marzec 122021
 

Znalazłem w sieci jakieś ogłoszenie, z wizerunkiem prof. Marka Chodakiewicza i napisem: Jeśli odkłamiemy historię Narodowych Sił Zbrojnych, najbardziej czarną legendę propagandy komunistycznej, potem padnie już wszystko.

Zdumiewa mnie naiwność i prostoduszność profesora. Nawet więcej, jestem nią przerażony. Na czym bowiem opiera Marek Chodakiewicz to swoje przekonanie? Na wierze, w siłę ośrodków propagandy akademickiej. To one powinny ową czarną legendę odkłamać, a następnie za pomocą serii produktów rynkowych, propagujących postawy reprezentowane przez żołnierzy NSZ, tę nową legendę utrwalić. Gdzie? W głowach młodzieży. Bo to do młodzieży kieruje swój przekaz Marek Chodakiewicz i to młodzież ma być tym nośnikiem, który odkłamane fakty na temat NZS przekaże kolejnym pokoleniom. Jak wiemy ośrodki akademickie nie mają żadnej siły, a ich misja polega nie na tym, by odkłamywać jakieś legendy, ale by je utrzymywać. Jedynym miejscem gdzie toczy się istotna walka o rząd dusz, jest publicystyka i rynek treści. Tam zaś od pewnego czasu reprezentantem NSZ, jest pan Wojciech Olszański, wybitny aktor i aranżer przedstawień ulicznych. Mowy nie ma, by Chodakiewicz, czy ktokolwiek z kamaryli uniwersyteckiej zwrócił uwagę na tego człowieka. Nikt tego nie zrobi, albowiem Wojciech Olszański zaśmiałby im się w nos, i powiedział, żeby swoje ustalenia i inne brednie schowali na pawlacz. Dlaczego tak? Otóż dlatego, że połączył on w swojej aranżacji, bardzo udatnie, choć powierzchownie, kwestie walki na śmierć i życie, toczonej przez żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z kwestią, także powierzchownie potraktowaną, prosperity, czy też rzekomej prosperity Polaków za PRL. Jego komunikat składa się z dwóch części połączonych przegubowo i brzmi – żołnierze NSZ, ci z jaszczurką na ramieniu, walczyli o Polskę Ludową. To nic, że nie ma to ani jednego punktu stycznego z prawdą. Istotne jest, że pan Olszański został głównym dystrybutorem wizerunku żołnierzy NSZ na warszawskiej ulicy. I tego mu nikt nie zabierze, ani prof. Chodakiewicz, ani prof. Żaryn, ani żaden z prawicowych publicystów. Nawet w sądzie do takiego czegoś nie dojdzie, albowiem zjawią się tam wszyscy sympatycy pana Wojciecha, których przybywa i zrobią demonstrację, która całkowicie unieważni i przykryje wyrok sądu. Tak zwane środowiska akademickie, z prof. Chodakiewiczem na czele, mogą co najwyżej udawać, że Olszańskiego nie ma, albowiem zauważenie go i wskazanie, przysparza mu zwolenników. No, ale – zawoła ktoś – Olszański publicznie mówi, że tylko w PRL Polak był gospodarzem we własnym kraju, a to jest przecież kłamstwo. No jest, ale co to ma za znaczenie, kiedy Olszański robi klikalność, oglądalność i nawet Tomasz Sommer, żeby ratować swój tygodnik umieszcza w nim wywiad z Wojciechem Olszańskim. To wszystko sprawia, że zacytowany na początku fragment wypowiedzi prof. Chodakiewicza ma wyłącznie charakter dziecięcego wyparcia prawdy bardzo prostej. Propagandę robi się na ulicy. I jeden dobry aktor wystarczy, żeby zmienić całkowicie wydźwięk komunikatów produkowanych przez tak zwane poważne ośrodki. A co by było gdyby aktorów było dwudziestu? Oczywiście, można powiedzieć, że Olszański to wariat, albo udać, że go nie ma. No, ale to jest bez sensu, albowiem to on zagospodarowuje wyobraźnię młodych ludzi, którzy wrażliwi są na takie przedstawienia. To on, nie przejmując się niczym, wraz ze swoim kolegą panem Sendeckim, powitał wychodzącego z aresztu Jacka Międlara pieczonym prosiakiem, przyrządzonym na rożnie, wprost na chodniku pod pomnikiem Dmowskiego. Nie było tam ani straży miejskiej, ani policji, a wszyscy grzecznie udali, że tego nie widzą. Spróbowalibyście tam zaparkować samochód…Już słyszę to wycie syren.

