Cze 292017
 

Byłem wczoraj z córką na filmie „Auta 3”. Nie znam nikogo, komu nie podobałyby się wcześniejsze części, więc poszedłem na ten film ze spokojem. No, ale się przeliczyłem. Nie rozczarowałem, bo było trochę zabawy, ale przeliczyłem. Nie da się utrzymać spójnej, prowadzonej na kilku poziomach narracji, w tych samych, wysokich rejestrach przez kolejne trzy części filmu. To jest niewykonalne z istoty i wczoraj to zauważyłem. Przede wszystkim świat samochodów jest światem zamkniętym, nie można wprowadzać doń zbyt dużo nowinek, bo wszystko się posypie. Tak więc traktory-krowy są nadal traktorami krowami, kombajnu co prawda nie ma, ale zastępuje go inna maszyna, która także dużo ryczy, psychologiczne ograniczenia bohaterów zaś wykluczają tak ukochane przez nas szaleństwo, który widzimy choćby w „Pingwinach z Madagaskaru”. Żeby tę mentalną słabiznę jakoś przypudrować samochody gadają sfingowaną gwarą. To nie jest śmieszne, tym bardziej, że Złomek dubingowany jest przez innego aktora. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie. Różnicy wielkiej nie ma, ale da się wyczuć. Wszystkie postaci z Chłodnicy Górskiej są zmarginalizowane, a żeby utrzymać narrację w pionie wprowadzono postacie sponsorów – Czesia i Wiesia, starych, odrapanych ochlapusów posiadających firmę sprzedającą gadżety dla aut. Chłodnica Górska została zdegradowana, a na jej miejsce autorzy scenariusza próbują wcisnąć inne ciekawe miejsca, które będą eksploatowane w kolejnych częściach – Chłodnicę Morską i Błotoryję. Generalnie króluje drętwa mowa zalatująca kalamburami, a cała intryga kręci się wokół tego jak wyprowadzić Zygzaka ze sceny, żeby dzieci się nie zdenerwowały i nie przestały przychodzić na tę produkcję. Nie będę Wam zdradzał szczegółów, żeby nie psuć tej resztki zabawy, która tam jednak jest, ale coś powiedzieć muszę. Oto Zygzak będzie miał następcę i to będzie dziewczyna. Osią zaś intrygi jest przewaga rzeczywistości nad światem wirtualnym. Zygzak ma trenować w najnowocześniejszym ośrodku szkoleniowym, gdzie są same bajery, gadżety i symulatory, ale idzie to słabo i żeby stanąć do kolejnych zawodów musi, rzecz jasna w towarzystwie swojej nowej koleżanki, odbyć podróż w przeszłość, a także podróż na prawdziwą, amerykańską prowincję. Gdzie ona może się znajdować? Rzecz jasna na Południu. Nie ma innej, prawdziwej, amerykańskiej prowincji. I to się potwierdza w wielu produkcjach, czy to przeznaczonych dla dzieci, czy dla dorosłych. Najważniejszy milioner i właściciel firmy Dinoco pochodzi z Teksasu, Hudson Hornet pochodził gdzieś z Południowej Wirginii, albo z Tennessee, z miejsca gdzie pędzono bimber na zalesionych wzgórzach. Chłodnica Górska jest na południu i tam mieszkają najfajniejsi ludzie i najlepsze samochody. Nie wiem czy zauważyliście, ale wśród aut nie istnieje problem rasowy. Wszyscy są biali i zachowują się jak biali. Oczywiście są Meksykanie i Niemcy, ale nie ma ani jednego czarnego i to jest tak wyraźne, że aż dziw bierze, że producenci nie zostali jeszcze pozwani za dyskryminację. Jak pamiętamy każdy istotny przekaz musi się znaleźć w sferze pop. To ona służy do komunikowania się władzy ze społeczeństwem, a nie elitarne kluby dla wybrańców. Tam zjeżdżają samochody, które zakończyły już karierę, albo są na tyle słabe, żeby dać sobie wmówić, że to właściwa droga. Film „Auta”, a mam na myśli całą serię, jest komunikatem czytelnym w USA. Skoro ja go właściwie odczytałem, tam on musi wprost krzyczeć. Mamy swój świat, swoją tradycję i nie jest nią tradycja pedałów ze wschodniego wybrzeża bratających się z murzynami. To jest inna tradycja. Tu ją widzicie w pełnej krasie. Macie fajne dziewczyny, ciekawych panów z przeszłością i bohaterów, za których nie musicie się wstydzić. I nie ma w tym szyderstwa. Jeśli mi nie wierzycie, sami idźcie na ten film, w jednej z ostatnich scen teksański milioner odprowadza na bok milionera ze wschodniego wybrzeża i proponuje mu transakcję nie do odrzucenia. I wszystko zostaje w rodzinie.

