Cze 132015
 

Lecę dziś na kiermasz, zostawiam Wam rozdział z nowej książki „Kredyt i wojna”.

Bernard S. Bachrach zwolennik tezy, że w królestwie wizygockim wybuchło w pewnym momencie dziejowym powstanie niejakiego Judili, wymierzone w katolickiego króla tego kraju, jest autorem nie zwykle interesującej i zupełnie nieznanej w Polsce książki. Nosi ona tytuł Wczesnośredniowieczna polityka Żydów w Europie Zachodniej. Książka ta, wydana w Minneapolis w roku 1977, należy do tych publikacji, którym przypina się łatkę z napisem „kontrowersyjne”, a dyskusja wokół zawartych w niej tez wydaje się po prostu niemożliwa, a na pewno nie we wszystkich krajach. Spróbujmy wyjaśnić dlaczego. Otóż Bachrach, jak możemy przeczytać w recenzji opublikowanej na stronach Uniwersytetu Cambridge stara się odwrócić płaczliwą koncepcję historii żydowskiej. Według profesora z University of Minnesota Żydzi w średniowieczu, mniej więcej do końca IX wieku nie byli bynajmniej nieliczną i silnie prześladowaną grupą. Kościół nie był dominującą organizacją religijną w Europie, a królowie i książęta nie stanowili pobożnej kasty myślącej jedynie o szczęściu wiecznym oraz o tym, jak najlepiej wypełniać przykazania. Bachrach domagał się wprost, by uznać Żydów za tak samo silnych i wpływowych jak władcy świeccy chrześcijaństwa, by uznać ich za siłę będącą motorem wielu wypadków, których przyczyny nie są do końca wyjaśnione. Twierdzi on także, że na dziewięćdziesięciu ośmiu królów, którzy panowali w Europie pomiędzy VII a X wiekiem tylko dziesięciu stosowało w praktyce nakładaną na nich przez prawo rzymskie i kościelne politykę przeciwstawiania się Żydom. Wśród tych dziesięciu władców sześciu było Wizygotami. Polityka ta, o czym Bachrach informuje z pewnym rozżaleniem była całkowicie nieskuteczna. Pozostali królowie, w tym wielu papieży prowadzili według Bachracha politykę zdecydowanie prożydowską, wymierzoną w interesy chrześcijańskiej ludności i interesy Kościoła. Religia – pisze Bachrach – nie była dla władców średniowiecznych czynnikiem w żaden sposób ograniczającym ich poczynania polityczne. Uprzywilejowana pozycja Żydów wynikała zaś z faktu, że mieli oni władzę polityczną, militarną, intelektualną i ekonomiczną. Słowem – dysponowali zarówno władzą tajną, poprzez pieniądze, jak i świętą poprzez podporządkowanie sobie niektórych królestw chrześcijańskich.
Według Bernarda Bachracha władcy opierający się na Żydach rośli w siłę, a ci, którzy im się przeciwstawiali ginęli. Ich jedynym sojusznikiem były bowiem niektóre zaledwie frakcje kleru katolickiego, często marginalizowane. Najważniejszym i najbardziej wyrazistym przykładem władcy, który organizował swoją politykę wewnętrzną i zagraniczną biorąc pod uwagę interesy diaspory żydowskie był Karol Wielki.
Książka Bachracha doczekała się bardzo ciekawej recenzji opublikowanej na stronach University of Cambridge. Tekst ten jest próbą naukowej neutralizacji tekstu Bachracha, w taki sposób, by z jego rewelacji uczynić nic nie znaczące powtórzenia tez wcześniejszych, nieco tylko podostrzone i wyszlifowane, a to zapewne w wyniku przesadnych ambicji profesora z University of Minnesota.
Otóż okazało się, że Bachrach nie był pierwszym badaczem, który podniósł publicznie te, jakże dla nas kontrowersyjne i trudne do uwierzenia kwestie.
