sty 212023
 

Diogenes Laertios pisze, że Sokrates odrzucił poszukiwania, którym oddawali się filozofowie przyrody, albowiem uznał je za niepraktyczne dla człowieka. Zajął się czym innym, a czym wszyscy wiemy – filozofią moralną, skupioną na człowieku i jego postawach. Czy to znaczy, że ona była praktyczna? Możemy teraz rozpocząć dyskusję, co to znaczy – praktyczna i dlaczego Laertios tak napisał? Sokrates chodził po ulicach i plątał się po Agorze, tam zaś zaczepiał ludzi, także wpływowych i zadawał im różne pytania. Te pytania doprowadzały niektórych z nich do furii, albowiem Sokrates był człowiekiem dobrze zorientowanym i wiedział o co pytać. Nie uprawiał filozofii przyrody, nie pytał więc zapewne o to, dlaczego słońce świeci. Już prędzej o to, co bracie ukradłeś i gdzie to trzymasz? Był wszak moralistą.

Co prawda Laertios nie zostawił nam ani jednego przykładu – o co dokładnie pytał Sokrates przedstawicieli demokratycznego rządu Aten, ale przekonał – mnie przynajmniej – żeby nie ufać za bardzo temu co o Sokratesie napisał Platon. Pisze nam bowiem Laertios, że zdarzało się nagminnie, iż Sokratesa lżono, a czasami także targano za włosy. Raz jeden nawet ktoś kopnął go w tyłek, a mistrz udał, że tego nie widział. Rzeczywiście, filozofom przyrody nie mogły się przytrafić takie rzeczy, była ona bowiem – ta filozofia zbyt niepraktyczna. Kogo w końcu może obchodzić jakiś bezkres czy ogień czy też atomy, których nie widać. Ktoś może powiedzieć, że Laertios mógł się mylić, a Platon nie, bo przecież Platon znał osobiście Sokratesa. Jasne, był jego ulubionym uczniem, sam to napisał, choć nie wszyscy się z tym zgadzali. Ja od siebie dodam, że Leartios na pewno nie ustrzega się błędów i za chwilę wskażę o jakie błędy mi chodzi. A są one doniosłe. Jakoś tak się składa jednak, że one akurat nie budzą większego zainteresowania, cała uwaga badaczy i entuzjastów filozofii starożytnej skupiona jest bowiem na czymś innym. Na tym moralnym wymiarze filozofii Sokratesa i na jego życiu, skromnym, pełnym oddania uczniom i prawdzie, którą starał się wydobyć z każdego, nazywano bo bowiem akuszerem prawdy. Jego matka była wszak położną. Tak, jak Giovanni Reale pisze, że filozofia rozkwitła w Jonii i Italii, bo tam było najwięcej wolności i gospodarcza dynamika wyprzedzała inne obszary zamieszkałe przez Greków, tak Diogenes Laertios pisze, że Sokrates nie opuszczał Aten, bo go to nie interesowało. Żył w mieście, a jedyne podróże jakie odbywał związane były z udziałem w kampanii przeciwko Sparcie.

Giovanni Reale wskazując na Jonię i Italię, omija dziwnym manewrem całą historię Zenona z Elei i innych jego towarzyszy, którzy wystąpili przeciwko tyranom w swoim mieście. I teraz znajdźcie w sieci choć dwa zdania o tych tyranach, którzy skazali na śmierć Zenona. Ten zaś przed ową śmiercią odgryzł jednemu ucho, a jak chcą inni nos. Następnie został utłuczony na miazgę w moździerzu. Ciekawe swoją drogą, jak to wyglądało? I jakie urządzenie służyło do tego tłuczenia. Tyrani rządzący Wielką Grecją, o których dowiadujemy się studiując historię Platona, przekonującego do czegoś tyrana Syrakuz, nie istnieją w momencie, kiedy sławni badacze omawiają historie eleatów, bo to im przeszkadza w wyjaśnieniu fenomenu filozofii jońskiej i italskiej. Żeby była filozofia musi być bowiem wolność polityczna i gospodarcza. Ta zaś była właśnie tam – w Jonii i Italii.

No i potem w Atenach, kiedy żył Sokrates, który został – przez demokratyczny rząd – skazany na śmierć.

