Kwi 292020
 

Na początek ogłoszenie. Proszę Państwa, jeśli ktoś zamawia książki, niech postara się zapłacić za nie w rozsądnym terminie. System bowiem eliminuje z puli dostępnych egzemplarze opłacone, a nie zamówione. Jeśli więc ktoś zamówił coś i czeka z opłatą, sam będzie sobie winien, jeśli później ktoś inny zamówi i zapłaci szybciej. Książki pojadą najpierw do tych, którzy za nie zapłacili, a nie do tych, którzy wcześniej złożyli zamówienie. Nie jesteśmy w przedszkolu i nie zamawiamy lepszych kanapek poślinionym palcem odkładając konsumpcję na później.

Chcę też podkreślić, że pomimo nikłego zainteresowania promowaną ofertą, będę ją promował nadal. Dostrzegam bowiem w tym sens głębszy niż tylko doraźne poprawienie wyników sprzedaży. Nie będę się ekscytował koronawirusem, przeniewierstwami rządu i poprawą losu maluczkich, która ma nastąpić zaraz po tym, jak PIS trafi szlag. Będę nadal promował swoje książki. Tekst dzisiejszy, choć jeszcze nie napisany, cieszy mnie samego już teraz. Wszystko wyjaśnię po kolei. Najpierw jednak pewna refleksja. Propozycje głębszego zanalizowania różnych zagadnień skazane są na klęskę z jednego prostego powodu – nie dysponujemy narzędziami, które mogłyby konkurować z dostępnymi na rynku narracjami. Jeśli idzie o źródła historyczne, to albo nie ma do nich dostępu, albo są niezrozumiałe, jeśli idzie zaś o popularyzację, ta jest ściśnięta w kilku młóconych bez przerwy kawałkach i mowy nie ma, by cokolwiek spoza tej sieczki mogło spotkać się z zainteresowaniem odbiorcy. Pilnują tego, jak na dobrze zorganizowanym przez SB mitingu robotniczym, gawędziarze ekstremalni. Przesuwają oni, zwracając powszechną uwagę swoim oratorskim talentem, potencjometr emocji z losu biedaków na los Kościoła i na odwrót. Wobec takiej ustawki nic się więcej nie liczy i nic się przez taką stalową sieć nie przebije. Nie ma chyba zresztą potrzeby, by się przebijało. Ludzie tego po prostu nie chcą. Interesuje ich tylko nieustająca zgaduj zgadula – kto jest kim tu i teraz i dlaczego nie zrobił tego, co obiecał. Pisałem już o tym, ale jeszcze powtórzę – monopol na atrakcyjną propagandę przywłaszczyli sobie Brytyjczycy i Amerykanie, po pierwsze dlatego, że ich język dominuje, po drugie dlatego, że akademia i jej misja nie kolidują u nich z rynkiem treści popularnych i propagandowych. Te zaś nie mają charakteru nienaruszalnych świętości, jak to się dzieje u nas z pisarką Tokarczuk, na przykład.

Tak się jednak składa, że nie można porzucić całkowicie treści spoza obszaru doraźnej propagandy. Trzeba je w coś zmienić. Są dwie drogi – zamiana śmieci w relikwie i relikwii lub potencjalnych relikwii w śmieci. Stosuje się to wymiennie. Przy czym słowa relikwie i śmieci należy rozumieć metaforycznie, jako rzeczy bardzo atrakcyjne i całkowicie atrakcyjności pozbawione lub takie, których atrakcyjność jest sztucznie zawyżana.

I oto dwa przykłady. Taki oto link wczoraj dostałem. Najbardziej niezależna platforma informacyjna w Polsce podaje takiego newsa

https://niezalezna.pl/326070-bibliofilski-skarb-odkryty-okolicznosci-odnalezienia-ecclesiastes-owiane-tajemnica

Zwracam uwagę na dwie kwestie – odkrycia dokonał prezes fundacji Blochów, a moment kiedy książka znalazła się w jego rękach owiany jest tajemnicą. Trochę to dziwne, bo pan Bloch zaraz ową tajemnicę zdradza, a niezależna ujmuje to w takie oto słowa:

