Cze 062021
 

Pułapka, w której tkwimy opiera się na tym, że w przestrzeni publicznej znajdują się cały czas fałszywe schematy tłumaczące w przekonujący sposób wszystkie najważniejsze zjawiska, tak polityczne, jak gospodarcze i religijne. Co to znaczy fałszywe schematy? Chodzi mi o takie egzegezy, które powstały poprzez ukrycie lub złą interpretację części istotnych informacji, które się ściśle z nimi łączą. To nie wszystko jednak, bo czasem krążące po sieci i w przestrzeni publicznej wyjaśnienia dotyczące spraw istotnych, przekładane są na ludzki języki w sposób niemożliwie infantylny. Czyni się to zaś po to, by produkująca je struktura – uniwersytet, telewizja Kurskiego, mogła utrzymać swoją pozycje i wszystkie etaty. Tkwiąc w permanentnym błędzie rzecz jasna, ale to nie ma przecież znaczenia. Zmienić to może jedynie wojna, ale i wtedy nie ma gwarancji, że sentyment za dawnymi, dobrymi czasami, nie opanuje dusz i umysłów, jak to się stało za wczesnej komuny, gdy wszyscy zaczęli tęsknić za sanacją.

Podawałem już kiedyś ten przykład, ale jeszcze raz o nim wspomnę. W dawnych czasach zmieniono nam w parafii księdza na katechetę. Chodzi mi o osobę prowadzącą lekcje religii. Ten nowy był to jakiś młodzieniec o nieskrywanych wcale ambicjach, pragnący dominować. Mój rocznik jakoś nie miał z nim problemów, ale koledzy o rok młodsi, a bardzo wyrośnięci i niesłychanie dynamiczni, a i owszem. Wszyscy oni już się golili i silnie ciągnęło ich do grzechu, co jest trudne do zwalczenia, a łatwe do wytłumaczenia. Ten katecheta jednak nie podjął ani jednego, ani drugiego wyzwania. Kazał im za to śpiewać wraz piosenkę zaczynającą się od słów – kto stworzył fruwające ptaszki i machać przy tym rękami. Kiedy parsknęli śmiechem, bardzo się zdenerwował i próbował stosować jakieś szantaże. Wywiesili go przez okno czy do czegoś przywiązali? Już nie pamiętam. My jako etnos, że się tak uczenie wyrażę, znajdujemy się w podobnej sytuacji, ale niestety nie mamy żadnej możliwości, by wyrazić swój sprzeciw wobec edukatorów stosujących infantylne metody. Możemy się tylko z nimi nie zgadzać. To zaś na prowadzącym lekcje nie robi wrażenia, albowiem on nie żyje z nas, a z tego, że ktoś mu płaci za emisję treści nam właśnie. Oto wczoraj rozpoczął się proces beatyfikacyjny księcia Henryka Pobożnego. Z mojego punktu widzenia i z punktu widzenia wielu osób, które się tu gromadzą, wydarzenie bardzo poważne i obfite w konsekwencje. Można na temat tej postaci i jej panowania tworzyć i kolportować różne treści, redagowane w sposób dojrzały i traktowane serio. O ile wiem, żadne media, ani katolickie, ani państwowe, nie zająknęły się na ten temat nawet. Informację podała tylko Polonia Christiana. Mogę się mylić, ale w tym przykładzie dokładnie widać, gdzie się znajdujemy – w salce katechetycznej przy ulicy Wiślanej w Dęblinie, a przed nami stoi szajbus, macha rękami i każe nam śpiewać „kto stworzył fruwające ptaszki”. My nie chcemy tego słuchać, bo mamy ochotę dowiedzieć się czegoś o słudze bożym Henryku Piastowiczu, męczenniku za wiarę. No, ale nie jest nam to dane. Nie jest i nie będzie albowiem emitenci treści ewangelizacyjnych przyjęli inną, według nich słuszną metodę uwodzenia mas. Polega ona na tym, by przekonać widzów i słuchaczy do tego iż mają oni bezpośredni i wyraźny kontakt z Duchem Świętym, który działa poza czasem. Któż by się więc tam przejmował jakimiś okolicznościami śmierci księcia Henryka i tym całym najazdem mongolskim, skoro ojciec Szustak ma nam do powiedzenie tyle ciekawych rzeczy, a Terlikowski zaciera ręce z uciechy, że wreszcie ten Dziwisz, zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za swoje sprawki. A do tego jeszcze Hołownia płacze na wizji i coś tłumaczy, a macha rękami zupełnie tak samo, jak tamten katecheta przez laty, Wszyscy zaś razem wołają – patrzcie na mnie, na mnie, tutaj, tutaj jestem! Tak wygląda dziś proces ewangelizacyjny prowadzony przez media z udziałem tak zwanych autorytetów domagających się, by Kościół wreszcie się oczyścił. Wśród nich jest prostytuujący się zakonnik, sprzedajny dziennikarz i niedoszły członek zgromadzenia dominikanów z apetytami na władzę. Dlaczego ludzie ci nie mówią o Henryku Pobożnym? Bo uważają, że temat ten, podobnie jak inne tematy dotyczące świętych są niepoważne. Jeśli zaś już zabierają się za tłumaczenie takich kwestii ich ofiarami padają postaci takie jak Wenanty Katarzyniec, który posłużył Terlikowskiemu kiedyś do stręczenia ludziom kredytów. Ewangelizatorzy, których tu wymieniłem, mogą prowadzić swoją działalność tylko wtedy kiedy towarzyszy jej jakiś kontekst silnie uwspółcześniony, tak to określam, choć wiem, że Henryk Pobożny może wystąpić w tak silnie uwspółcześnionych kontekstach, że Szustakowi sandały, a Hołowni lakierki z nóg zlecą. No, ale do tego trzeba dojrzeć, a przede wszystkim mieć przekonanie, że kokieteria i wdzięk osobisty nie mają nic wspólnego z misją ewangelizacyjną, ani też z innymi poważnymi misjami. Wręcz przeszkadzają w ich realizacji.