Diogenes Laertios zaraz po tym, jak napisał, że Sokrates nigdy nie wyjeżdżał, mówi, że był on jednak w Delfach, a także na Samos. Nie wiem jak Wy, ale ja myślę, że są to kluczowe kierunki i miejsca. Wielu filozofów odwiedzało obydwa, ale nie wiemy dokładnie po co. Na Samos rządził Polikrates zlikwidowany następnie przez Persów, a sama wyspa była kluczem do Morza Egejskiego, punktem przeładunku złota spływającego w wodzie rzek i strumieni z gór Azji Mniejszej, a także kontrolerem szlaków ku Sycylii i Apulii. Na Samos – taka hipoteza – jeździło się po pieniądze. Po co jeździło się do Delf, każdy już sobie sam dośpiewa – po instrukcje. Oczywiście z tymi pieniędzmi, które pobrało się wcześniej na Samos w kantorku u Polikratesa. W Delfach wyrocznia mówiła co i jak. Sokrates był w Delfach i pytia powiedziała mu, że jest najmądrzejszy. Dostał gwarancje jednym słowem i były to gwarancje boskie. Był bowiem Sokrates człowiekiem religijnym. No, ale cóż mogą obchodzić boskie gwarancje demokratyczny rząd republiki ateńskiej? W dodatku prowadzący wojnę z Peloponezem?

Porzućmy na chwilę te delikatne szyderstwa i skupmy się na wspominanym tu już realizmie Sokratesa. Jest to realizm rozumiany potocznie, a nie kategoria filozoficzna, znana z czasów późniejszych. Chodzi o to, że Sokrates nie zajmuje się jakimiś niesprawdzalnymi dyrdymałami, ale interesuje go kto jak się prowadzi i wpływ owego prowadzenia na stan państwa. W dodatku Sokratesa interesowały te sprawy w wymiarach dość szczegółowych. Gdyby było inaczej, nikt nie targałby go za włosy i nie kopał po tyłku.

Widzimy więc, że postawa i metoda Sokratesa wiązała się z pewnym ryzykiem. Miała jednak boskie gwarancje. Wniosek stąd płynie następujący – Sokrates był uzurpatorem i za pomocą swojej metody, jakże nowatorskiej, a także gwarantowanej przez najważniejsze bóstwa, próbował wpływać na demokratyczne rządy. I nie jest to żadne odkrycie, bo wszyscy piszą, że reprezentował on, oddaloną od władzy, oligarchię. Przedstawicielem tej oligarchii był oczywiście Platon, jego najzdolniejszy uczeń. Czy Sokrates miał jeszcze innych uczniów? Tak, i były to same mendy, jeden w drugiego. No, może się trochę zagalopowałem – prawie same mendy. I nie mówcie mi, że nie mogę tak napisać. Filozofia moralna nie chadza bowiem na kompromisy, czego dowodem jest sam Sokrates. Najważniejszymi uczniami byli Alcybiades i Kritias, wprost próbujący zmienić ateński ustrój z demokratycznego na oligarchiczny. Dodajmy do tego Arystypa z Cyreny, który był jeszcze bardziej praktyczny od Sokratesa, był do tego stopnia praktyczny, że jak tamten został skazany na śmierć, nie pokazał się ani razu w jego celi. Ukrywał się na pobliskiej Eginie, co mu potem wypomniał Platon. Alcybiades i Kritias też byli praktyczni i jak tylko uznali, że dowiedzieli się już od Sokratesa wszystkich potrzebnych rzeczy, poszli w politykę. Ateny przegrały wojnę ze Spartą, a oni stworzyli rząd, przez tę Spartę gwarantowany. Co oczywiście wiązało się z ułożeniem list proskrypcyjnych. Platon się na nich nie znalazł.

Ponoć to Kritias właśnie był autorem spisku przeciwko Sokratesowi. Ten bowiem coś wiedział, wbrew swoim uroczystym i publicznym zapewnieniom, że nie wie nic.

Kiedy nie było już Sokratesa, za sprawą Kritiasa, na śmierć skazano także innego oligarchę – Teramenesa. On także musiał wypić cykutę. Wychylił kielich za zdrowie Kritiasa właśnie. Teramenes reprezentował w tej historii element błędu, niedoważenie, którego nie zauważyli ani demokraci, ani Sokrates. Otóż był on człowiekiem reprezentujących środowiska arystokracji zubożałej. Balansował więc pomiędzy starymi rodami, a nuworyszami panoszącymi się w zgromadzeniu i wskazującymi – jakże słusznie – że Sokrates psuje młodzież. To było łatwe do udowodnienia, wystarczyło wskazać na Kritisa i Alcybiadesa ludzi całkowicie zepsutych i zdeprawowanych.

Możemy wnosić, że Teramenes reprezentował także koła wojskowe, szczególnie zaś flotę. Był bowiem odpowiedzialny za pochówek załóg zniszczonych okrętów, w sławnej bitwie pod Arginuzami. Nie wypełnił swojego obowiązku i groziła mu śmierć. Zamiast niego jednak na śmierć skazano innych. Sokrates próbował ich bronić, ale mu się nie udało. Jego uczniowie zaś – Kritias i Alcybiades – robiący wielkie kariery, zorientowali się, że w Teramenesie mogą mieć praktycznego sojusznika przeciwko demokratom, dlatego go ocalili. Było to zagranie taktyczne. I teraz odejdźmy na chwilę od intryg i skupmy się na ostatniej, wielkiej bitwie Wojny Peloponeskiej, w której najlepsza flota ówczesnego świata – flota ateńska, została rozbita i całkowicie zniszczona przez koalicyjną flotę na której czele stały lądowe szczury ze Sparty. Jak to w ogóle było możliwe, skoro Ateny miały tak wybitnych strategów wychowanych przez tak wybitnego filozofa jak Sokrates?