Okoliczności jej odnalezienia owiane są tajemnicą. Bloch nie chce wyjawiać źródła pochodzenia książki, bo jest w trakcie negocjacji o inne cymelia polskie. Natrafił na to wydanie na aukcji internetowej, mieszkance Wiednia zapłacił stosunkowo niewielką sumę, a sam zabytek otrzymał przesyłką kurierską z Węgier

Nie wiem dlaczego ostatnie zdanie jest wytłuszczone. Po to chyba, żeby to kłamstwo uwiarygodnić. Według mnie było tak. Pan Bloch poszedł do klimatyzowanej piwnicy, w której jego dziadek i pradziadek gromadzili starodruki kupowane od Fabiana Himmelblaua w Krakowie, na początku XX wieku. Pomyślał chwilę, wziął do ręki jeden wolumin, otworzył go na chybił trafił, ale patrząc na średniowieczne, XII wieczne miniatury, pomyślał, że szkoda tak cennego manuskryptu dla uwiarygodnienia rządu w Polsce i odwrócenia uwagi ludzi uważających się za inteligencję, od bieżączki. Sięgnął po inną książkę i był to właśnie druk Wietora. Upewnił się jeszcze ile podobnych egzemplarzy znajduje się w innych kolekcjach, stwierdził, że całkiem sporo i poszedł na górę, ogłosić swój sukces.

Ja oczywiście zmyślam, wcale tak nie było, to jest po prostu fantazja, którą spreparowałem zainspirowany opowiadaniem Karola Estreichera pod tytułem „Miedziana miednica” znajdującym się w tomie „Nie od razu Kraków zbudowano”. Nie zmienia to faktu, że pan Bloch zapowiada iż wkrótce odnajdzie jeszcze więcej polski cymeliów, a okoliczności te z całą pewnością spotkają się z dużym zainteresowaniem publiczności, szczególnie tej bardziej kulturalnej.

Ja nie chcę tu zaniżać wartości druku Wietora, ani polemizować z tezą zawartą w tym materiale – czy to jest rzeczywiście druk z którego dokonano pierwszego tłumaczenia na język polski, ani też czy jest to dzieło króla Salomona. Przypuszczam, że nie (to taki żart). Myślę jednak, że takich druków było sporo i pewnie sprawy mają się tak, jak napisałem – w innych kolekcjach jest tego dużo i nikt by nie robił sensacji ze znaleziska, gdyby nie owo „najprawdopodobniej z dzieła króla Salomona dokonano pierwszego tłumaczenia na język polski”.

Skoro już załatwiliśmy kwestię przerabiania śmieci na relikwię zajmijmy się czynnością odwrotną.

Wraz z naszym komiksem Sacco di Roma, Tomek rysował dla IPN fantastyczną zupełnie grę, zatytułowaną „Polskie państwo podziemne”. I teraz tak, macie tu linki:

To jest flaszka za 24 zyle

https://hurtum.pl/produkt/147549/soplica-szlachetna-wodka-700-ml/

A to jest gra, nad którą Tomasz spędził prawie rok, dystrybuowana przez Empik

https://www.empik.com/ipn-gra-edukacyjna-polskie-panstwo-podziemne-ipn,p1239788226,zabawki-p

Bystry obserwator z aspiracjami dostrzeże od razu, że gra ta kosztuje tyle samo niemal co Soplica, ale wymaga więcej zachodu. Trzeba ją rozpakować, przeczytać instrukcję, zrozumieć zasady i rozegrać kilka partii próbnych, żeby się wciągnąć. Z flaszką sprawa ma się inaczej, dużo łatwiej: kupujemy, pukamy łokciem w dno, odkręcamy z chrzęstem zakrętkę i polewamy. Potem siup i jesteśmy po pierwszej partii. Zaczynamy kolejną, a wszystko idzie nam jak z płatka i nikt nie marudzi, że czegoś nie rozumie. Sprawy są tak jasne i klarowne jak płyn w butelce. Po konsumpcji człowiek zaś jest tak podniesiony na duchu, że może zasiąść do czytania tego, co tam posłowie Konfederacji wypisują na twitterze.

