Paź 182014
 

Słowo „nasi” napisałem w cudzysłowie, żeby nikt nie pomyślał czasem, że chodzi o Józefa Nasi, jednego z bohaterów mojej następnej książki zatytułowanej „Żydzi i imperia”, która, mam nadzieję, ukaże się jeszcze w tym roku. Jeśli się jednak zdarzy, że się nie ukaże nie krzyczcie za bardzo na swojego ulubionego pisarza, co….muszę chodzić na rehabilitację i w ogóle….
Zadzwoniła tu wczoraj życzliwa mi osoba i powiedziała, żebym tyle nie pisał o tych naszych, bo ich to trochę denerwuje. Nie powiedziała, że bardzo, ale że trochę. No, ale ja jakoś nie mogę się powstrzymać, może dlatego, że toyah podjął temat, a może dlatego, że na niezależnej pokazali znowu Jerzego Zalewskiego i jego perypetie sądowe w związku z filmem o bohaterskim partyzancie Roju.
Od razu powiem, że szczerze współczuję panu Zalewskiemu, ale jego film uważam, za zły, chybiony i słaby. Nie jest to na szczęście film szkodliwy, bo krępacha i bieda nikomu zaszkodzić nie mogą. No, ale przykład i przygody Jerzego Zalewskiego dowodzą czym się kończy współpraca z instytucjami takimi jak Polski Instytut Sztuki Filmowej. Instytucja ta dała Jerzemu Zalewskiemu pieniądze na film, a teraz chce je – z przyczyn nie wyjaśnionych w materiale niezależnej – odebrać. Dlaczego ja piszę, że niewyjaśnionych, skoro Jerzy Zalewski mówi wyraźnie, że to jest zła wola. Piszę tak, ponieważ w dobrym materiale dziennikarskim powinny być przedstawione opinie obydwu stron, a jest tam jedynie opinia pana Zalewskiego. Prawników z PISF pani reporterka wypytuje o jakieś nie związane z istotą sprawy kwestie, głównie dotyczące ich zarobków. Należałoby spytać na czym zasadza się to roszczenie, skoro kontrola przeprowadzona u Zalewskiego w papierach przebiegła pomyślnie? O co chodzi? No, ale takiego pytania nikt nie zadał. Musimy więc wierzyć Jerzemu Zalewskiemu, że jest nękany, a jego film nie może trafić na ekrany, bo źli ludzie tego nie chcą. Ja myślę, że Jerzy Zalewski powinien się ze wszystkich sił modlić, żeby ten film nie trafił nigdzie, a sprawa ciągnęła się jak najdłużej, to może potem uda się ten obraz wżenić komuś na płytach w przyzwoitym nakładzie, przez GP, albo inną sieć i koszta procesu się zwrócą. Jeśli bowiem kina albo telewizja to wezmą i gimbaza obejrzy Roja po uprzednim nasyceniu się obrazami z filmu „Miasto 44”, a także z filmu Smarzowskiego o Wołyniu to koniec. Jerzy Zalewski już się z tego nie wygrzebie. Piszę to z życzliwością, jako średniej jakości taktyk sprzedażowy, nie mający możliwości pobierania grantów skądkolwiek i nie dążący do tego z całym impetem.
Pod wczorajszym tekstem Toyaha ukazały się ciekawe komentarze ilustrowane zdjęciami i filmami ze spotkań w Klubie Ronina. Spotkania te demaskowały, biorąc za podstawę metodę naukową, fałsz wszystkich ostatnich wyborów. Czy wyobrażacie sobie, że tematu tego nie podjęła żadna z „naszych” gazet? Po prostu żadna. Wybory sfałszowane, dwóch profesorów napisało o tym książkę, a książka ta nie została w ilości 100 tysięcy egzemplarzy rozprowadzona po Polsce, jak to się przytrafiło książce „Resortowe dzieci”. Po prostu zniknęła i żaden dziennikarz nawet się za nią nie obejrzał. To znaczy, że co? Że ci profesorowie kłamią? Czy może ta nasza demokracja ma właśnie tak wyglądać? Trochę się fałszuje, trochę się sztukuje i jakoś leci, najważniejsze, żeby „nasi” byli tam gdzie są przez cały czas, czyli w piwnicy i wabili nas do niej różnymi ciekawymi tematami? Żeby – ujmując rzecz syntetycznie – target opozycji nie rozłaził się po krzakach, ale tkwił w jednym miejscu i żuł te plewy, co to mu go Zalewski i reszta podsypują? Tak?
Jeden z naszych kolegów nakręcił nawet film o nieprawidłowościach działania komisji wyborczych, pokazał to ludziom Antoniego Macierewicza i była z tego nawet sprawa w sądzie, ale sąd uznał, że nasz kolega, jako wyborca, nie jest poszkodowany w tej sprawie. No i teraz będzie druga rozprawa w wyższej instancji.
