sty 182019
 

Pamiętam, jak w ostatniej części „Rzeczpospolitej Obojga Narodów” Paweł Jasienica szydzi z gazety wydawanej przez księdza Łuskinę i przeciwstawia jej publicystykę oświeceniową. Nowoczesną i zborną, taką jakiej wymagają nowe czasy. Łuskina zaś zasługiwał na potępienie, albowiem przepisywał różne rzeczy z gazet zagranicznych, a także podawał doniesienia z dalekich, nie prowadzących w Polsce żadnych istotnych spraw dworów. Na przykład z Londynu albo Lizbony. Patrzę na dzisiejsze media, na ich postawę po śmierci Pawła Adamowicza i nie mogę się nadziwić. Oto mamy teraz w każdym kraju, a nawet więcej – w każdym mieście – osobny dwór, złożony z jakichś trefnisiów, błazenków drobnych, którzy gotowi są wykłaszać najcięższe pod względem wagi opinie o wszystkich możliwych sprawach. Ludzi ci są wprost wykreowani na zasadach znanych tylko głęboko zakonspirowanym cybernetykom, a ich zadaniem jest właśnie kształtowanie opinii. Na tle tego co mamy teraz, ksiądz Łuskina był po prostu szczytem nowoczesności i uczciwości dziennikarskiej. Poza tym był sam jeden i sam jeden prowadził swoją gazetę. Dziś mamy koncerny medialne, redakcje, newsroomy, pomiędzy którymi krążą bez przerwy ci wszyscy ludzie, którzy żyją z wydawania opinii. Sami będąc rzecz jasna poza wszelką opinią. Widząc to wszystko dochodzę do wniosku, że jakikolwiek głos, poza głosem z ambony jest w przestrzeni publicznej zbędny. Polityka zaś powinna mieć wyłącznie charakter gabinetowy. I myślę, że do tego dojdziemy, ale to nastąpi dopiero w momencie kiedy wielcy tego świata dojdą do wniosku, że już dosyć tej całej demokracji. Już dosyć tych wygłupów. To zaś nastąpi w chwili kiedy trzeba będzie ciąć koszta utrzymania autorytetów moralnych lub wtedy kiedy zeszmacą się oni tak dalece, że utrzymywanie ich i kreowanie ich następców straci sens. Mam na myśli taki sens prosty, codzienny, kiedy nie da się już ukryć, że złodziej kradnie, a oszust kantuje. Na razie jednak mamy szał opinii wydawanych przez ludzi, którzy zostali do tego celu wyznaczeni przez nie wiadomo kogo. Co jest w tych opiniach najciekawsze? Nie treść bynajmniej ale konwencja. Ponieważ wszyscy zdają sobie sprawę, że tak zwane autorytety zużywają się szybko, a teksty przez ludzi owych wypowiadane nie powinny być przedmiotem analiz i zbyt głębokich dociekań, przy tym zaś powinny być z miejsca rozpoznawalne i klasyfikowane jako emanacja dobra, muszą być utrzymane w określonej konwencji. I tak Szymon Hołownia napisał w podniosłym tonie, że jest Gdańszczaninem, bo to się z miejsca wszystkim ćwierćinteligentom kojarzyć będzie ze słowami Kennedy’ego wypowiedzianymi dawno temu w Berlinie. Konwencja jednak nie załatwia wszystkiego, bo nie wszyscy rozpoznają konwencję i nie we wszystkich sercach budzi ona stosowne uczucia, z których uczucie przynależności do właściwej grupy jest najważniejsze. To za mało, by utrzymać potrzebny okolicznościom diapazon emocji. Muszą być jeszcze ludzie, wskazujący właściwe i niewłaściwe zachowania innych osób tworzących opinię. Coś w rodzaju opiniotwórczych nadzorców. I tu także na posterunku jest Szymon Hołownia, oceniający czy biskup Głódź zachował się poprawnie czy też może nie i orzekający co to znaczy ewangeliczna uczciwość, a co z tą uczciwością nic wspólnego nie ma. Mnie to przyznam zdumiewa, albowiem jest to tak wysoki poziom zjawiska określanego potocznie jako faryzeizm, że mnie samemu trudno jest nawet sięgnąć wzrokiem na te wyżyny. Oto ludzie posiadający, wydane przez nie wiadomo kogo, prerogatywy do orzekania o każdym, najdrobniejszym nawet zjawisku z zakresu wiary i moralności, nie posiadający przy tym święceń, domagają się dla siebie samych jeszcze tego ostatniego, najważniejszego prawa – oddzielania dobra od zła.

