Cze 222021
 

Tytuł już chyba był, stąd dopisek 2.0, mam nadzieję, że nie dojdę do takiej fazy, w której popełnia się autoplagiaty. Zacznę od rankingu. Oto nasz sklep daje możliwość zorientowania się, w których miastach sprzedaje się najwięcej książek. Zaskoczeń nie ma, bo są wyniki są wprost proporcjonalne do wielkości populacji, ale uważam, że warto je wyszczególnić. Nie będę podawał liczb, bo to by była pewna niedyskrecja handlowa, wymienię tylko kolejność. Na pierwszym miejscu oczywiście Warszawa z dużą przewagą nad Krakowem. Na trzecim miejscu, ze znacznie mniejszą stratą niż Kraków ma do Warszawy, plasuje się Łódź. O dziwo, jestem szczerze zaskoczony kolejną lokatą, bo spodziewałem się nawet drugiego miejsca – Wrocław jest na czwartym. Za Wrocławiem mamy wielki dół, długo, długo nic i Poznań. Następne miasto – i tu przestaje działać statystyka, bo jest to miasto wielkie – Gdańsk – okazuje się być, jako zaplecze czytelnicze ledwie trochę lepszy od mniejszego o połowę Lublina. Różnica jest minimalna. Na siódmym i to jest zaskoczenie, Szczecin, z minimalną stratą do Lublina. Pomiędzy siódmym a ósmym miejscem znów dół, a dołu wyłania się miasto Bydgoszcz. Za nią, ex aequo z Toruń i Rzeszów. Kolejne miasto, z minimalną stratą do dwóch poprzednich to Białystok, który zajmuje to miejsce do spółki z Katowicami. Na kolejnej pozycji Gdynia i Opole, co także wydaje mi się trochę dziwne. Za nimi – o dziwo – bo tego nie spodziewałem się wcale – Olsztyn. Zielona Góra i Radom zajmują następną lokatę, a na miejscu ostatnim z pewnym zaskoczeniem powitałem dwa miasta – Kielce i Płock. Myślałem, że w Kielcach jest jednak więcej czytelników, zdziwiłem się.

Teraz możemy już przejść do zwyczajowej sieczki. Oto, czego dowiedziałem się wczoraj, od roku mamy nowego ambasadora Izraela w Polsce. Jest to syn oficera armii czerwonej, który bywał w Moskwie na paradach zwycięstwa i przeżywał tam jakieś emocjonalne uwznioślenia, o czym lubi opowiadać. Pan jest z rocznika 1967. Do tego jeszcze uważa, że Izrael i Rosja mają zbliżoną wizję II wojny światowej. Jakie to szczęście, że historia ma pośredni tylko wpływ na bieżące interesy, bo nasza wizja II wojny światowej jest diametralnie różna od tej, która wypracowały Rosja i Izrael. Niestety wizją tą nie przejmuje się chyba nikt na świecie. My zaś jak te głupie dzieci usiłujemy zainteresować kogokolwiek jakimiś swoimi przygodami z czasów II wojny światowej. To jest bezsensowne i nieskuteczne, albowiem wojna ta służy – pośrednio na szczęście – do budowania komunikacji pomiędzy mocarstwami, które wymyśliły ją sobie od nowa na własny użytek. My zaś będziemy w tej komunikacji potrzebni dopiero wtedy, kiedy Rosja pokłóci się z Izraelem o to bardziej zasłużył się w zdobywaniu sojuszniczego dziś Berlina. No i w ogóle mam takie niejasne wrażenie, że Izrael wchodzi dziś w buty nieboszczki Austrii sprzed roku 1772.

