Lis 122019
 

Jak wszyscy wiedzą pomiędzy narodami istnieją relacje głębokie i płytkie. Do tych pierwszych zaliczamy relacje niemiecko-żydowskie, a do tych drugich relacje polsko-żydowskie. Istotnym wyróżnikiem obydwu relacji, jest to, kto kogo oszukał i na jakich założeniach oparł swoje oszustwo. Niemcy, jak wiemy, byli górą, zrobili żydów w trąbę, okradli ich, wymordowali, potem coś tam oddali, ale do dziś nie zmieniło to faktu, że relacje pomiędzy nimi a żydami uważane są za głębokie i poddawane są licznym studiom, z których wyciąga się przeważnie obłąkane wnioski. Te drugie relacje są płytkie, albowiem to Polacy zostali przez żydów okantowani, a na dodatek – w imię nowego pogłębienia relacji z Niemcami, żydzi zwalają na Polaków odpowiedzialność za niemieckie zbrodnie. Są bowiem ufni i wierzą, że ten raz za Hitlera był już naprawdę, ale to naprawdę „najostatniejszy”. Od tego momentu Niemcy będą już grzeczni i mili dla żydów. Tak ująłbym hipotezę roboczą dzisiejszego tekstu, a teraz zacznę się zastanawiać na czym polega ten dziwny fenomen miłości żydów do Niemców. To jest rzeczywiście głębokie i moim zdaniem dotyczy całej tradycji walki cesarstwa z Rzymem o pierwszeństwo władzy. W Polsce nikt się analizowaniem tych kwestii nie zajmuje, ale ja poświęciłem im cały, nowy numer „Szkoły nawigatorów”, który opowiada o relacjach pomiędzy Rzymem a władzą doczesną. W zasadzie cały poświęcony jest Rzymowi. Znalazłem nowych autorów, oni napisali teksty, choć jeszcze nie wszyscy, muszę przyznać, i niebawem numer idzie do składu. Ja zaś chciałem tu opowiedzieć o pewnej niezwykłej postaci, o której w Polsce nikt się chyba nigdy nie zająknął, bo i po co. O postaci, która była żywą ilustracją głębi stosunków niemiecko-żydowskich przed Hitlerem i w czasie jego panowania. Człowiek ten był niemieckim historykiem żydowskiego pochodzenia i nazywał się Ernst Kantorowicz. Jego angielska biografia dostępna jest na allegro. Zachęcam wszystkich do jej studiowania. Jego najsłynniejszym dziełem była ogromna biografia cesarza Fryderyka II Hohenstaufa, którego postać rzuciła cień na całą historię Kościoła. My o tym nic nie wiemy, albowiem w Polszcze naszej takie sprawy nie pasjonują nikogo. O wiele łatwiej jest dyskutować o tym czy Niewiadomski był bohaterem czy szaleńcem. Tu mała dygresja – jak widzę takie dyskusje to nie dziwię się, że żydzi mają nas w głębokiej pogardzie i usiłują zrobić nas w konia przy każdej możliwej okazji. Z Niemcami tego jakoś nie czynią.

Ernst Kantorowicz był antypolskim żydem z Niemiec, który pokończył wszystkie ważne, niemieckie szkoły, a potem wstąpił do wojska i zajął się zwalczaniem powstania wielkopolskiego, na chwałę Wilhelma II i całej monarchii. Po upadku tejże nie czuł się najlepiej, aż do momentu, kiedy na scenie pojawił się pan Hitler, który przypominał Ernstowi jego ulubionego bohatera z przeszłości – Fryderyka II Hohenstaufa. Okazało się jednak, że panu Hitlerowi, nie chodzi o to, o czym myślał Ernst Kantorowicz, ale o coś innego zgoła. I tak bohater nasz musiał emigrować do Londynu, a potem do USA, gdzie zrobił wielką karierę. Jego najważniejszym dziełem jednak pozostaje wielka księga o dobrym cesarzu, który zwalczał złych papieży, ale przez swoją dobroć i szczerość wobec świata, musiał jednak przegrać. I teraz popatrzcie jak to się dziwnie plecie – wydawnictwo Napoleon V, wydaje przetłumaczone na polski dzieło Kantorowicza, którego nikt ani nie omawia, ani nie czyta, ani niespecjalnie się nim interesuje. Jest tak, albowiem książki historyczne traktowane są przez tak zwany pasjonatów, jak kiedyś znaczki pocztowe. Można je pokazywać w czasie wizyty szwagra i wymienia ogólne bardzo uwagi na temat treści, bo już nie autora. Nie wierzę bowiem w to, by ktokolwiek zadał sobie trud zrozumienia, kim był Ernst Kantorowicz. Podobnie jak nikt nie zadał sobie trudu, by dociekać na czym naprawdę polegała polityka Fryderyka II Hohenstaufa wobec papieża. To jest dość oczywiste, ale jak zwykle jest niezauważane. Otóż polityka ta polegała na trwałym i tajnym, wymierzonym w całe chrześcijaństwo, sojuszu z islamem. Do mnie jeszcze ta biografia nie dotarła, więc nie wiem co dokładnie napisał Kantorowicz, ale dotarła do mnie biografia Kantorowicza. I tam, w tej książce, widzimy na jednym zdjęciu Ernsta w niemieckim mundurze, jak pozuje ze swoim kolegą z frontu, oficerem wojsk tureckich. Pewne rzeczy są w polityce niezmienne i trzeba naprawdę wiele drzew przerobić na papier i wykształcić wielu tępych zupaków-propagandystów, żeby odwrócić od nich uwagę dociekliwych czytelników.

