Lis 172013
 

Wczoraj profesor Antoni Dudek demonstrując całkowitą bezradność wobec jedynego rzeczowego argumentu, który pojawił się na jego blogu, czyli wobec mojego komentarza, zablokował mi możliwość komentowania jego wpisów. To jest coś, co z wolna staje się najbardziej charakterystyczną i wyróżniającą cechą środowisk akademickich – nie przyjmowanie do wiadomości, że rzeczywistość jest inna niż akademikom się zdaje.
Wypowiedział się pan profesor o rynku książki w Polsce i szansach na sprzedaż tytułów w jego ocenie wartościowych i ambitnych, a tłem swych rozważań uczynił 6 edycję konkursu na najlepszą, historyczną książkę roku. Wnioski zaś szef IPN zawarł we frazie:

w Polsce wydaje się bardzo dużo książek historycznych na dobrym i bardzo dobrym poziomie. Niestety w ślad za tą coraz bogatszą ofertą (co roku na rynek księgarski trafia coraz większa liczba tytułów), spada czytelnictwo, a w ślad za tym sprzedaż większości książek. To powoduje, że wydawcy w kolejnym roku obcinają nakłady i podnoszą ceny. Skutek tego jest oczywisty: coraz droższa książka, znajduje coraz mniejszą liczbę nabywców. W tej sposób powstaje swoiste błędne koło.

W mojej ocenie jest to jedno z wielu horrendów, którymi karmi się świat uczelniany. Oto oni mają standardy, robią coś dobrze, a nawet bardzo dobrze, co do tego wątpliwości nie ma, wszak jurorzy są najlepsi z najlepszych, a tu nic. Podły czytelnik nie chce wydawać na te drukowane pyszności swoich pieniędzy. Czy to nie jest okropne? Oczywiście, że jest, ale okropność polega na tym, że profesor Dudek i inni jurorzy tego biednego konkursu, w którym do podziału jest 60 kawałków na kilkanaście osób, nie zdają sobie sprawy kto jest czytelnikiem nagradzanych książek i czego oczekuje. Jeśli mamy z jednej strony książki, a z drugiej czytelników i książki owe są przez tych czytelników omijane, to znaczy tylko tyle, że nie nadają się one do niczego. Książki, nie czytelnicy, co z całą mocą podkreślam. Profesor Dudek zaś nie przyjmuje tego do wiadomości, bo gdyby przyjął, gałąź na której siedzi wraz z innymi profesorami od razu runęła by w dół i nie trzeba by nawet jej podpiłowywać. Któż jest więc winny tej przykrej sytuacji? Oto odpowiedź, której udzielił sam sobie Antoni Dudek:

Książka jest towarem, ale towarem szczególnego rodzaju. Korzyści, jakie jako naród odnieśliśmy w XX wieku z masowego czytelnictwa są oczywiste. W istocie był to jeden z najważniejszych czynników, który umożliwił uformowanie nowoczesnego narodu polskiego. Dlatego dziś naszą powinnością powinno być promowanie czytelnictwa książek nie tylko wśród młodzieży, ale i wśród dorosłych. To zadanie dla państwa, które niestety robi w tym zakresie skandalicznie mało, ale i dla nas wszystkich. Bo problem tkwi nie tylko w pieniądzach, których na promocję czytelnictwa skąpią władze państwowe i samorządowe, ale w mentalności nas wszystkich.

Państwo jest winne, bo musi wspierać czytelnictwo, a nie wspiera. Tak myśli profesor. Rozłóżmy myśl jego na jakieś prostsze elementy. Mamy oto fatalną, nie nadającą się do czytania książkę, która dostała nagrodę, bo bardzo podobała się jurorom. Nikt jej nie chce, nakład leży, książka została wydana za dotacje z Unii, nie ma więc kłopotu, nikt teoretycznie nie stracił pieniędzy, ale ta powierzchnia magazynowa zawalona paczkami i ta przykra świadomość, że autor się napracował, a wcześniej miał same piątki na studiach i nic z tego, nie kupują. No to cóż robić? Promować czytelnictwo rzecz jasna, napisać projekt kampanii, wyciągnąć budżet z ministerstwa i okleić plakatami wszystkie przystanki w kraju. Na plakatach umieścić znanych aktorów i polityków z pierwszych stron gazet i Rusinka, tego od Szymborskiej. Pieniądze poszły. Czy książka się sprzedała? Diabła tam, leży nadal. Cóż na to odpowie profesor Dudek? Otóż powie on, że to ubożenie społeczeństwa winne jest tego stanu. Bieda po prostu, ludzie nie mają pieniędzy i nie kupują mądrych książek. Bardzo przepraszam, ale to jest tłumaczenie człowieka zapędzonego do narożnika.

