Paź 062020
 

Na fejsbuku pojawił się niedawno fragment rosyjskiego filmu o ataku gazowym na twierdzę Osowiec. Rosjanie robią takie filmy, by pokazać, z jak głębokim humanizmem toczyli wojnę, a jakim zezwierzęceniem odznaczał się przeciwnik. I rzeczywiście, Niemiec, którego oddziały ubrane są w odczłowieczające każdą istotę ludzką maski, puszcza gaz ze specjalnych butli. Gaz ma kolor zielony i unosi się nisko nad ziemią. Wiaterek niesie go w kierunku milczącej twierdzy. Kiedy zaś wszystko się rozwiewa, Niemce idą sprawdzić jakie szkody poczynił. No i w istocie nie wygląda to dobrze, jeśli oceniać rzecz ze strony Rosjan. Wszędzie leżą trupy, z ustami zawiązanymi białymi szmatami, które miały ocalić żołnierzy przed uduszeniem, ale rzecz jasna nie ocaliły. Niemce stają w szeregach i obserwują to pobojowisko ze zgrozą. Okazuje się jednak, że nie wszyscy umarli i zza murów twierdzy odzywa się kulomiot, a potem ci co przeżyli, ledwo powłócząc nogami, wychodzą na przedpole i zaczynają prażyć do Niemca z czego tam mają. Kulomiot pracuje cały czas. Robi się kłopot i po dwóch sekundach namysłu, Niemce pierzchają jak stadko kuropatw przed garstką rosyjskich bohaterów. Lektor zaś mówi, że twierdza nie została zdobyta, ale żołnierze wycofali się z niej w jakim takim porządku, wykonując zaplanowany wcześniej przez dowództwo manewr.

Z bezspornego faktu, jakim była klęska Rosjan w I wojnie światowej i zniszczenie całego ich, tworzonego przez stulecia porządku (choć może porządek nie jest tu najwłaściwszym słowem) propaganda ukręciła kogel mogel o tym, że prawdziwym bohaterom nie straszny jest nawet gaz musztardowy.

Po co ja to w ogóle opisuję, umieszczając na początku tytuł, z Leopoldem Tyrmandem jako głównym bohaterem negatywnym? To się zaraz wyjaśni. Nie uprzedzajmy faktów.

Jak wiemy, przez cały PRL, Leopold Tyrmand był symbolem niezgody na siermięgę komunizmu. Był człowiekiem legendą, o którym coś tam się półgębkiem wspominało, aż do momentu, kiedy wydano jego Dziennik roku 1954. Powieści oczywiście były wydawane wcześniej, ale nie miały one charakteru demaskatorskiego. Tyrmand zaś uchodził za buntownika nie z powodów politycznych, ale obyczajowych. To znaczy był skrojony na bohatera i deprawatora jednocześnie, który działał w słusznej sprawie. Grał władzy na nosie i nie ponosił przy tym wielkiego ryzyka, a więc był łatwy do naśladowania. I nikomu do głowy nie przyszło, że jest to człowiek władzy, który reprezentuje te kręgi komunistycznego piekła, gdzie dolary, młode kochanki i szampan nie są uważane za symbole odchodzącego w przeszłość świata, ale za istotne uzupełnienie codziennej egzystencji spracowanych rewolucjonistów.

