Sie 152017
 

Korytarz był tak wąski, że przesiąknięty siarką oddech Azraela unicestwiał łażące po jego ścianach karaluchy. Za każdym zakrętem widać było jak z ziemi podnoszą się błękitne ogniki metanu i szybują do góry, by zastygnąć na chwilę pod belkowanym stropem i zgasnąć. Nie było słychać echa kroków, a tylko głuche człapanie, tak jakby Azrael szedł na spotkanie w gumofilcach, a nie tak po prostu, postukując kopytami o kamienie. W końcu gdzieś z głębi korytarza dało się słyszeć stłumione głosy i dojrzeć intensywny, prawie pomarańczowy blask. Jeszcze tylko kilkanaście kroków i Azrael wkroczył wprost do okrągłej wysklepionej jaskini, w której płonął wielki kominek wypełniony żarzącymi się kawałami antracytu z najgłębszych pokładów. Pod ścianami rozstawione były klubowe fotele, a w nich, w pozach nonszalanckich i wulgarnych, siedziały piekielne demony skubiąc szczecinę na brodzie, wydłubując zębami brud zza pazurów, albo czyszcząc kopyta. Tylko jeden z nich odziany był po ludzku – Belial. To z nim Azrael miał mieć dzisiaj rozprawę i do niej przygotowywał się przez wiele tygodni.

Było jeszcze coś. Na środku jaskini stała wielka, oszklona i oświetlona w kilku punktach diorama wyobrażająca jakąś ziemską bitwę. Kiedy Azrael znalazł się na środku sali, Belial wstał z fotela, zaklaskał w dłonie i zacharczał, jak to zwykle on – Bracia! Oto nasz druh serdeczny, Azrael Azraelowicz Duszogubiec! Powitajmy jego jak należy…! W tym miejscu rozwarł ramiona i próbował uścisnąć Azraela, ale ten zręcznie go wyminął. Reszta towarzycha podniosła się z foteli i także biła brawo, a Azrael patrzył na nich z nieukrywanym wstrętem….

– Ciekawe co wymyślili na dziś – szepnął do siebie.

– A mamy – rzekł Belial – mamy serdeńko małą dla ciebie niespodziankę – popatrz o tutaj – i wskazał pazurem dioramę. Azrael odwrócił się i przyjrzał uważniej makiecie.

– Wiesz serdeńko, którego dzisiaj mamy – zapytał Belial

Azrael zerknął na ścianę, gdzie na wisiała skóra zdarta z jakiegoś dzieciobójcy i zdrajcy, na której wytatuowany był gregoriański kalendarz. – Piętnasty sierpnia – powiedział głośno, a demony, wszystkie jak jeden ryknęły śmiechem.

– Wiesz milekij co to za święto?

– Matki Boski Zielnej – głośno i wyraźnie zapytał Azrael

Na dźwięk tych słów Belial huknął jak długi na ziemię, a reszta bractwa powbijała się w fotele. Tylko Azrael stał, i pochylony, uważnie przyglądał się dioramie.

Belial powoli podnosił się z ziemi i otrzepywał garnitur z piachu. – Oj – powiedział – oj serdeńko, że żartuj ty tak więcej ze starym Belialem, bo może on bardzo zdenerwować się….W tym miejscu jakby na zgodę rozwarł paszczę i wyszczerzył swoje okropne zęby. Na Azraelu nie zrobiło to żadnego wrażenia.

– Przejdźmy do rzeczy – powiedział – po co to tutaj zainstalowaliście – rzekł wskazując na dioramę.

– No jak po co? Toż rocznica bitwy jest – skrzywił się Belial

– Przegranej, zapomniałeś dodać

– Tak i ja wiem, że przegranej, ale zebrali my się tu dzisiaj, żeby omówić, jak one tam….

– Opcje rozwoju wypadków – podsunął mu gotowe rozwiązanie Asmodeusz, który wypełzł nagle nie wiadomo z którego kąta.

