Lip 182018
 

Ten tekst miał wyglądać inaczej, ale onyx zainspirował mnie do zmiany koncepcji. Wrzucił link do tekstu o konkursie literackim dla więźniów. Były już konkursy malarskie dla wariatów, obrazy malowały też zwierzęta, a teraz pora na więźniów i literaturę. Od razu pewnie zjawi się ktoś i powie – dlaczego chamie nie chcesz dać nieszczęśliwym ludziom szansy? Uprzedzam, że parasol, bo ja nie będę miał możliwości, wyrzuci takiego na zbity pysk od razu. Ja bowiem zajmuję się wyłącznie dawaniem szans, Śmiem twierdzić nawet, że jestem jedyną osobą, która rozumie na czym polega uczestnictwo w szansie i powiem Wam, że nie ma ono nic wspólnego z pisaniem ponurych kawałków pod celą. Tak naprawdę jednak, a podpowiada mi to doświadczenie ostatnich miesięcy, nie można dać nikomu szansy, albowiem ludzie jej nie chcą. Oni chcą wejść na miejsce tego, który w ich mniemaniu szansę otrzymał. I tyle. Nic więcej ich nie interesuje. A ponieważ większość populacji jest głęboko przekonana, że po lekkim przeszkoleniu może w zasadzie robić wszystko, a efekty będą najwyższej jakości, łatwo jednego z drugim wkręcić w jakąś przygodę, a potem z tego korzystać. Szanse bowiem na rynku literackim zgarniają ci, co organizują takie konkursy, a nie ci, którzy w nich uczestniczą. To jest konkluzja oczywista, teraz pora na inną nieco bardziej subtelną, która dotyczy także nas tutaj. Konkretnie zaś metody dyskusji. Tak się ostatnio zdarza, że na grodziskim dworcu są duże kolejki do kas. A to się zepsuje komputer w jednym okienku, a to jakieś dziewczyny kupują dwanaście powrotnych biletów do Gdyni na koniec sierpnia i muszą to robić koniecznie w połowie czerwca, w południe, kiedy ja jadę na nagranie. Raz się zdarzyło, że wdałem się w dyskusję o tej sytuacji ze stojącą przede mną panią. Miałem nadzieję, że dojdziemy do jakichś sensownych wniosków i omówimy sytuację na kolei. Pani jednak rzekła – o panie, na poczcie to dopiero są kolejki. Powiedziałem, że na poczcie jest trochę inna sytucja, bo poczta jest nędznie opłacana i rotacja, jeśli idzie o obsługę zaplecza jest straszna. Pani jednak nie zrozumiała o czym mówię i skierowała dyskusję wprost na temat długości kolejek na poczcie i lenistwa jej pracowników. Próbowałem rzec, że kolejka kolejce nierówna i inne są przyczyny tych na dworcu, a inne tych na poczcie. Nie dało się. Dyskusja zamieniła się wkrótce w znaną nam przepychankę słowną, w której każdy stara się opowiedzieć najbardziej drastyczną historię. Wiem, że często sam w takich eventach uczestniczę, ale staram się to w sobie zwalczać. Nie ma to bowiem nic wspólnego z dawaniem szans. Być może nie powinienem, bo też i jaką szansę ja mogę komuś dać? Że wydam książkę? A kto ją będzie promował? Tamte z więzienia ma ponoć promować Graham Masterton. Nie miałem swoją drogą pojęcia, że on jeszcze żyje.

Mechanizm tu zarysowany działa zawsze i jest, mniemam, mechanizmem każdorazowo planowanym. To znaczy, organizatorzy rynku dobrze zdają sobie sprawę, że człowiek jest bezradny wobec końskich dawek emocji i zawsze wybierze coś bardziej wyrazistego, grubo zarysowanego, bo to mu daje – całkowicie fikcyjne i niczym nie poparte – poczucie pewności. Jeśli dołożymy do tego jego osobistą pewność siebie, mamy już gotowego literata, który zapisywał będzie całe stronice swoimi niezwykłymi przygodami. Tak zwana krytyka nawet nie mrugnie, albowiem ona wie, że od obecności jakichkolwiek, a nie tylko dobrych i ciekawych, książek na rynku, zależy jej życie. Poza tym ileż łatwiej manipulować autorem ambicjonerem, który zamienia się z ponurego przestępcy w łagodnego baranka. I ileż łatwiej manipulować jego czytelnikami. No, ale to nie są już nasze problemy, albowiem ja nieniejszym skończyłem z dawaniem szans. Nie ma to sensu. Teraz będę już tylko szanse obierał.

