Cze 252018
 

O wczorajszym meczu nie ma co mówić. To jest hańba. Pogadajmy więc dziś o czymś innym, już o tym było nie raz, ale nie zaszkodzi przypomnieć. Sposób strugania idiotów z publiczności odbywa się dzień w dzień, w najróżniejszych wymiarach. Piłka nożna nie jest tu bynajmniej przykładem najjaskrawszym. Oto w portalu WP ukazał się tekst poświęcony Stanisławowi Cejrowskiemu, ojcu Wojciecha, menedżerowi zespołów muzycznych z czasów komuny. To jest tekst utrzymany w tej charakterystycznej tonacji, która ma przekonać nas, że ludzie stojący przy samym korycie i to tym najbardziej luksusowym, byli największymi kontestatorami systemu. A nie dość tego, przekazali jeszcze swoją odwagę i swoje talenty dzieciom. Mechanizm tego tricku jest prosty i był wielokrotnie omawiany. Autorzy tych dyrdymałów przekonani są bowiem, że Polacy myślą tylko o tym, jak tu okazać się większymi spryciarzami niż reszta. To się sprawdza w przypadku piłkarzy, którzy zarabiają w reklamach, a markują grę na boisku. Czy sprawdza się w przypadku dzieci gwiazd z PRL? Pewnie tak, ale ciekawe jak długo. Mnie najbardziej ubawił fragment o tym, jak to Staszek Cejrowski potrafił załatwić dla wszystkich muzyków z Budki Suflera tak zwany biały montaż, czyli armaturę łazienkową. Uśmiałem się, bo był taki czas, że jak sobie lekarze w Dęblinie chcieli załatwić biały montaż to dzwonili do mojego starego. Ciekawe do kogo zadzwonił Cejrowski kołując tę armaturę na Lublin przecież? Za dużo tych magazynów w okolicy nie było. Minęło wiele lat, ojciec nie żyje od 1995, a tamci się chwalą jawnymi przekrętami i uważają, że to jest powód do dumy, wyznacznik życiowego sprytu i do tego jeszcze wszystko to dziedziczy pan Wojtek. To może i ja mogę w tym trochę partycypować? Nie sądzicie? Oto cały tekst

https://gwiazdy.wp.pl/stanislaw-cejrowski-prawdziwa-legenda-prl-wojciech-cejrowski-odziedziczyl-po-nim-talent-6266198937397377a

