marzec 262018
 

Tak naprawdę zapowiadana ofensywa zacznie się jutro. Wchodzą bowiem na rynek trzy nowe, nasze tytuły, a także pięć tytułów ściągniętych z rynku. Opiszę je tu teraz pokrótce. Zanim to jednak zrobię złożę ważną deklarację. Sprawy tak się ułożyły, że muszę wydawać więcej i więcej sprzedawać. Muszę też więcej pisać. To znaczy, że na blogu będzie więcej tekstów. Nie jesteśmy w salonie24, a ja nie muszę się już zastanawiać czy to wypada czy nie puszczać więcej niż jeden tekst dziennie. Jeśli będzie taka potrzeba, to znaczy, jeśli będzie nowa książka, którą trzeba będzie zaprezentować tekst o niej po prostu się ukaże. Promocja będzie dodatkowo wzmacniana nagraniami u Michała, a ja będę trochę więcej pracował. No, ale nikt mi nie obiecywał, że będzie lekko.

Zacznę może od książek z rynku. Wydawnictwo Rewasz, z którym stale współpracuję przysłało mi nowość, znacznie różniącą się od dotychczasowych publikacji wydawanych przez tę oficynę. Tytuł nowej książki to „Baskowie. Mity, wierzenia i obyczaje”. Książkę tylko przejrzałem, a więc nie będę się na jej temat wymądrzał. Po prostu umieszczę tu opis, który przesłało mi wydawnictwo. Oto on:

Autor pisze we wstępie skąd się wzięli Baskowie oraz o zachowaniu baskijskich zwyczajów. W dalszych rozdziałach przedstawia: najstarsze bóstwa, świat bogów, demonów i duchów, olbrzymów, magię i przesądy, kulty i inne osobliwości (jak mowę gwizdaną i mowę krzyczaną). Przedstawia też jak zostało wprowadzone chrześcijaństwo i jaki jest jego lokalny koloryt. Kraj Basków leży naprawdę za górami. Jego mieszkańcy to Euskaldunowie, nazywani Baskami od tak dawna, że chyba już tak pozostanie. Nie są zachwyceni, gdy się mówi, że ich kraj leży w Hiszpanii. Mają przeświadczenie swej odrębności, nie tylko etnicznej i językowej, także narodowej. Są wśród nich i tacy, którzy nie chcą mieć nic wspólnego także z państwem hiszpańskim. Kraj Basków, zielone Euskadi, Vascongadas jakiejkolwiek użyjemy nazwy, znajdziemy się wobec niekończącej się listy pytań, wątpliwości i zagadek. Skąd pochodzą, jakie są korzenie ich języka, dlaczego trwa tam napięcie i czy widać kres terrorystycznych akcji ETA? Takie pytania wskazują, jak mało wiemy o tym kraju i jego ludziach. Jorge Ruiz Lardizabal ofiarowuje nam szansę innego spojrzenia, głębszego wniknięcia w kulturę jego kraju.

Jesteśmy co prawda zwolennikami jedności korony hiszpańskiej, ale jesteśmy także sprzedawcami książek. Nie możemy tłumaczyć każdemu wydawcy, że ma myśleć tak jak my i wydawać tylko takie pozycje, jakie ja uznam za wartościowe. To jest niemożliwe. Tak więc korzystamy z okazji, że ktoś wydał książę o Baskach i umieszczamy ją w naszym sklepie. Być może dowiemy się z niej czegoś nowego o problemach półwyspu Iberyjskiego.