Teraz uwaga – bardzo proszę komentatorów, którzy pierwszy raz usłyszeli o powyższych kwestiach i za pomocą wiki zaraz odkryją, że panowania Fryderyka II Hohenstaufa przypada akurat w tym momencie, kiedy na Europę najechali Mongołowie, by nie publikowali swoich odkryć w komentarzach, bo fakt ten, choć doniosły, dla istoty omawianych tu spraw nie ma znaczenia. Dodam tylko, że Fryderyk nie był kolegą Mongołów, a poznajemy to po tym, iż kazał odrąbać łeb synowi weneckiego doży. Można nawet zaryzykować hipotezę, że Wenecjanie przyspieszyli akcję Mongołów zawiedzeni nieskuteczną polityką papieża Grzegorza IX wobec cesarza. No i nieco zaniepokojeni sukcesami floty Fryderyka.

Wracajmy jednak do biografii. Jak to jest, że tak zasłużone wydawnictwo jak Napoleon V wydaje książkę Kantorowicza, która wywołała spory skandal w swoim czasie, książkę której bohaterem jest ojciec wszystkich herezji, przerobiony na romantycznego władcę krainy mlekiem i miodem płynącej? O co mi chodzi? O to, że biografię żyjącego współcześnie z Fryderykiem, świętego króla Francji Ludwika IX, wydaje z kolei wydawnictwo Klinika Języka, które nie ma dotacji i musi się jeszcze tłumaczyć przed komentatorami z tego iż zorganizowało zbiórkę na tłumaczenie tej biografii. To jest moim zdaniem niezwykłe i głębokie prawie tak samo jak relacje niemiecko-żydowskie. No, ale zostawmy tę kwestię, by uniknąć oskarżeń o kierowanie się resentymentem.

Teraz o skandalu. Ernst napisał swoją książkę nie wspomniawszy nawet o aparacie naukowym. Jest to w zasadzie epopeja wychwalająca pod niebiosa Fryderyka II Hohenstaufa i jego politykę. Spotkał się za to z krytyką środowisk naukowych i potem, do kolejnego wydania już ten aparat dołączył. Nie zmienia to jednak faktu, że ostra fascynacja Ernsta cesarzem jest faktem. Konsekwencje zaś z tego wynikające są następujące: każdy młody, aspirujący historyk, chce być w istocie Ernstem Kantorowiczem i postępować tak bezkompromisowo wobec środowiska i kolegów, jak on. Każdy chciałby w ten sposób uwodzić publiczność. Dotyczy to także, w może przede wszystkim historyków polskich. Nie rozumieją jednak te biedne bęcwały rzeczy najważniejszej, tego mianowicie, że relacje niemiecko-żydowskie były, są i pozostaną głębokie, a relacje polsko-żydowskie, były, są i pozostaną płytkie. No chyba, że któryś z polskich historyków zechce się naprawdę żydom narazić. Dodam teraz dla wyjaśnienia i ułatwienia, że owo narażanie się nie polega na tym, by wzruszać się i ekscytować losem Eligiusza Niewiadomskiego, człowieka wykształconego i zatrudnianego przez rodzinę Natansonów, ale na czymś innym zgoła. Nie powiem na czym, żeby im za bardzo roboty nie ułatwiać.