Z grą się tak nie da. I to jest kłopot. Dlatego właśnie IPN postanowił ten produkt uczynić atrakcyjnym dla mas, poprzez obniżenie ceny. Czy to sprawi, że ludzie zaczną go kupować? Rzecz jasna nie, bo będą mieli do wyboru flaszkę albo grę i flaszka na pewno wygra. Co innego, gdyby ta gra kosztowała 150 zł., na tyle bowiem wygląda. Produkt jest wypasiony i ciężki, nie tylko jak się go zważy w ręce, ale także jest ciężki od znaczeń. A jakby tego było mało ma on właściwości nobilitujące, znacznie przewyższające te same właściwości, które rządowa propaganda ulokowała w druku Wietora. Jak ktoś wybierze grę zamiast flaszki, sam się przekona.

Teraz trzeba postawić pytanie następujące: czy wypowiadający się pod tym linkiem posłowie Konfederacji rozumieją coś z promocji tego druku i z promocji tej gry?

https://twitter.com/GrzegorzBraun_/status/1255177964955762689?s=20

Nic nie rozumieją, a powiem jeszcze więcej – gówno ich to obchodzi. Oni chcą ze swoimi komunikatami trafić wprost do serca wyborcy. My zaś wiemy od dawna, że do serca najlepiej trafia się przez żołądek. Tam z kolei nie sposób wepchnąć ani gry, ani starodruku. Jedynym produktem, z którym na sztuka się powiedzie jest flaszka. No, ale wtedy całość zagadnienia ma ten sam charakter co próba uwiedzenia pijanej kobiety.

Mamy więc następujący rozkład znaczeń. Obszar pierwszy – polityka kulturalna agencji rządowych zawarta w degradacji współczesnych twórców podnoszących znaczenie historii i nobilitowaniu XVI wiecznych drukarzy pracujących na nie wiadomo czyje zlecenie i powielających treści propagandowe.

Obszar drugi – działania opozycji, degradujące wyborcę do funkcji konsumenta wódki, po 24 zł za pół litra, nie rozcieńczanej niczym. Bo jak ktoś rozcieńczy to jest najbardziej oczywistym zdrajcą sprawy.

Zastanawiacie się teraz jak ja to wszystko połączę z wydawnictwami Kliniki Języka? Jak zwykle, z wdziękiem prestidigitatora. Od dłuższego czasu, całkiem serio i bez krzywych uśmiechów, próbuję tu i nie tylko tu, przybliżyć sobie i innym kwestie polityki, pierwszej połowy XVIII wieku. Pierwszą próbą było wydanie numeru szwedzkiego nawigatora, którego już nikt nie pamięta. Potem były dwa podejścia, czyli numer szkocki i holenderski, a potem wydana z wielkim zachodem, bo Wacek jeździł negocjować z autorem, książka „Między Altransztadem a Połtawą”, którą napisał biskup Jan Kopiec. Myślę, że wszystko czym zajmowaliśmy się wcześniej było proste, klarowne i jasne, a naświetlenie pozostających w cieniu kwestii nie wiązało się z żadnym specjalnym trudem. Tu jest inaczej, albowiem pierwsza połowa XVIII wieku i końcówka wieku poprzedniego, to czarna dziura w historii. Interpretacje wypadków zaś, podsuwane publiczności, nie dają jej żadnej satysfakcji i frajdy. Od dawna namawiano mnie, bym zajął się historią rodziny Sobieskich, ale jakoś mi się nie chciało. Jest tylu specjalistów w tej dziedzinie, a co za tym idzie tyle fałszywych tropów, że historia tej rodziny wygląda jak pokryte śniegiem podwórko, podeptane przez psy. Nie sposób odnaleźć właściwego tropu. Entuzjazm zaś z jakim podchodzą badacze i popularyzatorzy do postaci króla Jana jest po prostu paraliżujący. Jest gorszy niż flaszka za 24 zyle konkurująca z grą wydaną przez IPN. Wczoraj, z niejakim zdziwieniem, odnotowałem, wybaczcie, ale wcześniej mnie te kwestie wcale nie zajmowały, że w roku 1686 król Jan wyprawił się na Budziak. Towarzyszyła mu, jak chcą niektórzy badacze, największa armia, jaką Rzeczpospolita kiedykolwiek zgromadziła. I to jest niezwykłe. Król chciał zająć deltę Dunaju, dostał na to kredyt i był zabezpieczony traktatami. W tym samym roku armia cesarska zdobyła Budę, wyrzynając turecką załogę i wszystkich mieszkających w mieście żydów. Węgry stały się domeną Habsburgów. Trzy lata wcześniej król Jan pokonał wraz z koalicjantami Turków pod Wiedniem, o czym dziś Austriacy chcą jak najszybciej zapomnieć. Dlaczego w roku 1686 się wycofał? Przy tak dobrej koniunkturze? Dlaczego nie zdecydował się uczestniczyć w podziale imperium osmańskiego? Można to oczywiście zwalić na dyplomację francuską, ale myślę, że sprawa jest głębsza. Dwadzieścia lat po tych wypadkach, dochodzi o pokoju zawartego w wiosce Altransztad. Pokoju, który jest ostateczną demaskacją bezsiły Rzeczpospolitej. Oto francuska kreatura – król Szwecji Karol XII, za pomocą akcji bezpośredniej doprowadza do kryzysu niesłychanego. Detronizuje Augusta II, wprowadza na tron swoją z kolei kreaturę, czyli Stanisława Leszczyńskiego, który pełni wprost funkcję jakiegoś tytularnego wiceprezesa korporacji sprzedającej tampony dopochwowe. Domaga się wydania Jana Reinholda Patkula, przywódcy inflanckich buntowników, którego August II, tępe popychadło, bez gadania mu oddaje i rozpoczyna rządy nad całą wschodnią Europą. Patkul zostaje połamany kołem i poćwiartowany, co ma wszelkie cechy pokazówki dla przeciwników politycznych i mocno studzi zapały polskiej wobec Szwedów opozycji. Król Karol rządzi Polską za pomocą konfederacji warszawskiej, a jego przeciwnik Piotr I, próbuje czynić to samo za pomocą konfederacji Sandomierskiej. Rozpoczyna się dziki zupełnie kontredans, z którego do dziś mało kto cokolwiek rozumie. Rzeczpospolita wychodząc z tego ambarasu wygląda jak przygotowany do usmażenia kawałek schabu. Jest rozbita, zmiękczona i przyprawiona. Pozostaje ją tylko podzielić, co też następuje w kilku etapach. Są to jedna sprawy późniejsze.

