Sty 312020
 

Zaglądanie na strony Teologii Politycznej wywołuje zawsze przygnębienie. To jest wręcz niesamowite, jak ludzie, ponoć z dorobkiem, z aspiracjami, w dodatku zaopatrzeni w budżety, mogą raz, że kłamać strasznie, dwa, domagać się od bliźnich przewyższających ich w zasadzie pod każdym względem, żeby w te kłamstwa wierzyli.

Zanim przejdę do konkretów kilka uwag ogólnych. Sam fakt, że istnieją takie gremia jak ta cała Teologia, czy Fronda, czy coś tam jeszcze, jest dość wymowny. Oto ludzie o bardzo przeciętnych możliwościach, ustawieni zostali przy budżetach propagandowych i mają pilnować, by Polak aspirujący do sfery inteligenckiej mógł myśleć tylko o tym, co zostanie przez nich wskazane i korzystać tylko z memów, kłamliwych i nudnych, które oni wyprodukują. I nie ma znaczenia ile razy zdemaskuje się owe kłamstwa, przeinaczenia i fałszywą metodę. Nie ma, albowiem nikt poza osobami zrzeszonymi w wymienionych gremiach, nie jest traktowany poważnie. I teraz istotne pytanie – przez kogo? Przez kogo trzeba być traktowanym serio, żeby zasłużyć sobie na miano publicysty uznanego? Ja nie wiem, ale przychodzi mi do głowy tylko jedno – przez tych, którzy wykładają budżety na tę działalność. Można się tym rzecz jasna nie przejmować, ale jeśli ktoś wszedł na taką drogę jak ja, czyli ma wydawnictwo, musi sprzedawać swój towar i konkurować otwarcie z innymi obecnymi na rynku podmiotami, to nie może ktoś taki, po prostu przejść obojętnie obok pewnych zjawisk. Toteż i nie przechodzę. Za każdym razem, kiedy uważam to za konieczne i słuszne, zabieram głos.

Przedziwne i rozmaite gremia starają się w Polsce udawać prawicę, ale – i ja to wiem na pewno – ich celem jest jedno – udawanie właśnie, czyli ujmując rzecz jeszcze prościej – zrobienie w bambuko jak największej ilości frajerów. Opcja ta ma dwa warianty. Można robić ludzi w trąbę udając wrażliwego inteligenta, albo można ich kantować udając bezkompromisowego demaskatora. I modlić się przy tym, żeby nie zaczęli grzebać w naszym prywatnym życiu, które nie jest przecież aż tak wielką tajemnicą, jakby się zdawać mogło niektórym.

Cechą charakterystyczną środowisk konserwatywnych w Polsce jest ich nieautentyczność. Wyrażana jest ona głównie strojem, a także przedziwnymi dodatkami do garderoby lub różnymi ekstrawagancjami w wyglądzie: podkręconymi wąsami, szpiczastą bródką, fryzurą, czy czymś jeszcze. Konserwatyzm polityczny, moralny i obyczajowy łączy się nieodmiennie z liberalizmem gospodarczym. Tak więc, żeby zostać w Polsce konserwatystą-liberałem, trzeba znać nazwiska żyjących w przeszłości przedstawicieli tego gatunku i cytować ich obficie. W dyskusjach konserwatystów i ich prezentacjach zaznacza się wyraźna przewaga filozofii i teologii nad historią i ekonomią. Ta ostatnia zaś traktowana jest jak Ewangelia w Moskwie przed zajęciem Kijowa i tamtejszej akademii. To znaczy teksty są cytowane i przerysowywane w zasadzie, bo nie przepisywane, bez zrozumienia. O tym, by konserwatysta użył własnego mózgu do oceny jakiegokolwiek, nawet prostego zjawiska, nie może być nawet mowy. Powiedziałbym, że istnieje nawet następująca zależność – im więcej fakultetów konserwatysta skończył, im więcej zna języków, tym oporniej przychodzi mu samodzielne myślenie i tym gwałtowniej rozgląda się za jakimś etatem, który może mu załatwić jego środowisko. En masse i pojedynczo wyznające oczywiście liberalizm gospodarczy i domagające się, by każdy radził sobie sam na wolnym rynku. Konserwatyści, prawica, liberałowie gospodarczy, jak zwał, tak zwał, to w Polsce po prostu komuna i złogi po niej, która z jakichś powodów wstydzi się swojej przeszłości. Być może ze względu na owej przeszłości okropny charakter a być może dlatego, że było w niej coś, co pozwala im o sobie myśleć nieco cieplej, niż to może czynić syn czy wnuk kata z ulicy Rakowieckiej. Trudno to jednoznacznie ocenić patrząc z zewnątrz.

