatwisz tego jednym zdaniem. Z tego wzgledu „poszerzanie” grona odbiorcow bloga wymaga w pierwszym rzedzie ludzi, ktorzy beda robic male rekapitulacje i bryki z tego o czym tu mowimy. Nie da sie inaczej.

  178. No proszę Cię…

    Tu masz Barenboima i cudowną barcarollę Chopina na dobranoc dla PT Wszystkich:

    https://www.youtube.com/watch?v=N4AKhOR3ZkE

  179. Najlepiej zostac producentem. Argentyna. Oni slyna z najlepszej wolowiny.

  180. Tu masz Uchide…

    https://www.youtube.com/watch?v=yM8CFR01KwQ

    chociaz to wykonanie i tak wymieka przy Simonie Rattle, gdzie Uchida zagrala…

  181. Tak, tak…

    … mnie tez zaczyna sie tak zdarzac… a najgorzej to jak zaczne sie zastanawiac… czy tak czy tak napisac…

    … a bylo kiedys,  dawno temu… ze mature z polskiego napisalam na prawie 5 stron A4… tylko z  3 bledami ortograficznymi.  Moja polonistka – przy rozdaniu swiadectw –  powiedziala, ze to od wielu lat byla jej najlepsza matura, ktora z przyjemnoscia czytala… a ja myslalam, ze z dumy i radosci… glowa o niebo zahacze.

  182. …la braderie supposée de leurs richesses

    Wyprzedaż, tani sklep. Także jednorazowy pchli targ, sprzedaż garażowa, okazja. Braderia. Słowo nieużywane od czasów Moliera, czyżby wracało do łask Francuzów? Och, to pytanie do pani Paris.

  183. Oby z ksiazkami nie stalo sie to co z muzyka w Baszkirii. Plyty mp3 z dyskografia w sklepie oficjalnie za 3 zeta sztuka. Rosja..

  184. Mylisz sie. Sklepy z muzyką czyli z płytami będą zawsze i są w Polsce ale to nie taki format jak Virgin czy dom handlowy z Monachium – bardziej jak antykwariat w małej koloni na krańcu świata 😉

  185. co jakis czas tu przylaza rozne madrale i poprawiaja Coryllusa, jak i co sie pisze. To czasami smieszne jest i nie ma co robic z tego afery. Czasy, kiedy po pisemnej maturze bylem zwolniony z ustej czesci dawno minely i nie bede tego przywolywal. Sytuacja, w ktorej jestem serwuje codzienny regres, praktycznie nie do nadrobienia. Nie zanosi sie, ze bedzie lepiej. nie uzywam znakow diakrytycznych, o bledach juz nie wspomne. W tej materii nic lepiej nie bedzie.

  186. Hmmm… w Bytomiu na glownej ulicy -Dworcowej byly kiedys trzy takie sklepy. Jeden z wejsciem od frontu i dwa z wejsciem od podworza. Dzis nie mam ani jednego. Za to jest spokojnie ze szesc bankow i cztery sklepy obuwnicze.

  187. Zgoda, jednak bazę poszerzać trzeba. Zgodnie, to też jest wartość.

  188. We Francji to co laduje „dla ubogich” to z reguly sa ksiazki przewaznie „takie byle co”… baaardzo duzo ksiazek dla dzieci… jednak widzialam na targach lub braderiach, ze jest jeszcze sporo ludzi, ze nie wyzbywaja sie tak lekko i latwo ksiazek… starsze pokolenie ma jednak wiekszy szacunek do ksiazek i w ogole do tego co posiada niz obecna mlodsza generacja… oni wiedza, ze tak nie bedzie jak jest w tej chwili…

    … studenci musza zaplacic 200-300$ za podrecznik… a potem sie mowi, ze… nauka kosztuje… w Polsce tez to juz jest… nawet dzisiaj ktos z komentatorow napisal jak poteznym funduszem na podreczniki… i to do szkoly podstawowej dysponuje pani minister EN… to jest prawie 200 milionow zlotych !…

    … i rzeczywiscie sa ksiazki… i Ksiazki.

  189. Bardzo piękne. Męskie, rzekłabym. Nie znałam Uchidy.

    Jest coś w tym, gdy pianista sam dyryguje orkiestrą. Inna jakość całości.