Dlaczego Stanisław Leszczyński został królem Polski lub jak chcą niektórzy – antykrólem? Królem miał zostać Jakub Sobieski, syn Jana III. Został jednak uwięziony przez Sasów. I to jest ciekawe. Karol XII, który zaakceptował kandydaturę Jakuba podobnie jak Prusacy, w czasie negocjowania pokoju w Altransztadzie nie domaga się uwolnienia królewicza i nie chce już wcale by był on kandydatem do korony. Domaga się wydania Patkula jedynie. Jak gdyby nigdy nic zastępuje Sobieskiego Leszczyńskim, całkowicie bezwolną kukłą. Ten zaś przyjmuje koronę „w zastępstwie”, ale nigdy się jej później nie zrzeka. Dlaczego człowiek tak wyrazisty jak Jakub, syn zwycięzcy spod Wiednia i organizatora wyprawy na Budziak został zlekceważony? Pewnie wszystko już w tej kwestii zostało wyjaśnione, ale mam wrażenie, że są to wyjaśnienia nie do końca szczere. Choćby przez to, że pomija się w nich rolę dyplomacji papieskiej. Ja zaś, będę dziś promował książkę, która o tym właśnie traktuje, książkę, co do której mam pewność, że nie zostanie wydana „po taniości”, przez Napoleona V.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/miedzy-altransztadem-a-poltawa-stolica-apostolska-wobec-obsady-tronu-polskiego-w-latach-1706-1709/

  28 komentarzy do “Kwadratura koła”

  1. Kwadratura koła to jest takie matematyczne jajko Kolumba albo Napoleona warcaby polskie ☺

  2. przeczytałam tą książkę ale chyba za szybko, bo pamiętam tylko że Sas obiecał, nawrócić Saksonię na katolicyzm no i samemu przejść na katolicyzm i dlatego powierzono mu jako królowi ziemie Królestwa Obojga Narodów, jeśli dobrze pamiętam to żoneczka króla pozostała luteranką i nigdy nie była  w Polsce.

