Maj 302017
 

Moje dziecko rozchorowało się w nocy i mieliśmy tu różne sensacje, w związku z tym jestem trochę półprzytomny. Postanowiłem więc, że umieszczę tu dziś fragment najważniejszego rozdziału nowej socjalistycznej Baśni, poświęconego strajkowi szkolnemu. Jak wszyscy pewnie już zauważyli, epoka romantycznych szarż gawędziarskich zakończyła się na naszym blogu definitywnie, jeśli więc ktoś szuka szczerych wzruszeń patriotycznych, powinien się skupić na oglądaniu tureckich seriali. Przepraszam za brutalność tego stwierdzenia, ale wybór jest taki – albo pavulon emocjonalny serwowany przez autorów takich jak Koper, albo rozgryzanie zapisków tych wszystkich oszustów, których tu sobie od dłuższego już czasu omawiamy. Miłe gawędy przesuwamy zaś do segmentu literatury dziecięcej. Zapraszam.

 

Nie raz jeszcze przyjdzie nam przywołać obszerne fragmenty wspomnień Ludwika Krzywickiego. Jednak to co chcę opowiedzieć w tym rozdziale dotyczy absolutnie szczególnej części tych zapisków, części kuriozalnej, zakłamanej, choć wobec absolutnej grozy utrwalonych tam wypadków, boleśnie prawdziwej. Nie mógł bowiem autor – Ludwik Krzywicki, legenda polskiego socjalizmu – kłamać aż tak bezczelnie, by całkowicie ukryć motyw działań i cele jakie stały za opisywanymi wydarzeniami.

Oto wypada nam teraz omówić szczegółowo fragment drugiego tomu wspomnień Krzywickiego, konkretnie zaś rozdział pod tytułem Bojkot szkolny. W rozdziale tym, wyjawiony został, jak przypuszczam, istotny powód dla którego wspomnienia te, wspomnienia człowieka tak zasłużonego dla tego co zwykle nazywano postępem, nie są wznawiane, znajduje się tam prawda po prostu, która w myśl dyrektyw wydanych przez nieznanych nam ludzi, nie powinna nigdy ujrzeć światła dziennego. Przypomnę jeszcze tylko, że redaktorem pism Krzywickiego był Stanisław Stempowski, on także nie zrobił nic by choć w części zatuszować groźną wymowę opisywanych wypadków, tak więc mamy ów zakłamany i pokręcony chronologiczne rozdział podany na talerzu, niczym usmażone truchło jakiegoś głębinowego stwora. Cóż to był ów bojkot szkolny? Najprościej rzec można, że była to prowokacja tajnych organizacji lewicowych, która doprowadziła do tego, że tysiące polskich uczniów opuściło rosyjskie gimnazja rządowe, w proteście przeciwko zakazowi nauki w językupolskim. Opuścili uczniowie te gimnazja, a przez to stali się łatwym łupem dla wszystkich żerujących w środkowej Europie organizacji, tak politycznych, jak gospodarczych i terrorystycznych. Zostali oni także wyjęci jednym zamaszystym ruchem spod wpływu własnych rodzin, biednych, wystraszonych ojców i zdesperowanych matek i stali się zakładnikami gry, która wkrótce zamieniła się w małą rewolucję, potem w wielką wojnę, a następnie, na samym końcu w rewolucję gigantyczną, która unieważniła cały porządek świata. Napisałem, że rozdział skreślony ręką Krzywickiego, poprawiony potem i podrasowany przez Stempowskiego jest pokręcony chronologicznie. Sądzę, że jest to zbieg celowy, który i autor i jego redaktor zastosowali po to, by wyjawiając prawdę nie pozbawić jednocześnie złudzeń tych młodych ludzi, którzy wierzą i wierzyć będą w postęp i socjalizm. To się nie udało, a to z tego względu właśnie, że my tutaj zajmiemy się analizą tych zapisków.

Rzecz najważniejszą Krzywicki napisał w samym środku swojego opisu. Zdradził nam mianowicie, że postawa młodzieży w czasie bojkotu szkolnego, postawa ze wszech miar godna pochwały w sytuacji kiedy młodzież postawiona byłaby wobec okoliczności jasnych, postawa skrajnego lojalizmu wobec grupy, bez oglądania się na to kto akurat grupą kieruje, kształtować się zaczęła w roku 1890, albo w jego najbliższych okolicach. To już jest kłamstwo, bo Krzywicki wiąże ową uczniowską lojalność z powstaniem kółek samokształceniowych, których inicjatorem miał być wypuszczony z twierdzy, działacz socjalistyczny Kazimierz Puchewicz. Gdybyśmy serio traktowali to co się pisze o socjalizmie w podręcznikach do historii, to znaczy, że pierwszą organizacją o charakterze socjalnym czynną w Królestwie Polskim i Cesarstwie Rosyjskim był Proletariat Waryńskiego, nie moglibyśmy nawet wymienić nazwiska tego Puchewicza. Został on bowiem aresztowany za socjalizm w roku 1879 i groziło mu dożywotnie zesłanie na Zachodnią Syberię, sędzia jednak okazał się łagodny i socjalista Puchewicz odsiedział jedynie rok w twierdzy iwangorodzkiej, czyli w znanej nam do dziś twierdzy dęblińskiej. Kara, jak na działacza antypaństwowego dość łagodna, twierdza mieści się nad brzegiem Wisły, powietrze jest tam dobre, wieją przyjemne wiatry, jeśli człowiek ma szczęście i siedzi w pomieszczeniu od strony rzeki, może patrzeć na przepływające łódki i stateczki, a przez to rok więzienia schodzi mu szybko i bezboleśnie. Z Puchewiczem było trochę inaczej, bo w twierdzy zachorował na gruźlicę, a być może był chory już wcześniej, tyle że choroba rozwinęła się w wilgotnym i chłodnym mikroklimacie. Kiedy wyszedł, rozpoczął od nowa swoją działalność rewolucyjną, a także podjął studia prawnicze, na co wyraził zgodę sam ekscelencja gubernator. Na studiach Puchewicz rozpoczął organizację kółek samokształceniowych, a także zetknął się z działaczami postępowymi różnych frakcji, w tym z samym Ludwikiem Krzywickim. Poznał także Ludwika Waryńskiego i wraz z nim zakładał Wielki Proletariat, ale odsunął się na dalszy plan nie chcąc konfrontować swojej silnej osobowości z równie silną osobowością Waryńskiego – ustąpił dla dobra sprawy. To są oczywiście głupstwa, które studenci czytać powinni z rozdziawionymi pyskami, a ja już tłumaczę dlaczego. Oto monsieur Puchewicz założył, zaraz po wystąpieniu z Proletariatu, organizację o nazwie….Solidarność. Ujmując zaś rzecz konkretniej była to Partia Robotnicza Solidarność, której program człowieka współczesnego, mającego w pamięci lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte wieku dwudziestego po prostu zwala z nóg. Podam go w skrócie, żeby nie targać za mocno nerwów czytelników. Oto Solidarność wbrew planom Waryńskiego i jego towarzyszy przeciwstawiała się terrorowi i na pierwszym miejscu stawiała walkę ekonomiczną, walkę z wyzyskiem robotnika przez kapitalistę. Partia wydała w czasie swojego istnienia jedynie program i jedną odezwę datowaną na rok 1883, w odezwie tej można przeczytać, że robotnikom należy się podwyższenie płac, w fabrykach gdzie nie ma kas ubezpieczeniowych koniecznie te kasy założyć (dzięki tej odezwie dowiedzieliśmy się, że robotnicy w czasach dzikiego kapitalizmu byli ubezpieczeni), a przede wszystkim trzeba likwidować lokalne nadużycia właścicieli wobec robotników. Solidarność wzywała do tego, by unikać terroru i zatargów z wojskiem. Działalność partii zakończyła się niesłychanie szybko, jej członkowie zostali aresztowani przy jakimś całkowicie niegroźnym rozlepianiu wspomnianej odezwy na ścianach domów. Wszyscy dostali po trzy lata twierdzy, co wydaje się być niezwykle dziwne, jeśli porównamy to z wyrokiem Puchewicza, który miał dożywotnio zamieszkać na Syberii, a przesiedział się przez rok w Dęblinie, gapiąc się na Wisłę i słuchając jak Dońcy rzępolą na harmoszkach, obsiadłszy plac apelowy w środku cytadeli. Nie myślcie sobie, że w roku 1883 nie aresztowano i samego Puchewicza, oczywiście, że aresztowano, na całe dwa tygodnie. Potem go wypuszczono, a potem znów aresztowano, ale ze względu na zaawansowaną gruźlicę Puchewicz znów wyszedł na wolność i zmarł latem 1884 roku, miał dwadzieścia sześć lat. Od niego i jego następców właśnie wywodzi Krzywicki sławną solidarność uczniowską, która doprowadziła do zwycięstwa ten tak zwany bojkot szkolny, który pozbawił perspektyw tysiączne rzesze młodzieży skazując ją na rolę mięsa armatniego, bydła werbowanego do organizacji terrorystycznych lub czyniąc z niej zapas siły roboczej dla amerykańskiego przemysłu ciężkiego. O wyjazd do Ameryki bowiem, było w owych czasach niezwykłe łatwo, czego Krzywicki nam nie pisze, bo sam był zbyt wysoko postawioną figurą, by się takimi problemami zajmować. On wyjeżdżać nigdzie nie musiał. Wśród następców Puchewicza, którzy zgłaszali się do Krzywickiego po broszury niezbędne do samokształcenia wymienia pan Ludwik dwa nazwiska – ze starszego pokolenia był to Władysław Grabski, późniejszy premier, a z młodszego Tadeusz Kotarbiński.

Przypomnę teraz, że jesteśmy w samym środku rozdziału wspomnień Ludwika Krzywickiego, rozdziału poświęconego bojkotowi szkolnemu, który zaczął się w roku 1905. Przejdźmy teraz na sam jego początek. Tam znajdujemy wyznanie, które czyni nieważnymi wszystkie następujące po sobie nagłe zwroty akcji i zmiany opinii, wolty poglądów i całą ekwilibrystykę słowną jaką ten rozdział zawiera. Krzywicki pisze nam wprost, że bojkot szkolny w Królestwie związany był z wystąpieniem Gapona czyli tak zwaną krwawą niedzielą w Petersburgu, kiedy to wojsko strzelało do nieuzbrojonego tłumu prowadzonego przez ogłupiałego i zmanipulowanego mnicha. Od tego Ludwik Krzywicki zaczyna swoje rozważania na temat strajku szkolnego, po to by następnie trzy razy pochwalić jego organizację i dwa razy zdemaskować przywódców. Po wyjawieniu nam prawdy na samym początku, mamy tam jednak coś jeszcze – mamy wyjaśniony powód istotny dla którego socjaliści w ogóle zdecydowali się ten strajk zorganizować, a następnie przeobrazić go w bojkot.

