marzec 262018
 

Z konsumentami sztuki problem jest następujący – ich zwyczajnie na sztukę nie stać, stąd właśnie potrzeba stworzenia całego olbrzymiego obszaru niby-sztuki, który dopuszcza wymianę poglądów na temat tejże. Wymiana zaś tych poglądów przynosi konsumentom ukojenie nerwów i błogi spokój. Tym obszarem niby sztuki jest film. To jest jedyny istniejący dziś, a dostępny dla mas zakres komunikatów para-astystycznych, w którym każdy może zabrać głos. Widzimy to ostatnio na naszym blogowisku niemal codziennie. Widzimy i nie możemy się nadziwić.

Żeby obszar niby-sztuki czyli kino, mógł istnieć i dawać nieustającą satysfakcję niby-znawcom, konieczne jest zastosowanie kilku absolutnie kretyńskich i niewiarygodnych memów, które potrzymają mit o niezwykłości ludzi parających się filmem. Takich oto jak ten – Kubrick myślał nad filmem „Oczy szeroko zamknięte” przez 30 lat i było to myślenie obsesyjne. W końcu ten film zrobił i to jest arcydzieło. Do Kubricka trzeba dorosnąć. Nie będę wymieniał innych, podobnych idiotyzmów, bo sami wiecie o co chodzi. Kiedy jeszcze istniał rynek książki z prawdziwego zdarzenia, to znaczy kiedy wydawcy liczyli się z autorami i oceniali ich potencjał w przeliczeniu na gotówkę, opowiadano o książkach podobne bzdury. Balzac na przykład miał jedną stronę poprawiać po 30 razy. To jest niesamowite. Facet nie dociągnął do pięćdziesiątki, żarł jak wieprz, wypijał wiadra kawy, natłukł tych powieści jak Żyd czapek i jeszcze miał czas, żeby każdą stronę poprawiać po 30 razy. Kiedy on to robił?

Rynek sztuki ewoluuje i to jest ewolucja przebiegająca od propagandy do szulerki. Zawsze. Każda nowa idea, która ma się wyrazić w sztuce zaczyna się jako masowa propaganda, produkowana przez mistrzów bliskich doskonałości w swoim fachu, a kończy jako oleodruk sprzedawany przez zgarbionego handlarza, co nosi monidła na plecach. Kłopot z zauważeniem tego wiąże się z dwoma kwestiami – odległością w czasie i wielkością rynku. Jeśli odległość w czasie od opisywanych wypadków jest duża łatwiej je krytycznie ocenić, jeśli rynek jest ogromny, globalny, nie sposób go z kolei ocenić krytycznie, bo te oceny nie mają znaczenia, albowiem wszystkie instytucje globalne i lokalne pracują dla tego rynku. Mam tu na myśli uniwersytety, agendy polityczne i co tam jeszcze chcecie, czasem nawet Kościół. I wołanie, że król jest nagi nie ma sensu, albowiem aktywa zaangażowane w funkcjonowanie rynku unieważniają takie głosy. Pytanie – po co istnieje taki rynek? Rynek niby-sztuki czyli film istnieje po to, by robić propagandę i prać pieniądze. Rynek sztuki jest w ogóle złudzeniem i służy już tylko do przewałów, czasem też do integracji lokalnych środowisk biznesowych, które muszą na coś wydać swoje pieniądze.

Nas te wszystkie rzeczy nie dotyczą, albowiem w Polsce mamy sytuację specyficzną, to znaczy taką, że ludzie mówiący o sztuce, nie mają pieniędzy na to, żeby sobie kupić najmarniejszy obraz, najsłabszego artysty. Takiego, którego dałoby się ocenić w nieistniejących już kryteriach, funkcjonujących na rynku kiedyś. Nie jest to zresztą nikomu potrzebne, artyści zaś, którzy malują obrazy i przedstawiają na nich coś innego niż swoje obsesje, na przykład wodę, albo las, albo plażę, właściwie tylko wszystkim przeszkadzają. Jeśli oczywiście nie są związani z lokalnymi środowiskami złodziei publicznego grosza, zwanymi popularyzatorami kultury. Takich artystów nie powinno być, ale są. I my ich tu nawet osobiście znamy.

