Cze 012018
 

Dziś mówić będziemy o sprawach, które już kiedyś drążyliśmy, ale chyba niewystarczająco. Poza tym książka Jana Gerharda o Francuzach tak mnie zainspirowała, że nie potrafię przestać myśleć o jej treści i bohaterach tam opisywanych. To jest coś doprawdy niezwykłego. Zacznę jednak od informacji, którą podesłał mi onyx. Oto w rozmowie z Żakowskim, nasz ulubieniec – profesor Daniel Beauvois – specjalista od propagandowego uzasadniania dewastacji wielkoobszarowych gospodarstw rolnych na Kresach, powiedział, że Sienkiewicz to trucizna. Słowa te padły w czasie wywiadu w TOK FM, kiedy pan profesor gadał z Żakowskim. Po co gadać z Żakowskim zapytacie. No właśnie nie wiem, lepiej by chyba było przemówić do psa, ale może pan profesor woli po prostu koty. Powiedział nam Beauvois, że zachwycanie się Sienkiewiczem jest dziecinne. Niesamowite. Jeszcze bardziej dziecinne niż próby deprecjacji Sienkiewicza dokonywane w mediach regularnie za pomocą dętych autorytetów? Niemożliwe przecież, bo to jest najbardziej dziecinna zagrywka na świecie, a obsadzenie w roli przepytującego takiego durnia jak Żakowski tylko to potwierdza. Profesor Beauvois porównał Sienkiewicza do Alexandra Dumas i to jest według mnie całkowita demaskacja pana profesora, który może się i zna na parcelacji majątków oraz wymyślaniu uzasadnień dla tych poczynań, ale o tym kim są i mogą być pisarze wie niewiele. Dumas nie ma nic wspólnego z Sienkiewiczem, bo Henryk była to krew z krwi i kość z kości narodu. Dumas zaś to potomek kreolskiego generała oskarżonego o szpiegostwo na rzecz Londynu, który – na zlecenie jak mniemam – przerabiał historię Francji w taki sposób, by ludzie Kościoła byli w niej ukazani w sposób dalece niepoważny i dający pole do szerokich interpretacji na temat postaw jakie przyjąć może polityk, zanim nazwie się go zdrajcą. Sposób opisywania historii przez Dumas’a nie ma nic wspólnego z tym co robił Sienkiewicz.

Zanim zaczniemy znów mówić o tych hierarchiach popatrzmy uważniej na historię Francji, a raczej na to co z niej zostało po przemieleniu przez kulturę pop, robioną od 200 lat przez ludzi wynajętych. Wynajętych nie przez republikę bynajmniej, ale przez tak zwane „inne siły”. Urzędnicy republiki, analogicznie jak u nas, są zbyt głupi w swojej masie, zbyt leniwi i prymitywni, żeby wygenerować budżet, nie mówię o pomysłach, na ciekawe projekty z dziedziny kultury. Czasem radzą sobie z propagandą, ale też rzadko. Całą tak zwaną popularyzację załatwiają Francuzom Brytyjczycy i Żydzi. I trudno nie zapytać profesora Beauvois czy on zdaje sobie z tego sprawę, ale kto ma to niby zrobić? Żakowski? Żarty.