Pisze nam Krzywicki, że strajk rozpoczął się niejako samoczynnie, a do niego przybył z Petersburga emisariusz od samego Borysa Sawinkowa, Krzywicki nie pamięta dokładnie kto był owym emisariuszem, ale chyba….matka Sawinkowa….Jak na lewicowego myśliciela, ojca socjologii polskiej, te luki w pamięci wydają się trochę dziwne, tym dziwniejsze, że dotyczą wydarzeń szalenie ważkich. Sawinkow przez matkę przekazał Krzywickiemu, że partie polskie, w roku 1905 było ich już trzy – PPS frakcja rewolucyjna, PPS lewica i SDKPiL nie powinny włączać się w wydarzenia, których tłem i początkiem była Gaponada. I one się nie włączały, ale strajk szkolny trwał i rozwijał się samoczynnie. Próbą jego wygaszenia zająć się mieli pospołu towarzysze socjaliści i działacze narodowi. Opis owej klęski, tej maszkary, którą następnie do końca swoich wspomnień będzie pudrował Krzywicki zaczyna się od wydarzenia niezwykłego i od lekceważącego opisu niezwykłego człowieka. Oto 19 lutego czyli 2 marca jak podaje Krzywicki, roku 1905 w gmachu Muzeum Przemysłu i Handlu zorganizowano zebranie, na które przybyło ponad 1000 osób. Krzywicki pisze wręcz, że 1500. Zebranie to było jednym z kilku wydarzeń inicjujących przekształcenie strajku szkolnego w trwały bojkot, a jego organizatorem był Stanisław Lewicki, szlachcic z powiatu łukowskiego. Krzywicki poświęca temu człowiekowi jedną linijkę w swoich wspomnieniach, ale my musimy mu poświęcić nieco więcej miejsca. Zacznijmy jednak od cytatu jaki pozostawił nam pan Ludwik, bo jest on bardzo znamienny.

I oto w tej chwili zjawia się człowiek w Warszawie nieznany, obywatel z siedleckiego p. St. lewicki, osobisty znajomy kuratora Szwarca, i wyjednywa u niego zgodę na urządzenie olbrzymiego wiecu rodziców. Szwarc obiecał osobiście przybyć na więc i złożyć oświadczenie w imieniu rządu. Była to istna niespodzianka!…

Lewicki nie był człowiekiem w Warszawie nieznanym, a wiec, który zorganizował nie był żadną niespodzianką. Krzywicki jedynie próbuje wmówić nam, że Lewicki był prowokatorem powiązanym z rosyjskim ministerstwem oświaty i warszawskim kuratorium. Sam zresztą potem te, wyglądające na mimowolne rewelacje, dezawuuje. Wyjaśnijmy kim był Stanisław Lewicki. Otóż był to działacz katolicki, który od roku 1902 pisał do cara petycje za petycją o umożliwienie w Polsce nauki religii po polsku. Działania te zakończyły się sukcesem, a sam Lewicki został nagrodzony przez papieża Leona XIII orderem pro Ecclesia et Pontifice. To musiało bardzo zaniepokoić socjalistów, szczególnie tych zaangażowanych w świecką edukację społeczeństwa polskiego, a więc ideowych i duchowych spadkobierców gruźlika Puchewicza oraz całą warszawską ochranę, która stała za wszystkimi wystąpieniami socjalistycznymi, czy to polskimi czy to żydowskimi. Lewicki przybył do Warszawy, by przedstawić plan dalszych działań dotyczących reformy polskiego szkolnictwa i spotkał się tu z przyjęciem skrajnie wrogim. Biorąc za podstawę pokrętny opis Krzywickiego stwierdzić możemy, że środowiska postępowe najpierw próbowały ukraść mu sukces, a kiedy okazało się to niemożliwe po prostu wyraziły milczącą zgodę na działania licznych w zebranym tłumie prowokatorów.

Ważnym elementem narracji Krzywickiego jest też wzmianka o udziale w wiecu członków warszawskiej palestry, w tym adwokatów Kijeńskiego i Pepłowskiego, zaangażowanych w procesy Proletariatczyków, hrabiego Ronikiera, a potem także Eligiusza Niewiadomskiego, którego Kijeński bronił z urzędu.

Popatrzmy jak Krzywicki opisuje wypadki rozgrywające się na wiecu zorganizowanym przez Lewickiego.

Przed wiecem odbyło się zgromadzenie tych, którzy interesowali się bliżej sprawą strajku i mieli wiecem kierować. Było to zdaje się na ówczesnej ulicy Nowowiejskiej, dzisiejszej Poznańskiej, w niewielkim pokoiku, bodaj na drugim piętrze w podwórzu, w mieszkaniu Jadwigi Jahołkowskiej. Z obecnych pamiętam: Lewickiego, Niemojewskiego Andrzeja, Małżonków Bukowińskich i Sujkowskich, Kruszewskiego, Kalinowskiego, Ostachiewicza, Moszczeńską, Dzierżanowską, Radlińską. Był bodaj obecny również adwokat Kijeński(…) Zajęto się sprawą urządzania wiecu. A więc rozdzielono role – przede wszystkim co i kto ma mówić. Na mnie przypadło drugie miejsce w kolejności przemówień. Miałem mówić o tym, jak szkoła rosyjska nie wywiązuje się i nie może się wywiązywać ze swoich obowiązków pedagogicznych, spełniając rolę w życiu społeczeństwa polskiego swego rodzaju cyrkułu policyjnego. Po mnie miał przemawiać Niemojewski, który zastrzegł sobie prawo wyłączne powiedzenia, iż językiem szkolnym ma być język polski.

Zanim przejdziemy do dalszych wyimków z tekstu zatrzymajmy się nad postacią Andrzeja Niemojewskiego, który zastrzegł sobie prawo do wygłoszenia na wiecu kluczowej i najbardziej drażliwej kwestii. Zwróćmy także uwagę na to, że Krzywicki ani razu nie podaje jakie zdanie w kwestii strajku miała osoba najważniejsza, człowiek, który „załatwił” w Petersburgu możliwość nauczania religii w języku polskim – Stanisław Lewicki. Przejdźmy jednak do Andrzeja Niemojewskiego, który podobnie jak charyzmatyczny gruźlik Puchewicz przesiedział kilka miesięcy w twierdzy. Niemojewski był socjalistą, należał do PPS, a do tego był antyklerykałem, tak więc prócz jednego Lewickiego, na wiecu gdzie zgromadziło się 1500 osób domagających się jakichś działań w sprawie strajkujących dzieci, byli wyłącznie socjaliści i to ci najwyższej próby. Krzywicki reprezentował socjalizm naukowy, a Niemojewski socjalizm mistyczny. Był on bowiem autorem prac literackich i popularyzatorskich, w których dowodził, że chrześcijaństwo ma charakter astralny, sam Jezus nigdy nie istniał, a ukrzyżowanie to po prostu symbol wyrażający gwiazdozbiór Oriona otoczony przez Plejady – płaczące kobiety: Marię i Marię Magdalenę. Ten właśnie człowiek zastrzegł sobie prawo do wypowiedzenia kluczowej kwestii na wiecu, gdzie obecny był carski kurator i, jak nam to opisał Krzywicki, półtora tysiąca ludzi, głównie rozhisteryzowanych kobiet, matek uczniów, którzy z nieznanych przyczyn porzucili szkołę w imię solidarności grupowej, inspirowanej zza grobu przez śp. Puchewicza i jakieś nieznane nikomu bliżej osoby.

Dodam jeszcze, że kiedy Niemojewski obraził się na socjalistów, tuż po rewolucji roku 1905 stał się aktywnym działaczem narodowym i zajadłym antysemitą.

Popatrzmy teraz jakimi słowami opisuje Krzywicki to co działo się w czasie wiecu, popatrzmy i zapamiętajmy te słowa, bo są one znamienne i znajdują zastosowanie w każdej kryzysowej sytuacji, w której uczestniczy tłum. Dodać należy jeszcze, że wiec, który poprowadzić mieli bohaterowie niniejszego rozdziału był imprezą biletowaną, a po wejściówki zgłaszały się wielkie tłumy ludzi, z których większość została odprawiona z kwitkiem.

Wiec rozpoczął się wśród zdenerwowania. Otworzył go ks. Światopełk- Mirski, przewodniczył St. Lewicki, pierwszy zabrał głos i wyjaśnił zebranym cel zebrania. Po nim przemawiałem ja około kwadransa, ale co mówiłem już nie zdołałem zanotować następnego dnia.(…) Już wtedy podczas swego przemówienia zrozumiałem, że więc wymyka nam się z rąk. Jeszcze później, w okresie wieców rewolucyjnych w końcu 1905 roku doszedłem do przekonania, że w ogóle wykazaliśmy wielką niesprawność w urządzeniu wiecu szkolnego, z zarazem zupełną nieumiejętność w trzymaniu tłumu na wodzy.(…) Przeważały kobiety, kobiety młodsze. Gdy podczas przemówienia swego ogarniałem w krótkich chwilach odpoczynku dla piersi tę zwartą masę głów ludzkich, to oglądałem w twarzach wyraz największego podniecenia – panie w niecierpliwości i zdenerwowaniu miętosiły swe chusteczki i nawet, jak się okazało później, darły je na kawałki. Wybuch nastąpił podczas przemówienia Andrzeja Niemojewskiego. Niemojewski umiał dobywać efektów silnych. Rozpoczął swoje przemówienie słowami: „Chcemy w Polsce szkoły polskiej” – i na tym skończył. Ryk kompletny, nieczłonkowany, silny namiętnością, jeszcze silniejszy poczuciem długich krzywd dziecka i krzywd całego społeczeństwa, był jedyną odpowiedzią. Niemojewski skończył swe krótkie przemówienie, a potem – potem już nie kierowaliśmy wiecem. Wchodził na mównicę kto chciał i mówił co chciał.

Kiedy już tłum był całkowicie owładnięty emocjami na więc przybył kurator Szwarc, który wykpił się kilkoma ogólnikami i odjechał pozostawiając całą tę masę ludzi w poczuciu emocjonalnego niespełnienia.

Zapanowała na razie konsternacja. Przemawiają różni mówcy: w pamięci między innymi wypływają mi nazwiska: adw. Kijeńskiego. Zaczynają wyładowywać się głosy, które już nie o krzywdach mówią, nie o uczuciach podeptanych społeczeństwa polskiego, ale usiłują wyzyskać podniecenie i narzucić się na wodzirejów – między innymi na mównicy ukazuje się Aleksander Zawadzki, znany powszechnie pod nazwą Ojca Prokopa, urodzony demagog. W końcu pojawia się powtórnie zasłużony stary Pepłowski. Wychowany w łożysku innych poglądów i czynów nie orientował się całkowicie w sytuacji.(…) Przede wszystkim wyolbrzymiał doniosłość wypadków petersburskich, jak to czyniło bardzo wielu spośród starszej inteligencji warszawskiej. Zdziwiło mnie w ogóle jego małe wyrobienie polityczne, gdy chodzi o nadchodzącą falę wypadków.

Kijeński i Pepłowski to dwaj najważniejsi warszawscy adwokaci, z tekstu Krzywickiego wynika, że nie oni, choć wymienieni wśród mówców, chcieli przejąć kontrolę nad wiecem. Pepłowski, niezorientowany w sytuacji politycznej zdecydował nagle, że strajk szkolny ma być prowadzony ad infinitum, co Krzywicki zinterpretował następująco:

Supeł został rozcięty – położono kres dalszemu szerzeniu się bagna. Czyn młodzieży otrzymał sankcję ze strony starszego pokolenia. Ale wraz z uchwaleniem bojkotu wysunęły się na plan pierwszy inne troski. Trzeba było szukać środków na stypendia, umożliwiające młodzieży ósmej klasy wyjazd na studia za granicę, myśleć o pomocy dla względnie drogiego szkolnictwa polskiego, ażeby umożliwić biednym kształcenie się. Rozpoczyna się praca organizacyjna w tym kierunku.

Za chwilę przejdziemy do opisów najbardziej kuriozalnych, trzeba jednak wcześniej koniecznie zacytować przypis znajdujący się na samym początku rozdziału Wspomnień zatytułowanego Bojkot szkolny. Oto on:

Tekst wg Stempowskiego. Z oryginału Krzywickiego zachowały się tylko trzy kartki, zawierające fragment od słów” „Zrozumieli to zebrani” na str. 380 do słów „należały do przeszłości” na str. 381.

Teraz już możemy iść dalej przekonani, że cała opisana tu historia jest autorskim dziełem Stanisława Stempowskiego.