Mozolnie pisze się drugi tom Baśni socjalistycznej, ale już widać koniec. Cały czas, pisząc tę książkę, szukam jakiegoś komentarza z epoki, który byłby głosem w sprawie, ale nie należałby do człowieka z socjalistycznego gangu. Na rynku dostępne są z tego zakresu dwie pozycje – Sienkiewicz i Weyssenhoff. Wybrałem Weyssenhoffa, wydanego przez Wydawnictwo Diecezjalne z Sandomierza. Zrobiłem to z dwóch powodów. Po pierwsze, był w ofercie jeszcze jeden tytuł Weyssenhofa, który mnie interesował, po drugie mam do tego autora sentyment wyniesiony jeszcze ze szkoły średniej. Najpierw jednak zdradzę tytuły książek. Pierwsza to „Hetmani” powieść o ruchach socjalistycznych początku XX wieku, powieść jak to u Weyssenhofa, pełna przygód, kobiet i dynamicznej akcji. Druga zaś to „Puszcza”, powieść o stronach rodzinnych autora, o pograniczu litewsko-kurlandzkim, o polowaniach, życiu w dworach, ale także o kobietach i namiętnościach. Jak to u Weyssenhofa. O Józefie Weyssenhowie usłyszałem po raz pierwszy na zajęciach z łowiectwa w szkole średniej. Oczywiście nie opowiadał nam o nim nasz wychowawca, który stale prowadził ten przedmiot, ale zastępujący go od czasu do czasu pan Kietliński. Sam mam już swoje lata i zapomniałem jak staruszek Kietliński miał na imię, ale był to człowiek osiemdziesięcioletni, który ciągle polował. Chadzał z dubeltówką, trójnożnym krzesełkiem i torbą do lasu, albo gdzieś nad wodę i czekał na kaczki czy na co tam akurat był sezon. Ja się do polowania nigdy nie garnąłem, ale jego słuchałem chętnie, po pierwsze dlatego, że był to człowiek przedwojenny, po drugie dlatego, że nie lubił socjalistów, po trzecie dlatego, że opowiadał o Weyssenhowie. Z tego ostatniego nawyku troszkę żeśmy się z kolegami śmiali. Niepotrzebnie, bo pan Kietliński, dzielił się z nami wspomnieniami ze swojej dawno minionej młodości. Czasem też opowiadał o swoich studiach. Ja zapamiętałem anegdotę o egzaminie z prawa. Profesor, u którego nasz nauczyciel zdawał, też nie lubił socjalistów, był to pan ze sfer i miał swoje narowy, o czym „dziadek” – jak nazywaliśmy Kietlińskiego – mówił z ironią. Nikt ze studentów nie wiedział dlaczego istnieją i do czego służą serwituty, czyli świadczenia dworu wobec wsi. Nie trzeba jednak było tego wiedzieć, wystarczyło na egzaminie powiedzieć, że to taki socjalistyczny kruczek prawny. – I ja tak powiedziałem – śmiał się dziadek – i zdałem od razu. Myśmy się nie śmieli, bo trochę lekceważyliśmy osiemdziesięcioletniego starca, który opowiadał nam o nieznanych książkach i nieznanym uroku prawdziwych polowań organizowanych w kresowych dworach. Myślę, że to są wystarczająco mocne powody, by umieścić w księgarni książki Józefa Weyssenhoffa.

Kolejne nowości wziąłem z Wydawnictwa Poznańskiego. Dwie książki, z których pierwsza to „Hohenzollernowie” autorstwa profesora Grzegorza Kucharczyka. Książki tej, ze względu na temat i autora rekomendować tu chyba nikomu nie muszę. Może więc poświęcę kilka słów tej drugiej, a do pierwszej wracać będziemy jeszcze nie raz. Drugi tytuł to „Wojny Czyngis Chana”, autorstwa Wacława Zatorskiego. Książka dawno nie wznawiana, a bardzo potrzebna. Myśmy się tutaj kilkakrotnie zajmowali kwestią skuteczności i dynamiki działań armii mongolskiej w XIII wieku, ale nigdy nie dość dokładnie. No więc teraz wszystkie nasze wątpliwości zostaną rozwiane. To jest praca niwelująca i gasząca niepokoje. Praca poważna. Mongołowie nie byli chordą. Nie lecieli na łeb na szyję, jeden przez drugiego i nie było ich nieskończenie wielu. To była armia zdyscyplinowana i zaopatrzona jak żadna inna w ówczesnym świecie. To była armia nowoczesna, zorganizowana w jasnym i dobrze określonym celu. Jej skuteczność zaś stała się legendarna i to spowodowało, że na temat Mongołów i technik ich walki narodziło się wiele mitów. Wacław Zatorski rozprawia się ze wszystkimi po kolei.

Pora na nasze książki i na kwartalnik. Zacznę od kwartalnika. Nie będę go rekomendował, bo uważam, że najlepiej zaświadczy o jego jakości spis treści i okładka, którą zobaczycie jutro. Jest to, wielokrotnie już wspominany „numer starożytny”, który przygotował nasz kolega Szymon czyli Stalagmit. Oto spis treści:

1. Ewa Rembikowska, Cezar, wojsko i podatki

2. Joanna Górecka-Pyryt, Perykles, wzór polityka. Daremność ludzkich planów i nieśmiertelność,

3. Jolanta Gancarz, Żydzi – Żydom… Mit Masady i inne opowieści

4. Józef Szczurowski, Mit politycznego augustianizmu, czyli o dziejach pewnego nieporozumienia

5. Józef Szczurowski, Zaplątane początki (nie)chrześcijańskiej teologii politycznej. Zagadka Euzebiusza z Cezarei.

6. Juliusz Wnorowski, Merkury na ślubnym kobiercu.

7. Krystyna Murat, Starożytne regiony produkcji żywności – od Egiptu do Italii i północnej Afryki,

8. Maciej Cielecki, Powstańcy, dywersanci i narodziny syjonizmu

9. Rafał Czerniak, Jeźdźcy fal i żeglarze stepu. Dzieje pewnego biznesu.

11. Szymon Modzelewski, Banki, pieniądze i polityka w starożytności, 28 stron.

Kolejną książką, która znajdzie się w sklepie jutro będzie moja skromna książeczka zatytułowana „Żydzi i imperia”. Mam nadzieję, że kiedyś rozrośnie się ona w coś większego. Nie będę o niej pisał, ale zadam tu wszystkim zagadkę, w dodatku filmową. Oto ona:

https://www.youtube.com/watch?v=KqkZr9C5C64

Należy zgadnąć, o którym bohaterze z widocznych w tym fragmencie filmu napisałem w tej książce. Kto pierwszy zgadnie dostanie ją w prezencie.

Ostatnia książka z tych, które ukażą się jutro to „Życiorys własny przestępcy” Urke Nachalnika, o którym już wspominałem w nagraniu. To jest niesamowita książka, która przez długie lata była obowiązkową lekturą w amerykańskich szkołach policyjnych. Czytali ją także kandydaci na agentów FBI, a to z tego względu, że autor – żydowski złodziej z Wizny – opisał w niej struktury i metody działania żydowskich gangów w Europie Środkowej, a zresztą co tu ściemniać – napisał o działalności żydowskich gangów w Polsce. Styl w jakim napisana jest ta książka zapiera dech w piersiach i można się tylko dziwić, że chłopak tak ciężko doświadczony, mógł w sposób tak jasny, klarowny, a jednocześnie unikający kokieterii i pozbawiony złudzeń, opisać swoje życie. Urke Nachalnik został zauważony przez Melchiora Wańkowicza, podobnie jak Sergiusz Piasecki. Niewiele zarobił na swojej książce, choć bardzo się ona w przedwojennej Polsce podobała. Zginął w niejasnych okolicznościach na początku niemieckiej okupacji. Dziś dorabia się do jego śmierci legendę, że umarł, bo bronił zwojów Tory i jakichś żydowskich dzieci. Myślę, że prędzej umarł na torach, w czasie kradzieży worków z węglem, którego potrzebował do ogrzania swojego mieszkania. No, ale to tylko przypuszczenie, nikt nie wie jak było naprawdę, tak jak nikt dokładnie nie wie, gdzie Icek Farberowicz, zwany Urke Nachalnikiem jest pochowany.

Jutro przyjeżdżają nakłady. Książki z Poznania mogą się spóźnić, jeśli tak będzie wejdą do sklepu z niewielkim opóźnieniem. Jutro w ciągu dnia wrzucę wszystko na stronę.

  14 komentarzy do “Nowe książki od jutra”

  1. Czyzby chodzilo o przydenta Andrew Jacksona?

  2. Robert Lee?

  3. O cholera!  Obejrzałam bitwę pod Nowym Orleanem, a w głowie Gettysburg. To chyba starość. No jak nie Jackson, to może Pakenham?

  4. Próbuję jeszcze raz – Jean Lafitte. Mignal mi taki gość w ubraniu pirata, ale może to nie pirat!

  5. Okay, parasol zgadł na SN, ale zaliczam Pani ten strzał. Proszę wysłać mi adres na skrzynkę [email protected]

  6. O matko! Ależ się cieszę! Jutro napiszę !dziękuję i pozdrawiam!

  7. Przysięgam, że nie zgadłam niezależnie od Parasolnikowa. Teraz sprawdziłam, ale zgadzam się z nim, że Pan lubi takie osoby!

  8. Zgadłam, a nie nie zgadłam. Czasami nienawidzę androida

  9. Znając Gospodarza, myślałem że to będą te bale bawełny, użyte do budowy szanców,  bohatersko broniące pozycji amerykańskich… 🙂

  10. Użytkownik Tenerka zasługuje na nagrodę (specjalną)!

  11. Bardzo się cieszę z książki o Baskach. To nie jest właściwie nowość, bo miałem ją niedawno w rękach pożyczoną z biblioteki. Ale cieszę się, że będę mógł ją kupić. Wyjątkowo mało jest publikacji o Baskach. Jest ciekawa praca z Uniwersytetu Jagielońskiego J. Orzechowska-Wacławska „Baskowie. Powstawanie współczesnego narodu”.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.