Sty 052018
 

Rozładowywałem wczoraj nakład nowego nawigatora. Musiałbym go rozładowywać sam, ale na szczęście Jarek przyjechał mi pomóc. Prócz nawigatora przyjechały tu także dwie palety baśni socjalistycznej, które do wczoraj, ze względu na zapełnienie magazynu stały jeszcze w drukarni. Dzięki uprzejmości prezesa mogłem się przez pół roku nie martwić tym, gdzie je położyć. Nie padało. Przyjeżdżają tu różni kierowcy z tymi książkami, ale najgorszy jest pan Mirek. On ma w rzeczywistości inaczej na imię, ale niech dla nas zostanie panem Mirkiem. Nie będę próbował nawet zgadywać co mu jest, opiszę tylko stan faktyczny. Muszę to zrobić, bo inaczej, za jego kolejnym pobytem tutaj chwycę deskę i walnę go nią w ten pusty łeb. Przed przywiezieniem nakładu musiałem jeszcze pojechać do Niepokalanowa. Z panem Mirkiem zaś jest tak, że nie ma w zasadzie możliwości, żeby się z nim wiążąco umówić. Mam bardzo złe doświadczenia jeśli o to idzie i kiedy wiem, że on wiezie książki cały jestem w strachu. Kiedyś przywiózł mi nakład II tomu Woyniłłowicza. Szła akurat burza, porządna wiosenna burza z piorunami. On zaś nigdy nie wjeżdża na podwórko, może to zrobić, bo inni kierowcy wjeżdżają, nawet dużym samochodem, ale on nie. Mówi zawsze – o panie, a jak o coś zaczepię i plandegę zniszczę? Bo zamiast plandeka mówi pladega. Stoi więc na ulicy i wywozi mi te palety na podjazd. Tam je zostawia i ucieka. Zawsze przy tym coś opowiada. Przywiózł tego Woyniłłowicza i od razu zaczął gadać. Zwróciłem mu uwagę, że idzie burza. Popatrzył w niebo i rzekł – no tak. A musicie wiedzieć, że jest to jedyny kierowca, który widząc moją nędzę nie pomyśli o tym, żeby mi pomóc przy rozładunku. Wszyscy inni, choć za to nie płacę, zawsze mi pomagają. On nie, wychodzi z założenia, że jego los jest tak ciężki, że nie może go jeszcze dodatkowo dociążać jakimiś świadczeniami na rzecz innych. Burza jest coraz bliżej a na pace trzy palety. Trzeba podstawić wózek, wyciągnąć każdą na platformę, opuścić platformę, ściągnąć paletę i to samo z każdą kolejną. Kiedy ostatnia paleta znalazła się na platformie spadły pierwsze krople deszczu. Pan Mirek wyraźnie przyspieszył, bo to nie jest tak, że on ma tyle przyrodzonych dysfunkcji, że nie może się sprężyć. Może, ale uważa, że nie jest to konieczne. Kiedy paleta była już na podjeździe rozpadało się na dobre. Pan Mirek spojrzał w niebo i rzekł – o panie, teraz to pan musisz coś zrobić, bo będzie lać na całego. Ja lecę. Do widzenia. I pojechał. Ja zaś w deszczu przykryłem mój nakład kawałkami folii i poszedłem do domu modlić się, żeby papier nie przemókł. Jakoś na szczęście nie przemókł, bo książki są pakowane w kilka warstw papieru. Wczoraj dostałem z drukarni dwa telefony do niego. Zadzwoniłem z rana, żeby się jakoś umówić na konkretną godzinę i mieć czas na dojechanie do Niepokalanowa. Zadzwoniłem pod pierwszy numer. Niby coś ustaliliśmy, ale mając w pamięci wcześniejsze doświadczenia, nie byłem wcale pewien tych ustaleń. Kiedy byłem już z powrotem w domu pan Mirek zadzwonił i rzekł – Jadę do pana, ale wie pan co, nie może pan do mnie dzwonić na ten numer, bo to jest mój prywatny telefon i ja go mam w pracy dziś tylko przypadkiem. Mam drugi, służbowy numer i na ten powinien pan dzwonić. Ponieważ zależało mi, żeby ten nakład jednak dojechał zgodziłem się pokornie z panem Mirkiem. Kiedy w końcu podjechał, ja otworzyłem bagażnik mojego dużego samochodu i podjechałem nim pod bramę, bo on nie wjeżdża na podwórko. On na to – nie może pan tu stać. Dlaczego – pytam. – Bo nie zmieszczą się palety na podjeździe, musi pan odjechać, a jak ja wywiozę palety to wtedy sobie pan podjedzie. Zbaraniałem. System bowiem pracy z panem Mirkiem jest taki, że on staje przed bramą, wyładowuje palety, a ja potem ładuję paczki do swojego samochodu i podwożę je te kilkanaście metrów do garażu. Zacisnąłem zęby i odjechałem kawałek, choć miałem szczery zamiar przyładować panu Mirkowi deską. – A jeszcze mi to pan podpisze – powiedział i wręczył mi list przewozowy. Podpisałem. – A gdzie pieczątka? Pan Mirek jest jedynym kierowcą, który dopomina się o pieczątkę. Poszedłem do domu po tę cholerną