Cze 262020
 

A żeby dojść do postawionego sobie celu, używa się ekonomii, socjologii, geografii i historii

Emanuel Małyński „Nowa Polska”

Mapy, jak wszyscy wiemy, były w dawnych czasach tajne. Przyjmujemy to za prawdę, ale musimy w związku z tym postawić pytanie – skąd się brała polityczna wyobraźnia niektórych osób? Nie było map w obiegu, granicę postrzegania kreślił bór na horyzoncie, a czasem ktoś tam wspominał, że hen za borem jest morze. Tak to widzimy, ale w rzeczywistości sprawy musiały wyglądać inaczej. Było nieskończenie wiele czynników, które wyobraźnię polityczną kształtowały, a czy wśród nich znajdowały się mapy, to już sprawa do dyskusji. Nie mówimy tu rzecz jasna o wyobraźni politycznej włościan piszących pamiętniki, ale on wyobraźni politycznej ludzi stojących u steru władzy. Nie tych bynajmniej, którzy nosili korony, ale tych, którzy rzeczywiście sterowali polityką.

We wczorajszej dyskusji pojawiła się pewna kwestia, która uruchomiła moją wyobraźnię polityczną – poprzez Bałtyk i cieśniny Polska ma połączenie z Atlantykiem. To jest oczywiście prawda. A poprzez wielki step rozciągający się niedaleko za Lwowem miała ona połączenie z górami Ałtaj, gdzie – przypomnę – znajdowało się centrum dowodzenia operacji mongolskich przeciwko Europie. Nikt tego nie kwestionuje. Dziś też mamy to połączenie z Atlantykiem, ale nikt o zdrowych zmysłach nie będzie twierdził, że można z tego faktu wyciągać jakiekolwiek korzyści. Jak wiemy polityka Polski, a potem Rzeczpospolitej oscylowała także wokół spraw bałtyckich i było to wynikiem Unii, a także zaangażowania się Polski w sprawy litewskie. No, ale nie tylko, albowiem doktryna Zakonu i Hanzy w ogóle opiewała na głęboką ekspansję ku południowi, co wiązało się po prostu z likwidacją królestwa polskiego. Ludzie XV wieku widząc Bałtyk, widzieli bezkres, za którym kryją się nieznane lądy. Ich wyobraźnia była wyobraźnią prowincjusza, który stoi zauroczony nieznanym. Owo nieznane onieśmiela go i peszy, a tu trzeba robić wielką politykę w oparciu o kontakty międzynarodowe. No i wyznaczać w tej polityce priorytety. Czy polityka bałtycka, rzeczywiście była priorytetem? Wielu twierdzi, że tak, albowiem Polsce potrzebny był dostęp do morza. Przypomnę więc, że ów dostęp, przez stulecia całe, to Gdańsk z przyległościami. Gdańsk, który był okazyjnie lojalny i prowadził własną politykę. Obok zaś był Elbląg, który w posiadanie, bo przecież nie w dzierżawę, zamierzali wziąć Anglicy. Przypomnę też, że główni kredytodawcy Polski i kreatorzy jej polityki, a także źródło doktryny, czyli Rzym, nie były to punkty leżące na północy, ale na południu. Na północy Polska miała wyłącznie wrogów – zakon, systemowo nielojalną Litwę, Brandenburgię i cesarstwo, które wyciągało ręce po Mazowsze, no i Moskwę. Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie nawet innych politycznych rozwiązań niż opcja północna, a przecież dawno temu, kiedy Polska nie miała teoretycznie dostępu do Bałtyku, były one proponowane. Pytanie – skąd się brały w umysłach ludzi, którzy nie widzieli map i nie mieli pojęcia (teoretycznie) gdzie kończą morza, a zaczynają lądy i co jest dokładnie za tymi morzami. Ignacy Lojola, wysunął na początku swojej działalności taki postulat – wiedza istotna, to wiedza ogólna. Przyjmijmy, że Ignacemu chodziło o politykę i wiedzę polityczną. Przy tym założeniu jego sugestia jest bardzo prawdziwa. Żeby budować koncepcje polityczne potrzebna jest wiedza ogólna. Ta zaś dotyczyć musi kwestii dla polityki najistotniejszych – charyzmatów i pieniędzy. Od wczoraj próbuję wymyślić, jakie przesłanki kierowały polityką Zbigniewa Oleśnickiego, który za wszelką cenę dążył do pokoju z zakonem i kierował uwagę czynników państwowych na południe. On też nie widział mapy, nie miał pojęcia jak wygląda Europa, nawet w zarysie. Wiedział jednak z całą pewnością, że Wenecja, która inwestuje w Polskę, jest na południu, wiedział, że Węgry mają z tą Wenecją chroniczny konflikt, którego nie rozwiąże się, bez negocjatora, a tym może być jedynie jakaś zewnętrzna siła. Oleśnicki prowadził dwa rodzaje polityki – jawną – skierowaną wektorem na południe, gdzie były dwa morza o stokroć istotniejsza dla światowego handlu niż Bałtyk, morza, na których czynne były konkurujące ze sobą organizacje – wenecka i genueńska, morza po których pływały także papieskie galery. Jeśli ktoś wkracza pomiędzy dwóch zwalczających się przeciwników, a ma do dyspozycji zaplecze gospodarcze i obsadza dwa trony – polski i węgierski, może negocjować i uzyskiwać realne korzyści. Nie walcząc przy tym i nie marnując sił i środków. Unia z Węgrami, która trwała 12 lat ledwie, była wielkim projektem otwierającym Polsce drogę na południe – na morze Śródziemne, które w owym czasie było morzem najważniejszym.