Najlepsze zostawia dla nas Antoni Dudek na koniec:

Dlatego na koniec dwa apele. Pierwszy do polskich dziennikarzy: gdy przeprowadzacie wywiad z osobą publiczną (politykiem, urzędnikiem, twórcą czy celebrytą) zadajcie mu pytanie o to jaką książkę ostatnio przeczytał lub też właśnie czyta. Nawet jak skłamie, to i tak z wszystkich kłamstw, jakie wam właśnie powiedział to będzie najbardziej niewinne. A może być – chyba jako jedyne – wręcz pożyteczne.
Drugi apel kieruję już do wszystkich. Za chwilę rozpocznie się coroczny szał zakupów bożonarodzeniowych prezentów. Niechaj znajdą się wśród książki. Zapewniam, że dziś można znaleźć coś odpowiedniego dla każdego – bez względu na wiek, wykształcenie czy poglądy. 
Jak widzicie profesor ma niezachwianą wiarę w media. Nie rozumie on, że jeśli coś jest dziś lansowane i promowane w mediach od razu uznawane jest za trefne i nie nadające się do niczego. Przeoczył Antoni Dudek ten moment, kiedy nachalne promowanie przez dziennikarzy samych siebie, swoich kochanek, wujków i ciotek osiągnęło punkt krytyczny. Teraz zaś nie wie biedaczek jak się do tego wszystkiego odnieść, jak się ustawić.

Ja mam do pana profesora w związku z tym jego emocjonalnym niesłychanie tekstem jedno pytanie: czy to prawda, że lokalne oddziały IPN nie mogą dystrybuować swoich publikacji przez Warszawę i inne niż własny oddziały? Czy jeśli rzeszowski oddział IPN wydaje coś, to Warszawa nie może tego sprzedawać? A jeśli to prawda, byłbym wdzięczny za wyjaśnienie dlaczego tak jest. Ja rozumiem, że o wiele łatwiej jest odpowiadać na miauczenie pochlebców, takich jak Sowiniec, niż na takie pytania, ale uważam, że dla kondycji polskiej książki historycznej, która tak bardzo leży profesorowi na sercu i wątrobie, jest to jedno z pytań kluczowych.

Wszyscy wiemy, że kłopoty książki zaczynają się z chwilą kiedy trafia ona do dystrybucji. Książka w założeniu przynajmniej ambitna nie ma właściwie żadnych szans w tym systemie dystrybucji, który mamy dziś w Polsce, po prostu przepada. Jeśli więc istnieje w kraju sieć poważnych instytucji, o nazwie zbiorczej IPN, powinny one współpracować ze sobą i stworzyć alternatywną sieć dystrybucji swoich wydawnictw, nie poprzestając na tych koszmarnych, rachitycznych jarmarkach w siedzibie instytutu, powinno to być poprzedzone promocją z prawdziwego zdarzenia, do której zaangażowani zostaną przede wszystkim autorzy. Czy takie działania są podejmowane? „Przypuszczam, że wątpię”.