– O tak – rzekł uczenie Belial wycierając rękawem swój wielki ryj, z którego coś akurat wyciekło – opcje rozwoju wypadków. I zaprosili Ciebie serdeńko, cobyś nas wsparł wiedzą, radą i doświadczeniem….Tu Belial znowu się uśmiechnął, a Azrael znowu się skrzywił.

– No dobrze, chętnie posłucham waszych komentarzy, a potem wtrącę swoje uwagi, dobrze jednak wiecie, że nie po to się dziś zebraliśmy, żeby omawiać jakieś zatęchłe sprawy z przeszłości, rocznica bitwy jest co roku i nie możemy z tego robić afery – Azraela drażniła wyraźnie wioskowa przebiegłość Beliala i jego nowobogacki sznyt.

Belial strzelił z palców i nagle cała komnata rozbłysła jasnym światłem, sama zaś diorama ożyła i zaczęła się poruszać. Wojska maszerowały równym krokiem, armaty biły, kawaleria atakowała. I wszystko wyglądało jak w rzeczywistości. Było tylko mniejsze i całkowicie poddane woli demonów.

– Powiedz mi serdeńko – Belial zwrócił się do Asmodeusza – jak to mogło stać się, że wtedy my nie przerwali linii kolejowej z Warszawy do Dęblina, a? Rzeknij słowo o tem…

Asmodeusz zamyślił się i zrobił nagle rzecz tak nieoczekiwaną, że wprawił w osłupienie samego Azraela. Odkręcił sobie mianowicie róg od głowy i wytrzepując zeń robactwo, które się tam nagromadziło, a czynił to poprzez stukanie rogiem o kopyto, zaczął referować.

– Myślę – mówił nie widząc, że pukanie rogiem o kopyto bardzo irytuje Beliala – myślę, że nasi dywersanci mieli złe instrukcje. Może było ich za mało, a może się po prostu popili. Linia była niestrzeżona i można było ją przerwać w wielu punktach.

– Toż ja wiem, że w wielu – ryknął nieoczekiwanie Belial, a Asmodeusz aż odskoczył – ale gdzie byli ci dywersanci?! Kto ich rekrutował, kto płacił i kto obiecywał?!

Asmodeusz opanował się i przykręcając z powrotem róg do głowy wskazał palcem na wiszący na ścianie kalendarz. – Chyba ten tam – ale dokładnie nie mogę sobie przypomnieć.

Belial pokiwał głową – a, skoro ten tam, to w porządku, przynajmniej jedna sprawa jest pozytywnie załatwiona.

Azrael rozejrzał się po zebranych szukając wśród nich kogoś, kto tak jak on rozumiałby, że Belial to tępe skazane na klęskę i okrutne kary bydlę, którego usunięcie jest gwarancją sukcesu piekła na Ziemi. Na próżno, tępota i bezwstyd wyzierające z otaczających go pysków nie dawały żadnej nadziei. Wszyscy wpatrzeni byli w Beliala jak katolicy w obrazek z Częstochowską Madonną i wierzyli mu w każde słowo.

– Jedna sprawa została pozytywnie załatwiona – dał się słyszeć szept dochodzący z kilku szczeciniastych pysków.

Azrael nie wytrzymał. – Żadna sprawa nie została pozytywnie załatwiona – powiedział głośno i dobitnie, a ty Belialu dobrze wiesz dlaczego. Ty byłeś odpowiedzialny za tę kampanię i ty wszystko zepsułeś. Ty wytypowałeś tego durnia, jak mu tam….- Tuchaczewski – usłużnie podsunął odpowiedź Asmodeusz – na głównodowodzącego armią i ty tę kampanię przegrałeś. Teraz zaś urządzasz te nasiadówy i przekonujesz bractwo, że to nie twoja wina…

Belial cofnął się o krok – oj, nie drażnij ty mnie dziś serdeńko – potem spojrzał na dioramę, która poruszała się, w dziwnym rytmie narzuconym przez huk miniaturowych armat, stukot kół pociągów, pędzących na południe, tętent kopyt szwadronów wykonujących oskrzydlające manewry…- Patrz jak stary Belial potrafi zmieniać przeszłość – w tym miejscu demon nadął policzki i z całej siły splunął na dioramę swoją płonącą śliną likwidując w jednym momencie dwie baterie haubic i stanowisko ciężkiego karabinu maszynowego…

– Stary durniu – rzekł Azrael całkiem już uspokojony jeśli idzie o możliwości Beliala – nawet trafić nie umiesz, to przecież nasi!