Ludziom więc pozostaje gadanie o filmie, w taki sposób, jakby film był dziełem za które odpowiada jeden człowiek, który włożył weń serce, całą swoją pasję i wszystkie umiejętności, jakie zdobył w czasie nauki i w praktyce. To nie jest prawda. Film to efekt budżetowych kompromisów, powstaje on na styku z innymi, propagandowymi kompromisami, i w zasadzie jest tylko i wyłącznie wyrazem pogardy jakie środowisko filmowców ma dla widza. Mówię o filmach z Hollywood, bo o innych nie ma co gadać. One bowiem wyznaczają standardy, a te – przenoszone do środowisk lokalnych – wynaturzają się i stają się jeszcze bardziej potworne. Tak jak to ma miejsce w Polsce, gdzie idiotyczne deklaracje o filmowych produkcjach a la Hollywood, składane przez polityków, doprowadziły do tego jedynie, że wszyscy złodzieje poobwieszani dla niepoznaki krzyżykami i medalikami podnieśli głowy znad swoich żerowisk i zastrzygli uszami…

Rynki, jak ja to nazywam, lub jak kto woli dziedziny sztuki, poddawane są pewnym ciśnieniom. Wywierają je ludzie, którzy dążą do maksymalnego uproszczenia obiegu gotówki na takim rynku, a to się nieodmiennie wiąże z likwidacją artysty i samego przedmiotu sztuki, a pozostawieniem na nim wyłącznie pośrednika, który za pomocą odpowiednio sprofilowanych gawęd przekona odbiorcę, że usunięte elementy nadal naprawdę istnieją.

Widać to było dobrze w dyskusjach o filmie toczonych tutaj u nas. Niestety toyah nie ma racji pisząc o Kubricku i nie zapamiętał dobrze jak kończy się film „Full metal jacket”. No, ale tak to właśnie z filmami bywa i myślę, że taki sposób formatowania dyskusji o filmie został przez hollywoodzkich cybernetyków przewidziany. To znaczy mamy kreacje sugerujące absolutną wielkość i skończoną doskonałość, ich filmów nikt od dawna nie ogląda, ale za to wszyscy wiedzą co o nich myśleć. I wokół tego toczy się dyskusja. Przyłożenie do tych dzieł kryteriów bardziej standardowych takich jak choćby kompozycja, nie wchodzi w grę i naraża człowieka, mnie przynajmniej wczoraj naraziło, na różne obelgi i nieprzyjemne sugestie ze strony znawców. No, ale taka jest prawda – ten film jest źle podzielony, aktor grający szaleńca jest słaby, dyskusje prowadzone przez rekrutów są niewiarygodne i przerysowane, co sugeruje, że reżyser nie wiedział w ogóle o czym ma być jego film. Dyskusje filozoficzne toczą się nie tylko w obecności kamery, ale także w obecności wietnamskich dziwek – dwa razy, a także nad zabitym kolegą – raz jeden. Na koniec, wszyscy w triumfie śpiewają, maszerując nocą, piosenkę o Myszce Miki.

Nie chcę już tego tematu ciągnąć dłużej. Powiem jeszcze może tylko słów kilka o rynku książki, który poddawany jest takim samym ciśnieniom jak inne rynki artystyczne – dąży się do wyeliminowania autorów, albo ich zestandaryzowania, według kryteriów podręcznikowych lub według segmentów rynkowych. Do zmniejszenia ich roli po prostu i postawienia w ich miejsce pośredników, którzy – żeby było taniej – łączyć będą w sobie kilka funkcji. I ja tego wczoraj doświadczyłem. Oto puszczali w radio program o upadku czytelnictwa. Gośćmi tego programu były jakieś zgredy z Instytutu Książki i jakaś pańcia z uniwersytetu. Nikt nie wpadł na pomysł, żeby zaprosić jednego choćby autora czy jednego choćby wydawcę. Oni się nie liczą, albowiem liczą się tylko ci, którzy chcą promować czytelnictwo. To było nie do wytrzymania. Jako urozmaicenie latały wiersza Asnyka i Szymborskiej, śpiewane przez współczesnych wykonawców, między innymi przez Jackowską. Wszyscy lamentowali i płakali, że dzieci nie czytają, menedżerowie nie czytają, a najgorsze jest to, że nie czytają emeryci. Nikt nie zadał pytania – co oni mają czytać? Nikt tego nie zrobił, bo to jest pytanie demaskujące istotę sprawy czyli ewolucję rynku książki, która zmierza w do tego, by zlikwidować autorów, pozostawić pulę książek nieboszczyków, wałkowaną i omawianą w nieskończoność i na tym mechanizmie, ustawiając się w roli pośrednika, kraść publiczne pieniądze. Nazywa się to wszystko razem popularyzacją kultury.