No dobrze, a dlaczego my w Polsce nie mamy takie tradycji? Przecież jesteśmy od niej o krok? Bo nikt nie pokazuje jej w filmach i nikt jej nie próbuje odbudować w rzeczywistości. No, dobrze, ale weźmy taką sytuację jak nasza….Mamy tu same fajne dziewczyny, od ciekawych panów z przeszłością roi się aż na tym blogu, a jak ktoś nie wierzy, niech zajrzy kiedyś na jarmark Wnet i posłucha o czym gadamy. Mamy też bohaterów, których nie musimy się wstydzić, przynajmniej na razie, bo co przyniesie przyszłość, nie wiemy. Dlaczego nasza tutaj, blogowa tradycja nie ma żadnego przełożenia na kulturę pop? Odwołujemy się do właściwych wartości i interesujących zdarzeń, promujemy ciekawe postawy i niezależność, tak w myśli jak i w czynie. Okay, nie mamy pieniędzy na film, ani na jego promocję, no ale mamy książki. I co? Nic z tego nie wyniknie? Naprawdę nic, poza gadaniem sfingowaną gwarą zalatującą kalamburami?

Wczoraj zadzwonił telefon. Jechałem akurat samochodem. Miła pani zapytała mnie jaki jest status jej zamówienia, a ja obiecałem, że sprawdzę jak tylko wrócę do domu. Sprawdziłem i zadzwoniłem pod numer, który mi się wyświetlił. Okazało się, że dodzwoniłem się do Warmińsko-Mazurskiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie…O kurczę, pomyślałem jak Zygzak McQuinn, to twoja szansa…Połączono mnie z sekretariatem i zacząłem wyjaśniać sprawę. W końcu zapytałem miłą panią, czy ona wie jak wygląda sytuacja, gdzie zamówiła książki, jakie opcje obstawia wydawca i co promuje. Miła pani powiedziała, że wie – bo my tu wszystkie pana czytamy i czytamy też blogi kolegów i koleżanek. Tak powiedziała miła pani. No to ja z miejsce zaproponowałem, żebyśmy zorganizowali spotkanie w Olsztynie i powiedziałem jeszcze, że potraktuję to rekreacyjnie, grosza nie wezmę, będę tylko sprzedawał książki. Pani powiedziała, że musi w tej sprawie porozmawiać z kierowniczką. Jak myślicie, będzie to spotkanie w Olsztynie? Nie będzie. Choćbyśmy tam mieli jeszcze więcej fanów niż mamy, a mamy naprawdę dużo, bo co jakiś czas ktoś pyta mnie kiedy przyjadę do Olsztyna, choćby wszyscy urzędnicy magistratu i pracownice wszystkich bibliotek na Warmii i Mazurach zaczynały dzień od zalogowania się na Szkole Nawigatorów, spotkania w Olsztynie nie będzie. Nie tylko z tego powodu, że biblioteki publiczne muszą realizować program zamówień i program promocji narzucony z góry, program który wyklucza udział w tej promocji osób takich jak ja, ale pozwala na udział takich jak Remigiusz Mróz. Także dlatego, że tradycja, którą reprezentujemy jest dla wielu osób powodem do obaw o akceptację towarzyską. Wszyscy to wiemy. Ja zaś napisałem powyższe, żeby nie robić kłopotu miłym paniom z biblioteki w Olsztynie, żeby nie musiały rozwiązywać nie rozwiązywalnych dylematów i martwić się niepotrzebnie, co my tutaj sobie pomyślimy, jak one nam tego spotkania nie zorganizują. Pomyślimy, że są najmilszymi bibliotekarkami na świecie i tyle. I nadal będziemy się cieszyć, że tu zaglądają. Tak się bowiem składa, że w przeciwieństwie do bohaterów filmu „Auta” my tutaj nie mamy żadnych symulatorów motywacji, ani trenerów kołczów, którzy mnie czy kogokolwiek z kolegów przekonają do lepszej i wydajniejszej pracy. Naszą jedyną motywacją jest uznanie czytelników. Mnie wystarczy jeden telefon na dwa lata z Biblioteki Warmińsko Mazurskiej w Olsztynie czy z jakiejś innej, żeby się nie martwić o motywację i robić wszystko nadal w takim tempie jak robiłem do tej pory. Z innymi jest podejrzewam gorzej, a więc mili czytelnicy nie szczędźcie pochwał autorom Szkoły Nawigatorów, bo póki co nie mamy szans na kupno jakiegoś symulatora sukcesów. Wszystko będzie szło jak do tej pory. No, ale sami widzicie, że idzie dobrze. Przybywa fajnych dziewczyn z regionalnych bibliotek, przybywa ciekawych panów z przeszłością, przybywa także autorów. Jakoś to utrzymamy. W razie niebezpieczeństwa, wycofamy się w góry i otworzymy małą, dyskretną bimbrownię.

Na razie zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl do sklepu FOTO MAG, do księgarni Przy Agorze, do Tarabuka, do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu GUFUŚ w Bielsku Białej i do sklepu HYDRO GAZ w Słupsku.