O ileż subtelniej na tym ponurym tle, kłębiących się, oszukanych i sfrustrowanych, ale gotowych do każdej służby i do wykonania każdego polecenia przyszłych literatów polskich, jawi się metoda i myśl Hannah Arendt. Korzenie totalitaryzmu to jest naprawdę niezwykła książka, niezwykła z tego względu, że poziom zakłamania jaki reprezentuje autorka, przekracza wszelkie możliwe granice. Inne zaś granice, te jakie pani Hania wyznacza sobie w świecie własnej metody, są po prostu genialne. I na pewno spodobałyby się wielu polskim autorom, o ile rzecz jasna mieliby na tyle samozaparcia, by przeczytać coś więcej niż tylko pierwszą stronę „Korzeni totalitaryzmu”. Oto na przykład, rozgranicza nam autorka „normalną działalność gospodarczą” od działalności finansistów. Ta ostatnia jest według niej patologią, która pojawia się w chwili dla dużych grup ludzi szczególnej. To znaczy, w chwili kiedy na rynku znajdą się duże ilości towaru mającego bezpośredni wpływ na politykę, na przykład złota albo diamentów. Tak się bowiem złożyło, że otworzyłem tę książkę na chybił trafił wprost na rozdziale o gorączce złota w południowej Afryce. W zasadzie powinienem tę książkę wyrzucić po przeczytaniu połowy zdania, które brzmiało – Cecil Rhodes zaproponował rządowi brytyjskiemu….No, ale pomyślałem, że nie mogę, bo przecież Wam obiecałem. Będziemy więc w to brnąć dalej. Było też inne zdanie o wiele gorsze, bo zacytowane wprost z pism Emdena. Brzmi ono – żaden angielski bank nie pożyczyłby ani szylinga pod zastaw akcji złota. Ja może za słabo znam się na finansach, żeby to oceniać, ale za to dobrze znam się na rynku treści i widzę, po tym jednym zdaniu, że cała brytyjska myśl ekonomiczna to jeden wielki konkurs literacki dla więźniów, w którym Cecil Rhodes rozdawał żelowe długopisy zwycięzcom. I za cały komentarz rzec mogę jedno tylko – potrzebujemy czytać co jakieś kłamcy napisały?

No, ale jeszcze chwilę poczytajmy. Ot, taki choćby fragment – Gorączka złota stała się w pełni rozwiniętym, imperialistycznym przedsięwzięciem dopiero wtedy, kiedy Cecil Rhodes wywłaszczył Żydów, przejął z rąk Anglii politykę inwestycyjną i stał się główną postacią na Przylądku.

Niezwykłe, prawda? Dopiero w przypisach znajdziemy wzmiankę, że Rhodes musiał pojechać do Londynu i tam został zaakceptowany przez barona Rotszylda

