Maj 172020
 

Do misji i zaniechań prymasa Michała Radziejowskiego jeszcze wrócimy. Wczoraj pojawiła się tu kwestia związków węgiersko-rosyjskich w XVIII wieku i później. Kwestia istotna o tyle, że na ich kanwie budowane są zapewne współczesne związki pomiędzy tymi krajami. To nic, że podłoże tamtych, dawniejszych jest inne, chodzi o to, w jaki sposób polityka karmi się przeszłością, a także w jaki sposób wyznaczane są kierunki tej polityki i czy te historyczne mają jakieś znaczenie dzisiaj. Czy może są tylko jakimś malowniczym dodatkiem do współczesnych dążeń obydwu krajów.

Zacznijmy od kwestii najważniejszej, czyli do wyjaśnienia, sądzę, że ostatecznego, dlaczego August II, którego wielu publicystów uważa za legalnego króla Polski i Wielkiego Księcia Litwy, zrzekł się korony? To jasne, kraj był podzielony pomiędzy zwolenników Karola XII i cara Piotra, bo przecież nie pomiędzy zwolenników Augusta II, a Stanisława Leszczyńskiego. Wszędzie stacjonowali Szwedzi, którzy byli nie do pokonania w polu, a jeśli nie Szwedzi to wojska konfederackie opowiadające się za jednym z dwóch mocarstw. Ponadto armia szwedzka stacjonowała jeszcze w Saksonii i nie miała zamiaru opuścić elektoratu. To są wszystko ważkie powody, ale zrzekanie się korony, bez dokładnej wiedzy, co przyniesie przyszłość, to duża ekstrawagancja. Jan Kazimierz w czasie Potopu nie zrzekł się korony, uciekł na Śląsk, w kraje cesarskie, a abdykował dopiero, kiedy okazało się, że państwo jest zbankrutowane. Jego sytuacja była o wiele cięższa niż sytuacja Augusta II w roku 1706. Dlaczego więc on nie uciekł „w kraje cesarskie”, gdzie Szwed z pewnością by nie wkroczył, by byłoby to już za dużo nawet na człowieka takiego jak Karol XII. Otóż dlatego, że August II chciał zostać cesarzem. I to był główny motor jego działań. Polska zaś była jedynie tortem, który zamierzał dzielić z innymi, kupując sobie w ten sposób przychylność w swoich dążeniach. Teraz powtórzmy raz jeszcze – człowiek ten, który jako pierwszy w nowym stuleciu wysunął propozycję rozbioru państwa, jest uważany za legalnego władcę i był popierany przez Stolicę Apostolską.

Trzeba by zapytać jaki i kiedy, bo ja tego niestety nie wiem, doszło do rozdźwięku pomiędzy Rzymem a Wiedniem i w którym momencie polityka papieska wtoczyła się na stare, od XV wieku nie używane tory, prowadzące wprost do Paryża. To jest temat na inną pogadankę, ale tak się stało. Nas interesuje tylko to, że na początku XVIII wieku Rzym szuka jakiegoś polityka, który uwolni następców św. Piotra od wyborów pomiędzy królem Francji, a cesarzem Niemiec. Może to być tylko August, który taką propozycję otwarcie Rzymowi składa. Na ile jest ona realna to inna sprawa. Elektor saski, król Polski ma poparcie Stolicy Apostolskiej. Następca cesarskiego tronu, z dynastii Habsburgów – Karol, ugrzązł w Hiszpanii i mowy nie ma, by się stamtąd wydostał. Kwestie objęcia władzy w cesarstwie są otwarte, a nawet bardzo otwarte, skoro August zrzeka się korony polskiej i przekazuje ją komuś takiemu jak Leszczyński. I teraz kolejna ważna sprawa – człowiek ten, uważany przez większość publicystów za uzurpatora, zdrajcę i szwedzkiego pachołka, nie ma zamiaru dzielić kraju. Chce go utrzymać w całości. Podobne zamiary zdradza jego protektor król Szwecji Karol XII. Mimo to, ludzie ci są uważani za okupantów i zło, armia zaś szwedzka jest zwalczana w niektórych miejscach przez ludową partyzantkę. Tak to jest przedstawiane dzisiaj, choć ja sądzę, że ci rzekomi Kurpie strzelający w plecy rajtarom idącym na Moskwę, to nie żadni Kurpie, ale proto-partyzantka radziecka zainstalowana w tych lasach przez Piotra I.