Asmodeusz podskoczył i po lokajsku pochylił się nad dioramą – a rzeczywiście – rzekł – pudło. Inne demony też zbliżyły się do makiety i coraz ciekawiej popatrywały na Azraela.

Belial skrzywił się – Nu sztoż – wycharczał – tak i nie trafiłem, wielkie mi co….każdemu się może zdarzyć…

– Jasne każdemu – Azrael pokręcił głową, wyprostował się i rzekł – to wszystko są głupoty. A wy zachowujecie się jak redakcja Przeglądu tygodniowego w czasach kiedy w Polsce rządzili Miler z Kwaśniewskim. Bitwa była przegrana nie przez pijanych dywersantów, nie przez złe dowodzenie, nie przez inne jakieś dyrdymały, nawet nie z powodu geniuszu tego durnia Piłsudskiego, jak się to wydaje Polakom. Ona została przegrana bo termin był źle dobrany.

Głos Azraela był coraz bardziej donośny. – A teraz może wyjdzie ten kto ten termin wyznaczył i się przyzna?! Jest tu taki odważny?! Azrael wprost ryczał, kierując wzrok ku wielkiemu palenisku, przy którym przykucnął Belial, udając, że koniecznie musi podrzucić do ognia kilka brył węgla.

– Zapominacie o jednym – huczał Azrael – nie jesteście ludźmi. Jesteście demonami, a tu jest piekło. Tam zaś – wskazał pazurem na strop pieczary – jest niebo…..Musicie się więc zachowywać stosownie do okoliczności. Bitwa została przegrana, bo termin był źle dobrany. Nie wydaje się decydującej bitwy 15 sierpnia….

– Ale – próbował coś wyjaśnić Asmodeusz – ale, naszym się zdawało przecież, że te wszystkie święta, ten cały kalendarz, matki boskie zielne i cała reszta, to są przesądy i my teraz, panie tego, przełamiemy je i ruszymy tę no, bryłę z posad…tak było Belialu, co nie…? W tym miejscu Asmodeusz skierował wzrok na Beliala, ale ten udał, że go nie słyszy.

– I jeszcze jedno – rzekł cicho Azrael – kto zabezpieczał wizje? Asmodeusz cofnął się i próbował schować za jakimś rosłym czartem, ale Azrael jednym ruchem ręki schwycił go za kark i wyciągnął na środek – ty byłeś za to odpowiedzialny – rzekł z taką dozą szyderstwa w głosie, że diabłom włosy stanęły na karkach…Powiedz no nam Asmodeuszu, to ty zabezpieczałeś wizje, prawda?

– Ja, panie szefie – zapiszczał Asmodeusz – ja, ale co ja mogłem zrobić, kiedy mi dali instrukcję, że tamto już nieważne i teraz idzie nowe i koniec z tymi przesądami i cudami i będzie już tylko materializm dialektyczny…

– To ma swoją nazwę – rzekł Azrael – wiesz jaką? Asmodeusz pokręcił głową. – Sabotaż. Asmodeusz skulił się. – A wiesz co się dzieje z sabotażystami – jeszcze ciszej powiedział Azrael. W tym momencie oczy wszystkich demonów zwróciły się ku ścianie, na której wisiał gregoriański kalendarz…

– Nu, jakże tak – ryknął Belial wstając od kominka – taż my nie będziemy tu straszyć jeden drugiego, taż my na naradę zebraliśmy się…

Azrael odepchnął skulonego Asmodeusza i rozpoczął przemowę – Przegraliście – podkreślam – przegraliście, bo ja nie miałem z tym nic wspólnego, dlatego, że pozbawiliście się podstawowego narzędzia. Posłaliście w pole bezdusznych bęcwałów, wystraszonych terrorem oficerów, oszukanych żołnierzy, a na dodatek nie zabezpieczyliście wizji i pozwoliliście, żeby nad ich głowami ukazała się Ona…Diabły aż przykucnęły…Skąd wam się to wzięło? Może odpowiecie, skąd ten chory pomysł?