  136 komentarzy do “O motywacji i tożsamości”

  1. Witam,

    przytocze pana tekst:

    eby pozbyć się Polski trzeba było mieć nie tylko wojsko, ale także zbałamucić i ogłupić szlachtę. To się oczywiście udało, ale ów proces był bardzo powierzchowny czego dowiodły powstania. Każde z nich kończyło się klęską, ale były to z punktu widzenia racji stanu akcje bezwzględnie potrzebne. Polacy tracili ziemię w konfiskatach, część z nich traciła życie, a spora ilość musiała zamieszkać na Syberii, ale powstania były potrzebne (…) powstańcy polscy walczyli, by ich nie sprowadzono do roli rabów pozbawionych ziemi i praw. Walczyli skutecznie, bo kiedy przyszła niepodległość, kiedy wybiła godzina Polska się po prostu ujawniła w postaci tysięcy wychowanych w duchu insurekcji styczniowej chłopców idących z bagnetami na bolszewika.

    pan żeś jesteś insurekcjonistą?

  2. Nie wiem czy pan zdaje sobie sprawę z upływu czasu? Jeśli jeszcze nie zdaje pan sobie tej sprawy, to zmienimy to jedną błyskawiczną decyzją. To jest tekst sprzeda pięciu przynajmniej lat proszę pana. Sprzed przeczytania przeze mnie książek Jałowieckiego, Milewskiego i Woyniłłowicza. To jest tekst z czasów, kiedy wszyscy blogerzy w salonie chcieli pomagać PiS w drodze ku zwycięstwu. Nie wiem czy pan pamięta ta czasy i późniejsze rozczarowania z tą postawą związane. A zresztą, to nieważne…wyrzucam pana, za agresywny idiotyzm. Już wcześniej zresztą zwróciłem uwagę na pańskie dziwne komunikaty.

  3. Coryllus- insurekcjonista !
    buahahahahahahahahahaha!

    Lato mamy, może przyczepa z dużym namiotem i jazda po Polsce?

  4. „miłym paniom z biblioteki w Olsztynie” jeszcze podziekujesz 🙂

    trzymam kciuki!

  5. Tennessee, z miejsca gdzie pędzono bimber na zalesionych wzgórzach

    Oni tam dalej pędzą.

    Dzięki za świetną recenzję. Muszę sobie chyba odświeżyć Autka.

    Pozdrowienia dla wszystkich a w szczególności dla Pań z Warmińsko-Mazurskiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie 😀

  6. Wysłane przez Coryllus w 18-07-2012
    Polska racja stanu
    „….. Najwyraźniej, niestety jedynie w sferze deklaracji, zaznaczyła się polska racja stanu, w czasie niewoli. Sformułował ją i próbował wdrażać w życie książę Adam Jerzy Czartoryski, niekoronowany król nieistniejącego państwa. I wierzcie mi, że jestem ostatnim człowiekiem, który będzie drwił z poczynań starego księcia.
    Wszystkie wymienione tu formuły tłumaczące polską rację stanu były albo oszukane albo narzucone. Polska jednak istniała i do tego istniała nie dlatego, że jej wrogowie mieli kłopoty, ale dlatego, że definiowana była poprzez jej obywateli, bardzo świadomych politycznie, którzy opisywali swoje państwo poprzez swoją prywatną własność. To nie było nigdzie skodyfikowane, ale etos szlachecki był po prostu żywy i bardzo silny. Żeby pozbyć się Polski trzeba było mieć nie tylko wojsko, ale także zbałamucić i ogłupić szlachtę. To się oczywiście udało, ale ów proces był bardzo powierzchowny czego dowiodły powstania. Każde z nich kończyło się klęską, ale były to z punktu widzenia racji stanu akcje bezwzględnie potrzebne. Polacy tracili ziemię w konfiskatach, część z nich traciła życie, a spora ilość musiała zamieszkać na Syberii, ale powstania były potrzebne tak jak w XVI wieku Francuzom potrzebne były wojny we Włoszech, a królowi Stefanowi potrzebne były wojny w Inflantach. Wszystkie te wydarzenia bowiem miały decydować o istnieniu bądź nie istnieniu państw i narodów. Francuzi walcząc w Italii bronili się przed podziałem kraju, król Stefan idąc na północ bronił się przed rozłamaniem Unii przez Moskwę, Wiedeń i angielskie pieniądze, a powstańcy polscy walczyli, by ich nie sprowadzono do roli rabów pozbawionych ziemi i praw. Walczyli skutecznie, bo kiedy przyszła niepodległość, kiedy wybiła godzina Polska się po prostu ujawniła w postaci tysięcy wychowanych w duchu insurekcji styczniowej chłopców idących z bagnetami na bolszewika. I wtedy zaczęły się kłopoty. Było bowiem państwo, był naród, który miał takie jak trzeba tradycje i przydałaby się jeszcze doktryna. Świat jednak ukształtowany pod nieobecność na mapie Polski wyprodukował same fałszywe i szkodliwe idee, z których Polska nie mogła wybrać absolutnie nic. Jednak wybrała. Wybrała socjalizm, czyli rzecz najgorszą i wokół tego socjalizmu zaczęła budować swoje „nowoczesne” struktury. Wrogowie widząc to odetchnęli z ulgą, a pan Mołotow mógł z wielką pewnością siebie powiedzieć, że Polska to państwo sezonowe ……”

    Dziękuję za przywołanie znakomitego tekstu.