Minister spraw zagranicznych Rau, podróżuje zaś po krajach takich jak Ukraina, Rumunia i Turcja, by tam – „namawiać się”, na ruskich. Co to da? Nikt nie wie. Podejrzewam, że nic, a najwięcej na nadchodzących zmianach ugrają Węgrzy, którzy coś tam wezmą od Putina, podzielą się tym z Żydami, postawią się Niemcom, zadowolonym jak nie wiem co, że im pozwolili ten rurociąg zbudować, my zaś zostaniemy jak krnąbrny uczeń z brudnymi łapami na drugi rok w tej samej klasie. I oby na tym się skończyło.

Zastanawiam się, w jaki sposób będziemy uczyć dzieci historii i mówić im co to znaczy tradycja narodu i wartości, albowiem niedawno na wojskowe Powązki wjechała trumna ze zwłokami Ciastonia, koordynatora akcji „Popiełuszko”. Niebawem zaś na te same Powązki wojskowe powiozą trumnę z ciałem prof. Kieżuna. Niestety nad przedziwnością tej koincydencji i jej tragiczną, a także trochę komiczną wymową, nie zastanawia się żaden z „wielkich” komentatorów życia politycznego w kraju. Milczy prof. Cenckiewicz, który napisał, że Kieżun był TW, a Bartosiak z Zychowiczem – już mi to ze trzy razy stręczono – zastanawiają się w publicznej dyskusji, jakie armii potrzebuje Polska, by obronić się przed Rosją. Nie wiem co powiedzieć. Jeśli na jednym cmentarzu leżeć będą Ciastoń i Kieżun, to znaczy, że Polska nie potrzebuje żadnej armii, albowiem Rosjanie, jeśli zdecydują się wkroczyć, zostaną przywitani kwiatami, przez połowę społeczeństwa, a nasi najwięksi sojusznicy – USA i Izrael – wyślą swoich przedstawicieli na paradę armii czerwonej, która odbędzie się w Warszawie. Polska potrzebuje przede wszystkim spójnego systemu znaków, które mają moc i mogą być – w oderwaniu od tragicznej historii – kolportowane wewnątrz narodu i na zewnątrz. To jest poważna praca na lata, ale zamiast tego mamy pogadanki wyznaczonych do tej roboty mistrzów, którzy nie mając pojęcia o armii, zabierają głos w sprawie jej funkcjonowania. Ludzie od komunikacji i promocji nie zajmują się komunikacją i promocją, ale lansem i zwracaniem na siebie uwagi. Po co? Skoro i tak mało kto ich słucha?

Czy ja jestem pewien, że na rosyjską defiladę w Warszawie przyjechaliby przedstawiciele naszych sojuszników i do tego jeszcze Niemcy? Całkowicie. I wszyscy mieliby błogosławieństwo papieża, albowiem Watykan, co przyjąłem z pewnym zaskoczeniem szykuje się do beatyfikacji Roberta Szumana. Ten bowiem, kiedy był prześladowany w czasie wojny, postanowił zostać księdzem, ale znajomi przekonali go, że świat potrzebuje teraz świeckich świętych. To jest bardzo wygodna formuła, ale świadcząca też o dużej bezczelności, albowiem my tutaj, ładnych parę lat temu, roztrząsaliśmy ewentualność beatyfikacji Witolda Pileckiego. Odrzuciliśmy w dyskusji tę możliwość, albowiem uznaliśmy, że to by było mieszanie porządków. Uznaliśmy to mimo zasług Pileckiego, mimo jego męczeństwa i niezłomnej postawy. O, jak mało wiedzieliśmy wówczas o świecie. Oto zbliża się beatyfikacja Roberta Szumana! A co z beatyfikacją Edwarda Woyniłłowicza, że spytam? Lepiej milczeć. Myślę, że tego Szumana beatyfikują w tempie ekspresowym, a my doczekamy jeszcze, że na paradzie równości wszyscy będą klękać i modlić się do niego z różnymi intencjami, poprzebierani za te wszystkie kosmiczno-burdelowe stwory. Sądzę, że musimy już teraz wypracować jakiś język komunikacji niezrozumiałej dla reszty, albowiem zbliża się czas, kiedy zadawanie pytań, nawet bardzo prostych może obfitować w niecodzienne i groźne konsekwencje.