Wyrażona przez Pepłowskiego, a właściwie przezeń narzucona uchwała wiecu, zamykała uczniom z zakładów państwowych drogę na studia, pozostawali oni poza systemem edukacji rosyjskiej i jedynym wyjściem był dla nich wyjazd za granicę, gdzie nie mieli, poza nielicznymi zamożnymi studentami, żadnych szans na utrzymanie. Stypendia, które rzekomo zbierano zaspokajały małą garstkę i były rozdzielane według zasad, których Krzywicki i Stempowski nie omawiają. Bojkot trwał nieprzerwanie do roku 1909 i dopiero wtedy młodzież przekonała się, że nie ma już żadnej szansy na powrót do państwowych zakładów edukacyjnych. W ciekawy sposób na owo opuszczenie szkół zareagowali Rosjanie. Oto zrezygnowano całkowicie z egzaminów wstępnych, zezwolono na palenie papierosów w szkołach, a egzaminy organizowano i zdawano „na ura”. Ciekawy był także społeczny wydźwięk bojkotu. Okazało się, że w wyniku strajku mury szkół opuściła elita, w dodatku elita patriotyczna, która szukała miejsca w prywatnych szkołach polskich, zwykle za drogich na możliwości finansowe rodziców uczniów biorących udział w bojkocie. Chłopcy ci zostali, na przełomie lat 1908/9 właściwie bez perspektyw. Ich miejsce w szkołach zajęli uczniowie ze sfer, które wcześniej ani myślały o edukacji, synowie praczek, stróżów, dzieci woźniców i poganiaczy bydła pędzonego do miast na rzeź. Chłopcy ci, z chwilą kiedy awansowali w hierarchii społecznej, z chwilą kiedy włożyli mundurek szkolny stali się najzacieklejszymi wrogami uczniów biorących udział w bojkocie. Stali się pretorianami systemu albo narybkiem rewolucji, ale nie rewolucji narodowej, bo ta została wykorzystana do wyczyszczenia szkół z patriotycznego elementu. Stali się narybkiem rewolucji proletariackiej.

Teraz przystąpmy do właściwego, demaskatorskiego opisu przywódców bojkotu szkolnego, który na karty Wspomnień wpełza niczym jadowity wąż. Krzywicki i Stempowski zdają się nie zauważać tego dziwnego dysonansu, kiedy po entuzjazmie dotyczącym wystąpienia Pepłowskiego, po opisach zbiórek i solidarności uczniowskiej, po zachwytach nad dojrzałością społeczeństwa polskiego, trochę co prawda rozhisteryzowanego, ale jednak zbornego, piszą:

Istniało wtedy w Warszawie kółko młodzieży szkolnej socjaldemokratycznej, zebrane z różnych szkół. Byli tam ludzie, którzy skończyli już uniwersytet, a jednocześnie dzieciaki po trzynaście – piętnaście lat. Kółko się nazywało socjaldemokratyczne, ale z widnokręgami socjaldemokratycznymi nie miało wiele wspólnego, tak dalece, że gdy partia socjaldemokratyczna z pobudek, o których tu pomówimy, była przeciwko bojkotowi szkolnemu, kółko socjaldemokratyczne właśnie ten bojkot stworzyło. Właściwie było to kółko młodych głodomorów nerwowych, którzy szukali silnego dreszczu nerwowego. Szukali go wbrew wszelkim przykazaniom partyjnym! Pod maską socjaldemokracji byli tam przyszli socjalbandyci, przyszli karierowicze, a w razie czego przyszłe wydekoltowane i wytynkowane damy, gdyby nie wiek dość podeszły, nie pozwalający im na tynki i dekolty w tej dalekiej przyszłości. W tej przyszłości wielu przedstawicieli tego kółka wykaże, że, jak dalece chodziło tam o dreszcz nerwowy, nie zaś o przekonania socjaldemokratyczne. Że chodziło o dreszcz nerwowy – za dowód może posłużyć skład tego kółka: właściwych Polaków było bodaj tylu lub mniej nawet, ilu było wyraźnych z poglądów swoich i sympatyj litwaków. Organizatorem był przybłęda, który miał mieć żywot awanturniczy w Polsce. Z Rosjanina stał się Polakiem, z prawosławnego – ewangelikiem i katolikiem, z kandydata na ministra – człowiekiem, który zanadto czerpał z kasy powierzonych mu instytucji, bez rachunku i ładu, a z męża zaufania Ministerstwa Spraw Zagranicznych stał się pijaczyną, którego z rynsztoka wynosiła policja i odprowadzała do cyrkułu.

Tutaj musimy zrobić pauzę, żeby nas ten rozogniony koń nie poniósł. Przed chwilą jeszcze byliśmy przekonani, że strajk szkolny zyskał sankcję starszego pokolenia, które reprezentował adwokat Pepłowski, a teraz dowiadujemy się, że istniało jakieś kółko, które z samej tylko chęci przeżycia dreszczu nerwowego rozkręciło machinę strajku i wciągnęło w nią kilka pokoleń polskich uczniów. Darmo próbowalibyśmy się dowiedzieć co rozumie Krzywicki i co rozumie Stempowski pod hasłem dreszcz nerwowy. Chodzi mu zapewne o frajdę płynącą z manipulowania tłumami, które niczego nie rozumieją, wespół z wesołymi i mało pruderyjnymi damami. No, ale jak to było możliwe wobec opisanej dwie strony wcześniej dojrzałości i zborności społeczeństwa polskiego, które zbierało pieniądze na stypendia dla biednych uczniów klas ósmych? Poznajmy lepiej nazwiska członków tego tajemniczego kółka socjaldemokratów, którzy rządzili Warszawą mimo gubernatora, mimo kuratora, mimo władz partyjnych socjaldemokracji. O jaką socjaldemokrację może Krzywickiemu chodzić? Tego nie wyjaśnia, podobnie jak nie zdradza kim był ów tajemniczy osobnik, którego opisał na końcu słowami tak straszliwymi. Przejdźmy teraz do nazwisk:

Skład tego kółka , o ile kogoś nie opuszczono był następujący: Włodzimierz Wakar, Wołkowyska ( primo voto Wakarowa, secundo voto – Baryczyna), W. Radecki, uczeń gimnazjum IV, Rudomino – uczeń Szkoły Kupców m. st. Warszawy, Henryk Pozner, Łazowert Salomon (później działacz sowiecki na Białej Rusi), Bloch ze szkoły Rontalera, dwie litwaczki siostry Drexlerówny, Bronisław Karst, Korjański Ludwik, Honigwill adwokat, Żydówka Maria Makowska z drugiego gimnazjum żydowskiego, Janina Landen.

To wszystko są nazwiska całkowicie czytelnikowi nieznane i przyjąć trzeba, że Krzywicki myli się lub celowo wprowadza nas w błąd obarczają całą winą za bojkot szkolny, którym się przecież potrafił zachwycić, te dziwne osoby. Trafiamy w końcu jednak na miejsce w jego opisie, które coś niecoś wyjaśnia. Oto ono:

Zebrania kółka odbywały się w latach 1903 – 1904 u Janiny Landenówny na ul. Kopernika 4, która była członkinią zarządu w Związku Nauczycielskim Żydowskim, gdzieś w dzielnicy żydowskiej, bodaj na ulicy Karmelickiej. Na zebrania przybywali delegaci od zarządu partii socjaldemokratycznej. Był to zazwyczaj Radwański, z rzadka Dzierżyński. Pośrednikiem pomiędzy kółkiem, a kółkami Żydów rosyjskich był niejaki Suryc czy Saryc. Skład świadczy, iż była to młodzież, dla której sprawa szkoły polskiej nie była zasadniczą, a jeżeli kółko włożyło w nią tyle inicjatywy, to dlatego, że przedstawiała się okazja do silnych wrażeń.

Najstraszniejsze zostawiłem na koniec

W pierwszej chwili chodziło tu o strajk powszechny jedynie dla zadokumentowania rewolucyjności. Bojkot szkoły rosyjskiej ukazał się jako hasło zasadnicze dopiero w trakcie przygotowań ostatecznych, gdyż tylko to hasło mogło być zrozumiałe dla ogółu młodzieży polskiej.

Wypada w tym miejscu jeszcze raz przypomnieć to co sam Krzywicki napisał wcześniej – strajk szkolny uzyskał sankcję starszego pokolenia….Czyje wobec tego polecenia wykonywało to starsze pokolenie? Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego?

Teraz ogłoszenia. Mamy już nowy sklep https://basnjakniedzwiedz.pl/ wszystkie nowe książki będą wrzucane tylko tam, ale sklep na coryllus.pl będzie jeszcze przez jakiś czas czynny, żeby wszyscy mieli czas się przyzwyczaić.

Nasze książki dostępne będą w Słupsku, w sklepie Hydro-Gaz przy ul. Słowackiego 46, wejście od ul. Jaracza

Zapraszam do księgarni Przy Agorze, do księgarni Tarabuk w Warszawie, do sklepu FOTO MAG, do antykwariatu Tradovium w Krakowie i do sklepu Gufuś w Bielsku Białej.

Przypominam, że mamy już nowy numer Szkoły nawigatorów, przypominam także o naszym indeksie zawierającym biogramy osób występujących w moich książkach

http://www.natusiewicz.pl/coryllus/

 

  145 komentarzy do “Narodziny polskiej inteligencji”

  1. No aleś mnie tym Kotarbińskim zamienił w słup soli.

  2. Kotarbiński to jest małe miki. Poczekaj na drugi tom

  3. A kontynuatorzy tamtych organizatorów usunęli matematykę z matury w 1984 roku. Teraz wystarczy do zdania 30% punktów. Też fajnie.

  4. „Po owocach ich poznacie”, szkoda manipulacji …….

    Ale ten Bloch (jeśli to ten sam) jakoś później się zrehabilitował zakładając w Nałęczowie szkołę  o kierunku artystycznym: zabawkarstwo, wikliniarstwo itp

  5. Ależ oczywiście, to wszystko byli i są nadal bardzo zasłużeni ludzie. Nikt temu nie przeczy. Mają jedynie na sumieniu dewastację dwóch pokoleń młodzieży męskiej. Taki wstęp przed II wojną, tylko, że bez zabijania. Ale zasłużeni są bez wątpienia.

  6. Po prostu powala.

    W sprawie „nieznanego Wakara” to ponieważ nazwisko Wakar za czasów PRL było „kultowe” na SGPiS (są jakieś tablice pamiątkowe), to sobie przeleciałam kiedyś to nazwisko przez system „geni”. I wychodzi na to, że Włodzimierz Wakar ur. 1885 zmarły w 1933 syn Anatola Modestowicza Wakara był bratem przyrodnim Aleksego Wakara, ur. 1898 r. w Samarze, rektora SGPiS w latach 1946-1947, o którym docent wiki pisze, że :”…Jego ojciec Anatol Wakar, od 1904 prezes Prokuratorii Generalnej Królestwa Polskiego, pochodził ze zrusyfikowanej rodziny polskiej, matką była Anna Muszkin, Rosjanka….”. Syn pana Włodzimierza Wakara zachowywał się tak akuratnie w PRL , że nawet został sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR tylko nie wiem, jakiego. Pewnie w Olsztynie.

    A ojciec Dzierżyńskiego Feliksa był nauczycielem odznaczonym w 1873 r. orderem św. Anny III Stopnia. Poza tym uwiódł był uczennicę, matkę Feliksa Edmundowicza i „został przymuszony do małżeństwa”.

  7. No mówię, sami zasłużeni dla nauki i kultury

  8. Sami prowokatorzy w czasach carskich, którzy marszowym krokiem przeszli na służbę do komunistów. Jako „częściowi Rosjanie” zostali uznani za wiarygodnych na pierwszym etapie okupacji państwa. Nawiasem, część tej rodziny została po I wojnie w ZSRR.