pieczątkę. Kiedy wróciłem pan Mirek rzekł – a ma pan jakieś palety na wymianę? On jest jedynym kierowcą, który domaga się wymiany palet. Reszta jest szczęśliwa, kiedy zabieram od nich te palety. Pokazałem mu stos palet leżący na podwórku. Obejrzał każdą z osobna. – E, pogniłe jakieś – powiedział i poszedł do samochodu. Jarek patrzył na to wszystko i uśmiechał się tylko. Potem zaś powtórzył mi to, co powiedział już kiedyś wcześniej – jesteś bardzo złym szefem. To prawda jestem złym szefem. Nawet bardzo złym, właśnie mam za sobą rozmowę z działem wysyłek. Nie rozstrzygniętą niestety. Pewnie skończy się na szukaniu nowego pracownika. Jarek twierdzi bowiem, że jestem za miękki. Ludzie to wiedzą i usiłują mnie naciągać na różne rzeczy. Ja zaś, mając nadzieję, że poprzez ustępstwa uzyskam święty spokój i możliwość wykonywania czynności, do których mnie Bóg przeznaczył, staram się być miły i stworzyć dobrą oraz przyjacielską atmosferę. To się w końcu zawsze spotyka z agresją, w najlepszym razie z niezrozumieniem. No, ale ja niestety nie potrafię inaczej. Dzwoni tu ostatnio wiele osób, składają mi gratulację i winszują dobrej roboty. Nikt nie widzi zaplecza. Każdy widzi tylko sukces i książki, które są kolportowane pokątnie co prawda, ale w dużych ilościach. Ja się oczywiście cieszę i dziękuję za wszystkie dobre słowa. Muszę jednak dzisiaj rzec jedno, proszę Państwa, mam bardzo ograniczone możliwości. Wysiłek, który podjąłem i okoliczności z nim związane kosztują mnie coraz więcej. Nie mogę więc spokojnie znosić ponagleń, ani różnych oczekiwań. Nie jestem pisarzem z telenoweli. Nie czekają na mnie spotkania z wydawcami i omawianie kolejnych projektów przy lampce wina. Muszę sam rozładować nakład, użerać się z głupim Mirkiem i z próbującą zrobić ze mnie durnia panią od wysyłek. To nie dodaje mi ani splendoru ani chwały, ale to się nie zmieni. Jeśli więc ktoś spodziewa się, że poprzez udział w przedsięwzięciu, które prowadzę spotka go coś niezwykłego, może się srodze zawieść. Tu nie ma nic niezwykłego, a na co dzień rzecz wygląda tak, że łażę w przekrzywionej czapce, w gumowcach, po zabłoconym podwórku i noszę książki z magazynu. Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy rozumieją moją sytuację. Ona się nie zmieni. Mówię to z dużą dozą pewności. Nikt na to nie pozwoli. Chciałbym także jeszcze przypomnieć, że nasza przygoda trwa już dziewiąty rok, a tak naprawdę ja, jako autor ciągle jestem niezauważany. Godzę się z tym, bo wiem, że nie mam innego wyjścia, ale moja milcząca zgoda na ten stan tylko rozzuchwala ludzi, którzy chcieliby się kawałek przewieźć na moim garbie. Nie wiem jednak co z tym zrobić. Wiem, że siła tego bloga i siła platformy Szkoła nawigatorów rośnie, ale jakie to ma znaczenie w okolicznościach, w których nie jesteśmy dopuszczani do głosu w debacie publicznej? Jeśli złożymy to wszystko do kupy, sytuacja wygląda niewesoło. Opiszmy ten stan tak, jak on na to zasługuje – każda, najgorsza łachudra zostanie w przestrzeni publicznej powitana oklaskami, a my możemy liczyć na to jedynie, że jeden z drugim publicysta-celebryta zajrzy tutaj i okradnie nas z pomysłów. To wszystko. Jeśli więc, powtórzę, ktoś spodziewa się wielkiego sukcesu i jakichś splendorów związanych z moją działalnością, może się rozczarować. Powtórzę – to już dziewiąty rok, a ja ciągle wyglądam tak samo, robię to samo, tylko pracy mam więcej, bo każdy, od pana Mirka począwszy, poprzez panią od wysyłek, na prawicowych publicystach kończąc, uważa, że może u mnie znaleźć coś ciekawego i fajnego dla siebie. Pan Mirek kiedy był u mnie pierwszy raz, rozejrzał się po podwórku i ni z tego ni z owego zapytał – a może masz pan motocykl do sprzedania? Pokręciłem głową – nie mam i nigdy nie miałem. – Szkoda – pokręcił głową – ale jakby pan miał, to ja chętnie kupię. No więc chciałbym z całą mocą podkreślić, że nie sprzedajemy tu motocykli, nie mamy palet na wymianę, a za paliwo płacimy pracownikom tyle ile ono jest rzeczywiście warte. Ja wiem, że to jest karykatura stanowczości i że dupa ze mnie nie menago, ale wiem też, że to ja ciągnę to wszystko już dziewięć lat. Ja, nikt inny…