Oto w roku 1960 wydana została praca profesora Bernarda Blumenkranza Juifs et Chretiens dans la monde occidental 430-1096, praca zasługująca na miano pomnikowej. Profesor Blumenkranz analizuje w niej różne aspekty relacji pomiędzy Żydami i chrześcijanami i stwierdza, że na całym obszarze zlikwidowanego Cesarstwa Rzymskiego polepszyły się one znacznie po upadku władzy centralnej, a stało się to w wyniku pluralizmu etnicznego, braku antyżydowskich sentymentów wśród narodów imperium oraz przez fakt, że Kościół by zdecentralizowany i nie mógł otwarcie wpływać na poczynania władzy świeckiej i skłaniać jej do akcji wymierzonych w Żydów. Sytuacja diaspory pogorszyła się znacząco według Blumenkranza dopiero w XI wieku. Jak widzimy kwestia relacji chrześcijańskio żydowskich wygląda tu zupełnie inaczej, choć – jak zauważa recenzent – również jest pozbawiona owego płaczliwości, z którą rozprawił się Bachrach tak odważnie. Żydzi żyli w średniowiecznej Europie spokojnie i dostatnio, nie przez to bynajmniej, że byli agresywni i dominowali poszczególne obszary pieniądzem i podstępem, ale dlatego, że byli powszechnie lubiani oraz dlatego, że wpisywali się w wielką mozaikę narodów zamieszkujących tereny opuszczone przez rzymską administrację.
Zastanawia mnie jedno, dlaczego – skoro świat już pół wieku temu doczekał się tak wyczerpujących dzieł, na temat tak pasjonujący – nie mamy w Polsce ani ich tłumaczeń, ani nawet sesji naukowych poświęconych tym zagadnieniom. To trochę dziwne moim zdaniem.
Profesor Blumenkranz jest postacią więcej niż pomnikową, on to rozpoczął w latach sześćdziesiątych cykliczne sesje historyków we francuskim miasteczku Fanjeux, gdzie ogłaszane są referaty dotyczące średniowiecznej historii południa Francji. Sesje te organizowane są do dzisiaj i wcale nie poświęca się ich wyłącznie katarom, choć Fanjeux jest tym właśnie sławnym miasteczkiem, w którym rezydował św. Dominik Guzman w czasie swojej misji mającej na celu nawrócenie heretyków. Można by rzec, że dzięki profesorowi Blumenkranzowi historia południa została napisana na nowo, w sposób o wiele ciekawszy i o wiele rzetelniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.
Zastanówmy się jeszcze chwilę na tym dlaczego potęga Kościoła wzrosła tak nagle w stuleciu X, co skutkowało rzecz jasna całkowitym przeorientowaniem polityki wobec Żydów. Czyżby chodziło o chrzest Węgier i Polski? O przyłączenie do chrześcijańskiego uniwersum dwóch dużych wschodnich królestw? Myślę, że tak, choć zapewne dyskusja w tej sprawie może się toczyć długo.
W czasach kiedy profesor Blumenkranz organizował na południu Francji, w miejscowości Fanjeux sesje poświęcone niezwykłej historii tego regionu, w Tuluzie działał już Instytut Studiów Okcytańskich założony przez ludzi zafascynowanych historią regionu. Historią bogatą, tragiczną i piękną, która doczekała się tysiącznych opracowań i legend literackich, a także utworów poetyckich. Instytut ten powstał w roku 1945, tuż po wojnie. Wśród założycieli placówki znajdujemy takie nazwiska jak Rene Nelli, autor książki „Życie codzienne katarów w Langwedocji” oraz Jean Cassou, który był wybitnym poetą języka okcytańskiego i dyrektorem Narodowego Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Paryżu, oraz nazwisko Tristana Tzary, francuskiego artysty pochodzenia rumuńskiego, jednego z inicjatorów ruchu dada. Tzara urodził się w Rumunii, jako Samuel Rosenstock, a jego ojciec był przedsiębiorcą branży naftowej. Instytut Studiów Okcytańskich działał dość aktywnie do lat osiemdziesiątych XX wieku, kiedy to doszło do rozłamu wśród jego członków, rozłamu, którego istotą było pojmowanie misji. Działalność instytutu została całkowicie pozbawiona aspektów akademickich, a kultura okcytańska, którą placówka miała promować zamieniła się wówczas w tanią rozrywkę, którą można oglądać we francuskiej Langwedocji do dziś.