  190. https://www.megadisc.pl/, http://warszawa.grubanuta.pl/winyle-121 , etc. Warszawa to nie Bytom ale nie twierdze, że podaż się nie zmniejsza – mówię tylko, że nisza nigdy nie zginie.

  191. Przecież i tak się tu przywleczemy, gdyby nawet Gabriel wyjechał na wycieczkę 🙂

  192. Chwila. Abyśmy się ty nie rozminęli: nie piszę o żadnych ebukach czy innej elektronice; Amazon dla mnie to książki papierowe, wysyłane tak samo, jak to obecnie wysyła „KJ”. Wydane ładnie, wydrukowane tradycyjnie, dostarczane do pośrednika sukcesywnie, gdy spłynie poprzedni nakład. Wszystko tak samo, jak dotąd, tyle że otworzony zostanie dodatkowy portal, dodatkowy kanał sprzedaży.

    Żadnego „pasywnego dochodu”; pełna aktywność (jak dotąd) i pełna kontrola (jak dotąd). Za to dodatkowa reklama i dodatkowa obsługa wysyłki. Magazyn własny pozostaje, być może mniejszy, niemniej tu się nic nie zmienia. Przybywa Partner, nad którym C. ma kontrolę.

    Partner się nie spisze, kanał się zamyka. Prosta sprawa. Ale jeśli się spisze, a jest to możliwe, to rezultat będzie wielki właśnie dzięki mobilizacji naszej tutaj, dzięki tej zgodnej współpracy, jaka już w pewnym sensie jest. To pociąga innych; chcą należeć do „tych zgranych w zespół”, chcą się przyłączyć. Tej chęci znalezienia się w dobrym towarzystwie nie lekceważyłbym, to jest potężna motywacja, pewnie nie mniejsza, niż chęć wygrania zawodów. Za to łatwiejsza. Głosuje się portfelem i gotowe.

    To jest to własnie, gdy kupuje się książkę Mistrza Europy. Przynależność.

  193. …tu nie rozminęli…

  194. Milo sie to czyta… i tylko zal czlowieka ogarnia, ze w Polsce sie nie da.  Patologia wysepuje nie tylko na polskim rynku ksiazki… patologia odnosi sie do wszystkiego co dzieje sie w Polsce… a patologie finansowo-zlodziejska czy organizacyjno-urzednicza KTOS przez cale lata mozolnie nam „strugal”…

    … i mysle, ze Ty, ja, Gospodarz… wszyscy tu na blogu… i setki tysiecy Polakow – zeby nie powiedziec – miliony doskonale juz wiemy komu zawdzieczamy te haniebna i skandaliczna „przyjemnosc”… i ze ciagle musimy sie z tym upieprzac…

    … i caly czas mam nadzieje, ze tym razem tej  mafii i bandyterce urzedniczej tak latwo sie nie upiecze ta  ROZWALKA  do jakiej w tej chwili doprowadzili w Ojczyznie.

    A propos Amazon’a… to tez uwazam, ze jak dla Pana Gabriela z tak ekskluzywnym towarem… wyjatkowym i najwyzszej jakosci – nie ma najmniejszego sensu tam wchodzic…

    … On ma SWOJ  towar… SWOICH  klientow… SWOJE  targi… SWOJA  dystrybucje… SWOJ rynek… i to jest  CALY  SUKCES…

    … wielu moze tylko marzyc !

  195. Niczego nie przenosić w całości! Przeciwnie, zaprząc Amazon do pomocy w wysyłce papierowych książek, a Czytelników zmobilizować do pisania tam recenzji, opinii i dawania najwyższych ocen Wydawnictwu. Niech się rozwija aktywność nasza w Sieci, i tak, aby korzyść była obopólna.

    Obecne komentarze tu zamieszvzane sprzedaży nie zwiększają. Za to te u Amazona owszem. Gdy zgodna grupa tam pozytywnie głosuje, to takie komentowanie to jest rakieta dla produktu.

  196. Argentynie nic nie ujmuję, ale polecam biltong. Coraz trudniej go kupić w Anglii, bo różni napływowi (Polakom też nic nie ujmując) wypierają lokalsów z RPA.