W tym momencie kończę z codzienną porcją poezji przeznaczonej dla Was mili czytelnicy i zabieram się za prozę. Wczoraj cały dzień sprawdzaliśmy stany magazynowe czyli robiliśmy remanent. Głębokość czarnej dziury, w której się znaleźliśmy, okazała się większa niż zakładałem. Nie chcę nazywać tego katastrofą, dlatego od razu przystąpię do szczegółowego opisu środków zaradczych, które uchronią mnie za rok od płacenia po raz piąty podatku za książki zalegające magazyn. Stare książki Toyaha wyjadą do Toyaha i on zrobi z nimi co zechce. Ja nie mogę ich dłużej trzymać. Nakłady z lat 2013-2014 zostaną dziś jeszcze drastycznie przecenione. Będziemy je po niskich cenach sprzedawać także księgarniom. Bez rabatu, bo ceny będą naprawdę niskie. Okazało się, że gdzieś w zakamarkach znalazło się jeszcze trochę nawigatorów nr 5. Nic więcej nie mogę wymyślić, poza oczywiście modlitwą o powodzenie wszystkich naszych przedsięwzięć, o co także i Was proszę.

  70 komentarzy do “Mowa trawa czyli chiński lud za zamkniętym lufcikiem”

  1. Mur zamilczania może przebić tylko skandal. Najlepiej obyczajowy, inne się nie przebiją w obecnych okolicznościach przyrody. Rozumiem, że oskarżenie „naszych”, jednego czy kilku, o gwałty na nieletnich chłopcach lub dziewczynkach nie wchodzą w grę z przyczyn zasadniczych, leżących po twojej stronie. Moja wyobraźnia jest zbyt skąpa. Ponadto, trudno coś sugerować nie znając detali. Może rozpisać mały konkursik na skandal?

  2. Skandal już dawno przestał być narzędziem sprzedażowym. To jest narzędzie służące do makijażu

  3. Pan Mirek to z podobnego gatunku jak pewien taksowkarz kiedys w Krakowie czyli ani gestu dalej poza scisly swoj obowiazek. Obladowana bagazami i dzieckiem sama wpakowywalam bagaze do srodka, bo pan taksowkarz tylek mial przytwierdzony za kierownica, nie ruszyl sie. Dla mnie to rzeczy niepojete, odzwyczailam sie chyba..

  4. TRUDNO! Zaryzykuję i coś spróbuję doradzić Ci, Coryllusie, choć wiem czym grozisz wszystkim „wujkom dobra rada”. Skoro masz życzliwego właściciela drukarni to sprawdź u niego, bo za transport płacisz w tej czy innej formie, co obejmuje dostawa. Bo jeśli jest ona, a wygląda, że jest (bo jest rozładunek dostawcy), loco magazyn odbiorcy to mówi się panu Mirkowi – tam jest magazyn i masz pan na rozładunek godzinę. Wszystkie formy dostaw/transportu są skodyfikowane i ujęte w precyzyjne definicje (Incoterms i inne) i mają swoje konsekwencje biznesowe. Tak prywatnie, sądzę, że nie obejdziesz się bez rządcy.

  5. Pan Mirek zachowuje się jak wielu czarnoskórych po 40-stce, spowolniali, nadgorliwi jeśli idzie o przepisy włączając w to przepisy BHP i niezbyt pomocni. Wiecznie dużo zastrzeżeń zanim się za coś zabiorą. Nie wiem skąd oni to mają, ale irytujące dla białego człowieka.

  6. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że kilka razy spuścił Pan ze mnie powietrze tą dezynwolturą, którą traktował Pan wielu ludzi. Zwykle przez parę tygodni nie mogłam się z tego podnieść i coś zamówić. Myślę, że to skutki jak był Pan  brutalnie traktowany w poprzednich pracach, gdy palił Pan papierosy, a inni tam palili jeszcze więcej. Choćby miał Pan rację, to nasza polska kultura taką narrację traktuje niestrawnie, a nawet odbija się czkawką, albo wręcz wprowadza w stan stuporu. Zawęża Pan zwój target do ludzi przewybitnie inteligentnych, a przecież trza dotrzeć pod strzechy. Tak jak Pan w dawnej pracy nauczył się wiele dobrego, wręcz wytrenował się w ciężkiej harówie tak, niektórzy  ludzie wchodzący na ścieżkę prowadzącą do Pana muszą potrenować na Korwinie, Krajskim, Ks Guzie, O Posackim, Karoniu no i oczywiście Koseckim itp. Wielu ludzi tym osobom dużo na początek zawdzięcza. Oczywiście Pana spostrzeżeń nie kwestionuję, ale piszę o moim organizmie i reakcjach wprost fizjologicznych na taką narrację. Bardzo dobrze mój organizm natomiast reaguje na sposób odniesienia się do Boga, czy też raz do Maryi i myślę, że Bóg to też uwielbia. Podziwiam jak to Pan robi nie mając treningu i czasu na trening. Ma Pan Łaskę.

    Po 10-tym  złożę zamówienie. Pozdrawiam

  7. Gospodarzu,

    Miło było Cię wczoraj zobaczyć, aczkolwiek wyglądasz lichuteńko, Dzieci jak wieczorem im opowiedziałem o Bożym zrządzeniu (bo i miejsce nieprzypadkowe) z uznaniem stwierdziły „ten pisarz, którego znają”. Powiem Ci jedno, w nawiązaniu do naszej wczorajszej rozmowy: Ci którzy aktualnie udają nasze władze,  szczególnie te tajne/poufne doskonale znają Twoją twórczość i szczerze, wręcz emocjonalnie jej nie znoszą, wiem z autopsji, czyli jakiś sukces masz:)

    pozdrawiam,

    Ponieważ jesteśmy prawie sąsiadami, to jak potrzebujesz fizycznej pomocy w okolicy (nieodpłatnie) to służę, mam dużo wolnego czasu.

  8. Przywożą nam z jednej firmy butle z gazem różni kierowcy i standard w umowie jest, że butla ląduje na rampie. Czasami jak nie ma chłopa w firmie to na prośbę pań potrafi taki kierowca pustą butlę zabrać z pomieszczenia i odwieźć pełną. Ponieważ Gospodarzu nie jesteś efemeryczną dziewczyną to uratować może Cię jedynie odpowiednio sformułowana umowa.

  9. „Pan Mirek kiedy byl u mnie pierwszy raz, rozgladnal sie dookola i zapytal…” – tak zachowuja sie chamy wobec ludzi u ktorych nie jebie ich po oczach kasa. dla nich to sygnal, ze moga sie rozkraczyc. rowniez w otworze gebowym (co juz jest naprawde nie do przyjecia.)

    brak kasiory i kultura osobista – czyli ma Pan przerabane.