  9. Polecam Pani tekst:
    http://betacool.szkolanawigatorow.pl/sprawdzian-dla-nawigatorow-pretendujacych-do-oceny-celujacej

    Jest tu o pewnym Walickim, oszuście karcianym podejrzewamy go o wyłudzenia i kto wie może współudział w morderstwie … no ale się zrechabilitował dał ogromne datki na uniwersytet w Wilnie 😉

  10. https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Reforma_jędrzejewiczowska#/search

    .

    To przypomnę tylko skąd mamy system edukacji.  Niby trzeba było. .kontynuacja KEN.

    Proszę się nie sugerować np zachowanymi tradycyjnymi np językami klasycznymi.

    OK…były na szczęście.  I matematyka dobra.

    Rzecz w kompletnym już przejęciu wszystkich uprawnień przez szkołę państwową.

    Dalej było tylko ,,lepiej,,.

    .

  11. Chcecie spaść z krzesła z rana:
    https://pbs.twimg.com/media/DBA6rkCXYAA_dXP.jpg

  12. Ja tam na jego miejscu bym przyszłej Pani prezydent nie wyrzucał lekkomyślnie…

  13. Nie wiem czy mogę. Idąc dalej tropem tytułowego pytania. .

    Tę grupy młodzieży w następnym pokoleniu ukształtowanej przez tę,  całkiem dobrą, szkołę miedzywojenna, mają do dziś przekonanie że musi być edukacja e rękach państwa. I że tylko centralnie coś można,  bo przecież przed wojną był wysoki poziom kształcenia.

    Póki się nie zdecentralizuje ksztalcenia nic się nue są.

    A na decentralizacjię nue zgodzi się władza.

    Bo znowu by straciła to co uzyskano np..tak jak w dzisiejszym tekście widać.

    .

  14. Jeszcze cytat z ksiazki mojego Ojca i znikam.

    ,,Nasza własna, zagubiona myśl, to rozsądek i trzymanie się ziemi, organiczne wiązanie nauczania z glebą..,, itd..

    R. Nowakowski : Dokąd zmierzasz edukacjo?

    .

  15. No,polska patriotka.Zółty bardzo jej pasuje,zwłaszcza z powodu wyraziste kości policzkowe…

  16. Z prof. Aleksym Wakarem to jest jeszcze taka historia, że podobno napisał artykuł pt „O możliwości kryzysów w socjalizmie (czy w komunixmie) „. Artykuł powstał w czasie kiedy na ziemiach polskich budowano zręby władzy ludowej. Za ten artykuł  p. prof. Wakar został z uczelni SGPiS wydalony i wysłany na tzw „białe niedźwiedzie” … zapewne w celach reedukacji. Gdzieś w domu wśród pamiątek, były notatki z wykładu profesora data: październik – listopad roku:  może 1963 , może 1964. Notatki mojego starszego kuzyna, dla którego prof. Wakar to była opozycja „sama w sobie”. Potem były notatki prof. Beksiaka i takie tam opowieści, że informacja w gospodarce socjalistycznej biega jak czółenko tkackie, z góry  od Centralnego Planifikatora do samego dołu, do mas pracujących, które polecenia CP, wykonują i po wykonaniu poleceń z powrotem biegnie informacja do góry.

  17. Czyżby Ludwik był za mało rewolucyjny i wyrobiony politycznie w rozkładaniu akcentów przy wskazywaniu organizatorów bojkotu szkolnego, że go musiał Stempowski cenzurować?

    Ten, co sam syna Jerzego w Chyrowie u jezuitów wykształcił?

    Swoją drogą piękny adres miało centrum dowodzenia rewolucyjnego na Polskę: Kopernika 4..

  18. Gdyby się inaczej zgięła historii sprężyna, to rehabilitowalibyśmy dziś Stalina…

  19. Kopernika 4

    Prawie jak Alternatywy 4 😉

  20. Czy chore dziecko Coryllusa, ma takie objawy: ropne zapalenie zatok i silny kaszel ? Bo właśnie  taka bakteryjka biega teraz po Mokotowie. Trzy lata temu też krążyła, nas mocno dotknęła, bo chorowała cała rodzina (może ona kursuje co roku, tylko do nas zagląda co jakiś czas). Wtedy jak i dziś, były takie same objawy,  ale był źle dobrany antybiotyk, skończyło się aż na trzech tygodniach nieobecności w szkole.  W tym roku wygląda na to że dobrze dobrano antybiotyk,  dziecko pójdzie do szkoły po tygodniu nieobecności.

    Polecamy ZINNAT

  21. Ten truposz powinien pójść na leczenie — w kaftan, sondę do żołądka i odżywić kościotrupa (kościotrupkę?) zanim umrze na tę jej anoreksję. Rzygaczka potajemna: najpierw na przyjęcie, kanapeczka, polędwiczka, łyczek albo dwa prosecco, etc, etc, a gdy „nikt nie widzi” to tup, tup tup, na szpileczkach do WC, palec do gardła i zwraca, worshipping the porcelain god.

    Tylko pedryl może ubóstwiać kościotrupiaszcze resztki kobiety, och! Przepraszam… Co ja mówię — Węglarczyk. Zdradziłem Wam zupełnie niechcąco małą tajemnicę poliszynela? Jakże mi jest teraz przykro, ojejej.

  22. Nie, moje dziecko ma inne zupełnie objawy, nie związane z gardłem.

  23. Nie wiem, co to ten zimnat i nie będę sprawdzać. Tutaj ogólna uwaga dla Rodziców, których dzieci chorują często na katar, zajęty nos, zatoki, i to obojętnie, czy zaropiałe czy „tylko” opuchnięte i z wysiękiem. Często oznacza raz w roku, corocznie – lub gęściej.

    Chorobę taką leczy się operacyjnie, usuwając tzw kolce, wyrostki chrząstkowe blokujące dopływ powietrza do zatok. Gdy zatoka oddycha, to beztlenowce (bakterie gnilne, rozkładające tkanki i kości) zginą, zatrute znajdującym się w powietrzu 21% tlenem.

     

    Tak że, krótko: na katar się operuje. Nigdy inaczej.

     

    Nie, nie ma innej metody wyleczenia. Żadne posiewy, żadne dobieranie cefalosporyn. Tylko chirurgia nosa, przegrody nosowej, fenestracja zatok, korekta podniebienia i ogólnie to, co nasz otolaryngolog, obejrzawszy uprzednio MRT, zaleci sprawdzonemu operatorowi.

     

    Dziękuję PT Rodzicom za uwagę. Koniec off-topika.

  24. My mamy akurat biegunkę, mam więc nadzieję, że obejdzie się bez operacji

  25. Po II W.Ś., kiedy dekretem Stalina litwacy i nasłana na Polskę etruska agentura Rusowerów rozpychać się zaczęła po stanowiskach dyrektorskich w administracji państwowej i w przemyśle państwowym, to „Kopernik” było jednym z ulubionych nowych nazwisk. Musiano zatrzymać poleceniem służbowym kreację dalszych „Koperników” bo przychodzący na Rakowiecką z podaniem o zmianę nazwiska wrzaskami i jękami wymuszali skoperniczenie ich poprzednich nazwisk.

  26. To też. Swoją szosą. Bardziej patrzę na ten wyrazisty przykład działania warszawskiego klanu homosiów, promujących Magdę O., bo „ona taka ładna”, jak to oblizują się na widok chorobliwie chudej kobiety, najrozmaitsze cieplaczki. Nawet te kryptohomo.

    Albo inaczej: zwłaszcza kryptohomosie ją promują. A to jest koszmarny przykład dla normalnych dziewczyn, które dają sobie via TV wmówić, że chudość jest przyciągająca. Nie jest, chyba że homików. Poukładanego mężczyznę żeński chuderlawiec co najmniej dziwi, a najczęściej – niezależnie od ilości i od jakości makijażu – odraża, odpycha.

  27. Zdrowia Wam serdecznie życzę.

  28. Prawie robi wielką różnicę;-)

    A pod tą czwórką na Kopernika to się raczej piekielne towarzystwo zbierało, o którym jak widać nawet po latach Krzywicki szyfrem pisze. Na ten przykład wymieniając jakiegoś Henryka Posnera, który w rzeczywistości był Stanisławem, a raczej Salomonem. O czym Ludwik chyba wie, bo mu cały rozdział w III tomie Wspomnień poświęca. Pan ów, wśród wielu innych, używał za to wielce dowcipnej ksywy: Henryk Bezmaski. W roku 1905 miał już lat 37 i był człowiekiem w pracy rewolucyjnej mocno doświadczonym, podobnie jak jego siostra Malwina (rocznik 1872), która na długo przed Krzeczkowskim polską duszą się zajmowała, pisząc Powieść o duszy polskiej, gdzie wykładała konieczność (dla polskiej duszy, oczywiście) połączenia rewolucji z walką o wyzwolenie narodowe.

    Tu można zerknąć, co to za nołnejmy (wg Krzywickiego): http://www.jhi.pl/psj/Posner_Stanislaw_(Salomon)

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Posner

    Do właścicielki mieszkania, Janiny Landenówny, odsyła gugiel tylko przez dzisiejszą notkę Coryllusa. Nie wiadomo też (to znaczy ja nie wiem, bo Gospodarz może ma jakieś kwity), czy uczeń szkoły kupieckiej, Rudomino, miał coś wspólnego z admirałem Zygmuntem i dziennikarzem Tomaszem?

  29. Nie mam kwitów. Niestety. Nie wiem też czy ma on coś wspólnego z rodziną ziemiańską opisywaną przez Michała Kryspina Pawlikowskiego. No, ale zrobienie sobie wtedy nazwiska nie stanowiło problemu. O wiele ciekawszy niż Rudomino jest ten Radecki, samo jądro warszawskiej śmietanki intelektualnej, otoczony adwokatami i zahipnotyzowanymi wariatkami. Tam zresztą tych nazwisk jest masa. Ci co się nie zapili, albo nie wyjechali do USA odnajdują się potem wszyscy jak jeden w urzędach i ministerstwach II RP

  30. „” Chuda jakaś …pewnie ma robaki…”

  31. Bezmaski

    Prawie jak Pomaska 😉

    Dobra, koniec trollowania. Ściągam laurkę Perla nt Posnera i zagłębiam się w lekturę.

  32. BIBLJOGRAFJA PRAC TOW. POSNERA, OSOBNO WYDANYCH.

    W sprawie handlu żywym towarem 1902

    Ciekawe czy Rutkowski to czytał?

    Szerokie spektrum zainteresowań miał tow. Posner :/ Od szkoły amerykańskiej do handlu żywym towarem. Od demokracji w Finlandii do autonomii Irlandii.

  33. RE-WE-LA-CJA  !!!

    Wczorajszy temat jakos mi nie lezal, Panie Gabrielu… moze dlatego, ze rzeczywiscie kino swiatowe po prostu „dorzneli”… nawet Monica Belluci – dla mnie – malo przekonujaca… no i te zarosniete klaty… nie lubilam i nie lubie obrosnietych facetow… brrr…

    … ALE… dzisiejszy temat to  SAMA  MAGIA… tylko podziwiac i „zahfycac sie”… sam czar… i „etuzjasm”…

    … no mnie sie tylko kojarzy… Puchewicz – SAKIEWICZ  !!!

    Tak sie jakos zlozylo, ze chyba dzis „nasz” pulblicysta, „emisariusz”, bojec „wzmorzony patryjotycznie”  Za Wielka Woda… moze walczy o zniesienie wiz dla Polakow… coby mieli gdzie wyjezdzac… bo zmywak sie skonczyl… kurorty egipskie tez… wiec moze walczy ostro z „klubamy gapol’a” na amerykanskej ziemi… dla przyszlych ewentualnych… stracencow !!!

