Cze 212018
 

…ale ponieważ wczoraj odwiedzili mnie koledzy i załatwialiśmy różne interesy w naszej miejscowej smażalni, popijając przy tym piwo, to sobie tylko tak poplumkam, bo głowa mnie trochę boli i oczy mi się kleją. A tu jeszcze wulkanizator przede mną i zakończenie roku w gimnazjum…O matko!

Mamy tu pod bokiem smażalnie nad stawem, która jest po prostu niesamowitym miejscem. Nie zapraszam Was do niej, bo to byłoby przegięcie, jeszcze by tego brakowało, żeby się tu czytelnicy schodzili i debatowali w smażalni o różnych sprawach. Wczoraj byli tu Janek i Julek i uważam, że to wystarczy. Obok smażalni jest drugi staw i tam można się nauczyć jeździć na nartach wodnych. To się jakoś inaczej nazywa, ale nie pamiętam jak. Pozostańmy więc przy tych nartach. Nie idźcie tam…za nic w świecie, choćby Was nie wiem jak namawiali. Ja też tam nie pójdę, obiecuję.

Gadaliśmy sobie więc i deliberowaliśmy o różnych sprawach, a słonko świeciło zachodząc powoli, bo smażalnia jest zorientowana na zachód i to fantastycznie wygląda.

Julek stwierdził w pewnym momencie, że cywilizacja po tej stronie Warszawy jest większa niż po tamtej, wschodniej. I to jest prawda. Infrastruktura i w ogóle poziom wszystkiego stoi tu trochę wyżej niż na tak zwanej linii otwockiej. Zastanawiam się więc dlaczego działki budowlane są u nas tańsze, a tam droższe? Wynika to pewnie z jakichś pozamerytorycznych przyczyn, z jakichś powodów towarzyskich i emocjonalnych. Julek twierdzi, że to ze względu na snobizm, bo po tamtej stronie jest TVN i inne jakieś wrogie nam instytucje. No nie wiem, u nas za to mieszkają Andrzej Grabowski i Bogdan Łazuka. To nie jest powód do radości czy też szczególnej dumy, nie zmienia to jednak faktu, że mieszkając poza Warszawą, mamy łatwiej niż niektórzy mieszkańcy krańców stolicy po stronie wschodniej. I oby tak pozostało, oby nas nigdy nie włączyli do aglomeracji.

Ponieważ załatwialiśmy interesy, trzeba wspomnieć, że efektem tego będzie wydanie – niebawem mam nadzieję – książki Szymona Stalagmita. Czekamy na nią wszyscy i będzie to dobry pretekst do nagrania kolejnych pogadanek. Ukraiński nawigator ukaże się niebawem, a z nim nowe nagranie, którego tematu zdradzał jeszcze nie będę. Kurczę, jakoś nie mogę pisać, a w piątek znów idę do smażalni, tym razem z Jarkiem, bo też musimy różne poważne sprawy tam omówić.

Na dziś to tyle, jadę reperować auto. Zaglądajcie na www.prawygornyrog.pl i słuchajcie pogadanki i dzwonach zrabowanych z kościołów.

  25 komentarzy do “Miałem pisać o czymś innym…”

  1. Otwocek zawsze był droższy.

  2. Pewnie przez obecność szpitala dla umysłowo chorych Żydów.

  3. Tam była także duża enklawa zdrowych osobników. DUŻA.

    Kiedyś byłam na wykładzie o architekturze letniskowych miejscowości podwarszawskich to Otwock i Milanówek był szczególnie omawiany jako ośrodki charakterystyczne architektonicznie. Milanówek to pałacyki, natomiast  Otwocek to drewniana architektura pozwalająca rozbudować domy w razie powiększenia rodziny, bo te rodziny lubiały i mieszkały wielopokoleniowo.