Inaczej nie będzie, musimy do tego przywyknąć.

Na dziś to tyle. Dziś o 14.30 będziemy z Józefem gadać o tym, kto może zastąpić Jarosława Kaczyńskiego.

A oto najnowsze nagranie „u Michała” w księgarni Foto-Mag, tym razem:

Gabriel Maciejewski o książce – Czas Ziemiaństwa. Antologia wspomnień

https://www.youtube.com/watch?v=0ronBf5oH7k

 

poprzednie nagrania: 

O wydawniczych nowościach i kolejnych tomach baśni „Socjalizm i Śmierć”:

https://www.youtube.com/watch?v=D_pzN2U-hsA

O kwartalniku Szkoła Nawigatorów o protestantyzmie:
https://www.youtube.com/watch?v=mPtOH0VMOq0

O filmie Grzegorza Brauna „Luter i rewolucja protestancka”:

https://www.youtube.com/watch?v=69RcKACAUZI

O książce Hanny Koschenbahr-Łyskowskiej „Zielone rękawiczki”:

https://www.youtube.com/watch?v=PBIz5asguCA

O Bibliotece Historii Gospodarczej Polski:

https://www.youtube.com/watch?v=8xpy8i8nV6U

  35 komentarzy do “O konsumentach sztuki”

  1. To co nie jest zabronione jest dozwolone; w zgodzie ze zbiorem norm prawnych – prawa gospodarczego. Nie znam się na tym – mówi do Wilczka „spawacz”, napiszcie tak jak uważacie …żeby było dobrze. Tak narodził się w Polsce bum gospodarczy. Na początku handel uliczny przypominał noclegownię, rozkładane łóżka na których leżały …kasety pirackie. Rok 1990, też rozpocząłem przygodę z licencyjnym kasetami, i z pirackimi. Najpierw gry komputerowe i giełda w 1986, potem na bazie kaset VHS (videonarkomania), zająłem się prowadzeniem wypożyczalni. Po roku, 1600 tytułów robiło wrażenie nawet na mnie (w narodzie była – taka bieda po czasach PRL, że ludzie marzyli nie o prawie do czystej wody, a o własnym odtwarzaczu). Materiały reklamowe, promocje, licencje, 4 razy w miesiącu – wyprawa po nowości do ITI; inni dystrybutorzy? Co jeden, to w innym mieście. Film „Pełny magazynek” Kubricka, miałem w dwóch kopiach, „Lśnienie” – jedna. Oczywiście że byłem kinomanem. Dawniej w kinie oglądało się cały repertuar. W klubie garnizonowym, to ja dopuszczałem – co „szweje” mogą oglądać, a co nie mogą (taka wredna komisja). Konkludując, film Kubricka „Full Metal Jacket” był produkcją na zamówienie, i miał pomóc w ociepleniu stosunku do rekrutacji. Kiedyś genialny, dziś nudny …dlatego: filmy powinno się oglądać w ich czasach, w momencie premiery. „Lśnienie” Kubricka to, była klasyka gatunku …może jeszcze jest, ale z każdym upływającym rokiem, może być z tym coraz gorzej. Dzisiaj miejsce „Lśnienia” zajął film: „To nie jest kraj dla starych ludzi” – thriller braci Coen. „Dziś” o tym filmie wszyscy mówią, a scenarzyści chcą …choćby mu dorównać.

  2. „If a man is born ignorant, to parents that are ignorant, in a society that is ignorant, lives a life of ignorance, and eventually dies in ignorance…..then, ignorance is the norm.
    Thus, indoctrination can be called education, hypnotism can be called entertainment, criminals can be called leaders, and lies can be called truth, because his mind was never truly his own.”

  3. „Z konsumentami sztuki problem jest następujący – ich zwyczajnie na sztukę nie stać” – to była moja myśl, jak obejrzałem obrazy pani Agnieszki, szczególnie kolorową serię japońską, a potem obejrzałem ich ceny. Piękne, ale nie stać mnie.  Szkoda.

    PS. „Kto może zastąpić Jarosława Kaczyńskiego – G.Maciejewski w Klubie Ronina ” – trzeba by to koniecznie wstawić w tytuł filmu youtubowego – będzie świetny clickbite.