Na dniach pojawi się w naszej księgarni nowy, ukraiński numer Szkoły Nawigatorów, jednym z jego bohaterów jest pułkownik Jan Gerhard, autor książki „Łuny w Bieszczadach”. Jak pamiętamy, Jan Gerhard został zamordowany w roku 1972. To jest ten sam rok, w którym wystartowała niczym rakieta kariera dwudziestoletniego zaledwie reportera Ryszarda Kapuścińskiego. I ja mam teraz pytanie – skoro ten talent jest dziedziczny, to może on się także przenosi z jednego osobnika na innego poprzez osmozę? Może Kapuściński otarł się kiedyś w jakimś korytarzu o Gerharda i talent literacki przeszedł w ten sposób na niego? Sam nie wiem. Mam jednak podejrzenie, że władza ludowa nie mogła obyć się bez prawdziwie utalentowanych ludzi. Jeśli więc podstępni zabójcy pozbawili życia człowieka utalentowanego, to na jego miejscu musiał pojawić się ktoś inny, równie dynamiczny, ale młodszy. Jasne było, że ten ktoś nie będzie miał za sobą tak dramatycznych przeżyć jak Jan Gerhard, ale przecież to nie problem. Można osadzić go w rzeczywistości powojennej i zbudować malowniczą legendę. Potem już pójdzie z górki. Jak pamiętamy pierwszą książkę Ryszard Kapuściński napisał mając lat dwadzieścia. Nie wiem jakie szkoły kończył nasz bohater w czasie okupacji i tuż po niej, ale podejrzewam, że nie były to placówki, w których młody człowiek może sobie zrobić warsztat literacki. No, a pierwsza książka, dwudziestoletniego – podkreślam – reportera jest naprawdę dynamiczna i dojrzała. Można powiedzieć, że napisał ją ktoś kto miał za sobą doświadczenia poważniejsze niż dzieciństwo w trudnych czasach okupacji. Może ktoś taki jak pułkownik Gerhard właśnie. Każdy z nas miał kiedyś dwadzieścia lat i każdy wie do czego zdolny jest mężczyzna dwudziestoletni. Ja wiem nawet do czego nie jest zdolny – nie może z całą pewnością siedzieć i pisać książki, bo nie pozwolą mu na to hormony, brak mieszkania, skłonności do ulegania nałogom i kilka jeszcze innych kwestii. Oczywiście, jeśli ktoś dostał polecenie partyjne, to pokona każdą trudność, pozostaje jednak kwestia warsztatu. Ten zaś w przypadku dwudziestolatków jest zawsze autodemaskacją. W przypadku Kapuścińskiego nie jest, bo to był geniusz. Na ostatnim spotkaniu w radio Wnet Pan Lech Jęczmyk opowiadał nam anegdotę o publikacjach Kapuścińskiego w brytyjskiej prasie. Oto po ich ukazaniu się w następnych numerach pojawiało się mniej więcej czterdzieści sprostowań. Jak na reportera to sporo. Może gdyby Kapuściński był poetą, dałoby się to jakoś przełknąć, ale reporter to taki facet, który opisuje jak jest. No a skoro są sprostowania, to on nie opisywał jak było, ale inaczej. Jego pierwsza książka nosi tytuł „Busz po polsku” i jest w zasadzie drugą stroną medalu, rewersem historii Cejrowskiego. Tu mamy młodego bon vivanta komunistycznej siermięgi, który z wdziękiem baletmistrza wyczarowuje klozet dla Cugowskiego, a w książce Kapuścińskiego mamy ludzi przywiezionych na Mazury z Wileńszczyzny. Oni stanowią tą ciemną masę, którą należy obrobić za pomocą reportażu i różnych opisów, po to, by potem ludzie tacy jak Cejrowski mogli szczerze i bez lęku popatrzeć w lustro i stwierdzić, że są forpocztą cywilizacji w morzu barbarzyństwa. Oni potrafią wyczarować klozet, a tamci z Mazur ciągle latają za stodołę, w dodatku poniemiecką. Jak ktoś był wyjątkowo sprytny budował sobie sławojkę, no, ale to się przecież nie umywa do białego montażu.

W książce Kapuścińskiego nie ma rzecz jasna słowa o losach bohaterów przed okupacją i w czasie jej trwania, jest tylko wesoła zabawa dzikusów, którzy nie poznali jeszcze wynalazku tak dla człowieka istotnego jak szczoteczka do zębów.

Jeśli zbierzemy to wszystko do kupy, to znaczy piłkarzy, Cejrowskich – starego i młodego, a także literaturę Gerharda i Kapuścińskiego, zauważymy, że ma ten zestaw pewien wyraźny charakter – jest wsobny. To znaczy, że zarówno Cejrowscy, jak i piłkarze, a także Budka Suflera oraz Kapuściński z Gerhardem to są produkty lokalne. Znacznie w dodatku gorsze niż te klozety, co to jest u mojego ojca załatwiali leczący ludzi wojskowi. Zagadka polega na tym, że oni mając tę świadomość, próbują – bez rezultatu – podbić rynki zagraniczne. Na tym polega dramat, ale i komizm tej sytuacji. Stary Cejrowski wygląda na tym zdjęciu jak bzyk brzęczymucha z bajki o pszczółce Mai, a wybiera się zapewne za granicę, żeby tam zrobić furorę. Kapuściński nie był w stanie napisać jednego prawdziwego zdania, a o piłkarzach i Janie Gerhardzie w ogóle szkoda gadać. Jedyny autentyczny polski produkt, który może znaleźć uznanie za granicą to klozety, ale tego nikt głośno nie powie. Stąd właśnie bierze się moja pewność, że ostatnią rzeczą o jaką powinien zabiegać autor w Polsce jest akceptacja lokalnych hierarchii. Zresztą jaką oni mi mogą załatwić akceptację, jak w sprawie zwykłego kibla musieli do mojego taty dzwonić? Dajcie spokój.

