czerwiec 042020
 

Niestety, muszę powrócić do spraw raczej kłopotliwych i nieprzyjemnych. Proszę Państwa, daję teraz wszystkim uroczyste słowo honoru, że już nigdy więcej, po wypełnieniu zobowiązań jakie podjąłem w ostatnim roku, nie wydam nikomu żadnej książki. Zapomnijcie o tym. Kwartalnik już zamknąłem i teraz skupiać się będę wyłącznie na własnych projektach. Jak można obserwować od dłuższego czasu, czyszczę magazyny i wstawiam do sklepu książki, które gdzieś tam zalegają, albo które zwracają mi czytelnicy, bo i tak się czasem zdarza. I właśnie to zrobiłem ostatnio umieszczając w sklepie jeden egzemplarz książki Anny Murdoch „Polska i Niemcy w strefie euro”. Podkreślam – jeden egzemplarz, który zwrócił mi czytelnik, najwyraźniej znudzony tą treścią. Postanowiłem ten egzemplarz sprzedać, bo nie mam miejsca na wszystkie książki. Oto oferta

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/polska-i-niemcy-w-strefie-euro/

Z autorką, która straszyła mnie w zeszłym roku sądem, rozliczyłem się już dawno. Wczoraj jednak otrzymałem od niej taki oto list

Szanowny Panie Wydawco,

Wczoraj pojawiała się na Pańskim portalu Szkoła Nawigatorów, w sekcji reklamowej, informacja, że egzemplarze mojej książki „Polska I Niemcy w strefie euro” są dostępne do kupna, i to w cenie, ustalonej na początku zawarcia przez nas Umowy (2015 r)., czyli 40 PLN.

Uprzejmie proszę o wyjaśnienie, dlaczego – bez konsultacji ze mną, Autorem – co jest zagwarantowane w Umowie – wystawił Pan moją książkę na sprzedaż w cenie dwa razy przewyższającą  ostatnią obopólnie ustaloną cenę det., czyli 20 PLN?

W ostatniej korespondencji (po której wysłał mi Pan zaległe od lat honorarium) oświadczył Pan, że wyprzedał już „wszystkie egzemplarze” mojej książki. Ja jednak NIE OTRZYMAŁAM szczegółowego zestawienie o liczbie sprzedanych egzemplarze, kiedy, w jakich punktach sprzedażowych. A teraz nagle okazało się, że NIE WSZYSTKIE egzemplarze mojej książki zostały sprzedane.

Jeśli dodatkowo reklamuje Pan moją książkę na sprzedaż w formie sprzedaży internetowej, to oznaczać może jedynie to, że posiada Pan jeszcze moje książki na składzie, sprzedaje je Pan (pomijam częstotliwość sprzedaży), odprowadzając stosowany podatek – zakładam, że tak.

W takim razie mogę spodziewać  należnego mi honorarium (50% od 40 PLN), jak i profesjonalnie sporządzonego zestawienia, ile – tak naprawdę sprzedało się egzemplarzy – zaś Urząd Skarbowy czeka na należny podatek odprowadzony od tej sprzedaży.

Spodziewając się zestawień, informacji i – należnego honorarium, oczywiście – kreślę się  z poważaniem,

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, będę ujawniał i upubliczniał każdą próbę szykanowania mnie i każdą próbę wymuszenia czegokolwiek. Co też czynię. Mogę to chyba uznać za próbę wymuszenia, albowiem autorka odebrała honorarium, a teraz strasząc mnie urzędem skarbowym próbuje wymusić połowę ceny tej, wstawionej do sklepu książki, czyli 20 złotych. Odpowiedziałem jej listem takim:

Żeby od czegoś odprowadzić podatek, trzeba to najpierw sprzedać. Nic takiego nie zaszło. Niestety nie ma chętnych. Książkę zwrócił mi jeden z klientów. Jeśli idzie o nasze rozliczenia to są one zamknięte. 

Nie posiadam żadnych ponad ten egzemplarzy tego tytułu. Ten zaś  jest mój i nie muszę się z nikim dzielić zyskiem z jego sprzedaży.