Oleśnicki prowadził także politykę tajną, sprzeciwiał się objęciu tronu czeskiego przez Jagiellonów, ale wysłał do Pragi własnego brata, żeby pilnował tam interesów. Sprzeciwiał się zaangażowaniu króla w powstanie antykrzyżackie w Prusach, ale płacił powstańcom, żeby mieli za co kupować broń. To była polityka rozsądna, oparta na dobrym rozpoznaniu. Miał bowiem Zbigniew Oleśnicki świadomość, że potęgi czynne nad Bałtykiem, muszą skoczyć sobie do gardeł prędzej czy później, to znaczy, że niemiecka ekspansja wzdłuż Bałtyku napotka w końcu wojsko moskiewskie i skończy się to źle. Polska zaś w żaden sposób nie powinna występować w tym sporze jako rozjemca, negocjator, czy element trzeci, bo tamci pogodzą się jej kosztem. Co też w końcu nastąpiło. Polityka północna bowiem, to polityka zagarniania ziemi i dzielenia państw. Polityka południa to polityka podporządkowywania sobie całych państw z błogosławieństwem papieża. Wenecja i Genua poza tym nie dążyły do powiększania zdobyczy terytorialnych, ale do maksymalizacji zysków i obsadzania tronów swoimi ludźmi. To istotna różnica. Należało na północy zapewnić sobie pokój, w sięgających maksymalnie daleko granicach i całą uwagę i impet skierować na południe. Dziś to brzmi dla wielu ludzi egzotycznie i nieprawdopodobnie, choć przecież wszyscy mają mapy, wszyscy potrafią przeliczyć sobie odległości i każdy dobrze widzi ile kilometrów dzieli go od Adriatyku, kiedy stoi na Krupówkach w Zakopanem, a ile dzieli go od Bałtyku. Do Gdańska jest co prawda bliżej o 172 kilometry, ale tylko dlatego, że jest autostrada. Można oczywiście powiedzieć, że główna arterią kraju była Wisła, ułatwiająca transport, ale to nie będzie do końca prawda, bo rzeka ta była w XV wieku blokowana przez miasta pruskie, przypomnę też, że Kraków należał do Hanzy. Zbigniew Oleśnicki nie mierzył też z całą pewnością odległości od granicy królestwa do brzegów mórz. On ją mierzył z Krakowa do ważnych stolic, które pozostawały pod wpływem Rzymu, a także organizacji finansowych scentralizowanych w Italii. Chodziło mu przede wszystkim o Budę. Z Krakowa zaś do stolicy Węgier jest dziś niecałe 400 km, do Gdańska zaś prawie 600, a i to dlatego tylko, że jest autostrada. Tak więc to co wydaje się dziś być egzotyką, było dawniej realna polityką.