    Bo co wyjdzie w rozmowie, może być różnie przy sterowaniu p.Orła.

  4. Aspiracja do towarzystwa, które nawet nie potrafi ze składem i ładem, własnymi słowami opowiedzieć o tym co ich oczy widziały, bez cytowania tzw ekspertów i krytyków, których (też nie wiadomo za co) uznali za wyrocznię smaku i prawdy obiektywnej… Tym jest właśnie dzisiejszy konsument tzw sztuki. Jest jednym z tych do których aspiruje, tyle że w fazie inicjacji. Można ich co najwyżej podzielić na tych co potrafią w sposób zajmujący opowiadać o swojej pasji, bądź też robić to w sposób nudny. Jeśli komuś się wydaje że to co dziś prezentuje tzw awangarda znaczy więcej od spuszczenia publicznie majtek, to niestety ale brakuje mu rozeznania (ale nie takiego o jakim był łaskaw nadmienić bez żadnego wyjaśnienia kilka wpisów temu komentator Balentines)

  5. A mnie się przypomnialo, jak to kiedyś jeszcze targaly mną emocje ale tez będąc na tym placu, o którym w tym linku u dołu i mając obok tego Roberta de Niro, bo była właśnie jakaś premiera, poczułem, jaka to wszystko ściema jest i tylko, ten Hollywood, Ameryka, gwiazdy ekranu i stadionów, ta angielska pop kultura, jakie to wszystko gówno jest i nic, gdy tego dotknie się w realu

    Isaak Newton

  6. wtedy kiedy w wypożyczalni kaset pojawiło się „Lśnienie”, obejrzeliśmy to w domu, było trzech maturzystów, kiedy w końcówce filmu,  okazuje się że pisarz pisze „na okrągło” jedno zdanie i to bzdurne, skwitowali to jednym głośnym rechotem, że reżyserowi zabrakło pomysłu na pointę, bo dobrze szło, było akcja działa się na odludziu, było odosobnienie, były duchy , było miejsce indiańskich pochówków, był świetny aktor Nicholson, a na końcu okazało się, że cały film właściwie nie ważny bo akcja wartko leciała ale dlatego, że główny bohater wymaga leczenia. Młodzież rechotała, konstatując, że „olać to” (wtedy panowała moda na takie określenie).

  7. „Ludziom więc pozostaje gadanie o filmie, w taki sposób, jakby film był dziełem za które odpowiada jeden człowiek, który włożył weń serce, całą swoją pasję i wszystkie umiejętności, jakie zdobył w czasie nauki i w praktyce. To nie jest prawda. Film to efekt budżetowych kompromisów, powstaje on na styku z innymi, propagandowymi kompromisami, i w zasadzie jest tylko i wyłącznie wyrazem pogardy jakie środowisko filmowców ma dla widza. Mówię o filmach z Hollywood, bo o innych nie ma co gadać. One bowiem wyznaczają standardy, a te – przenoszone do środowisk lokalnych – wynaturzają się i stają się jeszcze bardziej potworne. Tak jak to ma miejsce w Polsce, gdzie idiotyczne deklaracje o filmowych produkcjach a la Hollywood, składane przez polityków, doprowadziły do tego jedynie, że wszyscy złodzieje poobwieszani dla niepoznaki krzyżykami i medalikami podnieśli głowy znad swoich żerowisk i zastrzygli uszami…”

    Ufff! A ostatnie zdanie to skończona doskonałość! 🙂

  8. Czyje to słowa?

  9.  „To nie jest kraj dla starych ludzi” – thriller braci Coen. „Dziś” o tym filmie wszyscy mówią, a scenarzyści chcą …choćby mu dorównać.

    To jest kwestia kryterium – co to znaczy dobry film. Przyjmując, że kryterium jest „dobry do oglądania” – godzimy się na to, iż można zarządzać naszymi emocjami – czyli poddajemy się wpływowi mediów.  Nawet, gdy wiemy – iż dany film nie jest prawdą, nie mówi prawdy – a w kwestiach istotnych tylko się ślizga i coś bąka pod nosem – to jednak wpływa.

