Lis 202020
 

Pewnie nie tylko mnie doprowadzają do irytacji góralskie karczmy rozlokowana na mazowieckiej i wielkopolskiej równinie. Mniejsza o jedzenie, które tam podają, chodzi o nazwy i kryjące się za nimi aspiracje. Na trasie krakowskiej za Tarczynem jest lokal o nazwie „Małe Zakopane”. Nic nie skłoniłoby mnie do tego, by tam zajrzeć, bo dla mnie nazwa ta oznacza jedno – szklankę wrzątku za pięć złotych. Przy zjeździe z trasy katowickiej do Piaseczna, za Nadarzynem był kiedyś wypasiony lokal o nazwie „Zowierucha”. Dokładnie tak. Na szyldzie wymalowany był jakiś krasnal w góralskim kapeluszu, z przerzedzonymi zębami, wymachujący ciupagą. Lokal istniał kilka sezonów, po czym się spalił. Dziś w tym miejscu nie ma nic. Takich – nawiązujących nazwą i wystrojem – do kultury i tradycji Podhala miejsc jest sporo, a ich istnienie bazuje na jednym tylko sentymencie. Wszyscy wiemy jakim.

Pracowałem kiedyś z taką panią, którą jeździła na wakacje tylko do Zakopanego i spędzała czas w tym dzikim tłumie co łazi w tę i nazad po Krupówkach albo wędruje gdzieś w góry. I za każdym razem jak się tam wybierała, mówiła patrząc marzycielsko – moje Zakopane. Nic ją z tym miejscem nie łączyło, poza uporczywym nawykiem wydawania tam ciężko zarobiony pieniędzy, ale uważała, że wyrażanie zachwytu w taki sposób, a także podkreślanie tajemniczego związku jaki łączy ją z tym miejsce podnosi jej znaczenie w oczach innych. To samo jest, jestem prawie pewien, ze wszystkimi tak zwanymi pasjonatami gór, którzy chcą być albo jak Tytus Chałubiński, albo jak Witkacy, albo jak inny jeszcze jakiś wariat, który pił na umór w tym Zakopanem i przeżywał tam jakieś przygody.

Wiem, że się powtarzam, ale – to też powtórzenie – po 11 latach chyba mogę. Fascynacja górami w polskimi wydaniu jest chyba najbardziej głupim i brzydkim nawykiem, jaki dane mi było obserwować. Jest gorsza niż fascynacja morzem, demonstrowana przez Szczepana. W istocie chodziło w niej od wojny zawsze o to samo – jeśli wyjadę w góry, to z pewnością poznam tam kogoś niezwykłego i przeżyję fajną przygodę w pensjonacie Orzeł, o którym śpiewał Młynarski. Ciekawe kogo można poznać w Zakopanem? W latach dziewięćdziesiątych jeździł tam przynajmniej Pershing i to było coś – zobaczyć jak Pershing wywija na parkiecie i bawi się wesoło według najnowszych trendów.

Najgorsze jest to, że konsumentom kultury i powietrza góralskiego jest dokładnie obojętne w jakich górach się znajdują, byle było tam słychać gwarę – hej! I dlatego właśnie w Karpaczu latem na cały regulator puszczają piosenki zespołu Zakopawer. Żeby było jak w prawdziwym Zakopanem. To znaczy, żeby był klimat. Konsument góralszczyzny bowiem nie rozumie gdzie się znajduje, po co tam przyjechał i dlaczego musi siedzieć przy tym kotlecie, w lokalu z widokiem na Śnieżkę. Trzeba mu to wytłumaczyć. I do tego służą widoki gór, które wszędzie są takie same właściwie. Do tego służy zespół Zakopawer i do tego służą szyldy lokali w Sudetach i Karkonoszach, które przyozdobione są podhalańskimi parzenicami. Gdyby ktoś wpadł na idiotyczny pomysł i próbował lansować swoją garmażerkę jakimiś lokalnymi akcentami splajtowałby po sezonie. W górach muszą być górale, to jest jasne, a górale noszą kapelusze z piórkiem i białe spodnie opadające na kierpce. I każdy obowiązkowo chodzić musi z ciupagą. Dla nieco bardziej wyrobionej publiczności serwowana jest legenda Witkacego, którego w jakimś filmie Netfliksa zagrał ostatnio stary Stuhr. To jest moim zdaniem coś naprawdę niezwykłego, to lepsze niż Murzyn grający w dokrętce Siedmiu wspaniałych.