Polska nie ma łączności z Atlantykiem, ale kraje leżące nad tym oceanem mają żywotne interesy w południowej Europie, włączenie się w nie, powinno być priorytetem polskiej polityki. I nie mówcie mi, że jesteśmy na przegranej pozycji, że znów nas wykorzystają, że będzie katastrofa. Nie ma dziś zakonu, a Moskwa jest poważnie osłabiona. Dostęp do Bałtyku zaś mamy cały czas otwarty. Nie sądzę, byśmy znajdowali się w dużo gorszej sytuacji niż w XV wieku. Amerykanie zaś, którzy za chwilę zrobią z nas swoich lokai i każą przypieprzać przy najcięższych robotach, nie założą tu Ameryki bis, nie wprowadzą swoich porządków i nie każą mówić ludziom na wsi po angielsku ze swoim akcentem. Oni są zainteresowani maksymalizacją zysków i utrzymaniem swojej dominacji. Nie mamy na to prawie żadnego wpływu, ale jesteśmy ustawieni, jako jedna z opcji w tej grze. Wiem jedno – powrót do polityki północnej – polityki pomiędzy Hanzą i zakonem, a Moskwą zakończy się, tyle, że w dużo szybszym czasie, tym co poprzednio – ostatecznym podziałem królestwa.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/z-dziejow-wspolzawodnictwa-anglii-i-niemiec-rosji-i-polski/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/czy-krolobojstwo-krytyczne-studium-o-smierci-krola-stefana-wielkiego-batorego/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/okraina-krolestwa-polskiego-krach-koncepcji-miedzymorza/

  20 komentarzy do “O mapach i wyobraźni politycznej”

  1. Podział królestwa następuje przez podział sceny politycznej.

    Przez ten podział będziesz musiał głosować dwa razy ☺

  2. Via karpatia?

    Zyska na tym Tallin i Ryga (pod kuratelą Niemiec czyli waluty euro), a straci Gdańsk i Gdynia.

    My będziemy krajem tranzytowy i na tym zyskamy, ale nasz handel morski straci.

  3. to tak jak kiedyś w I RP chciano na blokować Gdańsk

  4. Niech pan da spokój, dobrze…Można dzielić skórę na niedźwiedziu, ale dzielenie strat, zanim cokolwiek się uruchomiło, to trochę za dużo

  5. No i co tu powiedzieć, opisana polityka toczy się  między trzema morzami, a dzisiaj na tym międzymorskim terenie dużo drobnych państw, które jak kiedyś Wołosi mogą znienacka zmieniać swoje strategie.

    co kilka lat wybory, co kilka lat zmiana koalicji to i co kilka lat może mieć miejsce zmiana politycznych zapatrywań tych państw.

    W tym sęk żeby się ten teren ustabilizował, uodpornił na niekorzystne dla środkowej Europy  wpływy i zdał sobie sprawę z której strony może być możliwość  polityczno – gospodarczej współpracy a z której tylko pozwolenie na drenowanie własnego kraju.

  6. To zadawanie koniecznych pytań.

    Wystarczy zobaczyć mapkę via carpatia, od jakiego portu się zaczyna, na jakim kończy i pod czyją kuratelą jest jest Litwa (sami Litwini przyznają, że ich strategicznym sojusznikiem są Niemcy). Czy handlowcy będą wtedy wybierać Gdańsk, jak będą mieli Kłajpedę połączoną do najlepszej trasy handlowej z południa, od Salonik?

  7. Tak sobie mniemam, że nasi przodkowie mięli wiedzę z zakresu geografii znacznie lepszą niż nam się przedstawia na lekcjach historii. Posługiwali się pewnie tzw odległością transportową. Czyli ile dni jedzie się do Moskwy ile dni  do Gdańska ile do Rzymu. Jak długo trzeba gnać woły do portu itp. Ale nie była to wiedza powszechna tak jak dzisiaj.

  8. czyli co,  prawnuki  arendarzy przydrożnych karczem (via Baltica) przyjadą do Europy żeby uprawiać tradycyjny zawód swoich przodków? Oni dla siebie wytyczyli tę trasę?  Może i tak , będzie więc jak kiedyś, co jest w opisanych przez Schipera szlakach handlowych żydowskich kupców.