  34. Jeszcze  zlodziejskich  starych kiejkutow  tam brakuje !!!

  35. Pokażę Tobie (uwaga: dość długie, bo ładnych parę stron mają te rozważania) i Czytelnikom Coryllusa przenikliwie przemyślane podsumowanie długich efektów edukacji, pojmowanej jako suma bodźców, oddziaływujących na uczące się dziecko, na zanurzony w rzeczywistości społecznych interakcji organizm. Już tu raz cytowany Marek Głogoczowski  http://markglogg.eu  opowiada, jak to całe populacje są hodowane tak, aby wymusić na ludziach sterowalność, posłuszeństwo.

    Autorem jest fizyk ciała stałego, a potem genetyk, który w jego pracach o edukacji łączy wiedzę z kilku dziedzin, by nam pokazać, że taka celowa hodowla ludzi w danym, określonym celu jest możliwa. Nie antycypowaną, niespodziewaną konkluzją jego badań jest wniosek o dziedziczeniu skłonności do posłuszeństwa wobec władzy. Do sprawowania władzy zaś wystarczy wspieranie wygodnictwa u rządzonych i szermowanie ciepłą wodą w kranie jako symbolem genetycznie dziedziczonego wygodnictwa.

    Następujący cytat zawiera, po części, podobne spostrzeżenia, jakie klarowniej wyartykułowali Toyah i Coryllus. Cytuję powstałe w latach 1970-tych i 80-tych rozważania, opublikowana na początku roku 2017, jeszcze znacznie przed ujętą w zrozumiały dla nas sposób przez Gabriela kwestią hodowli posłusznych elojek, tańczących na rurze; przed przestrzegającym nas mocnym głosem Krzysztofem, nie dalej niż wczoraj pokazującym nam hodowlany cel reklam supermarketów. Tym bardziej powinniśmy docenić jaśniejszy niż u Głogoczowskiego wykład o rzeczywistości, jakim nasi Autorzy podzielili się z nami, bo powstał on bez teorii ciała stałego, i bez studiów genetyki. Na dodatek, co chętnie powtórzę, wykład C+T jest jeszcze trafniejszy, niż ten podlinkowany. Dość uwag! Cytuję przenikliwe myśli M.Gł.:

     

     To, czego budowy jesteśmy obecnie u nas świadkami, zasługuje na socjobiologiczną nazwę NOWOTWÓR POLSKA, społeczny POTWÓR dewastujący wszystko na swej drodze „rozwoju cywilizacji”. (Patrz architektura dzisiejszej Nowej Warszawy, […] albo postępujące ZBRZYDNIĘCIE coraz bardziej otyłej populacji, karmionej hipermarketową „strawą”, także tą intelektualną!)
    Jeśli zaś chodzi o praktyczną hodowlę nowotworów, nie tylko w formie wyizolowanych „in vitro” tkanek – ale także „in vivo”, w ciałach zwierząt – to po początkowym silnym stresie, zwanym INICJACJĄ, zazwyczaj praktykuje się, trwającą czasami nawet dziesięciolecia, PROMOCJĘ zachowań, jakie zamierza się utrwalić w genotypie modyfikowanych roślin oraz zwierząt. W wypadku wieloletnich „szkoleń” GMOLP, Genetycznie Modyfikowanych Organizmów Ludzi Pracy, u których globalni hodowcy sztucznie rozbudzają – głównie za pomocą wszędzie wciskanych REKLAM – jak najbardziej prymitywne ludzkie pożądania. Tymi obiektami, wymuszającymi działania ludności w kierunku ich pozyskania, są przede wszystkim PIENIĄDZE, za które można kupić rozliczne URZĄDZENIA TECHNICZNE, zwalniające „szkoloną” ludność od wszelkich, wydających się być uciążliwymi, życiowych czynności. Atak PLANTATORÓW GMOLP-ów jest szczególnie nacelowany na „słabszą”, na żeńską połowę ludzkości – by poprzez jej wymagania kontrolować zachowania się i tej „mocniejszej”, tej męskiej jej połowy.

  36. O historii sprężyna długa jest i nie zawsze wiadomo kto ją wygina. Narodziny to taki nienowoczesny termin, a socjalizm był nowoczesny. Projektował, tworzył, stwarzał wręcz człowieka. W 2 tomie Woyniłłowicza, jak przeczytałem go chronologicznie to zdziwiło mnie bardzo, że I wojna światowa w głowie pana Edwarda nie zakończyła się w 1918 ani nawet w 1920 roku. Takie odniosłem wrażenie. Zakładam, że po lekturze Baśni Socjalistycznej będzie podobnie tylko z innego ujęcia.

  37. Mam nadzieję, że niejednemu tomami o socyalizmie poszarpiesz nerwy.

  38. Ten knur „wenglarczyk” jest ponoc passe… teraz wizerunek temu truposzowi ocieplajom… „menzem i curkom”.

  39. Tu są „wybrane” fragmenty. Jest nawet jakaś sprawa Uljanowa 145/76 z niemieckich sądów. Ale jakoś mi to wszystko wygląda na walkę z nieuczciwą konkurencją sponsorów tych alfonsów, co się parę lat później za łby wzięli na warszawskim bruku…

    http://lewicowo.pl/nad-otchlania-w-sprawie-handlu-zywym-towarem-fragment/

    Raptem kilka stron z większej całości, nie wznawianej od 1903. Podejrzewam, że znacznie ciekawsza jest ta pominięta reszta.

  40. trzeba by jakiś instytut powołać do samego badania pism Krzywickiego

  41. Zygmunt może mieć, bo pochodził ponoć z Wileńszczyzny. Ale jakoś dziwnie sierota bez ojca i matki. Podobnie jak Tomasz dziennikarz.

    Radeckiego zaraz sprawdzę, ale ten Pozner Bezmaski tyż pikny. Kolejny adwokat rewolucjonista.

  42. Tutaj cz. 1. Ponad 100 stron. Miłej letkury 😉

  43. W II tomie będzie rozdział pod tytułem „Merkurialny charakter palestry”. Niech się już to wszystko przewali, żebym mógł zacząć go pisać

  44. Żeby Ciebie czytać to istotnie trzeba wziąć Oddech.

    Rzecz nie wymieszaniu się tylko w tym, żeby prosto i zrozumiale zrobić.

    Napisałam wyżej,  co zrobić.

    I tyle.

    Kto tego nie rozumie, będzie tak komplikować, jak ten facet.  Ludzie się wystrasza.

    .

  45. Nie w wymądrzaniu

    .

  46. Na pewno w Olsztynie!Mamy tu skwer jego imienia!A ja się zastanawiałam,co to za czort!Nawet sądziłam,że to jakiś skrót jak PKWN czy KEN.A tu masz!

  47. Szczęśliwe miasto Olsztyn, nie zna patronów swoich skwerów

  48. No niestety jest jeszcze Limanowski,Hanka Sawicka,Niedziałkowski …To z tych w pobliżu.Jakoś Olsztyn nie może się pożegnać z socjalistami.Moje rodzinne miasto uporało się z nimi już 20 kilka lat temu.

  49. „Rzecz najważniejszą Krzywicki napisał w samym środku swojego opisu. Zdradził nam mianowicie, że postawa młodzieży w czasie bojkotu szkolnego, postawa ze wszech miar godna pochwały w sytuacji kiedy młodzież postawiona byłaby wobec okoliczności jasnych, postawa skrajnego lojalizmu wobec grupy, bez oglądania się na to kto akurat grupą kieruje, kształtować się zaczęła w roku 1890, albo w jego najbliższych okolicach.”

    To mniej wiecej wtedy urodzil sie Tomek Wilmowski. W 1904 byl juz na tyle duzy zeby robic sobie jaja z demonicznego nauczyciela geografii, Krasawcewa.

  50. Tak właśnie, a ten nauczyciel nie mógł nic zrobić poza poczęstowaniem Tomka papierosem, jeśliby tamten oczywiście, zechciał zapalić

  51. Ślicznie powiedziane. Opatrzność Boża sprawiła, że dokładnie to robię. Trzymam się ziemi. A wielu sąsiadów ma mnie za obłąkanego. Ale to nawet nieźle.

    Dobra, idę walczyć z chwastami w grochu, bo burza przeszła bokiem.

  52. Ja też nie przepadam za MO, ale tak zdecydowana krytyka wyglądu ( Pan wspomina o anoreksji) być może chorej kobiety to chyba lekka przesada.  Mocne epitety bardziej należą się socjalistycznym prowodyrom. Z kontrrewolucyjnym pozdrowieniem

  53. No fakt, z Magdą coś jest nie tak.

  54. Ale jakbyście bardzo chcieli, za odpowiednią opłatą zoperować się na biegunkę…to coś sie zawsze wymyśli;)

  55. W miarę dokładny życiorys Aleksego Wakara jest taki, że w 1946 r. został rektorem SGPiS a w 1950 rektorem Akademii Nauk Politycznych czyli „szkoły czerwonych dyplomatów”. Napisane jest u docenta wiki, że „W latach 50. został poddany szykanom Urzędu Bezpieczeństwa i pod zarzutem kontaktów z emigracją rosyjską przekazany władzom ZSRR, które skazały go na karę 10 lat obozu pracy…”. Ale już w roku 1955 był znowu na stanowisku profesora SGPiS. Czyli na tych „białych niedźwiedziach” to był raczej krótko i nie musiał grzebać po śmietnikach po powrocie tylko dalej był „swoim człowiekiem”. Ta opowieść to może być legenda, bo równie dobrze mógł sam pojechać do kraju swoich przodków czyli do ZSRR na jakąś ważną posadę. A jak w 1956 r. stalinowców towarzysz Gomułka trochę pogonił, to trzeba było sobie wytwarzać „legendę opozycjonisty”. Dla potomków.

  56. No wlasnie, gdy bylem chlopakiem w podstawowce to pochlanialem przygody Tomka i jego przyjaciol bo bylo faktycznie co czytac. Ale tak sobie teraz pomyslalem :” dlaczego ten Szklarski (pisarz niewatpliwie utalentowany) tak sie zawzial na tych nieszczesnych Rosjan i cara?” Przeciez oni akurat ludzi pokroju Andrzeja Wilmowskiego czy bosmana Nowickiego traktowali w sumie znosnie.

    Czemu nie umiescil pisarz  poczatku akcji w Poznaniu na przyklad albo we Wrzesni? I nie wzial na celownik Prusakow zamiast Rosjan?

    No ale zaraz sie zreflektowalem, toz przeciez Tomek Wilmowski z przyjaciolmi lowili egzotyczne zwierzeta dla pana Carla Hagenbecka.

    Zreszta, Alfred Szklarski, jak i wiekszosc miedzywojennej inteligencji, mial wszczepiony (jak jakis czip) feblik socjalistyczny i w jego dzielo musiala byc wpleciona misja ideologiczna.

    On planowal jeszcze napisac „Przygody Tomka na Alasce”, tak przynajmniej glosi polska wikipedia ale zmarlo mu sie.

    Powinna sie ukazac ksiazka „Przygody Tomka w Partii Socjalistycznej”. A epilog dalbym taki: Tomek z posiwialymi przyjaciolmi stoja oslupiali, patrzac w 1939 r. na plonaca Warszawe. I koncowe zdanie; Widzicie durnie do czego doprowadziliscie?

  57. To chyba ja taką książkę napiszę.

  58. To raczej ostatni rozdział powinien tak się kończyć. Po ostatnim rozdziale jeszcze powinno być posłowie z kilkoma zdaniami o powstaniu warszawskim, sprowokowanym między innymi przez naszego ulubionego Józefa Rettingera. Późniejszy współtwórca Klubu Bilderberga i Mumii Ojropejskiej zapracował sobie na poczesne miejsce w takiej opowieści.