Tyrmandem ekscytowali się wszyscy, a najbardziej chyba Łysiak. Ja też się nim ekscytowałem, co wyznaję bez skruchy, ale nie przeczytałem nic poza Dziennikiem 1954. Zacząłem czytać powieść Zły i dołożyłem ją po dwóch stronach. Było to jawne oszustwo i kokieteria tak nędzna, że w zasadzie nie wiadomo było co zrobić. No, ale wszyscy dookoła klaskali. Z krytycznymi opiniami na temat tej powieści i w ogóle tej konwencji spotkałem się dopiero później, w zasadzie już kiedy zacząłem prowadzić bloga. Są jednak ludzie, którzy ciągle uważają, że to znakomita proza, a postawa jej autora była zawsze bez zarzutu. Osoby takie reprezentują w mojej ocenie pogląd, według którego można negocjować z gazem musztardowym. Jeśli zaś już ktoś traci wiarę w te negocjacje, poglądy jego ewoluują w następującą formę – z gazem co prawda negocjować się nie da, ale za to można się mu bohatersko przeciwstawić zawiązując usta szmatą i łapiąc powietrze co drugi oddech. A kiedy wiatry rozwieją gaz i wróg stanie przed nami w całej swojej upiornej okazałości, można doń będzie strzelać z jednostrzałowych karabinów Mosin i z kulomiotu Maxim, którego obsługa też przeżyła atak gazowy. Wiara w podobne cuda jest powszechna na rynku treści i zwykle kojarzona jest z wyrazami układającymi się w zwrot polemiczna dojrzałość. Komuniści mówili na to uświadomiona konieczność. Chodzi o to w istocie, by nie sprawiać gazowi i gazowni niepotrzebnych kłopotów i samemu się zastrzelić na widok tej zielonej chmury niesionej zefirkiem w naszymi kierunku.

Jak większość z nas pamięta, powieść Zły została w niedługi czas po napisaniu wydana drukiem na sowieckiej Ukrainie, o ile dobrze pamiętam w języku miejscowym, to znaczy nie po rosyjsku. Jedno wydanie wyszło w nakładzie 100 tysięcy egzemplarzy, a drugie 65 tysięcy egzemplarzy, co w sumie daje 165 tysięcy egzemplarzy. Jak na antyreżimowego pisarza, który miał wieczne kłopoty z władzą z powodu kolorowych skarpetek i sympatii dla jazzu, to jest spory wyczyn. Już o tym pisałem, ale sądzę, że nigdy dość przypominania tego szwindlu, tak jak nigdy nie można zaprzestać przypominania o zaginionych aktach erekcyjnych UJ. Przypominam więc, a czynię to także dlatego, że syn Leopolda Tyrmanda, co jakiś czas pojawia się w Polsce i instruuje nas na okoliczność ataków gazowych. To znaczy mówi jak mamy się zachowywać, jak zawiązywać te szmaty na twarzach i jak łapać te oddechy, co drugi, żeby za dużo gazu nie wciągnąć. Większość tego słucha, ale bez świadomości kim był ojciec szanownego Mateusza Tyrmanda i kim jest on sam. Jeden z kolegów napisał nawet do niego i wyłożył mu kawa na ławę kwestię współpracy Leopolda z najciemniejszymi kręgami piekła, ale spotkało się to tylko z szyderstwem.

Kłopot polega na tym, że jedyną reakcją na tę demaskację, tak samo jak i na inne demaskacje, jest zbiorowy lament i wołanie – O Jezu, Jezu, co z nami będzie, już nawet hipsterzy okazują się agentami! Innych reakcji nie przewidziano w programie. Nie jest to jednak wynik naszych przyrodzonych ograniczeń biologicznych, ani tego, że jesteśmy zwierzętami zachowującymi się zawsze przewidywalnie, ale wynika to z planu. Taki był plan. Jestem przekonany, że te instrukcje były gdzieś zapisane i przez długi czas leżały na biurku Bermana. Nie można rządzić kokietując i strasząc tylko w jeden sposób, to się nie uda, musi być jakiś płodozmian. On zaś musi ludzi uwodzić i korespondować z najprymitywniejszymi instynktami. Tyrmand mógł mieć każdą laskę i to się podobało wszystkim, a siermiężni literaci reżimowi mieli tylko swoje nudne żony, które łajały ich po powrocie z pracy. Z funkcjonariuszami było jeszcze gorzej. To były tanie oprychy, nie nadające się wcale na firmowanie stylu życia i powojennej stabilizacji. I nie mówcie mi, że komuna ewoluowała i to sprawiało, że robiło się miejsce dla takiego Tyrmanda, w wyniku tej rzekomej erozji systemu. Jeśli w to wierzycie, przypomnijcie sobie towarzysza Gorkiego, jego smutny wzrok, w którym odbija się nędza ludu, a potem poczytajcie o jego kochankach, także nieletnich i o wakacjach, które każdego roku spędzał na Capri w towarzystwie innych agentów towarzysza Rotszylda. I obejrzyjcie dokładnie zdjęcia, na których nie nosi rubaszki i łapci, ale wełniane płaszcze i garnitury. Komuna nie ewoluuje i nie podlega erozji. Nie ma bowiem struktury stałej, jest jak gaz musztardowy. Może się nagle rozwiać, ale może też, jeśli zawieją inne wiatry powrócić jak gdyby nigdy nic. I nic nam wtedy nie pomoże szmata zawiązana wokół twarzy. Hipsterzy zaś, szczególnie ci najbardziej bezkompromisowi, są po prostu jej forpocztą. Nasze reakcje zaś na komunę nie mogą być idiotyczne i nie mogą wynikać z wiary, że może tym razem dobre chęci w chmurze gazu musztardowego przeważą i nie zatruje on nikogo.