– Z Marksa – jeszcze usłużniej podpowiedział Asmodeusz.

– A….z Marksa….Azrael uśmiechnął się najpiękniej jak umiał….A kto z Was czytał Marksa w całości? Kto przeczytał cały Kapitał?

Zaległa cisza.

– Właśnie – pokiwał smętnie głową Azrael – oparliście całą, ciągnącą się pół wieku kampanię, której ukoronowaniem miała być bitwa, na nieprzeczytanej książce…Wiecie co będzie jeśli się o tym dowiedzą w dziewiątym kręgu?

– Zostaniemy zesłani do starego młyna nad rzeczką i będziemy straszyć pastuszków pędzących gąski na łąkę – zapytał piszcząc Asmodeusz

– Jesteś niezrównanym optymistą Asmodeuszu – rzekł Azrael – podobnie jak tamten – w tym miejscu wskazał raz jeszcze wiszący na ścianie kalendarz.

Asmodeusz posmutniał i zamilkł, a Azrael rzekł do wszystkich, patrząc przy tym jednak tylko na Beliala – teraz możemy zacząć właściwą część naszej narady….siadajcie proszę…..

CDN

Teraz ogłoszenia.

Oto musimy stanąć w prawdzie i ponieść odpowiedzialność za nieprzemyślane decyzje jakie stały się moim udziałem w tym i pod koniec zeszłego roku. Po sześciu latach prowadzenia wydawnictwa wiem już mniej więcej w jakich cyklach koniunkturalnych się poruszamy. Oczywiście nie potrafię tego opisać, ale biorę rzecz na wyczucie. I to wyczucie mówi mi, że jeśli nie zaczniemy już teraz opróżniać magazynu z książek, które na pewno nie będą się dynamicznie sprzedawać, położymy się na pewno. Nic nas nie uratuje. Zanim przejdę do rzeczy, chciałem coś jeszcze zaznaczyć. To mianowicie, że od dziś nie słucham nikogo. Nie biorę pod uwagę żadnych opinii, rad, cudownych przepisów na biznes i zwiększenie sprzedaży, nie robię też nic, co nie jest bezpośrednio związane z moją pracą. Słucham tylko siebie. Howgh. Weźcie to pod uwagę. Teraz clou. Nie sprzedamy nakładu wspomnień księdza Wacława Blizińskiego. To jest dla mnie już dziś jasne. Zajmują one poważną powierzchnię w magazynie i ona musi się zwolnić. Nie sprzedamy tego, bez względu na deklaracje jakie padają na temat tej książki oraz jej autora. Nie sprzedamy jej nawet wtedy jeśli obniżę cenę bardzo drastycznie, bo doświadczenia z obniżaniem cen książek mamy już za sobą i one nas o mały włos nie doprowadziły do katastrofy. Pomysł jest więc taki – wszystko co uzyskamy ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego, pod odliczeniu podatków rzecz jasna, zostanie przekazane na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie proboszczem jest dziś nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek. To nie jest ekstrawagancja tak wielka jak „dżdżownica jest to:”, ale uważam, że trzyma jakiś standard. Nie mogę inaczej. Tak więc jeśli ktoś chce pomóc w remoncie kościoła i plebanii w Liskowie, niech kupi jeden egzemplarz książki księdza Blizińskiego i komuś go podaruje.

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał idzie na urlop, więc FOTO MAG będzie na razie zamknięty. Zapraszam jednak do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim.

  41 komentarzy do “Niebiańskie centrum dowodzenia 2 (tytuł roboczy)”

  1. da się gdzieś kupić dzieci prl? nigdzie najść nie mogę. a może od razu puści pan nowe wydanie?