Każdy kto był w okolicach Carcasonne, Beziers, Tuluzy czy Fanjeux widział kamienne płyty z wyciętą w nich sylwetką odlatującej gołębicy. Mają one upamiętniać pomordowanych w XIII wieku katarów. Można sobie obok nich robić zdjęcia, a w pobliskim kiosku kupić plastikowy miecz lub jakąś inną pamiątkę.
Tereny stanowiące jądro dawnej katarskiej herezji to oczywiście obszar, który do samego końca należał do królestwa Wizygotów. Obejmował on część Galii Narbońskiej i taką nazwą go określano. Miał jednak jeszcze inną. To była Septymania. Obszar, od Carcasonne do Arles nosił taką nazwę ponieważ cesarz August osadził tam, na żyznej owiewanej morskimi wiatrami ziemi weteranów z siódmego legionu. Septymania jak pamiętamy bywała zarzewiem buntów przeciwko królom z Toledo, stanowiła obszar niejako wyróżniony, ujęty w inne ramy i obarczony znaczeniami, których dziś nikt nie próbuje odczytać. Septymania ma swoją wielką legendę sięgającą czasów wcześniejszych niż wszystkie legendy południa. Oto w czasach Karola Wielkiego i Pepina Krótkiego, była ona żydowskim królestwem, pozostającym w lennej zależności od Karolingów. Ziemie Septymanii przekazano Żydom w dowód wdzięczności za wspólną z chrześcijanami obronę Narbonne przez najazdem Arabów. To z tej legendy wyrastają powieści tak popularne jak „Święty graal, święta krew” oraz „Mesjasz z Septymanii” niedawno wydana książka autorstwa Lee Levina. Została ona natychmiast skrytykowana, wręcz wyśmiana. „Mesjasz z Septymanii” opowiada o losach pierwszego z żydowskich królów zasiadających na tronie w Narbonne, mieście podarowanym Żydom przez Karola Wielkiego. Autor nie waha się w tej, powiedzmy otwarcie, rozrywkowej, fabule stawiać hipotez bardziej nawet kontrowersyjnych niż istnienie żydowskiego królestwa na południu dzisiejszej Francji. Lee Levin twierdzi wręcz, że w tamtych czasach w Narbonne, Carcasonne i Beziers zrodziła się herezja katarska, która przetrwała w ukryciu do XIII wieku, by nagle rozwinąć się w wielką i silną kulturę. To jest oczywiście nadużycie i nieprawda, wszyscy wiemy, że u podstaw herezji katarskiej leżał wschodni, manichejski dualizm, który został przyniesiony do Langwedocji przez bułgarskich bogomilców. Nie można więc, nie ujmując tej powieści swoistego uroku i dynamiki, traktować jej serio. Przeciwnicy „Mesjasza z Septymanii” podnoszą przede wszystkim kwestię taką – książka ta oparta jest na słabo umotywowanych wnioskach jakie z jednego tylko XII wiecznego źródła wyciągnął w 1972 roku Arthur Zuckermann z University of Indiana w pracy zatytułowanej „Żydowskie księstwo na południu Francji”. Oto w tekście Sefer-ha-Kabbalah Abrahama ibn Dauda, który żył w latach 1110 – 1180 znajduje się ustęp opowiadający o tym jakoby Karol Wielki wysłał posłańca do Bagdadu, do tamtejszego kalifa, by przysłał mu jednego ze swoich Żydów, koniecznie pochodzącego z krwi Dawida. Kalif przysłał mu człowieka imieniem Makhir, którego król osadził w Narbonne. Miasto zostało właśnie zdobyte na Maurach i Makhir stał się tam jedną z najważniejszych postaci. Ożenił się i otrzymał tytuł nasi, czyli książę. Jego potomkowie rządzili