Jeśli wydaje Wam się, że dla Arendt Rotszyld to jest finansista, jesteście w błędzie. Ona go w ogóle nie określa, żadnym słowem, on jest dla niej jak Jehowa dla pobożnego rabina. Finansiści to ci, co zarabiali na prowizji i handlowali akcjami przedsiębiorstw na Przylądku, także przedsiębiorstw żydowskich, z którymi autorka najwyraźniej się solidaryzuje i które uważa za kres rozwoju kapitalizmu. To znaczy mówi tak – produkcja i obrót towarem jest dobra, a spekulacje papierami są złe. To jest idiotka po prostu, bo jej się zdaje, że spekulacja i renta to jest wymysł XIX wieku. Nie rozumie biedaczka historii Tuluzy w XIII wieku, ani historii Italii, a najprawdopodobniej nie rozumie niczego, a jest jedynie zwyczajną laureatką jakiegoś organizowanego pod celą konkursu literackiego. Skąd na Przylądku wzięli się Żydzi? Przyjechali z Europy, to jasne, a gnało ich na ten Przylądek wyobcowanie. Tak właśnie, nie chęć zysku, nie rozkaz organizacji, ale wyobcowanie. Oni wszyscy pogłupieli z tym wyobcnowaniem, morderca mordował, bo był wyobcowany, złodziej kradł, bo był wyobcowany, a finansista, bo takiego terminu używa pani Hania, spekulował również dlatego, że był wyobcowany. Tak już jest jednak, że wszystkie metody mające coś tam ukryć, mają swoje dziury. Pisze nam więc autorka, że gorączka złota a Afyrce zbiegła się z serią wielkich pogromów Żydów w Rosji. I to jest wiadomość niezwykła, która dopełnia naszą wiedzę na temat metod globalnej spekulacji. Żeby spekulować trzeba mieć od tego ludzi, ci zaś muszą być odpowiednio przeszkoleni i przyzwyczajeni do warunków najcięższych. Trzeba im też dać motywację, a cóż może być głębszą i silnieją motywacją niż strach? Teraz tylko wystarczy znaleźć nazwiska policmajstrów odpowiedzialnych za pogromy Żydów w Rosji i mamy pełną listę agentów Korony w cesarstwie. Najlepsze jest jednak to jak ona kokluduje te swoje rozważania – w wyniku pogromów w Rosji na Przylądku pojawiła się niewielka grupka Żydów. To jest informacja bezcenna, bo ona wskazuje na to, że nawet gorączka złota w Afryce i diamenty jak jajka perliczek, a do tego nahajka i tłuczenie szyb w sklepach, nie dawały gwarancji, że żydowscy spekulanci w należytej liczbie przeniosą się do Afryki, tam ograbią górników i kupców, a prowizją ze złodziejstwa podzielą się z koroną. To ważne doświadczenie zostało zapewne później gruntownie przemyślane przez strategów globalnej gospodarki. Ile wynosiła ta prowizja dla Korony zapytacie? Pani Hania pisze nam wprost – 75 procent zysków płynących ze spekulacji finansowych na przylądku wędrowało do Londynu, via Cecil Rhodes i jego biura. 25 procent zostawało w rękach spekulantów zwanych finasistami. A kto w takim razie był, według pani Hani, totalitarnym rasistą? Burowie, to jasne. To Burowie byli wstępem do nazizmu albowiem oddawali hołd idei wybraństwa, a nie dość tego, przeciwstawiali się jeszcze rozwojowi dobrej, żydowskiej przedsiębiorczości. Tej, która stwarzała „normalne” warunki. Za wszelką cenę chcieli utrzymać status quo i je utrzymali, a zagwarantował im to Rhodes właśnie, który rzekł mniej więcej tak – utrzymamy gospodarkę opartą na najważniejszym surowcu – złocie, wyrzucimy czarnych poza nawias społeczeństwa, stworzymy wydajne rolnictwo, a gwarantem tego układu będą prowizje od spekulacji odprowadzane do Londynu. Burowie, podli protonaziści, zgodzili się na to i dlatego właśnie zaczął się aparthaid. Dobrzy żydowscy przedsiębiorcy, zostali zmarginalizowani, bo nie mogli już zatrudniać tanich czarnych robotników, dla których byli niczym ojcowie dla dzieci, musieli zatrudniać białych za dużo większe pieniądze. Żydowskich finansistów zaś ograbił Rhodes. Od tego zaczęło się zło. I teraz najważniejsze – rasizm Burów wynikał wprost z tego, że postrzegali oni judaizm jako konkurencję na rynku wybraństwa. Chrześcijanie nie byli tak postrzegani, albowiem – nie ma Żyda, ni Greka – jak oznajmia pismo. No, ale Burowie się wystraszyli tych Żydów, bo oni przyszli ze swoim, jeszcze lepszym niż kalwińskie, wybraństwem. Do tego mieli gwarancje Rotszylda. I co wydaje Wam się, że pani Hania pisze choć słowo o dwóch wojnach burskich i przyczynach ich wybuchu? A gdzie tam. Na wojny te nie poświęciła w swojej książce ani jednego akapitu. To znaczy nie zrobiła tego wprost. Ale jak to rzekł swego czasu Stanisław Anioł w serialu „Alternatywy 4” – mądrej głowie dość dwie słowie, a głupiemu to i referatu mało.

