Cze 062014
 

W niesamowicie, dla mnie przynajmniej, pięknie napisanej pracy pod tytułem „Smutek tropików” Claude Levi Strauss, opisuje małe plemię indiańskie żyjące gdzieś na pograniczu Brazylii i Paragwaju. Plemię jest naprawdę malutkie, nędzne i nigdy nie miało tyle sił, by przeciwstawić się sąsiadom. Jego członkowie kultywowały kilka osobliwych zwyczajów, które do tego stopnia zainteresowały badaczy z Europy, że postanowili oni przewieźć część członków plemienia do Londynu i tam pokazać na jakimś szerszym forum. Nie pamiętam dokładnie o jakie zwyczaje chodziło, ale chyba o tatuowanie ciał. No i wtedy okazało się, że plemię ma w zanadrzu coś znacznie lepszego niż te tatuaże. Otóż kobiety z rodziny wodza za nic nie chciały jechać do tego Londynu, bo im się zdawało, że następca tronu Wielkiej Brytanii zechce się z nimi ożenić, a to byłby dla nich wielki dyshonor, musiałby odmówić, a przez to wywołać sytuację nader ambarasującą. Takie właśnie wyobrażenie o sobie i swojej wspólnocie mieli członkowie tego małego plemienia żyjącego na pograniczu brazylijsko-paragwajskim. Ktoś powie, że to żadna nowina, trzeba się dobrze rozejrzeć dookoła i człowiek na każdej wiosce znaleźć może dość wychowanych w hermetycznych warunkach dziewuch, które zadzierają nosa i udają – jak mówią słowa pieśni – Bóg wi co. No, ale to są przypadki indywidualne, a nie zbiorowe. No, ale macie racje, jeśli chodzi o zbiorowości też można by było podobne przypadki odkryć całkiem blisko, bez udawania się w męczącą podróż parostatkiem do Ameryki Południowej. Kiedy studiowałem na historii sztuki, w instytucie, który przypominał składzik na grabie i słoiki, tyle dokładnie tam było miejsca dla studentów i kadry, wielu członków i członkiń naszej małej społeczności miało na swój temat dokładnie takie samo wyobrażenie jak ci biedni Indianie, co ich Levi Strauss opisywał. Było to charakterystyczne, rzucające się w oczy i nieznośne. Oni jednak o tym nie wiedzieli i traktowali się nawzajem jak autentyczni wybrańcy.
Nie myślcie, że ja tu opisuję prostą, pierwszopokoleniową pretensjonalność, nie o to chodzi. To jest głębsze. Myślę, że mechanizm ten ma pewną funkcję, której nie rozpoznajemy od razu, ale żeby się o tym przekonać trzeba by było dowiedzieć się, jakie jeszcze zwyczaje mieli ci Indianie, prócz tatuowania ciał i kultywowania wybraństwa. Czy nie zjadali się nawzajem, albo czy nie wrzucali w nurt Parany lekko zdeformowanych noworodków. A jeśli nie, to czy nie połykali ze smakiem czegoś, co w sąsiednich wioskach było uważane za obrzydliwość, jakichś larw żyjących w pniach na przykład. Słowem czy nie czynili czegoś, co w istocie degradowało ich w oczach sąsiadów. Taki wniosek narzuca się moim zdaniem sam, bo uporczywe samooszukiwanie się zawsze ma moim zdaniem przyczynę konkretną, a nie wynikającą z uwarunkowań zwanych niekiedy kulturowymi.
Co to wszystko ma wspólnego z nami? Sami popatrzcie, oto filmy nagrane za pieniądze ministerstwa spraw zagranicznych, którym kieruje Radosław Sikorski. Człowiek dzięki, któremu mieszkańcy Obwodu Kaliningradzkiego mogą swobodnie przekraczać granicę z Polską. Za parę dni w tymże obwodzie rozpoczynają się ogólno-federacyjne zawody marynarzy rosyjskich w podnoszeniu transportera opancerzonego na karku. Ciekaw jestem, co matrosy zrobią po tych zawodach, czy nie zechcą się na przykład rozerwać nieco w mieście Gdańsk? I co z tym fantem zrobi wtedy Sikorski. Ciekaw jestem także, jak ów zestaw problemów ma się do wizyty Obamy i tego obiecanego miliarda dolarów na zbrojenia. No, ale to margines naszych zmartwień, bo clou jest tutaj w tych filmach, które zostały nakręcone po to, byśmy nie zapomnieli jak się trzeba posługiwać nożem i widelcem, a także byśmy dokładnie wiedzieli czym jest Luwr i co się tam w nim mieści. Wesołej zabawy, muszę biec na pociąg, bo dziś cały dzień siedzę na kiermaszu w siedzibie IPN. Potem zaś zapraszam wszystkich na wieczór autorski w Cafe Flora przy wejściu do ogrodu botanicznego.

