wrz. 082021
 

Zacznę od wielkiego sukcesu Polski na zagranicznych rynkach. Oto niebawem, w Japonii rozpocznie się sprzedaż komiksu na podstawie utworu zatytułowanego Wiedźmin. Firma, która sprzedaje ten produkt ogłosiła zbiórkę, chyba wczoraj, i już ma półtora miliona złotych. Jeśli to nie jest wskazówka jak powinno się inwestować w kulturę, nie wiem co innego może przekonać ministra Glińskiego do zaprzestania wywalania pieniędzy w błoto, czyli na dofinansowania coraz bardziej idiotycznych filmów. Ja nie lubię Wiedźmina, o czym już wielokrotnie pisałem, ale z faktami się nie dyskutuje. Oto link do zbiórki i projektu https://www.kickstarter.com/projects/witcherronin/the-witcher-ronin-a-hard-copy-collectors-edition-manga?&utm_source=newsletter_pl&utm_medium=email&utm_campaign=ronin

Jest on jak widzimy bardzo słaby, zarówno w warstwie graficznej, jak i narracyjnej. Kurczaki atakujące Wiedźmina- ronina wyglądają żenująco, a tajemnicza kobieta w śniegu, to daleka kuzynka Dużej Mimbli z Muminków. No, ale chyba wszyscy macherzy od dystrybucji są przekonani, że taki produkt może się sprzedać i może wywołać jakiś szum wśród konsumentów komiksów w Japonii. Zobaczymy. Od tego wstępu, gładko przechodzę do konserwatyzmu. Wiedźmin był bowiem i jest nadal produktem, który inspiruje młodzież męską opowiadającą się za wartościami konserwatywnymi. Wszyscy wiemy co to znaczy w praktyce. Tak zwane wartości konserwatywne, to suma deficytów wyniesionych z rodziny, gdzie matka była postacią dominującą, a ojciec był całkiem wycofany lub wręcz nieobecny. W dorosłym życiu zaś konserwatyzm polega na tym, by odzyskać w relacji z płcią przeciwną pozycję, której nigdy nie miał ten ojciec. Co z tego wychodzi wszyscy mniej więcej wiemy – suma kompromatów, służąca lewicy do tego, by oskarżać konserwatystów o hipokryzję. Konserwatyzm tak rozumiany i stosowany w praktyce, zawsze kończy się klęską. Czy te bezsporne fakty dają komuś do myślenia i jakieś siły próbują zmienić intelektualny look formacji konserwatywnych w Polsce? Oczywiście, że nie. Polityka w tym zakresie jest zupełnie inna. Jeśli ktoś przyłapie na czymś młodego konserwatystę, na przykład, na pisaniu listów do seksworkerek, to znaczy, że należy uznać to za atak na najświętsze wartości, a w środowisko wysuwa na front jeszcze więcej facetów w kraciastych garniakach i muszkach. Oni zaś zapewniają wszystkich o autentyczności swoich przekonań, wiary i czego tam jeszcze. I tak do następnego razu. Obiecuję, że ostatni już raz wracam do poruszonej tu sprawy konserwatywnego autora z salonu24, ale wiąże się ona ściśle z tym, co będzie dalej. Jestem całkowicie przekonany, że to co miało być kompromitacją, podniesie towarzyskie notowania tego pana na nieznane, nawet jemu samemu, wyżyny. Jestem też przekonany, że – jeśli już nie jest zwerbowany do jakiejś struktury – niebawem zostanie mu złożona jakaś propozycja. Gdzie bowiem szukać chętnych do tak niewdzięcznej roboty, jak nie w szeregach młodych, zdolnych konserwatystów, którzy mają pióro ostre jak szpada?