Żeby już za bardzo nie dręczyć profesora Dudka powiem, że złudzenia, którym się on z taką pasją oddaje mamią także inne umysły. Umysły ludzi, zdawać by się mogło przytomnych, czyli hurtowników. Rozmawiałem ostatnio w dość intensywny sposób z pewną panią, która dostała ode mnie przedsądowe wezwanie do uregulowania bezspornego roszczenia na dużą sumę. Gadaliśmy sobie o ofercie rynkowej i terminach płatności. I ja tej pani, działającej w branży od wielu już lat próbowałem wyjaśnić, że kiedy mamy do czynienia ze 120 lub 150 dniowymi terminami realizacji rachunków, to znaczy, że oferta książek dostępnych na rynku jest, przepraszam za kolokwializm do du…y. Pomiędzy pieniądzem na książką bowiem, na obszarze zwanym rynkiem, istnieje ścisły związek i ktoś kto handluje, albo tylko udaje że handluje, związek ten musi dostrzec. I wyobraźcie sobie, że moje argumenty odbiły się od tej pani jak groch od ściany. Powiedziała mi, że to wszystko wina stopniowej monopolizacji rynku książki przez wielkich wydawców i dystrybutorów. Dobrze, że profesor Dudek tego nie słyszał, bo pewnie by zemdlał. Odpowiedziałem na to, że nie mam tu mowy o żadnej monopolizacji, a chodzi wręcz o wywłaszczenie pośredników, bo tym w istocie będzie owa monopolizacja – wpędzeniem hurtowników w pułapkę kredytową, bez kredytu bowiem nie uda się już niedługo, przy tej ofercie która jest, prowadzić biznesu książkowego w Polsce. No chyba, że ktoś będzie miał duże rabaty na reklamę swoich publikacji w TVN24. Nie uwierzyła.

Czegóż więc wymagać od człowieka pozostającego w stanie mentalnego dziecięctwa jakim bez wątpienia jest pan profesor Dudek? Trzeba go traktować łagodne i ciepło. On tego oczekuje i na takie traktowanie reaguje z wdziękiem. Co można było zauważyć pod jego wczorajszym wpisem.

Dojdźmy teraz wreszcie do punktu, w którym bije owo zatrute źródło złudzeń regularnie odwiedzane przez pana profesora i wszystkich jurorów konkursów książkowych jak Polska długa i szeroka. Otóż im się wydaje, że uniwersytet kształtuje odbiorcę książek. Że studia czynią człowieka przygotowanym do konsumowania treści podawanych później przez pracowników naukowych, że uczelnia ma jakąś ofertę dla amatorów książek i w dodatku jest to oferta konkurencyjna. To jest właśnie w nich najgorsze i tego zaakceptować nie mogę. Czas spojrzeć w lustro panowie i panie. To nie prawda, że macie jakąkolwiek ofertę, nie macie dla nas nic. Po prostu nie. Jesteście coraz wyraźniej zbędnym i ciążącym dodatkiem do budżetów propagandowych, które duszą wyższe uczelnie sprawiając przy tym wrażenie, że niosą im pomoc. I nic na to poradzić nie można, bo pieniędzy, wciskanych w dodatku na siłę, nikt wyrzec się nie jest w stanie. O tym, by konkurować z kimkolwiek nie może być nawet mowy. Najgłupsze, najgorsze i najbardziej deprawujące książki historyczne pisane przez autorów anglosaskich zalewają rynek i niszczą was, a wy ustawiacie się wobec tych książek ich wydawców oraz autorów w pozycji petentów, pokornych słuchaczy, którzy liczą na to, że też im coś skapnie i prócz tych dotacji na książkę jeszcze może coś uda się sprzedać. A jeśli nie to może wyrwać nowe dotacje. Żeby zaś spełniło się marzenie profesora Dudka należałoby zacząć od zniszczenia, zmiażdżenia wręcz książki, która weszła na rynek pod tytułem „Jak Wielka Brytania zbudowała świat nowoczesny”. W tej książce kryje się wróg główny i najgorszy, wróg, który czyni profesora Dudka aspirującym kacykiem z Zululandu, łasym na paciorki. Profesor jednak tego nie rozumie i nadal promuje książki swoich doktorantów dziwiąc się, że Polacy nie chcą ich czytać.