To jest interesujące z tego względu, że tak zwany zwykły, szary człowiek, nie jest już dziś w stanie wypowiedzieć żadnej opinii, która nie byłaby tak naprawdę kalką opinii któregoś z autorytetów. Nie jest też w stanie, bo paraliż emocjonalny mu nie pozwala, na zakwestionowanie, jakiejkolwiek medialnej opinii wypowiadanej przez „autoryteta”. To jest próba zaprowadzenia porządku ostatecznego, a jej dopełnieniem będzie zwalczanie mowy nienawiści. Już dziś widać, że mową nienawiści będzie wszystko co znajduje się poza rejestrem słyszalnym przez takich ludzi jak Szymon Hołownia i poza konwencjami, które oni eksploatują. Tylko takie bowiem rozróżnienie dobra od zła gwarantować będzie sukces w zwalczaniu mowy nienawiści. Przecież nikt nie wierzy w to, że politycy i zwolennicy opozycji powstrzymają się przed „nienawidzeniem PiS” i wszystkiego co jest z tą partią związane. Nie powstrzymają się, ale ich słowa nie będą podlegały penalizacji i prokuratorzy nie będą ich analizować. One będą z istoty dobre i słuszne. I nie łudźcie się, że ktokolwiek z polityków PiS czy prawników z tą partią związanych zwracać będzie uwagę na tę subtelność. Nie będzie, albowiem nie o to chodzi. Istotne jest by określić i wskazać wroga łatwego do pokonania i w dodatku bezbronnego. I tym wrogiem może być tylko tak zwana społeczność internetowa, którą – w razie gdyby w swojej masie wykazywała zbyt pokojowe usposobienie – nafaszeruje się prowokatorami.

We wczorajszej dyskusji pojawił się wątek Matki Kurki, pojawił się dwa razy w istotnych bardzo kontekstach. Po pierwsze – i znane – czy nawrócenie Kurki jest prawdziwe. Po drugie ważniejsze – odgrzewany przez Kuraka temat WOŚP, którego on – jak twierdzi – nienawidzi. Jeśli ktoś deklaruje, że czegoś lub kogoś nienawidzi, to jest to mowa nienawiści. Poprawcie mnie jeśli się mylę. Nie widzę jednak, póki co nikogo, kto choć zwróciłby uwagę Wielguckiemu na to co on wypisuje. Schwytano za to faceta, który obierał sobie jabłko na korytarzu jakiego urzędu i drugiego, co napisał coś tam w sieci, bez ładu i składu. Miłość i pojednanie triumfują, ci co mają wygłaszać opinie, wygłaszają je, a ci co mają milczeć wkrótce zamilkną. Hołownia jest Gdańszczaninem, a my powinniśmy chyba pójść na piwo i ululać się na smutno, bynajmniej nie ze względu na żałobne okoliczności związane ze pogrzebem Pawła Adamowicza…no, ale może lepiej nie. Może lepiej milczeć przytomnie i patrzeć….

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  29 komentarzy do “Love, love, love czyli zestaw „Mały faryzeusz””