  59. gdzie się nie obrócić to d… z tyłu, a etruskowie już przed wszystkimi, daleko z przodu

  60. Odwrotnie, Etruskowie znajdują się na samym końcu.

  61. Pełna przygód książka o życiu Tomka w carskiej szkole, o tym jak się zapisał do socjalistów, roznosił ulotki.  Pasjonujące dialogi między nim a np Waryńskim czy Dzierżyńskim. Taki prekel, czy jak to się nazywa w filmie. Łatwo powiedzieć, ale to duże wyzwanie.

  62. Co śmieszniejsze to „Rota” też miała być antyrosyjska ale że powstała w tymże zaborze to miało być o Niemcach.

    W sumie we wszystkich zaborach miło nie było.

  63. No jak to? Leszek Mazan twierdzi, że w Galicji było super

  64. Waryński to mógł prowadzić dialogi z hrabią Zubowem, a nie z jakimś Wilmowskim

  65. Co jest?! Wraca człowiek po przeszło 6 godzinach do komputera, a  tu pod tak ważnym tekstem tylko 67 komentarzy?! A o klacie Rogera Moora to aż 238 się natrzaskało…

    Jak tu żyć, zwłaszcza kiedy szacowne osoby, z pełną aprobatą, tak przywołują Krzywickiego AD 2013 w pięknym mieście Zamościu: „Wielu autorów opracowań naukowych i pamiętników dotyczących tamtego okresu jednoznacznie stwierdza, że starsze pokolenie Polaków pogodziło się z niewolą narodową. Pragnieniem rodziców, a zwłaszcza ojców, było, by ich dzieci robiły karierę w ramach istniejących uwarunkowań politycznych. Tymczasem młodzież gimnazjalna głęboko odczuwała potrzebę odzyskania niepodległości przez Polskę, czemu wyraz dał m.in. znany myśliciel marksistowski Ludwik Krzywicki (1859-1941), który pisał: „Starsze pokolenie było pełne bojaźni pańskiej: w cierpliwości i pokorze ducha znosiło ucisk polityczny i narodowościowy […]. Ale gdy ojcowie milczeli, dzieci, a więc młodzież akademicka i gimnazjalna robiły historię kraju. Cały ciężar walki spadał na to pokolenie niezmężniałe jeszcze, niezahartowane, ale wielkim entuzjazmem uniesione.http://www.zamosconline.pl/text.php?id=9600&rodz=fot&tt=11-listopada-dazenia-niepodleglosciowe-polskiej-mlodziezy-szkolnej-przelomu-xix-i-xx-wieku

    Sami zobaczcie, kto to mówi! A zna pamiętniki z epoki i sam nawet kilka prac szkołom i panującym tam stosunkom w zaborze rosyjskim poświęcił, w tym jedną o niewłaściwym stosunku uczniów (sic!) do nauczycieli: http://biblioteka.zamosc.pl/dat/attach/34887_galek_czeslaw_2015.pdf

    Trzeba tam kilka egzemplarzy Baśni socjalistycznej podesłać dla wyprostowania światopoglądu!

  66. Dopiero za CK monarchii, czyli za dojrzałego Franza Josepha;-))). A i to nie całkiem. Chociaż nauka wtedy po polsku się już odbywała.

  67. Z modlitwa dla Panskiego dziecka. I  z wyrazami wielkiego szacunku

  68. Radecki W., to ten psychoanalityk Wacław, od fenomenów elektrycznych i skandalu z hipnozą, po którym do Montevideo trafił na stałe? I co się z córką Pepłowskiego, Haliną, ożenił? Któremu prawdopodobnie właśnie z tych składek studia medyczne w Genewie patriotycznie wzmożone rodaczki sfinansowały?

  69. Krzywicki był gangsterem, człowiekiem Zubowych, który decydował na kim można wymuszać haracze, a na kim nie. Meysztowicza nazywał głupkiem, a Milewski w ogóle nie pozostawał w jego zasięgu. Komentarzy jest mało, bo najważniejsze wydarzenie I połowy XX wieku w Polsce – strajk szkolny jest przykryte śmieciami i niezdiagnozowane właściwie. Oni wszyscy opowiadają o strasznych mieszczanach, że dom, że stasiek, że drzewo i nie zauważają konsekwencji wydarzeń z lat 1905-1908 dla całej historii Polski.

  70. Tak, te rodaczki wzmożone, to jest prawdziwy dopust boży…one się zawsze wzmagają nie w tych momentach kiedy trzeba

  71. Teraz jest inaczej. Jeśli będą liczne szkoły w których nie będzie nauki po polsku lecz po angielsku, to aby się do takich szkół dostać trzeba będzie dać sporą łapówkę.

  72. Skoro nawet sam ks. kanonik Czesław Galek, dr hab. nauk humanistycznych, te śmieci w 95 rocznicę odzyskania niepodległości powiela z aprobatą, to co ma biedna młodzież robić? A w tym referacie jest też pochwała niejakiego Roweckiego Stefana, ps. Radecki Stefan, który w Piotrkowie Trybunalskim uczniowskimi „oddziałami represyjnymi” kierował. Specjalizującymi się m. in. w tłuczeniu szyb Rosjanom.

  73. Smiem twierdzic, ze… tego wszelkiego  dziadostwa…  k*******…  zlodziejstwa…   najwiecej jest wlasnie tu… we Francy !!!

  74. Strajk szkolny we Wrześni też jest okryty mgłą krętactwa. Choć był o nim film z samym Stuhrem.

  75. I w tym nasza nadzieja. Bo Józef Mackiewicz twierdził słusznie, że trudniej wodę z mózgu robić w obcym języku. I nie zawsze nauka po polsku (on akurat miał na myśli okupację sowiecką Wileńszczyzny) jest dobrem samym w sobie. W pewnych okolicznościach ważniejsze są nauczane treści, a nie język, w którym się je przedstawia. Czasem język może być narzędziem zarazy…

  76. Projekt Ogórek. Faza „Łączka”.

  77. Jest aż tak źle? Język polski jest teraz narzędziem zarazy i trzeba uczyć angielskiego by dzieci czytały Harry Pottera w oryginale?

  78. We Wrześni, w 1901 r., chodziło o naukę religii po polsku. I protest, po pobiciu dzieci zamieniony w strajk, zorganizował ks. Laskowski, tamtejszy katecheta. Nie miało to przełożenia na sytuację międzynarodową, jak w przypadku Rosji podczas wojny rosyjsko – japońskiej, kiedy pod pretekstem walki o sprawę narodową realizowało się interesy międzynarodowej finansjery. Co gorsza, wbrew polskiemu interesowi, o czym wyraźnie pisze Coryllus, wspominając rolę, metody i skuteczność Stanisława Lewickiego w walce o nauczanie religii po polsku.

  79. Czytaj Waść ze zrozumieniem! Któż to każe Waści dzieci do szkoły z angielskim wykładowym posyłać?! I jeszcze za to łapówki dawać?! W te klocki to się warszawscy etruskowie bawią od przedszkola, ale dla nas to nie jest żadna szkoła elit, ani kuźnia kadr, tylko prosta droga do piekła. Albo w przypadku takich Blumsztajnów – do Wylatowa.

  80. zależy z którego końca patrzy

  81. Ja miałem angielski w przedszkolu, czyli w latach 1960-1962. W sumie dziwne. No ale wszystko zapomniałem. Był silny nacisk środowiska na naukę angielskiego. Sąsiedzi z ładniejszych domków, chodzący na wywiadówki z pistoletem pod marynarką, niesłychanie forsowali naukę angielskiego dla swojego potomstwa, więc moi rodzice starali się nadążać za trendem lat 60. Ile sie nałaziłem po tych lekcjach prywatnych, ile forsy ubogich rodziców na to poszło..Bez sensu, bo przecie nie byłem z tej kasty.

  82. 😉 trzymam za słowo, to by było coś!!!!! chętnie kupię

  83.  

    eskimosi jak starsi, wczesniej zaczęli

  84. Rodaczki…

    … rozne Nowaki, Legutki, Ryby, Gowiny, Szczerskie, Krasnodebskie… tudziez Bartosiaki i reszta pijawek i darmozjadow na panstwowych dotacjach, na roznych „estytutah”… „studiuf wschodnich, miedzynarodowych, amerykanskich, sobieskich, wolnosci” itp. bandyckich projektow do przewalania kasy  – wzmoga sie jak beda granty dzielic…

    … to prawdziwy dopust bozy… zeby cala polska mlodziez zobaczyla wreszcie komu zawdziecza te… stracona szanse na godne zycie… cala generacja mlodych Polakow… cale mlode, srednie pokolenie…

    … ma teraz wyjatkowa SZANSE na wysprzatanie Ojczyzny… i poprawe swego losu !!!

  85. Zdecydowana większość z nich jest ostatnia w rzeczy najważniejszej – w wierze.

  86. L. Krzywicki nic nie wspomina o kuloodpornych koszulkach patriotycznych z wilkiem lub husarzem. Ciekawe, bo dziś dreszcz narodowy to chyba w tych tekstyliach.

    Stanisław Lewicki „Wielopolski drugi”(chyba można go tak nazwać?) i jak zwykle prowokatorzy i patriotyczne wiedźmy wszystko popsuły. Jakoś to tak leciało u Szwejka: „nachalne te k… i zuchwałe”.

    Podmiana w szkołach młodych patriotycznie nastawionych na tych z dołów społecznych to majstersztyk inżynierii społecznej.

  87. Szklarski musiał się starać.  Dostał 8 lat za jakąś tam współpracę z Niemcami.  Odsiedział pięć.

  88. OT:  Czy prof. Jaroszyński jest nasz?

    Prof.Jaroszyński: „To nie jeden naród, który się podzielił, tylko to są obcy…

    http://wawel.salon24.pl/781966,prof-piotr-jaroszynski-to-nie-jest-jeden-narod-ktory-sie-podzielil-tylko-to-sa-obcy

  89. To działa średnio. Za komuny gazety stale jęczały, że mimo preferencji dla młodych niskiego pochodzenia ilość chłopskich studentów jest niższa niż przed wojną.

  90. A jakie to było proste przecież. Potem ci co mieli pieniądze wrócili do zakładów prywatnych, a ci co nie mieli pieniędzy zasilili szeregi rewolucji, przemysłu ciężkiego w Niemczech i USA. Wilk syty i wilk syty….

  91. To nieładnie czepiając się słówek i żartów zobowiązywać innych do ciężkiej pracy.

  92. Mnie po lekturze najnowszej baśni zastanawia to certolenie się policji carskiej i biurokracji z wierchuszką socjalistów. Przyznam, nie wiedziałem, że aż tak im nadskakiwali. Baron Korff odwiedzających więźniów i pytających czego sobie życzą to jest coś. A potem i tak ci socjaliści i komuniści wykończyli piorunem steażników starego porządku. Wniosek, z terrorystami się nie negocjuje tylko rozstrzeliwuje.