  4. No rzeczywiście, byłoby nieludzkie wymagać dziś od Autora gimnastykowania obolałej mózgownicy 🙂 Wiem, że prezentuję typowo polskie, bezlitosne podejście do nieszczęsnej ofiary zespołu dnia następnego, ale nie sposób szczerze odczuwać smutek w sytuacji, gdy to nie mnie dzisiaj łeb straszliwie napitala, ale kolegę 😀

    Pozdrawiam i życzę szybkiego wyrównania poziomu elektrolitów!

  5. Świdermajer i Andriolli

  6. Świdermajer i Andriolli

  7. – Rabi chłopie skąd ty właściwie jesteś

    – z Sodomy i Gomory

    – ale ojciec umiał pisać

  8. Miejscowości podwarszawskie przetrwały znacznie lepiej wojnę niż Warszawa….

    No i przed wojną, i po wojnie przez jakiś czas też, reprezentowały kawałek zdrowej architektury.

  9. Ważna wskazówka, gdzie osiąść.

  10. Dawno mnie tu nie było i nie jestem na bieżąco, stąd pierwszy raz dowiedziałam się o #prawygornyrog.pl Gratuluję pomysłu na nazwę i na logo!

  11. Zamieszczam zdjęcia z mojego niezwykłego przeżycia. Mają pewien związek z kielichem.

    W poniedziałkowe burzowe popołudnie dostrzegłem w centrum Warszawy jaśniejący kolorowy punkt w dużej odległości ode mnie. Zaintrygowany zacząłem się zbliżać robiąc co kilkadziesiąt metrów zdjęcia. Efekt przedstawiam na załączonych fotografiach. Przy każdej fotografii umieszczam też wycięty z niej powiększony fragment.

  12. Rzeczywiście niezwykłe

  13. …smażalnie nad stawem, która jest po prostu niesamowitym miejscem…

    Fakt, ilekroć chcę się poczuć jak w smażalni nad morzem – tam się wybieram 🙂

  14. …Zastanawiam się więc dlaczego działki budowlane są u nas tańsze, a tam droższe?…

    W Podkowie, Konstancinie czy w Komorowie chyba jednak są droższe niż na linii otwockiej…

  15. ktoś by wkleił piosenkę „truskawki w Milanówku” ja jako gamoń nie umiem, a ta piosenka jeszcze zahacza o Wołomin i reklamuje rzepę z Wołomina – byłaby to dobra  pointa atmosfery społecznej pod warszawskiego życia .

  16. promień słoneczny trafiał w ołtarz poprzez okna ?

    Niezwykłe .

  17. Dziękuję za te truskawki w Milanówku, jakoś tak wynika z piosenki , że chyba najtańsze działki mogą być w Wołominie, jakoś tak rym piosenki niesie, że  tamże dominująca uprawa warzywa – kalarepy, nie jest romantyczna i nie kojarzy się „na bogato” jak w Milanówku. Choć autorka wyraźnie  za tą tą kalarepą … nie tęskni.

  18. no i sama nazwa – kalarepa – jest wyzuta zupełnie z romantyzmu (Wołomin też – choć to nie jest linia otwocka)…☺☺☺

  19. Milanówek… phi. Kto by chciał mieszkać w miejscu gdzie „gestapo” jeździ po domach i sprawdza czym się pali w piecu.

  20. Kalarepa kalarepą, ale z Milanówka pochodziły kupony milanówka i komu to przeszkadzało.

  21. to co, jakaś oddolna inicjatywa ekologiczna dba o czystość powietrza w Milanówku, czy przed wyborami samorządowymi ktoś sobie robi imidż ekologiczny?

    Nie dajmy się ekologom, oraz specjalistom od RODO i inszym fanatykom itp.

  22. Te kupony jedwabiu z Milanówka to elegantkom  nie przeszkadzały, wprost przeciwnie zdobiły. bo w klasycznej sukience z szantugu (surówka jedwabna) to zawsze się wyglądało.

  23. W kościele przy klasztorze Dominikanów na Służewie także konstrukcja została architektonicznie tak zaplanowana, by przez okienko w sklepieniu o określonej godzinie wpadało słońce na krzyż czy tabernakulum. To wygląda bardzo szczególnie.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.