Cze 272018
 

Miałem dać tu dziś wstępniak do nowego numeru Szkoły nawigatorów, ale zmieniłem zdanie. Nie ma to sensu. To co się tu wczoraj działo pod moją nieobecność podważa sens istnienia tego miejsca. Po prostu. Umieściłem tu nagranie z pogadanką, być może jedną z najważniejszych, jakie kiedykolwiek wygłosiłem. Pod nagraniem zebrało się osiem komentarzy. Jeśli wyrazić tę jakość cyfrą będzie ona wyglądała tak – 8. W tym czasie pod tekstem toyaha, o tym czy emocje teloka zostały zdewastowane tekstem o Morawieckim, czy też nie zostały zdewastowane rozgorzała dyskusja o temperaturze wielokrotnie wyższej niż ta w moim pokoju. Dyskusja ta dotyczyła między innymi jakości. Proszę Państwa, na razie na naszym portalu w ogóle nie może być mowy o żadnej jakości. To jest teza wyjściowa naszych dzisiejszych rozważań. Wszelkie więc emocje jej dotyczące a także dyskusje na jej temat są bezprzedmiotowe.

Przedmiotem dyskusji może być jedynie to, w jaki sposób jakość do naszego portalu wprowadzić. Jeśli idzie o mnie, to nie mam sobie nic do zarzucenia, albowiem od wielu lat utrzymuję stałe tempo i robię po prostu co mogę. Nie stać mnie, jak to napisał toyah w swoim tekście o sporcie, na traktowanie tego jako zabawy, bo każde najmniejsze wahnięcie koniunktury uderza mnie po kieszeni, a każda zła decyzja może zakończyć się dramatem. Jakoś trwam. Nie mogę jednak pozwolić na to, żeby tu się toczyły dyskusje o jakości z chwilą kiedy tej jakości nie ma. Działać za to zaczyna pewien mechanizm, który tutejszą publiczność deprawuje w stopniu znacznym i odstręcza od tego miejsca potencjalnych, nowych użytkowników. Spróbuję go opisać, a przyjdzie mi to tym łatwiej, że uwidocznił się on wyraźnie wczoraj. Oto ważkie tematy, które poruszam na swoim blogu, nie stają się powodem do prowadzenia rozmów i do analiz, stają się jedynie żerem dla różnych troli i cwaniaków, którzy sami nie potrafią odróżnić grzyba od gó…na, ale jak im się to pierwsze znalezisko wskaże palcem, biegną w jego kierunku i wołają – o, o, o, wypatrzyłem go z daleka. Widzimy jak to wygląda, prawda? Za chwilę będziemy mieli tu wysyp odkrywczych tekstów o Ukrainie, nie minie nawet dzień. Potem do tej działalności przyłączą się inni trole z innych portali, a na koniec może nawet zorganizują jakąś dyskusję na YT, w której będą przekonywać jeden drugiego, że dopiero teraz można poważnie rozmawiać o stosunkach polsko-ukraińskich, dopiero teraz kiedy oni przywołali z zamierzchłej przeszłości, te jakże ważne, ale niesłusznie zapomniane tematy. Ćwiczymy to od dawna, widzimy jak pan Mentzen pokazuje publicznie nasze książki i nawet nie próbuje wymienić nazwy wydawnictwa, mówi jedynie, że oto przypadkowo odkrył wspomnienia Hipolita Milewskiego i się nimi zachwycił. Z innymi będzie to samo, a im więcej ciekawych tematów będziemy tu przywoływać, tym więcej troli będzie rościło sobie do nich pretensje. Czym w tym czasie będzie żył nasz portal? Kwestią wymienioną w tytule – dewastowaniem emocji i roztrząsaniem tychże po okolicznych blogach, niczym – przepraszam panie – obornika po polu. Nie zgadzam się na to. Już było upomnienie dotyczące częstotliwości publikowania tekstów. Pora na kolejne. Rozumiem, że dopóki boson nie odbije się od elektrycznego pastucha, nie zrozumie prostego komunikatu. Nie ma blokady, znaczy można, tak? Moje słowo nic nie znaczy? Dobrze, będzie blokada.

I teraz ważna kwestia – po co ja mam utrzymywać to miejsce? Po to, żeby tworzyć żerowisko dla troli? Czy może, żeby toyah mógł wrzucać tu swoje stare teksty, albo kawałki z Warszawskiej? Ja rozumiem, że on jest zajęty, bo ma wnuczkę, ale tak samo jak prosiłem kiedyś Julka, żeby postarał się napisać jeden tekst na tydzień, tak samo dziś o podobną przysługę proszę toyaha – jeden świeży tekst na tydzień w zupełności wystarczy. Julek też niech sobie o tym przypomni. W roku są 52 tygodnie. Jak Julek napisze w rok 52 teksty, nie będzie mi już zadawał pytać dotyczących jakości, po odczuje tę jakość w palcach.