Zacznijmy od bohaterów. Tych Francuzi mają dwojakiego rodzaju. Są albo komuniści, albo ludzie z komunizmem sympatyzujący. Tylko oni odznaczają się tą, znaną wszystkim szlachetnością, prostotą, wdziękiem, a nieraz także urodą. Jan Gerhard opisuje nam na przykład człowieka, którego istnienia nawet nie podejrzewałem. A jest to bohater prawdziwy, nie wystrugany z banana, jak niektórzy. Oto Andre Marty, marynarz, który w roku 1919 wpłynął wraz z francuską flotą interwencyjną na Morze Czarne, żeby tam dokonać inwazji na bolszewików. Jednak do inwazji nie doszło, bo nasz dzielny marynarz wywołał bunt wśród kolegów. I za to burżuazyjna armia skazała go na 20 lat więzienia. Wyszedł po trzech. To jest historia niesamowita, historia, nad którą Daniel Beauvois powinien się zastanawiać codziennie. Jak to jest możliwe, że marynarz odmawia wykonania rozkazu w obliczu wroga, a oficerowie zamiast go na miejscu rozstrzelać, a zwłoki wrzucić do wody, organizują sąd i skazują go na 20 lat, a on wychodzi spokojnie po trzech? Już widzę takiego buntownika na brytyjskim okręcie. Chyba nie wyobrażacie sobie, że ktoś zrobiłby mu notkę w wiki, a pan Marty ma taka notkę i tam jest napisane, że jak był oficerem brygad międzynarodowych w Hiszpanii to osobiście skazał na śmierć 500 ludzi. Odwołano go w końcu za zbyt brutalną postawę wobec podwładnych. Kariery w partii też nie zrobił, bo nie zrozumiał nowych czasów. No, ale Jan Gerhard go lubi, wnosić więc możemy, że znał go osobiście, a jeśli tak, to może też rozumiał różne wyniesione z frontu animozje pomiędzy nim a Walterem? Któż to może wiedzieć. W każdym razie Hemingway także opisał towarzysza Marty w swojej najgorszej książce zatytułowanej „Komu bije dzwon”. To jest, sądzę, bohater, który na pewno spodobałby się profesorowi Beauvois. Ze względu na swoją nieoczywistą postawę wobec okoliczności. Nie on jednak będzie przedmiotem naszych rozważań, ale po raz kolejny, Leonard Cohen i wykonana przezeń kiedyś piosenka, zatytułowane Partisan. Już o tym pisałem i wrzucaliśmy tu różne linki, a ja mam dziś w związku z tym prośbę do wszystkich, żeby słysząc po raz kolejny tę pieśń, nie linkowali innych komunistycznych przyśpiewek, takich jak Bella ciao i podobnych. Nie chce tego tutaj, ale o partyzantach z Resistance porozmawiać musimy. Ja sobie wczoraj, czekając aż się film z Javierem wgra na YT słuchałem różnych wersji tej pieśni i doszedłem w końcu do samego spodu, czyli do pierwszego jej wykonania. Dokonała tego wyczynu Anna Marly, która ma jeszcze lepszy życiorys niż towarzysz Marty, ale jej śpiew i gra na gitarze, to jest coś tak dogłębnie demaskującego, że w zasadzie nie wiadomo co powiedzieć. Słucha się tego i człowiek od razu zaczyna lubić niemiecką muzykę. Sami zresztą zobaczcie:

https://www.youtube.com/watch?v=1hjwicn_evs

A tutaj macie to samo tylko po rosyjsku

https://www.youtube.com/watch?v=v3vHTCpIvtA

Fantastyczne, prawda? To niestety nie koniec, bo zanim Cohen zrobił z tej pieśni coś nadającego się do słuchania, z jakimś sensownym instrumentarium w tle, trzeba było dopisać słowa. I tu wkraczamy w sferę, której istnienia, profesor Beauvois ujawnić nie może w żadnym wywiadzie, albowiem gdyby to zrobił, on sam, jak i przeprowadzający ten wywiad dziennikarz, zostaliby ciupasem przeniesieni do Krainy Grzybów. Pani Marly, jak większość tak zwanych wolnych Francuzów, znalazła się w czasie okupacji w Londynie. Nie wiem co w tym czasie robił towarzysz Marty, bo polska wiki milczy na ten temat, ale wtym samym Londynie znaleźli się dwaj inni bohaterowie, podobnie jak pani Marly, mający związki z Rosją. Nie tak głębokie i bezpośrednie może, ale jednak. Jednym z nich był dziennikarz Joseph Kessel, a drugim jego bratanek Maurice Druon. Ten sam, który sfałszował historię procesu templariuszy, pisząc na jej kanwie swój cykl powieści, „Królowie przeklęci”. Sfałszował, podkreślam, i został za to członkiem akademii, a także ministrem kultury. Otóż ci dwaj panowie uchodzą za autorów słów do pieśni Partisan, która stała się nieformalnym hymnem ruchu oporu, organizacji tak samo dętej jak słowa jej hymnu. Dwóch facetów pisze głupi tekst, który jest następnie wciskany wszystkim naokoło, jako autentyczna pieśń partyzancka. O co chodzi? O to, że żaden produkt pop kultury nie może być dziełem przypadku i jeśli można pod nim podpisać jakichś zasłużonych dla gangu i jego hierarchii towarzyszy to należy tak zrobić. Żeby się nie zmarnowało. Od tego także zależy spójność organizacji i narracji, którę ją lansują. Losy pieśni, o której tu mówimy, są ciekawe i nie przypuszczam, by namówienie Cohena do jej odśpiewania było dziełem przypadku. Ktoś to zaplanował, bo wiedział, że Leonard nada tej piosence nową jakość. I tak się stało, choć lepiej chyba przypisać tę zasługę instrumentalistom niż Cohenowi. No, ale nie on jest moim zdaniem mistrzem, bo są lepsi. Pieśń żyje bowiem dalej, choć nie ma już Resistance, a i minister Druon przeniósł się w zaświaty. Oto, moim zdaniem, najlepsze wykonanie.

https://www.youtube.com/watch?v=m7U8cJUFLrk

Jeśli się komuś zdaje, że ta pani, to jest jakaś uliczna śpiewaczka, która próbuje zwrócić na siebie uwagę, ten niestety jest w błędzie. Popatrzcie na to

https://www.youtube.com/watch?v=WhYaz-h29hM

I na to: https://www.youtube.com/watch?v=VocTF1pxzPw

To jest, najnormalniej w świecie, potwierdzenie i zatwierdzenie po raz kolejny dominacji w sferze pop tej samej hierarchii, którą reprezentowali panowie Kessel, Druon, pani Marly, a także – nie łudźmy się – towarzysz Marty. Tak się robi kulturę popularną w muzyce. Dawniej, kiedy świat był prostszy, umiejętność gry na instrumentach i dynamiczny głos nie były potrzebne. Dziś jest inaczej, bo rynek jest jednak trudniejszy i trzeba stawiać na osobowości wybitne, a co do tego, że pani Melis Mell jest taką osobowością wątpliwości nie ma żadnych.