W tekście Antoniego Dudka jest jeszcze jeden komiczny passus, dotyczy on czytelnictwa na emigracji i e-booków. Otóż szanowny panie profesorze, sprzedawanie książek emigrantom to najtrudniejszy kawałek chleba pod słońcem. Książki sprzedaje się przeważnie w kraju, na masową skalę zaś w kilku jedynie miastach. I nich pan sobie wyobrazi, że Warszawy nie ma w pierwszej trójce. Powiem tylko, że na pierwszym miejscu jest Kraków, a na drugim Wrocław, resztę przemilczę bo to tajemnica handlowa. Jeśli zaś chodzi o e-booki sprawa wygląda tak: kiedy na pański blog przychodzi ktoś, kto przedstawia się jako starszy, około 60 letni czytelnik książek, który właśnie odkrył czytnik kindle’a, należy go od razu wywalić za drzwi, bo to jest tak zwana reklama kontekstowa. Albo jakaś inna, nie ważne. W każdym razie nie jest to żaden czytelnik i na pewno nie ma 60 lat. Pozdrawiam pana serdecznie na koniec i życzę mimo wszystko sukcesów.

W niedzielę czyli dzisiaj, 17 listopada Fundacja Aktywności Obywatelskiej zorganizowała mi prelekcję w Lublinie przy ul. Willowej 15. Moje wystąpienie zaplanowano niestety tylko na 45 minut plus pytania z sali. Ci, którzy bywają na tych spotkaniach widzą, że to jest trochę krótko. No, ale będą jeszcze inni prelegenci, więc impreza ma swoje ograniczenia. Książki będę miał ze sobą rzecz jasna. Zapraszam. 21 listopada zaś mamy kolejny wieczorek z Grzegorzem Braunem, tym razem w Poznaniu, w Akademii Lubrańskiego, o godzinie 19.00
 
Od niedawna sprzedajemy książkę Toyaha o zespołach, póki co jest ona dostępna jedynie na stronie www.coryllus.pl, w księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 i w Sklepie FOTO MAG przy metrze Stokłosy oraz w księgarni Latarnik przy Łódzkiej 8/12 w Częstochowie, nie mam jej jeszcze, ale niedługo mam nadzieję będzie. Są tam za to wszystkie inne nasze książki. Zapraszam.

  28 komentarzy do “O ludziach, którzy mylą klozet z bidetem”

  1. Polski „rynek” ksiazki to jest patologia i calkowita dysfunkcja jesli traktowac to jako pole do prowadzenia biznesu. Kredytowanie tej dzialalnosci, bo trudno to nazwac biznesem, odbywa sie od lat, bez wielkiego udzialu bankow. Polroczne terminy zaplaty to jest kredyt, ktorego udziela wydawca dystrybutorowi. Problemem nie jest sam kredyt, tylko czas obiegu pieniadza. To sie saczy jak krew z nosa i powoduje, ze to juz nie jest rynek, tylko trup. W Stanach tradycyjne ksiegarnie padaja, bo wiekszosc ksiazkek sprzedaje sie w internecie, a system „print-on-demand” wyeliminowal magazynowanie ksiazki do zera, bo drukuje sie jeden zakupiony i zaplacony egzemplarz. To nie obniza ceny ksiazki, tylko zwieksza zysk wydawcy i dystrybutora. Polska na tym tle to jest skansen.

  2. A propos historii świata pisanej dla durnowatych aspirujących kacyków zuzulandzkich przez bezwzględnych imperialnych propagandystów „historyków”:

    Czy poseł Richard Henry Czarnecki, born in UK, zawsze tak myślał o imperium brytyjskich jak to opisuje dziś na niezalezna tu http://niezalezna.pl/48371-o-jeden-most-za-daleko
    czy też oczy otworzyły mu się po „Baśniach” „Coryllusa” ?

    Dla nich Sosabowski był z plemienia Zulusów i dlatego.

    A tymczasem oni cały czas w swoim MSZ mają takie 120-letnie totemy i takich bogów:
    http://swiat.newsweek.pl/wielka-brytania–ministerstwo-tlumaczy-sie-z-wypchania-anakondy,97893,1,1.html (dekonspiracja nastąpiła z powodu jakiejś durnowatej księgowej).