Czy do tego kolegi zgłosił się jakiś „nasz” dziennikarz? Na przykład Pawlicki Maciej, który napisał ostatnio tekst pod tytułem „Czy pozwolimy sfałszować wybory”. Czy może zgłosił się doń Piotrek Gursztyn, autor jakże ważnej pracy pod tytułem „Rzeź woli” napisanej w dwa lata po aferze o parking pod którym leżą pomordowani mieszkańcy tej dzielnicy? Aferze, którą opisywał tu w salonie bloger Almanzor. Czy wtedy, któryś z dziennikarzy się do niego zgłosił? Czy oni to opisali, albo doprowadzili do zamknięcia tego parkingu? Nie. To po co oni są? Po co są te ich felietony, te książki, filmy i cały ten pseudopatriotyczny bełkot, który ma nas utrzymywać w jakimś chorym wzmożeniu.
Ja się już nie chcę powtarzać, bo pisałem o tym wczoraj i przedwczoraj. No, a dziś postanowiłem te ich taktyczne zwody sprzedażowe połączyć z polityką brytyjską. Związek jest prosty i czytelny. Polityka brytyjska jest polityką kontynuacji. To jest ukryte głęboko, znacznie głębiej niż sprzedażowe plany „naszych”, ale nie tak, by się tego nie dało odgrzebać. Na Wyspie są archiwa i jest tradycja nie przerwana niczym. Nawet rewolucja Cromwella jej nie przerwała. Jak to już nie raz pisaliśmy, kurs polityki prowadzonej poprzez kompanie nie ulega zmianie nawet jeśli centrala płonie, bo akurat jest rewolucja, albo wielki pożar Londynu. Nie ma to żadnego znaczenia i wpływu na to co dzieje się w protektoratach, albo na terenach podbitych.
Kontynuacyjny charakter polityki brytyjskiej jest maskowany różnymi memami, z których najważniejszy nosi nazwę „misji cywilizacyjnej” i obliczony jest dla targetu kolonii, który ma aspiracje intelektualne. W rzeczywistości dążenia sił rządzących wyspą są stałe i niezmienne. Dla zachodu są one niezmienne od czasów pierwszego Imperium czyli do Henryka II Plantageneta i dotyczą podziału lub podporządkowania sobie Francji. Dla wschodu zaś są one niezmienne od roku 1553 czyli od pojawienia się Richarda Chancellor’a w Moskwie.
„…i listy wywodzi, że prawem przyrodzonym Halicz nań przychodzi…” pisał o Iwanie Groźnym Hans z Czarnolasu. Ogłupiały i niepiśmienny bałwan, jakim był batiuszka Iwan sterowany z zewnątrz przez swoich angielskich przyjaciół nie miał pojęcia gdzie jest ten jakiś Halicz i nie rozumiał sam do końca roszczeń jakie stawiał Litwie i Rzeczpospolitej. Ktoś mu to musiał podsunąć, te chwyty, że – jak to pisał Jasienica – chce wszystkiego po białą wodę, czyli Wisłę. Na jakiej podstawie wysuwane były te żądania? Pewnie na takiej samej jak te wysuwane przez PISF wobec Zalewskiego. Warto też zapytać ile i jakie archiwa oraz latopisy ocalały w XVI wiecznej Moskwie po Tatarach i różnych przewrotach pałacowych. Co się spaliło, a co nie, co zostało zmienione, przez kogo i w jakim momencie dla podrasowania roszczeń i historii świętej Rusi.
Popatrzmy teraz na linię Curzona – „i listy wywodzi, że prawem przyrodzonym Halicz nań przychodzi…- to jest dokładnie to samo. Prawo przyrodzone narodów do samostanowienia, prawo lekceważące własność, wysuwane przez złodziei przyznających pierwszeństwo rabunkowi. Przez sprzedawców fałszywych ideologii, którym przewodzi były namiestnik Indii, krzewiący tam postęp i cywilizację. No, ale dlaczego akurat na Bugu wyznaczyli tę rzekomą granicę etniczną? Bo tamtędy przebiegał stary szlak handlowy z Konstantynopola do Gdańska, kontrolowany przez normańskie i saksońskie bandy, które co prawda walczyły ze sobą na Wyspie w dawnych czasach, ale tu, na wschodzie porozumiały się zadziwiająco łatwo. Wyznaczyli ją tam, bo za tą granicą rozciągają się obszary, na których – przy dobrej organizacji produkcji – można uzyskać tyle zboża, że świat przestanie głodować i nie da się – przy zalaniu rynku tanią pszenicą, spekulować na cenach żywności.
Można się oczywiście śmiać, że niby to wszystko było dawno i nieprawda, ale ten śmiech ma rację bytu w Polsce jedynie, gdzie wszystko jest spalone, a jedyna tradycja polityczna jaką mamy to dualizm Dmowski-Piłsudski, całkiem nie przystający do realiów, czyli do tego co narzucają światu politycy z Wyspy. No, ale ja się nie będę z tego śmiał, bo zachowanie „naszych” wobec nas to także polityka kontynuacji. Polityka utrzymywania historyczno-politycznych fikcji, produkcji memów, łzawych historii, odkłamywania, zakłamywania „po naszemu”, przekręcania i lansowania różnych bohaterów. Po to w istocie, by potem periodyk taki jak NYT mógł napisać o badaniach IPN w białostockim więzieniu coś takiego:

„Tu leżą ofiary, o których wielu Polaków wolałoby zapomnieć, z obawy o dobre imię swoich rodzin i swojego narodu. To miejsce jest jak muzeum wojny, upamiętniające nonsens, jakim jest wojna – zauważa. – Ci ludzie najpierw byli sprawcami mordów, a potem sami zostali zamordowani. Jedna chora ideologia zastąpiła drugą.

Rozumiecie? Przybywa do nas namiestnik Indii, a PISF i jego biedne i wkręcone rezonatory, takie jak reżyser Zalewski „nasi” dziennikarze, przygotowują jego przybycie.

Myślę, że wobec powagi przeciwnika i jego ewidentnie złych zamiarów trzeba całkowicie przebudować nie tylko taktykę, ale także zmienić cel działań. Tak zwane „odkłamywanie historii” polegające na tym, że chęć sprzedaży (bo przecież nie rzeczywistą sprzedaż) maskuje się edukacją młodzieży czy jakąś inną brednią, jest złe z istoty, a jak się zabierze za to jakiś większy cwaniak niż pan Zalewski Jerzy, będzie jeszcze szkodliwe. Trzymamy się od tego z daleka. Nie interesuje nas to i nie bawi. Misja jest inna.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl My tam sprzedajmy książki naprawdę, nie bierzemy grantów, dotacji i nie mówimy, że ta sprzedaż to jest coś innego. Wczoraj, wyobraźcie sobie, zadzwonili tu ludzie z Gildii Komiksu, zaproponowali mi dystrybucję naszego komiksu „Święte królestwo”. Odmówiłem. Bez dyskusji o warunkach. Nie powiem, zdziwili się. Pan, który ze mną rozmawiał, dał mi do zrozumienia, że pogrzebałem swoją szansę na sukces, bo oni już później nie wezmą naszego albumu do sprzedaży, ponieważ interesują ich tylko debiuty. Oczywiście, że tylko debiuty, bo nie trzeba robić promocji. Autor i wydawca będą ją robić jak dwa głupie Jasie, bo im się będzie zdawało, że w ten sposób przyczyniają się do sukcesu. No, ale ja odmówiłem. Nie będziemy sprzedawać naszego komiksu przez Gildię, na razie w ogóle nie będziemy go sprzedawać poza naszym sklepem www.coryllus.pl. Później może tak, ale za wcześnie jest jeszcze, by mówić o warunkach tej dystrybucji. Zanim rozpocznie się sprzedaż popatrzcie jeszcze raz na trailery.