Jeśli ktoś nie rozumie, dlaczego ja poruszając kwestie tak istotne, piszę jednocześnie o książkach, zamiast wskazywać na zaniechania polityków i ich zbrodnicze plany wobec populacji, to znaczy, że źle zawiązał szmatę wokół buzi, albo złapał o jeden oddech za dużo. I już za chwilę w uniesieniu chwyci karabin, by ruszyć do szturmu na nadchodzącego wroga. Gdyby ludzie mogli przewidzieć co się stanie po rewolucji utopili by towarzysza Gorkiego w bańce mleka. Nie uczynili tego jednak, bo – po pierwsze – wierzyli jemu, wszak był taki dobry i współczujący, a po drugie nie wierzyli politykom, którzy zawsze kłamali, oszukiwali i nie myśleli tylko o własnych interesach zamiast o szczęściu mas. Wobec takiej alternatywy wybór był oczywisty. Tak samo, jak oczywisty był wybór Tyrmanda, dla wszystkich, którzy nienawidzili komunistycznej siermięgi.

I teraz popatrzcie. Katarzyna Bonda, która ostatnio napisała, że nie ma większej przyjemności niż wieść szamański żywot pisarza, nie sika jeszcze co prawda do butelek i nie rozprowadza tego po cenie 120 od sztuki w salonach Empik, ale założyła szkołę pisania książek. A tak. Zajęcia w tej szkole odbywają się co tydzień i prowadzą ją jakieś nieznane z nazwiska istoty, a ona jedynie to firmuje swoim nazwiskiem. Kosztuje to coś koło tysiąca ze sesję, w której bierze udział dziesięć osób. Najzdolniejsi wydają swoje książki, które rozprowadzane są potem poprzez wielkie sieci. Nie wiem ile zarabiają autorzy, ale mniemam, że kiedy Bondzie znudzi się już pisanie, będzie po prostu żyła z tego systemu rent. Bo tak to trzeba nazwać, to jest system rentierski. O ile już z tego nie żyje. Jasne jest, że w takim systemie preferuje się określone treści, a także określone konwencje, które najłatwiej trafiają do czytelnika, albowiem do złudzenia przypominają inne konwencje, te zza granicy, które bardzo wszystkim imponują. Mamy tu do czynienia z atakiem gazowym, na który jedyną odpowiedzią może być próba dojrzałej polemiki. Nie ucieczka, nie wypuszczenie własnego gazu, nie wzbicie się w powietrze sterowcem i ostrzelanie wroga z góry, z miejsca gdzie gaz nie sięga, ale kulturalna polemika. Przecież wszyscy jesteśmy kulturalni, dojrzali, no i w ogóle warto rozmawiać, prawda… Przedmiotem tej polemiki może być dojrzałość emocjonalna i psychologiczna tego czy innego autora, może nią być stosunek do jednej z wypowiedzi Radka Raka, który rzekł, że pisarze SF są żydami literatury, może być tym przedmiotem wszystko, co nie kwestionuje ataku gazowego i nie nazywa go po imieniu. Gaz musztardowy zaś od czasów bitwy o twierdzę Osowiec zmienił znacznie swój skład chemiczny i nie śmierci już musztardą wcale, z daleka czuć go lawendą, ale to także nie może być przedmiotem polemiki.