    Jutro zaczynam Soboty Fatimskie – bede pamietac o Panskim Przedsiewzieciu.

    +

  10. Opiszę taką sytuację, jaką we własnym życiu, jeszcze w Polsce przeżyłem.

    Był początek tzw. transformacji ustrojowej, czyli rok bodaj 1990, a ja od paru lat w Krakowie pracowałem w sklepie kolegów ze studiów, sklep i komis motoryzacyjny – kto zna tamte czasy wie, jak złoty to był interes, zwłaszcza, jak miało się dostęp do producenta tych części, a koledzy mieli – sklep byl oczywiscie państwowy ale koledzy mogli już sami zaopatrywać się w towar, zarówno u producentów panstwowych, jak i prywatnych. Oficjalnie zarabiałem grosze, a ile naprawde … ☺ Jak to w spółkach, po paru latach tego eldorado koledzy się rozeszli, a ich wspólny interes przejął ktoś inny. A ja wykorzystując znajomości z producentami prywatnymi, założyłem własny interes, sprzedaż hurtowa, z dostawa bezpośrednia do sklepów. Kiedys juz zreszta o tym pisalem. I naprawdę trafiłem w punkt. Stworzyłem sieć sprzedaży dość rozległą. Ale w pewnym momencie ta sieć zaczęła mnie “zżerać”. Prosze pamietac, ze w tamtym czasie nie było komórek, ja mieszkalem w wynajmowanym pokoju w willi przyjaciół, bez telefonu, a magazyn miałem w garażu ich domu, na początku (dość szybko jednak wynająłem magazyn na zewnątrz). Ale też za niedługi czas okazało się, że nie dam rady, sam nie dam rady. Za transport służył mi Fiat126p z przyczepa towarowa, potem Fiat125p i zmodernizowana ta przyczepa. Ale doba miała tylko 24h, moja sieć sprzedaży ponad 120 punktów. W interes trzeba bylo zainwestowac, czyli van i co najmniej jeden kierowca. I to było do zrobienia. Nie wszedłem w to. Z roznych wzgledow. Do dzisiaj mnie to męczy. Bo może jednak nie dałbym rady wielkim hurtowniom za jakiś czas, które zaczęły przejmować rynek ale doświadczenie, jakie bym zdobył, to byłoby moje. I kto wie, może do dzisiaj byłbym w Polsce.

  11. witam,

    czy wysłał Pan zamówienie 15750? poprawny nr domu to 47 a zamiast 45.

    pozdrawiam

  12. szybko dostosowałam się

    marynarski język

    u kobiety

    szokował

    i działało

  13. =Baśń socjalistyczna= pokazuje

    jak doszło do dzisiejszej sytuacji

    otrzeźwiająca lektura

  14. @E z Krakowa

    Mógłbym to samo napisać, co Pani. Jedna siła, jakaś dziwna, magiczna mnie przyciąga.

    A druga, o której pisze Pani w pierwszym zdaniu, mnie odpycha. Pozdrawiam Panią i Autora

  15. Wysłałem. W ogóle nie słucham takich uwag. Nie mam możliwości ich korygowania przy tej ilości zamówień.

  16. rozumiem, wczoraj pisał Pan o tym. Kiedy poszło?

  17. ” Oignez vilain, il vous poindra,

    Poignez vilain, il vous oindra”

    (fr.XVI s. , za Hipolitem Korwin-Milewskim   z ” Siedemdziesiąt lat wspomnień”, co znaczy: pogładź chama, on cię szturchnie, szturchnij chama, on cię pogładzi)

  18. Ogarnij się chłopie. Takie sprawy to mailowo sobie załatwiaj. Nie zaśmiecaj forum

  19. Mnie przyciaga niezaleznosc, uczciwosc, wiedza i pieknie wydane ksiazki. Reszta (w tym dolujace gadki komentatorow) to drobiazgi, na ktore umiem juz przymknac oko, udawac, ze nie widze.

  20. 🙂

  21. czekam aż cię coryllus wygruzi

  22. jak osiągnąłbyś pierwszy milion zl przychodu, kupił dom, .., rozszerzył obszar działania, … to pewnego pięknego dnia spotkałbyś na swej drodze ludzi, którzy te Twoje co miesięczne dane analizowali i wyczekiwali momentu do zapoznania się i mogloby się okazać że to co robisz nie jest zgodne z prawem [precyzując z jego lokalna interpretacją] a konsekwencją jest np. decyzja o wymiarze zaległych podatków (np. 10 mln zł) no i wyprodukowane dokumenty urzędowe, że się z tym zgadzasz i na poczet … itd., itd. – nie żałuj niczego i nie myśl, ze czekała Cię świetlana przyszłość [obejrzyj sobie Układ zamknięty, poczytaj teksty u Niepokonanych2012 i podziękuj Bogu, że jesteś ochroniony od konfrontacji z patologią no i za to że żyjesz]

  23. układ zamknięty to kolejna mądrość etapu – porównaj to z oceną „misia” Brauna (nikt nie opisał lepiej zmian mądrości etapu niż Łysiak np. w „lepszym”). „pozytywny bohater” oczywiście gudłaj, jego wróg oczywiście komuch-antysemita czyli przekaz fałszywy, na który w 1968 Polacy nie dali się nabrać. ktoś głupi albo z zagranicy pomyślałby po obejrzeniu tego shitu, że w Polsce źli Polacy gnębią tych biznesmenów, którzy są gudłajami.