    Co zrobić z filmem, który jest z jednej strony arcydziełem – patrząc na niego od strony formy i warsztatu – a z drugiej – intelektualnie jest płytki, jak woda w sedesie? Taka jest większość filmów (o ile nie wszystkie) SF – są intelektualnie infantylne – nie odpowiadają na pytanie „a cóż to jest prawda” – a tego chyba szuka widz. Ostatecznie we wszystkim i zawsze szukamy prawdy.

    Jest też pogląd, że to tylko rozrywka, wytwarzana, bo ktoś chce zarobić, a poza tym aktorstwo to piękny zawód. Filmy są tylko do oglądania – i są albo dobre, albo złe. Jednak – oglądając film – z chęci własnej czy przymuszeni – ulegamy presji wymuszającej, co ma być tą rozrywką. Pytanie – czy jest to nasz wybór, czy też – potrafią się nam dobrać do duszy „od tyłu”. Nie z każdym jest tak, iż węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić (Mk 16, 18).

    Czy współczesne kino, nawet to najlepsze ma pokazywać prawdę o człowieku – czy ma go zmienić? Śmiem twierdzić, że to drugie.

  10. W dalszej rodzinie miałam kilku artystów malarzy.  Można ich podzielić na dwie grupy. Jedna grupa to tacy co chcą zrobić karierę, są utrzymywani przez żony i produkują obrazy, których nikt nie chce wieszać na ścianie. Po śmierci takiego artysty zdarza się, że jego dzieciom udaje się sprzedać kilka jego obrazów naprawdę drogo do jakiegoś muzeum.

    Druga grupa, to taka co nie ma wielkich ambicji, produkuje miłe dla oka landszafty, portrety koni lub gobeliny i sprzedaje swoje obrazy wśród rodziny i znajomych. Do tej grupy należą głównie kobiety. I od nich zdarzyło mi się już kupić jeden czy drugi obraz.

  11. Ponoć Flaubert był maniakiem poprawiania.

    Gospodarzu, czemu dziwisz się Balzacowi, jeśli policzyć ile napisałeś i wydałeś własnym sumptem książek (działalność wydawnicza), ile masz za sobą felietonów, ile odczytów, imprez targowych itp., to pisząc tyle lat co p. Honore de Balzac, ponad trzydzieści lat, swobodnie go przegonisz.

  12. Nic dodać nic ująć… „Pamiętaj młody że to tylko film”. Tylko oznacza nie wart niczego więcej jak prawda którą opowiada.

  13. „Czy współczesne kino, nawet to najlepsze ma pokazywać prawdę o człowieku – czy ma go zmienić? Śmiem twierdzić, że to drugie.”

    To chyba oczywiste. Mainstream kultury liberalnej to projekt ideowy.

    Jego celem jest „pieriekowka” Dekalogu w jego przeciwieństwo

    Postęp w nowożytnej republice mierzony jest bowiem dystansem  od wiary w Boga
    (i od instytucji Kościoła). A im większy ten dystans, tym postęp jest traktowany jako wyraźniejszy.

  14. Witam.

    Gdy już tak kolejna notka i dyskusja pod nią zahacza o tego „Żyda z Bronxu” Stanleya Kubricka to postanowiłem sobie przeczytać jego biogram w Wiki. Nie ma chyba w Wiki, no może poza Rewolucją w Rosji, tak obszernie i z detalami opracowanego hasła. Wielka postać. Gdyby porównać z biogramem Wolfganga Petersena to jak Flip i Flap, aprzecież na realizację filmu „Ścieżki chwały” ze względu na budżet wybrano Europę. A dokladniej cytuję za Wiki: „podmonachijskie Geiselgasteig, podówczas porzucone pole, szybko przekształcono w plan filmowy z prawdziwego zdarzenia, jeden z największych i najlepiej wyposażonych w Europie – Europa Film Studios (w latach 80. Wolfgang Petersen właśnie w tym studio nakręcił „Okręt” koniec cytatu” A film „Okręt” to jest to co tygrysy lubią najbardziej – kino realizmu ukrywania znaczeń pod skórką emocji. Wolfgang ma biogram lakoniczny, Kubrick gigantyczny ale obaj mają swoich oddanych wielbicieli i wyznawców choć jeden z Europy, a drugi z Ameryki.