  7. Prawda to…

    Moje uznanie dla Gospodarza:)

    Powoli ale sukcesywnie czytam sobie „Baśnie”

  8. Wyklad ks. dr Keszki o ks. pralacie Blizinskim

    https://www.youtube.com/watch?v=q_oQCqkgHCs

    Wyklad Leszka Zebrowskiego

    https://www.youtube.com/watch?v=kpoI9RfhyOE

    dr Latka – pytania publicznosci

    https://www.youtube.com/watch?v=e5gV3P0Paho

  9. otworzymy małą, dyskretną bimbrownię

    Oby tylko dziki ziemniaków* nie wyryły. Kanały dystrybucji są otwarte zarówno dla górali jak i ceprów.

    *gruli po naszemu.

    PS Pozdrowienia dla Pań z Warmińsko-Mazurskiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie.

  10. Właśnie odsłuchałem wykład dr Łatki. Dziękuję i pozdrawiam.

  11. Dołączam się do pozdrowień dla Pań. Kto wie, może Je uczyłem kiedyś religii w szkole średniej?

  12. Zajrzyj na YT do tego Nowakowskiego. Dyskutują tam arogancko i poniżająco. Oddech zabiera, normalnie… Uwaga. Linku nie daję, by nie reklamować, mowa o tej niezaproszonej produkcji filmowej; żadnej reklamy dla niej nie będzie.

  13. Tak to się robi w Chicago 🙂

    Eleganckie załatwienie agresywnego idiotyzmu. /Zimna wódka! 🙂 /

  14. @ Gabriel

    Z moich /licznych! – podróże po Polsce i bibliotekach z koleżanką pisarką/ obserwacji wynika, że problemem są urzędnicy od kultury. Mózgi zlasowane, acz pilnie wsłuchujące się w trendy. Trendy są zazwyczaj zabójcze – co wiemy. Panie bibliotekarki to zupełnie odmienna  od urzędoli i tzw. animatorów jakość.

  15. Dziki, po otrzymaniu dziewięciu gram ołowiu, zamienią się (tam trochę roboty jeszcze potrzeba, trudno, się ją wpakuje, gdy trzeba) w pachnące jałowcem kiełbasy czosnkowe i rozmaite inne dobra „na ostrą zimę”. Zaś marne parę kilo ziemniorków, aby nimi przywabić dzika, musi się znaleźć. Dziki i tak lubią jedynie te nadgniłe, słodziutkie – dla dzikiej świni taki nadgniły ziemniak, zimową porą, swym dzikim aromatem i słodkim smakiem przebija belgijskie czekoladki. Specjalnego pożytku dla człowieka z tej karmy, jaką się podsypuje dzikom na założonym dla nich żerowisku, bo po co mamy chodzić za dzikami, jak świnia może sama grzecznie przytruchtać pod lufę — stąd zakładanie zimowych żerowisk dla świń — nie ma.

    Dość, my tu nie o myślistwie, lecz o kulturze popularnej i uczestnictwie w niej.

  16. Autorka Erika Pindler dominuje po bibliotekach (sięgnęłam do internetu) – no a Gabriel Maciejewski nie ma tak dźwięcznego nazwiska jak np. ta Pindler, czy Bonda, czy Mróz. A nawet jeśli nazwiska: Pindler, Bonda, Mróz  brzmią marketingowo, to może Coryllus dopisze sobie Mariusz Szron ? Oczywiście kpię.

    Oczywiście takiego przemyślanego tekstu autorstwa Coryllusa,  jak ten przytoczony powyżej przez Kocia, ani Pindler, ani Bonda, ani Mróz nie napisze…

    Pozdrowienia dla samodzielnie myślących bibliotekarzy.

  17. Naszą jedyną motywacją jest uznanie czytelników. Mnie wystarczy jeden telefon na dwa lata z Biblioteki Warmińsko Mazurskiej w Olsztynie czy z jakiejś innej, żeby się nie martwić o motywację i robić wszystko nadal w takim tempie jak robiłem do tej pory. Z innymi jest podejrzewam gorzej, a więc mili czytelnicy nie szczędźcie pochwał autorom Szkoły Nawigatorów, bo póki co nie mamy szans na kupno jakiegoś symulatora sukcesów. Wszystko będzie szło jak do tej pory. No, ale sami widzicie, że idzie dobrze. Przybywa fajnych dziewczyn z regionalnych bibliotek, przybywa ciekawych panów z przeszłością, przybywa także autorów. Jakoś to utrzymamy. W razie niebezpieczeństwa, wycofamy się w góry i otworzymy małą, dyskretną bimbrownię.

    Ja na przykład kiedyś w te góry już wyjechałem, z dużą rezygnacją dokonania jeszcze czegokolwiek i godząc się z tym w jakiś sposób, czyli za granicę. A tu masz ci babo placek, trafiłem na Coryllusa. No i zaczęło się wszystko jakby na nowo. Fajnie, że nie tylko mnie się to przytrafiło.

  18. Nie ma w internecie Eriki Pindler, jest Erica Spindler, co wiele nie zmienia. Początkowo chciała zostać zapaloną malarką, ale w 1982 przeczytała książkę, i pomyślała, że z tym łatwiej jej pójdzie.