  24. Wszystko się zgadza.:-)  Książek Coryllusa nie miałem w ręku. Pozdrawiam

  25. Zarządzanie zasobami ludzkimi, to się chyba tak nazywa w mordorach.. Coryllusie ,a co mają powiedzieć osoby które pracują w tzw. usługach.. To jest dopiero Sajgon.. Klienci.. ..  Mam znajomych lekarzy jednego pediatrę a drugi jest okulistą.. Jeden mówi ,że dzieci to pasożyty, a drugi mówi ,że nienawidzi starych ludzi.. Oczywiście, wypowiadając się puszczają oko.. Ale ja sądzę, że to jest ich prawdziwa opinia …

  26. bo III judeorp się miała opierać na urzędasach, usługach i emerytach, po to praktycznie do końca zaorano przemysł i powiązane z nim szkolnictwo.

  27. Odnośnie do wczorajszego pytania. Czytałem @. Zgadzam się co do SN.

  28. Jak się ludziom 20 lat wmawia, że im się należy to zaczynają wierzyć.

  29. istota tkwi w zdiagnozowanych mechanizmach; problemy selekcji ofiar oraz relacje ideologiczne [w tym lokalne], niuanse wykonań, etc to całkiem duży obszar wiedzy wraz z biblioteką casusów [„co prawda go nie było ale mógłby być zatem zasadne jest merytorycznie uzasadnienie decyzji/wyroku/..”]

  30. film raczej pokazuje ile nadal jest fałszowane.

  31. a dialogi, które podałem na yt?

  32. Czy możecie skończyć z trollingiem?

  33. r judeorp niszczy ludzi nie dlatego, że jest postczerwona, czy ofiary są gudłajami, tylko dlatego, że sama jest gudłajska, a rozkazy lecą iz zapada. Jak w „argonautach”: dobrowolni zesłańcy pracują przy wydobyciu złota na Czukotce, panuje wśród nich kult bycia niewolnikiem. Pod koniec okazuje się że jeden z wierchuszki ma krewnego, który ma w UK fabrykę tekstyliów.

  34. Problem polega na tym, że mentalność socjalistyczna jest nam montowana od prawie 100 lat..  A KK jest notorycznie niszczony.. Bycie przedsiębiorcą w Polsce to jest katorga.. Wieczne zmagania z bandą urzedasów oraz z mentalnością ludzką.. W Polsce w ogóle nie mówi się o tradycjach prowadzenia przedsiębiorstw.. Polską od dekad rządzą etatysci , którzy nie mają zielonego pojęcia o zarządzaniu..  Banda pasożytów od przekładania papierków.. Dla mnie kazdy urzędasy to wróg number on.. Żeby działać w Polsce trzeba mieć betonową psychikę i kondycję słonia.. Najgorsze jest to ,że w tym temacie nic się nie zmienia.. Jak Coryllus przy swoje wrażliwości nie zwarjuje to będzie cud..

  35. To, że jest Pan jako autor przemilczany i konsekwentnie od tych 9 lat przemilczany jest tak cholernie frustrujące i rozsadzające wręcz od środka z tej bezsilności mnie jako zwykłego czytelnika, sympatyka i po prostu człowieka, który widzi jak dużo prawdy Pan napisał i dużo dobrego dla stanu umysłu rodaków Pan zrobił – i co niemniej ważne, jak dobrze Pan pisze!  – że w ogóle nie wyobrażam sobie, jak trudne musi to być dla Pana i rodziny. Tak samo jest zresztą z p. Krzysztofem. A jak sobie jeszcze dodamy do tego właśnie fakt, że nie jest to telenowela i żeby cokolwiek mieć zrobione, trzeba się po prostu nazapieprzać, to już w ogóle brak słów. Człowiek ma ochotę wziąć granat albo bazookę i rozpieprzyć ten cały zabetonowany świat. Żeby jednak nie było tylko do płaczu – na szczęście tam potem jest pewna nagroda dla tych, którzy zasłużą.

    Mam jeszcze apel do wszystkich, którzy ostatnio kupili w promocji i pytają kiedy będzie/czy już wysłane. Przeczytajcie Państwo jeszcze raz wczorajszą i dzisiejszą notkę i po prostu spokojnie poczekajcie. Tydzień, może ciut więcej, na pewno wszystko dostaniecie. Tu nikt was nie oszuka. A jak wam ciężko, to wyobraźcie sobie tego jednego człowieka w gumowcach, który biega z waszymi książkami po zabłoconym podwórku i wszystko robi sam. Powinno pomóc.

  36. To nie jest kwestia mentalności socjalistycznej, tylko międzyplemienna wrogość. Skoro udaję się po coś do przedstawiciela innego plemienia to „płacę i wymagam” żadne zasady moralne wobec obcych klanów nie obowiązują.

  37. Podpisuję się pod sensem Pani wypowiedzi wszystkimi rękami i nogami! To samo próbuję tu powiedzieć nie raz, tyle że – to NIE jest zarzut do Gospodarza – tylko raczej do komentatorów. Gospodarz musi pisać to co pisze, on ciągnie od początku cały ten blog i resztę, która z niego powstała. Nie może się rozdrabniać. I to co pisze nie jest wcale skierowane wg mnie do super inteligentnych, tylko raczej do wyrobionych/uświadomionych, mocno stąpających po ziemi, słowem dojrzałych (w różnym tego słowa znaczeniu).

