wrz 192012
 

Podstawowa teza II tomu „Baśni jak niedźwiedź” brzmi – wszystkie wydarzenia z początku epoki nowożytnej, a także późniejsze mają głęboki kontekst współczesny. Mówią nam zaś o tym znaki. Nie jakieś znaki na niebie, ale znaki przekazywane przez ludzi i ludzi wabiące. Już tłumaczę o co mi chodzi. II tom Baśni to historia pieniądza i jego psucia. Historia niszczenia królestw i kontrolowania – bardzo ścisłego – rynków. Przed wszystkim rynków kopalin, rynku stali no i oczywiście rynku złota. Każdy – co udowodnione zostało na przykładzie Węgier – kto próbował przeciwstawić się zakusom ludzi obejmujących kontrolą rynki kruszcu i metali musiał zginąć. Baśń jak niedźwiedź tom drugi to historia trzech olbrzymi budżetów. Pierwszy z nich wyasygnowany już w połowie XV wieku i obsługiwany do roku 1527 należał do Medyceuszy i papieża, a nie było w tym prawie żadnej sprzeczności, bo rodzina de Medici stanowiła o potędze Rzymu lub wybierała spośród siebie papieży. Budżet medycejski przeznaczony był początkowo na unię Kościołów i likwidację imperium osmańskiego. Jego zniszczenie, a co za tym idzie klęska i rozpad królestwa Węgier dokonało się za sprawą Niemców, cesarza i jego popleczników z Frankonii czyli rodziny Hohenzollern von Ansbach. Tylko temu, że plany owej rodziny nie zostały przez cesarza i jego bankiera Jakuba Fuggera rozpoznane od początku zawdzięczamy, że państwo polsko-litewskie przetrwało. Największy i najważniejszy sojusznik Wiednia okazał się bowiem zdrajcą. Cesarz nie mógł jednak tak po prostu zrezygnować z usług rodziny Hohenzollern, gdyż była ona zbyt potężna, wpływowa i miała za wiele dobrych kontaktów w Stambule. Budżet, który wyasygnowano w Wiedniu i Augsburgu na początku stulecia XVI został w całości przeznaczony na deprawację Rzymu i deprawację Węgier, a następnie na ich zniszczenie. Co dokonało się fizycznie w latach 1526-1527. Najpierw Turcy inspirowani i opłaceni przez cesarza rozwalili Węgry, a potem ludzie tegoż cesarza wkroczyli do Rzymu i niszczyli go systematycznie, dom po domu, świątynia po świątyni, przez 4 miesiące wiosny i lata roku pańskiego 1527. Od tamtych pamiętnych dni papież stał się już tylko wikariuszem cesarza niemieckiego i wiele wody musiało upłynąć zanim się spod tej kurateli wydobył. Historia tego budżetu wiąże się z historią Marcina Lutra, który był ściśle powiązany z rodziną Hohenzollern. Ogromny sukces cesarza miał skończyć się w roku 1532, tak to sobie zaplanował główny bohater II tomu Baśni jak niedźwiedź – wcielenie zła wszelkiego – Georg Hohenzollern von Ansbach, zwany Georg der Fromme. Brat ostatniego wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego Albrechta Hohenzollerna. Jego plan został jednak w porę rozszyfrowany, odebrano mu możliwość działania, poprzez zagarnięcie i ograbienie odziedziczonego i monstrualnie bogatego księstwa opolskiego, czyli mówiąc językiem dzisiejszym – Górnego Śląska. Sam Georg zmarł w roku 1543. Wiedeń triumfował. Pozornie i na krótko. Na horyzoncie, dalekim północnym horyzoncie pojawił się bowiem trzeci budżet. O wiele większy i bardziej dynamiczny niż dwa poprzednie. Budżet wzmocniony doktryną wymyśloną przez czarnoksiężnika i oparty o Stary Testament i mit wybraństwa narodu. Budżet ten przeznaczony był na podbój i bezwzględną eksterminację. Z jej skutkami pierwsi zapoznali się mieszkańcy północnych rejonów Rosji, gdzie na terenie zwanym Opryczniną rozpoczęła działalność pierwsza londyńska spółka giełdowa – Kompania Moskiewska. Budżet ten należał do kupców z City. Przez całą II połowę XVI wieku przygotowywali się oni do strzaskania hegemonii Wiednia i wreszcie to zrobili, ale o tym opowiemy w kolejnych tomach „Baśni jak niedźwiedź”. Żeby mogło do tego dojść City musiało przejąć kontrolę nad złotem. Póki co, to Wiedeń kontrolował prawie całe europejskie wydobycie kruszcu. Najbogatsze tereny złotonośne leżały bowiem na Słowacji, na Śląsku, w górach Kruszcowych na pograniczu Czech i Niemiec, w Tyrolu. Były też kopalnie siedmiogrodzkie, eksploatowane od czasów rzymskich, ale one leżały na terenie lenna tureckiego. Cesarz podzielił się bowiem wspaniałomyślnie węgierskimi złożami z sułtanem, zachowując sobie większość udziałów w pakiecie. Anglia żeby zwyciężyć w wyścigu do władzy nad światem musiała złamać ten monopol. Zaczęło się od rabowania galeonów, które – kiedy nie dało się ich zająć – topiono w morzu. Potem przyszła pora na kolonizację i wyrzucenie kogo się dało z nowego świata. Ostatnim zaś ruchem było wywołanie wojny – przewlekłej, długotrwałej wojny w Europie.