Co to wszystko wspólnego z Węgrami? Bardzo wiele. Oto bowiem kiedy toczy się wojna o sukcesję hiszpańską, Karol Habsburg nie ma możliwości wykonania żadnego ruchu, na Węgrzech wybucha tak zwane powstanie, które jest w istocie bardzo regularną wojną. Jej efektem nie jest jednak sukces Węgrów ale demaskacja ich słabości. Działania wojenne, szczególnie w Siedmiogrodzie, ujawniają gospodarczą słabość kraju i całkowitą niemożność jego samodzielnego funkcjonowania. Rzecz nie do pomyślenia gdzie indziej – Ferenc Rakoczy, który miał zostać królem Węgier, podpisuje dekret, w myśl którego każdy uzbrojony żołnierz, będący zbiegiem z dóbr magnackich, może zostać przez swojego pana odebrany z armii i ukarany. W jednej chwili powoduje to, że wojska przyprowadzone do Siedmiogrodu znad Dunaju, wojska jak najbardziej węgierskie, stają się dla mieszkańców okupantami. Ludność zaś miejscowa nie chce walczyć. Problem jest głębszy – i o tym pisze Rakoczy w swoim pamiętniku – Węgrzy walczą wtedy jedynie kiedy wojna ma charakter nieregularnej ruchawki, w której wszystko wolno. Nadużycia są tolerowane, a nawet pochwalane, złodziejstwo jest powszechne, a pijaństwo i brutalność oficerów legendarne, ale bardzo przy tym malownicze. Każda próba zaprowadzenia porządku kończy się tym, co nazywamy upadkiem ducha armii. No, ale nie sposób prowadzić wojny przeciwko przeciwnikowi zamkniętemu w siedmiogrodzkich twierdzach, kiedy się ma do dyspozycji zdegenerowaną i rozwydrzoną hołotę. Samemu zaś – a tak było w przypadku pana Rakoczego – podlega się nieokiełznanym namiętnościom. Mam tu na myśli liczne przygody, żonę, która wydawała pieniądze na prawo i lewo, kochanki i różne przyjemności okazjonalne, jakich książę, zażywał w siedmiogrodzkich i górnowęgierskich zamkach. Z tych zaś na trzecim miejscu, co uważam, za ważne, po dziewczynach i winie, wymieniana jest kąpiel. Carowi, który nagle wezwał Rakoczego do Jarosławia, takie ekstrawagancje zapewne nie przychodziły do głowy.