  14 komentarzy do “O głębokich i płytkich relacjach między narodami”

  1. no proszę,  strona tekstu a jaka syntetyzująca , dzięki

  2. Magna Carta w tym królestwie tutaj zdaje się pojawiła się mniej więcej w tym samym czasie. Działo się w tych ciemnych wiekach ☺

  3. A wczoraj we Wrocławiu za słowa że Jan Mosdorf został zamordowany za pomoc niewdzięcznym i tchórzliwym żydom, zostali spałowani narodowcy, decyzję podjął urzędnik miasta.

  4. To już były jasne wieki, a magna carta była pół wieku wcześniej

  5. Kontynuatorem byl w trakcie I wś kajzer co opisano w „Ekspres Berlin-Bagdad. Kajzer, islam i imperium osmańskie 1898–1918”.

  6. Zostawiajac na boku tanie resentymenty i uproszczenia sprawy mogly sie miec nastepujaco:
    Z Göppingen do Andechs jest 200 km autostrada A8, a w linii prostej mamy ok. 150 km. Wzgorze jurajskie pod Göppingen w polnocnej Szwabii to gniazdo rodowe Staufow, a urokliwy pagorek nad jeziorem w miejscowosci Andechs tomiejsce, gdzie przyszla na swiat sw. Jadwiga Slaska z rodu Wettynow. Fryderyk w 1226 r. skolonizowal Prusy i nie mial zamiaru bronic przed najazdem mongolskim konkurencyjnej dynastii bawarskiej, ktora skolonizowala uprzednio Slask i wraz z Turyngia, Saksonia i Bawaria mogla sie stac zalazkiem duzego panstwa niemieckiego o pierwszorzednym znaczeniu. Mongolowie zas woleli zaatakowac bogate Wegry i Malopolske, zamiast wloczyc sie po bagnach mazurskich i oblegac zamki Krzyzakow. Fryderyk wygral los na loterii i stworzyl zreby polityki Rzeszy na wschodzie na nastepne kilka wiekow. Staufowie wygryzli Wettynow.
    Fryderyk sprzymierzyl sie z szyitami z Egiptu przeciw seldzuckim sunnitom z Anatolii. Chcial stworzyc zapore dla ekspansji tureckiej w kierunku Europy nie wchodzac w konflikt wyznaniowy. Bardzo sprytne posuniecie. W ten sposob ratowal od poludniowego wschodu – chcac nie chcac – posiadlosci Wenecji i Rzymu, a przy okazji wytargowal od Arabow Jerozolime i ziemie wokol niej.
    Zalozyl uniwersytet w Neapolu jako baze do dalszej ekspansji cywilizacji lacinskiej w srodkowej czesci Morza Srodziemnego wypierajac wplywy islamskie w tym regionie pochodzace z regionow Afryki i Bliskiego Wschodu. Istniejaca od kilku wiekow akademia medyczna w Salerno laczyla nurty zydowskie, arabskie i lacinskie, pozniej przeniesiona do Neapolu pod kuratele cesarza miala byc zasadniczo lacinska.
    Ostatnio radio niemieckie emituje czesto wspomnienia pewnego 95-letniego Zyda Gerda Maszkowskiego, wieznia obozu Auschwitz o numerze obozowym 117028, ktory obecnie mieszka w San Diego w USA, ale przyjezdza na kuracje do Bad Boll (rzut beretem od Göppingen), poniewaz do dzisiaj odczuwa bole klatki piersiowej i plecow – skutki bicia, gdy przebywal w obozie. W Szwabii sie urodzil, zna perfekt niemiecki, a polewanie szlauchem i moczenie sie w wodach mineralnych ma tak dobroczynny wplyw na jego dolegliwosci, ze nie wyobraza sobie kuracji gdzie indziej, a dodatkowo jako jeden z ostatnich zyjacych wiezniow jest gwiazda mediow i razem z dziennikarka moze utyskiwac na nazistow i w ten sposob aktywnie zapobiega „amnezji” historycznej, ktora zagraza nowym pokoleniom Europejczykow.
    Sojusz Niemiec z Jerozolima, wymuszona przyjazn z Turcja, jak rowniez sceptycyzm wobec Rzymu jest faktem, tym niemniej ogolna ocena sytuacji Europy w tamtym okresie nie moze byc dokonywana w klimatach Spiewow historycznych Juliana Ursyna Niemcewicza (wlasc. Mosko Jankiele) czy matejkowszczyzny, ktorej doswiadczylismy w obfitosci w dniu wczorajszym, dlatego Zydom to nie imponuje.

  7. No ale całe to średniowiecze, to przecież ciemnota była, tak uczyli w szkole ☺, a pół wieku wcześniej, to przecież nie epoka.

    Właśnie byłem w weekend w British Library, pierwszy raz, a jestem tutaj już 15 lat. W British Museum też. Miałem konkretne cele tam.