To jest fantastyczna lektura, ale jak każdy michnikopodobny zbiór kłamstw, niesłychanie trudna do przebrnięcia. Nic to jednak, będziemy się starać.

Teraz słów kilka o owocach totalitaryzmu. W przeciwieństwie do jego korzeni są one łatwe do odnalezienia i opisu. Wystarczy przespacerować się z przewodnikiem po jednym z dolnośląskich zamków. Przewodnik, jak to oni, opowiada niesamowite dyrdymały, z których jednak da się coś wycisnąć. Oto właściciel zamku, człowiek wrośnięty w miejscową glebę, zorientował się nagle, że na jego terenie znajduje się jakaś banda przybłędów w dziwnych łachach i czapkach. Nie wiadomo skąd się wzięli. Machają rękami, prężą się jeden przed drugim, a do tego jakieś odrutowane obozy pozakładali w lasach, gdzie pan dziedzic do tej pory urządzał polowania dla zaprzyjaźnionych osób. Wysłał on więc do tych obozów swoich ludzi – leśniczego i rzeźnika, żeby sprawdzili o co chodzi. Okazało się, że za drutami siedzą jeńcy wojenni i głodują. Pan dziedzic wydał więc rozkaz, by tym ludziom – znajdującym się na jego terenie – dać coś do jedzenia. No i leśnik z rzeźnikiem zanieśli tam mięso, chleb i różne frykasy. Tamci w czapkach nieźle się wkurzyli i zastrzelili rzeźnika. Leśniczy uciekł. Potem z Berlina przyjechał samochód i dziwni faceci aresztowali też dziedzica. No, ale że miał on różne koneksje i pieniądze, to się z ich rąk wykupił, a następnie wyjechał. Nidgy nie zgadniecie gdzie….Do południowej Afryki. I tam rozpoczął intrantny biznes. Do jego zamku zaś, po wielkiej wojnie, zawitali inni faceci, którzy zostawili na murach kretyńskie napisy w rodzaju – cześć przodownikom pracy…albo – robotnicy! Stawajcie do współzawodnictwa pracy! Powiększycie wydajność pracy i płacy! Npisy te można oglądać do dziś, albowiem konserwatorzy zabytków uznali, że trzeba je zachować dla potomności. I to są właśnie owoce totalitaryzmu – kompletne pomieszanie wszystkiego. Widać też jednak trochę tych korzeni. One są splątane, ale nie na tyle, by nie dało się zauważyć, że totalitaryzm to konflikt pomiędzy miejscową, lokalną elitą, zajmującą się nie tylko produkcją, ale także ogranizacją życia dużych grup ludzi, a przybłędami, które wyznaczone przez kogoś na zasadach obowiązujących w literackich konkursach pod celą, przybyły na ten teren, by na polecenie swojego patrona go zdewastować. No i rozpocząć nową epokę, epokę napisów na murach, która trwa po dzień dzisiejszy. Na dziś to tyle. Deszcz leje, więc jest szansa, że coś jeszcze przeczytam z tego przemądrego dzieła, przed którym klękają Łysiaki.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

  28 komentarzy do “O braku zrozumienia czegokolwiek, czyli owoce totalitaryzmu”

  1. Może w więziennej celi objawi się wspóczesny Sergiusz Piasecki.

  2. To jest „wygrana” w konkursie literackim :

    https://www.youtube.com/watch?v=HSVowdVslI8

  3. Może dostali „grant” na walkę z wykluczeniem więźniów i trzeba przewalić kasę?

  4. Che, che, che, gdzie są zaś te casy, kiedy ten cały Twardoch był pompowany niczym balon w krakowskich „ARCANACH”. I naraz jak dostał od Niemca Mercedesa, to zniknął z ich łamów bez śladu…

  5. Odkluczmy więźniów! 😉

  6. Przecież takie konkursy to były organizowane od zawsze. Są konkursy literackie dla dziatwy szkolnej to dlaczego nie organizować dla więźniów: siedzą (niektórzy długo) nie mają nic do roboty, akurat czasu wolnego mają dużo, to niech sobie piszą 🙂 Ale dla policjantów to już konkursów literackich nie ma 🙁

  7. Uboczne skutki eventów prowadzonych w środowiskach wykluczonych

    Jakaś aktorka wpadła na pomysł prowadzenia działalności kulturalnej wśród więźniów. Nie wiem co pchnęło ją do tego, czy uwięzienie kogoś z najbliższych, czy też raczej możność przewalenia kasy przeznaczonej przez ministra Glińskiego właśnie na ten cel. Wszystko szło dobrze, aż do momentu kiedy zaczął nękać ją jakiś stalker. Zapewne nie ma to nijakiego związku z podjętą działalnością wśród wykluczonych.
    Może któraś lub któryś z redaktorów organizujących ten konkurs tęskni do niestandardowych przeżyć?