Septymanią. Narbonne zaś stało się centrum żydowskiego świata na obszarze królestwa Franków oraz w całej zachodniej części Morza Śródziemnego. Potomków Makhira opisuje Beniamin z Tudeli, żydowski podróżnik, pochodzący z królestwa Nawarry, który przemierzył cały ówczesny świat, od Toledo po Samarkandę, po to by – taką wersje podaje się nam do wierzenia – spisywać ile jest ludności żydowskiej w poszczególnych miastach świata. Zawitał również do Narbonne i opisał świetność rodu Maghira, który rządził tym miastem, zakładając synagogi i szkoły rabiniczne. Informacje podawane przez Benjamina z Tudeli również są kwestionowane przez historyków. Podał on bowiem, że ludność żydowska Samarkandy liczyła 50 tysięcy ludzi, co wydaje się być liczbą badaczom liczbą nieco zawyżoną. No, ale czy ktoś taki jak Benjamin ujawniłby rzeczywiste wrażliwe dane na temat odległych populacji, z którymi jego rodzina na pewno zamierzała pozostawać w kontakcie, jakimś gojom? Po co? Żeby niektórzy z nich mogli napisać doktoraty w osiemset pięćdziesiąt lat po jego wyprawie? Zastanówmy się chwilę.
Benjamin z Tudeli wrócił do domu w roku 1173, cały i zdrowy, nikt nie niepokoił go w czasie podróży. Najwięcej czasu spędził w Palestynie, gdzie dokładnie badał jak prezentują się proporcje pomiędzy gminami żydowskimi, arabskimi a chrześcijańskimi.
Arthur Zuckerman, który ponad czterdzieści lat temu zmierzył się z tym tematem, prowadzi nas wprost od przybyłego z Babilonii Makhira ku pierwszemu hrabiemu Tuluzy, świętemu Kościoła Powszechnego, którego kult rozkwitł w sposób naturalny już po jego śmierci czyli ku Wilhelmowi z Akwitanii. Jeden z potomków Makhira, który miał tytuł hrabiego Narbonne miał ożenić się z Aidą córką Karola Młota. Owocem tego związku miał być właśnie Wilhelm. To jest rzecz jasna hipoteza nie do obrony, bo mężem Aidy był przecież Thierry hrabia Autun.
Septymania i jej żydowscy królowie pozostaje więc nadal jedną z pięknych legend południa. Co oczywiście nie zmienia faktu, że Narbonne jest w średniowieczu miastem żydowskim, że stoi tam pięć synagog, rozkwita życie gospodarcze i kulturalne, że Żydom żyje się tam bezpiecznie i dobrze.
Postać zaś Maghira, babilońskiego mędrca z rodu Dawida, który przybył na dwór frankijski jest dziś jedynie inspiracją dla autorów powieści przygodowych i sensacyjnych. Koniunktura na te powieści napędzana jest w sposób prosty i przewidywalny. Oto sławne i dobrze prosperujące królestwo żydowskie, położone w ważnym z punktu widzenia gospodarki regionie zostało przez historyków pisarzy ukryte przed naszymi oczami. Dlaczego? Oto właśnie zagadka. Pomyślmy chwilę – dlaczego żydowska Septymania mogła zostać – jak chce tego Lee Levin – ukryta, dlaczego nic o niej nie wiemy, poza wzmianką w jednym późnym w stosunku do czasów Makhira źródle? Przyczyną zapewne jest jakaś intryga Kościoła, który nie miał zamiaru dopuścić do tego by ktokolwiek dowiedział się o istnieniu tego królestwa. A może są również inne przyczyny. Przecież Septymania to późniejsze wice-hrabstwo Trencavel, część hrabstwa Tuluzy, które jako pierwszy objął we władanie uważany przez kilku autorów za Żyda Wilhelm z Akwitanii. Na te tereny właśnie, na obszar Septymanii czyli wice-hrabstwa Trencavel, wkroczyła w roku 1209 krucjata, prowadzona przez wielu mężnych rycerzy, wśród których znajdował się, mało początkowo znany lennik dwóch władców – króla Jana z Londynu i króla Filipa z Paryża, Szymon de Montfort.