Popatrzmy teraz na symbole. Mamy wielkie złotonośne Węgry i złotonośną Słowację ich najważniejszą część. Królestwo pełne złota musi upaść, bo tego chce Wiedeń, tego chcą Turcy i tego chce rodzina Hohenzollern. Korona św. Stefana zostanie pohańbiona, a przypisany do niej krzyż zwany krzyżem lotaryńskim – słup z dwoma belkami różnej długości – nie będzie się już kojarzył z triumfem. Krzyż ten mamy dziś w herbach Węgier i Słowacji. Pewnie przypomina o dawnej chwale, ale chyba nie tylko. Musi znaczyć coś jeszcze. Musi ponieważ znajdujemy go także w logo firmy Amber Gold, a znak jak pamiętamy zawsze znaczy. I o przypadku nie może tu być mowy. Złoto nie rdzewieje, a towarzyszące mu atrybuty są ciągle te same. Ludzi zaś, którzy złotem zarządzają i którzy w nie wierzą spotykają – tak jak dawniej – złe i tragiczne przypadki.

  3 komentarze do “O czym jest „Baśń jak niedźwiedź. Tom II”?”

  1. Tam na s24 wywiązała Ci się dyskusja o Czechach. Ja mam takie ciekawe porównanie. Kto był i widział to zrozumie.
    Katedra na Hradczanach i Katedra Św. Stefana w Wiedniu.
    Jak się stoi na placu przed katedrą w Pradze, to się wydaje, że to kurnik. Ale jak się wejdzie, to się okazuje, że jest to olbrzymia budowla, bo po wejściu schodzi się 5-6 stopni w dół poniżej poziomu placu. Według mojej oceny katedra w Pradze jest kubaturowo większa od tej z Wiednia. Byłem tego lata w Wiedniu, katedra – elewacja jest w remoncie. W Pradze byłem kilka lat temu.
    Historii się w ogóle nie uczy.
    Wystarczy zadać trywialne pytanie: dlaczego wielcy podróżnicy i odkrywcy chorowali na szkorbut?
    Swoją drogą ciekawe, czy Ty odpowiesz.

  2. Ja nie wiem dlaczego. Standardowa odpowiedź brzmi: bo nie jedli warzyw, ale czy jest prawdziwa tego nie wiem.

  3. Jesteś blisko. Awitaminoza, a tu konkretnie brak witaminy C. Szkorbut to właśnie brak witaminy C w organizmie, to się może objawiać różnie, nawet z wypadaniem zdrowych zębów włącznie.
    A wielcy odkrywcy i żeglarze wywodzili się w większości z Anglosasów. A w tamtych czasach jedynym sensownym źródłem witaminy C była kiszona kapusta, tylko że Anglosasi uważali i uważają nadal, że kiszonki to jedzenie zepsute. Oni ładowali nieskończone ilości suszonego mięsa na te statki, a w suszonym mięsie witaminy C nie uświadczysz.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.