  3. W 1000 lat naszej wspólnoty jest fragment w którym autor pisze pozytywnie o XVIII wieku.

  4. Kwadratura koła to sytuacja, w której kręcimy kwadratem dostatecznie szybko aby w miejsce kwadratu zobaczyć koło. Tak samo działa to w drugą stronę. Jest granica poniżej której koło przeistacza się na powrót w kwadrat i odsłania swa prawdziwą naturę. Pozostaje pytanie: kto tym kręci?

  5. Potem był jeszcze kontredans wokół Stanisława Leszczyńskiego

  6. Pisze pozytywnie, bo po wojnie domowej było 15 lat pokoju

  7. Loebel Oesterreicher protoplasta sławnej rodziny uczonych polskich Estreicherów dostarczał wina dla lazaretów w Warszawie i miał „akordowane wolne z Galicji, be zopłat  cła sprowadzenie 60 beczek wina… szczególnie duzy dochód mieli Mendelsohnowie i Lewińscy co dostarczali do magazynów rządowych sprowadzaną z Galicji sól…. jedna z dostaw w aktach 1807 roku wynosiła 60 000 beczek soli na łączną cenę 900 000 złp …

    Takie tam różne genezy rodów handlowych i ich interesa są w: Dzieje handlu żydowskiego t.I,  s.440

    Widać ewolucję zainteresowań przez pokolenia Estraicherów od handlu winem  poprzez zamiłowanie do książek i wreszcie do sztuki

  8. Wydanie Szelągowskiego i Kopca to coś niebywałego.

    To jak artefakt odgrzebany z piwnicy którą kiedyś ktoś nie tylko zamurował ale i zasypał.

    Nawet jak ktoś coryllusa nie lubi to powinien docenić

  9. Warcaby polskie – gra na szachownicy 10×10, którą wprowadził Napoleon I, aby mógł przeprowadzić kombinację, która na szachownicy 8×8 się nie mieściła. Można zamienić na Aleksandra Macedońskiego i węzeł gordyjski ☺

  10. A propos Szwedow  499 late temu– trwa ich wojna o niepodległość, 29 kwietnia zwyciezaja wojska duńskimi w bitwie pod Västerås. 100 lat pozniej rozdaja juz karty w akwenie morza baltyckiego.

    Natomiast  daleko stad 27 Kwietnia to tez ciekawa data, 499 lat temu ginie Ferdynand Magellan  w potyczce z mieszkańcami wyspy Mactan….

    Natomiast 500 lat temu w Polsce kilka miesiecy wczeniej, bo w styczniu król Zygmunt I Stary wydał przywilej toruński wprowadzający jeden dzień pańszczyzny tygodniowo. Kilka tygodni pozniej 12 czerwca – zawarto rozejm w wojnie polsko-krzyzackiej w czasie którego rozpoczęły w Toruniu rokowania pokojowe między królem Zygmuntem I Starym a wielkim mistrzem Albrechtem Hohenzollernem.

    24 lipca – Zygmunt I Stary wydał w Toruniu edykt zakazujący, pod groźbą wygnania i konfiskaty majątku, rozpowszechniania w Polsce pism Marcina Lutra.

    26 marca-5 kwietnia – w Piotrkowie obradował sejm.

    A w Czechach panowal Ludwik II Jagiellończyk… tylko i az 5 wiekow temu a jakze inna byla rzeczywistosc.

  11. Towarzyszyła mu, jak chcą niektórzy badacze, największa armia, jaką Rzeczpospolita kiedykolwiek zgromadziła.

    Trudno w to uwierzyć patrząc na wyniki tej armii. Jeszcze trudniej uwierzyć, porównując potencjał z czasów panowania Sobieskiego, do np Zygmunta III. Niby jak miał to wystawić Sobieski?

    Dlaczego w roku 1686 się wycofał?

    Myślę że przyczyna leży gdzie indziej. To był dobry dowódca w polu. Ale już nie koniecznie zdobywca miast. Od zawsze mieliśmy z tym problem. Nasi dowódcy uczyli się rzemiosła na stepach Ukrainy. Zamiast marzyć o Dunaju trzeba było zdobywać miasto za miastem. Przekonywać do siebie lokalnych bojarów. Budować administrację. I potem podczas pokoju negocjować z pozycji polskich załóg w tych miastach…

    Geopolityka, czy zakulisowe interesy, nie były decydujące. Zaważyły praktyczne ograniczenia naszej armii i dowódców. W tym Sobieskiego

  12. chcesz powiedzieć, że tak to się plecie na tym Bożym świecie ? No tak to się plecie a jeszcze wkraczają takie moce jak te co kuglowały przy Dekrecie Kasacyjnym, wczoraj opisane przez Coryllusa .

