Wrz 242018
 

Zanim napiszę, jak było w Karpnikach, muszę poruszyć pewien ważny temat. Proszę Państwa, staram się odpisywać na wszystkie kierowane na moją skrzynkę listy, ale idzie mi to coraz ciężej. Tym ciężej, że niektórym klientom zdaje się, że ja jestem sprzedawcą z allegro, z którym można się wdawać w dyskusje o cenach wysyłek na przykład, albo negocjować ceny książek. Zaczyna się to zwykle od podkreślenia własnego zaangażowania czyli wskazania, że dany klient kupuje dużo książek, na przykład 10. Proszę Państwa, jeśli ktoś kupuje u mnie 10 książek, czy nawet 20 to mieści się w standardzie i nie dokonuje żadnego bohaterskiego czynu. Jemu może się tak wydawać, ale tak nie jest. Nie będę więc słuchał sugestii, że powinienem obniżyć opłatę za przesyłkę, bo zamówienie jest duże. I tak wysyłka jest darmowa powyżej 250 zł, a jak ktoś tego nie rozumie, to już jego sprawa. Ostatnio próbowałem wyjaśnić pewnej pani, że nie ma u nas praktyki negocjowania ceny wysyłki. Doczekałem się odpowiedzi, że Ebenezer Rojt miał rację.

Teraz o pobycie Karpnikach. Było super. Towarzysko i zawodowo wprost znakomicie, umierałem co prawda z głodu przez cały dzień, ale jakoś trwałem, bo trzeba było nagrać jak najwięcej materiału. Nie będę opowiadał o tym jak wygląda zamek, bo każdy może sobie sam obejrzeć na stronie, albo poczekać aż Michał wrzuci pierwsze nagrania, co zapewne nie stanie się prędko, bo trzeba nad nimi trochę popracować. Chcę podkreślić, że wyjechaliśmy tam po to, żeby promować dobrego, akademickiego autora, a także jego książkę. Jest to książka z rynku, a nie z naszego wydawnictwa, co także chciałem podkreślić. Ktoś może mnie przez to uważać za idiotę, ale jakoś to zniosę. Co to za polityka bowiem, jechać przez cały kraj, wynajmować zamek, nielichy przecież obiekt, płacić za noclegi ekipy i gościa, po to, by pokazać tam wydaną dawno i już przez wielu zapomnianą książkę o znienawidzonej w Polsce dynastii. Tylko skończony dureń by tak robił. Toż trzeba opowiadać o tym jak Polacy ratowali Żydów w czasie wojny i do tego jeszcze czynić to ograniczając do minimum koszty. Tak by się zachował prawdziwy, oszczędny i poważnie myślący sprzedawca książek. Ja jednak czynię inaczej. Niech każdy ocenia to jak chce.