Większość ludzi uważa, że góralszczyzna to coś nobilitującego. Więcej – że to jest nawet jakaś lokata, bez której człowiek może sobie w życiu nie poradzić. Tak jak przywiązanie do Śląska, gwary i kultury, ma wyróżniać Szczepana na tle szarych i nijakich Poloków, tak miłość do gór i Zakopanego, podkreśla w przypadku innych ludzi, jakość wszystkiego czym się zajmują. Jeśli zaś góry to nie byle jakie. Musi być Giewont. Na tym Giewoncie jak pamiętamy, w powieście Remigiusza Mroza, znaleziono nagiego trupa, na którym ktoś pracowicie wyciął nożem wielokrotnie złożone łacińskie zdanie z wyrazem Jerusalem w środku. Dlaczego Mróz to robi? Być może lobbyści z Zakopanego go do tego namawiają, a może nawet mu płacą. Dlaczego on, albo kto inny nie może napisać kawałka prawdy o tym miejscu? Bo istnieje obawa, że mieszkańcy miasta przestaną zarabiać. Jeśli warszawska ludożerka nie dostanie swoich bajań sabałowych, jeśli nie dostanie Witkacego, gaździny, która wszystkie dzieci wyekspediowała albo na studia architektoniczne albo do Ameryki, gotowa przestać przyjeżdżać i płacić. Tak więc każdy oszust i głupek, który kiedykolwiek miał cokolwiek wspólnego z Zakopanem jest absorbowany przez lokalny biznes powiązany z kulturą, każdemu dorabia się właściwą, „atrakcyjną” gębę, żeby obroty nie spadły. W proceder ten włączony jest rzecz jasna także pisarz Mróz oraz niezliczone rzesze pomniejszego płazu parającego się składaniem zdań dla potrzeb własnych, wydawców, redaktorów i czytelników wreszcie. To jest droga do nikąd. Jestem o tym przekonany, a wybuchające od czasu do czasu w Zakopanem spory majątkowe, już to o nieruchomości, już to o jakieś jakości bardziej ulotne, sprawią, że w ciągu dwóch dekad, cały mit Zakopanego się rozsypie. Wystarczy, że ktoś zainwestuje trochę w inne jakieś miejsca. Los kultowych miejsc rekreacji jest zawsze taki sam. I dobrym przykładem jest tu Lasek Bielański, który był najpierw miejscem gdzie odpoczywał dwór królewski, a na koniec stał się obszarem, na którym żulia urządzała popijawy w dołkach. Nie inaczej będzie z górami. Wszystko zależy od inwestycji i promocji. No i siły konkurencji. Na razie mit Zakopanego, miejsca, gdzie zjeżdżają się ludzie niezwykli, przegrywa z siarą i obciachem lansowanym przez Zapałę, Kurskiego i Mroza. To się niestety nie zmieni. Masowy odbiorca bowiem nie zrozumie już niczego więcej. Chce mieć swój klimat, swoje góry, a jak nie ma czasu tam jechać, to sobie zbuduje „Małe Zakopane” pod Tarczynem i będzie tam serwował wątróbkę, dla tych co kiedyś byli na Podhalu i chcieliby porównać czy tamta jest lepsza czy ta.