    No to proszę, ile razy w historii naszego państwa, nasi sąsiedzi pisywali do siebie w naszej sprawie i budowali plany rozebrania państwa Piastów (Opolczyk), państwa Jagiellonów (Popiel wiezie listy Habsburga do Moskwicina), państwa Wazów (kozacy, Rakoczy, Szwedzi), aż nie wytrzymano tego napięcia i wreszcie przechwycono kawałki Królestwa Polskiego przyłączono do swoich stolic. Gdzie są dziś ci rabusie/zwycięzcy?, czyżby im  też zaszkodziły czyjeś dewastacyjne intrygi ?

  13. Troche a właściwie całkiem nie na temat. Telewizja Polska reklamuje konkurs na scenariusze filmowe i serialowe. Nazywa się to OdNowa.

  14. no jeszcze raz uważnie przejrzałam „Między Altransztandem a Połtawą” , wygląda na to, że Papież tak się skupił na nawracaniu innych (Rosja, misje w Chinach), że nie spostrzegł że ziemie zamieszkałe przez wiernych mu chrześcijan są przejmowane prze luteran i prawosławnych… a potem już było za późno

  15. Niesamowita strona. Co wchodzę – to nigdy nie rozumiem o co w niej tak naprawdę chodzi. Próbuję czytać tę mądre rzeczy, ale nie daję rady. I tak już od kilku lat. Jakieś same tajemne dyskusje tu się odbywają. A ja nie mogę w nich uczestniczyć, bo nie mam zielonego pojęcia o czym one są. To fascynujące zjawisko. Próbuję się wstrzelić w jakiś temat – nie da rady, cena wstępu za wysoka.  Dla mnie jesteście kosmitami. I bez urazy.  Chcecie poznać mechanizm różnicy? Ja też.  Naprawdę jesteście dobrzy  w tym co robicie, skoro jeszcze Was nie „zdominowałem”. Dajcie mi taryfę ulgową przez kilka miesięcy a skorzystamy na tym i Wy i ja.

    Oczywiście, że mogę poświęcić 100tys. godz. na poznanie Was kosmitów. Ale mam dużo mniej, dramatycznie mniej. Coś mi się zdaje, że Wasze bilety są stanowczo za drogie.

  16. To prawda- nie wkupisz się.

    Musisz uświadomić sobie prawdę- łyżka nie istnieje. Źle się zabierasz do 'zrozumieni'. Tu już wszystko zostało powiedziane jakieś 6 lat temu. Ci co towarzyszyli GM od samego początku z czasem sami nauczyli się pisać i obecnie produkują się na blogu szkolanawigatorow.pl (polecam). Tempo TEGO bloga wyhamowało, wystarczy porównać liczbe komrntarzy z roku 2017 i teraz. Teraz wszyscy wszystko wiedzą i pozostało tylko czyszczenie magazynu z tego, co nie zeszło w czas premiery. Z kosmitów to jak widać: prymus Henry, troglodytka nebraska no i kolaże georgiusa. Czasem wpadnie tu jakiś kiżmunt i dostanie padaczki od nadmiaru skondensowanej logiki jak wczoraj doxa. Mnie to przypomina te scene z matrixa kiedy Morfeusz pokazuje Noemu jak wygląda rzeczywistość a ten mu nie wierzy, zarzuca kłamstwo i wymiotując traci przytomność. Te wymiociny to te 'demaskatorskie' komentarze zaczynające się od 'myli się pan…' że nie wspomnę o trolach…

  17. Myślę jak ci pomóc bracie…

    Ja nie miałem trudności z przyswajaniem tych wniosków, przeciwnie jako człowiekowi inteligentnemu rzucało się to w oczy. Coś jak anamneza- jakbym to kiedyś wiedział, ale nie do końca byłem tego pewny. GM pozbył mnie złudzeń. Nie chcę tu jakiejś wazeliny urządzać, ale większość czytelników ma za cud to, że trafili na ten blog. Mój cud do kwadratu tkwi w tym, że o twórczość coryllusa otarłem się w wieku 16 lat. A że nigdy nie żebrałem o akceptacje innych, nie utożsamiałem się z pustymi pojęciami to nie miałem nic do stracenia- wybór ścieżki był prosty.