W Karpnikach było super, a do tego odwiedzili nas fani z Jeleniej Góry, wielce to zdziwiło zarówno Grzegorza Kucharczyka, jak i panie na portierni, które nam kibicowały od samego rana. Rozmawialiśmy pogodnie, biorąc w zasadzie w obronę dynastię Hohenzollern i jej przedstawicieli widocznych na portretach porozwieszanych po salach i korytarzach zamku. Nie będę zdradzał wątków rozmowy, ale było dużo śmiechu. Wskazaliśmy też bardzo wyraźnie zło i określiliśmy wroga, z którym przyszło, a pewnie jeszcze przyjdzie się nam mierzyć. Otóż złem tym jest niemiecki liberał. Wszyscy pomocnicy Bismarcka, wszyscy lokaje wielkiego Fritza i adiutanci Wilhelma I to jest pryszcz, pikuś i małe miki w porównaniu z niemiecką prasą liberalną oraz jej przedstawicielami robiącymi karierę w polityce. To jest plaga łącząca w sobie wszystkie plagi egipskie, to jest oblepiająca mózgi nicość i długotrwała choroba bez widoków na leczenie z sukcesem. I o tym też między innymi rozmawialiśmy. Ponieważ w sali portretowej wisiał portret Clausewitza pogadaliśmy również o Prusach w dobie napoleońskiej. W sumie nagraliśmy około trzech godzin programu w fantastycznych zupełnie wnętrzach. Tak zwane rozmowy w kuluarach były jeszcze ciekawsze niż na wizji. Profesor Kucharczyk powiedział, że szykuje się taka reforma, w której zadekretowane będzie, jakie czasopisma uchodzą za naukowe. I tylko w nich będzie można publikować, bo tylko taka publikacja będzie punktowana. To jest oczywiście groza jeśli na rzecz spojrzymy z punktu widzenia robiącego karierę naukowca-humanisty. Jeśli jednak idzie o mnie, nie mogę się doczekać kiedy ci durnie wreszcie się zabetonują w tej wieży z kości słoniowej i wreszcie przestaną z niej wychodzić na zewnątrz, zostawiając cały rynek i wszystkich czytelników, a także całą propagandową prerię wydawnictwu Klinika Języka. Czekam na ten moment z utęsknieniem. Ktoś powie, że nie powinienem, bo na obszarach poza akademickich system na pewno będzie miał swoich przedstawicieli. Oczywiście, że tak, Grzegorz Kucharczyk ma nawet na nich nazwę – są to szuryści. Kim jest szur, albo szurysta? To proste – szur to aspiracje + gruntowna niewiedza – metoda. Świat jest pełen szurystów, przypominają oni ogłupiałe w okresie godów kolorowe ptaki, które nie liczą się zupełnie z obecnością myśliwych. Pieczętują tym samym swój los. Ja tu nie będę mówił po nazwisku kogo konkretnie Grzegorz Kucharczyk uważa za szura, ale wielu czytelników się pewnie domyśli. Scena więc porządkowana jest w następujący sposób – zabetonowany świat akademicki, żyjący złudzeniem, że ma na coś lub na kogoś wpływ, świat kontrolujący obieg propagandy i pieniędzy, świat degenerujący się z każdym rokiem, bo człowiek zmuszony do życia w fałszu, nie ustrzeże się przed pokusą kradzieży. Takie jest po prostu życie, a więc budżety na propagandę będą coraz szczuplejsze, albowiem narażone będą na straty w czasie transferu, zupełnie jak energia elektryczna transportowana na duże odległości. Do tego świat tak zwanych popularyzatorów, czyli szurystów, dla których system otworzy wszystkie furtki – wielka Lechia – proszę bardzo….Kosmici? Czemu nie….Czy Mieszko był Wikingiem? Nie ma sprawy….Piłsudski i jego kochanka rozwódka? – ależ proszę uprzejmie…Szuryści nie ustrzegą się przed pułapkami, bo im nikt nie powie, że świat akademicki będzie dla nich zamknięty. Im się cały czas będzie zdawało, że z tą swoją wiedzą o charakterze ujemnym za chwilę zostaną profesorami zwyczajnymi. I w tym przekonaniu będą utrzymywani. I w tym wszystkim będziemy my. To dobrze rokuje, a jak dobrze, to sami się przekonacie oglądając nasze nagrania z zamku w Karpnikach. Ja jestem dobrej myśli, choć po całym dniu byłem umordowany jak wół ciągnący zestaw pługów wieloskibowych. Gorzej miał chyba tylko Michał, który musiał rozstawiać i przestawiać sprzęt. Profesor Kucharczyk z tego co zauważyłem, bawił się dobrze.

Teraz słowo o plenerze – z lewej strony olbrzymi masyw gór Izerskich, które kiedyś, w młodości zalesiałem, z prawej Rudawy Janowickie, niewielkie ale wyraziste wzniesienia pełne skałek. Nad wszystkim kłębiące się chmury i przeświecające gdzieniegdzie słońce. W zasadzie bezwietrznie. Pośrodku tego wszystkiego neogotycki zamek Karpniki, nieopodal dwa inne obiekty – Łomnica, barokowy pałac, gdzie znajduje się centrum lniarskie i Wojanów – zamek zbudowany w stylu nierozpoznanym, nazwijmy go baśniowym. Wszystko razem wygląda na osiedle przeskalowanych willi dla olbrzymów. Nieopodal Jelenia Góra i dwa lokalne browary – Roch i Miedzianka. W tym drugim wszystko jest na wierzchu, można sobie siedzieć, pić piwo i patrzeć jak pracuje aparatura. W lasach i po wsiach poukrywane małe pensjonaty dla turystów. W czasie nagrania złożyłem deklarację, że teraz będzie już tak zawsze. Nie wiem czy się uda, ale będę się starał. Przypominam, że nieuchronnie zbliża się 5 listopada, kiedy kończymy zbieranie pieniędzy na pierwszą sesję LUL – Latającego Uniwersytetu Leszczynowego.