Życzę zdrowia wszystkim, którzy zastanawiają się po co ja wydaję książki Michała Radoryskiego. Naprawdę, życzę im wszystkim dużo zdrowia i tego, by w czasie próby znaleźli odpowiednio grubą szmatę, którą owiną sobie twarz.

  59 komentarzy do “Leopold Tyrmand jako utrwalacz władzy ludowej czyli istotne składniki uznania”

  1. mnie od razu przyszło do głowy, że Maryla R. wciąż śpiewa, mimo że miała udane turne po ZSRR. Paru aktorów wciąż gra główne role w filmach , choć grali w propagandówkach za PRL. Czy Łysiak cos jeszcze pisze, bo u schyłku PRL-u był promowany ?

  2. U jakiego schyłku? Łysiak występował u Ireny Dziedzic w końcu lat siedemdziesiątych, albo na początku osiemdziesiątych, pamiętam go. Do schyłku było jeszcze daleko.

  3. Tak jak agentów Rothschilda poznaje się po tym gdzie wydają książki tak gazy trujące poznaje się po kolorze i zapachu. Zielony gaz z Osowca to był chlor ☺

  4. nie ogladałem Ireny Dziedzic, byłem dziecinny , ogładałem wieczorynke na jedynce 🙂

  5. ja też byłem dziecinny, ale oglądałem Irenę

  6. Chlor Henry, to jest komentator z SN, nie znasz się

  7. Dzień dobry. W moich czasach Tyrmand był takim pseudo-bezdebitowym pisarzem rozprowadzanym pokątnie przy użyciu szeptanej propagandy. Ja się nie załapałem – Bóg strzegł – bo nie lubiłem tych, co się nim tak zachwycali. Ale to dobra ilustracja zasady nieodmiennie prawdziwej, na którą komuniści wpadli dawno temu i konsekwentnie stosują; jeśli chcesz wygrać wojnę na pewno – walcz po obu stronach. To, że niektórzy w walczących zostaną w pewnym momencie zutylizowani – to koszta własne, ale kto by się nimi przejmował. Na pewno nie ta brakująca część piramidy z banknotu dolarowego…

  8. Czyli polityk to zły policjant, hipster to dobry policjant. Ok. Wybierając między nimi, tak czy siak jesteśmy obserwowani zza weneckiego lustra przez pana, który pali mocne papierosy i ani jeden muskuł nie drga mu na twarzy. Ok. Każde nasze wiercenie się na stołku jest rejestrowane przez kamery, a poza tym i tak jest przewidziane. Ok.

    Rozumiem ideę Radoryskiego. Nie rozumiem jednak jego jakości.

  9. – fakt, ale to kwestia terminologiczna; komuniści, masoni, katarzy,… Jak Pan gdzieś napisał są tylko ludzie Papieża i ludzie Cesarza. Niektórzy o tym nie wiedzą, ale to nic nie zmienia.

  10. 1947 – inicjatywa prywatna w poszukiwaniu szybko rentujących się inwestycji

    1954 – bitwa o handel wygrana przez …prasę

  11. Tyrmand. Co miał robić? Biedować i nic nie pisać bo komuna czy pisać ale przyjąć rolę koncesjonowanego niby-niezależnego autora i bon-wiwanta? Wybrał to drugie. Zresztą kłamstwa PRL nie mógł znieść i wyjechał do USA gdzie współtworzył jedne z najzacniejszych środowisk konserwatywnych. Suma sumarum – nie czepiałby się tak bardzo. Bo jeśli tak to wielu się nie ostoi. Kisiel, Cat, Lem, Parnicki.

    W skali ześwinienia jest niżej od wielu, wielu innych. Wystarczy poczytać Siedlecką.Oczywiście to co pisał podczas wojny i tuż po w prasie jest ohydne ale się otrząsnął. Miej propocje mociumpanie.