Do tego dochodzą kwestie pobożności, szalenie istotne. Od chwili kiedy Jan Paweł II powiedział Góralom, że na nich zawsze można liczyć, zaczął się – mam wrażenie, być może mylne – jakiś szał partykularnej góralskiej pobożności. Tak, jakby ona się czymś różniła od naszej. Oto dziś z rana dostałem link do listu, jaki rodzina księdza Józefa Tischnera napisała do organizatorów rekolekcji góralskich. Tutaj, proszę, jest ten link

https://deon.pl/kosciol/rodzina-ks-tischnera-napisala-list-otwarty-do-zarzadu-zwiazku-podhalan-ws-rekolekcji-goralskich,1053247

Na Podhalu, jak widać są już dwa rodzaje pobożności i nie zanosi się, że zwolennicy kultu księdza Tischnera pogodzą się z miejscowymi biskupami. Tym samym Józef Tischner stał się składnikiem żelaznego podhalańskiego menu dla turystów spragnionych potwierdzenie, że oni też są fajni, bo też wszystko rozumieją, o co na tym Podhalu chodzi. Czekajmy aż Remigiusz Mróz napisze powieść, w której duch księdza Tischnera będzie wyłaził nocą ze ściany kościoła w Łopusznej. Jestem pewien, że wieś po czymś takim wypełni się turystami, a cenę szklanki wrzątku będzie można spokojnie podnieść do 7 złotych. Tylko kto to Mrozowi podsunie?

Na koniec informacje od Ojca Antoniego Rachmajdy

https://karmelicibosi.pl/aktualnosci-prowincji/nasz-wspolbrat-laureatem-nagrody-literackiej/

I zagadka. Kto zgadnie o kim jutro napiszę w cyklu Ludzie….ten dostanie w prezencie książkę. Pomysł mam już gotowy. Powiem jeszcze tyle, że cortes nie gra i nie może podpowiadać.

  33 komentarze do “Ludzie gór. Remigiusz Mróz”

  1. mnie to najbardziej rozbraja budowanie drogi expresowej „Zakopianka”, cz w naszym kraju nie ma jakieś wazniejszej strategicznej drogi ? , tylko Zakopianka, rozumiem budowanie drogi ekspresowej do Hyznego bo tam jest przejscie graniczne, ale wybudować droge 4 pasy , które kończyc się będ na rondzie w zakopanym i co dalej ?

    sentyment jest przeokrutny do „góralszczyzny” i kultywowany
    1. Janosik – serial potem filmy p. Holland
    2. Ród Gasieniców

    3. Trzecia granica
    wszystko po to co by ludzie obczaskali sie z gwara, ale z kultura już nie, po co komu hardy góral , człowiek wychowany w ciężkim reżimi klimatyczno gospodarczym, przecież to byli ludzie wychowani d hodowli zboża na kamieniach, cieżkie życie i praca.

    Teraz tylko turystów i turystów trza miec

  2. Ludzie kościoła. Szymon Hołownia

    😉

    Powiem tyle, że górale z dziada pradziada są zażenowani tym wciskaniem góralszczyzny w każdy wycinek życia. I nie chcą mieć nic wspólnego z x. Tischnerem i jego „filozofią”.

  3. No a w Zakopanem był wielki zakład przerobu drewna zanim to Zamoyski na kurort przerobił

  4. Tak przypuszczałem. Historia filozofii po góralsku to jest szampan z Biedronki z konserwą tyrolską.

  5. wiedział mosci Zamoyski gdzie większa kasa leży, meble drewniane i domy sa na lata, a do zdrojów trza jeździć raz na rok albo panocku 2 razy na rok

  6. Żulik – dwa piwa ☺

  7. Otóż to.

    W życiu nie ubrałem się po góralsku po to, by zarobić jakieś pieniądze. Wręcz przeciwnie.

    Portki sukniane, parzenice, kamizelki i koszule tylko do kościoła dla Pana Boga.