Zapraszam na www.prawygornyrog.pl gdzie znajdzie się dziś kolejne nagranie z Toyahem

  24 komentarze do “Liberałowie i szuryści”

  1. Do pleneru dodam jeszcze inne fascynujące miejsca na mapie Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej : pałac Paulinum w Jeleniej, majątek ziemski w Bukowcu, ruiny bajkowego zamku Bobrów, no i nieco dalej Chełmsko Śląskie, z unikalnymi Domami Tkaczy i Chatą „U Apostoła”.

  2. Bukowiec odbudowują. Będzie tam hotel

  3. Co za wspanialy tekst…

    … juz po przeczytaniu go wiem, ze tydzien bede miala dobry  !!!  Jednak musze troszke „pogooglac” w sieci, bo tereny, ktore Pan tak pieknie… wprost bajkowo opisuje sa mi kompletnie nieznane.

    Ciesze sie bardzo, ze wyjazd sie udal… i ze wszyscy Panowie jestescie zmeczeni, ale zadowoleni… ja tez bylam w sobote wieczorem, po handlu – ktory byl taki sobie –  bardzo zmeczona, a przede wszystkim  zmarznieta jak sopel lodu…  pod HM  strasznie pi****lo jak by sie ktos powiesil…  Po powrocie musialam kurowac sie „zaporowa” 2-setka dobrej wodki, no i dzis jest juz calkiem dobrze… choc dzis na wieczor jeszcze strzele sobie jeszcze jakiegos grzanca – tak profilaktycznie  !!!

    A propos tematu… wyobrazam sobie jak fajnie musialo byc „poza okiem kamery”… profesor Kucharczyk wyglada na „swojego faceta”… czyli na normalnego, a nie jakiegos dretwego, sztucznego deciaka.  Tez czekam, Panie Gabrielu jak sie te debile naLukAwe  wreszcie  ZABETONUJA… na  AMEN… zwlaszcza te cale przyglupy glinskie, gowinowe i reszta… odlot demonstrowany przez te bande jest juz tak widoczny, ze to dziadostwo trzeba zostawic samych sobie… i tylko  CIERPLIWIE  czekajac  robic  swoje  !!!

    No i ten termin  SZUR – genialny  !!!

    Acha… i jeszcze co do mojego handlu – to w sumie w niedziele po „kalkulacji zysku” okazalo sie, ze bylo troche lepiej niz sadzilam, ale pomimo to handel dzis czymkolwiek – to droga przez meke,  tym bardziej zycze Panu – i sobie tez – zdrowia i anielskiej  wprost  cierpliwosci do klientow.

    Zatem czekam juz tylko na efekt pobytu w Karpnikach i jego prezentacje w  PGR.

    Pieknie Pana pozdrawiam,  zycze Panu  i wszystkim Coryllus’owo myslacym… i przede Coryllus’owo  dzialajacym pomyslnosci i dobrego tygodnia  !!!

  4. Gospodarzu, jeśli Pan zagwarantuje, że na LULu będzie Pan Hubert, który za 50 zeta da autograf i wykona mi rysunek w Panów dziele sztuki zatytułowanym „Noc św. Bartłomieja”, to ja poważnie rozważę wydatkowanie 500 złotych za możliwość uczestnictwa w tej imprezie.

  5. Rysował w Bytomiu, ale się nie załapałem.

  6. Jestem przekonana…

    … ze Gospodarz nic nie bedzie Panu gwarantowal.

  7. Wsadź sobie swoje 500 zł. Czy wyraziłem się dość jasno, czy może oczekujesz jeszcze jakichś dodatkowych wyjaśnień…?

  8. Chociaż mieszkam w Wałbrzychu to Jelenia oraz Rudawy i Izery to jak sąsiednie podwórko, cieszę się że potwierdza Pan moje wrażenie baśniowości tej krainy. LUL to moim zdaniem niepisany obowiązek każdego zaangażowanego w działalność Coryllusa.