  2. buahahahaha, wyrabiasz się, tylko ogniki powinny leniwie pełznąć, a nie szybować.
    Mogę mieć radę od beletrysty dla dokumentalisty?
    Jak już skończysz rozdział, napisz od nowa pierwsze 2-3 akapity. Nie poprawiaj. napisz od nowa. Po kilku rozdziałach już nie będziesz musiał nic robić.
    I popracuj nad opisami mimochodem, bo w tym piekle nie śmierdzi, a powinno.

  3. Jak nie było słychać stukotu kopyt, tylko ciężkie człapanie  to szedł po dość gęstym  błocie.  Ale kto tam wie co diabeł może wymyśleć i skąd mu się wzięło to „człapanie jak by szedł w gumofilcach. Ale mniejsza o to, pozostaje wrażenie , że jest im tam bardzo ciężko, duszno, … no i smrodno. No i dobrze im tak.

  4. Nigdy nie mogłem wziąć poważnie tego Azraela, bo w angielskojęzyczej wersji Smerfów tak się nazywał Klakier, kot Gargamela.

  5. A u nas po staremu – odpust na Matki Boskiej Zielnej. Cała okolica zwyczajowo stawia się na Mszę polową – od niepamiętnych czasów. Za komuny też. Pogoda zawsze dopisuje.Więc znikam na sumę. Strach myśleć, ile to już tych Odpustów było:)))

    PS. Natomiast ciekawe zjawisko  jest z kazaniami. Za komuny kazania zawsze nawiązywały do Zwycięstwa Matki Boskiej nad bolszewikami i do potrzeby modlitwy za poległych Polskich Żołnierzy. A „nowe biskupi” zupełnie pomijają w kazaniach ten wątek. A naród patrzy, słucha i milczy.

    PS2. Rzeczywiście, zadziwiające, że droga kolejowa pod Dęblinem nie została zaatakowana. Ale znowuż Armia Polska była podwożona koleją tylko do Puław-Gołębia i wojsko było (czasem w butach, czasem boso) wysadzane z wagonów i formowane na szybki marszobieg na kierunek północno-wschodni – uderzenie na południowo wschodnie skrzydło Tuchaczewskiego – przez rzekę Wieprz. Natomiast bolszewiki doszły do Jastkowa (15 km na północ od Lublina) i tam jest cmentarzyk Polskich Żołnierzy. Chyba jest też niewielki w Markuszowie pod kościołem. Trzeba uważnie patrzeć jadąc drogą na Lublin: małe, białe krzyżyki murowane w trawie.

  6. W jakich nakładach wydajesz swoje książki, że tak spytam?

  7. Już to pisałem, ale jeszcze powtórzę: wie Pani po czym poznaje się dobry tekst? Po tym, że wszyscy chcą go poprawiać. To jest jedyny wyróżnik jakości w redakcjach, bo o tym, że ktoś kogoś tak po prostu pochwali nie może być nawet mowy. Dziękuję więc niniejszym…

  8. To widocznie z tekstami jest inaczej jakoś.

    Jak ja zrobiłem jakąś działającą maszynę i napisałem do tego program to nikt nie chciał nawet to tego podejść bliżej.

    Może to jest tak że na tekstach to się wszyscy znają, bo sprawdzić tego nie idzie.

    A na maszynie to się daje sprawdzić

  9. Dokładnie tak, jak napiszesz dobry tekst, masz od razu sześciu doradców, którzy ci mówią jak go ulepszyć.

  10. nie bądź taki niedotykalski, ten mój talent został dopracowany,dopieszczony i odłożony do czasu, aż będę miał na niego czas.

  11. próbka moich tekstów plącze się gdzieś w Twoim domu jako podstawka pod mebel, wywlecz i skrytykuj, wezmę na klatę 🙂

  12. Gabryś, to nie tak, my lubimy czytać rzeczy dobre. Dlatego czytamy Ciebie. Dostajesz zupę na obiad, to czasem dosypiesz soli, albo odrobinę pietruszki. Beletrystyka dość mocno różni się od dokumentu. W dokumencie masz narzuconą chronologię. Masz szkielet. W beletrystyce szkielet trzeba budować samemu. Najtrudniej uniknąć przaśnej liryki w epice, wiec szybowanie powinieneś zastąpić pełzaniem, a chmura metanu powinna wsiąknąć w strop.