    Łysiak się nie ześwinił. PRL dawał przecież szanse na trochę niezależności.

    Swoją drogą widać tu ewolucję na tym blogu, sam pamiętam jak autor chwalił Łysiaka seniora i cytował go, potem chwalił seniora a ganił juniora, teraz gani obu. Panta rei

  12. To się zgadza bo gwiazda W.Łysiaka pełnym blaskiem świeciła za Gierka w telewizji Macieja Szczepańskiego.

  13. To są rysunki jakiegoś znanego przedwojennego grafika…

  14. O czym pan w ogóle mówi. Jak to „wybrał”. Pan rozumie co to jest 165 tysięcy nakładu na sowieckiej Ukrainie? Jasne, chwaliłem Łysiaka, a PRL dawał trochę niezależności…I pan mnie poucza na okoliczność jakości sztuk papieża, tak?

  15. Ja tam w tą niezależność w PRL raczej nie wierzę. Myślę, że to było potrzebne PRL-owi do dekoracji, jak ten denar Mieszka. A pisarzami łatwo było w komunie manipulować, byli tylko ludźmi, chcieli być sławni i bogaci, więc szli na kompromis z władzą, która jak miała dobry humor to pokazywała „ludzką twarz”. Ale deal musieli raczej zawsze zrobić. Inaczej by ich nie wydawali.

  16. No nie, nie, nie… Z tym Lemem to przesada. Stasiek Glina zwany z niemiecka Lemem, ofiara Holocaustu, pseudonaukowiec, lekarz bez praktyki, opowiadacz bajek o fizjonomii plastusia, kolejny sztukmistrz z ichniej kolekcji.

  17. Przekażcie sobie znak pokoju.

  18. Może jeszcze Polański?…

  19. Był literatem PRL-u po czym wybrał USA.

    Kisiel wciągnął Tyrmanda do Tyg. Powszechnego i sądzę że tam go wyprostowali z komuny. Może i Mrożka też Kisiel wyprostował. Kiedyś Kisiel po napisaniu przez młodego komunistycznego jeszcze Mrożka krytycznego tekstu o jakiś zjeździe młodzieży na zachodzie, oczywiście zgniłej, zapytał go:

    – Panie, byłeś na tym zjeździe?

    Mrożek – Nie.

    – To co Pan pierdolisz?

    A co do PRL. Wystarczy zobaczyć wielką księgę cenzury PRL i dekrety o wycofaniu z bibliotek by zobaczyć, że wesoło nie było, ale można było o ile się nie waliło w system coś ugrać, gdzieś przycupnąć. Tyrmand, Łysiak, Kisiel, Jasienica wielokrotnie wadzili się z cenzurą, ale zdołali coś zrobić.

    Powód – byliśmy za silny narodem, dlatego u nas nie było tego co w innych demoludach. Nie dało się nas zgnoić całkowicie. W Czechach taki Havel jak mu się zachciało być w opozycji stracił pracę i w browarze latał, a profesorka socjologii w Pradze mogła robić jedynie jako sprzątaczka.

    Stalin mówił, że w bloku są tylko dwa narody zasługujące na szacunek: Polacy i Węgrzy, bo to narody szlacheckie.

  20. Jakość jest… … … zła. I nie chodzi tu o etykę. Jeśli to efekt niezamierzony, to dobrze o tym wiedzieć. A jeśli zamierzony – to czy ten zabieg nie jest wpisywaniem się w narrację, miłościwie nam panującą? W samo, przepraszam, centrum kupy?

  21. Niech pan już przestanie, dobrze…Nic pan nie rozumie.

  22. Tyrmand to malowany ptak w peerelowskim kurniku. Funkcjonujący prawem kaduka poza powszechnie obowiązującą w tym przybytku hierarchią dziobania 🙂

  23. Czyli, że nic wam się nie da wytłumaczyć? Prawem kaduka, malowany ptak…ja pierniczę…

  24. Pan ma dobry pseudonim, taki – niejednoznaczny.

    Jak wam stan wojenny wprowadzą z powodu pandemii, to jeszcze będziecie w ambasadzie RFN o azyl prosić bo peweksów już nie ma…

  25. Ktoś go musiał oczywiście wcześniej wymalować albo przynajmniej dostarczyć importowanych za walutę wymienialną farb w odpowiednio dobranych barwach ochronnych.