  9. Bardzo dobre się prezentuje, na Twoich fotkach,  mąż stanu zwany Bismarckiem, postawa typu „bez kija nie przystąp”, ale najbardziej ludzki jest kiedy liberalnie bez cienia wyrzutu dzieli Afrykę. W filmie dokumentalnym „Podział Afryki” widać całe to towarzycho – liberalne.

  10. Wbrew pozorom mój podpis przy zdjęciu Bismarcka w chałacie nie jest ironiczny. Na zdjęcie natrafiłem w książce angielskiej z 1899 roku, gdy chciałem poznać niemieckich liberałów. A chodzi o to, że przywódca liberałów piemonckich Cavour sądził, że w konflikcie z Austrią Bismarck stanie po jego stronie, ten jednak nie był Fryderykiem Wielkim i nie potrafił przeciwstawić się narodowemu uniesieniu m.in. niemieckich liberałów na rzecz bratniego kraju.

  11. Dotąd o pozycji polskich uczonych decydowała (o ile mi wiadomo) publikacje w pismach z listy filadelfijskiej czasopism. Stworzenie rankingu (oceny dorobku) w oparciu o polskie pisma jest pomyłem postulowanym od jakiegoś czasu (trudno publikować w zagranicznych pismach o tematach niszowych, lingwistycznych na przykład, ale może się mylę). Dystrybucja środków i ocena dorobku uczonego to oczywiście problem. Czy problem ten jest mniejszy w związku z publikacjami w pismach umieszczonych na liście filadelfijskiej?

  12. Wielka uśmiechnięta buzia, dziękuję za piękny wpis.

  13. Psa miał okropnego – stosownego do swojego ąpluła. Tylko przypomnę, że dog niemiecki jest nazywany Apollem psiego rodu. /Miałam trzy prześliczne dogi, wychowane „własną piersią” i, oczywiście, po kanapach i fotelach./ Dog jest potężny, ale smukły. Głowa szlachetna. Uszy kopiowane w tzw. język płomienia. A ten Bismarcka ma głowę ordynarną, uszy cięte jak jaki amstaf i jest jakiś kurduplowaty.  No i to nie jest rasa niemiecka, a tylko tak się nazywa. Również nazywają doga Wielkim Duńczykiem /Great Dane/ – cholera wie dlaczego. Generalnie – dogi przywędrowały tu wraz z legionami rzymskimi. Są miksem molosów i chartów. Zamek w Karpnikach bardzo by do dogów pasował 🙂

  14. A co z popularyzatorami historii? Gdy patentowany uczony napiszę książkę dla szerszej publiczności, bez obciążenia przypisami, stosując język potoczysty i zrozumiały – to nie będzie się liczyło? znaczy – w dorobku rzeczonego uczonego? Nie wszyscy łykaja historię pisaną w obciążeniu tym całym aparatem badawczym.

  15. Wielki Duńczyk znany jest już z monumentów egipskich. Z Danii, gdzie wziął się nie wiadomo skąd, rozpowszechnił się na kontynencie europejskim, a to co zostało w Danii jako pies duński to tylko karykatura Wielkiego Duńczyka. Natomiast kynolodzy niemieccy po roku 1870 doszli do wniosku, że potrzebują psa narodowego i ochrzcili Wielkiego Duńczyka „Deutsche Dogge”. Ponieważ krzyżowali go bez opamiętania, to rasa traciła czystość.

  16. Przeciekawe…

    … wszystkiego mozna sie dowiedziec u Coryllus’a… nawet o psach  !!!