Oto filmy:



No i zapraszam wszystkich na stronę www.coryllus.pl

  26 komentarzy do “Lekcja sawuar wiwru”

  1. Też muszę biec , filmy obejrzę potem .

    Chciałam tylko , w kwestii tych ewentualnych marynarzy w Gdańsku , przypomnieć : dopiero co nasz wielki gość zapewnił , że TYM RAZEM Polska nie zostanie opuszczona przez sojuszników ….

    To sie nie bojam -:(

  2. Masakra. W kolejnym filmie facet opycha sie serami mi mowi w tym samym czasie przezuwajac.

  3. Meksykańskie matrosy już się w Gdańsku zabawiały a rosyjscy dopiero bedą. A Sikorski i Komorowski to sterowani są przez dziewuchy ze starych rodzin acz młodej szlachty 😉

  4. czyli reasumujac – idzie wojna i znowu jestesmy sami, tym razem bez armii.

  5. Ja se puściłem wszystkie 3 filmy na raz i mam niezłą frajdę.

  6. A w czyjej własności p. ambasador mieszka a wlaściwie jest dzikim lokatorem i kiedy się pan ambasador wyprowadzi?

  7. Nazwa studia filmowego, które zrealizowało te filmy to DOGFILM czyli na polskie psi film 🙂

  8. nooooo….

    któraś … taka jedna…. to mi kiedyś powiedziała , że lepij nie miec armii

    ale ona czyta gazownię…. a ja nie , to sie nie mogłyśmy dogadać… brak wspólnej płaszczyzny …. -:(

    Chodzę przez pola i tak popatrzyłam dzisia … było tyle zapuszczonych poletek zarośniętych … a teraz jeszcze więcej …..
    tak mi się jakos skojarzyło z polowaniem , bo w tych zaroślach są bażanty …

  9. bez obaw, jeszcze są kibice Lechii Grańsk 🙂

  10. Mój wujek, lewicowiec, zachwycał się kiedyś Tunezją która całe pieniądze inwestuje w infrastrukturę i przemysł, a co do zbrojeń przyznają rozbrajająco – jak ktoś będzie chciał tu wejść, to wejdzie i już. Przynajmniej zniszczeń nie będzie.

    No i dwa lata później mieliśmy arabską wiosnę.

    Nie pamiętam już, w Belgii czy Holandii jakiś generał ma pomnik za oddanie ufortyfikowanego miasta Niemcom bez walki, wbrew rozkazom. Bo oszczędził ludność cywilną.

  11. wiesz co , ja mam mięszane uczucia … i wszystkie w..q …

    bo Kraków ocalał wg komunistycznej legendy dzięki MIŁOŚCI do miasta niejakiego Koniewa …. marszałka ….

    ps . znam takich co do dzis w to wierzą ….. nie ma to jak dobra legenda !