  197. >Dla członków bibliotek dostęp jest za free do ponad 12 tys książek

    Czy możesz wyjaśnić, co to są członki bibliotek i co to jest free za abonament?

  198. Chodzi nie tylko o pakiet ale także o grę na emocjach. W Anglii jest sporo takich kanałów TV, gdzie zamawia się towar telefonicznie i czeka na cenowy rozwój sytuacji. Amber Gold dla maluczkich.

  199. Zamawiam pozycje współczesne i starsze. Nie ma tam nic mojego. Nowsze mogą być wydawane w systemie „print on demand”, starsze nie wyglądają na takie, są też te nowe, które są za część ceny, niewątpliwie nie drukowane na zamówienie, lecz dostarczane z magazynu używanych.

    Opis rozliczeń z amerykańskim urzędem finansowym wskazuje na niecelowość wchodzenia w podobne zależności. To dotyczyło jednak okresu sprzed wejścia do Polski. Weszli, więc negocjują zmiany korzystne dla obu stron. Rezultatu nie znamy ale jedno jest pewne: będą chcieli podciąć biznes empików i matrasów. Będzie więc prościej i taniej.

  200. >Generalnie książka została zdegradowana do śmiecia z odzysku…

    Nie wiem, co Cię skłoniło do takiego stwierdzenia. W Anglii ludzie kupują masę starych rzeczy na różnych jarmarkach, w USA na wyprzedażach garażowych, we Francji mamy bukinistów nad Sekwaną, we Włoszech antyki nad Tybrem i sporo jarmarków. Nie wspominam o pchlich targach.

    Wyrzuciłem kilkaset książek i roczników czasopism do śmietnika, bo nie miałem gdzie wstawić różnych nowych śmieci.

    Mea Culpa!

  201. Choć jesteśmy na przeciwległych biegunach w wielu sprawach (o których nie chce mi się gadać), to masz rację co do Amazona. Niby nie mogę się doczekać, kiedy w końcu pozwolą mi kupić w Polsce pewną książkę z absurdalnie wysoką ceną. A prawdę mówiąc to lepiej, żeby do Polski nie weszli. Obejdzie się cygańskie wesele bez marcepanów.

  202. To wszystko prawda, co napisales… sporo ludzi wymieknie, moze nawet wiekszosc… ale sporo podazy bo wie,  a jak nie wie to do niego dotrze… zda sobie sprawe, ze nie ma innej drogi do sukcesu… w kazdej dziedzinie…

    … ze wazna jest tylko prawda… a liczy sie tylko praca… zelazna konsekwencja… talent… no i  ta ISKRA  BOZA… a nia nie wszyscy sa obdarzeni… nie wszyscy chca lub moga… to jest ogromna tajemnica i jakis bozy plan… ale Ty czy Gospodarz to jestescie  diamentami… potraficie gromadzic ludzi wokol siebie…

    … prawie tak jak Pan Jezus… a bardzo czesto te proste przepisy dla wielu sa nie do wykonania… ale grunt to sie nie poddawac.

  203. Tak… odkad tu jestem to braderie sa szalenie popularne… i przychodzi z kazdym rokiem coraz wiecej ludzi.

  204. À le, oczywiscie, ze masz racje… a poniewaz opisane przez Ciebie „zjawisko” widze u siebie tym bardziej – w zyciu – nie pozwole sobie na jakies „poprawianie” Gospodarza czy Ciebie… czy innych szanownych blogerow czy komentatorow…

    … nie, nie, nie… ja tak nie mam.