Czy wszyscy rozumieją o czym mówię? Nie pozwolę się okradać z pomysłów, z czasu, z sukcesu i jakości. Wybijcie to sobie z głowy. Macie pisać ciekawie dynamicznie i w miarę możliwości często. Nikt od Was nie wymaga cudów. Wszyscy jesteście wyrobionymi autorami. Aha, domagam się jeszcze, by jeden drugiemu nie wchodził w paradę, a także by mi nie wchodzić w paradę, bo dla wszystkich jest mam nadzieję jasne, że moje teksty to także zapowiedzi książek i wydawnictw. Dobrze by więc było, żeby nie traktować ich jak „kopalni świetnych pomysłów”, bo te są już wyeksploatowane w nadchodzących książkach. To jest naprawdę proste do zrozumienia. Ja wiem, że niewielu zrozumie i bez wyrzucania się nie obejdzie, ale mam zwyczaj zawsze długo tłumaczyć. Już to pisałem, ale jeszcze powtórzę – jest takie przysłowie o ludziach i narodach – jedni długo zaprzęgają, ale szybko jadą, inni krótko zaprzęgają, ale wolno jadą. Ja należę do tych pierwszych.

Powtarzam więc – istnienie portalu Szkoła nawigatorów nie ma sensu w tych warunkach. Wy odbieracie swoją postawą sens temu miejscu. Mógłbym zamknąć SN i rozpocząć uporczywy lans swojej osoby na własnym blogu, na PGR i w sklepie, a Was rozpędzić na cztery wiatry. Wrócilibyście do Jankego, bo w sumie dlaczego nie. Tam są inne warunki, bardziej koncyliacyjne, domowe i nikt nikomu nie stawia żadnych wymagań, albowiem każdy użytkownik to pretekst do wyciągania kasy budżetowej. Jest tam miłe ciepełko i przyjemny zapaszek i nie ma takich huraganowych wiatrów jak tutaj. Mógłbym nawet zatrzymać możliwość komentowania na coryllus.pl i też by się nic nie stało.

Ja rozumiem znudzenie i rozczarowanie niektórych, bo wielu ludziom wydawało się, że po kilku miesiącach czy latach istnienia tego portalu coś się może zmieni w ich życiu, albo może czegoś przybędzie w przestrzeni internetowej, którą oni wybrali. No, ale na to musimy pracować wszyscy. Jeśli nie widać efektów, to znaczy, że trzeba zmienić metodę. Ja ją co jakiś czas zmieniam. Mam nadzieję, że to jest widoczne. Oczywiście, macie święte prawo traktować to wszystko jak zabawę, nie miejcie jednak do mnie pretensji, jeśli ja nie będę tego traktował w ten sposób. Nie mogę, bo od tego zależy moje życie. Przepraszał też nikogo nie będę. A o moich decyzjach wszyscy zainteresowani dowiedzą się w momencie ich podjęcia. Nie wcześniej. Bardzo proszę, żeby tu nikt dziś nie dzwonił. Mam wiele do zrobienia na podwórku i w magazynie, zanim zjedzie tu nakład ukraińskiego nawigatora.

Jeszcze słowo w sprawie dewastowania emocji. To jest doprawdy niezwykłe. Najpierw telok umieszcza tu swój stary tekst o romansie z pewną nieletnią Niemką, o którym nie może zapomnieć mimo upływu lat, a potem się obraża z powodu tekstu Toyaha. Ten zaś oburza się na Morawieckiego, który uprawia lans w towarzystwie swojej przyjaciółki. Was to nie nudzi, że spytam? Mnie tak. Dwa albo trzy lata temu znajomy zapytał mnie dlaczego tak strasznie zjechałem książkę Jankego. – Czy pan to zrobił dlatego, że tam nie ma słowa o Hance – zapytał. -A kto to jest Hanka – ja na to. – Lewa dupa Kornela…Odpowiedziałem, że nie, nie dlatego zjechałem książkę Jankego, że nie ma tam Hanki, zrobiłem to, bo ta książka jest beznadziejna, infantylna i demaskatorska w sposób urągający wszystkiemu. Janke zaś pisze gorzej niż Bonda, choć to wydaje się wprost niemożliwe, ale jest jednakowoż prawdą. Proszę Panów, żebyście porzucili opisywanie takich emocji i takich relacji, albowiem nie wnosi to niczego do kwestii jakości. Was samych zaś stawia w świetle dziwnym.

O wiele ciekawszą i wartą roztrząsania kwestią jest dlaczego Marasek czyli Ścios jest zadekretowanym prawicowcem ministra obrony, a także dlaczego Jarosław Kaczyński pozwala na wygłupy Dominika Tarczyńskiego. Bo, że pozwala to jest jasne. Dobrze byłoby, żeby odniósł się do tego również toyah. Ja mam zamiar rozmawiać o tym z Józkiem już w przyszłą środę u Michała.