  3. widziałam wczoraj tekst prof. Dudka i Pana wpis … potem dopiero przeczytałam tutaj że został usunięty … sprawdziłam … okazuje się że profesor nie jest zręcznym cenzorem bo zostawił komentarze do Pana wpisu…..
    Owszem książki są drogie , jako emerytka muszę bardzo rozważnie decydować , co kupię, ale mam nawyk kupowania książek , więc to robię….. kosztem innych ważnych wydatków … Niestety pewne pozycje chcę przejrzeć tylko , lub przeczytać 2, 3 rozdziały .. Do tego normalnie służyła biblioteka …..Ale poza śmieciem typu szwedzki kryminał ,, ta seria o wampirach , ucieka mi tytuł…. itp kupuje się jeszcze obowiązkowo nominacje do Nike …. wszystkie nominacje ….. Zaprzyjaźniona pani kierownik mówi , że po tym wydatku nie ma już na nic pieniędzy ….. Zaglądam do nich ,, po przyjaźni ,, nic nie pożyczając …. Ona musi tak robić bo te śmieci nabijają jej statystykę … a bez wysokich statystyk zabiorą jej nawet te pieniądze które dostaje na zakupy ….
    Ale w tej sytuacji mogę albo pojechać do czytelni w Jagiellonce żeby coś przejrzeć… bo mają egzemplarze obowiązkowe … ale to trzeba czekać aż nowośc przejdzie proces rejestracji i katalogowania …… albo kupić……. na co nie mam pieniędzy
    Co do IPN , kupinie ich książek w Krakowie gdzie mają siedzibę jest absurdalnie skomplikowane …. Specjalnie rozmawiałam z nimi na targach książki … A mają siedzibę w samym centrum .. biuro edukacji … i można dać jakiś kiosk …..

    Nagrodzili w tym historycznym konkursie jakąś dodatkową nagrodą Album fotografii miejsc katowni … To wynik długiej inwentaryzacji tych miejsc …… Było parę innych pozycji ,, obowiązkowych ,, dla pamięci narodowej ….. niestety drogie …….

    Koło się zamyka ….. Nie kupię ani ja ani parę znanych mi osób przez internet …. bo muszę przekartkować to co kupuję , bo nie widzę dobrze i nie chcę płacić przez internet ,,, bojąc się pomyłki i straty ….. Mogę tak długo ….

  4. Pojeździć na profesorze bezcenne. Na konia Cię niestać 😉

  5. @Zaginionylad – Tak sie dzieje jak nie ma np. Kurtyki. Pojawiaja sie Dudki i Klaty. Nie bede przekonywal do zmiany sopsobu zakupow, ale na bladzenie po ksiegarniach, pytanie praktykantow o tytul, itp… latwiej jest wbic w googla tytul lub autora, a czasami nawet haslo, o ktorym chcesz sie czegos dowiedziec z dopiskiem „book” albo „ksiazka” i tytuly „wyskocza”. Nie przypominam sobie, zebym przez ostatnie 5 lat kupil ksiazke gdzie indziej niz w internecie. Mozliwosc pomylki czy straty w normalnie funkcjonujacym rynku jest tez bliska ZERO. Amazon, na przyklad daje mozliwosc podgladu czesci tekstu, lacznie ze spisem tresci, bez mozliwosci kopiowania. Wiec ma sie wglad w to co sie dostanie do reki. Na dodatek, do 30 dni ksiazke mozna zwrocic jesli nie spelnia ona oczekiwan kupujacego. Cos co jest nie do pomyslenia w set upie, ktory funkcjonuje w Polsce. Zdarzylo mi sie, ze zakupilem bezwartosciowe tresci, ale wiedzialem co kupuje. Bo to juz z fragmentow wynikalo. Poza tym, na amazon, jest mozliwosc publikacji „book review” i poznania opinii tych ktorzy zakupili juz ksiazke, tylkoten kto dokonal zapkupu moze to umiesci post. Jak to dziala, mozna zobaczyc na podstawie ksiazki Jana Tomasza Grossa – Fear” -od publikacji w 2007 roku 45 komentarzy, 25 skrajnie pozytywnych i 11 skrajnie negatywnych. Da sie z tego antycypowac o tresci i o tym jaka jest recepcja ksiazki. Smiem twierdzic, ze Gross sie kiepsko sprzedaje w internecie i mimo „kontowersyjnej” tresci, jest to wydawnictwo, ktore wymaga „wsparcia” w postaci dotacji z masowego zachecania do czytelnictwa. Gross sprzedaje sie inaczej i gdzie indziej. I pare fragmentow wystarczy, zeby wiedziec, ze to jest pieniadz wyrzucony nie tyle w bloto, co do kieszeni tego skonczonego drania. Czasami kupuje niektore pozycje, „jak leci”, zeby miec w rekach „produkty konkurencji” i wiedziec w jakim kierunku trend jest kanalizowany. Po buty lepiej sie udac do sklepu, bo jak one nie pasuja to jest problem. Z ksiazka jest jednak inaczej.