Ktoś tu wczoraj umieścił link do kolejnej wypowiedzi pisarza Patlewicza, gdzie znów ma on jakiejś uwagi do mojej działalności. Nie zamierzam tego nawet otwierać. I Wy także nie próbujcie. Nikt nie wie przecież kto to jest Gabriel Maciejewski. A jeśli Patlewicz, jak Kapuściński z Cejrowskim odziedziczył po kimś talent i musi się wobec mnie określać w co drugim nagraniu, to świadczy samo o sobie. Nas tutaj nie ma. I im dłużej nas nie będzie tym większy będą mieli problem. Pozostawmy ich samych z ich talentami i licznymi, jakże dynamicznie rozwijającymi się możliwościami.

Jadę dziś do Józefa gadać o Korei i Amerykanach.

Teraz ważne ogłoszenie. Ponieważ kwartalnik nasz Szkoła nawigatorów, staje się coraz grubszy i zawiera coraz więcej unikatowych treści, a do tego jeszcze staje się kosztowniejszy w produkcji postanawiam co następuje – jeszcze przez dwa tygodnie można zamawiać prenumeratę w cenie 25 zł za egzemplarz, bez kosztów wysyłki. Tylko przez dwa tygodnie. Potem prenumerata zostanie zawieszona do końca roku 2018, a od stycznia 2019 kwartalnik kosztował będzie 35 zł za egzemplarz. Szkoła nawigatorów ukazuje się już cztery lata, cena nie była przez ten czas zmieniana. Koszta produkcji rosną, a i przydałoby się też zróżnicować honoraria autorów. Jeśli nie zastosujemy tego zabiegu produkcja SN przestanie się opłacać i trzeba będzie kwartalnik zamknąć. Tak więc jeszcze przez dwa tygodnie można zamawiać prenumeratę w cenie 100 zł za 4 numery, potem przerwa do końca roku i zmiana ceny na 140 zł za 4 numery.

  24 komentarze do “O dziedziczności talentu i jego przechodnim charakterze”

  1. To Coryllus ogladal mecz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  2. A jednak warto było zajrzeć do linkowanego popisu Patlewicza, choć bełkocze straszliwie, odpowiadając na jakieś pytania i komentarze Internautów. Tylko niekoniecznie najważniejsze jest w tej ósmej minucie, kiedy oskarża Coryllusa o niewdzięczność wobec GB (który miał go rzekomo wylansować)…

    Znacznie ciekawsza jest bowiem wcześniejsza wypowiedź (początek drugiej minuty, nie chce mi się sprawdzać dokładnie), czyli propozycje wartych przeczytania książek. A wśród nich… Łowcy księży Johna Gerarda (sic!). Oczywiście bez wspomnienia, że wydał ją ten niewdzięczny Coryllus.

  3. Talent przechodzi z artysty na artystę niczym wszy. Łonowe.

  4. Niech teraz Grzegorz Braun wylansuje Patlewicza…do boju….I niech Patlewicz okaże mu swoja wdzięczność.

  5. Ale widać, że Pan Radosław uważnie śledzi notki Coryllusa, postanowił bowiem założyć sobie aparat na zęby. Ja myślę, że uwag dot. jego zgryzu nie wybaczy Szanownemu gospodarzowi do końca życia!

    https://www.youtube.com/watch?v=ot-ll5S0zKU

  6. No właśnie Patlewicz, czując się wylansowanym przez GB, wspaniałomyślnie unika jego krytyki (w związku z jakimś komentarzem). Nie to, co ten niewdzięcznik Coryllus. Taka nowa forma autolansu…

  7. Z życiorysu Jana Gerharta na wiki „a ponieważ w lokalu pozostały pieniądze i wiele cennych rzeczy, wydawało się, że sprawa miała charakter polityczny” zabrano natomiast z mieszkania „czeki podróżne, które następnie zostały puszczone w obieg i umożliwiły dotarcie do zabójcy.”

    Aż starach pomyśleć co by się stało gdyby zabójcy zabrali gotówkę i dajmy na to złoto, śledztwo utknęłoby i trzeba by szukać „przypadkowego świadka” ?