  12. A mówiła 10 lat temu p. Anna Pawełczyńska ” Historia nas nauczyła aby nie szafować nadmiernie wiarą w dobre intemcje innych państw, zwłaszcza ościennych. A także aby umacniać umiejętność pilnowania własnych interesów , szczególnie wtedy gdy są one sprzeczne z interesami innych społeczności… ważne aby w naszej pozorowanej demokracji reperzentowali nas ludzie kompetentni rozumiejący potrzeby kraju i zdecydowani walczyć w ich obronie..”
    I nawet licealiści wiedzą że ani kompetencji, ani polskiej racji i że nie upilnowalismy naszych interesów.

  13. Ciekawostka dotyczaca noworodkow – podsylam linka co ostatnio zostalo odkryte w Irlandii, znaczy ludzie o tym wiedzieli od poczatku ale z jakiegos powodu dopiero teraz wyplynelo.

    http://www.rte.ie/news/2014/0604/621550-tuam-grave/

    w latach 1925 – 1961 wrzucali noworodki do wykopanego dolu i tak przez lata sie uzbieralo 800 maluchow.

    Czyzby w tych latach byla nadprodukcja jak rowniez ze wzgledow logistycznych rynek nie mogl wchlonac wszystkich?

    Pozdrawiam

  14. jaka może być „polska racja stanu” kiedy państwo polskie zachowuje się wrogo wobec swoich obywateli i stopniowo coraz bardziej vice versa?

  15. dlaczego stopniowo ???

    a vice versa całkiem też nie stopniowe ….. jak się ma państwo opresyjne , tak czy inaczej od baaardzo dawna …… to czego się spodziewać od obywateli ?

  16. No rewelacja, coryllusie, bardzo dziękuję. Nie tylko ze względu na moje fatalne braki w zakresie elegancji, ale i dlatego, że te filmy to chyba jedyny nie pozbawiony sensu i spójny efekt działalności naszego MSZ. Bardzo dobrze zrealizowane, można rzecz, wysmakowane, ale nienachalnie. No a już akcent prezentera wprost wyborny — w opowieści o serach doskonale brzmi jego francuska melodia. Aha, BTW, to nieprawda, że w czasie jedzenia nie należy mówić. Owszem, nie należy pluć ani pokazywać zawartości jamy ustnej, ale rozmawiać jak najbardziej można. Poradnik wiązania krawatów — bezcenny, pan Tomasz pokazuje to doskonale. Nie mam czasu oglądać wszystkiego, ale w wolnej chwili, z rozkoszą 🙂

  17. MSZ za Sikorskiego na psy schodzi. Za Bieruta to księcia Radziwiłła do nauki protokołu dyplomatycznego zatrudniano 😉

  18. Jakoś przed Bożym Narodzeniem Coryllus napisał tekst zacztnający się wezwaniem do tego , żeby nie było zawsze na tym blogu tak poważnie . Dalej było o RAZie …
    A nam tu , radośnie oczekującym świąt wezwanie do porzucenia powagi bardzo się spodobało .

    Mnie absolutnie oczarował pomysł na otwarcie wina … Różne sugestie mi tu panowie podsuwali …. i to można sobie przeczytać , bo to bardzo porządny przeglad sposobów był .

    Miałam akurat butelkę wina w lodówce .. czekającą od dawna na nie wiadomo co . I pomyślałam , że przy tej okazji otworzę ję … Jak mówię , jest to poczytania w archiwum .
    Czemu teraz o tym piszę ?

    Bo w notce Coryllus sugerował przydatność pewnych książek do otwierania butelek . Nie majac sugerowanych przez naszego gospodarza tytułów pod ręką …. posłużyłam sie połaczeniem korkociągu z egzemplarzem Levi Straussa .

    W efekcie Smutek … został lekko zalany , a w butelce pływał korek ….
    Nasz Gospodarz , z tego punktu widzenia , trochę za późno wkleja te filmiki z instrukcją .

    Wzięłam teraz , dawno już wysuszony na kaloryferze Smutek …. do ręki .

    I myślę sobie , że ci Indianie wyrobili sobie pewne poglady w oparciu o dotychczasowe doświadczenia , coś się wydarzyło takiego , że ich pogląd na świat wygladał tak właśnie .