  22 komentarze do “Mesjasz z Septymanii”

  1. Też się dziwię czemu profesor Bartoszewski profesorowi Blumenkranzowi sesji naukowej nie zorganizował 😉

  2. Nieludzka lichwa, pauperyzacja społeczeństwa, głód, a do tego wystarczył wyjątkowo ciężki przednówek i ludziom zaczynało się w głowach układać, czasami samoistnie, a czasami z pomocą innych. Widać, że diaspora potrafiła już dawniej przekuwać swoje nieszczęścia w budowanie poczucia winy u gojów, a późniejsze sukcesy i dominację w gospodarce i bankowości, ale nie tylko.

  3. Bachrach i Blumenkranz.
    Prawdziwe dzieje swiata sa rozpoznane (metoda naukowa) i zapisane. Potrzebni sa szperacze by to wydobyc na swiatlo dzienne. Zatem: kupujmy ksiazki Maciejewskiego, by sie „dooswiecic” no i by ten „szperacz” mial za co szperac i pisac.

  4. Szperacze to raz. Ale potrzebni sa jeszcze bardziej kowale, co wykorzystają wiedzę, przełożą na język polityki i dialogu z ludźmi, by nie powiedziec Narodu. Ci drudzy sa z reguły odstrzeliwani. Dopóki szperacze ograniczają sie do poziomu pasji, misji, i akademickich rozważań, to wszystko jest pod kontrola, dopóty ten stan moze trwać w nieskończoność. Moze wtedy istnieć „zdrowy” dyskurs naukowy i profesorowie nie podniosą głosu, ze prawda jest zakłamywana.

  5. Jakosc przejdzie w ilosc (pozwole sobie odwrocic mysl dialektyczna).
    Pojawi sie i jakis przywodca.

  6. Dobry wieczor Panie Gabrielu,
    Notka rewelacyjna, zreszta u Pana to juz taka tradycja, trzyma Pan fason na najwyzszym poziomie.
    Czekam z utesknieniem na ciag dalszy tej krucjaty w Béziers 1209… dzis wieczorem bede szalec
    u ciotki „Wiki”, zeby sobie to wszystko w glowie poukladac. Jestem tym wszystkim wprost oszolomiona!
    Dzieki za kolejne notki dot. historii Francji… no i ma Pan u mnie wielkiego szampana!
    …ale to juz po przyjezdzie do Ojczyzny.
    A propos… jak tam kiermasz? Lepszy jak w srode?

  7. Gorszy, ale trzeba się zadowalać małym. Ten szczęśliw w życiu całem kto poprzestał na małem napisał pewien pośrednik kredytowy o statusie wieszcza.

  8. Jeden z mocniejszych rozdziałów.

  9. W momencie gdy pijawia się przywódca zewsząd słychać krzyk ,że to agent lub ktoś podstawiony . Generalnie ciężka sprawa.