  8. Dzień dobry. A ja poznałem kogoś interesującego w górach, kogo liczę do rzędu tych osób, które wpłynęły na moje życie. Był to mianowicie właściciel domu, w którym w swoim czasie wynajmowaliśmy lokum na któreś wiosenne ferie. Raz, podczas zwyczajowego wieczornego small-talk’u – jak to na Podhalu – kiedy rozenuzjazmowani całą czwórką dzieliliśmy się wrażeniami z ekscytującej wyprawy asfaltówką przez Gubałówkę (młodsze dziecko w spacerówce), odnieśliśmy wrażenie, że nasz gospodarz nigdy tam nie był. Kiedy wyraziłem zdziwienie odrzekł krótko – a po co?

  9. Oczywiście Jakub Żulczyk – ale wygląda jak Żulik ☺

  10. Pewnie góral pomyślał sobie: głupie cepry – widzą,że góry i lezą 🙂

  11. „Po co się skrobać, gdzie nie swędzi”.

    W życiu nigdy nie byłem na Sokolicy, a mieszkam prawie pod nią.

  12. W Biedronce możesz sobie już kupić majtki od Armaniego w cenie Trylogii skandynawskiej Mroza 😉

  13. – to był bardzo grzeczny człowiek, życzliwy i pomocny. Ale asertywny na tyle, że nie ukrywał że nie podziela naszego pogańskiego, jakby to powiedział Pan Gabriel, kultu. Wtedy zrozumiałem, że jestem ceprem. Bezcenne.

  14. znam dwóch /dziś leciwych/ panów z powiśla, którzy po studiach, aż do 30 – tki pracowali w

    -gopr- chcieli być blisko ryzyka i niby zawsze było to samo /połamane kończyny, lub rozbita głowa/,  ale za każdym razem w innej części gór i różny poziom skalistego niebezpieczeństwa.

    ale tak na poważnie – oni kochali te tatrzańskie skały

  15. Ludzie Świątyni Tolerancji – Olga Tokarczuk

  16. Ludzie Zamków Templariuszy – Zbigniew Nienacki

  17. Ludzie jezior – Jakub Żulczyk ☺

  18. Panie Gabrielu, trzeba przejść szlak z Szyndzielni na Błatnią, i dalej do Wapienicy, nawet w sobotę i niedzielę mało kto tam chodzi. Cisza, spokój, ładne widoczki….ale wrzątek za 5 zł w schronisku na Błatniej jest, podawany przez Ukrainkę.

  19. Mróz nad Giewontem dla szerokich mas ludności pracującej

  20. Co do góralskiej (i okolicznej) pobożności.

    +/- 10 lat temu w Szczawnicysłuchałem kazania księdza, który mówił, że zwyczajnie musi głosić słowo Boże, nawet jak mu grożą, nawet jak księża są zabijani.

    A potem usłyszałem w swojej diecezji, że w diecezji tarnowskiej pewnego roku samobójstwo popełniło 7 księży. Bez długów, bez kochanek, bez skandali. Wszyscy zdrowi, wszyscy zabijali się w piątek po 18:00, tak, że laboratorium kryminalistyczne i „technicy” nie zjawiali się na miejscu przez 48h…

  21. Właściwie nie wiadomo co napisać – tak autor tym razem odpłynął. To pokazuj, że jak każdy człowiek, ma poważne ograniczenia (sam zresztą czasami to podkreśla). A dzisiejszy tekst jest tego dowodem.

    Zatem – Zakopane to zwyczajna miejscowość turystyczna. Główne walory, to jedyne w Polsce góry o charakterze alpejskim, gdzie na prawdę potrafi być groźnie. Poza tym do maja można jeździć na  nartach na Kasprowym Wierchu. Co jest złego w tym, że ludzie pochodzą po górach w ramach wypoczynku od tych wielkich i strasznych miast – to całkiem zdrowe zajęcie i szczerze polecam. Można też w innych miejscach. A że zostawią trochę pieniędzy pod Giewontem – rozumiem, że byłoby lepiej gdyby zostawili w Popradzie, Cortina d’Ampezzo czy St. Moritz?