    Pozdrawiam

  15. Filmów szczerych, ukazujących prawdę, w tym o człowieku, jest mikroskopijny ułamek. Zresztą i tak przeważnie są zapomniane, przemilczane albo nawet zakazane. Nie zyskały rozgłosu. Raz w życiu, po „Idź i patrz” E. Klimowa, wychodziłem z kina zszokowany, psychicznie rozwalony, wewnętrznie stłamszony, oblany potem, z nie wiem o ile podwyższonym ciśnieniem, ale serce waliło jak oszalałe. Ludzie opuszczali salę w kompletnym milczeniu. Chyba przez dobry tydzień niektóre sceny (szczególnie te muchy) natrętnie latały po głowie, za nic nie chciały z niej wyjść – zanim psychika odzyskała pion i sobie z nimi poradziła. Do tamtego czasu, byłem zawziętym filmomanem – sporo tego łykałem, po tym bezlitosnym walnięciu obuchem już nie. Niesamowite doświadczenie, dające taki osobisty punkt odniesienia, względem którego później oglądane filmy jakby przestały być atrakcją, nie miały siły przyciągania, to już nie to. Choć oczywiście emocje oraz ciekawość wzbudzały i wzbudzają, a nawet czasami czymś zaskakują.

  16. „No, ale taka jest prawda – ten film jest źle podzielony, aktor grający szaleńca jest słaby, dyskusje prowadzone przez rekrutów są niewiarygodne i przerysowane, co sugeruje, że reżyser nie wiedział w ogóle o czym ma być jego film”

    Tak, ten aktor grajacy bezradnego grubasa to VincentD’Onofrio. Zagral pozniej w masie jakichs filmikow a na koniec obsadzili przez cala pierwsza dekade XXI wieku w serialu telewizyjnym „Law & Order” gdzie gra twardego faceta detektywa. I jest tam rownie wiarygodny jak w filmie „Full Metal Jacket”.

    Natomiast filmu „Eyes Wide Shut” nie widzialem, pamietam tylko ze znajoma Amerykanka, prosta dziewczyna, taka po High School czyli ichnim liceum powiedzmy, stwierdzila krotko:

    „najglupszy film jaki widzialam w zyciu”. I mnie to wystarcza za cala recenzje, bo mam w pamieci wczesniejsze dziela Kubricka ktore obejrzalem: „The Shining” i „Full Metal Jacket”.

    Zreszta moim zdaniem pan Stanley musial juz sie napalic czegos mocnego juz w momencie ustalania tytulu filmu. „Eyes Wide Shut”, czyli oczy szeroko zamkniete.

    Przepraszam za dosadnosc ale to tak jakby ktos powiedzial:” facet zaciagal sie gleboko wlozonym w dupe papierosem”.

    No ale moze rzeczywiscie ja nie doroslem do tworczosci Stanleya Kubricka.

  17. Czytam, a w mediach właśnie ze zdziwieniem odnotowali, że Meksyk przyłączył się do „solidarności z UK” i też wydali rosyjskich dyplomatów. Ciekawe co ich motywowało – historia z Bronsteinem-Trockim, czy raczej zależności lożowe, reciowe.

  18. Polskie władze nie mogą się doczekać jasnego polecenia z góry: wywalać, czy w żadnym razie. Jeśli się nie doczekają, to wpadną w chaos i ogłupienie. Czyli suwerenność poznamy po tym, że reakcja będzie dziwaczna, bezsensowna i połowiczna. Trochę  jakby wywalą, ale tak na niby.

  19. No jak, podziękowali przecież kilku, trzem? i jeszcze szpiona z ministerstwa energii wyciągnęli do aresztu.

  20. Gabrielu, nie nudzi Cię już to, że jak nurt zakręcisz w prawo to kibice mówią, że fajnie, a jak zakręcisz w lewo to mówią, że jeszcze fajniej…

    Czego do jasnej cholery domagacie się po bezpośrednim spadkobiercy Teatru Elżbietańskiego?
    Chcecie, żeby hipopotam nawlókł igłę?
    Skoro przy Lśnieniu twierdzicie, że reżyser się naćpał, co powiecie o „Miedzy Słowami”, „Kobiecie w Błękitnej Wodzie” czy „Brasil”? A może „Przez Ciemne Zwierciadło” albo „Po godzinach”.