Chciałbym na tym przykładzie i na przykładzie słabego bardzo produktu, jakim jest japońska wersja Wiedźmina, wskazać, że pomiędzy deklaracjami do tyczącymi emocji i związanych z nimi wartości, a tak zwaną rzeczywistością zieje przepaść. Jest ona stale pogłębiana, a zasypanie jej nie jest możliwe. Przepaść ta znajduje się bowiem w duszy. Wszyscy o tym niby wiemy, ale za każdym razem kiedy ona się ujawnia, udajemy zaskoczenie. Za każdym razem też udajemy, że wierzymy w różne deklaracje składane przez osoby za kogoś przebrane – na przykład za konserwatystów, albo muzyków – a dotyczące chęci natychmiastowego zasypania tej przepaści, bądź też jej nieistnienia. Dobra, przechodzę od tej filozofii do konkretów. Mamy chyba ciągle jeszcze ten festiwal w Opolu, gdzie śpiewa się jeszcze raz te same piosenki, które już znamy i mowy nie ma, by zaśpiewać inne, bo publiczność mogłaby nie zrozumieć o co chodzi. Ilość tych piosenek jest ograniczona. Nie tylko na festiwalu, ale także w radio, chodzi bowiem o to, by ciągle zarabiali ci sami wykonawcy. Fakt ten, podobnie jak deficyty konserwatystów, ukrywa się za nostalgią i emocjami. I teraz patrzcie, mając świadomość tych wszystkich, jakże oczywistych zależności, badacze kultury średniowiecznej i jej popularyzatorzy każą nam wierzyć, że pieśni trubadurów były wyrazem gorących uczuć do wybranej damy. Opiszmy rzecz w kategoriach liczbowych. Tych pieśni zostało bardzo dużo. Nie wiemy, czy czasem część z nich nie została spreparowana na użytek czasów późniejszych, żeby coś tam udowodnić w jakichś akademickich sporach. Po samym tylko Vidalu pozostało z pięćdziesiąt utworów. A ile ich zaginęło?! Ilu było trubadurów na samym Południu, ilu w Italii, w Niemczech, a także na Śląsku i Morawach!? Bardzo wielu. Pieśni, które się zachowały, przeznaczone były do kolportażu. Nie mogło być inaczej, bo nie zostałyby zapisane po prostu. Policzcie teraz ile piosenek puszcza bez przerwy Polskie Radio, ile ich zostało zaprezentowanych w Opolu i zastanówcie się, w jaki sposób Vidal organizował kolportaż swoich utworów na najważniejszych dworach Europy, wliczając w to dwór papieski? Pomyślcie o ich wykonaniu, które nie mogło być przecież byle jakie, ale wymagało zespołu profesjonalnych muzyków, którzy aranżowali jakieś przedstawienie z muzyką i tekstem. Ile czasu trzeba by odśpiewać pięćdziesiąt, wcale przecież nie krótkich utworów. Oczywiście, one wszystkie powstawały w czasie, nie rozprowadzano ich w pakietach, ale pojedynczo. Napisanie ich jednak także zajmowało czas. Potrzebne były przybory do pisania, inkaust, pióra i cała kancelaria. Naprawdę wierzycie w to, że służyły one temu, by zdobywać serca dam? Chybaście poszaleli. Kiedy więc ktoś pisze, że ten czy inny trubadur wzdychał do Indii de Tolosa, powinien się chyba trochę nad sobą zastanowić. I przemyśleć, czy zamiast słowa „wzdychać” nie powinien czasem użyć zwrotu „smalić cholewki”. Byłoby to jeszcze bliższe konserwatywnym wartościom.

Gorsi o znawców poezji trubadurów są tylko poszukiwacze Świętego Graala, którzy nie są w stanie pogodzić się z tym, co niesie treść utworów, gdzie opisany został zamek Graala, król Rybak i inne ciekawe postaci, żywiące wyobraźnię konserwatywnych mężczyzn z deficytami. Przepaść cały czas się pogłębia, a oni poprawiają muszki i ocierają pot z czoła. Odnalezienie Graala bowiem uczyni z każdego z nich prawdziwego Galahada, nawet jeśli ktoś im tam wyciągnie jakieś listy do seksworkerek. Z faktu, że Parsifal miał mauretańskiego brata, a jego rodzony ojciec służył na dworze kalifa w Bagdadzie nie wyciągną ci ludzie żadnego wniosku, albowiem wierzą w to, że europejscy rycerze wyruszali na wschód po przygodę. Tak samo, jak trubadurzy, którzy pisali na drogim pergaminie swoje utwory, po to, by zainteresować sobą żonę hrabiego posiadającego w swoich dobrach dwie stocznie, mennicę i kawał pola zasianego dziwnymi, żółtymi kwiatkami, które odziani w szaty koloru indygo ludzie obrabiali cztery razy do roku.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-ii/