  19. Jest 12.42 w Warszawie szkwał (no przynajmniej na Mokotowie).

    A co poziomu braku akceptacji z jaką się spotykamy w życiu,  to np. Osiejuka, hejtowcy  określali jako „Wystruganego z lipy …. uzależnionego od bazarowej gry w trzy karty”.

    Trzeba wytrzymać te szkale. Kiedyś, Lenin określił treści listowe swojego komunistycznego kolegi,  jako „kwilenie niemowlęcia”. Teraz idzie to trochę dalej.

  20. Zupełnie niewiele zmienia,  choć jednak dodanie S podpowiada zamianę nazwiska w nieparlamentarny czasownik.

  21. Gabrysia Szron. Albo lepiej: Gaba Szron. Vel Gaby Schron /dla mówiących językami/.

    😉

  22. Cudnie by było,gdyby spotkanie w Olsztynie wypaliło,żadna siła by mnie nie powstrzymała od poznania Cię osobiście 🙂 Chyba czas się o to pomodlić.

  23. Skoro już o bibliotekarkach, to dygteryjka z ostatniego piątku:

    Jedna z bibliotek miejskich w Warszawie. Dzielnica-lemingrad, ale Baśnie GM są w niej od lat (przypisuję sobie tę „cegiełkę”). Panie bibliotekarki mają najwyraźniej sporą samodzielność w zamówieniach.

    W piątek, przy okazji wizyty, postanowiłem zapytać o nowości. „Socjalizm i śmierć” nieobecne w ofercie dostępnych bibliotece hurtowników. Pytam więc o „Iskry Boże” Brauna. Pani szuka i szuka. Nie ma. Wreszcie mnie dopytuje, czy tego Browna od „Kodu da Vinci”, bo przecież tego to mają wszystkie nowości 😀

  24. Warmia to szczególne miejsce na Ziemi.

  25. Pozdrowienia z dworca w Bazylei.

  26. Gabriel prosił, by poinformować, że walczy z pogodą i przez pewien czas będzie niedostępny.

  27. Ale numer, niepoprawność polityczna w pop filmie dla dzieci. To są chyba znaki przesileń i napięć w samych stanach. Sukces Trumpa nie wziął się z nikąd. Nadto bladym twarzom jest tam łatwiej, bo tam rządzą niekatolskie blade twarze.
    Zdaje mi się, że w polskiej pop filmoprodukcji czy nawet w książkach dla dzieci konwencja bajki samochodowej czy zwierzęcej nie wyjdzie, czy jakiejkolwiek. Z powodów często przytaczanych przez ciebie na temat przemysłu propagandowego u nas i innych takich kwestii nieistnienia prawicy, i tych wyżej naświetlonych, przez JK i Stanisława-ordę. Nadto mamy cienkie aluzje do niezłomnych w peerelowskim radiowym słuchowisku o czerwonym kapturku z udziałem Kwiatkowskiej i Hańczy – „Ręce do góry, Wilku Bury”. Wilk i Bury to również pseudonimy niezłomnych.
    Rysę na monolicie zostawiają Zielone rękawiczki, na które czekam z utęsknieniem. Co prawda nie o niezłomnych, ale o ich ojcach, kiedy byli ci ojcowie jeszcze podrostkami.
    Wydaję mi się, popraw i poprawcie mnie, jeśli się mylę, że naszą polską konwencją dla dzieci to detektywistyka, ale tak fajna niebrytolska, bo brytolska to po prostu krwią ocieka i jakąś dziwną czarną cieczą, nasza to Pan samochodzik na tropie Herloka Szolmsa, Tata Kazika na tropie KBW, Tata Lolka i mgła w Tatrach, Tata Julki i złoty kordon (skarb Kołłątaja), Tata Karola i tajemnica dymarek. Dla nas, dużych, też detektywistyka, zwłaszcza dla nas.

  28. pozdrowienia z St. Gallen. Od niedzieli znikam na dwa miesiace. bede zagladal i czytal, ale nie bede mial czasu, zeby komentowac. Jutro wrzuce jeszcze reszte filmow z targow. do poczytania.

  29. Przejazdem bedac,pomachalam. Widze ze sa linki, dzieki. Nie moge doczekac sie otworzenia filmu do konferencji ksiedza Keszki, ale musze poczekac na bardziej sprzyjajace warunki.

  30. U nas wczoraj waliło i grzmiało i wiało, że strach było wyjść. Powodzenia. Wspieram duchowo.

  31. Film Auta wpisuje się poza tym, w obecny w innych,  nowych filmach Disneya przekaz feministyczny. Mocnej dziewczyny,  która daje rade i realizuje swoje marzenia wbrew obowiązującym normom kulturowym (ha jak to śmiesznie brzmi).