    Natomiast komentatorzy, my uczestnicy tego środowiska powinniśmy lepiej pamiętać, jak wół cielęciem był. Bo praktycznie każdy przeszedł długą drogę i mało kto urodził się od razu w rodzinie super mądrej i odartej ze złudzeń oraz nie ogłupionej przez ostatnie 150 lat propagandy. I mało kto miał bazę stworzoną mu przez rodziców, która od razu pozwoliła rozumieć teksty Coryllusa. Większość z nas to gołodupce z pochodzenia i stanu umysłowego, którzy jeszcze x lat temu nie mieli pojęcia o znaczeniu własności a cieszyli się na możliwość brania kredytów i dzięki temu zaspokojenia nowych potrzeb.

    I tu uwaga – Autor też ewoluuje, uczy się, odkrywa nowe rzeczy. I całe szczęście, inaczej stałby w miejscu, co byłoby złe. W efekcie jego wpisy sprzed 4-6 lat są statystycznie łatwiejsze dla kogoś nowego niż to co pisze dzisiaj. Dlatego ja na przykład, który znalazłem ten blog 2 lata temu – przeczytałem już wiele starszych tekstów. Co każdemu polecam.

    Reasumując, ja dlatego broniłem w dyskusjach Karonia, zawsze piszę pozytywnie o Grzegorzu Braunie, Michalkiewiczu, itd. Gadowskiego też kiedyś czytałem i oglądałem. Podobnie Sumlińskiego, Cejrowskiego, TV Republika i wiele innych. Bo – cokolwiek ostatecznie sobą reprezentują – wszyscy oni byli dla mnie drogą od przeciętnej (czyli kompletnej prawie) ignorancji do tego miejsca tutaj. I dzięki temu, że przeszedłem tą drogę, mogłem tu nie tylko dotrzeć, ale – co ważniejsze – zostać. I myślę, że tak samo było z wieloma innymi osobami.

  38. Pełna zgoda.. Nie będę pisał co inni powinni robić ,aby ułatwić życie Coryllusowi.. Gdyby to ode mnie zależał .. Gdybym dysponował odpowiednimi finansami.. To bym inwestował i jeszcze raz inwestował w Coryllusa.. I to na jego zasadach, łącznie z tym ,że żarcie bym mu dowził do domu .. Tylko pilnowałbym, żeby pisał i miał czas na czytanie.. A wracając do rzeczywistości, osobiście nie zawracam mu głowy wysyłkami, tylko kupuje książki w Foto Mag.. I nie pytam się o cenę.. Biorę i wiem ,co kupuje.. Bo Coryllus to już jest ,jak to się mówi , solidna Marka..  Tu ściemy nie ma..

  39. to prawda

  40. Podpisuję się pod tym komentarzem. Poza tym, umówmy się, krzyż musi stać się słodki by zwyciężyć. Pozdrawiam Gospodarza i codziennie polecam go w modlitwie.

  41. Tak, to jest definicyjne prostactwo, brakuje jeszcze żeby tzw Mirek ,  pełne  popielniczki ze swojego dostawczaka wysypywał Coryllusowi na posesji. Prostak jest Mirek i tyle.

    Tyle tylko jest naszej wygranej, że się takich do domu nie wpuszcza, no ale się często od nich zależy.

    Te warunki dostaw trzeba sprawdzić.

  42. Dobrze powiedziane.

  43. No to nie  wiedziałem ,że  pan jeszcze  robi u siebie  za  magazyniera  . No tak te warunki umowy trzeba egzekwować a  jak kierowcy czy firmy nie  chcą ,to czule  żegnać ,bo utrzymywanie  bezczelnych debili nie ma sensu . Szkoda  zdrowia  ,szkoda  nerwa . Szczerze  współczuje  tego incydentu ,oby się więcej nie powtarzały .Ale  tak sobie  myślę ,jakbyś pan go szczerze  od  serca  opierdolił to relacje  mogłyby ulec normalizacji bo niektórzy ludzie przenoszą  problemy osobiste na  pracę nie  widząc granicy między tymi światami . A może  ten pan Mirek ma  ciężką patologiczną sytuację w rodzinie  ? Coś ten gość wygląda  na  poważnego bigwieśMaca z rodzinnym węzłem gordyjskim, gdzie  co chwila  zbijają sobie  szybki od  IPhona i internet często wyłączają .

  44. Mój majster mawiał, że jak się frazy nie zakończy slowem „k…a”, to pracownik uzna ją za luźną dygresję a nie polecenie służbowe.

  45. Nie myślał Pan o sprzedawniu książek na wagę? Taka paleta pełna dzieł dowolnych musi sporo ważyć, prawda? Może znaleźliby się odbiorcy hurtowi, np. Chińczycy. Tylko trzeba by napisać i wydać coś, co ich zainteresuje.

  46. Święte słowa. Szczególnie budowlańcy, dopóki inwestor nie zacznie rzucać od wejścia k… i ch… oraz opieprzać wszystkich to wręcz uznają, że się nie zna i to co mówi można ignorować.

  47. Paletę z książkami pakowanymi w papier w paczkach, która musi trochę postać na zewnątrz, zabezpiecz dodatkowo – czyli owiń folią stretch. Nawet na początku, gdy nie masz wprawy, nie powinno zająć to dłużej niż 15 minut, zależnie od liczby warstw (owinięć). Rolka folii ręcznej 50 cm to nie jest duży koszt. Później rozcinasz folię bardzo ostrym nożem  – trwa to moment – wyrzucasz i po kłopocie.

  48. Smutne, co piszesz ale właśnie tak to czułem wtedy też, ze niby juz wolno ale coś nie bylo tak. Teraz juz to wiedza powszechna jest przeciez, dlaczego. A co się zmienilo do dzisiaj? To porażające jest, co oni z ludźmi zrobili, takimi, że tak powiem, do przodu i którzy nie podpisali żadnego cyrografu.