I jeszcze promocja

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/miedzy-altransztadem-a-poltawa-stolica-apostolska-wobec-obsady-tronu-polskiego-w-latach-1706-1709/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/emmanuel-malynski-nowa-polska-reforma-agrarna-przeciwko-wlasnosci-prywatnej/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/proces-eligiusza-niewiadomskiego/

  24 komentarze do “O konserwatyzmie, romantycznej miłości i piosenkach, które już znamy”

  1. Ci atakujący prawicowego dziennikarza mają w swoich komórkach różne niefrasobliwe telefony, no i to jest norma,

    taka postać jak Rafalala też z czegoś żyje , no i to też w naszym świecie stało się normą ,

    jednym słowem o co chodzi tym atakującym, bo nie wiem … są zazdrośni o ten rynek …

    że ten rynek niefrasobliwych kontaktów z sekswerkerkami ma być wyłącznie dla tych nie konserwatystów

    no nie można być tak bezlitosnym

  2. Pieśni trubadurów są niejasne. Rozszyfrowanie znaczenia ich treści jest przedmiotem prac doktorskich, chociaż sama treść jest doskonale znana.

    Oto przykład:
    Chowałam raz sokoła
    Der von Kürenberg

    Chowałam raz sokoła         chowałam ponad rok,
    A gdym obłaskawiła         i oswoiła go
    I piękniem owinęła         mu pióra złotem w krąg,
    Hen w przestwór wzbił się nagle         i w dal uleciał stąd.

    Znów ujrzałam sokoła,         wspaniały śledzę lot,
    Jego nogę otacza         jedwabny cienki splot,
    A skrzydła wokół sieją         starego złota blask.
    Niech Bóg kochanków wiernych         na wieczny złączy czas.
    Przełożyła
    Wanda Markowska

    Na temat znaczenia tej prostej pieśni toczą się spory na uniwersytetach.

    Minnesang to jest pieśń miłosna.

     

    https://m.youtube.com/watch?v=Ga3_HQ6mt_k

     

    https://www.ub.uni-heidelberg.de/ausstellungen/manesse2010/exponate/lieder/kuerenberg.html

     

    Inny przykład. Piosenka moim zdaniem z serii satanistycznych:

     

    https://m.youtube.com/watch?v=2-HWcpiA8t0

     

    Tu jest dokładnie wytłumaczone, dlaczego jest to piosenka satanistyczna i w jakich celach były wykorzystywane pieśni trubadurów:

     

    https://m.youtube.com/watch?v=79doLZwmP7Q

     

    Moim zdaniem nie wszystkie pieśni są satanistyczne, a Rodowicz w Opolu i piosenki w PR I też nie muszą być wykonywane w tle podczas jakichś orgii, natomiast na pewno sataniści czerpią dochody z przemysłu muzycznego i rozrywkowego.

  3. Bardziej niebezpieczny jest program „Magia nagości”, tym niemniej satanistom nie można odmówić inteligencji ani logiki.

  4. Maryla nie bierze udziału w orgiach, już prędzej Kozidrak, chociaż? Kto wie?…

  5. To nie jest konserwatywny dziennikarz, on się tylko za takiego przebrał

  6. Maryla ma chyba biodra wymienione, jak tu brać udział w orgiach…?

  7. Dzień dobry. Oczywiście ma Pan rację z tymi naszymi „konserwatystami”, choć określenie „facet w kraciastym garniaku” bardziej odpowiada prawdzie. Co oni bowiem mają do konserwowania? Gdyby mieli być tymi konserwatystami, czyli ludźmi przywiązanymi do dawnych wartości we wszystkich sferach życia – ubieraliby się zgoła inaczej, nie napiszę jak, ale można się domyślić. Kraciaste garniaki – czyli przebranie – to jeszcze jeden efekt angielskiej propagandy, która zalewa świat wywiadami z przedstawicielami „gentry” odpowiednio ubranymi i upozowanymi, w odpowiedniej scenerii, a efektem tego jest „message”; widzicie, miśki, nie macie na to szans. Możecie nas tylko naśladować. Co zaś do sfery obyczajowej, też oczywiście wszystko prawda. Ale proszę pamiętać, że my wszyscy z obozu. Socjalistycznego wprawdzie, ale jednak obozu. Obozy nie są miejscem na konserwowanie zasad moralnych. Raczej je rozkładają, planowo zresztą. Niektórym ojciec. matka kijem coś na plecach zakarbowali, mniej licznym potrafili wytłumaczyć, ale nie jest też łatwo w takich warunkach wychowywać dzieci na ludzi, kiedy wszystko jest przeciw a pomocy znikąd, bo nawet Kościół rzadko odważy się powiedzieć tak-tak, …