    Ciekawe że tutaj te ograniczenia wprowadza biznesmen że wschodniego wybrzeża a uwolnienie przynoszą wiesniaki z południa. ☺️

    Poza tym zygzak ma problem z wiekiem podobnie jak współczesny Bond…

  32. Aha: Piotrom i Pawlom – najlepsze zyczenia.

  33. Aż sie zajarałem na spotkanie w Olsztynie, na ale jednak nie. Chociaż…

  34. Co by się nie działo to małą dyskretną bimbrownię warto mieć, a jeszcze lepiej mały niedyskretny browarek rzemieślniczy. Idą z tym tematem jak taran, w Bydgoszczu jest już kilka lokali sprzedających tylko piwa kraftowe i choć cena zaporowa to chętnych przybywa.

    Panie bibliotekarki czytające treści z „Jarmarku Nawigatora” to nasz skarb narodowy. Pozdrawiam miłe Panie 🙂  Miałem kilka prób bibliotecznych i wpadłem na taki beton że gdyby tam nagle zza kotary wyszedł pan milicjant by mi wytłumaczyć co i jak to nawet bym nie drgnął biorąc zaistniałą sytuację za oczywistą oczywistość.

    Rozwija się bo przy takiej pracy rozwijać się musi. Będzie przybywać zdziwionych, że jakże to tak, wydawnicwo, środowisko, portale a ja nic nie wiem i nikt nie mówi.

    A jak byłeś w tym Teatrze Narodowym to widziałeś może Ziemkiewicza w kontuszu?

  35. Już tutaj wspominałam, że drzewiej mówiło się  /ale i teraz, tylko teraz „nieoficjalnie”/ zawsze na Warmię: Święta Warmia.

  36. Wieś została odcięta od świata, a więc on tu wróci najwcześniej jutro.

  37. Wiadomo ale tu gdzie mieszkam i gazduję jest Park Narodowy i nie za bardzo da się używać palnej broni. Pozostają inne sposoby.

    A najgorsze jest to, że dzik bardzo lubi młode grule i podczas rycia więcej zniszczy niż zeżre, zwłaszcza teraz na przełomie czerwca i lipca.

    Lepszą rośliną na ściągnięcie dzika niż ziemniaki jest topinambur czyli słonecznik bulwiasty.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82onecznik_bulwiasty

  38. No bo /o ile wiem – ?/ nie chodzi o młode grule, a o pozostałości sadzeniaków właśnie. Dla resztek sadzeniaków potrafią dziki wywalić całe pole rosnących, młodych ziemniaków.

  39. Kukurydza.Dziki robią w niej wielkie szkody,za które lasy muszą płacić,postanowiono zatem by dziki przepędzić.Sceneria: wczesny ranek,we mgle szereg ludzi w strojach maskujących,tu i ówdzie lufy dubeltówek (do strzelania na postrach)_ i komenda prowadzącego: ”Panowie,przystępujemy do ostatecznego rozwiązania kwestii dzików”.

  40. Jeden z parkowych myśliwych opowiadał mi, że po zastrzeleniu dzika, w jego żołądku były same młode grule, niepogryzione. Proces trawienia dopiero się zaczynał. Obstawiałbym młode grulki, ale nie upieram się.

    U mnie do połowy czerwca był spokój, dzików nie było (jedynie trochę zniszczyły koniczynę),  dopiero teraz szaleją. Ale za tydzień wlezą w pszenicę, potem owies, kukurydza,  znów  ziemniaki, a na jesieni bukiew i łąki.

    Ale mam na dziki sposób. Wszystkim ryją ale nie mnie (mają mnie za czarownika), stosuję zapach wilka i niedźwiedzia. Tylko czasem pojawi się problem (jak w tym roku na wiosnę), jak zwabiony zapachem przywędruje miś z Tatr. I zrobi porządek z ulami okolicznych pszczelarzy. Wtedy się nie przyznaję, że to przeze mnie i siedzę cicho. Ale jak był niedźwiedź to dziki wyemigrowały.

  41. U mnie za szkody płaci Park Narodowy. Całkiem nieźle. Ale gdy jest około 70% strat w ziemniakach to resztę ocalałą sypie się ziarnem kukurydzy, aby dziki dokonały dzieła zniszczenia i było te 99% strat.

  42. Topinambur. Takie monstrualnie wysokie kwiatki. Tutaj tego pełno, bo Niemcy tym się pożywiali za Adolfa. Podobne w smaku do kartofli, ale dosyć małe, i trochę mdłe.

  43. Podobno topinambur jest odporny na wielkie mrozy i odżywczy. To roślina na ciężkie czasy, na czasy najcięższe.

  44. Chyba tak. Jak już nic nie będzie, to zostaje topinambur, pędy rdestu (Niemcy robili z nich zupę), dzika marchew, świeże igiełki świerkowe. Coś co samo rośnie. Gorzej z białkiem. Robaki z pod kory, glizdy, sos stonogowy. Kiepsko.

  45. Wiało, lało, grzmocilo gradem przez pewien czas było czarno. U pp. Maciejewskich może też było strasznie. Mam nadzieję, że jednak nie ucierpieli za bardzo.

    Trochę nietaktowna, ale adekwatna piosenka

    https://youtu.be/LOMqSMDFGtk 2:43 Cholerny sztorm. Szanta

  46. Dieta wegetariańska. Chcąc nie chcąc, nawet wegańska.

  47. 10 w skali Beauforta. Klenczon.