  10. Dzieki za odpowiedz. Prosze sie tym nie zrazac… w zyciu tak jest, ze najpierw nie idzie, nie idzie, nie idzie, ale jak ruszy to juz sie nie zatrzyma, jestem tego wiecej niz pewna. Tu we Francji tez sie rusza, tez Duch Swiety zawital. W niedziele „pozyczam” Panska SN mojemu ksiedzu tu w Rennes, slyszal juz o Panu… bylam mile zdumiona.
    Ja sie nie poddaje i wiem, ze Pan sie przebije, jeszcze trzeba cierpliwosci, jeszcze trzeba zeby ludzie doznali wiecej cudu… czyli biedy i wtedy dopiero przyjda po rozum do glowy, nie ma innej szkoly zycia – to sa slowa mojej mamy, a ja sie z nimi w zupelnosci zgadzam.
    Tu niestety lemingoza jest jeszcze wieksza niz w Polsce, ale zdarza sie znalezc prawdziwych pasjonatow. Pan jest wymagajacy wobec swoich czytelnikow, ale ma Pan swiete prawo do tego
    bo sam pan wklada w swoja prace wszystko co najlepsze posiada, a wiec: rozum, serce i dwie rece.
    Wiem, ze w Paryzu Pana czytaja, napewno sie do tego nie przyznaja dobrowolnie, bo to towarzystwo polonijne, tzw. paryskiej kultury, ci patrioci, ta elyta… to po prostu ZALAMKA. Dla mnie do dzis to jest po prostu jeden wielki szok, to dla mnie trauma, ze tylko usiasc i plakac. Wiekszosc tych tzw. dzialaczy, lubi blyszczec w swietle reflektorow, sa kompletnie oderwani od rzeczywistosci i polskiej
    i francuskiej, sa pogubieni, rozczarowani zyciem, niespelnieni, majacy pretensje do calego swiata. Jak Pan mowi – to sa zyciowi frustraci. Ci ludzie juz sa straceni oni, maja tylko pelne geby glupich, kompletnie pustych frazesow, glupie, chore, urojone wizje ktorym sie jeszcze wydaje, ze oni cos moga zrobic… tylko, ze im brakuje kasy… bo checi to by jeszcze znalezli, jak te kase rozwalic.
    Nie ma z nimi zadnej dyskusji, zardrosc, zawisc i tyle, cwaniactwo i prywata. A jednak piastuja rozne honorowe stolki, wszedzie ich pelno, na kazdym spedzie i tak sie afiszuja, i ani im w glowie odejsc, ustapic mlodszym… nawet nie ma mowy! Kazda impreza platna, bilety wstepu, byle g… ceny z Ksiezyca, ludzie wcale nie chca na to chodzic, jedyna nadzieja to jak w Kosciele jest cos zorganizowane bezposrednio. Przykleili sie i trwaja dla swoich niewydarzonych dzieci, wnukow i Bog wie kogo jeszcze, oni sa najlepszymi pariotami… bo sa tu od wojny albo i sprzed!
    Trzeba poczekac az te dinozaury i w wielu przypadkach zwyczajne alzheimery, ktorym odbija z braku zajecia, bo nie maja rodzin po prostu… zejda z tego swiata.
    Taka jest moja brutalna prawda o tym calym towarzystwie dzialaczy polonijnych wzajemnej adoracji – postkomuchow, zydostwa i naszych „Obroncow Krzyza” czy „Klubow GP” – jednym slowem DNO!
    Spotkalam kilka wartosciowych osob, ale one nie chca w ogole rozmawiac. Jedna z Pan – dzialaczka polonijna, przedwojenna arystokratka, bardzo mila, dystyngowana Pani (wlasnie w grudniu ub.r. Jej sie zmarlo) powiedziala mi, zebym odstapila od tego towarzystwa i nie dala sie wciagnac nawet
    w dyskusje „o niczym”. To samo powiedzial mi ksiadz, ktory zna tych ludzi.
    To samo dotyczy otoczenia Ambasady Polskiej… wiekszy pozytek by byl jak by ja sie zlikwidowano ! To jest dekadencja!
    …ale zdarzaja sie porzadni, zwykli Polacy, niezepsuci, ktorzy mysla jeszcze po polsku i to daje nadzieje, slyszalam, ze jest fajna wspolnota np. w Lyon, ale w Paryzu to jeden wielki syf.
    Tutaj sytuacja tez sie pogarsza z dnia na dzien – celowy, niekontrolowany naplyw imigrantow, to co jest pokazywane w TeleFrance to sa dantejskie sceny, ludzie sa wsciekli, do tego Syria, Libia, Algieria
    to sie bardzo skumulowalo, to wszystko zaczyna wrzec jak w kotle, media klepia o wyjezdzie na mecz Manuela Valsa wraz z rodzina prywatnym samolotem za 20.000€, za kase z budzetu, z powrotem odgrzewany jest DSK, o powrocie Depardieu z Rosji, o starym Le Pen i jego cyrku, Sarko pchaja na sile do powrotu na prezydenta, taki niezastapiony gangster… no jednym slowem sie dzieje, zaczyna ogarniac ich jakas wscieklizna i datowalabym to od 24 maja… ale zadnej informacji oficjalnej o wyniku wyborow w Polsce nie slyszalam… chociaz troche Francuzow wie po prostu z rozmow z Polakami… Zblizaja sie wakacje jeszcze 4 tygodnie wscieklizny do Swieta „zburzenia Bastylii”, potem Tour de France… nic dobrego z tego nie bedzie ani dla Frankow ani tym bardziej dla nas. Rzadzacy zajmuja sie swoimi sprawami, a MATRIX juz leci coraz bardziej.
    Mam tego calkowita swiadomosc, ze jeszcze bedzie duzo gorzej… Psychoza jest wywolywana bardzo stanowczo, wzmaga sie straszonko. Konczy sie milosc i tolerancja… To nie jest pesymizm z mojej strony tylko zwyczajna zimna kalkulacja. Z pustego to i Salomon nie naleje. À le damy rade…
    Druzyna nowego Prezydenta z Panem Kaczynskim wiedza doskonale jak sie zachowac i co robic…
    I tym optymistycznym akcentem koncze, przepraszam za dlugi koment, ale chcialam to przekazac Panu, prosze sie nie gniewac.
    Pozdrawiam i zycze dobrej niedzieli Panu i rodzince.
    Dobranoc,

  11. … mysle, ze ten posrednik sie mylil, ale trzeba sie cieszym i malym, trzeba niepoddawac sie, a wszystkie trudy ofiarowac Panu Bogu i modlic sie… zwyciestwo przyjdzie przez krzyz.
    Mam nadzieje, ze zna Pan te piekna piesn.