Gabriel Maciejewski

Nie mam zamiaru opodatkowywać się na rzecz autorki i płacić jej honorarium z rynku wtórnego. Ona tego jednak nie rozumie. Nie wiem co zrobić, a doświadczenie uczy, żeby nie zostawiać takich spraw w tajemnicy, bo kiedy wszyscy o tym wiedzą, łatwiej jest się zmierzyć z problemem. Poza tym prawnicy, którzy są na SN może mi coś doradzą. Nie mam zamiaru wchodzić w żadne kontakty z tą panią, chciałbym jednak mieć możliwość swobodnego dysponowania swoim mieniem i nie narażać się przy tym na szykany i próby wymuszenia, do których ktoś postanowił wmieszać instytucje państwowe.

Dziś rano otrzymałem taki list

Bede wdzieczna za pisemne rozliczenie, za wszystkie egzemplarze, rowniez za ” ten egzemplarze” – co ma oznaczac to wyrazenie?

Liczbe pojedyncza czy mnoga? 

Z powazaniem,

AM

Odpowiedziałem raz jeszcze w tym samym tonie

Szanowna Pani, dostała Pani już rozliczenie. Innego nie będzie. Do sklepu wstawiłem swój prywatny egzemplarz, który jest zwrotem od czytelnika. Nie dodrukowałem Pani książki i nie mam jej zapasów na pawlaczu. To moja książka, która została już rozliczona. A teraz chcę ją sprzedać. Niestety nie ma chętnych. Nie może Pani rościć pretensji do nie swoich przedmiotów. 

Gabriel Maciejewski

Na razie zaległa cisza. Ja oczywiście wiem, że sprawa ma charakter absurdalny i kuriozalny, ale niestety jest bardzo irytująca. Autorka nie rozumie, że nasza relacja biznesowa została już zamknięta i nigdy nie zostanie otwarta ponownie. Nie chcę mieć z nią nic wspólnego, ale to nie oznacza, że jak mi przyjdzie ochota kupić na allegro 10 książek jej autorstwa i wstawić je do obrotu, to nie będę mógł tego zrobić bo ona mnie pozwie. Rości sobie bowiem prawo do dysponowania nośnikami treści przez siebie stworzonych. Ja oczywiście tego nie zrobię, bo pozbycie się tej pozycji to była dla mnie duża ulga, podobnie jak zamknięcie kwestii honorarium, co dokonane zostało w zeszłym roku. Nie chcę już podejmować tych tematów, o czym piszę wprost, żeby tego uniknąć poleciłem usunąć autorkę i jej komentarze z tego bloga.

Podejrzewam również, być może niesłusznie, że autorka pisze listy z pomówieniami do ludzi takich, jak Ebenezer Rojt, który takie fakty ujawnił na swoim blogu kilka miesięcy temu. Nie przychodzi mi do głowy nikt inny, kto mógłby się skarżyć w ten sposób takiemu komuś. Jest mi bardzo przykro, że musimy do tego wracać, ale nie mogę, w okolicznościach tak trudnych, pozostawać z takimi sytuacjami sam na sam. Nie wiem, jaki jest dokładnie charakter tego problemu, ale jeśli autorka nadal będzie mnie szykanować gotów jestem powiadomić wszystkie instytucje, władne rozwiązać ten problem.

Oto list, który dostałem przed chwilą

Od kazdego sprzedanego, istotnie sprzedanego, egzemplarza, wydawca MUSI zaplacic podatek. Ostatecznie, w tej sprawie, wypowie sie zatem stosowny urzad podatkowy. Stosowne informacje z pewnoscia otrzyma.

Z pow. AM

Na dziś to tyle. Bardzo dziękuję za uwagę.

  30 komentarzy do “Miałem pisać o czymś innym…”

  1. na Pradze to by powiedzieli o tej osobie (czyli AM), że się „drapie o 2 zł”, ale ona rzeczywiście mimo (jak podano) rozliczenia jeszcze chce 10 zł od egzemplarza książki, którą wystawiono do sprzedaży,  a która pochodzi od człowieka co ten egzemplarz zwrócił bo mu się rzeczona książka nie podobała. No ja nie mogę.

    1) czy chodzi o „kilka złotych”?

    2) czy autorka nie ufa w treść otrzymanego w zeszłym roku rozliczenia?