  8. Czytałem te podręczniki do historii polytycznej Polski ,sławetnego Patlewicza . Mam wrażenie  ,że czasami jest  nawet intelektualnie  obrotny ale  część tycząca najbliższych nam czasów jest jakby podyktowana . Czyta się to jak skondensowane notatki  po pogadankach Grzegorza Brauna ,ale dobre  i to skoro nie chce się tracić czasu na  you tubowe filmy . Tak więc jeszcze trochę musi popracować pan Radosław Patlewicz .Mimo ,że jest trochę ciekawy to brzmi jakby  sekretarz Brauna ,co bywa  pożyteczne   .

    Poza tym jest  jeszcze  Tomasz Gryguć czyli Pan Nikt ,który chce  wypłynąć na  powtórce  po uczniu Prof.Wieczorkiewicza a mianowicie po Piotrze Zychowiczu . Koncepcje historyczne  podobne  i nieodłącznie  intelektualnie  związane  z  Catem Mackiewiczem  jako guru ideowym .

    Oni coś za mało obrotni choć ambitni .

  9. Ja lubię Cejrowskiego, bo nie można mu odmówić wysokiej inteligencji.

    Dużo mówi ale inteligentnie też nic o Żydach (wydaje mi się Żydzi po chrystusowej przemianie nie wliczają się do tej grupy nawet jakby sami chcieli).

    Więc można go zakwalifikować do tych agentów systemu oddelegowanych na front opozycyjny, aby zawiązywał sobą obce siły. Do tego to jego członkostwo w Royal Geographical Society. Tak zastanawiam się do czego mu to potrzebne?

    Podejrzewam, że zwerbowany został przez anglo-saski układ.

  10. Wydaje mnie się, że jest całe multum różnego rodzaju działaczy chrześcijańskich, których zadaniem jest tylko podtrzymywanie obecnego stanu rzeczy. Jest cała masa takich, którzy w pogańskich czasach chcą naginać katolickie standardy tylko po to, aby znalazło się więcej miejsca dla pogan w ślepym zaułku (rozwódki, matki samotnie wychowujące dzieci, sodomici).

    Ostatnia grupa to katolicy ostrzy jak brzytwa, którzy jednym cięciem potrafią oddzielić rakotwórczą tkankę od tej zdrowej. Niestety grupa ta jest w bezwzględnej mniejszości.

    Jak tutaj można mówić o propagacji normalnych wartości m.in. związków małżeńskich jeśli socjalizm chodzi na wszystkich czterech garach i najniższe warstwy społeczne, aby do cna wykorzystać socjal bawi się w patologię społeczną.

    A w tym samym czasie związki małżeńskie są z punktu widzenia podatkowego najbardziej poszkodowane. Ja mówię tak jak to jest na Zachodzie a muzułmanom to nawet bardzo pasuje, bo niektórzy mają po kilka żon samotnie wychowujących dzieci. Ciekawe czy w tych ostatnich socjalistycznych inkarnacjach kiedykolwiek chodziło o opiekę nad rozwódkami, matkami samotni wychowującymi dzieci, czy może po prostu przygotowanie Europy pod muzułmańskie haremy?

    Lubię Pulikowskiego jeśli chodzi o jego doradztwo rodzinne, ale nie lubię jeśli ktoś zabiera głos w dziedzinie, o której niewiele ma pojęcia a on akurat ślepo chwali 500+.

  11. Ktoś tą trzecią grupę określiłby mianem katolickich betonów, ale mi wydaje się, że jest to ta pierwsza grupa, grupa Saduceuszy trzymająca z obecnym systemem, udająca wysokie standardy, ale ich biskupstwa i tak upadną, tak jak upadli Saduceusze, utrzymają się tylko prawdziwi biskupi. Przypuszczam, że Kościół musi przygotować się na kolejną falę czystek, wydaje się to nieuchronne. Czasy lubujących się w kompromisach kończą się.

  12. A i kibice nie powiedzieli ostatniego słowa. W Holandii jak donosiły media nasi kibice pokonali kibiców Senegalu, przy użyciu ławeczek. Zawsze to jakieś zwycięstwo.

  13. Potomstwo Muzy i Pegaza ma takie same szanse na talent jak potomstwo klaczy i orła (ale ma lepsze wejście).

    „Nie rozumiejcie, aby on koń był zmyślony!