  9. „Zyska na tym Tallin i Ryga”

    Nie. Jest odnoga na Elbląg i Gdańsk.

  10. no nie wiem czy to jej pomysły czy zaplecza, które rwało się do imperialnej świetności, konsultanci a Londynu byli obecni , mogli dużo podpowiedzieć i opowiedzieć o swoich doświadczeniach zdobywców różnych wysp.

    No tak jakoś ona jako imperatorka i jednocześnie jako swawolna kobieta – to nie idzie w parze, to pierwsze wymaga innych uzdolnień i innego temperamentu niż to drugie. No nie wiem albo budowa imperium albo alkowa. jak było naprawdę ? Co na to psycholog czyli humanista ?

  11. Odległości

    O Odessie i Antonim Protazym Potockim każdy może przeczytać w wiki. Kiedyś to były odległości. Dziś nie ma odległości. Dawno temu przy cenie 1 € za litr benzyny zrobiłem wielokrotnie trasę z Warszawy do Rzymu przez Cieszyn i z powrotem, z jednym noclegiem (albo i bez) po drodze. W ubiegłym roku policzyłem obecny koszt i lot do Dubrownika był znacznie tańszy niż podróż samochodem. Potem wynajęty samochód i wybrzeżem Adriatyku do Zagrzebia, skąd znowu samolot (z pustego lotniska). Ponieważ nie jestem kierowcą TIRów, nie widzę korzyści z autostrad. Byłbym zachwycony pociągiem, który na platformie przewozi mój samochód do Wenecji, Dubrownika, Rzymu. Ale mamy dopiero wiek XXI.

  12. Piotr Wielki wybudował Petersburg, Katarzyna Wielka sfinansowała Odessę. Dzisiejszy humanista z pewnością dostrzeże, że należeli do dziwnej rasy zwanej hetero. Nie to co Wielki Aleksander Macedoński.

  13. sąsiadka pisze książkę o polskich architektach budujących Odessę. Jazda windą na piętro VIII w jej towarzystwie to od 2 lat gwarantowany jeden temat, co już powstało z tej pisaniny a czego jeszcze nie ma. Swoją drogą to ona wymienia dużo nazwisk architektów Polaków przyczyniających się do urody tego miasta.

  14. po drodze jest obwód kaliningradzki

  15. no tak ale nadmierna „heterość”, wg psychologów bardzo zawęża widzenie świata, zawęża do alkowy , a tu masz „alkowiana carowa” strategiem …..i wizjonerem … i jeszcze filozofowie….

    Musiał tam być sztab ludzi (z zachodnim wykształceniem, zacięciem), który pracował nad poszerzeniem zysków, bezpieczeństwem tych zysków itp, a „alkowa” wg mnie otrzymywała taki dokument  do przeczytania i wydania poleceń.

    Jakoś tak to widzę jako humanista.

    Musiały być jakieś „obrotowe” zespoły doradców, które pilnowały zysków i nawet carowej nie pozwalały na przekroczenie niektórych nazwijmy to „ścieżek handlowych”.

    Tylko że o tym nigdzie nie można przeczytać, carowa jest heroiną i już.

  16. A chciałam o mapach napisać, nie odkrywczo ale …

    Niedawno był na SN tekst o mapach północnej Ameryki, ze wskazaniem że  Francja była tam pierwsza, że Angielczykowie dopiero przypłynęli po odkrywcach francuskich i były załączone mapy z takimi szczegółami strumyków, rzeczek, pagórków itp. co powinno wskazywać, że Francuzi ze sto lat penetrowali wschodnie wybrzeże Ameryki zanim mogli taką szczegółową mapę przedstawić, więc wyglądało to wszystko na zwyczajne fałszowanie datowania… Zdaje się że każde z tych państw i Francja i Anglia wbrew ówczesnym możliwościom technicznym wmawiała że była na kontynencie amerykańskim ileś tam lat wcześniej, co było po ludzku nie możliwe.

    Dopiero uczą się jeść nożem i widelcem a już dysponują sztabem kartografów i osadników i marynarzy, płyną  w nieznane i budują tam  osady i rysują mapy….

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)