Mamy więc, dokonany na naszych oczach, wyraźny bardzo podział stref wpływów. Podział ten jest dyskwalifikujący dla środowisk akademickich. Choć mają one budżety, autorytety, choć stoi za nimi aparat państwowy, nie są w stanie niczego przeciwstawić prezentacjom dokonywanym przez Olszańskiego. On zaś, im bardziej demonstracyjnie się zachowuje, tym więcej ma zwolenników. Dlaczego tak jest? Wpływy instytucji państwowych tym są słabsze, im gorzej traktują owe instytucje sprzedaż swoich produktów. A wszyscy wiemy, jak to tam wygląda – dystrybucja jest ostatnim zmartwieniem, najważniejsze jest pozyskanie grantu. Tam gdzie instytucje państwowe promujące historię wytracają impet, bo już forsa wzięta, książka wydrukowana, paczki rozesłane, Olszański dopiero rozpoczyna swoją misję, albowiem on bardzo serio traktuje dystrybucję swojego wizerunku. Tamci wzruszają ramionami, bo są po robocie, całkowicie nieefektywnej w dodatku, a pan Wojciech dopiero się rozkręca. Poza tym, jako aktywny szef osobistego swojego biura promocji jest wartościowy także dla innych, którzy za pomocą jego występów chcą sobie podnieść wyniki sprzedażowe. Cieszmy się, póki możemy, że pan Olszański nie pisze jeszcze książek, bo pośrednicy by się o nie zabijali.

Ktoś tu ostatnio cytował słowa profesora Szwagrzyka dotyczące identyfikacji szczątków wykopywanych na łączce. To znaczy tego, że tej identyfikacji w zasadzie nie ma. Że te kości czekają na zmiłowanie. Jeśli zestawimy słowa Szwagrzyka ze słowami Chodakiewicza, dopiero zobaczymy w jak czarnej, pardon, dupie się znajdujemy. No, a najcenniejsza zdobycz, jaką mogła sobie wymarzyć IV RP, czyli mit wyklętych, przejmowany jest powoli przez jednego aktora. I wszyscy uważają, że tego nie widzą. Ja może przypomnę, kilka razy już tu umieszczaną scenę z opowiadania Izaaka Babla, zatytułowanego Kolor i linia, czy jakoś podobnie. Oto na placu, zwanym dziś Placem Czerwonym, zebrał się tłum robotników. Wyszedł do tego tłumu Kiereński, poprawił okulary, gdyż był krótkowidzem i mając przed sobą tylko jakąś rozmazaną szarą masę, gdyż tyle widział, rozpoczął przemówienie. Opowiadał o gospodarce, kulturze parlamentarnej, o perspektywach rozwoju, o wolności i sprawiedliwości, a także o współpracy z zagranicą. Był w tym przemówieniu bardzo poważny, ale tłum go nie słuchał, szemrał i co jakiś czas wznosił okrzyki. Robotnicy nie wiedzieli, o co chodzi Kiereńskiemu. Kiedy zszedł on z mównicy, energicznym krokiem, wszedł na nią Trocki. On też miał okulary, ale lepsze. Ogarnął wzrokiem tłum, wziął głęboki oddech i zawołał – towarzysze i bracia!!! Tłum zafalował i ryknął – urrrrrrraaaaaaa!

I tak się właśnie robi promocję.

Mógłbym tu jeszcze, na koniec napisać krótkie opowiadanie o tym, jak będzie wyglądało szukanie winnych, kiedy już wszystko się rozpieprzy, a IPN, zostanie skierowany do pisania laurek funkcjonariuszom aparatu bezpieczeństwa, jak już komuniści wrócą do władzy, ale mam inne zajęcia, tak więc wybaczcie.

  16 komentarzy do “O estradowym charakterze publicystyki historycznej w Polsce”

  1. Ten pan to jakaś bardzo szemrana osobowość…  jeśli fascynuje on młodych ludzi, to ci młodzi ludzie mają w głowach groch z kapustą zamiast mózgów.

  2. Młodzi ludzie zawsze mają groch z kapustą, i to zawsze jest wykorzystywane. Konkluzja taka nie posuwa nas do przodu, a jedynie pogłębia izolację i słabość instytucji państwowych, o których napisałem

  3. Ależ wystarczy tego faceta zobaczyć albo posłuchać…  ptaki nocy siedzą mu na głowie, wystają zza kołnierza. Młodzi powinni być na tyle wrażliwi, by to instynkownie odrzucić.