  205. Był Salon (S) i była Księgarnia (K), a obecnie została K. Same nazwy narzuciły i dostępność, jak i poziom. Do S nie mógł wejść nikt z ulicy, musiał być członkiem S, a do K można było wejść z ulicy, nie trzeba było mieć zaproszenia, ani specjalnie nic ciekawego do powiedzenia. Pojawiający się intruz był bezpardonowo wyrzucany przez Gospodarza (G) z K wprost na ulicę. Również funkcje obu przybytków różniły się. S jak to S, miał gromadzić ciekawych ludzi, bawić G, bywalców S i przyciągać innych,  którzy mieli coś do powiedzenia. W K działało to trochę podobnie, ale brak restrykcyjności powodował, że towarzystwo początkowo było przypadkowe, ale K gromadziła ludzi, którzy przy okazji chcieli się czegoś dowiedzieć o książkach i mogli to uzyskać poprzez materiały reklamowe, wymianę informacji z lepiej zorientowanymi bywalcami K, a także wprost G. W S poziom dyskusji był często wysublimowany, dostarczał sporo informacji przydatnych do własnych poszukiwań, często były to informacje podawane wprost. Atmosfera w K nie była tak wysublimowana, często bardziej swojska i mniej sieriozna, a klimat za mojej tam bytności nadawał Henryś, który rozgaszczał się z krótkim i dowcipnym komentarzem zaraz po otwarciu K, zaraz po G. Zaglądałem przez okna do S, zazdrościłem, że dzieje się tam tyle ciekawego, jest tam tyle rozpoznawalnych postaci, mających wiele ciekawego do powiedzenia, że czasami miałem ochotę podziękować wprost. Aspirujący znajdzie w końcu drogę, więc trafiłem tam. Jako nowy, jak i świadom, że w S trzeba się zachowywać z klasą po części milczłem, czego nie robiłem w K. Jako aspirujący zgodnie z prawdą znaną w psychologii, że potrzeba spełniona jest negowana, marzyłem o własnych, autorskich wypowiedziach. Po pewnym czasie zauważyłem ciekawą rzecz, a zdarzyło się to po raz pierwszy przy dłuższej nieobecności G, a mianowicie do S przychodziło wtedy bardzo mało komentujących, bo pod nieobecność G nie było po co brylować. Zupełnie inaczej było w K, gdzie pod nieobecność G komentarzy było sporo i zauważyłem, że bywalcy K czują się w swoim towarzystwie dobrze, że wytworzyła się społeczność, wśród której pojawili się bywalcy rozpoznawalni, chętnie czytani, a nawet bardzo kreatywni. Te spostrzeżenia z całą mocą pokazały trwałość tych dwóch tworów, a mianowicie bywalcy S jak okazało się nie byli u siebie i po zamknięciu lokalu próbowano wydać nowe karty wstępu do S z restrykcyjnymi postanowieniami. Zrobiła się zawierucha i część bywalców, ku mojej m.in. uciesze wylądowała w K, ale kilku ku mojemu żalowi zniknęło też kilku moich ulubionych, jak choćby MP.

    W K zrobił się straszny tłok, wszyscy zaczęli mówić jednocześnie, co z jednej strony daje po 400 komentarzy, ale przyjście do K nawet po jednodniowej nieobecności powoduje, że trzeba przebrnąć przez tyle komentarzy. Opracowałem technikę czytania swoich ulubionych komentatorów i dopiero dla lepszego rozumienia skaczę di innych komentarzy związanych kontekstowo.

    Dlaczego piszę do Ciebie A-Temie taki kobylasty komentarz? Ano dlatego, że dobre rady, są tylko dobrymi radami, a zaangażowanie, nie tylko emocjonalne, wymusza stawianie na siebie, co na opisywanym można łatwo zauważyć. G bywa w S, traktując go jeszcze w tej chwili jako słup ogłoszeniowy, a bywalcy mieli gdze się podziać. Mam nadzieję, że sprawy K jakoś się dotrą i wytworzy się coś nowego, a mianowicie życzyłbym sobie, aby poziom i treści S zostały pożenione z elementami społecznymi wypracowanymi w dawnej K.

  206. Zapomniałem napisać coś wesołego o nieodżałowanym Henryiu, zwolenniku metody Monte Carlo, który na moje pytanie oto, jak mu się udaje być zawsze pierwszym z komentarzem, poradził mi, że on je śniadanie dopiero po puszczeniu swojego komentarza.

  207. No wlasnie. Ksiazke mialem tez zaladowana na Kindle. Ten kanal nie generowal zadnych zyskow, bo ksiazke trzeba wystawic za max. 5-7 dolarow. Podzielic sie z Kindle, ktore bralo dwa i potem z partnerem 50/50. Kindle i tak generowalo sprzedaz na poziomie 5-10% wiec to byly kwoty malo istotne.

  208. Może i wymięka ale i tak rozmiękczyło mnie do łez z samego rana. Nie lubię oglądać dyrygentów, zawsze jacyś pokręceni, a tu bardzo miło było nie tylko słuchać ale i popatrzeć na japońską damę na stanowisku. Nadto bez kija bambusowego. Miodzio.