  30 komentarzy do “„Nasi” a polityka brytyjska”

  1. Ciekawe czy „sprawiedliwy Anglik” – Chesterton – też tak to widział?

  2. Myślę, że nie patrzył aż tak daleko.

  3. Tak wygląda po lekturze Coryllusowych tekstów, że tej linii „niby” Curzona to od wieków pilnowano, a nawet niedawno po I WŚ ktoś chciał tę linię zmodyfikować, bo oto okazało się że oprócz zboża pojawiło się w granicach tej linii nowe bogactwo – ropa. Zatem wygląda na to, ze dochodowe sprawy muszą być kontynuowane, bez względu na warunki, właśnie dlatego że przecież są dochodowe.

  4. Musisz ubezpieczyć biznes od wiatru od morza 😉

  5. Czy ja dobrze zrozumiałam, że NYT nazywa tych ludzi, których szczątki znaleziono w Białymstoku, mordercami, którzy zostali potem zamordowani?

  6. Nie wziąłbyś do sklepu albumu @eski „Kapliczki wiejskie. Opowieść o cystersach i o Śląsku ”
    Ona też bez dotacji 😉

  7. Oczywiście, film też nakręciła bez dotacji. Próbowałem. Powiedzieli mi, że nie ma rabatów, a książki mam sobie odebrać sam, bo przesyłka drogo kosztuje. No więc jak ja mam to sprzedawać? Po 90 zeta jak ona to sprzedaje po 70? Kto niby ma to ode mnie kupić?

  8. W takim razie NYT powinien też nazwać mordercami amerykańskich żołnierzy, którzy zabijają terrorystów.

  9. Ważne, że próbowałeś 😉

  10. Ja zawsze próbuję Henry.

  11. Poglądy angielczyków na temat granic można sobie przyswoić po wyguglaniu: Lord George Curzon „O granicach” (tekst z 1907 roku) oraz tekst Piotra Eberhardta „Linia Curzona jako wschodnia granica Polski” no to jest właśnie o tej nas interesującej granicy – na Bugu.

  12. eska wczoraj , po przerwie , wrzuciła notkę … trochę się przekomarza z coryllusem … ale napisała ciekawe dla mnie informacje o Cenckiewiczu … ktoś to dziś na salonie powtórzył pod blogiem Coryllusa … Cenckiewicza na stypendiach angielskiech … tam są szczegóły – przepraszam , od rana wędrowałam daleko i muszę sobie jeszcze to doczytać , bo nie chcę tu głupstwa wpisac …. to już jak odpocznę…

    Szkoda tego albumu , bo ja u niej na stronie nie umiem kupić…..a nie mam teraz kogo poprosić….

    Obiecała mi pod blogiem , że film będzie na jutubku z czasem ..

  13. To jest paranoja, zeby jakis pederasta angol ustalal nam nasze granice.

  14. W brytyjskim tygodniku „The Economist” ukazakl sie niedawno artykul na temat dzisiejszej Polski. Pieja w nim z zachwytu nad tym jak to sie Polska „rozwija” (w moim przekonaniu sie zwija), przyrownujac nasz kraj do Polski Jagiellonow.
    W pierwszej chwili odebralem to jako kpine ale zastanowilem sie po chwili: jesli powazna I wplywowa gazeta pisze niepowaznie to tez ma to jakis cel. Jaki?

    „Zachodim w um z Podgornym Kola”, jak mawia Stanislaw Michalkiewicz.