  17. Psy sa bardzo ważne, choćby wspolna pasja do Katarzyny Wielkiej i Frycka do chartów angielskich.

  18. No to jeszcze dopowiem, że pierwotnie, na rzymskich arenach, dogom kopiowano uszy „amstafowo” – im mniej ucha, tym mniej krew zalewała psie oczy w czasie walk – ucho jest bowiem bardzo ukrwione. Potem, gdy legiony rozpowszechniły te psy po Europie, zmieniono kopiowanie uszu właśnie w „język płomienia”. Gdyż dogi już nie „obsługiwały” walk na arenach. To psy zamków, dworów i pałaców. I kanap 🙂 W moich kanapowcach budził się dziki instynkt myśliwski, gdy wyczuły świeży trop w lesie. Za jeleniem szły jak w dym. Często czekałam w lesie dwie, trzy godziny na ich powrót /umierając ze strachu, naturalnie/. Ale to było tylko nieprzytomne gonienie, a nie zagryzanie. Potrafiły też pójść za zającem na polach, wystawiały kuropatwy jak pointery, „wytupywały” myszy z norek na polu. Szły odmiennymi wiatrami – jeden górnym, drugi po śladach, dolnym. „Grały”, gdy bezpośrednio zobaczyły zwierzę, zwłaszcza jelenia czy sarnę. Lubiły też jazz, jak ich właścicielka. Spędziły miłe chwile na nocnym jamie „Pod Jaszczurami”. Gdzie leżały, naturalnie, na kanapach klubowych. Ogólnie – kochane miśki 🙂

  19. Az szkoda…

    … ze nie ma „psiego” tematu… Pani komentarze sa pasjonujace  !!!

    No, cos kapitalnego… to kopiowanie uszu „amstafowo” albo w „ognie plomienia”… naprawde super.  Jesli wolno wiedziec – to kto im, tym dogom te uszy kopiowal… i jak  ???  Weterynarz  ???

  20. Z psiarzami i koniarzami nie należy zaczynać :))) Bo mogą bez końca.

    W Rzymie – zapewne obsługa aren. Uszy ścinano psom tuż przy czaszce /nazwałam to cięciem amstafowym, bo to teraz u tej rasy widać/, zostawiając tylko małą małżowinę. Za moich czasów dogowych uszy kopiował weterynarz, naturalnie. To krwawa /ukrwienie uszu!/ operacja. Wymaga też wiedzy o rasie i wyczucia. Stosuje się specjalna formę. Potem jest okres gojenia i stawiania uszu – bandażowanie, wiązanie. I po tych wszystkich zabiegach mamy królewską głowę doga. Teraz unika się kopiowania uszu. Niby fajnie i humanitarnie, ale to już nie ten wygląd psa…

    Proszę wejść na: dog niemiecki, grafika i zobaczyć różnicę pomiędzy głową doga z kopiowanymi uszami i doga z uszami naturalnymi.

  21. Moje były takie: Rafał i Rudolf /ojciec i syn, czarne, z białym znamieniem na piersi/ i Roland – złoty z czarną maską, po Hugo von Ferndorftal, czempionie świata i zwycięzcy krajów niemieckich, co w dogach liczy się wyżej od światowego czempionatu i przepięknej,  subtelnej, polskiej dożycy.

    Tu psy z Ferndorftal:

    https://www.google.pl/search?q=ferndorftal&rlz=1C1GGRV_enPL751PL751&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=2ahUKEwi88u2AltfdAhVhh4sKHUvHBXQQsAR6BAgGEAE&biw=1242&bih=597

  22. No tak…

    … ale ja jestem z natury bardzo ciekawa i ludzi i swiata… myslalam, ze mi to przejdzie z czasem albo z wiekiem, ale nic z tego.

    Dziekuje, za wyczerpujaca odpowiedz…

    … odwiedzilam w miedzyczasie strone o dogach i rzeczywiscie roznica miedzy dogiem ze skopiowanymi uszami, a tym z naturalnymi jest zasadnicza… z dwojga dogow – wole  jednak tego ze skopiowanymi uszami, wyglada tak dostojniej… i arystokratycznie.

    Kiedys, kilka lat temu w samym centrum Warszawy przy SM, w ktorej pracowalam widywalam przez jakis czas eleganckiego pana, spacerujacego z duzym, zadbanym, pieknym  dogiem, o niebieskiej siersci… wlasnie z zabandazowana glowa.  Teraz mi sie to przypomnialo… pewnie mial skopiowane uszy.  Pies byl bardzo przyjazny, ale slinil sie niemozliwie… slina lala mu sie z pyska jak woda… to troche odstreczalo mnie od niego, ale poza tym byl naprawde wyjatkowo piekny.

  23. No niesamowite…

    … piekne te dogi… ale chyba trzeba miec dobre warunki – w sensie – do wybiegania sie tych psow… chodzi mi o jakis teren, no i jednak chyba sa kosztowne w utrzymaniu… tak wiec zdaje mi sie, ze jest to pies bardzo exkluzywny.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.