  26. Te wielkie oczy to może być tylko Ha-Ga

    Ponieważ jestem obecnie na tablecie, który z niejasnych powodów nie wyświetla mojego linku z ilustracją 1947-1954, więc dla Czytelników w podobnej sytuacji podaję link, który powinien zadziałać

    https://sites.google.com/view/transsistant-a/20201006

  27. Ok. Za bardzo się różnimy.

    Możliwe, że nie rozumiem linii jaką Pan obrał, albo rozumiem ale trudno mi pomyśleć że naprawdę Pan wybrał taką taktykę. Ale spoko, to nie moje.

    Muszę otrząsnąć się ze złudzenia, że mój komentarz jest głosem w jakiejś dyskusji i wymianie poglądów.

  28. Ostro. Ja jestem w połowie Nienackiego i jest ciekawie , a estetyka zgodna z zapowiedziami w ,,recenzjach” na okładkach . Jaka całość zobaczymy.

  29. Bo facet jest ostry. Był wywiad. Jak komuś nie odpowiada taka estetyka, to może iść do filharmonii.

  30. Nie chciałbym pana urazić, ale myślę, że z jakością w tych książkach wszystko jest w porządku. Jeśli zaś brakuje panu znanych z bloga emocji, zawsze może pan poczytać coś innego. W szkole Katarzyny Bondy wykuwają się nowe talenty, które absorbować będą wszelkie konwencje ze świata.

  31. Chodzi tylko o to, że ludzie jak Tyrman, Łysiak czy nawet Kora to byli ludzie władzy, a nie buntownicy jak się nam ich przedstawia. Swoim kolorytem, stylem życia pokazywali, że ten PRL nie jest taki zły, że nie tylko MO i PZPR. Firmowali system i robili kosmiczne kariery. Nikt im tego nie ma za złe, a nawet nie odmawia im talentu  i może nawet „nie ześwinili się” tylko nie mówcie, że walczyli z władzą. Oni byli władzą.

  32. Nie uraża mnie Pan. Proszę mi wierzyć- aż taki głupi nie jestem. Proszę też się nie złościć na mnie za bardzo- każdy ma bohaterstwo na swoją miarę. Moja miara to pozycja czytelnika, któremu pozwolono robić notatki na marginesie. I nagle taka straszna myśl: A może nie mam racji..? Może i nie mam, jednak chodzę, żyję, czasem skręcę w swoją stronę.

  33. Zajrzała do życiorysu Łysiaka na wiki i muszę przyznać, że nie zdawałam sobie sprawy jak wielką karierę robił ten człowiek w PRL. Dziwi też transformacja wykształconego erudyty w chama i prostaka jakim stał się od jakiś 30 ostatnich lat. Rzucony na odcinek prawicy, nie radzi sobie. A może właśnie radzi sobie znakomicie? Ta przemiana trochę przypomina Pietrzaka.

    Podobno pan Waldemar posiada jedyny egzemplarz pierwszego wydania Trenów, to możne i te akty erekcyjne też ma? Było się w końcu tym konserwatorem zabytków, co nie?

  34. Podobny numer, jak z Tyrmandem, był z reżyserem Skolimowskim, który miał dolary, jeździł po Warszawie jakimś wypasionym samochodem od imprezy do imprezy i szokował ubiorem. Był forpocztą „zmian”, jakie zaszły w 1989 roku.

    Skolimowski był traktowany w środowisku filmowym, tym już słusznym i „kapitalistycznym”, jak bóg.