Do jakich konkluzji nas to prowadzi? To bardzo konkretnych proszę Państwa. Otóż wszystkie hierarchie są narzucone. Musimy zdawać sobie z tego sprawę. Nie można więc, jak to czynią „nasi”, budować własnych hierarchii na obraz i podobieństwo tamtych i oczekiwać, że one same z siebie odniosą jakiś skutek. To jest samooszukiwanie się i kradzież budżetów. To nic nie pomoże, bo nie o ten rodzaj naśladownictwa chodzi. Przykład pana Kessel uczy nas, jak szeroką ławą idzie rewolucja, jak wielu spraw musi pilnować na poważnie, żeby pamięć o niej nie zaginęła i nie została znienawidzona. Pan Kessel jest autorem opowiadania o tym jak to Nestor Machno uprowadził i zmusił do ślubu w cerkwi pewną Żydówkę. Nie wiem na czyje polecenie Kessel napisał tego gniota, ale być może na polecenie towarzysza Marty, a może kogoś postawionego jeszcze wyżej. Machno się zdziwił i spotkał się z Kesselem w Paryżu, żeby mu wytłumaczyć swój, jakże złożony stosunek do Pana Boga. Potem jednak zadziwiająco szybko umarł. Ponoć na anginę. Jak wyglądała ta rozmowa nie wiem, ale myślę, że mogłaby powstać na ten temat jakaś wariacja teatralna do wystawiania w zaangażowanych zespołach teatralnych. Tylko gdzie tu takie znaleźć? Kessel jest także autorem powieści „Piękność dnia”, na podstawie której Bunuel nakręcił swój niezapomniany film pod takim samym tytułem. Ja ten film oglądałem. To jest naprawdę coś niezwykłego. Żona lekarza zatrudnia się w burdelu, ale może pracować tylko w ciągu dnia, po potem lekarz wraca z pracy i ona musi udawać potulną żoneczkę. Przypomnę tylko, że Kessel jest Wielkim Oficerem Orderu Legii Honorowej. Ja sobie nie wyobrażam uhonorowania czymkolwiek takiego faceta w Polsce. No, ale nie można być dumnym z historii, jak nam to powiedział Daniel Beauvois. No i on rzeczywiście nie może. My także nie bardzo, bo u nas z kolei sytuacja wygląda tak, że wszyscy ci oszuści, a także im podobni traktowani są ze śmiertelną powagą. Jedynym zaś pomysłem na zagospodarowanie pieniędzy publicznych jest stworzenie, bez zrozumienia istoty, podobnej hierarchii kanciarzy i oczekiwanie, że ludzie się tym zachwycą, a świat zmieni swoje oblicze. Żeby chociaż oni, ci nasi potrafili śpiewać tak jak MelisMell. No, ale gdzie tam…Zmierzam do tego, że człowiek który chce coś zrobić naprawdę nie może aspirować do żadnej hierarchii, te bowiem służą jedynie ludziom nie potrafiącym zrobić nic samodzielnie. No i są emanacją siły gangów. Jeśli nie ma gangów i nie ma siły, nie ma hierarchii lansujących przez 70 lat jedną gównianą piosenkę. Człowiek uczciwy musi działać w warunkach skrajnej i ciągłej niepewności. Tylko wtedy coś może się udać naprawdę. Co to znaczy naprawdę? Nie chodzi mi o pozostanie w pamięci potomnych, bo to jest walor wykupiony przez Druona, Kessela i im podobnych. „Naprawdę” to znaczy, że nasza działalność musi być ważna i głęboko przeżyta tu i teraz. Nic innego się nie liczy. Przestańcie marzyć o sławie. Ona jest dla Żydów z Rosji i brytyjskich agentów.

Ma jeszcze prośbę. Może ktoś znajdzie powieść Kessela wydaną w Polsce w roku 1928. Ona się nazywa „Krwawy step”. Ciekawe o czym opowiada i na podstawie jakich relacji Kessel ją napisał.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl gdzie od wczoraj wisi komentarz Javiera Barraycoa o sytuacji w Katalonii. Ja zaś w ciągu dnia wrzucę tam coś jeszcze.

  8 komentarzy do “O hierarchiach wsobnych i budżetach medialnych”

  1. mamy chyba swojego barda, z dynamicznym głosem:

    https://www.youtube.com/watch?v=AtbNC6OsjMo

    Ci Francuzi dodatkowo mają wielkie mniemanie o sobie. I ostatnio rozmawiałem z jednym Bretończykiem – mają nas za nacjonalistów, wsteczników, antysemitów – choć delikatnie to mówił, w stylu „francuskim”.

  2. Znalazłem ten „Krwawy step” Kessela w ofercie pewnego antykwariatu.

  3. Ciężko jest Polakowi zrobić światową, no europejską sławę w sztukach, tak oddolnie.

  4. Znalazłem i zamówiłem.

  5. Nie odsłuchałam , wyłączyłam,  bałam się,  że mi się ta agresywna osobowość przyśni.

  6. U bukinisty na Chmielnej leży na wierzchu (na wabia ?) rzucony Germinal i Królowie przeklęci, leżą i leżą nikogo nie wabią. Zapewne odstraszają. ,

  7. Marty dostał 20 lat, ale został ułaskawiony. Później został masonem i komunistą, a w czasie wojny został patriotą u boku de Gaulle’a. Po wojnie oskarżono go o współpracę z policją i jego dobry fart minął.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.