Gru 192018
 

W czasie niedzielnego czytania wszyscy mogliśmy jeszcze raz posłuchać historii o św. Janie oraz o tym jak nauczał nad rzeką Jordan. Przychodzili do niego celnicy i żołnierze, a on mówił jednym by nie pobierali od ludzi opłat większych niż im naznaczono a tym drugim, by nie wymuszali na ludności Palestyny haraczy, a ograniczali się jedynie do konsumpcji żołdu, który otrzymywali. Nasz ksiądz wikariusz, który wokół tego czytania osnuł homilię, powiedział, że św. Jan był radykałem. Widzimy jasno, że wcale nie. On nie był żadnym radykałem, albowiem radykałowie to ideowi bracia strażników tronu, a ich obecność w przestrzeni publicznej służy tylko temu, by efektywniej zarządzać stadem. Wszelkie zaś normy jakie system przeznacza na zarządzanego przez siebie ludu są opcjonalnie przeznaczone do złamania przez strażników systemu. Celnicy mogą oszukiwać, a żołnierze rabować, bo dzięki temu osiąga się łatwiej cel główny – umocnienie władzy. Nie wiem czy jasno się wyrażam. Chodzi o to, że radykalizm jest wpisany w formułę sprawowania władzy, nawet bardzo opresyjną. Jeśli zaś tak jest to największym wrogiem systemu będzie ten, który otwiera nowe przestrzenie dla komunikacji, emocji, myśli i aktywności. Tak jak św. Jan nad Jordanem. On nie będzie radykałem w potocznym rozumieniu tego słowa, ale dla systemu będzie najgroźniejszy. Tak groźny, że system nie mógł znaleźć formuły, która pozwalałby w zgodzie z zasadami, a także w zgodzie ich brakiem – także przez system promowanym – ściąć mu głowę. Potrzeba było do tego nowej i zaskakującej formuły, potrzeba było osoby, która nie mogąc z istoty samej wziąć odpowiedzialności za jakąkolwiek decyzję, jednak mogła tę odpowiedzialność podnieść i przez to św. Jan musiał zginąć. I to była Salome, córka Herodiady. Tak należy rozumieć historię św. Jana. Mam nadzieję, że to jest jasne. I teraz popatrzmy jak na tle tej poruszającej i głębokiej formuły wygląda postać Barabasza. Nie powiem jak, żeby się nie wyrażać. Jak na tym tle wyglądają nasi współcześni radykałowie, których zadaniem jest w istocie stworzenie takiego języka komunikacji, by systemowi łatwiej było zarządzać stadem. Czy św. Jan domagał się, żeby ludzie wychodzili na ulicę? Nie, on chciał, żeby robili tylko to co jest w przepisach, ale taka opcja jest dla władzy najgroźniejsza. I myślę, że nie ma tu znaczenia czy jest to władza okupacyjna czy władza uważana za rodzimą. Wszyscy dobrze pamiętamy, że komunistyczni agenci szkoleni byli na nielegałów, a każdy cinkciarz w PRL był agentem SB. To są sprawy stare jak świat. I człowiek taki jak św. Jan nie mógł nie zdawać sobie sprawy z tego jaka jest natura rzymskiej władzy i władzy namiestniczej w Palestynie. On doskonale wiedział, jaki owa władza ma charakter i wiedział też co zrobić, żeby dać ludziom jej podlegającym rzecz najcenniejszą – wolność.

Tak się złożyło, że w naszym świecie naśladowców św. Jana nie ma wcale, natomiast naśladowców Barabasza jest nieprzebrane mnóstwo. Całe szczęście są oni łatwo rozpoznawalni i wyróżniają się w tłumie, już to cudacznym strojem, już to podniesionym głosem i formułami, które mają chwilową moc uwodzicielską. Póki co nikt, ani władza namiestnicza, ani władza rzymska nie chcę konfrontacji ulicznej, ale opcja taka jest stale w gotowości. Ja oczywiście wierzę w to, że PiS nie jest władzą namiestniczą i konflikt pomiędzy rządem a UE jest konfliktem autentycznym, bo tylko to nas ratuje. Konfrontacja zaś dziś oznacza trzy rzeczy – koszty, koszty i jeszcze raz koszty. Nie da się zorganizować zamieszek bezkosztowo, a mam wrażenie, że te, które trwają we Francji pochłaniają cały budżet przeznaczony na działania radykalne. I póki co nowego nie będzie. Nasi więc naśladowcy Barabasza, mogą póki co bezpiecznie szczekać. Kiedy przyjedzie pora zdejmie się ich z pierwszej linii i wpuści na nią prawdziwe brytany.