  35. Podobnie było z wieloma sektami dla rozbicia Kościoła, Jehowici, zieloni i czarni, siódmego dnia i ósmego i takie inne przyjaciele polnische patriotów prowadzili ewangelizacje w domach kultu-ry świeckiej i miejskiej, władza ich wprowadzała , bez władzy nie byli w stanie nic, pluralizm i liberalizm partyjny kwitł, demokracja była super. Dla Kisiela była Warszawska  Jesień, dla Rodowicz Opole, dla Tyrmanda Jazz Jambore, dla Pietrzaka Zielona Góra a dla wierzących nabożeństwo w domu kultu-ry etc hoho…

  36. Byli władzą? Jasienice wyciągnaw Pax z portfela, Gomułka go wyklął, żona była agentką. Tyrmand postanowił opuścić Polskę jak my cenzura zablokowala kolejna książke. Złego wydali no komuna chciała pokazac że jest tu kultura, o patrzcie jakie nowoczesne powieści.

  37. polecam Czarnemu zakup „‚Dzienników 1954”  Tyrmanda jeszcze z nawiasami cenzury, że kawałki tekstu usunięto zw względu na obowiązujące prawo. Takie wydanie z końca lat 80-tych.  Samo życie ludzi kultury w PRL lat  50 -tych, w filmie pt „Pan T.”  tego nie pokazali, ale ta scena z filmu kiedy się zastanawia czy zjeść zupę i pierogi ruskie czy może nie …. człowieku wyobraź sobie jak to jest być głodnym

    Dzienniki to literatura faktu. Dzisiaj w Rossmannie, kupujesz grzebień, szczoteczkę do zębów nic ci nie rani ani głowy ani dziąseł a u Tyrmanda … takie sytuacje są opisane… niby banał, ale bolesny …  warte przeczytania

  38. Czy jest Pan pewien, że Tyrmand wyjechał z powodu prześladowań?

    Jest taka scena z filmu Obywatel Piszczyk, w której pokazane jest jak dzieci komunistów z najwyższych kręgów władzy, buntują się przeciw rodzicom i tworzą tzw. antykomunistyczną opozycję. Jest tam i jazz i artyści. Warto zastanowić się bez emocji, czy ta linia, którą nam przez lata budowano, że tu była opozycja a tu partia, jest zupełnie gdzie indziej, skutki czego widzimy do dziś.

  39. Trochę niezrozumiały jest ten wpis. Że komunistyczny układ dopieszczał pisarzy dla dobrego PRu? Tak. Że oni coś tam robili na boku dla siebie? Też. Przecież wizja o tym że 45 lat w Polsce (45-90) toczyła się jakaś nieustanna wojna to tylko „młody Pis” uwierzy. Ludzie żyli „normalnie” – rodzili się, śluby brali, pracowali i na sam koniec umierali.

  40. Dokładnie. Szacunek za te wypowiedź.

  41. Takie metody stosuje się począwszy od przedszkolnych koalicji, co wynika z intuicyjnego stosowania rachunku prawdopodobieństwa, teorii gier i innych takich.

    Ciekawym zastosowaniem jest jedna z teorii podrywu, która mówi o gwarantowanej skuteczności pewnej ilości prób, tym wyższej im zawodnik ma wyższe kwalifikacje i parametry.

    Inna teoria mówi, autora pominę, żeby nie przykładać się do utrwalania jego mitu, że podrywa się każdą po odpowiedniej dawce bajeru. I ta teoria wspaniałe spisuje się w zarządzanie stadem, trzeba tylko zastosować odpowiednią ilość mówców i pisarzy …

  42. Pan rozumie co to jest przydział papieru na milionowe nakłady? I rozumie pan co powiedział Gomułka o Jasienicy? Jeśli pan nie rozumie, niech pan wróci do jego książek i poczyta co on pisze o Kościele

  43. Znam Tyrmanda. Kosiński napisał jego biografię pt. „Wystarczy być”.

  44. To znaczy, sorki pt. „Malowany ptak”.

  45. A tak poważnie, to nie rozumiem. Pani na pewno do mnie? Przecież ja o Tyrmandzie nic, ja tylko o Radoryskim…

  46. O matko. Kosiński rzeczywiście napisał taką książkę, ale to nie jest biografia Tyrmanda, kto to panu powiedział? Malowany ptak też nie jest biografią Tyrmanda. Litości. No chyba, że to taki żart.