     

    Jak chcesz zrozumieć 'o co kaman' to zacznij czytać książki GM (dyskutuje/dyskutowało się tu przeważnie na tematy ich treści) (nie licząc bierzączki)

     

    Myślę, że pomoże tobie czytanie przez ten filtr :

    Myślę jak ci pomóc bracie…

    Ja nie miałem trudności z przyswajaniem tych wniosków, przeciwnie jako człowiekowi inteligentnemu rzucało się to w oczy. Coś jak anamneza- jakbym to kiedyś wiedział, ale nie do końca byłem tego pewny. GM pozbył mnie złudzeń. Nie chcę tu jakiejś wazeliny urządzać, ale większość czytelników ma za cud to, że trafili na ten blog. Mój cud do kwadratu tkwi w tym, że o twórczość coryllusa otarłem się w wieku 16 lat. A że nigdy nie żebrałem o akceptacje innych, nie utożsamiałem się z pustymi pojęciami to nie miałem nic do stracenia- wybór ścieżki był prosty.

     

    Jak chcesz zrozumieć 'o co kaman' to zacznij czytać książki GM (dyskutuje/dyskutowało się tu przeważnie na tematy ich treści) (nie licząc bierzączki)

     

    Myślę, że pomoże tobie czytanie przez ten filtr :

    Myślę jak ci pomóc bracie…

    Ja nie miałem trudności z przyswajaniem tych wniosków, przeciwnie jako człowiekowi inteligentnemu rzucało się to w oczy. Coś jak anamneza- jakbym to kiedyś wiedział, ale nie do końca byłem tego pewny. GM pozbył mnie złudzeń. Nie chcę tu jakiejś wazeliny urządzać, ale większość czytelników ma za cud to, że trafili na ten blog. Mój cud do kwadratu tkwi w tym, że o twórczość coryllusa otarłem się w wieku 16 lat. A że nigdy nie żebrałem o akceptacje innych, nie utożsamiałem się z pustymi pojęciami to nie miałem nic do stracenia- wybór ścieżki był prosty.

     

    Jak chcesz zrozumieć 'o co kaman' to zacznij czytać książki GM (dyskutuje/dyskutowało się tu przeważnie na tematy ich treści) (nie licząc bierzączki)

     

    Myślę, że pomoże tobie czytanie przez ten filtr :

    Myślę jak ci pomóc bracie…

    Ja nie miałem trudności z przyswajaniem tych wniosków, przeciwnie jako człowiekowi inteligentnemu rzucało się to w oczy. Coś jak anamneza- jakbym to kiedyś wiedział, ale nie do końca byłem tego pewny. GM pozbył mnie złudzeń. Nie chcę tu jakiejś wazeliny urządzać, ale większość czytelników ma za cud to, że trafili na ten blog. Mój cud do kwadratu tkwi w tym, że o twórczość coryllusa otarłem się w wieku 16 lat. A że nigdy nie żebrałem o akceptacje innych, nie utożsamiałem się z pustymi pojęciami to nie miałem nic do stracenia- wybór ścieżki był prosty.

     

    Jak chcesz zrozumieć 'o co kaman' to zacznij czytać książki GM (dyskutuje/dyskutowało się tu przeważnie na tematy ich treści) (nie licząc bierzączki)

     

    Myślę, że pomoże tobie czytanie przez ten filtr :Myślę jak ci pomóc bracie…

    Ja nie miałem trudności z przyswajaniem tych wniosków, przeciwnie jako człowiekowi inteligentnemu rzucało się to w oczy. Coś jak anamneza- jakbym to kiedyś wiedział, ale nie do końca byłem tego pewny. GM pozbył mnie złudzeń. Nie chcę tu jakiejś wazeliny urządzać, ale większość czytelników ma za cud to, że trafili na ten blog. Mój cud do kwadratu tkwi w tym, że o twórczość coryllusa otarłem się w wieku 16 lat. A że nigdy nie żebrałem o akceptacje innych, nie utożsamiałem się z pustymi pojęciami to nie miałem nic do stracenia- wybór ścieżki był prosty.