Do Jarosławia, gdzie car Piotr zjawił się z zamiarem pomaszerowania do Mołdawii i generalnej rozprawy z Turkiem, przybył także były już król Polski August II Wettyn. Bynajmniej nie zmieszany sytuacją i wcale nie zmartwiony tym, że stracił koronę. Car rzecz jasna decydował o wszystkim, a przynajmniej tak mu się zdawało. Wojna z Turkiem była postanowiona i od niej zależało wszystko. I znów – jak kilkanaście lat wcześniej, kiedy Jan III Sobieski wykonał ten sam manewr, wszystko się posypało. Ciekawe czemu? Zanim jednak się posypało car wyraził chęć mianowania Rakoczego królem Polski. Czemu bynajmniej nie sprzeciwiał się August II, były już król, ani stolica apostolska. Rakoczy, choć kalwin, otaczał się duchownymi wszystkich wyznań i prowadził politykę bardzo, można by rzec, ekumeniczną. W Jarosławiu zdecydowano, że nie ma co czekać, trzeba maszerować na południe, bo okoliczności sprzyjają, a Turek z pewnością przegra. Doradzano carowi, by przyjął taktykę defensywną, ale on nie słuchał. Czym się to skończyło większość z nas pamięta, ale nie zaszkodzi przypomnieć. Armia, podobnie jak kiedyś armia Jana III, została wyłączona. Tak to chyba trzeba nazwać. Sobieski musiał się wycofać, a Piotr I, który wydawał się o wiele groźniejszy został po prostu otoczony, bez możliwości wyjścia, a Turcy mieli zamiar unicestwić jego armię i jego samego. Było to jednak złudzenie, którego natury nie rozumiemy. A z całą pewnością nie rozumiemy do końca. Była w tej Mołdawii jakaś niewidzialna i nieprzekraczalna granica, na której zatrzymywały się armie, a ich wodzowie popadali w tarapaty. Piotr jednak z tego jakoś wybrnął, albowiem jego pozycja negocjacyjna była o wiele silniejsza niż pozycja króla Jana. Otoczony przez Turków, Szwedów i Polaków służących w armii szwedzkiej, porozumiał się z wielkim wezyrem, który był ponoć Włochem i wynegocjował, za cenę ustępstw terytorialnych i dużych pieniędzy, życie dla siebie i resztek swojej armii. To był cud o wiele większy niż późniejszy cud domu brandenburskiego. Nikt go jednak w takich kategoriach nie omawia. W czasie tych turecko-rosyjskich negocjacji król Szwecji, któremu wydawało się, że też ma coś do powiedzenia, bardzo protestował, ale nic to nie dało. Turcy zagrozili mu deportacją i czym tam jeszcze…uwięzieniem chyba nawet i kazali siedzieć cicho. Car wrócił do Jarosławia z resztką armii, ponownie złożył Rakoczemu propozycję objęcia tronu w Polsce, wobec klęski imprezy węgierskiej, a następnie wybrał się, całą flotyllą statków, po Sanie i Wiśle, do Elbląga. Łał!!! Z Jarosławia do Elbląga! Sanem i Wisłą! Całą kawalkadą statków! Na te statki załadował oczywiście Rakoczego, kazał mu się przestać kąpać, porzucić żonę i kochanki i płynąć na północ. Rakoczy musiał się na to zgodzić. Teraz trzeba zapytać – a dlaczego nie do Gdańska? Pewnie dlatego, że w Elblągu była silnie umocniona placówka angielska. Owa zaś niewidzialna granica w Multanach, zaskakujące decyzje wezyrów, którzy przecież, jak cała Turcja, prowadzili politykę anty habsburską i profrancuską, lekceważenie króla Szwecji, który nie mógł w żaden sposób zagrozić nikomu poza Polską i Saksonią, a przez to był lekceważony, musiały w sposób nierozerwalny wiązać się z polityką Londynu na Bałkanach i w cesarstwie osmańskim.

Wróćmy jednak na chwilę do tego ekstrawaganckiego przedsięwzięcia – każdy kto choć raz łowił pstrągi, albo klenie w Sanie, czy choćby tylko przechodził przez tę rzekę w bród, doskonale zrozumie co to znaczy – wyprawa flotylli na północ, Sanem do jego ujścia.

Car nie dopłynął do Elbląga. Mydląc oczy Rakoczemu, zatrzymał się w Toruniu, wyprawił kilka uczt i pojechał – nikt nie rozumiał dlaczego – do miasta Karlsbad w Czechach. Ponoć po to, by zażyć tam leczniczych kąpieli. Aha, kąpieli… Car się nie kąpał i nie wiadomo kogo trzeba by było, żeby go do jakiejś wanny wepchnąć. Pewnie całego regimentu janczarów. Rakoczy został w Toruniu, a potem, w przebraniu francuskim, porzucając malowniczy strój węgierski udał się do Gdańska, skąd zamierzał jechać do Berlina, by tam kołatać o pomoc dla zaprzepaszczonej węgierskiej insurekcji. Dlaczego Rakoczy do Gdańska, a nie do Elbląga? Bo w Gdańsku był silny garnizon francuski, pod którego skrzydłami krył się też w chwilach kryzysu prymas Michał Radziejowski.