    W zetknięciu z przybyszami z dalekiego świata wyszło to co wyszło .
    My jednak … leżymy /?/ …. w centrum europy ?????

    A moze nie ???

    Smutek czytałam jako młoda kobieta .. i właściwie nie mogłam go czytać , bo wszystko co rozumiałam z kolejnych kart , było okropnie smutne . Na tle moich zyciowych smutków ….. właściwie nie dało się czytać.

    A teraz , sięgając na półkę po te książkę , zobaczyłam , że uchowała mi sie z dawnego księgozbioru jeszcze jedna . ,, J.G. Frazera ,,Złota Gałąź ” …..

    I myślę , że w kontekście czytania Coryllusa w całości ….. baśni i bloga …. że jest to fakt znaczący .

    Oczywiście mam polskie wydanie 2-tomowe …. Podobno orginał ma tych tomów .. 10 … ?
    No ale i te dwa wystarczą …. Pouczające .

  19. Boże! Chlejąc czasami szampana od rana do wieczora nie wiedziałem, że jestem w zgodzie z ostatnią produkcją naszego MHZ, przepraszam MSZ; czy w tym wypadku można nazwać mnie prekursorem?

  20. nie , nie można 🙂

    i nie wzywaj Pana Boga nadaremno … 🙂 to jest niedyplomatyczne …. hmmmm

  21. Siedziałem dzisiaj cały dzień i trzymałem dla Ciebie ten komiks. No i gdzie byłaś?

  22. A wszystko to psychologia. Ta wyniosłość pana ambasadora, jest znakomita, myślę że to kolejne pokolenie w dyplomacji, które daje wiarę w wybraństwo, wykwintne zjadanie sera po którym trzeba wietrzyć pokój no powiem … nie merde tylko cymes.
    Ta wyniosłość u indianek też zapewne brała się stąd, że nie pochodziły one z bagatelnych rodzin, plemię może i niewielkie ale rodziny zapewne .. ze wskazaniem (może nawet z dyplomacji) .
    Kolejny Coryllusa przykład na wybraństwo koleżanek i kolegów studiujacych sztukę, ich wyniosłość jest budowana od dzieciństwa. Może taki artysta in spe, od 2 roku życia słyszy, że jest utalentowanym, no to się w to wierzy (rodzina i przyjaciele rodziny nie mogą się mylić) i w psychice takiego chwalonego za rysunki, przeradza się z czasem w poczucie pewności że jest świetny i potem … mamy do ogladania exposition, gdzie clou jest np obieranie kartofli.
    No i mamy wspólny mianownik – denominateur.
    Ja się nie nadaję do takich wysmakowanych obrazów, mnie po szampanie po prostu boli głowa (mal de tete), żeby nie powiedzieć zwyczajniej ….

  23. Panie ambasadorze a co sychać u polskich hydraulików, nas to interesuje taki dokument o życiu codziennym polskiej emigracji zarobkowej, a te wycieczki po luwrze to obejrzymy potem na deser a może nawet po serach ..

  24. Koniec świata. Była beza z łyżką, a teraz ambasador z krawatem. Nosisz krawat i uczą cię wiązać go od małego i później robisz to w tak naturalny sposób, że łoj, a tu zostajesz ambasadorem, uczą cię wiązania krawata i stosownego dobierania do stroju, pory dnia i okoliczności. Cieszy cię to tak mocno, że aż musisz podzielić się nabytą wiedzą i za pieniądze podatnika musisz nakręcić film, by tę wiedzę szerzyć wśród matołków dla których sąsiednia miejscowość to zagranica. A ile przy tym niestosownego mlaskania i cmokania.
    Podoba mi się Szampanskoje Igristoje z naklejką ambasady.

  25. Baskijski beret za mały na te …. wygłupy.

  26. rym cym cym z kurki dym….
    a oto automata do wiazania krawata

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.