  22. Ludzie lasu – Gabriel Maciejewski ☺

  23. Dlaczego wielu w Polsce (nie mówię od razu, że Polacy) czuje się tak niedowartościowana? Albo dlaczego chcieliby być widziani lepszym?

  24. Ja natomiast doskonale Gospodarza rozumiem, a w zasadzie wiem, że nigdzie nie odpłynął. Inna sprawa, że ja sam jestem góralem z zamiłowania z tym, że nie Tatry, w żadnym razie, lecz Bieszczady. Z pewnego oddalenia to jednak jeden czort. Bieszczady mają swoją legendę, ale jest ona trochę inna. Tacy, jak ja, biegający z plecakiem za młodu po tych łagodnych stokach mają (mieli) w głębokiej pogardzie Tatry i Zakopiec.

    W każdym razie, ta cała gadka o dodawaniu sobie splendoru, to szczera prawda czasu i ekranu. Na swoje usprawiedliwienie dodam,  że byłem młody a więc usprawiedliwiony.

    Mój typ to Masłowska, jako że najlepsze typy już wzięte.

  25. Ludzie z fantastyki – Ziemkiewicz☺

  26. A propos filmów i górali. Wpis Gospodarza sprzed kilku dni utwierdził mnie w przekonaniu, że oglądanie filmów w moim wieku to strata czasu. Żebym się skusił to musi być usilna rekomendacja ludzi do których w tym względzie mam zaufanie, a jest ich może troje.”Basilicata coast to coast” opowiada przygodę kilku znudzonych banalnym życiem muzykujących miastowych przyjaciół którzy postanowili pojechać na drugi koniec Basilicaty na festiwal amatorów konnym wozem. W jednej scenie filmu schronili się przed deszczem w przydrożnej górskiej gospodzie prowadzonej przez starszego miejscowego, w takim rustico bez prądu. I jest taka scena w której gospodarz podaje im posiłek a oni rozglądając się wkoło pytają:

    -(Baco) „Naprawdę nie macie tu telewizora??

    -A poco mi telewizor jak ja cały dzień mam tu co robić.

    -Ale wieczorem popatrzylibyście sobie na telewizję.

    -Wieczorem to ja patrzę sobie na żonę.”

    Dobry film, piękna scena:

    https://m.youtube.com/watch?v=COO2pRADz_4

  27. Miłoszewski : człowiek z „kobry” 🙂

  28. 1. Stachura? 2. Władysław Zamoyski?

  29. Kulturowe zastrzeżenia Autora rozumiem i podzielam, jednak że sam za młodu (w czasach siermięgi FWP) złaziłem Tatry wszerz i wzdłuż, to rozumiem tych, którzy lubią sobie popatrzeć z góry na zasyfiałe Zakopane, a jeszcze lepiej na południe z Czerwonych Wierchów. I tak, jak kochałem góry, tak nie cierpiałem ich zaczadziałego „kurortu” z rozsianymi po pięknych łąkach potworkami w stylu jaciebiegóralskim. A potem skosztowałem nieco okolic Piwnicznej i tam jest też cudnie, choć góry takie bardziej emeryckie do chodzenia. I Bieszczady swój nieodparty urok mają, jak najbardziej. Jednak kiedykolwiek polezę w Tatry klasyczne (bez oblezionego Karynami Giewontu) — to czuję w sobie taką fazę, jakiej nigdzie indziej nie łapię. Tam po prostu jakoś lepiej mi się oddycha.

  30. @autor „Dlaczego on, albo kto inny nie może napisać kawałka prawdy o tym miejscu?” – o Giewoncie? Ale że co, że stosunki własnościowe nieuregulowane, czy że ludzie tam samobójstwa popełniają?

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)