Temat nieuzasadnionych analogii jest niezwykle ciekawy, pociągnijmy więc go dalej. Nie pamiętam tytułu książki, którą czytałem parę lat temu, książki poświęconej polityce wewnętrznej cara Mikołaja I, zwanego Pałkinem. Pisano tam o straszliwych stosunkach panujących na wsi rosyjskiej w pierwszej połowie XIX wieku. Konkretnie zaś o tym, jak to szlachta wysyłała hajduków na wieś, żeby połapali wałęsające się wśród zabudowań dzieci, które następnie sprzedawano gdzieś do odległych guberni, do zaprzyjaźnionych dworów i pałaców, bo tam akurat nie było przyrostu naturalnego albo śmiertelność była za duża. Oburzenie autorki książki na ten proceder nie miało granic. Sądzę, że każdy kto to czytał musiał być wstrząśnięty. O ile słabiej współczesnym Europejczykiem wstrząsa wiadomość, że jugendamty w Niemczech czy Norwegii tylko czekają na to, by odebrać rodzinie dziecko, jeśli matka kilka razy odbierze go za późno z przedszkola. Gdzie trafiają takie dzieci? Do rodzin zastępczych w odległych guberniach. Kim są rodzice zastępczy? Bóg jeden raczy wiedzieć. Nie wiadomo czy są normalni, czy mają dobrze w głowie, wiadomo tylko, że nie mają dzieci i państwo uznaje ich za lepiej rokujących niż rodzice biologiczni. Państwo jednak, ma wpisane w swoją misję działania radykalne, które ułatwiają temu państwu zarządzanie tłumem, a więc bezprawie jest legalnie uzasadnione i nie ma odeń odwołania. Można się oczywiście oburzać, ale nic to nie da. Pułapka zastawiona na rodziców jest jeszcze groźniejsza niż polityczna pułapka obsługiwana przez radykałów, bo jeśli idzie o emocje związane z dobrem dzieci, nikt się nie powstrzyma. No i właśnie o to chodzi, by nikt się nie powstrzymał, a państwo miało możliwość zademonstrowania swojej siły, skuteczności oraz czystych intencji. Te zaś czyste nie są i my to wiemy, bo państwo nie jest organizacją mającą charakter pierwotny, zaraz wyjaśnię, co przez to rozumiem, tą bowiem jest rynek. Rynek jest starszy niż państwo, a ono jest właśnie po to, by ten rynek chronić. Kto więc konkretnie chroni rynek handlu dziećmi w rozwiniętych państwach zachodu? Ja tego nie wiem, wiem, że tyle, że są to urzędnicy państwowi najbardziej rozwiniętych demokracji, którzy przyzwyczajają nas do tego iż dzieci nie są naszą własnością. Nie są nawet własnością państwa. Są własnością graczy rynkowych, których póki co nie rozpoznajemy. Ich zaś bezpieczeństwo gwarantowane jest schematami zachowań radykalnych bazujących na najbardziej prymitywnych i trudnych do opanowania emocjach. Uważajmy na te schematy, bo one są do wykorzystania w każdej właściwie sytuacji. Nie tylko jeśli idzie o celników, żołnierzy i jugentamty.

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  14 komentarzy do “Nieuzasadnione analogie czyli św. Jan i Barabasz”

  1. Nasladowca sw. Jana, syna Zebedeusza, ktory zapisal w swojej Ewangelii (J 8, 32) haslo Wahrheit macht frei, jest z pewnoscia ks. prof. Tadeusz Guz, przez kilknanascie lat wykladowca w Weilheim w Niemczech, ktory bedzie mial proces wytoczony przez KUL za gloszenie prawdy.

  2. Posłuchaj Alfred, byłoby dobrze, gdybyś się powstrzymał od komentowania na jakiś czas

  3. dzięki za ustawienie tematu dzieci we właściwym świetle. znowu mam więfej jasności.

  4. Tymczasem 2000 lat pozniej gdzies w polnocnej Europie…

    Protest uliczny i ogolnie protest przeciw wladzy zadomowil sie w naszej swiadomosci jako cos szlachetnego od czasu projekcji filmu „Konwoj”, amerykanskiego sensacyjnego filmu drogi z 1978 roku (wazny rok rowniez z innych powodow), kiedy wbito nam w przyjemny sposob do glow, ze wyjscie na ulice i pokazanie srodkowego palca wrednej policji jest OK i ze za to jest nagroda dla buntownikow, bo wtedy najfajniejsze tirowki na kazdym postoju same wskakuja nam do lozka (albo do kabiny TIRa). Przekaz ten byl bezdyskusyjny i byl bezkrytycznie przyjmowany w Polsce jako objawiona prawda o USA i o swiecie w ogole. Potem byla Solidarnosc, a w stanie wojennym rozne mlodziezowe „zadymy”.