  93. Sprawa jest prosta. Samodzierżawie to był ustrój idealny, pod jednym wszak warunkiem – że gwarantowały go zagraniczne banki. Na przykład z Amsterdamu. Kiedy takich gwarancji nie było przewracał się pod ciężarem korupcji urzędników. Pan baron Korf przychodził do socjalistów, których wcześniej pozamykał, żeby sprawdzić czy są chętni do dzielenia się dolą z napadów. Jeśli takową chęć wyrażali, to mieli szansę żyć na wolności, jeśli nie jechali na Syberię, a ci wyjątkowo uparci, którzy ten cały socjalizm traktowali serio, byli wieszani. Tych jednak z samej wierchuszki było tylko dwóch – Okrzeja i Mirecki. Dwóch murzynów dla rekinów jak napisała Jola

  94. O tym jakiego rozmiaru kanalią był Krzywicki świadczy poniższy cytat:

    °(…) Ówczesna młodzież gimnazjalna wywodziła się w wiékszości z dość dobrze sytuowanych domów, przede wszystkim z rodzin szlacheckich, inteligencko-urzędniczych i przemysłowo-kupieckich. Do niej to zwracał sę w mentorskim tonie popularny wykładowca tajnych kółek samokształceniowych Ludwik Krzywicki w swoich wskazaniach moralnych pt. Sic itur ad virtutem, drukowanych w 1904 r. na łamach „Ogniwa”: „Wiedz, że podwoje świątyń sztuki i nauki dlatego stoją przed tobą otwarte, a świat Ideału odsłonił swoje powaby, ponieważ inni ciemnotą swoją i nędzą okupili dostatek domu twojego, żmudnym zaś i ciężkim wysiłkiem opłacają poloty twego ducha. Od wczesnych dni życia swego przywłaszczasz to, co nie było twoje. Gdy ssałeś pierś mamki swojej, odbierałeś ubogiemu niemowlęciu jego matkę, jej mleko i pieszczoty, i pozbawiałeł złotych snów dziecinę na łonie rodzicielki. Wychowałeś się z daleka od posępnych widoków hańby, bo jak tuman wieczorny pokrywa przepaści górskie, tak zamożność rodziców twoich odsunęła pokusy […] Dłużnikiem jesteś. Nie będziesz więc żądał od ludu wdzięczności, iż z nim jesteś, a sprawy jego broniąc wyrzec się musiałeś zaszczytów i dostatków”. Dawał młodym następujące wskazówki na dalszą drogą życia: „Idź w gwar życia, na to pole walki nieubłaganej. Uzbrajam cię w poczucie godności twej człowieczej, w ukochanie czystych rąk i czystych środków, we wrażliwość na bóle i krzywdy, w poszanowanie oblicza ludzkiego nawet u przeciwnika”. Przytoczone wskazówki moralne zapadły w serca wielu uczestników walki o szkołę polską.»

    Str. 13 w:
    http://www.ihnpan.waw.pl/redakcje/rozprawy/2006miaso.pdf

  95. To jest naprawdę niesamowite. I potem te opisy jak zaszantażowany przez gang z II Proletariatu Smolikowski przychodzi najpierw do Krzywickiego, żeby coś zrobił. Pan Ludwik zaś mówi bandziorom, żeby nie ruszali Smolikowskiego, bo to swój człowiek. I gotowe. Rewolwery do kieszeni, groźne miny łagodnieją, chłopcy szurają nogami i kłaniają się z szacunkiem. To była świnia wyjątkowa.

  96. A co to za virtus, którą Krzywicki sławił? Gotowość poświęcenia własnego życia sprawie rewolucji światowej w cuchnących polotach ducha? Fuj!

  97. > Krzysztof Laskowski

    Film z 1934 r. pt. „Młody las”, wg scenariusza Hertza, Sterna i Lejtesa, o strajku szkolnym 1905 r.:

    https://www.youtube.com/watch?v=UNkPgLt5Drs&t=2s

  98. Jeszcze kilka lat temu bym powiedziala, ze profesor Jaroszynski jest ‚nasz’… dzis powiem zdecydowanie, ze nie wiem czy jest ‚nasz’… ale nie ma to juz dla mnie znaczenia czy on jest ‚nasz’  czy ‚nie nasz’.

    Narod polski  NIE  JEST  PODZIELONY  !!!      Narod polski jest  tylko celowo manipulowany… i cynicznie  oklamywany przez prawie wszyskie media w Polsce !!!  Prawda jest, ze zycie polityczne i media zdominowane sa przez  ANTYPOLAKOW… czyli obcych !!!

    Wywiad pana profesora Jaroszynskiego dla mnie jest… rozczarowujacy… choc ogolnie mozna sie z nim zgodzic… ALE…

    … primo… nie wystarczy wlaczyc internetu… i sobie tylko wyswietlic i poczytac… w internecie jest  MOC  GOOWNA… czyli dezinformacji… taki madry blog jak coryllus.pl i portal „szkola nawigatorow” – w Polsce – jest  TYLKO  jeden…  a jak kiedys „w razie co” wylacza internet… to po autorze tego bloga pozostana… ksiazki oparte na PRAWDZIWYCH wspomnieniach, swiadectwach i licznych sprawdzonych archiwach…

    … secundo… Polonia powinna wrocic do… swoich domow… do Ojczyzny… do Polski… w Polsce jest miejsca DOSC  dla Polakow… zaden „kodeks Polaka-imigranta” nie wchodzi w gre !!!… ani dzis ani w przyszlosci… to jest tylko mrzonka albo pobozne zyczenie pana profesora…

    … to zawsze bedzie… KONGRES  POLONII – wlasnie tak jak szyderczo to powiedzial – 2 prezesow,  3 sekretarki, Bob w chevrolet’cie… a dzis do kompletu  SAKIEWICZ  i kluby gapol’a !!!

    Po prostu – przewal kasy przez  Sakiewicza i cale to sprzedajne siolo „partyzanta wolnego slowa”… syf i obciach… jedna wieeelka  ZENADA… GAPOL’NADA !!!

  99. No nie. Zęby pogubili jak ja ?

  100. Carski system sprawiedliwości pod wieloma względami był łagodniejszy niz na zachodzie.  W 19 wieku praktycznie nie było kary śmierci za wyjatkiem przestępstw politycznych, w których zbyt chętnie wyroków śmierci nie wykonywano.  Nie bylo dożywocia.  Za morderstwo 15 lat ciężkich robót.  Dla porównania w 19 wieku w Anglii, Walii i Szkocji wykonano 3850 wyroków śmierci.  Na ile ta względna łagodność systemu carskiego miało wpływ rosyjska wiara a na ile chęć przypodobanie sie zachodowi swoim liberalizmem i oświeceniem?   I jak to się miało do powodzenia rewolucji bolszewickiej?  Zresztą Kiereński otworzył wszystkie więzienia.

  101. Nie wiem czy Coryllus pociągnie w drugim tomie temat Łodzi, miasta gdzie w latach 1905-1907 zginęło/zamordowano tysiące ludzi, w tym na zlecenie gangów za stosunkowo niewielkie pieniądze. Odezwa z nazwiskami to nie jest ostracyzm – to (moim zdaniem) wskazanie ludzi do wyeliminowania.

    Warto zauważyć, że Polacy byli w Łodzi mniejszością etniczną – po Niemcach i Żydach.

  102. Jeśli kał na prąciu ktoś uważa za powabny, to i cuchnące poloty ducha mogą mu pięknie pachnieć.

  103. https://twitter.com/R_A_Ziemkiewicz/status/869223672556523521
    https://superhistoria.pl/xix-wiek/30896/Bardziej-szwolezerscy-niz-szwolezerowie.html
    Nie wiem jak wy ale ja po zobaczeniu tego tweeta mam wrazenie, ze inspiracje to tego tekstu  RAZ znalazl na tym blogu.  Oczywiscie wnioski /przyczyny tego stanu sa inne niz u Coryllusa ale temat naszej innosci-„szwolezerskosci“ jest walkowany na tym blogu od lat.
     
    Ksiazka o Pilsudskim teraz temat „swolezerskosci“ ,(ktory meczy go od lat)  mam wrazenie, ze RAZ cierpi na brak swiezych pomyslow.

  104. masz dużo racji, ale faktu b.dużej ilości Polaków na obczyźnie nie zmienimy, jednakże mogą Niemcy na starość do Polski się lokować to i Polacy z emigracji mogliby to robić, tylko jest jedno ale: RP to państwo totalitarnego bandytyzmu i nie mam odwagi komukolwiek proponować aby tutaj mieszkał, a już wzywanie do powrotu z mieniem, które ma zostać łupem czerwonej hołoty wykluczone

  105. Cholerny dureń i szkodnik. Wioskowy przygłup…kiedy on się wreszcie zamknie.

  106. jest rok 2017 i epatowanie Piłsudskim, Dmowskim, iluzjami ideologicznymi rodem z XIXw. [jak coryllus dobitnie wykazuje] jest po prostu zabawą w noc żywych trupów i tyle; frajerzy mogą sie egzaltować, że RAZ i reszta pisarczyków mają cuś do zaproponowania w ramach funkcjonowania państwa, oni nic nie maja do ani do zaproponowania ani do pokazania jako problemów wymagających rozwiązań doktrynalnych [ach, doktryna]

  107. szanse mają ale czy podejmą wyzwania?

  108. teraz też k.. miło nie jest

  109. Druga częśc off-top.

    Filozoficznie – proponuję schować mechanistyczna dumę do kieszeni: jakby z natury te kolce przeszkadzały, to by nam ich Bóg nie dał.

    Więc nie zgadzam się z Twoja propozycją.

    Moje doświadczenie? 10 lat chorowałem na zatoki po 3-4 razy do roku, zdychając za każdym razem po 3-5 dni jak w dobrej grypie.

    Zmiana diety (prawie wcale nabiału, wcale mącznych, duuuża redukcja cukrów – do 5-10g/dobę) – skutek? Od  7 lat choruję z raz do roku, ale mimo siedzenia w domu daje się popracować jak trzeba nawet z 5h dziennie, już od pierwszego dnia choroby.

    Więc oprócz ewidentnych ciężkich przypadków – ingerencji chirurgicznej niepotwierdzonej przez 3 nieznajomych lekarzy – mówię stanowcze nie.

    I przypominam – jest grzech pychy.

  110. A w temacie – jestem na III rozdziale S&Ś.

    Historia to nie wrogów, tylko jakichś partnerów w biznesie, szorstka, ale rzeczowa, każdy ze swoimi interesami. Informacje o Waryńskim i Szlisselburgu – w proch i pył rozbijają mi chęć powtarzania emocjonalnych strof „Elegii na śmierć…”

    Do strajku szkolnego  – jeszcze nie dotarłem. Więc po kolei.

    Ze względu na nawał obowiązków – mi by wystarczyły notki co dwa dni 🙂

  111. Ten artykuł to nawet nie jest obok tematu, to są jakieś kosmiczne brednie.

    Poniżej omówienie przykładowej bibuły kierowanej do gimnazjalistów, co ciekawe pierwszy numer wydrukowano miesiąc przed „spontanicznym zrywem”:

    http://dlibra.umcs.lublin.pl/Content/19960/czas2913_28_1980_4.pdf

  112. Ja w ogóle mam wrażenie, że to pieprzenie o szwoleżerach służy tylko werbowaniu pobudzonych młodzieńców do wojska. Innej zdaje się roli pisarze tacy jak Ziemkiewicz i Łysiak nie mieli i nie mają

  113. Wyjątkowo, bo nie potrafię inaczej

    /home/maria/FOTO/Kto to?.jpg

    No nie idiota?

  114. Miało być zdjęcie.

    Może coś wymyślę, bo warto.

  115. Powyżej szwoleżer w pełnej krasie.

  116. „To nieładnie czepiając się słówek i żartów zobowiązywać innych do ciężkiej pracy.”

    Mam  nadzieję, że podobnie jak ja sobie nieco żartobliwie dworujesz 🙂

    A poważnie, pomysł z zakończeniem sagi o Tomku Wilmowskim uważam za znakomity i wart realizacji. I nie znam nikogo kto mógłby to zrobić lepiej niż Coryllus.