  6. valser…. trochę skrótami piszę aby nie robić coryllowi konkurencyjnego bloga pod spodem …. Ja znam te procedury internetowe …. ale dzięki … mój problem jest może dość wąski …. czytam o książkach w internecie i typuję , co kupić…. ja po prostu mam bardzo specyficzną wadę wzroku …. nie do skorygowania , mam trochę lat …. więc albo ksiązka jest w księgarni albo muszę prosić kogoś o dokonanie zakupu internetowego …. nie widzę dobrze cyferek na ekranie ,, banku,, nie zrobię żadnych operacji finansowych ….. to jest ta strata ….. której nie zaryzykuję…..

    Też kupuję , coraz mniej , te rzeczy modne …. ale one bywają w zaprzyjaźnionej bibliotece , więc to nie konieczne …. Całe Millenium przeczytałam ,, biegiem,, bo miałam krótki termin zwrotu … ale to się da … no i też nie wymaga wielkiej uwagi ….. Ja czytam prawie akapitami , bez kursów szybkiego czytania …. ale już mi się nie chce marnować bolących oczu na bzdury….
    przy opowieściach rozwiązaniem są audiobuki ,,, ale przecież np Tomasa Sedlacka Ekonomia dobra i zła ,, nigdy nie będzie w tej formie … i niby jak ,,, przy tylu przypisach …. drobinki nie literki w druku … ale jak to czytać dla potrzeb mp3 ?????/ i też czytający aktor narzuca swoją interpretację….. itd , itd

  7. Racja… sposoby zakupu ksiazek to dla mnie poboczny watek. Najwaznieszy w tym poscie jest fakt, ze koga Dudek wyszeldl na ring odebrac nagrode publicznosci i to na dodatek bez poksowania, a tu wyszedl Coryllus i go obil jak treningowy worek. Niestaty w ym momencie zmienila sie dyscyplina i znalezlismy sie w parkourze, gdzie miejsce konia zajal Dudek, a Coryllus w nieuprawniony niby sposob ma byc jokejem. Mysle, ze Dudek, z rownym powodzeniem moglby zostac pilkarzem, plywakiem, karateka… kimkolwiek, wazne zyby byly nagrody poblicznosci i zeby sie nikt nie czepial. W innym wypadku to bedzie zawsze spotkanie dupy z biczem, ktory tradycyjnie konczy sie placzem, a chwile pozniej smiertelna obraza i obelgami. Jest wyhodowany gatunek ludzi, ktorzy tylko do tego sie nadaja, do funkcjonowania w jakims sztucznym szklarniowym ogrodzie, a funkcjonowanie w normalnych atmosferycznych warunkach ich po prostu zabije. I nie potrzeba do tego huraganu. Coryllus prawie zawsze pisze o pieniadzach.

  8. no o pieniądzach , owszem … temat ważny …. nie każdy musi lubić Coryllusa ….. nie każdy też musi lubić pieniądze …. jest tysiąc tematów …..