    Kaziu Kutz w ostatnich konwulsjach przed smiercia namawial Polakow do wyjscia na ulice, a szczegolnie mlodziez i kobiety (wypowiedzi z wywiadow z nim latwo mozna odnalezc w sieci).

    Czy to sa uzasadnione analogie, prosze ocenic samemu.

  5. Sorry, to byl ostatni komentarz.

  6. Tak, nie da się zorganizować majdanu, bez kosztowo a ten, który teraz dzieje się we Francji, też zastanawia. Komu ma służyć ta awantura? Radykalizm, nie radykalizm – ale zastanawiają mnie te ubrania . Niedawno w zainteresowaniu mediów była grupa która ubierała się na czarno i pomarańczowo (ISIS), jest jakaś rotacja kolorów ci z Francji ubierają sie na żółto. Na Ukrainie były jeszcze pomarańczowe szaliki, ale to chyba przed ich majdanem. Na Ukrainie zaraz wybory … może znowu … pojawi sie jakiś dobór kolorów.

    U nas koszulki z napisem ‚konstytucja”. Na szczęście, ktoś to ośmieszył przerabiając na „konstytutki” i sprawa przestała być poważna. Tyle w temacie analogii … kolorów

    Próbują ze wszystkich stron robić jakiś kipisz i dopiero po latach … ktoś zauważy   jak przy wczorajszym tekście że dla dobra pewnego państwa co roku „odchodziła gwałtownie” kolejna z ważnych osób w Europie, zaczynając od Iwana Groźnego itd.

  7. Co do sprzedaży dzieci, w dokładnie tym czasie wpada mi w ręce trochę materiałów omawiających handel dziećmi w Europie. Wypowiedzi jakichś greckich emerytowanych urzędników itp. Nawet konferencja o tym była, bo bardzo czynny jest w tym obszarze pan Bednarz: https://www.youtube.com/watch?v=PIYc_WtddyI&t=21s

  8. Sprzedaż tekstyliów jest z tym nierozerwalnie połączona

  9. >Rynek jest starszy niż państwo…

    a poborcy starsi od urzędników.

    Publikanin i Faryzeusz wg Łk 18:10

  10. >by nie pobierali od ludzi opłat większych niż im naznaczono …

    Problem w tym, że rozliczali się z całej kwoty opłat, a zawsze łatwiej ściągnąć od uczciwych.

    Nie jest dla mnie jasne, dlaczego w polskich wersjach Biblii występują celnicy, a w angielskich publikanie, wywodzący się z łacińskiego publicanus. A jednak nie byli to ludzie służący uczciwie dobru publicznemu, co najlepiej oddaje ten cytat z przypisu do kodeksów Fozjusza:

    Publikanie (łac. publicani, gr. dèmosiônaï) – dzierżawcy podatków pochodzący, ze stanu ekwitów, wpłacali z góry do skarbu państwa nałożone na prowincję podatki, po czym ściągali je od mieszkańców dopuszczając się zdzierstw i nadużyć (por. Plutarch Lukullus 20,1).

    W słowniku języka polskiego z roku 1912, przy haśle Publikanin – dzierżawca dochodów publicznych, podane jest znaczenie przenośne – poborca, zdzierca.

    O ileż łatwiej byłoby przyswoić treść przypowieści ewangelicznych, gdybyśmy za słowem celnik rozumieli dawnego zdziercę.

    Warto też przypomnieć, ze zastąpienie poborców przez urzędników odbywało się w wielu krajach (Anglia, Rosja) w systemie korupcyjnym, który przeżerał państwa od góry do dołu.

  11. Pełna zgoda co do drugiej części zdania: „Ja oczywiście wierzę w to, że PiS nie jest władzą namiestniczą i konflikt pomiędzy rządem a UE jest konfliktem autentycznym, bo tylko to nas ratuje.”

    Konflikt nie jest rzeczywisty i to nas rujnuje i będzie miało poważne konsekwencje na przyszłość. Pozwalam wiec sobie na cytat obszerny, z którego jasno wnika, że ETS nie ma kompetencji (podobnie jak KE) do zajmowania się wewnętrznymi sprawami Polski (w zakresie wymiaru sprawiedliwości) W radio WNET był wywiad z wiceministrem Spraw Zagranicznych, który powołanie się na protokół wsporze z KE skwitował: co prawda protokół jest, ale KE działa w oparciu o Traktat Lizboński.