ONZ za to, znana z dobroczynności organizacja, postanowiła, poprzez swoich ekspertów wywrzeć presję na Watykan, by wreszcie ukrócić nadużycia seksualne wobec dzieci. Co to znaczy w języku ludzi normalnych? Otóż chodzi o to, by zrównać nadużycia i lekcje religii, uczynić z tych dwóch zjawisk jedno i określać je jednym wyrażeniem. Chodzi o to, by Kościół wycofał się całkowicie z nauczania młodocianych, albowiem księża mogą ich zdeprawować. Do tego jeszcze Eksperci ONZ chcą także, by papież nie potępiał aborcji i ideologii gender. Nie wiem ile razy papież Franciszek musi jeszcze powiedzieć, że nie potępia genderów, żeby oni to zrozumieli? Oczywiście żartuję, to nie ma nic do rzeczy. Potępianiem bowiem ludzie ci nazywają samo istnienie Kościoła. Chodzi o samorozwiązanie i likwidację, wcześniej jednak trzeba beatyfikować Szumana i przekazać jego następcom klucze do skarbca watykańskiego. Potem można już iść na poniewierkę.

Na koniec tylko podam jedną informację, którą przeczytałem u Toyaha. Ona żywo koresponduje z tym co wymyślili eksperci ONZ, a pochodzi z Niemiec. Najlepiej ją zacytować.

Julia Klöckner i zgłosiła do Bundestagu projekt ustawy, zgodnie z którą już w roku 2022 hodowcy będą musieli znaleźć sposób by już w bardzo wczesnej, bo już embrionalnej, fazie rozwoju kurczęcia, byli w stanie ustalić, czy w jajku znajduje się kura czy kogut. A jeśli okaze się że kogut, będą mieli prawo zniszczyć jajko i tak maksymalnie do siódmego dnia rozwoju. Dlaczego tak? Otóż tu pojawia się informacja, która z mojego punktu widzenia, stanowi absolutny przełom w cywilizacyjnym rozwoju człowieka, a głosi ona, że od siódmego dnia życia kogut odczuwa ból, a nasza ludzka wrażliwość nie moze dopuścic do tego by ów kurzy holocaust trwał nadal…

Kapujecie? Kurczaki się masowo zabija w jajkach, jak hodowca stwierdzi, że w środku jest kogucik, a nie kurka, bo kogucik nie nadaje się na mięso. No więc niemiecki rząd, za pomocą ustawy, che skrócić cierpienia tych kogucików. W tym czasie eksperci ONZ domagają się, by papież przestał potępiać aborcję. No, a sam papież, chce – w dobrej jak mniemam wierze – beatyfikować Szumana. My zaś nie chcieliśmy, w bezprzedmiotowej co prawda, ale jednak, dyskusji, pomyśleć nawet o beatyfikacji Pileckiego. Rozumiecie teraz, że ambasador Izraela w Polsce, który jest synem oficera armii czerwonej, to jest człowiek na właściwym miejscu, osadzony w nim w dodatku w najwłaściwszym czasie. Przecież gdyby było inaczej nasz rząd nie zgodziłby się na tę nominację, prawda?

 

I jeszcze jedno. Wznowiłem Bombę

 

Jak nakręcić bombę

 

  13 komentarzy do “Nie ma żartów z filozofią. 2.0”

  1. co z tymi niektórymi  ludźmi,  pod hasłem tolerancja , w praktyce wprowadzają w życie albo zagłodzenie albo zabijanie