  1. Dzisiaj jest dzień zadumy, więc się tak zadumałem i przypomniałem sobie, że dwadzieścia lat temu ukradli mi rower z sieni Ratusza Staromiejskiego w Gdańsku (rower był nawet przypięty), jak wracałem ze stoczni i zachciało mi się obejrzeć jakąś wystawę w muzeum. Od tego czasu uważam Gdańsk za miasto dziadowskie.
    Stary Gdańsk, a szczególnie stare przedmieścia i PRL-owskie osiedla takie, jak Brzeźno, Przymorze to slumsy i siedlisko patologii. Rekrutujące się stąd mafie trójmiejskie należą do najbardziej bezwzględnych i brutalnych w kraju. W Sopocie jest podobnie, w Gdyni nieco lepiej, bo tu jest więcej ludności z Kaszub, a do Gdańska, jak wiemy, większość sprowadziła się przyjeżdżając w bydlęcych wagonach.
    Jeszcze w latach 1950-tych i 1960-tych Gdańsk był ośrodkiem kultury i nauki promieniującym na Polskę i świat. Tu stawiał pierwsze kroki Roman Polański, był Zbyszek Cybulski w klubach studenckich i wielu znanych aktorów. Gdańsk sportretowany w filmie „Do widzenia, do jutra” to jest perełka. Było Technikum Budowy Okrętów, Politechnika, uniwerek…
    Od lat 1970-tych Trójmiasto staje się rajem dla mafii, cinkciarzy, ośrodkiem prostytucji, siedzibą teatrów, pierwszych biznesów w stylu zachodnim. Już dawno temu działały w Sopocie takie kluby, że pani Anja Rubik, która chwali się, że zna wszystkie zboczenia, mogłaby się mocno zdziwić. Sam mieszkałem niedaleko klubu Maxim w Orłowie, gdzie jest też najładniejsza plaża, ale już w okresie, gdy świetność klubu minęła. Przekonałem się, że potrzeby gdyńskich „syrenek” były jednoznacznie sygnalizowane, były zrozumiałe i takie naturalne, natomiast ktoś taki, jak ksiądz Jankowski nie był wyjątkiem i niczym specjalnie się nie wyróżniał, ot taka średnia regionalna.
    Sugerowanie, że przyczyny niedawnego zamachu wykraczają w jakikolwiek sposób poza Trójmiasto jest podłe i nikczemne z dwóch powodów: po pierwsze, wydarzenie to wynika wprost z dziadostwa i funkcjonowania lokalnej przestępczości, o której wiedzą wszyscy, którzy tu trochę żyją, a po drugie miasto nie zrobiło nic przez ostatnie dwadzieścia lat, żeby takim tragediom zapobiec. Z tego, co teraz czytam wynika, że zamordowany prezydent dbał przede wszystkim o potrzeby deweloperów, a razem z nim cała klasa średnia żyła w błogim przeświadczeniu, że oni nic nie muszą robić, oprócz pieniędzy. Tymczasem masy tych biednych, zdemoralizowanych ludzi żyjących na obrzeżach względnej zamożności, naprawdę potrzebują systematycznej pomocy i wkładu pracy każdego rodzaju: wychowawczej, sportowej, uczenia ich zawodu, etyki i przedsiębiorczości. Problem ten sięgnął w końcu znanej osoby, przypadkiem stało się to podczas kwesty, ale do tego musiało dojść – prędzej czy później. (Mam wrażenie, że w Poznaniu najgorszy pener by się na coś takiego nie poważył, co w Gdańsku okazało się to możliwe).
    Gdańsk nigdy nie był polski, nie jest i nie będzie w takim sensie, jak Kraków, Warszawa czy Poznań. Proszę nie mieć złudzeń. Gdańsk jest samodzielny, pomorski, kaszubski, z własnym językiem regionalnym i jest do Polski przyklejony jedynie. Tu nikt nie przejmuje się zdaniem Warszawy. Gdańsk jest jak Las Vegas: co się stało w Gdańsku, niech lepiej w Gdańsku zostanie, dlatego obarczanie winą kogokolwiek spoza Trójmiasta budzi moje zdumienie i sprzeciw, bo znam tutejsze reguły.
    Wojna polsko-polska wynika z pomieszania dwóch porządków, które nie mają ze sobą punktów stycznych: narzuconego nam siłą heglowskiego idealizmu nie uznającego granic państw, prawdy i rzeczywistości i tradycyjnego sposobu pojmowania rzeczywistości opartego na faktach i uznającego żywe regionalizmy i podziały społeczne. Konflikt ten jest trwały i nie ma przesłanek ani powodów, żeby wkrótce wygasł.
    Możemy przyjąć idealistyczne założenie, że jesteśmy faszystami, niegodnymi, by mieć potomstwo, że nasza mowa jest gorsza i ktoś unieważnia całkiem nasz język, ale wcale nie musimy tego robić, wystarczy głośno zaprotestować. Ja tych założeń nie przyjmuję i egzystuję poza tym sztucznie wykreowanym światem, jestem wykluczony i ośmielam się także  krytykować oficjalną historię, której uczy się od ponad dwustu lat, tzn. od kiedy trwa ten antykulturowy eksperyment.
    Z tej perspektywy obserwuję nadchodzące wydarzenia i nie wydaje się, że zwycięży rozsądek.
    Mozna doszukiwac sie analogii miedzy obecnym wzrostem przestepczosci w zyciu publicznym, a incydentami poprzedzajacymi zryw Solidarnosci w latach 1980-tych. No coz, jaki prekariat, taki zryw.