Kolega przysłał mi wczoraj taki oto tekst

https://teologiapolityczna.pl/katarzyna-gorska-fingas-pierwsze-pokolenie-powojennych-konserwatystow

Nie wiem jak wy, ale ja jestem wstrząśnięty. Określenie misji dwóch agentów NKWD w ten sposób, że przybliżali oni powojennemu pokoleniu Polaków ważne treści literatury światowej, to jest naprawdę wyczyn. Od razu widać, że Teologia Polityczna wzoruje swoją misję na Krzeczkowskim, bo też chce Polakom przybliżać ważne treści. Obok jest na przykład reklama książki Gawina, pod tytułem – Polska. Wieczny romans. O związkach literatury i polityki w XX wieku. Nie wiem na jakim świecie trzeba żyć, żeby wymyślić taką formułę.

To co mamy w tym tekście jest jakąś totalną demaskacją. Nazwanie Iwaszkiewicza i Krzeczkowskiego konserwatystami, którzy podejmując wielki wysiłek i nie mniejsze ryzyko dostarczali Polakom pozbawionym warstwy inteligenckiej, duchowej strawy, to moim zdaniem mistrzostwo świata. Nazwanie tego hipokryzją, to jest eufemizm. Tartuffe to przy tych ludziach postać nie dość, że świetlana, to jeszcze prawdziwie święta.

Widzimy wyraźnie, że ludzie ci próbują się wpasować w miejsce po Iwaszkiewiczu, Krzeczkowskim, Hertzu i Kubiaku. To znaczy domagają się budżetów na publikacje swoich bredni i chcą, żeby państwo dawało im gwarancje, tak jak je dawało tamtym. Żeby szczęście było pełne – wszyscy wymienieni w tekście, są przez autorkę i prowadzącego wywiad traktowani, jako jakaś protoopozycja, głęboko zakonspirowana w strukturach partii, która czując już po wojnie, że z tą komuną to nie będzie za dobrze, zaczęła tłumaczyć Frazera i inne ważne książki. Pomijam okoliczność taką, że jedynie promil Polaków przeczytał te rzeczy, a z tego promila, kolejny promil się nimi przejął, inna bowiem kwestia jest ważna. Nie można być Iwaszkiewiczem, Krzeczkowski, Kubiakiem i Hertzem, bez podpisania cyrografu, albo wręcz bez jednoznacznego ideowego zaangażowania się w komunę. Jeśli ktoś myśli inaczej, ten jest po prostu durniem, albo oszustem, w dodatku niezbyt zręcznym. Zakładam bowiem, że Teologia Polityczna nie ma takiej kryszy, jaką miał Krzeczkowski, jawny homoseksualista, o którym Wołek kłamał w księdze wspomnieniowej pod tytułem „Proste prawdy’, że ma on gdzieś w Krakowie jakąś kochankę. Choć mogę się mylić. Może dziś właśnie została nam złożona propozycja – albo słuchacie co mamy wam do powiedzenia i się tym ekscytujecie, albo won z internetu. Możecie sobie iść do kościoła i tam dyskutować z księdzem, który z powszechnego ogłupienia, sam nie wie co gada. I tak być może. Trochę żartuję, a trochę nie. Nie może bowiem pomieścić mi się w głowie, że ktoś przytomny wypisuje takie rzeczy. Konserwatysta Iwaszkiewicz, zadumany nad losem ojczyzny razem z konserwatystą Krzeczkowskim, alias Grynerem, alias Meysztowiczem, alias ch.g.w kim jeszcze, bo przecież pan Henryk się nie oszczędzał i zmieniał nazwiska częściej niż kochanków.