  12. Coś nie kumam.Krytykuje Pani cały przekrój Polonii.Obrońców krzyża ,kluby GP wrzuca do jednego wora z komuchami aby za moment wiązać wielką nadzieje z Kaczyńskim i jego nową władzą.Nie wiedziałem że Sakiewicz i GP jest wrogiem Kaczyńskiego.Chyba chodziło o Rydzyka.

  13. Dzien dobry Tadeo,
    Nie krytykuje calego przekroju Polonii, odnosze sie wylacznie do tzw. dzialaczy, patriotow i wszelkiej masci aktywistow. To wszystko, a przynajmniej to oficjalne jest robione tylko i wylacznie za nasze pieniadze, a ze pieniedzy nie ma, bo najpierw „musi sie oplacac”, potem wszystkim znajomym kroliczka trzeba tez cos odpalic z glownej puli… no a za darmo to wie Pan chyba co mozna. Ludzie jako wspolnota sa po prostu przerazajaco biedni, ledwo koniec z koncem wiaza, wielu pomaga rodzinom w Polsce… to jest przykry, szary real!!! Przyjdzie tylko biedota i miernota z Podkarpacia, Kolbuszowej, reszta co swiadomszych tez nie przyjdzie, bo kieruja sie swoimi wartosciami, a nie tym g… ktore jest brutalnie, bez skrupulow i litosci narzucane, na zywca. I tak to sie kreci… ale bedzie jeszcze gorzej! Nie ma pracy, prosze Pana, to jest prawdziwy dramat, a wyscig szczurow coraz wiekszy i w coraz wiekszym amoku!
    Ja nie mowie, ze Sakiewicz jest wrogiem czy przyjacielem Pana Kaczynskiego, to samo dotyczy
    O. Rydzyka… ja tylko wyrazam swoja glosna dezaprobate dla mediow tzw. Strefy Wolnego Slowa!
    Bardzo mi sie to nie podobalo juz od poczatku, a teraz jestem tylko mocniej utwierdzona w swoich racjach, tylko tyle.
    Poza tym jestem „zafiksowana” od wielu lat na mediach z Torunia, a od niedawna na blogach Gospodarza, Pana Osiejuka, Pink Panther’a, ostatnio Boson’a… i to mi w zupelnosci wystarcza.
    Jasniej sie zrobilo? Nie musimy sie zgadzac, ale mozemy sie pieknie roznic i nieusannie szukac wspolnego jezyka.
    Pozdrawiam,

  14. Niedawno na tzw.imprezie integracyjnej dostałem coś za darmo od takiego jednego leminga ,wie Pani co to jest gała?.W pracy już od pierwszego wejrzenia dostawaliśmy wzajemnych drgawek na swój widok i tam się zmaterializowała ta wzajemna antypatia,ale on był szybszy. Skąd u Pani tyle pesymizmu?.Długo już na emigracji? sądząc po błędach np.świadomszych,długo .Może czas wrócić?.

  15. TV Republika była wielką nadzieją białych a jak jest, sami widzimy.Tak to wielka tragedia młodych ,te korporacje i wyścig szczurów.To się żle skończy.Obserwuję tych korpoludków od dawna.Nie poznaję ich postaw i zachowań bo to moi bliscy kuzyni ,ale obecnie ich rozumię i bardzo współczuję.To nieszczęśliwi ludzie.