  8. Warunki w obozie były ostatnimi czasy dość łagodne

  9. – to tylko sprawniejsza, ukryta forma demoralizacji.

  10. Zespol Mecano pytany przez dziennikarzy o wyjasnienie znaczenia tresci utworow odpowiada wieloznacznie, jakby sami nie byli pewni lub nie byli swiadomi tego, co spiewaja.
    Ta maniera, aby nie odpowiedziec wprost, o czym jest dany utwor dotyczy takze wielu polskich wykonawcow, ale nie wszystkich, tylko wybranych, bo na przyklad Kazik chetnie opowiada o swojej tworczosci a teksty Kukiza sa plytkie i nie trzeba ich komentowac., natomiast rynek polskiego rapu to jest czysty satanizm. Ostatnio, jak wyszla mlodziez z gimnazjum po lekcjach na ulice z magnetofonem, to po prostu uszy wiedna.

  11. Byli tez porzadni trubadurzy i porzadni Niemcy.

  12. Nowa międzynarodówka uliczno-konserwatywna

    Love & Kisses

  13. Prawda jest taka, ze niewiele dziewczyn z tego wychodzi. Wiekszosc ma potem pokiereszowana psychike. I co najsmieszniejsze – nie tyle jest winna sama profesja, co wspoltowarzyszace uzaleznienia i nieodpowiednie znajomosci.

  14. Nie czytałem W ale oglądałem serial z N-fliksa. Są tam prześladowane elfy o których mówi się że mają ukryte złoto (Żydzi?), pochód totalitaryzmu (Nilfgaard czy jakoś tak się to nazywa), magowie którzy przydzielani są każdemu władcy – takie tajne stowarzyszenie (jakby masoneria). Może to nie takie głupie?

  15. Kazdy film, w ktorym sa jakies potwory, niszczy wyobraznie dziecka.

    Wiedzmin nalezy do ideologii new age i zrownowazonego rozwoju.

    Filmy fabularne dla doroslych niszcza wyobraznie doroslych, poniewaz pokazuja zachowania, ktore nie wystepuja w rzeczywistosci – poza filmami dokumentalnymi, w tym dokumentalnymi filmami dla doroslych (ze scenariuszem lub bez).

    Wyobraznie rozwijaja filmy dokumentalne, w tym nagrania z kamer przemyslowych, podsluchow, paradokumentalne:

    https://www.filmweb.pl/serial/W+80+dni+dooko%C5%82a+%C5%9Bwiata+z+Michaelem+Palinem-1989-88339/descs

    https://www.youtube.com/watch?v=DvsT_UshW_M

    oraz niektore filmy artystyczne, ale poza glownym nurtem.

  16. No i klasyka krytyki filmowej i dobrego humoru:

    https://www.youtube.com/watch?v=bYRYHLUNEs4

  17. Jako konserwatysta uwazam, ze kino jest najmniej wazne ze sztuk.

  18. Dodałem ilustrację trubadurzy i celebrytki.

    Dziwnym zrządzeniem losu ostatnia ilustracja autorstwa Zbigniew Lengrena zgadza się co do miejsca, czasu i osób ze mną i przyszłą celebrytką (jednorazowa przejażdżka).

  19. nowa miedzynarodówka uliczna ma seledynowy kolor włosów, a w Pana komentarzu jest stara międzynarodówka, chyba z kina niemego i z gazety Przekrój

    teraz te włosy w kolorze seledyn, sa tak ważne jak kiedys czerwony krawat

  20. Ten kolor się nazywa ,,Na Topielicę ,,

  21. dziękuję za wyjaśnienie, natomiast co do lemparcic i topielic – nasuwa się jeden komentarz -jaki program taki czynnik wyróżniający-

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.