  2. Stefan Batory by wiedział jak sobie z Gdańskiem poradzić… A i Szymon H. mógłby ubrać szaty Stańczyka. Byłoby wesoło.

  3. Autorytety? Czy autorytetem jest Grzegorz Braun lansujący Pana Nikt i jednocześnie pobudkę wchodzący w układy polityczne z Korwinem ??? A możne hierarchowie Kościoła, którzy nie potrafią podpisać dealu na budowę floty przeciw niewiernym po otrzymaniu edukacji na KUL skąd podobno 15% absolwentów to TW? A moze politycy PIS, którzy nie potrafili przez 3 lata rozliczyć nikogo z politycznych przeciwników a z narodowej tragedii zrobili religie z comiesięcznym obrządkiem ? Ci sami, ktorzy naprawiając państwo dowalili takie podatki i opłaty, ze życie w Polsce stało się jeszcze trudniejsze z perspektywy obywatela? Dobra zmiana? ktos jeszcze pamieta to haslo ? A moze autorytetem ma byc Pan Legutko, ktory plomiennie przemawia w UE tylko nic z tego nie wynika bo przeciez to PIS traktaty z UE podpisalo i przez 3 lata szumnie zapowiadalo ustawy wymierzone niby w kapitał kolonialny. Jak przyszło co do czego Bruksela postawiła weto i sie PIS szybko wycofał ze wszystkiego. Czy PIS wychodzi z UE mimo tego ze w tym układzie Polska zmierza do bycia landem? Autorytetem jest dla mnie Pan Panie Gabrielu. Za ciężką prace upór w dążeniu do celu a przedwszystkim za wiedze oraz błyskotliwość umysłu. Na poczatku sie odbilem bo traktuje Pan ludzi z góry. Jednak przy tej liczbie hejterów rozumiem skad taka postawa wynika. Dobra robota – dziekuje i czekam na wiecej.

  4. Przeczytałam do połowy i mam takie skojarzenie że oto na naszych oczach jest grana „fuga” jeden instrument/głos, po ściśle określonych taktach drugi instrument/głos, potem dołącza we wskazanym miejscu trzeci a potem prezentuje się nam kakofonię  i ponownie wracamy do „fugi”. A słuchacze osłupiali i bezradni, zapłacili  za bilety, muszą słuchać z nerwami napiętymi jak postronki. Organizatorzy takiej „fugi” nie odpuszczają, robią wodę z każdego mózgu, no po prawdzie starają się wymóżdżyć, na szczęście dosyć często im się nie udaje.

    Hołownia jako początek uwertury

  5. Właśnie miałam iść do kuchni i obrać sobie jabłko, sprawdzę czy drzwi wejściowe zamknięte, bo przy takiej gorliwości służb (jak opisałeś) to mogę na progu kuchni zaliczyć kajdanki.