    Wiecie, że kij działa w obie strony. Może rzeczywiście niedojrzaliście do tych obrazów. Może stoicie jak licealista przed całką i mówicie eeee to nie działa, profesor się popisuje…

  21. Ja już ewidentnie wyrosłam z „filmomanii”. A byłam naprawdę mocno wkręcona i to przez lata. Te dyskusje po filmach… I z czasem /z upływem czasu?/ czar prysł. Dzisiaj stać mnie jedynie na „Króla lwa”, „Shrek’a” i Bennego Hilla. Reszta jest prawdziwym kłamstwem, ergo – niekiedy /!/ – wizją artystyczną. Aha, no i Kaczor Donald, naturalnie 🙂 Jeszcze może walnięty Kusturica – jako wyłącznie wizja artystyczna. Niezła.

  22. A co tu jest, Chloru, jeszcze do poznawania… No proszę Cię…

  23. Jakoś trzeba wróżyć z listy krajów, ilości szpionów i kolejności decyzji. Tak wygląda, że państwa mające najmocniejsze związki polityczne i gospodarcze z Rosją, najszybciej dogadały się z Kremlem w sprawie listy wydaleń. Np USA, Niemcy. Te o związkach słabszych musiały dłużej się dogadywać, więc później przystępowały do sankcji.

  24. Bo interesy są najważniejsze, ale to jest przywilej dominatorów. Kurduple nie mogą mieć interesów. /Co nie znaczy, że serca nam nie krwawią./

  25. Polska będzie jedynym krajem UE który straci na tych sankcjach. Putin okaże w ten sposób  solidarność z niechętnym nam Zachodem.

  26. To podobnie jak ja…

    … etap zachlysniecia i  „zaliczania” filmow mam juz dawno poza soba… dzisiaj „czar prysl”  i juz nie wroci…

    … ale we Francji… kiedy mialam sporo wolnego czasu, rzeczywiscie namietnie ogladalam filmy… tego, wlasnie walnietego Kusturicy  !!!… ostatni jego film nawet z Monica Belluci.

    Teraz pozostala  mi tylko „klasyka”… Shrek,  Benny…  Piekna i bestia.

  27. Nasze elitki polityczne…

  28. Kot Dżinks jeszcze 😉

    /Moja synowa jęknęła w zachwycie: „Ach, Banderas…” No to mój syn: „Ach, Monika Belluci z trzydniowym zarostem…” Moje bachorki mają to specyficzne poczucie humoru :)))/

  29. Oczywista oczywistość, że chodzi o sukces finansowy i przełom w kinie jak przy „Apocalypto” Mela Gibsona. Natomiast kino ponadczasowe – to „Angielski pacjent”, „Gladiator”, „Amadeusz”; przy czym taki film, też może zdobyć nagrody i zarobić miliard $. Lista, lista: „O północy w Paryżu”, „Podróż do Darjeeling”, „Grand Budapest Hotel”, „Zoolander”, „Między słowami” …Zofii Coppoli.

  30. …właśnie Nebraska, kiedy pisarz – pisze „na okrągło” (na maszynie do pisania) słowa: „Nudzą Jacka takie sprawy – ciągła praca, brak zabawy. Nudzą Jacka takie sprawy – ciągła praca, brak zabawy. Nudzą Jacka takie sprawy – ciągła praca, brak zabawy. (…) Nudzą Jacka takie sprawy – ciągła praca, brak zabawy. Praca, praca – tylko praca – Jack się nudzi.” …i tak przez całą ryzę papieru? Szczęśliwi, młodzi, ona zaciekawiona treścią, otrzymuje reprymendę …i ma się nie wtrącać. Ale żona zagląda ukradkiem do maszynopisu. Ten moment. Daleko poza połową filmu, jakby po filmie, by wywołać wstrząs u widza. Jack, nauczyciel i od niedawna pisarz, wziął robotę ciecia – hotelu odciętego od cywilizacji – poza sezonem, i w tym sielankowym czasie miał napisać książkę, miał zarobić będąc odpowiedzialnym za obiekt, i aby nie rozstawać się z rodziną – świadomie wybierając – pojechali tam wszyscy. Jack od początku jest pochłonięty pisaniem.