  16. Monsieur Tadeo,
    Juz od roku nie biore swiadomie udzialu w zadnych imprezach integracyjnych, to nie dla mnie… no chyba, ze organizowane sa pod „auspicjami” Kosciola, Polskiej Misji Katolickiej.
    Skad przyszedl Panu do glowy pomysl, ze jestem pesymistka… prosze Pana ja jestem chodzaca optymistka, wiecznie usmiechnieta, kochajaca Pana Boga, zycie i ludzi kobieta, ale do tego tez bardzo wrazliwa, moze nawet przewrazliwiona na biede i krzywde ludzka, stad moj zdecydowany protest.
    No, nie tak mialo byc z Sakiewiczem, to tez nie tak mialo byc z TVR. Desole.
    8.03.2015 minelo 10 lat jak wyjechalam z Polski… za chlebem. Obiektywnie to bardzo krotko, ale
    dla mnie to bardzo duzo, zwlaszcza, ze „przytrafily” mi sie zdarzenia wprost niewiarygodne, trudne
    do opowiedzenia, ktore wywarly nieprawdopodobny wplyw na zmiane wewnetrzna… to dla mnie blogoslawiony czas, bardzo intensywny za ktory wdzieczna jestem Panu Bogu, codziennie
    Mu dziekujac za to doswiadczenie, za te laske i ten dar.
    Ja wroce do Polski, na moje kochane Mazowsze… trudno powiedziec kiedy, bo tu jednak mam prace, wiec na emeryture… albo w wyniku jakiejs zawieruchy moge wrocic wczesniej… albo wroce w trumnie.
    Chcialabym wrocic o wlasnych silach, ale o tym zdecyduje moj Bog. Ja Mu zaufalam i oddalam sie bezgranicznie, On mna rozporzadza.
    Pardon, ze odpowiadam tak pozno, ale bylam w Kosciolku, no i zaczelam „przypadkowo” dzieki mojemu przyjacielowi ogladac fesiwal w Opolu. Jestem oczarowana scena – magnifique!!!!!
    I od razu bum na sam poczatek. Piekna piosenka Wodecki/Majewska, na zakonczenie to zblizenie golabka… cos mnie scisnelo za gardlo, serce zaczelo bic jak oszalale, jednym slowem rozplakalam sie jak male dziecko, az przyjaciel sie przestraszyl co sie stalo. Lekko ochlonelam juz, konferansjerka deta, ale ogolnie rzeczywiscie jak dotad naprawde niezle – Kunicka, Majewska, Bartosiewicz – klasa! Przyjaciel jest wprost zachwycony i urzeczony. Cos naprawde pieknego! Polecam Panu serdecznie, prosze ogladac, bo warto!

  17. Przepraszam Tadeo, ale pomylilam sie w ocenie… koryguje wiec, ze tylko dekoracja sceny byla super.
    Poza wyzej wymienionymi reszta wykonawcow – no moze z wyjatkiem Slawy Przybylskiej – to naprawde dno, a szczegolnie Kuba Badach-Kwasniewska… no po prostu rece mi opadly, co za oryginal! Tylko pierwsza czesc byla jeszcze strawna, ogolem dziadostwo!!!

  18. Nie warto ścierać klawiszy dla tych pseudo artystów popierających PO dla fruktów.Żeby Polska była Polską ,musi nastąpić reset w każdej cząstce tej naszej Polski.Tych cfelebrytów i polityków odesłać na śmietnik historii ,żeby nie wymużdżały naszych dzieci i wnuków.Pięknie Pani pisze o wierze i Polsce.Czuje się świeże spojrzenie na świat.Zastanawiam się czy życzyć Pani powrotu.Jeżeli już to dopiero do pra-prawnuków.

  19. Dzien dobry Tadeo,
    Duzo rzeczy nie warto robic w zyciu, ale dowiadujemy sie o tym zbyt pozno, czasami cos nas ciagnie – mnie np. sentyment, nostalgia, nieutulona tesknota i zal za wszystkim co polskie i co w Polsce mam, a mam spora rodzine i groby moich bliskich, mieszkanie w bloku… coz, nie jestem chodzaca swietoscia, ale staram sie dazyc do niej ze wszystkich sil.
    Co do dzieci… nie mam ich, nie dane mi bylo poznac szczescia macierzynstwa. Juz to przebolalam,
    juz sie z tym pogodzilam, wiec logiczna koleja rzeczy nie bede takze miec ani wnukow ani prawnukow!
    …ale dobry Bozius wynagradza mi te bolesna strate w sposob o jakim wczesniej nawet nie zamarzylam! I to jest piekne!
    Zdecydowanie prosze sie nie zastanawiac tylko prosze pomodlic sie aby moje marzenie
    sie zrealizowalo.
    Z gory serdeczne Bog zaplac,

  20. Pomodlę się za spełnienie wszystkich Pani marzeń.Moje dwie cioteczne siostry także nie mogą mieć dzieci,nie jest Pani sama,proszę o tym pamiętać.

  21. Tadeo, dziekuje panu bardzo. Ja nie tylko wiem, ale jestem pewna, ze On za reke prowadzi mnie. Bardzo potrzebuje modlitwy, w niej jest cudowna, uzdrawiajaca, jedyna, niewytlumaczalna, boska moc.
    Tez wspomne dzis za Panem i pana ciotecznymi siostrami.
    Bonne nuit,

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.