  13. >a chmura metanu powinna wsiąknąć w strop.

    te same wrażenia w każdej historii?

    To jest chyba wyższy poziom, aby wszystko było fajnie prócz grzywki niesfornej/obsuwające się ubranie nie wyrównane.

  14. Aleście się poprawiacze ożywili! 🙂 Tekst jest klarowny, okolicznościowy, na swój sposób odświętny. Robactwo wytrząsane z roga wystatczająco buduje ohydę tego miejsca. A przypominam, że obecnie w piekielnym saloniku nie cuchnie, tylko pachnie Diorem i wszyscy w krojonych na miarę mundurkach Hugo BoSSa.

  15. Panie Gabrielu,  proszę kontynuowac. 

    I tym samym zaznaczam że jestem w grupie oczekiwaczy a nie poprawiaczy.

  16. Czyta się znakomicie. A za poczucie humoru jakie lubię dodatkowy duży plus.

  17. Bardzo dobre opowiadanie…..jego bohaterowie siedzą w 4 kręgu a ich szef w 5. Do 9 im baaaaardzo daleko .Zostali sami. Próbują z nami w 3 kręgu, ale nic już nie ugrają. Szef przestał pomagać gdzieś tak od 1987 roku licząc w gregoriańskim.

  18. Belial z kompanami powinni zrobić wszystko, żeby Rozwadowski nie dowodził. Pupil dostał wolne….

    http://www.apokalipsa.info.pl/index_020_pliki/image002.jpg

  19. Piękne;-))). Przedstawienie NCD (Niebiańskiego Centrum Dowodzenia) poprzez skutki działania, odczuwane w kwaterze Wroga: genialny! I nastrajający znacznie bardziej optymistycznie, niż bezpośrednia relacja z I odcinka. A przy okazji najlepszy z możliwych hołd oddany Jej. I tym, którzy poszli tego dnia za Nią.

    To, lubię, rzekłem, to lubię! Że tak polecę Wieszczem. Wielkie dzięki i czekam na ciąg dalszy. Może być z kwatery Wroga;-)

    A wszystkim Rojtom, zwłaszcza specjalistom od zapachów, zalecam uważna lekturę. Ponoć karaluchy potrafią przetrwać atak jądrowy…

  20. ponoć, ale jednak nie. Najbardziej odpornymi żyjątkami są niesporczaki.

  21. Nożyce widać czujne…

  22. nie znasz dnia ani godziny

  23. Panie Gabrielu, serdeczne pozdrowienia z Łotwy, z Ziemi Maryjnej, „Terra Mariana” – tak Liwonię (obecnie Łotwa i Estonia) określił papież Innocenty III w 1215 roku. Właśnie wróciłem z 11-dniowej pieszej pielgrzymki do sanktuarium Matki Bożej w Agłonie.

  24. I nie zauważyli Sikorskiego w Pułtusku! (Może zmienię mój nick na epi casino?)

  25. Nie poprawiam, Pański opis jest plastyczny i wywołuje odczucia nieprzyjemne zapachowo, co temu tekstowi nie przeszkadza. Z  Pańskiego opisu „uderza” mnie odór, tych brudnych diabelskich kopyt, smród przepoconej sierści , jakieś takie juchtowe wonie, odkręcił róg i wysypał robactwo (zapewne smrodliwe takie typu wołek zbożowy),  dzieje się to pod ziemią więc nie wietrzone czyli zaduch, dym ogniska pewnie kładzie się nisko, itd,

    Więc mówię tylko tyle, że tę opisaną przez Pana przestrzeń jako smrodliwą a bohaterów  tej przestrzeni jako śmierdziuchów. Cattivo odore. Co zapewne bohaterom tego opowiadania wcale nie przeszkadza.