  4. A co do instytucji państwowych to ma pan rację. Płakać się chce… mają jakiegoś Wielkiego Psuja w samym środku i ciągle zatrzymują się w połowie drogi. Czytam od czasu do czasu jakieś książki z IPN -u. Od strony metodologii są dopracowane, ale pisane  drętwym językiem i takie jakieś w końcu nijakie. A materiały fantastyczne, aż sie prosi o zmianę stylu. Jeden Gontarczyk pisze jak należy.

  5. To się nazywa sabotaż. Najgorsze były książki pisane przez ministra Kurtykę. Nie do zjedzenia….

  6.  

    ktoś te prosiaki funduje, jest jakaś kantyna gdzie umieją prosiaka upiec, no to trzeba wykorzystać, nie szablonowe powitanie uwięzionego młodego człowieka, sfotografować, nagłośnić, młodzież lubi wygłup. czekam kiedy młodziez wypchnie przywódców …

    jakąs formę parodii zawierają też te wczorajsze komentarze czyli te   egzaminy z listą laureatów gotowych, ustalonych  przed konkursem, omawiano to wczoraj,

  7. Jedną z najbardziej chyba przecenianych cech młodzieży jest jej umiejętność instynktownego odrzucania fałszu. Sama młodzież chyba też w to wierzy, dlatego nią właśnie manipulować jest najłatwiej.

  8. Prof. Żaryn próbował to rozruszać, długo się nie nabył. Mam jednak nadzieję, że to się zmieni. Ostatnio Prof. Nowak nie wytrzymał i naświetlił rabację galicyjską. Podał nawet nazwiska. Sakiewicz też nie wytrzymuje…

  9. Dzień dobry. jak to było? Kto mieczem wojuje… Otóż całe to środowisko akademickie przegrało już wtedy, kiedy dało się zaprzęgnąć do ciągnięcia propagandowego wózka za garść srebrników. Nie miało wystarczająco godności by strzepnąć proch z sandałów. Nie wiedzieli biedacy, że już się w sztolniach Sarumana rodzą Olszańscy z gadzich jaj, czy z czego tam. A dziś też nie widzą, że teraz ma nastąpić ich ostateczna kompromitacja i likwidacja. Ktoś będzie ich żałował. A skądże. Każdy w duch u powie – mają, na co zasłużyli. Potem – przyjdzie kolej na Olszańskich. Na likwidację tych to już niektórzy czekają, bo są dość niesmaczni i ich likwidację przywita westchnienie ulgi. Ciekawe, co po tym.

  10. Mnie osobiście ten instynkt nie zawiódł… gorzej jak o nim zapominałam. Myślę, że to cecha ludzi naiwnych, ale Pan Bóg dając im ten dar wiedział co robi.

  11. Te prosiaki to pewnie piekli w „Sowie i Przyjaciołach”Bis.

  12. Chodakiewicz w bardzo prosty sposób mógłby unieważnić Olszańskiego publicznie (najlepiej przed kamerami) dając mu po gębie.

  13. Nie. Bo wtedy wkroczy do akcji SMIERSZ. Po prostu się boimy. Tak nas wychowano. A Chodakiewicz to żołnierz amerykański.

  14. http://bit.ly/38BKk0a

     

    Z obowiązku faktograficznego muszę podać, ze ta obrona Mickiewicza pochodzi z przemówienia Samuela Fiszmana w ambasadzie RP w Moskwie, cytowanej w tygodniku Przyjaźń w 1949 r. Natomiast co do ” jego płomiennych przemówień do mieszkańców miast włoskich”, to warto wspomnieć za Zofią Mitosek (Mickiewicz, Napoleon i Francuzi), że ” Mickiewicz czynny — zaangażowany w Wiosnę Ludów, tworzący Legion Włoski, redagujący „Trybunę Ludów” — przestał głosić mesjanistyczne „herezje”; miejsce Napoleona-boga czy Napoleona-herosa zajął w jego wypowiedziach Napoleon-polityk. Tym bardziej, że na horyzoncie dziejowym pojawił się bratanek wielkiego cesarza — Ludwik Bonaparte”. Ale to Ludwik, przyszły Napoleon III, zlikwidował drugą republikę włoską (pierwszą republikę narzucił Napoleon Bonaparte), uwolnił Papieża z Gaety i przywrócił państwo papieskie.

    PS. Wczoraj podąłem link do recytacji mojego limeryku o styropianie, ale zastrzegłem, że może zniknąć. Ponawiam więc nowy link, który nie powinien zniknąć tak długo, jak google nie stanie się jeszcze bardziej pazerny.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.