Zatrzymam się na chwilę przy Kubiaku. To był poeta, który dorabiał sobie pisaniem bardzo przeciętnych książeczek dla dzieci wydawanych w milionowych nakładach i przez władzę był uznawany za geniusza. Ja zapamiętałem o nim jedną anegdotę, którą przytoczył Marek Hłasko – kompletnie pijany Kubiak, złapał gdzieś na ulicy jakiegoś karła, obezwładnił go i latał z tym karłem po mieszkaniach kolegów usiłując go sprzedać, a zarobione w ten sposób pieniądze przeznaczyć na kolejną porcję wysokoprocentowego alkoholu.

Opisane prze tę biedną wariatkę środowisko, które rzekomo uratowało polską inteligencję i podtrzymało tradycję, to banda zdegenerowanych przestępców – trzeba to napisać wprost – banda zdegenerowanych przestępców, którzy korzystając z możliwości, jakie daje im władza udawała kogoś innego. Przy czym, jak wszyscy oszuści, przesadzała z pewnymi atrybutami i pewnymi zachowaniami, sądząc, że te przejaskrawienia dodają im wiarygodności. Było dokładnie na odwrót. I tak jest do dzisiaj, ale w Teologii Politycznej nikt tego nie rozumie, albowiem parcie na szkło i przemożna chęć udawać tamtych, co też udawali, jest nie do zwalczenia.

  11 komentarzy do “Muł”

  1. Kubiak miał milionowe nakłady a karła musiał zniewalać aby pół litra kupić.
    To kupowanie kupy się nie trzyma ☺
     

  2. …i ile ma alimentów do płacenia

  3. W związku z dyskusją na SN przepuściłem wybrane teksty ROJTa przez program statystyczny.
    Wyniki tanio sprzedam ☺
     

  4. Panie Gabrielu, błąd, pomylił Pan Zygmunta Kubiaka z Tadeuszem Kubiakiem , Zygmunt pięknie Wyznania Augustyna przetłumaczył.
    Poza tym Teologia wydaje książki z wcześniejszej zbiórki na swojej stronie. 
    Pozdrawiam 

  5. Wydaje książki z wcześniejszych zbiórek. To właśnie lubię najbardziej. Jak ogłosiłem zbiórkę na komiks i tłumaczenie, to przyszło tu z 10 osób i tłumaczylo mi niestosowność mojego zachowania. Może nich pan to samo wyjaśni teologom polityczny. Oni mieli na myśli Tadeusza Kubiaka nie Zygmunta. 

  6. z tego tekstu można wyprowadzić podstawowe pytanie dlaczego ta teologia polityczna nie nosi nazwy „Nowe drogi”. Wtedy wszystko byłoby jasne, spadkobiercy powojennych konserwatystów piszą w „Nowych drogach”, gdzie byłby wyłożony konserwatyzm w nowej odsłonie    

  7. Nie wiem kogo mieli na myśli ale w linkowanym materiale jest o Zygmuncie Kubiaku,który jednak zarówno poglądy jak i wybory życiowe miał przeciwne do Tadeusza.

  8. No, ale był jego bratem, wywodzili się z jednej rodziny, a ich wybory to pewnie takie same jak wybory Kurskich. Konserwatysta Zygmunt kolegował się z Geremkiem…

  9. Już dawno przestałam zaglądać na ten portalik. To, co mnie drażniło najbardziej, to żenująca, pseudointelektualna apologia i propaganda modernizmu w Kościele. Nie dało się wytrzymać.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.