  209. A np. to? Kaukazko-ukrainna Vagiorko ma w dwu wykonaniach, czysto męskim z wyraźnym wskazaniem na żeńskiego adresata, matkę z niemowlaczkiem: https://www.youtube.com/watch?v=M43G_gIK0ZI

    i nieco mniej męskie: https://www.youtube.com/watch?v=LjJmjDJ_Ook

    chociaż też niby same chłopy, ale takie że nie wiadomo, jeden to wyraźnie import zza wielkiej wody, ale wykonanie perfekcyjne.

  210. aby poziom i treści S zostały pożenione z elementami społecznymi wypracowanymi w dawnej K.

    A nie jest tak? Może nie idealnie, ale idealnie nigdy nie będzie.

  211. Ale pan ma tylko stronę o treningu mistrzowskim czy jest też książka? Tak czy inaczej proszę o linka.

  212. Z tego co pamietam to Amazon w Francji dostał powazne dofinansowanie w miliardach EURO.
    Amazon sie zwinął i ma teoretycznie oddać te miliardy.
    Chyba tu na blogu juz było o tym jak to minister finansów Francji z / dłuznikiem / Prezesem Amazona wspólnie zajadali osmiorniczki./dzielili sie kasa pod stołem + wspólne zdjęcia/.
    Rzekłbym że Amazon to taki pierwowzór / pralnia państwowych pieniędzy /  dla ” naszych ” poczatkujacych drobnych złodziejaszków urzedników w dziedzinie kultury.
    Bo taki FIAT to co kilka lata dostaje po kilkaset milionów euro w ramach utrzymania sie na powierzchni opłacalnosci .
    Reasumując poproszę o miliard EUR to JA WAM pokaże jak sie robi BIZNES 🙂

  213. Ok. Znalazłem linka. Dzieki.

  214. Wołowina irlandzka. Lider w Europie. Irlandczycy zostali sformatowani przez imperium jako pastuchy. Mają podświadomy kult wołowiny i baraniny. Jest doskonała. Próbowałem na miejscu.

  215. Ekspansje Kauflanda w Polsce wspomagał tanim kredytem nawet ONZ. Dajcie mi kilkaset milionów euro taniego kredytu a pokaże wam ja się robi biznes:

    http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/afera-z-dofinansowaniem-lidla-i-kauflandu,65,0,1867585.html

  216. Każda regulacja waląca w „rynek” od którego nie zależy pomyślność naszego gospodarza jest „pożądana”. To nie znaczy że wyznaję pogląd że im gorzej „dla nich” tym lepiej „dla nas”, albo że kibicuję tej całej patologii. To tylko stwierdzenie faktu że nie warto przymierzać się do siadania/łapać się gałęzi którą ktoś piłuje (albo nią potrząsa każąc sobie słono płacić) bo wiadomo jak to się skończy.

    Z daleka od ich „oferty”, a jak już sobie ludziki poobijają pupy i zaczną wymiotować wciskaną im za ich własne (zrabowane lub wyłudzone) pieniądze ciemnotą, to oferta coryllusa będzie dla nich jak objawienie… jak strumień ożywczego deszczu na pustyni. Wystarczy robić swoje ergo „góra stoi”.

  217. To działa we wszystkich obszarach aktywności

  218. Nie wiem, czy plotki, ale informacje nie do końca rzetelne. Tam w tle był KK, na samym początku, ale teraz, to już tylko legenda.

  219. Tak jest, cesarka pozbawia noworodka mikrobiomu – flory bakteryjnej nabywanej od matki przy przechodzeniu przez kanał rodny.  Ma to dalekosiężne skutki zdrowotne. Pisze o tym biolog ewolucyjny Alanna Collen w książce „Cicha władza mikrobów”.