     

    Jak chcesz zrozumieć 'o co kaman' to zacznij czytać książki GM (dyskutuje/dyskutowało się tu przeważnie na tematy ich treści) (nie licząc bierzączki)

     

    Myślę, że pomoże tobie czytanie przez ten filtr :

    Myślę jak ci pomóc bracie…

    Ja nie miałem trudności z przyswajaniem tych wniosków, przeciwnie jako człowiekowi inteligentnemu rzucało się to w oczy. Coś jak anamneza- jakbym to kiedyś wiedział, ale nie do końca byłem tego pewny. GM pozbył mnie złudzeń. Nie chcę tu jakiejś wazeliny urządzać, ale większość czytelników ma za cud to, że trafili na ten blog. Mój cud do kwadratu tkwi w tym, że o twórczość coryllusa otarłem się w wieku 16 lat. A że nigdy nie żebrałem o akceptacje innych, nie utożsamiałem się z pustymi pojęciami to nie miałem nic do stracenia- wybór ścieżki był prosty.

     

    Jak chcesz zrozumieć 'o co kaman' to zacznij czytać książki GM (dyskutuje/dyskutowało się tu przeważnie na tematy ich treści) (nie licząc bierzączki)

     

    Myślę, że pomoże tobie czytanie przez ten filtr :

    1. Każde wydarzenie ma swoją przyczynę i ma swojego płatnika.

    2. Nie istnieją artyści jednocześnie niezależni i znani.

    3. Najwięcej zarabia się na rzeczach najtańszych i dla monopolu nad rynkiem tychże finansuje się upadek nawet całych państw

    4. Nauczanie ekonomii istnieje tylko w celu oszukiwania i tworzenia armii idiotów

    5. Trwa odwieczna wojna miasta z wsią (czyli gospodarki opartej na bezwartościowym pieniądzu i gospodarki opartej na własności)

    6. Podręczniki piszą propagandyści

    7. Jednostka ludzka ma dużo większe znaczenie niż może się wydawać.

    8. Państwo powinno posiadać doktrynę

    9. Symbole są bardzo ważne

  18. … co sie stało że sie zesrało…

  19. biegać

    bieżący

    bieżączka (dość wulgarne określenie załatwianych w biurze spraw bieżących)

  20. Już się martwiłem że tego nie przeczytasz :*

  21. Nie tylko przeczyta ale i zapamięta ☺

  22. Pewnie takie cymelia odnajdują się wyłącznie wśród zaufanych badaczy albo podstawionych frajerów… starannie nabazgrane inkaustem „z epoki”, na oryginalnych średniowiecznych czystych pergaminach odkupionych od zaufanych antykwariuszy, zaopatrzone w oryginalne pieczęcie które dziwnym trafem zaginęły z innych dokumentów, albo wraz z nimi „spłonęły”… Zawsze mnie intrygowała sprawa tzw. palimpsestów i snutych wokół nich opowieści, że „to z oszczędności”. Biorąc pod uwagę fakt, że akurat pergamin się upowszechnił ze względu na wysoką cenę papirusu, czyli wystąpił jako materiał znacznie tańszy oraz to, że w przypadku średniowiecza akurat koszt pergaminu stanowił nikły ułamek wartości księgi, wskazywać powinien jak już, a zwłaszcza w przypadku dokumentów, na znacznie późniejsze fałszerstwo.

  23. „Dominik Oesterreicher  pochodził z Moraw, był synem handlarza piwa z Igławy. Pragnąc zostać malarzem, podróżował po Europie. W tym okresie poznał Hugona Kołłątaja, reformatora polskiej oświaty, który w 1777 zaprosił Oesterreichera do podjęcia pracy na Uniwersytecie Jagiellońskim. ” Etrecheirowie robią w polskiej oświacie ponad 200 lat. Co za dynastia!

    Ambroży Grabowski (ur. 7 grudnia 1782 w Kętach, zm. 3 sierpnia 1868 w Krakowie) Zięciem jego był Karol Estreicher, dyrektor Biblioteki Jagiellońskiej, wnukami – Maria Estreicherówna i Stanisław Estreicher, prawnukami – Karol Estreicher, muzealnik, i Krystyna Grzybowska.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.