Gru 142020
 

Sprawy mają się tak, że zostało mi 116 egzemplarzy wymienionego w tytule numeru naszego kwartalnika. Jest to jedna z najciekawszych edycji tego pisma, a dotyczy skomplikowanych relacji pomiędzy Anglią i Wielką Brytanią, a Moskwą i Rosją. Relacji, które są zakłamane na poziomie wprost niewyobrażalnym i nie ma w zasadzie żadnego tekstu, który by wskazywał na ich rzeczywisty charakter. To już drugi numer kwartalnika Szkoła nawigatorów, który poświęciłem tym problemom. Poprzedni ukazał się w roku 2015 i sprzedał się na pniu. Co zawiera ten kwartalnik? Przede wszystkim nie publikowane wcześniej po polsku teksty o wyprawach Anglików na wschód. Tak że tłumaczenia wydanych na zachodzie prac Inny Lubimienko, rosyjskiej historyk, która zajmowała się relacjami moskiewsko-brytyjskimi w XVI wieku oraz tłumaczenia tekstów współcześnie żyjącego fińskiego historyka i ekonomisty, Jarmo Kotilaine. Publikuje on w Oksfordzie prace na temat relacji Stuartów i Romanowych, w XVII wieku. Jarmo Kotilaine jest także doradcą ekonomicznym króla Bahrajnu. Oprócz tego numer zawiera teksty autorskie, napisane przez naszych stałych współpracowników.

Co takiego jest w relacjach brytyjsko moskiewskich wczesnej doby nowożytnej, że zasługuje na naszą szczególną uwagę? Chodzi o specyficzny charakter panowania cara Iwana IV zwanego Groźnym. Pół wieku jego rządów, to tak naprawdę pół wieku rządów Kompanii Moskiewskiej. O tym rzecz jasna pisano i pisała o tym Inna Lubimienko. Kłopot w tym, że opisy te są wyakcentowane w sposób, na który trudno się zgodzić. Oto bowiem Anglicy przypłynęli do portów nad Morzem Białym, żeby przynieść Moskwie wyższą cywilizację. To jest podejście naiwne i dziwić może tylko, że utytułowani pracownicy renomowanych uczelni tak kurczowo się go trzymali. To nie deprecjonuje ich pracy, a wskazuje jedynie na siłę brytyjskiej propagandy. Do innych krajów angielskie kompanie niosły bowiem ogień, miecz i wyzysk, tylko do Moskwy pod koniec XVI wieku przyniosły cywilizację. Można się przy tym oczywiście upierać, ale warto powtórzyć, że okres intensywnej obecności kompani na terenie Księstwa Moskiewskiego firmowany jest przez najokrutniejszego cara w całej historii Rosji, jeśli oczywiście nie liczyć Stalina. I to jest właśnie ta cywilizacja i prosperity, którą przynieśli tam poddani Elżbiety I, instalując instytucje spółki handlowej z większościowym udziałem korony brytyjskiej.

Wszystkie w zasadzie publikacje na temat obecności Anglików w Moskwie na przełomie XVI i XVII wieku są naznaczone pewną schizofrenią. Inaczej ocenia się osobę cara, a inaczej politykę kompanii, tak jakby nie miały one ze sobą nic wspólnego. A przecież sławna Oprycznina, to nic innego jak wydzielony obszar nad Morzem Białym, do którego zwożono z pozostałej części księstwa, tak zwanej ziemszczyny, wszystko co udało się zrabować. Rządy opryczników przedstawiane są w najgorszy sposób, ale nikt nie pisze, że rabowane przez nich dobra, wiezione były do portów nam Morzem Białym i tam ładowane na statki płynące do Londynu. Car Iwan abdykował oficjalnie trzy razy. Za każdym razem wracał na tron i za każdym razem był trochę odmieniony. Pisze się o tym, udając głupiego, w oficjalnych biografiach Iwana. I nikt nawet nie mrugnie. Kiedy car wreszcie na dobre umarł, prześladowany przez agentów kompanii, były kanclerz carstwa Szczełkałow, pobiegł do szefa kompanii Jenkinsona i w twarz wykrzyczał mu – umarł wasz angielski car! I o tym można przeczytać w naszym kwartalniku, a także w publikacjach wydawanych w Wielkiej Brytanii, albowiem tam nikt nie zamierza ukrywać jaką rolę rzeczywiście pełniła Kompania Moskiewska.

Schizofrenia rosyjskich dziejopisów polega na tym, że zło nazywają oni dobrem, czynią to nawet tak wybitni badacze, jak Inna Lubimienko. Tylko Jarmo Kotilaine zdaje się być człowiekiem rozumiejącym dokładnie o co chodziło, ale on jest Finem, profesorem ekonomii i publikuje głównie w Wielkiej Brytanii.

To zaś, z czym Rosjanie i rosyjscy historycy utożsamiają zło, jest polska okupacja. Poprzedzona tak zwanym czasem smuty. To jest propagandowy majstersztyk. Oto wreszcie umarł angielski car, który wyniszczył i zdewastował gospodarkę i całą populację szlachty w swoim państwie. Osłabił je też znacznie i tylko kryzysowi władzy w Londynie Moskwa zawdzięcza to, że nie została oficjalnie pierwszą brytyjską kolonią. Na ten cały bardak przychodzą Polacy, którzy nikogo nie mordują, nikomu nie życzą źle, ale chcą na tronie osadzić swojego człowieka. Nie jest to łatwe, bo w Moskwie czynne są także kompanie holenderskie, które marzą o tym przede wszystkim by wyrzucić stamtąd Anglików. Nie chcą jednak, by Moskwą rządził król z Polski, a do tego katolik.

Żeby temu zapobiec moskiewscy kupcy, robiący interesy na angielskim i holenderskim kredycie – Minin i Pożarski, wynajmują za pożyczone pieniądze roty najemników, które przywiezione zostają na statkach lądujących w portach Morza Białego. Propaganda zaś nazywa to powstaniem ludowym przeciwko polskiej okupacji. I do dziś wszyscy w to wierzą i kręcą na ten temat idiotyczne filmy. Ja oczywiście nie zabronię nikomu ich oglądać, ale niniejszym polecam bardziej 22 numer kwartalnika Szkoła nawigatorów.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-22-rosyjsko-brytyjski/

  6 komentarzy do “O 22 numerze kwartalnika Szkoła nawigatorów”

  1. 22 Kwartalnik lepszy niż Paragraf 22 ☺

  2. Teraz czytam pewne wspomnienia, gdzie autor pisze, że po 1945 roku Polacy w okolicach Grodna czekali, aż Anglicy, Amerykanie, sojusznicy im pomogą, gdyż stalinowcy mordują Polaków. Może łatwiej byłoby im to wszystko zrozumieć, gdyby znali treść kwartalnika nr 22.

  3. Super. Choć Josarian nie był bynajmniej Ormianinem. Och, gdzież jest niegdysiejszy Snowden.

  4. Kwartalnik 22, chińska przygrywa pi pa

  5. Doskonałym uzupełnieniem tego nr Nawigatora może być ” Propozycja poskromienia Hiszpanii”. Świetny tekst.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.