  47. Postanowił opuścić Polskę. Naprawdę, niezły pan jest…

  48. No kurcze, pewnie, że żart. Ktoś wspomniał, że Tyrmand to taki malowany ptak… i nie mogłem się powstrzymać.

  49. oczywiście że pomyłka, przepraszam, wysłałam do Czarnego zamiast do Knechta, bo mi się nick -czarny- skojarzył z bohaterami pezetperowskich dowcipów, którymi byli księża czyli … Knecht

  50. Pani skojarzenia są naprawdę imponujące…  Pozdrawiam.

  51. gratuluję wyrozumiałości, jeszcze raz przepraszam

    też

    Pozdrawiam

    PS jednakże polecam do przeczytania Tyrmanda, jakieś wydanie  z lat 80 – tych, gdzie po ilości nawiasów cenzury,  wycinających tekst autora można prześledzić, że to państwo udawało, że autora dopuszcza do łask i daje mu możliwość wydawania książek a tak naprawdę to ingerowało w obłudne państwo ingerowało w treść  książki jak chciało. Autorowi pozostawała gorycz i kilka groszy od państwa na pomidorową z ruskimi pierogami.

    n.

  52. Debiut Łysiaka z 1974 roku (Kolebka) otrzymał nagrody w konkursie z okazji 50-lecia ZLP i 25-lecia PRL. Następnie pisał felietony dla Perspektyw i Stolicy, opisując m.in. swoje liczne podróże po Świecie. W 1984 i 85 roku Teatr telewizji wyprodukował dwa filmy na podstawie jego książek, Selekcja i Selekcja II. Tyrmand zaczynał od pracy w sowieckiej gadzinówce w czasie wojny, potem było jeszcze ciekawiej. Można było robić kariery w Polsce Ludowej pozostając niezależnym? Jasne…

  53. Zły był napisany na zamówienie władzy. To pean nie tyle na temat Stolicy, a raczej bohaterskiej walce MO i tzw. szarych obywateli z chuligaństwem. Wśród nich jest min. były powstaniec Juliusz Kalodont. Bez drugiego dna, nic tam nie przemycił, wbrew temu co piszą. Tyrmand kupił sobie zaraz potem Opla Recorda… Mój sentyment do tej powieści pozostał, ale prawdę mówiąc to jest miejscami gorsze niż Pan Samochodzik 😉

    Dodam, że Brat ojca Tyrmanda, Jerzy był bliskim współpracownikiem Oscara Langego.

  54. Super tekst! Z Tyrmanda czytałem tylko (aż) ten Dziennik i odniosłem wrażenie takiej nieszczerości i pozy (a miałem wtedy poniżej trzydziestki), jaką kiedyś odczułem ptóbując czytać „Lochy Watykanu”. W tych „Lochach” roi się od opisów (na tych pierwszych stronach, potem nie wiem) seksu z dziwczyną, kiedu autor był pedał i to biło po oczach. Dokładnie to samo wrażenie zrobił na mnie ten cały seks na co drugiej stronie u Tyrmanda. (Zbadał ktoś te jego gusta?)

    Do tego pamietam, że obracał jurną mężatkę mieszkającą w YMCA… Tam mieszkały kobiety, i to jurne?! A co do koncesjonowanych… KOD i te różne sprawy natchnęły mnie do rozmyślań nad tym, jak genialnie to komuna załatwiła: albo byłeś za Moczarem i siermiężnym późnym Gomułką, albo nurzałeś się w zachodniej „awangardzie”, eurokomunie czy anarchiźmie… Trzeciej opcji nie było, i poza smętną „prawicowością” spod znaku JP2, nie ma i nie będzie. Dlatego jesteśmy w szarej dupie a wnuki ubeków kwitną (jak na ten padół i ten liberalny syf).

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.