  2. Nie wiem, być może chce tylko zwrócić na siebie uwagę. Jej książki są w obiegu wtórnym i to jest legalne, takie mam wrażenie.

  3. Ale rozczarowanie tą panią.

    Ja tez mam tą jej książkę.

  4. Nie wezmę jej od pana, nawet za dopłatą

  5. Urke Nachalnikowa, wiosną zeszłego roku, pożyczyłam do poczytki w Ognisku Muzycznym (dzieci rzepolą a na korytarzu mamom, babciom nudno), jest to najbardziej wyczytany egzemplarz – teraz podczas pandemii został oklejony (uratowany) bo się strzępił.

    Najlepsze były dyskusje po przeczytaniu Nachalnikowa: widzi Pani teraz nikt nie kradnie koni, teraz się wrzuca do skrzynki pocztowej zaproszenie do taniej, łatwej pożyczki a potem się okazuje że droższy od oprocentowania jest pośrednik, który ulotkę do skrzynki wrzucił.

    No świat idzie do przodu (cokolwiek by to znaczyło)

  6. Niestety, trzeba było wystawić na Allegro. Księgarnia nie może tak sobie po prostu handlować zwrotami, a z drugiej strony nie może również handlować niezaksięgowanymi prywatnymi rzeczami „na rynku wtórnym”…

    Swoją drogą, trzeba być zawziętym, żeby miesiącami dzień w dzień śledzić wpisy w oczekiwaniu na potknięcie…

  7. Nie sprzedało się. Nie ma transakcji. Jak będzie odprowadzę od niej podatek. Naprawdę. Tak jak to robię zawsze, odprowadzając podatki od wszystkich sprzedanych książek

  8. OK, chodzi o to, że nie można mieszać sprzedaży prywatnej ze sprzedażą wydawnictwa, bo to 2 różne podmioty.

  9. Ale co? Myśli pan, że mnie za to skażą na krzesło elektryczne? Powtarzam – nie ma żadnej sprzedaży.

  10. Jeszcze jedno – w tym spisie aktywności firmy mam też umieszczoną sprzedaż antykwaryczną. Jeśli to panu bardzo przeszkadza, mogę założyć drugi, specjalny sklep dla książek z rynku wtórnego

  11. Ja też mam tę książkę i już wiem po co jä kupiłem.

    Będzie tą synną pozycją wydawniczą ,która  budziła merytoryczne spory prawne w kwestii słabej sprzedaży .Kto wie może koncepcje w niej zawarte znajdą swoich apologetów .

  12. Wydał Pan książkę a tu taka sytuacja… Są ludzie i ludziska.

    Wychodzi na to, że prowadzenie tego biznesu to czasem droga boso przez kamienie?

  13. Nie odsprzedam,

    dokleje do niej dla potomnych ten wpis i dyskusje 🙂

  14. Miałem czytać o czym innym a przez 1.5 godz czytałem, wujek Google był pomocny, o zszarpanych nerwach Pani Anny, SGH, Leszku Balcerowiczu i koronawirusie na dodatek.

    Zmęczyłem się i idę na spacer. Bez maseczki☺

  15. Też się ostatnio zirytowałem (skorzystam z okazji i się tym podzielę jak na grupie wsparcia ;)). Kupiłem ebooka. Nic szczególnego. Problem polega na tym, że się jest w nim jakieś zabezpieczenie, które uniemożliwia wydruk. Wszystko byłoby w porządku, gdyby to standardowa książka, ale ten ebook to w 99,99% nuty! Bez wydruku mogę sobie ewentualnie pooglądać obrazki. Bez wydruku nie mam żadnego z tej książki pożytku. Taka sytuacja.

  16. To jest nadużycie i to poważne. Czy oni myślą, że Pan będzie grał przed laptopem?

  17. Z moralnego punktu widzenia ta Pani nie ma racji, a z prawnego? Chyba lepiej zdjąć tą ofertę i zakończyć sprawę. Nie ma sprzedaży nie ma tematu

  18. Jak to śpiewali w czasie wojny ,,Już nie mamy gdzie się skryć ,szpicle nam nie dają żyć …,,

  19. No dobra. Ja tą decyzję o niewydawaniu innych autorów mogę zrozumieć, ale w takim razie czego można się spodziewać w Klinice Języka w najbliższym czasie? Albo w ogóle w najbliższych latach? A no i z okazji złagodzenia obostrzeń można się spodziewać jakichś pogadanek na YT, takich jak wcześniej z dr Modzelewskim albo Maciejem Cieleckim?