Są na to liczne dowody, ale nie mogę ich na razie podać, bo spalę ważne pointy z nowej książki. Tamci tego jednak nie wiedzą i książę Henryk jest dla nich jakimś przykrym dysonansem w powodzi przyjemnych wrażeń, które odbierają ze świata, wrażeń, które kojarzą im się z jednym tylko – z wyniesieniem własnych nędznych osób, na jakieś wyżyny, gdzie będzie można uśmiechać się do woli, stręczyć kredyty do woli i płakać także do woli, oczekując przy tym pocieszenia jak najbardziej publicznego.

Powiedziałem nie tak dawno, że święci to w zasadzie sama twarda polityka, a ich legendy to historie charyzmatów władzy bożej na ziemi. To łatwe do udowodnienia. W czwartek we Wrocławiu będę opowiadał o św. Idzim, początek o godzinie 18.45. Być może wspomnę też coś o Henryku Pobożnym, księciu Śląska, ale pewności co do tego nie mam. Jedno gwarantuję, gawęda ta nie będzie miała nic wspólnego z formatami proponowanymi przez wymienionych panów, ani z nauką religii, taką, jak ją tu opisałem. Będą same poważne sprawy, to znaczy takie, które świat współczesnych ewangelizatorów w Polsce uważa za nieistotne dla ludzi paprochy. Serdecznie zapraszam. Nie wiem czy wstęp jest wolny czy płatny, trzeba pytać o to Ojca Antoniego Rachmajdę.

  7 komentarzy do “Kto stworzył fruwające ptaszki czyli ewangelizacja po staremu”

  1. Usuwam pana stąd. Za każdym razem dostaje pan szansę, ale ją pan lekceważy. Nie jest to wielka frajda przebywanie tutaj, więc jakoś się pan z tym pogodzi

  2. zależy na jakim etapie jest ogłoszenie o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego, a po drugie książę krakowski, śląski, wielkopolski, do tego władał ziemią kaliską, wieluńską no jest trochę danych do zebrania, czy już wszystko zebrano w temacie ,  czy właśnie jest rozpoczęcie …..

    Pan i tak napisze na temat księcia Henryka Pobożnego  najlepszą książkę, bo pokaże  księcia na tle epoki ,  polityki i interesów o których w szkołach nie uczą… opinię swoją opieram na treści książek o Andrzeju Boboli biskupie Stanisławie ze Szczepanowa

    a film Zimbabwe ma walor ewangelizacyjny to czemu wyrzucać ….

  3. święci mają nam przypominać co jest ważne, prowadzić , tu już padło , że nowi świeci wyznaczają politykę, a fruwające ptaszki maja nas utrzymać w dziecinnym katolicyzmie, nie pozwolić nam dorosnąć do prawdziwej wiary i być może męczeństwa. nie wiem czy to był Henryk Pobożny, ale wyjść z zamku i bić się z hordą, której okiem nie przyjrzysz – A SZUSTAK I TERLIKOWSKI NAM BĘDĄ GAWORZYĆ (dziecinnine gadać) COŚ O OPUSZCZENIU STREFY KOMFORTU.   Ten co wyszedł z zamku może coś powiedzieć o strefie komfortu.

  4. a książę padł ofiarą konfliktu między podmiotami bardzo od Śląska  odległymi

  5. Znam dwa wyjaśnienia dlaczego krokodyle płaczą. Wg jednego, bo nie mogą przełknąć zdobyczy. Wg drugiego – bo nie mają języka. Wg mnie oba się nie wykluczają. Na ilustracji daję więc ptaszka, lakierki i łzy krokodyla. Jeszcze dziś wrzucę przepiękną piosenkę, co robią krokodyle, w wykonaniu równie pięknej przedszkolanki i dla równowagi włoskiego tenora, który mógłby robić za sympatycznego krokodyla, ale ma głos.

  6. Wczoraj po raz pierwszy po półtora roku przerwy na publicznym koncercie w Weronie transmitowanym przez RAI we Włoszech i przez PBS w USA pojawiło się trzech uroczych tenorów, w tym jeden, który wyrósł na przystojnego krokodyla mimo, że rodzice pożałowali na ortodoncję.  Przez dwie godziny około północy oglądałem transmisję bez zmrużenia oka. Niestety na pirackie nagrania koncertu trzeba poczekać. Można też śledzić powtórki na RAI. Dołączam do dzisiejszej ilustracji kilka zdjęć z ekranu, które pozwolą zainteresowanym szukać wznowień. A do tego obiecana przedszkolanka, która z wzajemnością kocha przedszkolaków. Il coccodrillo come fa – czyli jak to robi krokodyl.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.