    Ale chyba dobrze w takim razie przywołałam tu książkę Sedlaczka p.t. ,, Ekonomia dobra i zła . W poszukiwaniu istoty ekonomii od Gilgamesz do Wall Street,,
    Coryllus , panu , jak już Pan wróci , też to polecam …… To jest rzecz interdyscyplinarna ….. Nie bać się słowa ekonomia w tytule …..To akurat musiano mi kupić w internecie ponad rok temu 😉 🙂 Idę z psem , zajrzę tu wieczorem albo jutro ….. Bye

  9. acha , sorry , lubię prof . Dudka ale Coryll może go nie lubić….;) 🙂

  10. Po spotkaniu w Lublinie.Proszę o kontakt autora blogu.
    Pzdr/JK

  11. Ma Pan na myśli urodzonego w Londynie zięcia Mirosława Hermaszewskiego?

  12. Właśnie! Muszę wysłać egzemplarze obowiązkowe…od wiosny nic nie wysyłałem…

  13. A ciebie stać na coś poza brylowaniem w niezależnej?

  14. Niech pan pisze na [email protected], skype’a nie odbieram, bo nie mam słuchawek.

  15. Witam.

    Pozdrawiam serdecznie Autora, jak również wszystkich tu obecnych.
    Jestem tu po raz pierwszy.

    Nie wydaje się Panu, że wiekszość nie-mainstreamowych tzw „opozycyjnych” tubylczych dziennikarzy,
    pisarzy, liderów opinii itp jest wciaganych przez grząski grunt ponieważ najzwyczajniej w świecie nie mają takiego komfortu jaki miał na przykład prof. Cieszewski,
    który przyjechał tu na krótko ze zdrowego środowiska w którym przebywa na codzień i pozwolił sobie w chwili szczerości aby stać się dla nas lustrem. To było jak haust świeżego powietrza.
    Domyślam się, że intelektualna/niesystemowa odwaga Grzegorza Brauna również wynika stąð, że on nie zależy od tutejszych ZUS-ów, Urzędów Podatkowych oraz tysiaca innych komisji i SRU-sów. Bardzo trudno o taką odwagę jak się żyje tutaj.
    Myślę, że wielu naszych ” orłów drugiego obiegu” popisuje sie tylko trochę odwagą, żeby po otrzymaniu od systemu smoczka czyli licencji na opozycyjnego dziennikarza/naukowca itp zaraz te odwagę do kieszeni schować.

    Ale nie tylko o odwagę cywilną chodzi.
    Środowisko nas zatruwa! Moi znajomi, którzy wyjechali stąd parę lat temu do Kanady i bardzo dobrze sobie tam żyją choć mają ten sam osobisty potencjał co mieli tutaj, po tegorocznej wizycie w Polsce wracali do domu z ulgą. Nie wrócą tu nigdy. Znamy wiele takich historii. Ja widziałem jak oni w czasie tej wizyty z dnia na dzień szarzeli. Ale my żyjąc tutaj, tego już nawet nie czujemy, zaadaptowalismy się. Nasze organizmy wykonały tę robotę, po to żebysmy mogli przeżyć. Tyle że jestesmy zaczadzeni, zatruci. Detox !? Tyle, że potem będzie zespół abstynencyjny. To nie tylko w głowie siedzi, to całe organizmy są zakażone, to biologia. Może powinny powstać grupy Anonimowych Polakoholików albo cuś podobnego ?

    Jest takie wschodnie powiedzenie że mądrość polega na tym żeby w mieście pozostać człowiekiem z gór. Pewnie już sie Panu podoba ? Pozdrawiam.