  117. Menda wyjątkowa, udająca proroka i w biblijny ton uderzająca. Ale wniosków ani jego ówcześni przeciwnicy polityczni, ani dzisiejsi historycy wolą nie wyciągać, bo by im się nie tylko własne oblicze w lustrze zwichrowało, ale cały obraz świata zaburzył. Na dowód taki cytat z następnej strony linkowanej przez Waćpana pracy: „Czołowy działacz Zetowy Stanisław Dobrowolski tak wspomina ten dzień: W jeden z gorących dni wrzenia rewolucyjnego w sobotę rano 28-go stycznia mieszkańcy Warszawy ze zdziwieniem ujrzeli tłumy młodzie¿y uczniowskiej na ulicy,opuszczającej w podnieceniu swe szkoły. Była to niespodzianka nie tylko dla »ulicy«. Faktem tym zostali zaskoczeni również zetowi kierownicy ruchu uczniowskiego. Wyjście ze szkół było jednym z przejawów proklamowanego strajku powszechnego i miało charakter dorywczy i impulsywny. Z czyjej inicjatywy i jaki przebieg miało porzucenie przez młodzież szkół warszawskich – nie należy do zakresu niniejszej pracy, w akcji tej bowiem Zet udziału nie brał.”
    Się zorganizowało, się zastrajkowało…

  118. Przejrzałem wczoraj z dziesięć współczesnych opracowań dotyczących strajku szkolnego i w żadnym, dosłownie w żadnym, nie znalazłem ani słowa nawet nie tyle poddającego w wątpliwość sens całej tej akcji, ale choćby nawet śladu odniesienia się do jej negatywnych, destrukcyjnych skutków – zamiast tego „wielki sukces”, „zwycięstwo postępowej młodzieży nad zaborcą”, „wygrane polskie powstanie”.

    Ciekawe kto zbierał śmietankę z wyższych czynszów płaconych w polskich szkołach nie dających matury.

  119. Nie mają czasu na myślenie, bo piszą kobylaste syntezy, polegające na drobiazgowym gromadzeniu dat, nazwisk i faktów. Spoza których nie widać już związków przyczynowo – skutkowych… Nie mówiąc o Władcach Marionetek.

  120. „Z wyższego czesnego płaconego w polskich szkołach” – powinno być.

    Betonowanie narracji „niepodległość = socjalizm” jest jedyną racją ich wygodnego życia na cudzy koszt.

  121. Wszyscy dostali po trzy lata twierdzy…

    Tzw. ‚Kara Twierdzy‚ stanowczo rozróżniana od ‚ciężkich robót’, czy aresztu (więzienia, zatrzymania) była honorowym potraktowaniem przywódców, lub potencjalnych przywódców. Przypomnijmy Piłsudskiego w Magdeburgu, czy Hitlera, zjadającego restauracyjne obiadki z Ludendorffem, który po puczu też miał siedzieć swoje „w twierdzy”, ale na „miał” się skończyło. Odwiedzanie, spacery, nuda, książki, nierzadko wykłady (!) dla żołnierzy w twierdzy. Puchewicz musiał mieć wcześniej rozwiniętą gruźlicę, a gdy mu się otwarła, to natychmiast go wypuszczono; pozarażałby tam pozostałych. Wszystko zgodnie z ówczesnymi tak polskimi (po wojnie), jak i niemieckimi, rosyjskimi, austriackimi przepisami. Do roku 1934, potem sanatorzy wpadli w amok.

    Bereza Kartuska… zamknięci w więzieniu (to był dyshonor) a nie w twierdzy, jak przywódcy, na czas jaki odseparowani, ale tam honorowo traktowani, zwłaszcza zamknięci po zamachu na Pierackiego ukraińscy bojowcy, bandyci z OUN, wygrażają bezczelnie Polsce dziś, pyskując po wikipediach — należało było ich zamykać na ten sam czas, według tych samych przepisów, w dowolnej twierdzy, (Brześć, Modlin), byle nie w więzieniu! Piali by dziś „historycy ruchu ukraińskiego” nad honorowym traktowaniem, a nie zmyślali o Berezie. Ponadto, co o wiele jest ważniejsze, zdurniała sanacja pozamykała w Berezie — zamiast w twierdzy — przywódców polskich narodowców. Czy będzie opis Berezy w trzytomowej Twojej historii Socjalizm i Śmierć?

  122. A ja mysle, ze on (oni) cierpia na chroniczny brak tematow/idei do omawiania, a zyc z czegos trzeba.  Na tym blogu starasz sie dociec przyczyn naszych porazek i analizujesz wszelkie mozliwe warianty.
    On (oni) to czytaja i staraja sie podchwycic te watki, zeby zaistniec w przestrzeni publicznej z jakimis nowymi ideami/analizami.  Oczywiscie nie moga przerznac tego doslownie, wiec jak w tym przypadku “emancypowanie sie klas nizszych” w sposob inny niz na zachodzie jest glownna przyczyna naszej “innosci”.
     
    Jak napisalem w poprzednim poscie, jak tylko zobaczylem ten tweet od razu skojarzylem z Twoim blogem, on nigdy wczesniej nie zajmowal sie analiza historycznych przyczyn naszych upadkow, a tu raz i mamy “szwolezerskosc”, ktora btw nurtuje go od dawna i zamierza pisac ksiazke na ten temat.

  123. Jest im posłuszna, to ją wykorzystują. Nic nowego pod słońcem — osobniki niesamodzielne, o służebnej wobec „idei” psychice, zawsze tak są wciągane w interesy grup, poszukujących na okładkę „kogoś niezwykłego”.

  124. Czytałem i zgadzam się, że

    ,,Nasza własna, zagubiona myśl, to rozsądek i trzymanie się ziemi, organiczne wiązanie nauczania z glebą..,,

    I dodaję, że awanse gdziekolwiek – od szkoły, przez administrację państwową, do przedsiębiorstwa – mają dotyczyć tych, którzy powyższe rozumieją (to się da, np. serią testów, niezawodnie stwierdzić), bo kryzysy państwa spowodowane są przywództwem nienadającym się do tej roli, figuratywnie i dosłownie nie nadającym się. Też tu już o tym pisałem, aby na określonych zasadach stale i ciągle weryfikować awansowanych, kierowników, dyrektorów.

    Szkoła to dobry początek; dopiero gdy uzupełniona o mechanizm stałej selekcji, opartej na wartościach (tych – jakich piszesz) to suma kształcenia i późniejszych decyzji, życiowych wyborów da funkcjonalną całość.

  125. Przekopiuję z dzisiejszej notki odkopane w jakichś czeluściach fragmenty drzewka genealogicznego i układy rodzinne tow. Ludwika Krzywickiego, bo wydają mi się nad wyraz ciekawe.

    1)Okazuje się, że Ludwik Krzywicki miał bardzo wielu stryjków a jego ojciec był najmłodszym z rodzeństwa. Ojciec Tadeusz Konstanty Krzywicki był raptem „kancelistą rządu gubernialnego w Płocku” ale zmarł w bardzo młodym wieku. Za to stryjków i cioć miał tow. Ludwik wielu. Jeden z nich to Alojzy Bonifacy Krzywicki ur. 1810, uczestnik Powstania Listopadowego, zesłany do Orenburga, gdzie ożenił się z Rosjanką Agrafeną Michajłowną Kryłową. I teraz jest pytanie, czy „rodzina utrzymywała stosunki” z tymi „kuzynami Kryłowymi”. Stryj wrócił do Warszawy, gdzie zmarł w roku 1858. A ta Agrafena Michajłowna tam została. Urzędnik rządu gubernialnego to był urzędnik rosyjski w mundurku zielonym i z rangą. Kiepsko by wyglądał w życiorysie naszego bohatera. Ale umarł młodo i zniknął z historii. A została stryjanka Agrafena Michajłowna Kryłowa, bardzo tajemnicza i w Warszawie.

    2) Tow. Ludwik bardzo dobrze się ożenił: był synem Tadeusza Konstantego Krzywickiego, który żył bardzo krótko (1831-1861) i Kamilli Zofii Krzywickiej z domu Iwanickiej (1834-1917) . No i ożenił się bardzo dobrze bo z panną Rachelą Feldberg (1863-1924) i miał z nią syna Jerzego ur. 1896, który w roku 1923 ożenił się z ową panną Irenką Goldberg, której mamusia primo voto Goldberg była secundo voto  Portnoj. Wyszła za mąż koło roku 1904 za Jekutiela Portnoja, „jednego z czołowych działaczy Bundu”, nauczyciela w Wilnie i Kownie . To ciekawe, bo on był wśród liderów Bundu a z drugiej był jakoby „wysyłany na zjazdy Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji” ,  na której zjeździe w 1903 r. podobno brał udział. To ten zjazd, który odbywał się częściowo w Brukseli, częściowo w Londynie.Z tym, że na liście obecności jako „z głosem doradczym przedstawiciele Bundu” wymieniani są:Koltsov, Wolf i Stein. Być może to ksywy. Mówimy o człowieku, który poznał osobiście Lenina, Plechanowa, Haneckiego, Warskiego , Trockiego – na tym zjeździe -a córka jego żony wyszła za mąż za syna naszego bohatera Ludwika Krzywickiego. No, no, no.
    Zmarł ten pan w 1942 r. w Nowym Jorku, do którego „udał się po wybuchu wojny”.

    Dla odmiany pan Ludwik Krzywicki zmarł w roku 1941 r. w rok po śmierci syna Jerzego w Charkowie. Stały kochanek synowej został rozstrzelany w 1941 we Lwowie a dorywczy kochanek popełnił samobójstwo w Paryżu po wejściu Wehrmachtu tamże w 1940.

    2)

  126. Bezcenne. Najbardziej mi się podoba: „Gry ssałeś pierś mamki swojej (…) „pozbawiałeś złotych snów dziecinę na łonie rodzicielki”. Ale też „jak tuman wieczorny pokrywa przepaści górskie, tak zamożność rodziców twoich odsunęła pokusy…”. Ale oczywiście sztandarowe hasło, które ważne jest do dzisiaj : „Od wczesnych dni życia swego przywłaszczasz to, co nie było twoje”. Zasługiwał na gruby sznur na najwyższej gałęzi w mieście za takie teksty, ale został ukarany jeszcze gorzej, bo przez ponad 15 lat patrzył jak jego synowa publicznie przyprawia rogi jego synowi z różnymi panami.

  127. Qwerty,  czesc Polakow warunkami zyciowymi bedzie zmuszona do powrotu… po prostu tu jest juz islam i zwyczajnie musimy sie stad zawijac… bo nie bedzie tu szans na przezycie.  Bardzo wielu Polakow zdaje sobie z tego sprawe… wielu jest tu mocno uwiklanych, rodziny, dzieci… nowi partnerzy i partnerki zyciowe… czesc jeszcze sie ludzi, oszukuje, ze „jakos to bedzie” albo „sie ulozy”.

    Niestety nic sie nie ulozy… co najmniej polowa chce zasilkow… zeby na wszysko bylo… tylko nikt sie  nie zastanawia skad na to „wszystko” ma byc… ewentualnie „skad panstwo ma miec”…

    … Qwerty… tu tez jest  JUZ  totalitarny bandytyzm… i  ZERO  pracy… no i a propos powrotu Polakow z mieniem – to sa Qwerty,  rzewne jaja… nawet jak Polacy wroca… a wrocic  BEDA  MUSIELI  to w „lapy czerwonej choloty” zaden lup nie wpadnie… te gadki propagandowe o jakiejs zasobnosci Polonii to sa naprawde… bujdy na resorach… to sa jakies skromne oszczednosci na tzw. czarna godzine…

    … zawsze emigracja to… wygnanie i poniewierka… zawsze.

  128. Musza podjac… dzisiaj nie ma innego wyboru…

    … jesli nie podejma wyzwan… jesli nie uporaja sie z tym zlodziejstwem i sk****synstwem czerwonym socjalizmem rodem z UE… nie wezma sie do prawdziwej roboty… dla siebie, swoich rodzin… no to bedzie po nich i po Polsce.

  129. Mała ilość komentarzy do tego tekstu może wynikać z braku  wiedzy o tym strajku szkolnym. Ja na przykład przyznaję, że o tym strajku dopiero teraz się dowiedziałem. A soją drogą to jest pewne podobieństwo skutków strajku do reformy edukacji w III RP. I tu i tu doszło do obniżenia poziomu kształcenia.

  130. Jak wszystkie „spontaniczne zrywy” tak i ten musiał być dobrze przygotowany.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.