  20. Mi nic nie przeszkadza. To pani AM przeszkadza.

    Jeśli naprawdę będzie słać donosy i jeśli urząd będzie chciał się fatygować, to zapyta pewnie o wyjaśnienia. Nie będę się więcej o tym mądrzył, bo nie mam kompetencji w tych sprawach.

  21. Chyba każdy kto kupił choć jedną książkę zauważył, że ma zawsze wsunięty między kartki paragon fiskalny, więc jest opodatkowana i nie jest istotne czy pochodzi z rynku pierwotnego czy wtórnego (wydawnictwo ma w zakresie swojej działalności sprzedaż antykwaryczną przecież). Zmienia to jednak sytuację autora, który partycypuje w zyskach ze sprzedaży na rynku pierwotnym, zaś rynek wtórny jest poza jego roszczeniem. Jeśli został rozliczony to sprawa jest zamknięta. Nic nie stoi przecież na przeszkodzie aby autor sam wykupił od Wydawcy w jego księgarni po cenie detalicznej połowę nakładu, odebrał honorarium od Wydawcy, a następnie wstawił te egzemplarze na allegro za podwójną cenę wówczas Wydawca może tylko patrzeć jak ładnie Autor „kosi siano”, ale nic z tym nie może zrobić.

  22. Wracam ze spaceru a tu na Allegro:

    https://allegro.pl/oferta/bjn-historie-amerykanskie-czesc-i-9319869416

    rarytas – książka z dedykacją GM dla AM ☺

  23. A może ona nie tyle Pana straszy ile pyta o co chodzi?

    Bo skąd ma wiedzieć, że ten egzemplarz akurat ktoś zwrócił i Pan go po prostu odkupił no i teraz wystawia już nie jako jej egzemplarz tylko własny, z którym może Pan już zrobić cokolwiek zechce?

  24. Po pierwsze: Nie słyszałam, aby księgarnie i inni dystrybutorzy przyjmowali zwroty książek w sytuacji, gdy zakupiona nie spodobała się nabywcy, albo mu się „znudziła”. Po drugie, nawet gdyby taka sytuacja miała miejsce, to sprzedawanie używanego towaru za cenę dwukrotnie wyższą niż obowiązująca w danym momencie cena nowego egzemplarza jest – delikatnie rzecz ujmując – lekkim przegięciem i każdy by się wkurzył, nie mówiąc o autorze.

    Pod drugie i być może ważniejsze: Autor Krzysztof Osiejuk żadnych paragonów do wysyłanych przez siebie za zaliczaniem pocztowym własnych książek nie dołącza, więc nie jest to regułą w tym wydawnictwie. Tzn być może na wyraźną prośbę dołącza, ale z pewnością nie zawsze (vide-ja) Inna sprawa, że taki dokument może wystawić tylko wówczas, jeśli  prowadzi samodzielną księgowość, zaś w przeciwnym wypadku powinien uzyskać taki „kwit” od wydawcy.

    Po trzecie zaś – i to jest z pewnością kwestia fundamentalna – urzędy skarbowe uwielbiają gnębić maluczkich, więc im się jest bardziej „nikim” z ich punktu widzenia, tym bardziej trzeba być ostrożnym i dmuchać na zimne.

    Serdecznie pozdrawiam

  25. Nie wiem co robi ze swoimi autorskimi egzemplarzami Krzysztof Osiejuk. Nie interesuje mnie to. Książki te nie przechodzą przez moje ręce, po tym, jak zostają mu wręczone. Książka jest nowa, nieużywana, a dostałem ją z powrotem od osoby zaprzyjaźnionej. Poza tym nie ma jej już w sprzedaży. Czy to panią uspokaja? Czy może mam gdzieś zadzwonić?

  26. Uspokoił mnie Pan całkowicie. Telefon gdzieś nie będzie konieczny.

    Pozdrawiam

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.