sierpień 292021
 

Kiedy ktoś pytał mnie, o czym jest II tom Kredytu i wojny, mówiłem zwykle, że o barwnikach. Reakcja była podobna, jak przy II tomie Baśni polskich, który był książką o węglu. To znaczy nie tylko, ale ja lubiłem tak mówić, bo widziałem, że ci z klientów, którzy nie zaglądają na blog, nie wiedzą co z tą informacją zrobić. Przyznam, że takie zachowanie mogło zniechęcić wielu klientów przyzwyczajonych do tego, że rynek treści historycznych obraca się wokół zagadnień geopolityki i, pardon, tylnej części ciała Maryni. I tylko komunikaty z tych zakresów są słyszalne, albowiem na takich właśnie filarach posadowiono rynek książki w Polsce. Kiedy teraz myślę, o czym jest II tom Kredytu i wojny, sądzę, że odpowiedź na to pytanie brzmi – o kreowaniu rynków. Ostatecznie utwierdziłem się w tym przekonaniu, kiedy ktoś podał tu informację, że istnieje wzmianka o wierszu, opisującym lokację oksytańskiego miasta, w której wzięło udział stu kupców z Indii. Wiersza nie udało się nikomu póki co odnaleźć, ale jestem przekonany, że większość czytelników współczesnej prozy i poezji historycznej, przekonana jest iż chodzi o stu facetów w turbanach, jadących na osiołkach i popędzających te osiołki bosymi piętami. Moim zdaniem było inaczej. Stu kupców z Indii, to sto karawan, każda po dziesięć tysięcy wielbłądów. Taka jest, w mojej ocenie, skala właściwa opisywanych w tej książce zjawisk. Mam wielką pokusę, by ujawnić pointę tego tomu, ale nie zrobię tego, bo nie chcę nikomu psuć frajdy.

Chciałbym jednak raz jeszcze zwrócić uwagę na Indie, jako imperium technologii. Był to kraj gęsto zaludniony, a jednocześnie pełen pustkowi, gdzie łatwo odnajdywano złoża surowców potrzebnych w przemyśle. Był to kraj, w którym stara była tradycja przekazywania ustnie bardzo skomplikowanej wiedzy, zarejestrowanej mową wiązaną, która – jestem przekonany – nie miała wyłącznie znaczenia religijnego. Był to wreszcie kraj, który dusił się od nadmiernej produkcji i cały czas poszukiwał rynków zbytu. To powodowało powstanie kilku istotnych okoliczności. Indie, odizolowane od świata wielkimi górami, z kilkoma jedynie portami, nie podejmowały ekspansji militarnej. Nie musiały tego robić, albowiem wszystkiego było w bród na miejscu i wszystkiego starczało na wyżywienie nawet bardzo dynamicznej populacji. Indie same wchłonęły kilka wielkich grup etnicznych, które przejęły władzę nad krajem, jak sądzę, bez wyraźnej szkody dla stałej i bardzo wysokiej produkcji. Problemem Indii był eksport i jego organizacja, a to znaczy, takie urządzenie rynków w odległych krajach, by towary indyjskie docierały tam bez obciążenia zbyt wielką marżą. Pośrednicy stojący na ich drodze oczywiście próbowali to zmienić. Dlatego tak istotne były drogi transportu. Szczególnie te, których mało używano, a jednak miały jeszcze stosunkowo dobrą jakość. Na przykład stara, rzymska droga przez Dalmację. Problemem Indii i tych setek kupców, którzy przybywali stamtąd do Europy, było także zabezpieczenie produkcji przed pokusą odtworzenia jej na miejscu – W Europie.

Nie wiemy jaki był wpływ owych kupców, czyli mówiąc wprost rezydentów kół biznesowych z Indii, na europejską politykę, bo w zasadzie każda informacja dotycząca kontaktów średniowiecznej Europy z Indiami, szczególnie zaś Europy heretyckiej jest wygumkowana. No chyba, że jest tak utrwalona, że nie da się jej wygumkować. Wtedy po prostu wszyscy udają, że nie ma ona znaczenia. Przy takim założeniu, można już do woli pieprzyć o tylnej części ciała Maryni, a także o geopolityce oraz jej założeniach.

Jakie są konsekwencje utrzymywania przyczółków handlowych we nieprzychylnych lub słabo obznajomionych z wyrafinowaną produkcją okolicach? Najważniejszą jest natychmiastowa ekspansja, którą powierza się pośrednikom. Ci zaś mogą być świeccy lub duchowni, jawni lub tajni, ale muszą realizować jedno – opanować ośrodki decyzyjne. Ekspansja masowo produkowanych i masowo przywożonych – 100 kupców z Indii – towarów odbywa się błyskawicznie i ci, którzy się już raz zetknęli z taką produkcją chcą jedynie kupować coraz więcej. Zatrzymanie tego procesu jest bardzo trudne, ale możliwe, szczególnie jeśli pośrednicy przestają rozumieć o co toczy się gra i uważają, że sami są w stanie stworzyć i ochronić produkcję kluczowych surowców. To jest niewykonalne, dlatego właśnie ważne jest zabezpieczenie eksportu. Każda próba odtworzenia kluczowych dla cywilizacji gałęzi przemysłu w regionie odległym od wszystkich chroniących go uwarunkowań, geograficznych, politycznych, ekonomicznych, wliczając w to także odległość, musi oznaczać wojnę. Pokusa jednak jest wielka. Tym większa im miej osób zajmuje się na poważnie kolportażem teorii dotyczących organizacji rynku. Przyjmuję, że w XIII wieku nikt się tym nie zajmował, a więc chęć zrealizowania takiej pokusy była przemożna. Pytanie tylko czy jedynie na Południu, czy także w innych miejscach? Tego nie wiemy, albowiem powyższy opis jest jedyną, chyba, próbą nadania innego kształtu przeszłości, zachowanej w nielicznych źródłach i wykreowanej przez historyków w ich niby naukowych publikacjach. Mam tu na myśli także historyków polskich, również tych żyjących w PRL, którzy bez jednego mrugnięcia okiem potrafili napisać, że 53 kanon soboru laterańskiego IV dotyczy stosunków polsko-niemieckich na Śląsku.