  6. Szymuś Hołownia zapewne zakręci się aby zostać najwyższym kapłanem kultu tragicznie zamordowanego prezydenta 🙂

  7. |Jedna poprawka panie Alfredzie. Jako uczeń Technikum Budowy Okrętów (TBO, z niemiecka Conradinum) w latach dawno minionych muszę skorygować Pańską opinię o przybyszach ze wschodu, co to niby „bydlęcymi wagonami” i że niby z tego coś pejoratywnego wynika. Otóż większość moich nauczycieli to byli ludzie ze wschodu, a dokładniej z Wilna. Jeśli zauważył Pan wyjątkowość Conradinum w owym czasie (a faktycznie szkoła miała wówczas opinię najlepszej na Pomorzu co najmniej), to sprzeczność się tu pojawia w sposób oczywisty. A poza tym, to nic dodać nic ująć. Tylko taka ciekawostka: w TBO należało do wyjątkowo dobrego tonu nosić mundurową czapkę bez obowiązkowego usztywniającego drutu na modłę, która stała się powszechnie znana dopiero ze sławetnej „Stawki” z J23 na sztandarze i liczną reprezentacją wojennych ubiorów. No i ten sposób zdrabniania imion, najlepiej chyba znany ze znanego Rudiego Szuberta.

    Pozdrowienia, Zdzisław

  8. Warunki repatriacji byly jakie byly. Chodzilo mi raczej o podkreslenie faktu, ze ludnosc byla naplywowa w swojej masie, co rodzilo dodatkowe trudnosci. Ma Pan racje. Pozdrawiam!

  9. Określenie w bydlęcych wagonach to raczej chodzi o podkreślenie warunków repatriacji, a nie tego, że ludność była napływowa.

  10. No dobra, przyznaje sie, ze to byla prowokacja albo raczej haczyk, zeby wywolac dyskusje. Prosze jednak obejrzec zdjecia z czasow repatriacji powojennej i okaze sie, ze to okreslenie nie jest ani pozytywne, ani negatywne. Po prostu tak bylo.

  11. No to jeszcze jeden drobiazg: mając wątpliwe szczęście uczestniczyć w uroczystości nadania sławnej Stoczni Gdańskiej imienia nie mniej znanego W. I. Lenina (jako umundurowana liczna grupa młodzieży byliśmy ozdobą uroczystości) miałem okazję usłyszeć takie oto pytanie z ust starszej kobiety, przyglądającej się w tłumie przemarszowi ww. ozdoby: Paniii …, a kto to był tyn lenin?? W sumie chyba pocieszające.

    Zdzisław

  12. „U Maxima w Gdyni widział ciebie ktoś rzucał zielonymi Mahoniowy gość …” taki lokalny (prawie)  hymn.

  13. Wiem, bo moi dziadkowie pochodzą z pn-wsch okolic Grodna. Nie było lekko tam żyć po wojnie. Straszono, że jeżeli nie wyjadą, czeka ich Sybir. Uciekli w ostatniej chwili.

  14. 07 zglos sie, porucznik Borewicz w odcinkach „Strzal na dancingu”, „Dlaczego pan zabil moja mame?” i bodajze „Kaskada” byly krecone w Maximie i te klimaty:

    https://swiatseriali.interia.pl/newsy/seriale/kultowe-seriale-667/news-07-zglos-sie-porucznik-slawomir-borewicz-i-kobiety,nId,1834028

  15. Zubek: Aha, dzwoniła jakaś Małgosia… Prosiła, żebyście zadzwonili o 6.00.(…) trochę za dużo tych telefonów na służbowy numer. Moglibyście się (…) wreszcie ożenić. To jest wcale nie banał, że małżeństwo jest podstawową instytucją społeczeństwa.Borewicz: Tylko wie pan, jak czasem trudno dogadać się z instytucją.(…)

  16. To była prosta sugestia, że przyjechało bydło. Polskie bydło.

  17. Nie stosuje sie innego okreslenia na ten rodzaj przewozu ludzi tym srodkiem transportu. Ekspatriacja byla, ale dla wielu nie po raz pierwszy i nie wszyscy przyjechali z Kresow. Skoro juz Pan jest taki drazliwy, to z tekstu wynika, ze pierwsze pokolenie jako tako sie zadomowilo w nowym miejscu, mimo ciezkich warunkow, a dopiero w kolejnych pokoleniach wyrosly „kwiatki”. To pokazuje tez, jak slowa sa wieloznaczne i roznie odbierane i jak latwo o nieporozumienia.