    Pełna treść protokołu wyłączającego Polskę i Wielką Brytanię z Karty Praw Podstawowych. PROTOKÓŁ (nr 30) W SPRAWIE STOSOWANIA KARTY PRAW PODSTAWOWYCH UNII EUROPEJSKIEJ DO POLSKI I ZJEDNOCZONEGO KRÓLESTWA WYSOKIE UMAWIAJĄCE SIĘ STRONY, MAJĄC NA UWADZE, że w artykule 6 Traktatu o Unii Europejskiej Unia uznaje prawa, wolności i zasady określone w Karcie praw podstawowych Unii Europejskiej, MAJĄC NA UWADZE, że Karta ma być stosowana w ścisłej zgodności z postanowieniami wspomnianego wyżej artykułu 6 i tytułu VII samej Karty, MAJĄC NA UWADZE, że wspomniany artykuł 6 stanowi, że Karta jest stosowana i interpretowana przez sądy Polski i Zjednoczonego Królestwa w ścisłej zgodności z wyjaśnieniami, o których mowa w tym artykule, MAJĄC NA UWADZE, że Karta zawiera zarówno prawa, jak i zasady, MAJĄC NA UWADZE, że Karta zawiera zarówno postanowienia o charakterze obywatelskim i politycznym, jak i postanowienia o charakterze gospodarczym i społecznym, MAJĄC NA UWADZE, że Karta potwierdza prawa, wolności i zasady uznawane w Unii oraz sprawia, że są one bardziej widoczne, nie tworzy jednak nowych praw ani zasad, PRZYPOMINAJĄC zobowiązania Polski i Zjednoczonego Królestwa wynikające z Traktatu o Unii Europejskiej, Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, jak również ogólnie pojętego prawodawstwa Unii, PRZYJMUJĄC DO WIADOMOŚCI pragnienie Polski i Zjednoczonego Królestwa sprecyzowania pewnych aspektów stosowania Karty, PRAGNĄC zatem sprecyzować stosowanie Karty w stosunku do przepisów prawnych i działań administracyjnych Polski i Zjednoczonego Królestwa oraz możliwość rozpoznawania na podstawie postanowień Karty spraw na drodze sądowej w Polsce i Zjednoczonym Królestwie, POTWIERDZAJĄC, że zawarte w niniejszym Protokole odniesienia do wprowadzania w życie poszczególnych postanowień Karty pozostają ściśle bez uszczerbku dla wprowadzania w życie innych postanowień Karty, POTWIERDZAJĄC, że niniejszy Protokół pozostaje bez uszczerbku dla stosowania Karty w stosunku do innych Państw Członkowskich, POTWIERDZAJĄC, że niniejszy Protokół pozostaje bez uszczerbku dla innych zobowiązań Polski i Zjednoczonego Królestwa wynikających z Traktatu o Unii Europejskiej, Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej oraz ogólnie pojętego prawodawstwa Unii, UZGODNIŁY następujące postanowienia, które są dołączone do Traktatu o Unii Europejskiej i do Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej: Artykuł 1 1. Karta nie rozszerza zdolności Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ani żadnego sądu lub trybunału Polski lub Zjednoczonego Królestwa do uznania, że przepisy ustawowe, wykonawcze lub administracyjne, praktyki lub działania administracyjne Polski lub Zjednoczonego Królestwa są niezgodne z podstawowymi prawami, wolnościami i zasadami, które są w niej potwierdzone. 2. W szczególności i w celu uniknięcia wszelkich wątpliwości nic, co zawarte jest w tytule IV Karty nie tworzy praw, które mogą być dochodzone na drodze sądowej, mających zastosowanie do Polski lub Zjednoczonego Królestwa, z wyjątkiem przypadków gdy Polska lub Zjednoczone Królestwo przewidziały takie prawa w swoim prawie krajowym. Artykuł 2 Jeżeli dane postanowienie Karty odnosi się do ustawodawstw i praktyk krajowych, ma ono zastosowanie do Polski lub Zjednoczonego Królestwa wyłącznie w zakresie, w jakim prawa i zasady zawarte w tym postanowieniu są uznane przez ustawodawstwo lub praktyki Polski lub Zjednoczonego Królestwa.

  12. A PAD dodał, podpisując nowelę o SN, że niezależnie od sporu, co do kompetencji ETS i KE, nowelę należy podpisać, a postanowienie zabezpieczające wykonać. Doktor prawa, jak wiadomo, twierdzi (a przynajmniej to dopuszcza), że co prawda ETS i KE nie mają kompetencji w zakresie przedmiotu skargi na Polskę, ale skoro skarżą, to my się podporządkujemy każdemu orzeczeniu (to też zapowiedziano).

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.