  220. Nie inaczej dzieje się na rynku płytowo muzycznym

  221. Jest dokładnie tak jak mówisz. Zacząłem czytać ponad rok temu i nie za bardzo orientowalem się o co chodzi w szczegółach a czasem i w ogolach. Dziś jest trochę lepiej… ale tłumaczę sobie że jeszcze trzydziestki nie skonczylem i jestem po prostu za młody żeby znać to wszystko czego wy nie musielisciec sie uczyć bo przezylisci to. Czytam dalej… 🙂

  222. Bez Bacha ani rusz – co do mnie. 🙂

  223. Dojrzała już bestia, bo interesuje się takimi rzeczami przed trzydziestką i zna swoje ograniczenia, a to rzadkość wśród dzisiejszych młodych. 🙂

  224. Moje małomuzyczne ucho budzi się przy Allegretto VII symfonii Beethovena, by czujnie chłonąć Presto i Allegro con brio. To kołowanie i wirowanie muzyki jest wprost boskie. 😉

  225. To jest trudny blog dla poczatkujacych… nawet powiedzialabym, ze bardzo trudny… potrzeba czasu, cierpliwosci… ale jednoczesnie to jest najlepszy… najbardziej wartosciowy blog literacko-historyczny w Polsce… a smiem twierdzic, ze i poza Polska.  Ja tez przeszlam „droge przez meke”… pomimo, ze czesto „nie rozumialam” o co Gospodarzowi chodzi to nigdy jednak nie wystapilo u mnie tzw. zniechecenie czy wrecz zaniechanie… lubilam bardzo czytac komentarze… one sporo rozjasnialy… i wciagalam sie kazdego dnia…

    … no i tak po nitce do klebka… po codziennym czytaniu przez kilka dobrych miesiecy… zaczelam… „czaic czacze” i tak to sie ciagnie az do dzis… bedzie juz chyba z bite 5 lat… moze nawet wiecej.

    Rzeczywiscie, tlumaczy Pana mlody wiek… ale prosze nie odpuszczac… a zrozumienie przyjdzie samo… z czasem… tylko rzeczy trudne warte sa zachodu!

    Pomyslnosci, wytrwania… i czasu na zglebianie blogowej wiedzy,

  226. Tak sobie pomyślałem, że książka jest strasznie niebezpieczna jako: paliwo i „paliwo”.

    Chciałbym zarechotać, ale nie idzie.

  227. Nie, to chodzi o przenikliwość.

    Gabriel rozumie strukturę wydarzeń lepiej niż niejeden mistrz nlp – jezyk.

    Przeczytaj wszystko od początku, z komentarzami, na salon24. Do tego Toyaha.

  228. A tak. To godne podziwu. Jestem pod wrażeniem.

  229. Słucham, słucham. Mam niezły rozrzut co do co. No i jeszcze wykonawcy się liczą. Jak wspomniałam tutaj – kocham starszych artystów. To już jest summa doświadczeń i spokojny artyzm, bez fajerwerków. (Które też są fajne u młodych. O ile są fajne.) Ale jak się przyznam, że gdy słyszę uliczną orkiestrę dętą, to zupełnie mechanicznie, automatycznie i bezwiednie zmieniam trasę i wędruję za muzyką – to PT Valser zemdleje 😉

  230. Podążać za muzyką, tak dosłownie i w przenośni? Nie zemdleje, a chyba i doceni.

  231. Absolutnie, Bach to źródło.

  232. 4. Koncert fortepianowy tegoż. I sonaty fortepianowe, zwłaszcza III.część „Księżycowej” (presto agitato).

  233. Dzięki, spróbuje to moje ucho obudzić w następny weekend. Niech ma za swoją małomuzykalność.

  234. Nie masz racji rycerzu i sam sobie tego dowiodłeś. Coraz więcej jest na świecie pseudolekarzy, którzy chcą zrobić cesarkę twojej rodzinie, albo sprzedać wam cudowny pakiet ubezpieczeniowy, albo naciągnąć na umowę o przechowywaniu krwi pępowinowej, albo uzyskać zgodę na bezpłatne oddanie organów dziecka w razie śmierci mózgowej… I właśnie w chwili kiedy Twoja kobieta leży unieruchomiona na porodówce i właśnie ma największe w życiu i rozdzierające duszę rozwarcie, ktoś podsuwa jej do podpisu niewinną bumażkę. A Ty rycerzu siedzisz na korytarzu i użalasz się nad sobą.