    Ja Pana nie krytykuję, tylko wtrącam „moje trzy grosze”.

  26. Ani straszne, ani śmieszne. Lipa!

  27. Azrael jest też na salon24, nota bene, jestem pewien, że to o nim pisze GM

  28. Lipa, pyra…kto by tam odróżniał te rośliny… precz mi stąd…

  29. No to co, JP wydał polecenia i pojechał do chrześcijańskiego obowiązku, zapewne połączonego ze Mszą Św., bo to przecież chodziło o sakrament Chrztu Św. a nie o nadanie imienia w Urzędzie Stanu Cywilnego.

    Jagiełło, 14 lipca aż dwie Msze Św. kazał odprawić i co ? I dobrze . Pycha Krzyżaków szła  przed ich upadkiem. Pycha bolszewików też szła przed nimi, zanim ich  przepędzono.

  30. Ni z tego ni zowego a z mądrości branych z małpostanu a może też i z ekstrawagancji. . Oto ktoś podpala amerykanskom flagę przed siedzibą FBI, więc do klatki na 5 zim za wyczyn nieznośny kierują pana John Trudell

    https://pl.wikipedia.org/wiki/John_Trudell

    https://www.youtube.com/watch?v=FyZ5zgMKrDk&list=PL35dkS8nEK53vMbxkzAhGW1b3QSMsAjxL

  31. Pieśń Azraela

    Czym dla mnie świat? Tronem.
    A ludzie? Mej służby gronem.
    Kto moim mistrzem? Nie ma takiego.
    Rządzę bez niego.
    Jakim sekretem ma moc urzekła?
    Zagadką nieba, enigmą piekła.
    Czy czeka życia przyszłego dar?
    Gdybym to zdradził, prysłby mój czar.

  32. Byl…

    … chyba juz mu sie zmarlo.

  33. O cholera. Na Salonie coraz gorzej. Wyskakuje plansza z napisem „Producent napoju – przepraszam” i nic się nie otwiera. Może trzeba wyłączyć blokowanie reklam. Akurat, kaktus mi wyrośnie nim wyłączę.

  34. Wzięłam do ręki książkę Wacława Kostki Biernackiego pt „Straszny gość”. Opisuje on ukraińską wieś i przygody różnych Parasek, Nastek. Kseń. Prochorów  i Mitrofonów z duchami i diabłami. Gdzieś na terenie leżącym przy drodze do Dubni , gdzieś w Leszniewce, Starym Dębie itp. Opowiadania takie trochę baśniowe, chyba przez tubylców mocno wódką podlane. Bohaterowie okrutni i chciwi i diabły takoż.

  35. Cholera, przy kupowaniu na nowej stronie nie przychodzi standardowy email z zachętą do zapłaty i z danymi potrzebnymi do wypełnienia kwitka na stronie banku. Trzeba se robić zdjęcie monitora, bo tam jest numer zamówienia, itd.

  36. wisiała skóra zdarta z jakiegoś dzieciobójcy i zdrajcy, na której wytatuowany był gregoriański kalendarz.

    Śliczne!

  37. No, ale poza tym diabłów nie ma, a poniżej wyjaśnienie z książki K. Biernackiego, skąd o tym wiemy:

    „Niektórzy sądzą, że po wycięciu starych borów i przekopaniu jarów na orne pola zmniejszyła  się ilość czortów i wiedźm na bujnej ziemi ukrainnej. Są nawet i tacy mądrale, jak córka Horbakowskiego popa, którzy twierdzą,  że w ogóle czorty i wiedźmy nigdy nie istniały, więc i teraz tym bardziej nie mogą włóczyć się między ludźmi, bo przecież dowodu osobistego mieć nie  mogą, a bez tej pieczętowanej i bardzo nieprzyjemnej książeczki nikt nie przejdzie i dwóch wiorst po szosie do Korca ani po gościńcu do Miroboszczy..”

    Ot i tyle…

  38. Dalej…!

  39. Igraszki z diabłem?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.