  8. Takie moje szyderstwo:

    To ci co w pięknych mundurach od Hugo Bossa,  szli z hasłem -Gott mit uns – nie zgodzili się na karmienie jeńców? Przecież ich to nawet nie kosztowało,  wystarczyła dobra wola, nie dość tego jeszcze postraszyli dobrego Samarytanina, co wziął na siebie koszty karmienia jeńców, a  ten zostawił wszystko na pastwę losu i   się wyprowadził aż na druga półkulę. No  to protestanccy uberemensche byli bandyterką, musieli się rekrutować z lumpiarskich rodzin.

    To czym uzasadniano radosne obchodzenie  500 lecia protestantyzmu ??? .

  9. Niejaki Trynkiewicz poezyję uprawiał. Albo i jeszcze uprawia. Pod ścisłą celą dla morderców zboczeńców.

  10. @ coryllus

    Oooo, to niech pada i pada 🙂 I masz przechlapane na salonach za dobranie się do salonowej ikony Hannah Arendt. /Tylko nie pisz o niej „pani Hania”, bardzo proszę ;)/

    Więc nich pada i daj o tych wojnach burskich. Szalenie to ciekawe – teraz w kontekście ludobójstwa Burów w RPA. /Burów przyjmują Węgry i Rosja./

  11. Praca w środowiskach „wykluczonych” /wykluczony to więzień po odbyciu zakluczenia/ fatalnie skończyła się dla dobrego człowieka, księdza Małkowskiego. A robił to na własny koszt i odpowiedzialność. Co Go nie uratowało przed obrabowaniem i pobiciem przez pomocobiorcę. Tak że ten… Może nie trzeba być wyrywnym jednakowoż.

  12. konkurs literacki dla kryminalistów brzmi przerażająco, w kontekście dotychczasowych dokonań żydoubecji. To może zwiastować zapotrzebowanie na pracę pozbawionych skrupułów degeneratów, którym wystarczy dać szansę, ale trzeba wpierw ustalić, co dany degenerat ma w głowie, jaki jest jego potencjał intelektualny i do czego da się go zatrudnić. Na właśnie takie okazje typu rewolucja francuska, pogrom w Wandeii czy wprowadzanie komunizmu w ubeckich piwnicach, żydoubecja hoduje i utrzymuje w więzieniach z podatków od sterroryzowanych owiec bezwzględnych psychopatów. Jeżeli ogłaszają nowy tego typu konkurs, znaczy że potrzebują do czegoś konkretnych, wyselekcjonowanych ludzi który chcą dać „szansę”, a później ewentuanie „zniknąć” lub wsadzić z powrotem.

    Słynna rozprawka Tuska o „nienormalności” czy obowiązkowe referaty pisane przez amerykańskich więźniów o wyższości komunizmu, są bardzo skutecznym narzędziem do odsłaniania prawdziwych myśli po analizie grafologicznej i psychologicznej. Teraz takie próbki myśli mają dostarczyć przestępcy. Na pewno wystartuje Kajetan P., a gremium jury gdzieś w redakcji tygodnika Potylika czy G Aborczego po udelektowaniu się rozbudowanym opisem chorej wyobraźni kandydata, niczego przecież nie musi publikować, bo cel jest przecież inny.