No właśnie jak?

Po tej bitwie pokój negocjował Teramenes właśnie, a kiedy już go wynegocjował Kritias wpuścił go w pułapkę i skazał na śmierć przez wypicie cykuty, tak jak Sokratesa. Miał bowiem kozła ofiarnego, na którego mógł zwalić winę za klęskę. Potem zaś – już ze spartańskimi gwarancjami – przejął wraz z trzydziestoma tyranami, rządy w Atenach. Historia Sokratesa powtórzyła się w historii Teramenesa. Flota została zniszczona, albowiem oligarchia nie potrzebowała floty, by prowadzić politykę. Nie potrzebowała też armii. Oligarchia potrzebuje jedynie pieniędzy i gwarancji. I to się nie zmieniło do dzisiaj. Skąd się wzięły pieniądze na rządy oligarchiczne w Atenach po zakończeniu Wojny Peloponeskiej? Nie wiem. Gwarancji udzieliła Sparta, to pewne.

Kiedy nie było już Sokratesa, w Atenach pojawił się Diogenes z Synopy. On także był wcześniej w Delfach, a wyrocznia przekazała mu instrukcję dość zagadkową. Powiedziała mianowicie, że ma psuć pieniądze. I on to zrozumiał dosłownie, a wcale nie trzeba było w ten sposób tego pojmować. Tak pisze Laertios. No i stało się to, co się stało. Diogenes wylądował w Atenach, zaczął chadzać na uczty do Platona, a wcześniej był u fryzjera, żeby nie robić siary i nie wyglądać jak dziad. Platon zaś nazwał go Sokratesem szalonym. Tym samym wskazał mu miejsce, czego jakoś nikt nie zauważa. Pytanie czy zrobił to celowo? Można zadać też inne – czy aby na pewno Diogenes źle zrozumiał wyrocznię? No, ale ono implikuje takie konsekwencje logiczne, że ja się nie podejmuję ich teraz rozwijać.

Oceniając postawę Sokratesa i Diogenesa stwierdzić musimy, że z nich dwóch bardziej szalony był Sokrates. Nawet jeśli rozumiał swoja misję, nie potrafił wybrnąć z sytuacji, a to znaczy, że nie rozumiał metody, na którą udzielono mu gwarancji. Ze szczegółami oraz wszystkimi konsekwencjami pojął ją za to Diogenes z Synopy. Dowód na to jest prosty – Diogenes żył długo i umarł spokojnie. Mimo wielkiej dynamiki jego życia. I nie mówcie mi, że życie ludzkie nie jest ważniejsze od filozofii, a postawa Sokratesa zasługuje na uznanie. Nie zasługuje. Na pewno za to zasługuje na uwagę.

  12 komentarzy do “Metodyka błędu”

  1. Upraszczając – jeżeli Sokrates zajmował się moralnością i zadawał niewygodne pytania, czy możemy przyjąć, że był ostentacyjnym szantażystą?

  2. Tak. Jak powiedział – wiem, że nic nie wiem – wszyscy zrozumieli to na odwrót

  3. „Następnie został utłuczony na miazgę w moździerzu.”  Jakoś tak mi się skojarzyło: Atrybutem perskich kapłanów Zaratustry był moździerz, który służył do sporządzania psychoaktywnego napoju ze świętej rośliny haooma. Może to jakoś naświetla śmierć Zenona? 

  4. Może, nie on jeden zginął w moździerzu, ale jeszcze nie słyszałem, żeby jakiś specjalista o antyku zajął się wyjaśnianiem tej kwestii

  5. Rozgłosi się tezę, że z powodu chrześcijaństwa, nastały „wieki ciemne”, wszystko przepadło i można kontekst pominąć. Niedawno wysłuchałam sobie wykładu profesora na temat średniowiecznych rękopisów. Pan profesor powiedział, że w Polsce na UJ zachował się jedyny egzemplarz tekstu napisanego w starofrancuskim i 20 lat temu pani profesor zaklepała sobie ten tekst do tłumaczenia. I co? I nic. Nikt się za ten tekst w Polsce nie weźmie, bo zaklepany.

  6. Pan profesor nie wyjaśnił, ale sugerował, że autorytet tej francuskiej profesor jest tak duży, że on się nie ośmieli.

  7. Czyli bogowie, półbogowie i herosi nauki

  8. „że Sokrates psuje młodzież” – to właśnie zarzuca Sokratesowi Arystofanes w „Chmurach”

    https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/arystofanes-chmury.pdf

  9. Mnie interesuje, co w tych opowieściach jest takiego, że się nie mogą przetłumaczyć.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)