    Własny beł naturalny, z gryfa urodzony

    Ojca, a matki klacze; pióra miał i głowę

    Skrzydła i nogi przednie i gębę ojcowę —

    Hipogryfem go zwano — ale zaś ostatki

    I insze członki były podobne do matki”.

    LUDOWIKA ARYOSTA ORLAND SZALONY

    PRZEKŁADANIA PIOTRA KOCHANOWSKIEGO.

  14. Igor Janke, ostatnio związany z „Rzeczpospolitą”, kończy pracę jako dziennikarz. Janke został partnerem i członkiem zarządu agencji Bridge, poprzednio funkcjonującej pod nazwą Media&Doradztwo. „Po 20 latach ostatecznie odchodzę z dziennikarstwa. Postanowiłem wykorzystać zdobyty do tej pory kapitał i doświadczenia do pracy publicznej i działalności biznesowej” – napisał Janke. „Ten Janke był średnim, wzdętym dziennikarzem.Ta sama pula mentalna,co Karnowscy. Jego braku nie da się odczuć, bo go w sumie i tak nie było” – napisał Zbigniew Hołdys. Janke miał lobbować przeciwko projektowi ustawy, która miała skrócić okres przedawnienia długów konsumenckich z 10 do 6 (lub w niektórych wypadkach do 3) lat. Miała też wprowadzić przepis, zgodnie z którym sąd z urzędu musiał zbadać, czy długi są przedawnione. Ustawa uderzała m.in. w biznes GetBacku, bo spółka skupowała mnóstwo przedawnionych długów. Spółce windykacyjnej „getback” pomagać miał Igor Janke, publicysta, PR-owiec i szef przychylnego wobec obecnej władzy Instytutu Wolności.

  15. On już chyba 6 raz rezygnuje z dziennikarstwa

  16. Oj,  da Pan spokoj…

    … z ta „wysoka inteligencja” u tego pajaca Cejrowskiego… z RGS od tych szamanow  Pelczynskich czy smolarowych…

    … krotko piszac… oslabil mnie Pan z letka, Panie Korneliuszu.

  17. Oby…

    … odszedl i juz  NIGDY nie wracal… a Zbynio – choc go nie cierpie tego POpapranca – ewidentnie ma racje…

    …  Janke – niemota, miernota i wielkie  NIC  !!!

  18. polscy kibice wygrali z Senegalem na ławeczki – miła wiadomość, no nie ginie duch w narodzie, zawsze w sytuacji wydawałoby się że przegranej,  pojawia się  warstwa społeczna która się nie poddaje, która walczy. Kocham kibiców.

    Bulwersuje mnie jednak dogłębnie wiadomość, że bramkarz Senegalu był kontuzjowany, jakieś kłopoty z nogą, no dał radę naszym golom. No  i pomyślałam sobie czy nasza kadra nie powinna pojechać na paraolimpiadę,  i tylko tam.

  19. Oooo…

    … jeszcze lepiej… kontuzjowany bramkarz  !!!… normalnie beka smiechu.

  20. Cejrowski to wielka ściema i beztalelncie literackie .Jedzie po bandzie i przesadza w każdej poruszanej sprawie a argumenty dyskutantów ma gdzieś i szantażuje ich emocjonalnie .Nie mogłem bragościa nigdy poważnie .Samych wypowiedzi nie daje się słuchać pomijając dziadostwo argumentów to jest przesadnie emocjonalny .To trąci prymitywizmem cwaniaka ale nie ma tu polotu ani koncepcji .

    Odstręczało mnie to od jego książek .

  21. To tak jak z WTC. Za pierwszym razem zapłacili kartą za furgonetki do wysadzania, a za drugim razem znaleziono papierowy paszport na pogorzelisku.

  22. Podobno po babci ma właściwe pochodzenie, więc może nie potrzebuje werbowania. A zajmuje się głównie biznesem. Radzę obejrzeć jego wystąpienia w Info. Chwalił się posiadaniem strzelby, którą trzymał opartą lufą o podłogę, co demaskuje jego znajomość posługiwania się bronią. Do tego jeszcze te fajansiarskie parawany z plastikowymi książkami w tle.

  23. chyba najlepsze dziedziczenie to było w rodzinie Szczypiorskich

  24. Na zapasy w żelu. Znaczy – ta kadra powinna pojechać.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.