Powyższy opis jest także próbą wykreowania rynku treści na innych niż znane w Polsce zasadach. Nie ma on innego źródła niż moja głowa, a przez to jego zwalczanie wydaje się łatwe. Czy takie będzie w rzeczywistości, okaże się pewnie niebawem.

Uważam jednak, że produkowanie takich opisów to jedyna droga do sukcesu, choćby nawet wydawało się, że jest inaczej. Ja oczywiście zrobię kilka ukłonów w stronę istniejącego rynku treści i jego założeń, nagram, jakieś pogadanki, albo napiszę jakieś teksty utrzymane w tonie, do którego przyzwyczaił się czytelnik masowy, pozwolicie jednak, że uczynię to później.

Na razie chciałbym jeszcze raz wspomnieć książkę prof. Małowista o niewolnictwie, gdzie znajdują się rzeczy naprawdę bardzo interesujące. Pisze mianowicie Marian Małowist, że w Europie, w XIII wieku w zasadzie nie istniało niewolnictwo inne niż domowe. Wyjątkiem były miasta i porty Zatoki Lwiej, gdzie sytuacja była identyczna, jeśli chodzi o niewolnictwo, jak w miastach muzułmańskich po drugiej stronie morza. Cóż to jest niewolnictwo? Spróbujmy jakoś nazwać to zjawisko, ograniczając się do XIII wieku. To jest napęd cywilizacji. Na niewolnictwie opiera się produkcja, ale także usługi, w tym domowe. Cywilizacje różnią się pomiędzy sobą w sposób istotny i powierzchowny. Istotne różnice dotyczą właśnie owego napędu, czyli zasady podstawowej, na której utrzymuje się wszystko. Granice istotne między cywilizacjami przebiegają więc nie tam, gdzie są góry i morza, wydzielające kraje i regiony, ale tam, gdzie zmienia się organizacja produkcji. Granice te – o czym napisałem wyżej – łatwo ulegają przesunięciu, w kierunku wyznaczonym przez sprzedawców hurtowych i detalicznych. Trudno je potem cofnąć bez wojska, propagandy, różnych podstępów i wielki nakładów finansowych. Taka konkluzja na koniec.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-ii/

  11 komentarzy do “O kreowaniu rynków”

  1. Pytanie zasadnicze: co my z tego mamy albo co możemy mieć, jeśli nie urodziliśmy się w Indiach albo nad Zatoką Lwią?

  2. Marco Polo mit o wyprawie. Czy on przechodził przez Indie do Chin? Czy Indie były pośrednikiem Chin?. Mongołowie i ich imperium, jedyne zadanie to objechać Indie i co by handel z Chinami nie szedł przez Indie. Indie gonią karawany przez Arabię, czyli rozkwit imperium Arabów to pośrednictwo honlu Europa Indie. Jeśli Wenecja to Chiny, Arabia i Indie kto ich wspierał w Europie?

  3. 100 karawan razy 10.000 wielbłądów równa się milion .Co kupowanie w Europie z Indii jakie wyroby przemysłowe co to konkretnie było czego nie produkowano na miejscu.Takich pytań jest masa ale Pan nie odpowiada tak że nie warto pytać.

  4. Wagę Indii wybadał już Aleksander Macedoński, ktoś pozwolił mu jednak umrzeć i z jego imperium zostali pośrednicy.

    Historycy wolą pisać o Aleksandrowej chuci do własnej płci.

    Dziękuję za dzisiejszy tekst!

  5. Bo odpowiedź będzie w IV tomie.

  6. Niech pan może popyta zawodowców o te kwestie. Niech pan zacznie od Rysky Śląskiej i jej ożenku z Rajmundem V, a nie będzie się pan czepiał biednego amatora.

  7. Ktoś chce kupić książkę o krucjatach a tu bach… Marzę o filmie utrzymanym w tym tonie co „K i w”. Wiem że to nierealne. Byłby skandalem. Fajna sprawa.

  8. Aleksander Macedoński nie „wybadał wagi” Indii, tylko rozpirzył w drobny mak cały rynek pośredników i zapukał bezpośrednio do producenta. Następnie pożenił swoich generałów z córkami  namiestników powsadzanych w miejsce pokonanych władców i ustalił nowe zasady gry.  Innymi słowy przejął prawie cały światowy handel na linii wschód-zachód oraz umożliwił powstanie jedwabnego szlaku, czyli drogi lądowej do handlu z Dalekim wschodem.

  9. Muszę oddać sprawiedliwość osłom. W starożytnym Egipcie niosły na grzbiecie 60 kg, w karawanach robiły 25-30 km dziennie, a pojono je co trzy dni. Dodałem rycinę z wielką karawaną wychodzącą z Kairu na południe. Także zamieściłem mapkę szlaku cynowego w Anatolii i małą niespodziankę – dzielnicę antykwariatów żydowskich w hinduskim stanie Kerala. Skoro Grecy i Rzymianie antyczni handlowali z tym stanem, to czy biblijni Żydzi nie mieli też swojego udziału?

  10. Mógł chcieć też przejąć Indie, ale właśnie jego dowódcy zaczęli działać na zasadach producenta.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.