  15. trzeba było popatrzec na autora – bo tam nasz sołtys Radek ma kolegę – może artykuł na zamówienie ?

  16. Polak, podwójny stypendysta angielczyków niszczy zasłużonego polskiego profesora, no to takie wysługiwanie się jest samo w sobie tak czytelne jak naganne.
    Ale że angielska gazeta wychwala pod niebiosa nasz rozwój a my wiemy że żyjemy jak dziady – no to o co może angielczykom chodzić? Może w ten sposób zachwalają polskim emigrantom powrót do ojczyzny? Powołują się na Jagiellonów – zapomnieli o robocie Curzona ?
    Myślę że angielczykowie szydzą, chyba że nakazano im robić ten PR dla chwalenia rządów PO.
    Tak czy siak – szydera.

  17. Kiedyś Korwin-Mikke pisał, że Polska powinna prowadzić politykę zagraniczną podobną do angielskiej (w sposób podobny do Anglików). Z perspektywy historii (i książek coryllus’a) wygląda, że miał (ma) rację.

  18. ogólnie czuję jeden wielki uwiąd, martwicę i marazm. Ludziom się już nie chce nawet komentować, tworzyć nowych memów, ostrzegać, reagować na kolejne bzdury serwowane nam przez żydoubeckie Media. W internetowym wydaniu żydoubeckiego tygodnika Potylika, najczęściej czytany jest Kupa Wojewódzki (wg ich własnego rankingu), a taki Szostkiewicz, jeden z filarów, po ponad 24 h od publikacji artykułu, ma 1 (jeden) komentarz. Na prywatnych forach (tj. nie moderowanych przez żydoubeckie dzieci) nikomu się już nie chce dyskutować o polityce, konflikt PiS-PO był tak mocno stręczony przez żydoubeckie Media, że się po prostu zużył, a żydoubeckie pochodzenie wierchuszki PiSu staje się internetową tajemnicą poliszynela. Papieżem jest zdaje się mason-satanista, w Meksyku, jak nas ostrzega (?) żydoubecka Potylika „najczęściej giną liderzy małych lokalnych społeczności – nauczyciele, księża, społecznicy”, a wirus eboli powstał w amerykańskich laboratoriach, podobnie jak całę to ISIS. Czuję zrezygnowane oczekiwanie, już nie na jakąś katastrofę, tylko na wolne gnicie.

  19. Tak na marginesie, były plakaty na mieście z napisem „Kupa Pojebódzki”

  20. Pan Maciejewski: „No, ale dlaczego akurat na Bugu wyznaczyli tę rzekomą granicę etniczną? Bo tamtędy przebiegał stary szlak handlowy z Konstantynopola do Gdańska, kontrolowany przez normańskie i saksońskie bandy […]?

    Czy zna Pan prawdziwą etymologię nazwy Ruś?

  21. Rząd RP na uchodźstwie był w Londynie i wszystkie wrażliwe informacje na temat podziemia wędrowały właśnie tam. Czyż Anglicy przedłużyli okres utajnienia dokumentów z tych lat, bo są tam poszlaki, że te informacje były pokupne i dostawali je zarówno Niemcy, jak i Rosjanie?

  22. Nie, tylko pan ją zna przecież i nikomu nie zdradzi.

  23. Nie do końca. Polacy nikogo nie zaatakowali – działali w samoobronie.

  24. Nie, nie tylko ja.
    Pytam o jeden z wariantów tzw. teorii normańskiej.
    Ten, za którego głoszenie w ZSRS można było dostać nawet 10 lat gułagu.