  48. Wegańska nie, bo stonogi to żywe stworzenia takie same jak ludzie.

  49. Dziś po południu wracałem samochodem z dalekiego południowego krańca Warszawy na daleki północny. Bywały gorsze nawalnice, choć grad na dachu samochodu robił wrażenie. Prawdziwym problemem są wariaci na szosie (kilkanaście samochódów plus trzy sępy [pomoc drogowa] na poboczu). Przy dobrej pogodzie bywa więcej wariatów. Martwiłem się o zalane przejazdy w okolicach Żoliborza, ale to nie było urwanie chmury. W samochodzie slucham muzycznego UKF, gdzie  próbują bezmyślnie zniszczyć własną stację prez urozmaicenie tzw. wiadomościami. „Dziennikarze” informowali o burzach w Świętokrzyskiem. Pamiętam UKF w Ameryce. Wiedziałem, co dzieje się kilkaset metrów od domu.

    Po powrocie nie miałem prądu, co jest normalne po burzach w Afryce. Szczęśliwie, tym razem problem był w centrali na Żeraniu, więc już po kilku godzinach prąd powrócił.

     

    PS. Trzymam kciuki by deszcz nie zniszczył magazynu książek Coryllusa.

    PS2. Polecam wszystkim Twój dzisiejszy blog.

  50. Może coś tam dziku jednemu z drugim zaplątało się w paszczę ;). Mnie opowiadał o tych zwyczajach dzików myśliwy. Stąd takie straty w całej uprawie, bo szukają podgniłych czy zmurszałych już /?/ sadzeniaków, wywalając całe krzaki z młodymi ziemniakami, jeden po drugim.

    Hej, a skąd masz zapach wilka i niedźwiedzia? Bym się oblała wraz z rowerem :))), gdyż właśnie wczoraj, w parku nadmorskim u nas widziałam wyrośnięte warchlaki. Ergo – locha tam też musiała być. A spotkanie z lochą jest do kitu…

  51. Może warto się przełamać i spróbować tego topinabura/u? Jakby co, to nie byłoby obce z wyglądu i wcsmaku. Rzeczywiście jest na ciężkie czasy, bo jest uwaga kucharzy, „gotować krótko, bo szybko rozgotowuje się na papkę”. Więc nie potrzeba do przyrządzenia dużo opału. W wytwornych restauracjach, funkcjonuje na równych prawach z ośmiorniczkami i policzkami wołowymi.

    https://www.sklepynatura.pl/topinambur/

  52. https://youtu.be/g4lIHjJ0YOY 2:50 Krzysztof Klenczon Dziesięć w skali Beauforta. Zapomniałam jakie to dobre.

  53. Sąsiadka twierdziła, że ma sposób na dziki, a mianowicie cięła na krótkie odcinki nylonową włosiankę i mieszała z ziemią. Miało toto ponoć przy ryciu pchać się dzikow w nozdrza i dawały z ryciem spokój. Przeświadczenie to utrwalały kolejne lata, ale w zeszłym roku dziki obaliły na jej działce ogrodzenie i mimo pociętej włosianki przewróciły ziemię lepiej niż pług sześcioskibowy.

  54. 🙂

    Stary żeglarz jestem i szanty powodują u mnie stupor, jak u Coryllusa przyśpiewki ludowe. U mnie zresztą też powodują:)))

  55. Można z nią podyskutować o trudnościach w wychowywaniu potomstwa, bo taka locha stawia na rodzinę wielodzietną.

  56. Tak…

    … czytalam, ze bywa nazywany rowniez slonecznikiem Kanady…  ze stanowil pozywienie dla biednych Indian. Popularny byl tez w czasie wojny we Francji, zwlaszcza w Bretanii i Normandii.  Bulwy topinamburu sa bardzo smaczne i bardzo odzywce… bardzo lubie topinambur i czesto go kupuje, a ostatnio nawet troche stanial, bo jeszcze z 7-5 lat temu byl bardzo drogi…

    … a jego kwiaty – tez bardzo ladne – stoja nawet ze 2 tygodnie w wazonie.

  57. https://youtu.be/0Rdg6GUv-wQ 2:50 Hiszpańskie dziewczyny. Ryczące dwudziestki.

    Przepraszam, a stupor w sensie pozytywnym czy wręcz przeciwnie. Pozytywnym chyba?

  58. Nie! Negatywnym, bo u Coryllusa przyśpiewki ludowe wywołują stupor negatywny.

  59. I bardzo dobrze, będzie więcej białka do zjedzenia. 🙂

  60. Dot. pogody dzisiaj. Na Bielanach w południe było tak ciemno, to jest bardziej ciemno niż podczas ostatniego (prawie całkowitego) zaćmienia Słońca. Po deszczu padał grad (więcej niż 1 ccm), ale „rzadki”. Strach pomyśleć gdzie było centrum tej burzy.

  61. Na Woli podobnie. Chyba największe straty były na Mokotowie. Koło mnie też jakieś gałęzie strzeliły. Myślałam, że ten grad uszkodzi samochody, ale nic się nie stało. Rzeczywistoście było tak ciemno, że trzeba było zapalić światło.