  13. W 1901 roku populacja żydowska w Afryce Południowej liczyła ponad 10000 osób. Mieszkali nie tylko w Kolonii Przylądkowej, ale także w Johannesburgu. We wrześniu 1901 premier Kolonii Przylądkowej prosił rząd w Londynie o ograniczenie imigracji Żydów. Jednak minister do spraw kolonii, sir Joseph Chamberlain napisał do wysokiego komisarza Kolonii Przylądkowej, lorda Alfreda Milnera, że imigracja nie może być ograniczona. Napisał także, że rząd brytyjski kontaktował się w sprawie polskich żydów z konsulem angielskim w Rydze. Nakazano wyrabiać emigrantom przepustki. Izraelici z Polski i Rosji przybywający w dużej liczbie do Południowej Afryki byli nazywani „Peruwiańczykami”.
    https://ia801407.us.archive.org/1/items/jewinsouthafrica00hert/jewinsouthafrica00hert.pdf

  14. Dzięki. Pamiętałem że był na SN świetny artykuł wyjaśniający cały problem z RPA, ale nie potrafiłem go odnaleźć.

  15. Super wpis…

    … no i ta Pana  definicja totalitaryzmu – tez  super de lux  !!!

  16. >Dopiero w przypisach znajdziemy wzmiankę…

    „Ścieżka od jednego Żyda (Alfreda Beita z Hamburga) do innego jest łatwa…”

    >Dopiero w przypisach znajdziemy wzmiankę…

    „Ścieżka od jednego Żyda (Alfreda Beita z Hamburga) do innego jest łatwa…”

    Genialna para Rhodes i Beit (z Rotszyldami i innymi w tle)

  17. podobnie opisywano na SN, (Stalagmit?) że w czasach Milnera, Burowie stali się bezbronni, bo tenże pan zastosował wobec ich rodzin przymusowe  przesiedlenie do obozów, typu koncentracyjnych (?). Żaden mężczyzna nie będzie kontynuował walki kiedy jego rodzina ma tą walkę przypłacić życiem.

    Takie dobre (sarkazm) rozwiązanie jak i ta decyzja o niekarmieniu jeńców, z tym że jednak wcześniejsze.

  18. moja koleżanka ma zięcia z burskiej rodziny, więc odwiedzała tamte afrykańskie tereny, mówiła że stoi  tam imponujący pomnik Rhodesa.  Wg jej słów, on sam sobie ten pomnik sfinansował, więc za życia.

  19. No właśnie jak pisze Kossobor , nie trzeba być jednakowoż za wyrywnym, tylko trzeba przejrzeć wcześniejsze wpisy – właśnie ten tekst, który Pan zalinkował „to jest To” .

    Szanowny autorze wzmiankowanego tekstu o Afryce płd, kiedyż ach kiedyż doczekamy się książki.?

  20. Kraj, gdzie stawka VAT jest niewiele większa niż połowa polskiej czyli

    Węgiel, złoto, diamenty, protea i memento

  21. Ściąganie VAT jest bardzo kosztowne, wymaga licznych wysoko opłaconych służb. Nie ma sensu VAT niższy niż 15%, bo wówczas jego ściąganie staje się droższe niż uzysk podatkowy.

  22. Co by znaczyło,że VAT jest głównie po to by dać swoim utrzymanie na „urzędach” i zarobić na „karuzelach”

  23. Jedną z książek o Rhodesie napisała zadurzona w  nim po uszy Katarzyna z Rzewuskich Radziwiłłowa, a raczej Catherine Radziwill, bo zdaje się, że ta arystokratka, femme fatale, fałszerka listów jakiejś hrabiny do Balzaka i ogólnie mocno kolorowa postać, pisała tylko po angielsku, po tym jak wyemigrowała do Nowego Jorku. Czy ktoś słyszał, żeby coś z jej dorobku było wydane w Polsce?
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Katarzyna_Radziwi%C5%82%C5%82owa_(publicystka)

  24. Princessy Radziwiłł na przełomie wieków

    Na ilustracji:

    pierwszy rząd – bezskutecznie polująca na Rhodesa

    drugi rząd – skutecznie polująca na Amerykanina (ale się rozwiodła)

    trzeci rząd – jedna z dwóch powyższych, która świadczy o fałszerstwie Protokołów Mędrców Syjonu

  25. A ja się zastanawiałem skąd tylu żydów w RPA. Gdzieś kiedyś czytałem, że nowoczesną hodowlę strusi afrykańskich (jako jednego z gatunków drobiu) rozpoczęli w RPA żydzi galicyjscy. Imają się wszystkiego co przynosi pieniądze.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.