    Ale największą świętościa w tej bibliotece, to jest właśnie Magna Carta. Ma osobne specjalne wcale niemałe pomieszczenie. Nie wiedziałem, że aż taki cyrk z tą cartą odstawiają. Przypomniało mi się muzeum Bitwy pod Hasting, gdy tam bylem. Kto wygrał, a kto przegrał?

  8. Magna Carta rozpoczyna serie podobnych dokumentow i zjawisko, ktore mozna nazwac „dumpingiem podatkowym”. Dzisiaj jest ono ostro krytykowane przez lewice, a Adrian Zandberg dostaje ataku febry, gdy tylko slyszy propozycje obnizania podatkow. Wczesniej normalnym zrodlem pozyskiwania srodkow na organizowanie podbojow i wypraw lupiezczych byly pogromy zydowskie, wiec gdy Jan bez Ziemi dramatycznie potrzebowal gotowki, Zydzi uradzili, iz zaproponuja lordom, ze otrzymaja jakies tam fikcyjne prawa i dzieki temu Zydzi uratowali swoje glowy. To dzialalo w 1215-tym tak samo skutecznie, jak w 1918-tym lub nieco mniej skutecznie w czasie II WS (nie jestem fachowcem, wiec tych dat mozna by na pewno wymienic znacznie wiecej). Fryderyka II w tych niestabilnych czasach uratowalo tylko to, ze zainwestowal w nieruchomosci na Mazurach.

  9. Na pierwszych złotych monetach wybitych przez Ludwika IX w trzynastowiecznej Francji widnieje napis „Christus vincit, Christus regnat, Christus imperat”. Ernst Kantorowicz przywołuje jednak fakt, że ta sentencja znana też była w wersji satyrycznej „nummus vincit, nummus regnat, nummus imperat” („pieniądz zwycięża, pieniądz króluje, pieniądz włada”) znanej m.in. z wiersza dwunastowiecznego Waltera of Châtillon. Nie wiem czy Kantorowicz zdawał sobie sprawę, że ta sentencja była cytowana w kontekście żydowskiej lichwy, m.in. przez Jacquesa Le Goff. Niestety ta satyryczna odmiana jest niekiedy przywoływana jako pochodząca ze złotych skudów Ludwika Świętego.

    Drugi przykład, którym posłużył się w swych studiach Kantorowicz, to pochodząca z tego samego wieku moneta wybita przez Roberta II d’Artois, gdzie da się podobno odczytać napis „Jestem bogiem”. Jednak w roku 1976 numizmatyk amerykański J. D. Brady dotarł do tej monety i udowodnił, że nie musiała pochodzić od tego Roberta, a przede wszystkim, że napis mógł oznaczać „Jestem denarem”.

    EGO SUM DE:

  10. Wszyscy, którzy otrzymali ode mnie książkę o Św Stanisławie i o S. A. Boboli są zaskoczeni tą panoramą faktów historycznych, które Pan opisuje. Nigdy im nie przyszło do głowy że ta historia to takie niewyobrażalne puzzle. Gmatwanina interesów, ambicji i źródeł zysku.

    Życzenia pomyślności.

  11. Biografii Fryderyka II Ernsta Kantorowicza nie czytałem. Czytałem za to biografię tego cesarza napisaną również przez Ernsta ale o nazwisku Wies. (ciekawy podtytuł został dany- Mesjasz, czy Antychryst).

    https://ksiazki.wp.pl/cesarz-fryderyk-ii-6148701798766721c

    Wies powołuje się na Kantorowicza, chociaż jak stwierdza, Kantorowicz pisał z pozycji nieukrywanego wielbiciela Fryderyka II.

    Mogło być tak, że Fryderyk II miał wspólnotę interesów z dynastią Ajjubidów. To przeciw nim nie wyprawił się na tzw. piątą krucjatę, a gdy się już pojawił w Ziemi Świętej to dyplomatycznie odzyskał Jerozolimę. Poza tym Mongołowie byli również przeciwnikami Ajjubidów zwłaszcza na terenie Syrii.

    Przepiękna jest księga o sokolnictwie napisana przez Fryderyka II, podobno zawiera wiele aktualnych danych  o tym sporcie.

    https://www.google.com/search?q=De+arte+venandi+cum+avibus&client=firefox-b-d&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjWp52d3eblAhXJb1AKHeJPCS4Q_AUIESgB&biw=1920&bih=966

  12. Przepiękna a jaka praktyczna! Można przechwytywać gołębie pocztowe…

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.