  31. Monika z trzydniowym zarostem to zaiste rarytet.

  32. Mnie tez sie zdarzalo jeknac za boskim AB…

    … ale to tylko czasami i do tego dawno temu… poza tym wiedzialam, ze on bedzie „boski” tylko do – max. 40-tki –  poludniowcy tak maja, oni sie niesamowicie szybko starzeja…

    … a „boska” Monice przytrafilo mi sie widziec  tete-a-tete, jak wychodzila z prestizowego hotelu – o rzut beretem od polskiego kosciola… byla wrzawa, ale taka jakas deta… a Monica… dla mnie totalne rozczarowanie… zreszta jak wiekszosc tych, ktorych dane mi bylo zobaczyc… taka  metr 50 w kapeluszu, czyli poltora nieszczescia…  bylo to na wiosne i zwiazane  wlasnie z promocja filmu tego Kusturicy…

    … a potem jeszcze raz widzialam obydwoje – i Antonio i Monice w muzeum figur woskowych… obydwoje „na gorce stali” jak ludzie rosli.

  33. Znakomity tekst! (A Ty Mistrzu, daruj, ale gadasz tu jak szczery Szpęglerysta. Dla mnie to oczywiście komplement.)

    Zdziwię się, jeśli to znowu wejdzie…

    Pzdrwm

  34. Skoro weszło, to się znowu wstrzelę… Oby nie za bardzo obok tematu, w razie czego sorry!

    Otóż ja „sztuką filmową” gardzę od małego, choć parę dobrych filmów w życiu widziałem, nie da się ukryć. Zgadzam się, że filmy, z tymi ich milionowymi kosztami i ogromnymi ekipami, to robota niemal zawsze i niemal wyłącznie propagandowa.

    I mam na to cudne przykłady, np. widzi mi się, że kultowe „Blues Brothers” było genialnym zaiste posunięciem globalnej lewizny, zrobionym w sumie dla tych paru zdań tego błazeńskiego neonazisty o tym, jacy to paskudni są prawnicy i jak przerażająco ogromną mają już w Ameryce władzę (50 lat temu!). Zauważyłem to już wtedy, a teraz mi się to cudnie skomponowało z ty, co mamy wokół „specjalnej kasty” i jej międzynarodowego poparcia.

    Wczoraj natomiast znajoma napuściła mnie, a ja akurat chciałem zabić trochę czasu, do obejrzenia późnego filmu Woody Allena… No i stwierdzam, że mało kto się tak szpetnie starzeje – w sensie duchowym, bo widać go tam nie było – jak on. Miał niegdyś parę niezłych pomysłów, dość ciekawą postać, parę powiedzonek (nic specjalnie dziwnego, żydowski humor to jednak niezły poziom i rzecz specyficzna) – teraz jest to jednak koszmar i żenada.

    Albo na siłę udowadnia sobie że stary i spsiały Żyd ma szansę u młodziutkiej siksy (w sensie dosłownym, z jiddisz), albo, co o wiele gorsze, jak wczoraj, cały film (choć widziałem ze 20 minut, szoda mi było życia) po to, żeby słodka w zamierzeniu i urocza dziewczyna powiedziała, że „kiedy byłam w szkole katolickiej, paryska prostytutka nauczyła mnie i koleżankę wszystkich swoich sztuczek”. Zgroza! Poza tym pretensjonalne idiotyzmy o podróży w czasie i spotkaniu z Picassem (coś dla Toyaha!) i resztą tych szmirusów.

    I tak to właśnie działa, a nasza „patriotyczna prawica” upiera się mimo wszystko, żeby wiedzieć, kto to jest Kurdej-Szatan i daje im wszelkie powody, żeby naprawdę uważali się za elitę tenkraju. Widziałem jednak, jak rzekłem, parę naprawdę dobrych filmów, niektóre całkiem niby nie w moim guście, ale z ewidentną iskrą talentu, oryginalnością itd. Np. „Apocalypto” (gdzie nie pada nawet jedno słowo w zrozumiałym dla widza języku). Albo całkiem ostatnio „Droga bez powrotu 2” – zupełny koszmar, mordy degeneratów, które mogą się przyśnić, krew i flaki, czego normalnie b. nie lubię, ale tutaj to miało sens i swego rodzaju poezję. Fakt, że wymowa była poniekąd ekologiczna, ale nie przesadzałbym tu z paranoją, mimo że to trochę gwałci nasze (Twoje i moje też) przekonania.

    Acha, wczoraj też napuszczono mnie na film, gdzie młodziutka ładna dziewczyna z rakiem mózgu, mająca przed sobą trzy miesiące życia, cieszyła się, że „odda ciało nauce” i jej oczy będą w słoiku. Serio! Oczywiście wyłączyłem, ale to akurat pasuje do tego co mówisz i świadczy o tym, że leming połknie już chyba wszystko, co mu pokażą na ekranie.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.