I teraz rzecz szalenie istotna, która umyka uwadze wszystkich. Od drugiej połowy panowania Jana III, zaznaczają się wyraźne kontrowersje jeśli idzie o obsadę stanowisk biskupich i opackich w Polsce, kontrowersje pomiędzy Rzymem a królem. To dziwne, albowiem król mianuje swoich ludzi, a Rzym ich nie kandydatur nie zatwierdza. Trwają negocjacje, które kończą się raz dobrze, a raz źle. Pisałem już o korowodach w związku z mianowaniem biskupem warmińskim Michała Radziejowskiego, ale to nie koniec. Takich historii było więcej i trudno przypuścić by nie miały one związku z bieżącą polityką. W przypadku króla Jana jest to polityka prohabsburska, której finałem wydawała się bitwa wiedeńska, ale w rzeczywistości była nią niefortunna wyprawa na Multany. Rzym, a sądzę, że do tego sprowadzają się owe personalne kontrowersje, prowadził politykę inną. I tak król wyznaczył biskupa warmińskiego, a potem prymasa i po negocjacjach Radziejowski tym prymasem został. Król wyznaczył też – wbrew kapitule – opata na św. Krzyżu. To jest istotne, bo opat na Świętym Krzyżu, w końcu XVII wieku i na początku wieku XVIII to jest dyrektor najważniejszego sektora przemysłowego w kraju – sektora przemysłu ciężkiego, metalurgicznego. I tym opatem został Aleksander Wyhowski późniejszy biskup łucki. Rzym się na to nie zgodził, bo kapituła wybrała kogoś innego, ale król utrzymał swoją decyzję w mocy. Ciekawe dlaczego? Biskup łucki Aleksander Wyhowski jest postacią ciekawą, także z tego powodu, że on właśnie rozpoczął starania o beatyfikację Andrzeja Boboli. Łał! Kurde, jakby powiedział, Adam Szustak, to lepsze niż gra w strzelankę! Król mianuje swojego człowieka dyrektorem zjednoczenia przedsiębiorstw metalurgicznych, ten zaś człowiek od razu podejmuje starania o beatyfikację męczennika, a kapituła i Stolica Apostolska protestują! Nie przeciwko beatyfikacji rzecz jasna, ale przeciwko nominacji. Zwolennikiem jak najszybszej beatyfikacji Andrzeja Boboli był także generał jezuitów Michał Anioł Tamburini. On został tym generałem akurat w tym samym roku, kiedy podpisano pokój altransztadzki. Jego zaś rządy to apogeum sporu z papieżem o misje w Chinach i apogeum gospodarczego sukcesu misji paragwajskich. I jeszcze jedno – Tamburini dogadał się z carem Piotrem, który pozwolił na prowadzenie działalności misyjnej w Rosji. To ciekawe, bo od tego momentu, ataki na jezuitów nie ustają. I tak aż do kasaty zakonu. Proces beatyfikacyjny Andrzeja Boboli zaś został przerwany, jak wiemy. Rozpoczęto go na nowo już w wieku XIX.