    Piotr

  16. Coryllus, masz racje kiedy kpisz z profesora Dudka ze pada na kolana przed Anglikami ale Polacy dzisiejsi kochaja wszystkich cudzoziemcow zachodnich, nie tylko Anglikow. Czytuje twoje felietony I zgadzam sie z wieloma trafnymi uwagami jakie w nich umieszczasz ale faktem jest ze Anglicy stworzyli wspolczesna cywilizacje (ktora sie obecnie chwieje, to fakt ale to temat na odrebna rozmowe).
    Podbili I ekploatowali Indie I Poludniowa Afryke I fktem jest ze mordowali ludzi w obozach koncentracyjnych kiedy Henio Himmler byl malym dzisckiem, faktem jest ze Ameryka powstala bo garsc zbuntowanych kolonistow wzniecila bunt I dolaczyly do nich pozniej gromady awanturnikow I obiezyswiatow. Angole dali podwaliny Australii wysylajac tam swoich kryminalistow. Ale pobijajac I kolonizujac nowe terytoria I tak nie wykazali sie takim okrucienstwem jak Hiszpanie ktorzy wyrzynali w pien tubylcza ludnosc Ameryki Srodkowej I Poludniowej. No I Angole potrafili zawsze sie troszczyc o swoje interesy, fakt ze polozenie maja wspaniale w porownaniu a Polska.

  17. Oczywiście, że tak jest, ale nie rozumiem co oni zyskują w ten sposób? Możliwość latania po studiach telewizyjnych? A powiedzenie rzeczywiście fajne.

  18. Anglicy nie stworzyli współczesnej cywilizacji i w ogóle z twórczością mają niewiele wspólnego.

  19. Do Mirka :Z tymi Indianami to było dokładnie odwrotnie .Anglicy mordowali do ostatniego a Hiszpanie raczej mieszali się z ludnością tubylczą .Wynikało to z innego patrzenia na Biblię .Protestanci uważali się za Nowy Izrael który ma wyciąć w pień ludność Ziemi Obiecanej , a Katolicy (Hiszpanie )po okresie krótkiego podboju zaczęli Indian nawracać a nie wycinać .Wydaje mi się że nowoczesny rasizm właśnie stworzyli Protestanci w Stanach Zjednoczonych .Opamiętali się dopiero w latach sześćdziesiątych .Wystarczy spojrzeć na przekrój rasowy .Ameryka Pólnocna ma większość ludzi rasy białej starannie selekcjonowanej przez kolejne rządy Anglosasów a Ameryka Łacińska to przeważnie Indianie i mieszańcy .Oczywiście Anglosasi z godną podziwu skutecznością odwrócili propagandowo te pojęcia i oskarżyli Hiszpanów o okrucienstwa których sami popełnili daleko więcej

  20. Odnosnie „poprawniania” historii wspolczesnej przez mendia brytyjskie to proponuje przyklad jak sie ‚drukuje historie’ o Enigmie jak to dzielni brytyjczycy „wymyslili na nowo kolo”: http://www.telegraph.co.uk/news/obituaries/military-obituaries/special-forces-obituaries/10447712/Mavis-Batey-obituary.html i jak to sie ma do panow Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego..

  21. To jest stary numer, oni to od wojny opowiadają. Naszych nie widzą wcale.

  22. Nie twierdze wcale ze Anglicy I Amerykanie sa swieci. Oni zawsze lubili wyciagac kartofle z ogniska cudzymi rekami. Indian oczywiscie mordowali, przekupywali czy serwowali wode ognista ale Indianie tez swieci nie byli.

  23. Jesli idzie o sprawy rasowe w Stanach to biali w w przeciagu dwoch nastepnych pokolen stana sie mniejszoscia. Samych latynosow jest teraz 16% a do roku 2030 ma byc 30%. Zbierane sa owoce polityki demokratow ktorzy w polowie lat 60-ych przeforosowali zmiany w prawie imigracyjnym I ograniczyli naplyw ludzi z Europy a otworzyli kurek z Ameryka Lacinska, Afryka I Azja.

  24. Być może .Demokraci to teraz partia marksistowska.Nie sądzę żeby przekierowanie tego strumienia ludzi wynikało z jakichś wyrzutów sumienia za wymordowanie i zamknięcie autochtonów w rezerwatach.Indianie byli ludzmi z epoki kamienia ,skonfrontowanymi z ludżmi epoki żelaza i pary .W tej konfrontacji tam gdzie weszli ,,okrutni,,Hiszpanie dzisiaj mieszkają Metysi i Indianie a tam gdzie weszli Anglicy mieszkają Anglicy.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.