  18. Dla mnie to jest bardzo ważny fragment: „dochodzę do wniosku, że jakikolwiek głos, poza głosem z ambony jest w przestrzeni publicznej zbędny. Polityka zaś powinna mieć wyłącznie charakter gabinetowy.” Im mniej Kaczyńskiego – tym większa siła jego rażenia, im więcej Gowina, Schetyny, et consortes, tym gorzej dla nich. Taki rodzaj inflacji. Siła rażenia jest wtedy, kiedy mało człowieka widać, a bieg wydarzeń jest przez niego kreowany. Ale na niepokazywanie się może pozwolić sobie ten, kto ma asy w rękawie. JAKIE ASY? A właśnie – to jest ciekawe.

  19. Alfred, can you shut the fuck up, please

  20. Autorytet Johna Mosesa Browninga i jego wynalazku nie wymaga wyjaśnienia. Natomiast co do autorytetu w poezji małżeństwa Browningów wyjaśniam, że Elżbieta zachwyciła Roberta zdaniem:

    „Najpożyteczniejsi mężczyźni są prości w użytku”.

    Na co on odpowiedział dwiema zwrotkami:

    „Byłbym prosty w użytku,

    W rzeczach skromnych lub wielkich,

    Ksiądz przy ołtarzu, oddźwierny przy furtce,

    Niech więc mój Pan zażąda tego

    Co w potrzebnej chwili mogę wnieść.

    O, szczęście boskiej posługi!

    Połączenia chęci i pracy, drogi Panie, w Tobie,

    Poznania wyników, jakkolwiek niewielkich,

    Wpadających dokładnie w nurt Twego celu.

    Byłbym prosty w użytku!”.

  21. Jeszcze nie było pogrzebu, ale męczą mnie takie myśli:

    Miejsce w katedrze  Za zasługi:

    realizacja programu gender w szkołach

    finansowanie programu in vitro

    I jszcze jedna wyrażona przez Tuska: ,,za zasługi dla wolnego miasta Gdańsk”.

    Jak tu zachować wiarę w KK?

  22. Wydaje mi się, że media ( czy raczej Ci, którzy nimi sterują ) decydują ile kogo pokazują i w jakim świetle daną osobę przedstawiają. Można i chcieć działać zakulisowo, a w mediach będzie wrzawa i szczucie.

  23. Love, love, love a sens życia

    Nie wiem, skąd utkwił mi w pamięci Robert Browning, poeta, którego „Pełen niejasnych odniesień i wieloznaczny język stał się czymś w rodzaju kozła ofiarnego dla krytyków”, do czasu aż trzydzieści lat później odzyskał popularność i poczytność. Ze starszą o sześć lat żoną poetką rozumieli się doskonale i byli szczęśliwi, a ich syn zamieszkał [został właścicielem?] pałacu Ca’ Rezzonico w Wenecji, o którym marzył Robert i gdzie zmarł.

    „Roberta podejrzewano, że jest żydem” [nie był]. „Naśladując Shelleya, na krótko stał się ateistą i wegetarianinem”. W reedycji zbioru z młodości dokonał „znacznych zmian w wierszu, twierdząc, że dwadzieścia lat znoszenia tych obrzydliwości to już dość długo”.

    Jego krótki wiersz, który zamieściłem, świadczy o potrzebie sensu życia, który pragnie on uzyskać od najwyższego autorytetu. Choćby najmniejszy sens! Niech ten wpis, na podstawie przypadkowego cytatu zdania Elżbiety z angielskiego magazynu literackiego sprzed 120 lat będzie świadectwem sensu jego twórczości.

  24. Potwierdzam spostrzeżenia. Bywam czasem służbowo w Gdańsku, bo trudno turystycznie i oprócz pary Patiomkinowskich budowli reszta jest szalenie zaniedbana, szczególnie przedmieścia. Kilka razy zatrzymywałem się we Wrzeszczu. Strach wyjść wieczorem. Brak spoiwa tego miasta. Sopot ma ładne stare domy chociaż bardzo zaniedbane na tym tle Łódź wydaje się zadbana. Najlepiej z trójmiasta jeszcze prezentuje się Gdynia i nie wiem dlaczego, ale wydaje się najbardziej polska.

  25. +++++

    Zamula

    Rozpycha się nieznośnie

  26. …raczej zaufanie co do niektórych hierarchów

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.