  235. Inne kraje inne obyczaje? Ciotka wiki.en daje wgląd kto robi w „komuniźmie książkowym” a kto go unika.

    Polski wpis odnośnie stałej ceny książki daje sporo na tema. Ale wzruszyłem się, gdy przeczytałem, że „stała cena książki w formie porozumień wewnątrz-branżowych bądź ustaw państwowych obowiązuje lub obowiązywała w niektórych krajach rozwiniętych od ponad 150 lat.
    Od ponad 150 lat” ale do jakiego kraju i jakiego roku to się odnosi? Pierwsi byli Anglicy, jak się można tylko na polskiej wiki dowiedzieć, którzy w roku 1829 wprowadzili pewne regulacje a obecnie na wiki.en tylko wstydliwie napisano: „Historically, most countries with a significant book industry have known an FBPA since the 19th century.” Następnym większym krajem była Rzesza Niemiecka z regulacjami z roku 1888. Więc licząc od lat nam współczesnych to z roku np. 2015 do 1888 jest raptem tylko 127 lat a do roku 1829 aż 186 więc gdy spoglądam na wpis w wiki.pl, z przypadłości mi tylko wiadomej, za głowę się łapię i myślę, że nawiedzony jaki to pisał, żeby się liczby świętej trzymać jak pjany płotu.
    Ale z drugiej, tej skrytej, strony na to patrząc to czy czasem nie należy się dziesięć ogarków zapalić na ‚ołtarzu 10+5=Gott‚ za tą oświatę jaką nam daje słowo objawione zapisane na papierze?

    Niemieckie wiki podaje następujące detale: ustawa państwowa o stałej cenie książki (Buchpreisbindung) została wprowadzona przez państwo z dniem 01.10.2002. Co oczywiście gęsią skórkę u mnie wywołało. A nowelizacja z dniem 01.09.2016. Oczy mi się mokre zrobiły.
    Wprowadzono nieco wyjątków i nawet procenty są określone. Do sumy 25 tys euro za kupionych jednorazowo więcej niż 10 sztuk 8% rabatu, za więcej niż 25 sztuk 10%, za więcej niż 100 egzemplarzy to 12% a gdy nabywasz czytelniku więcej niż 500 sztuk to i boskie13% rabatu otrzymasz. Gdy tranzakcja opiewa na sumę większą niż 25 tys euro to 13%, więcej niż 38 tys to 14%, więcej niż 50 tys to i 15% obniżki cenowej można osiągnąć. Ech te wieczne boskie odniesienia wyrażone w liczbach.
    Gdy dotarłem do miejsca gdzie mowa o tym, że wydawnictwo stałą cenę może znieść po miesiącach 18, słownie osiemnastu, to zrozumiałem, że od dawien dawna zamieszkuję w ‚miejscu nawiedzonym’, kórego to miejsca właściciele pewnymi stałymi numerkami operują a pszczółki pracowite w bractwach tajnych oraz jawnych dla dobra wspólnego starają się siłą woli politycznej datę właściwą i liczbę spolegliwą zafiksować ustawowo.

    A tu dodatek dla Paryżanki otóż „Elegancja Francja” pokazała co to znaczy smak wyszukany i dziesięciolecia u władzy nie idą na marne więc bractwo zgrane tzw prawo Langa przegłosowało w dniu 10.08.1981. 
    Ależ to piękna data, taka akuratna do krótkiej medytacji w pogoni za przemijającym czasem!
    Wyjątek robi się dla książek, które już są minimum 2 lata na rynku w sprzedaży a w księgarni zalegają półkę od co najmniej 6 miesięcy więc i rabat może być większy niż ustawowe 5%. Na rabat 9% mogą liczyć szkoły oraz ściśle ustalone grono beneficjentów.

  236. Ooo… dziekuje pieknie za ten dodatek…

    … Panie Saturnie… coz powiedziec… praktyka  czyni mistrza i wszystko sie zgadza… Jack Lang,  78 lat, socjalista, tatus i dziadek mason… chociaz babka – katoliczka !!! –

    … zona Monique Buczynski – corka polskiego Zyda z Litwy… pamietam jak byla tu afera jak Hollande mianowal go kilka lat temu na „president’a” instytutu arabskiego z pensja 10.000€ na miesiac…

    … rzeczywiscie… az przykro, ze czas przemija!… a ksiazki zalegaja coraz bardziej… i to wyjatkowe prawo zgranego bractwa tez zawodzi.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.