O dewastowaniu emocji zaś mili panowie macie pojęcie mniej niż średnie. Miałem takiego kolegę, z którym na szczęście nie mieszkałem. On zaś miewał pomysły więcej niż oryginalne. Kiedy jego współlokator miał zamiar przyprowadzić wieczorem jakąś koleżankę i prosił go o opuszczenie kwadratu, on się oczywiście zgadzał. Po czym nigdzie nie wychodził, ale ukrywał się w wielkiej, ściennej szafie, gdzie stał kosz na śmieci. Potrafił tam siedzieć naprawdę bardzo długo i bawić się świetnie słuchając tego co dzieje się poza szafą. A sami się domyślacie, że dziać się tam musiały rzeczy niezwykłe. Kiedy ten, co przyprowadził koleżankę, udawał się – już po wszystkim – wyluzowany, szczęśliwy i spełniony we wszystkich możliwych zakresach i rejestrach do wielkiej szafy, gdzie stał kosz na śmieci, w celach wiadomych i oczywistych, tamten wyskakiwał ze środka, darł się ile sił w płucach i wybiegał na korytarz.

Nie macie żadnej możliwości, żeby nawet zbliżyć się do tego pułapu dewastacji emocji, możecie tylko demonstrować swoją i tak mocno podejrzaną wrażliwość, w zakresach łatwych do przewidzenia i nie nadających się do zaimponowania nikomu. To zaś wszystkich dookoła jedynie zniechęca. I w żaden sposób nie wpływa na jakość i powodzenie portalu Szkoła nawigatorów.

Na tym kończę na dziś. I zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl gdzie umieściłem wczoraj wykład na temat stosunków polsko-ukraińskich. I jeszcze raz proszę o to, by tu nie dzwonić, bo nie mogę sobie, mimo najszczerszych chęci przypomnieć dnia w swoim życiu, kiedy byłbym tak silnie wku…ony jak dzisiaj.

  12 komentarzy do “O dewastowaniu emocji”

  1. Szanowny Panie Gabrielu

    Poziomem dyskusji, jej zakresem, preferencjami ( nie tekstami blogujących) jestem eufeministycznie stan określając zniesmaczony. Jeśli platforma ma być forma psychoterapii dla ludzi, by użyć Pańskiego zwrotu- z deficytami, a teksty pełnią rolę kompensacyjną, wola właściciela MUSI znaleźć wymiar sprawczy. Fascynują mnie dewianci poświęcający całe noce na dyskusji: ja mam rację, to pan nie ma racji, przy tekstach i problemach tak istotnych, że jedynym ich miejscem jest ” Pudelek” Mając prakseologiczne doświadczenie w kierowaniu organizacjami gospodarczymi, w tym mojej prywatnej od 89 roku, nie pozostaje mi nic innego jak przychylić się do – ELIMINACJA.

  2. Może po prostu jeszcze raz sformułuję doktrynę….może to kogoś natchnie.

  3.  
    Przykre ale konieczne. 
    Mądrzy zrozumieją a innych nie żal.
    Warto powalczyć bo miejsce cenne. 
    Pozdrawiam.

  4.  
    Przyjaciel mój o wyglądzie kresowego szlachcica ( Zalutyńscy) bywszy przy barze sopockiego Grand Hotelu natknął się był na osobnika mizernej postury, artystę Kazimierza Grześkowiaka.Protekcjonalnie klepiąc Kazia zaszczycił go słowem: lubię pana panie Kazimierzu. Za cóż ? Bo ma pan na imię tak jak ja.
    I ja Pana takoż, za ten optymizm lubię.
    Proponuję nieśmiało i ze świadomością ograniczeń mego intelektualnego stanu, rozpocząć od słownika pojęć podstawowych, słownika stanów elementarnych, słownika zachowań niepożądanych.
    Mam nadzieję, iż nie zabrzmiało to zbyt poważnie, poważnie zaś pozdrawiam.

  5. Koreańcy dokopali Niemcom dwa do jaja. Niesamowite, kraj wydający na piłkarstwo z 10 razy więcej niż Polska ma tak samo nędzne efekty.Oni muszą parę spraw przemyśleć. Szkoda że są na to za głupi.

  6. No, no. Nie za dużo pychy?

    Nie sądzisz, że te niemieckie medale od naszych ostatnich sukcesów lat 70 – świadczą, że epitet „tak samo nędzne efekty” jest w ich kierunku chybiony?

  7. ten Dominik, to może taki niby Stańczyk ?

  8. Gratuluje emocji Gospodarzowi, zostalem  uwiedziony .Dla mnie wyzyny nieosiagalne.

    Pozdrawiam

  9. A może przydałoby się trochę odświeżyć skład i wpuścić na murawę graczy z ławki rezerwowych? Niech tzw. gwiazdy poczują oddech na plecach i wezmą się do roboty. Trener nie zrobi wiele bez drużyny, która się stara i walczy o każdą piłkę. Gospodarz stworzył warunki gdzie mogą prezentować się zdolni autorzy. A oni siedzą i walą wódę przed meczem o wszystko. Do roboty Panie i Panowie

  10. Ale po drodze wygrali kilka imprez a my nie.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.