    Ten ZUS wtedy koszmarny, czy miałem obrót, czy nie, rozliczanie z tym ZUS-em i podatki. Przecież zaraz prawie kupiłem pierwszego swojego PC-ta i byłem chyba jednym z pierwszych, który te papiery wszelkie miał w komputerze, a potem modem i przez Internet do ZUS i do banku też. W ING byłem bodaj 70-tym którymś z pierwszych klientów, którzy dostali dyskietke z programem łącza do banku.

    Przecieralem te ścieżki internetowe w pierwszej polowie lat 90-tych. To bylo fajne. I te giełdy komputerowe. Ok, bo się rozmarze ☺.

  49. Ja tak zawsze dostaję palety od klientów, nawet nie przypuszczałem iż ktoś może tego nie robić w tych czasach.

    Nawet jak ma się dwie lewe ręce to ta czynność zajmuje maksymalnie 5 minut 🙂

  50. Generalnie chodzi o to ,że Coryllus traci czas na takich bydlakow jak M.. Żeby zlewać takich gości to trzeba być socjopatą.. Normalny człowiek po takich przygodach z trepami ma spieprzony cały dzień.. Później ciężko jest się skoncentrować nad pracą.. A Coryllus przeciez nie produkuje srubek.. Proszę zwrócić uwagę, że Coryllus prowadzi miikro-przedsiębiorstwo.. Patologia jeżeli chodzi o mentalność ludzką jednak ma miejsce.. I to są generalnie pierdoły.. Prostactwo ludzkie obecnie nie ma żadnych granic.. Ludzie do nikogo nie mają szacunku.. Gdybyśmy mieli normalne prawo do posiadania broni.. To taki jeden z drugim kretyn ,zawsze miałby na uwadze, że nie można zdenerwować ludzi.. Dla niektórych potrzebny jest bat nad głową,żeby zachowywał się jak człowiek.. A ja przez takich Mirków itp. itd nie mogę się doczekać na II tom Socjalizm i Śmierć..  Nie napiszę co bym zrobił z takimi osobnikami typu M, czy też ludźmi którzy sabotaż w pracy uprawiaja, bo to podlega pod paragraf.. Ale powtórzę bydlaki boją się bata, czyli jak kazd y z nas miałby prawo do posiadania broni ,to te bydlaki inaczej by się zachowywały.. No ale cóż mamy socjalizm … I urzedasów, którzy naszym nieszczęśliwym państwem zarządzają.. Kaste bezproduktywnych osobników..

  51. W dużym zakładzie na utrzymaniu ruchu miałem kilka brygad,awaria goniła za awarią a oni mieli wszystko w d….,dziewczyny w biurze mówią mi jak pan do nich odpowiednio nie przemówi to nie zrozumieją…

  52. Problem z transportem jest taki, jak w innych dziedzinach – nie wystarczy mieć odpowiedni pojazd i zarejestrować działalność (czy dopisać transport do istniejącej) – trzeba zdać egzamin z „kompetencji”, mieć tzw. nienaganną opinię (ocenne i/lub łatwe do utraty) i przedstawić ciągłe zabezpieczenie w wysokości 9 tys. EUR za pierwszy pojazd. Oczywiście trzeba wykupić licencję (500-1000 zł).

    Więc albo funkcjonuje się w jakichś układach, albo tyra w firmie kurierskiej. Koszt i ryzyko wejścia w rynek jest wysokie – tzn. ten rynek to „rynek”.

    W przypadku Coryllusa produkt jest bezpieczny z punktu widzenia firmy transportowej – ale inni nie mają tak łatwo – lista wykluczeń tego, co kurierzy wożą lub mogą nie chcieć wozić jest dosyć obszerna. De facto jest to rynek firm transportowych, nie klienta, pomimo pozornie dużej ilości oferentów.

    Alternatywą jest transport dedykowany – niezależny, wynajęty do jednej usługi – ale to rodzi koszty.

    Za przyczynę niewykonania (należytego) umowy może być podany jakikolwiek powód – np. brak placu manewrowego czy utwardzonego dojazdu.

    U mnie bywało jeszcze gorzej – kierowca dużego samochodu w ogóle nie chciał jechać, jak się dowiadywał, jaka dzielnica (domki jednorodzinne) – trzeba było tłumaczyć, że na pewno ktoś będzie, że droga jest prosta, nie trzeba cofać (choć są tacy, co im nie przeszkadza) – i wystarczy palety zestawić na kostce przed domem. Bynajmniej nie chodziło o TIR’a.

    Podejrzewam, że to jest jakiś wirus – bo urzędnicy też tak mają – stopień utrudniania zależy od osobistych przypadłości 🙂 Dawno temu (17 lat wstecz) miałem związanego z firmą kierowcę z samochodem, co chciał zarabiać na czysto co najmniej 10 tys. miesięcznie – ale to był przypadek szczególny, rozpaskudzony przez poprzednika dziwnymi zleceniami.

  53. Praca kuriera to jedna z najgorszych fuch jakie mogą się przytrafić. Ja odbieram mnóstwo przesyłek, firma też w dzielnicy domków jednorodzinnych, tak żeby nie chciał przyjechać to nie było ale już z rozładunkiem różnie. No i różnie z ludźmi, zmieniają się bardzo często, nierozgarnięci też się zdarzają. Wysyłam tylko DHL, strasznie drogo sobie cenią swoje usługi ale praktycznie nie zdarzyło mi się, żeby paczka nie doszła na następny dzień. No i to chyba cud ale wysłałem tysiące przesyłek, nigdy żadna nie zginęła. Czasem się gubiły, ale zawsze trafiały. A towar drogi.