  2. To są filozofowie dialektyczni właśnie

  3. Dzień dobry. Ale to jednak zabawne, ten izraelski krasnoarmiejec. Niektóre Pańskie tezy, Panie Gabrielu po prostu same się udowadniają… Szkoda, że publiczność tępieje jednak systematycznie i wkrótce nawet walenie pałą po łbach nie będzie odnosiło żadnego skutku. Ktoś kiedyś użył tego efektownego porównania z samobójstwami lemingów, nawet się przyjęło, bo to trafnie wybrana analogia. Cóż, katastrofie nie zapobiegniemy, ważne, żeby nie dać się porwać tłumowi biegnącemu w stronę morza. W tym sensie rozwijanie, a raczej konserwowanie języka, zbioru pojęć i terminów, pozwalających nam zachować jako taką identyfikację naszej grupy mówiącej po polsku ma szczególny sens. W swoim czasie napisał Pan o Żydach,  że jednym ze źródeł ich sukcesu był hermetyczny język. Otóż czytając wydawane przez Pana książki mamy pewną szansę na to samo, bo w ten sposób obronimy się przed pauperyzacją języka, komunikacji czy myślenia w ogóle. To nas będzie bardzo różniło od otoczenia. Nie gwarantuje to wprawdzie przeżycia, ale daje jakieś szanse…

  4. I trochę się jeszcze pośmiejemy przy tym

  5. Pewnie tak… „I smieszno i straszno”, jak mawiają w Tel’a-viv’ie.

  6. ciekawe czy po wdrożeniu projektu -kogutkowego- następnymi ofiarami będą mężczyźni, a jeśli tak,  to czy na pierwszy ogień pójdą  np.  Słowianie, czy Niemcy też…

    no jednak dr Mengele w grobie się będzie przewracał na myśl że mógł być prekursorem takiego projektu eugenicznego , a może i nie …

    czy to wiadomo co się kolebie w germańskiej duszy … mnie oni zaskakują

  7. Usmażyłem sobie jajka, takie „prosto od chłopa”.

  8. Każde dziecko powinno zapoznać się z odpowiedzią na pytanie o to, co było pierwsze: kura czy jajko? oraz z konsekwencjami rozwiązania tego zagadnienia filozoficznego.

    Wtedy lewica nie mogłaby nas tak łatwo robić w konia.

  9. Kiedy byłem w klasie maturalnej w 2006 roku to pojechaliśmy z klasą do stolicy i oczywiście zaszliśmy na Powązki. Nasza babeczka od wosu oprowadzał nas po różnych grobach i na sam koniec zaszliśmy na grób Bieruta. Taki jest poziom nauczania, albo zainteresowania, że nikt na szczęście nie wiedział co to za kwiatek z tego Bieruta. Babeczka od wosu była oczywiście nawrócona na europejskość (podejrzewam korzenie PZPR , a może i SDKPiL:) – starsza kobieta przed emeryturą).  O Kierzunie to każdy może sobie dojść do właściwych wniosków. Facet robi karierę naukową w PRL, gdy większość ludzi walcząca z okupantem w najlepszym przypadku nie może znaleźć pracy lub zapisać dzieci do szkół wyższych.

    A co do tych wszystkich wybryków dot. kurczaków i agendy ONZ to proszę się nie martwić. Nas Pan zapowiedział, że będą nas prześladować, wtrącać do więzień, brat powstanie przeciwko bratu, naród przeciwko narodowi, wtrącą nas do więzień i wydadzą przez sąd (pewnie w składzie z Tuleyą:)). To będzie sposobność do składania świadectwa. Taka recepta: codziennie fragment Pisma czytany w rodzinie i obronimy się przed tą propagandą.

  10. Przy okazji edukacji kulturalnej warto wiedzieć, jaka jest różnica między amorkiem, putto i cherubinkiem, ale to na szóstkę – dla kujonów.

  11. wiesz ja jestem przekonana że w niemieckiej głowie wysmażona będzie jeszcze nie jedna głupota , tylko przeanalizuje te dotychczasowe niemieckie pomysły

  12. niemiecka pani minister nazwała swój pomysł kamieniem milowym w rozwoju cywilizacyjnym świata, no to chwila refleksji ile takich kamieni milowych było już przez niemiaszków wymyślonych i wdrożonych w życie ….

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.