  25. W latach osiemdziesiątych, w schyłkowej komunie, kumpel pasjonujący się historią, lansował alternatywną historię o sojuszu z Niemcami. Ale nie o tym sojuszu chcę napisać, tylko o roli Brytyjczyków. Pamietam do dzisiaj, jak kumpel opowiadał o zdarzeniu na jakimś dyplomatycznym raucie, gdu przedstawiciel Niemiec podszedł do naszego i krótko zapytał: Idziecie z nami na Rosję? Usłyszał: Nie! WIęc natychmiast podszedł do przedstawiciela Sowietów…
    Usłyszałem równiez wtedy historię, jak to Francja i W.Brytania naradziły się we wrześniu 1939, podjęły decyzję o nieinterwencji i skrzętnie postarały się, aby ta „tajna” wiadomość wyszła w świat. Wkrótce nastąpiła inwazja Sowietów.
    Wszystkie te sensacyjne wtedy dla mnie informacje potwierdziły się. W marcu 1939 roku W.Brytania, przerażona możliwym sojuszem Niemców z Polską, natychmiast dała nam wszystkie możliwe gwarancje, na których oczywiście oparliśmy się. Wydaje się, że nie mieliśmy wyjścia, tak to widzę. W każdym razie dokonaliśmy szlachetnego i mądrego dla świata wyboru.
    Ale celem Brytyjczyków było odsunięcie wojny od wyspy i zbliżenie potencjalnych wrogów przez rozbiór Polski. Oczywiście żadne gwarancje nie wchodziły w grę. Ani wtedy, ani później.
    Zaś ówczesna naiwność polskich przywódców, np. opisana fantastycznie przez Cata-Mackiewicza czy Józefa Mackiewicza, ma niestety swoją kontynuację – żeby wszyscy dowódcy sił zbrojnych weszli na pokład ruskiego samolotu i polecieli na terytorium silnie konkurującego z Polską sąsiada? I im się planuje postawić 100-metrowy pomnik ze szlachetnego kamienia? Ale to dygresja.
    Zdrada Angoli, pohańbienie po wojnie, nie znalazły do dzisiaj odpowiedniego podsumowania w polskiej świadomości.
    Z tej perspektywy śmiałe i logiczne wniknięcie Pana Maciejewskiego w mechanizmy działania i upadku Rzeczpospolitej ma dla naszej świadomości naprawdę duże znaczenie.
    Oczywiście takie tezy powinny być dokładnie zbadane przez całe zespoły historyczne, a także przez odpowiednie państwowe struktury, dla stworzenia odpowiednich, przyszłościowych symulacji. Bo przeszłośc jest bardzo ważna, ale przede wszystkim w aspekcie przyszłości.

  26. Witold Kieżun został zniszczony dlatego, że mówił o postkolonializmie w Polsce i o tym, że musimy od tego odejść, czyli postawić na tanią energię i przemysł i nie dać się już okradać.

    W interesie Polski jest przesunięcie Lini Curzona – tak zażyle bronionej przez Anglosasów.

    Paradoksalnie największym sojusznikiem w tej kwestii jest Rosja i to Ona przez lata będzie gwarantem polskiej niepodległości. I w jej interesie będzie niepodległa Polska.

    Jakoś ostatnio słyszymy o zatrzymaniu agentów rosyjskich. Ciekawe kto ich wystawił i dlaczego?
    Jakoś nie udało się przez te naście, naście lat zatrzymać jakiegoś agenta Mosadu, MI6, CIA czy Secret Service czy BND.

    A co najciekawsze, że naszym głównym PiS-owcom nawet do łba nie przyjdzie że w Smoleński to Anglosasi (zleceniodawcy) sprzątnęli na ziemi rosyjskiej ich ludzi. A te cymbały zawiązały sojusz z konserwatystami.
    Nowaczyk dokonał przełomu w swoich pracach – co zrobili amerykanie – zwolnili Go z pracy.
    Mina Putina patrzącego na Tuska mówi: ale rzęście mi wywinęli numer, na mojej ziemi.

    Jedno jest pewne, Rosja tak jak w przypadku zestrzelonego samolotu na Ukrainie ma dowody, że to nie Oni to zrobili.

  27. Gdyby się paluszków w zamachu gibraltarskim nie maczało, to by się odnośnych zapisów archiwalnych na kolejne dziesiątki lat nie utajniało:)

  28. Jest taki profil na FB: „nie wiem, więc się wypowiem”. Jest Pani fanką?

  29. Ciekawe to o żydoubeckich korzeniach wierchuszki PiS. Czy można prosić o jakieś nazwiska, tropy?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.