    Z tego co Coryllus pisze, to też nie ma źle, tyle że książki fatalnie pakowane (bez zabezpieczenia folią) no i przytrafił mu się pan Mirek. 🙂

  54. Przez przypadek opisał Pan jak będzie wyglądała nasza przyszłość kiedy zbudujemy już bardzo inteligentne roboty znacznie mądrzejsze niż my sami oczywiście w dziedzinie w jakiej będziemy chcieli aby pracowały.

    A wtedy one, te roboty, będą wykorzystywały nasze słabości aby migać się od prac, które powinny wykonywać. Nie jest to moje spostrzeżenie, bo już S. Lem w Kongresie Futurologicznym o  tym pisał w 1970r, ale obecne badania na AI pokazują, że bardzo inteligentne programy próbują „oszukiwać” swoich dobrodziejów. Być może Pan Mirek to taka emanacja przyszłości, a nie człowiek bez serca jakby mogło wynikać z tego postu.

    Tak na marginesie gratulacje za świetne post-y, jak o człowieku który stworzył format czy o empatii.

  55. Urzędasy rządzą.. Te wszystkie przepisy nie są dla ludzi.. One są po to ,aby urzędników utrzymywać.. Bo co by ta banda pasożytów robiła , jak wszytko byłoby uproszczone…  A tak mają nad wszystkim kontrolę, normalny czlowiek gubi sie w tych kretynskich przepisach..Nic się nie zmienia w tej kwestii.. Biurokracja pęcznieje i utrudnia życie..  Dwa lata minęły odkąd PiS rządzi I nic w tym temacie się nie zmienia.. Zero uproszczeń ..

  56. Panów Mirków jak psów dużo. Zamówiłam w sklepie z drewnem dużą dechę na ikonę. Była wielgachna i ciężka jak stodoła. Pan Mirek przywiózł mi ją pod dom /opłaciłam transport/ i postawił pod płotem na ulicy.

    – Ależ proszę mi ją wnieść do domu! – jęknęłam.

    – A to musi pani zapłacić dodatkowo – odparł zimno pan Mirek.

    Zapłaciłam. Od płotu do sieni były 2 metry i cztery niskie schodki.

    Panowie Mirkowie wymiatają.

  57. Gdyby biurokrację i przepisy  tworzono zdroworozsądkowo, to by gwałtownie wzrosło bezrobocie. Bo  sporo  bezrobocia poupychane jest  na etatach.

    Socjalizm to etatyzm, czyli system społeczno-ekonomiczny wymyślony dla  ludzi pozbawionych własności (metojków) i całkowicie uzależnionych od kaprysów władzy politycznej.

  58. Nawet nie. Taką ogólną uwagę o życiu i świecie. Nie związaną z bieżącą działalnością.

  59. Socjalizm to genialny sposób na uniknięcie konieczności eksterminacji populacji. A przy okazji generuje pieniądz.

  60. Tak to właśnie leciało u mnie… I choć też mnie czasem irytują infantylne komentarze i nazwijmy to jako nieobycie z tutejszą kulturą dyskusji „nowo przybyłych”, to wszak widzę w nich i siebie sprzed kilku lat kiedy to coryllus był dla mnie kosmosem totalnym a do tego grubianinem, którego powinno się izolować od jego świetnych tekstów… Myślę że każdy jeden nowy w końcu się wyrobi, ale musi to zrobić sam i naprawdę uważnie (jeśli trzeba to po kilka razy) czytać to co się do niego (a nie dla niego) tutaj pisze. Pan Gabriel wielokrotnie to powtarzał więc warto powtórzyć. To nie jest miejsce do wyciągania dorosłych przecież ludzi z ich deficytów, tudzież do poklepywania się. Dostajemy codziennie dawkę profesjonalej, rzetelnej i prawdziwej wiedzy, a cała reszta już tylko od nas zależy.

     

    Przemilczanie tej ciężkiej i tytanicznej pracy przez tzw. mejnstrim ma za oczywiste zadanie nie dopuścić do rozlania się jak ja go nazywam „efektu coryllusa” na szersze pole świadomości społecznej… Patrząc od tej strony jesteś gospodarzu baaardzo doceniony. Ja wiem że to marna pociecha i nic poza satysfakcją (z tej świadomości) nie dająca, i myślę że wiesz również o tym,  że im lepszy będziesz tym bardziej będą chcieli cię zamilczeć. I tu jest pole do działania dla nas czytelników. Chcę Cię bowiem zapewnić z mojej strony że każdy kto się przez moje życie przewinie dowie się o Tobie, a zainteresowany szczerze dostanie ode mnie do przeczytania  którąś z Twoich publikacji… Najczęściej są to właśnie ze względu na ich lekkostrawność Twoje stare kawałki (mam nadzieję że kiedyś wyjdzie trzecia część). W tym zaś roku na kolendzie ks. proboszcz dostanie coś co mam nadzieję przekona go do tego co robisz, i być może Twoje dzieło znajdzie nowych sympatyków/klientów.

    Dziękuję za to co robisz i pozdrawiam.

  61. Niestreczowany towar  na  palecie  ,to dziwactwo . To niemożliwe  ,żeby legalnie  można było takie  numery odstawiać . Brak profesjonalizmu i tyle  . Ktoś tu w gumkę przygrał z panem Gabrielem.

  62. Każdy system im bardziej zachwalany i broniony staje  się okazją do oszustw i wyzysku .

  63. PiS okazał się następną ustawką . Propagandę mają już w  kieszeni . Mogą nam wmawiać ,że  wszystko jest  ok i że dobra zmiana  idzie pełną parą . A tu lipton .

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.