Jaka z tego wszystkiego płynie nauka? No taka, przede wszystkim, że armia, nawet tak malownicza jak armia węgierska w czasie wojny Rakoczego, nie zawsze bywa oznaką siły narodu. Może być czymś innym zgoła – demonstracją słabości. Czasem taką oznaką bywają z pozoru fatalne i niezgodne z polityką Rzymu decyzje króla. Papież zaś nie zawsze ma rację, szczególnie jeśli idzie o politykę. On bowiem najbardziej jest narażony na demaskacje deficytów politycznych i najłatwiej ulega – szczególnie w trudnych sytuacjach – takim oszustom jak August II. Armia zaś, nawet największa i najwaleczniejsza, najlepiej wyszkolona i dobrze wyposażona, może zatrzymać się w miejscu, w którym nie widać nic szczególnego, żadnej bariery i tam zgnić jak trup zastrzelonego psa. I to się zdarzało wielokrotnie, a pewnie będzie się jeszcze zdarzać. Na dziś to tyle. Bardzo mnie ten tekst zmęczył.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/miedzy-altransztadem-a-poltawa-stolica-apostolska-wobec-obsady-tronu-polskiego-w-latach-1706-1709/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/dekret-kasacyjny-roku-1819/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/sledztwo-w-sprawie-sw-andrzeja-boboli/

  17 komentarzy do “Między Altransztadem a Połtawą (2) Węgry i Rosja”

  1. Bardzo mnie ten tekst zmęczył – mnie też ☺

  2. Nie zawsze Henry dobrze się wstrzelisz z żartem

  3. charakterystyczna cecha Henry`ego, to właśnie to spłycanie problemów opisanych przez Coryllusa, chyba Henry jest bardzo młodym człowiekiem, stąd wszystko jest dla niego lekkie łatwe i przyjemne.

  4. Jeszcze wracając do Jerzego Rakoczego, ta tatarska pułapka zastawiona w Karpatach  na węgierskie wojska, kiedy wracały z ziem Rzeczypospolitej, przecież też ktoś podpowiedział, że Rakoczy jest na odstrzał i możecie na nim zarobić. Tatarzy wzięli tyle szlachty węgierskiej do niewoli, że Rakoczy potem odmówił finansowania wykupu, bo go nie było stać. Rodziny z własnych  środków wykupywały krewnych z niewoli.

    No to była jakaś taka manipulacja z księciem Jerzym Rakoczym, że jak się uda, to jesteś królem, a jeśli się nie uda, to (my manipulatorzy) i tak musimy mieć dochód (via wykup z niewoli), ale tego to już Rakoczy nie wiedział.

  5. Ja nie pisuję tu po to aby cię dopieszczać, od tego jest ciotka @nebraska, tylko po to by cię motywować. Czasami udaje się lepiej, czasami gorzej ☺

  6. Nie rencista tylko rentier zazdrośniku ☺

  7. no i zapomniałam jeszcze lennikowi Rakoczemu za karę, że nie uzgodnił wycieczki do Rzeczypospolitej,  a powinien, podniesiono wysokość trybutu. Same straty.

    Jak to się w PRL – u mówiło, kiedy się wracało z niczym: „miał być błysk a wyszedł Kopeć”.

    Ten „Kopeć” to było nawiązanie do nazwiska ministra, który na jakimś etapie PRL,  miał zapewniać rozwój kraju i czuwać nad postępem. Na tej bazie (nazwisko)powstało takie potoczne jednak adekwatne określenie.

  8. henry… wiesz co ?
    Bo może już wiesz ?
    Jeśli jednak (mimo licznych delikatnych sugestii) nie wiesz,
    to konkretnie uściślę:  WYPIERDALAJ

  9. Nie słyszałem tego żartu, zapamiętam

  10. Daj spokój Heńkowi…nie sobie pisze

  11. Piłeś, nie pisz ☺

  12. Dobrze kombinujesz ale emerytura to nie jest relacja przechodnia; niestety ☺

  13. Szanowny Coryllusie, budzi moje zdumienie jak można sprofanować taki wspaniały tekst, bo uszczypliwości Henry`ego prezentują się jako objaw nie zrozumienia opisanego przez Pana problemu.

    Ja nie jestem historykiem i trudno mi bez lektury książek z Pańskiego wydawnictwa zabrać glos w sprawie, zaraz doczytam do końca książkę Bp Kopca i …może coś tu dopiszę  choć zdaję sobie sprawę, że nie będzie to odkrywcze.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.