  62. À le mnie Pan zaniepokoil…

    … Boze, mam nadzieje, ze nic sie nie stalo ani u Pana Gabriela, ani u mojej mamy… dzieli nas tylko 13 kilometrow… a siostra tez nie wlaczyla skype’a.

  63. no nie może być słowem na dziś – stupor

  64. nie zdążyłem.

  65. …sznur.

    No to niech się pali niech się wali byle grajcy pięknie grali.

  66. Nie zdążyłabym… 😉

  67. Niestety, w negatywnym. Mało jest fajnych szant.

    Dużo żeglowałam i nigdy nie śpiewaliśmy szant. A śpiewaliśmy różności. Oczywiście pod wpływem, nigdy nie „na sucho”.

  68. Jeśli się po morzu pływało na dmuchanym materacu lub co najwyżej rowerem wodnym, to szanty są oczywistą klasyką wilków morskich i śpiewa się je chętnie, a najchętniej też „pod wpływem”. Zresztą w ogóle pod wpływem wszystko się lepiej śpiewa, chętniej, głośniej… i ładniej?

  69. Twój tekst sprzed wielu lat nie stracił na aktualności. Jestem dumny z moich powstańców listopadowych i styczniowych. Dziękuję im i obiecuję, że postaram się nauczyć czegoś z ich poświęcenia, choć majątków nikt nie zwróci. Pomagasz mi w tym.

  70. >o tożsamości…

    Nie wiem skąd czerpiesz swą intuicję. Ja biorę ją z przeglądu światowych wiadomości, gdzie mowa jest o tym, że z nadchodzącej okazji rocznicy bitwy pod Gettysburgiem pewna organizacja nazwana Anfifa zamierza zrobić antyfaszystowski burdel w Ameryce.

    Ten temat i konfederatów pozostawiam na boku. Załączam ilustrację do aut. Prezentowany samochód jest pierwszą taksówką (tak wówczas nazywaliśmy między dziećmi samochody), w której siedziałem, bo właściciel zapakował do niej kilku małych chuliganów i zawiózł na plac Narutowicza i z powrotem. Nie wiem kim był. I nie wiem ilu po wojnie było w Warszawie właścicieli Citroenów.

  71. Citroeny były samochodami UB.

  72. Skąd Ty to wiesz? Chyba też gdzieś to wyczytałem, ale nie pamiętam gdzie. Skąd te Citroeny? Czy to wojenne zdobycze, czy też powojenna pomoc francuskich socjalistów? Kilka lat później bawiłem się z kumplami w rozpoznawanie przed domem przejeżdżających samochodów. Liczyły się Simca Aronde i Reneault Dauphine. Ciekawe kim byli właściciele?

  73. tak też obstawiam na rzecz tych Pań

  74. Komunikat: Ponieważ, jak już wszyscy wiemy, Coryllus padł ofiarą wczorajszych nawałnic i jest poza Internetem, w jego imieniu zapraszam wszystkich zainteresowanych na odbywający się w tej chwili Festiwal Komiksów Historycznych w lokalu IPN przy Marszałkowskiej, tam gdzie kiedyś był lokal Budapeszt. 

  75. Skąd nadmorskie dziki mają wiedzieć czym jedzie niedźwiedź?

  76. Przekazują sobie z pokolenia na pokolenie, tak jak my o smoku wawelskim.

  77. A od jednego starego komunisty, Żyda. Mówił, że UB kupiło dużo tych samochodów, były chyba same czarne. Stąd i ludzie na ulicy wiedzieli, kto jedzie. Sztuka mimikry do bani. Gdy się zorientowali, że są rozpoznawalni, zaczęli zmieniać kolory. Ale czy marki /wtedy/ – nie wiem.

  78. Bardzo mi się podoba 🙂 Jeno ten niedźwiedź mnie przestraszył, co to o nim napisałeś, że też niedźwiedziu się podobał zapach 😉

  79. Przepraszam ale smutna myśl mnie naszła. W Szczebrzeszynie( gdzie trudno o cokolwiek i z pieniędzmi naprawdę krucho w Gminie) odbędzie się ‚Festiwal Języka Polskiego’ czy coś takiego. Impreza ma program,pozwolę go sobie wkleić bo czytam go i niepokój mnie ogarnia. Może się mylę ale wygląda to na kolejną przechowalnię dla celebrytów nie do końca odstawionych od publicznych pieniędzy. Przy ‚lekcji czytania z Tygodnikiem Powszechnym ‚ już zbaraniałem kompletnie. Dla tego małego miasteczka potrzebna jest kultura jak mało gdzie ale takie rozjechanie czołgiem tej drobnej społeczności ciężko będzie naprawić. Tutaj program http://www.szczebrzeszyn.info/aktualnosci/?p=11648, sami oceńcie.

  80. Wczorajszy – dzisiejszy tekst aż się prosi o następujący wpis.

    Jedna miła dziewczyna, która chce być anonimowa, zdradzę tylko, że jest z bardzo dalekiej północy zamówiła w moim klasztorze mszę św.
    Jest to msza  św dziękczynna za otrzymane łaski z prośbą o dalsze Boże błogosławieństwo dla Gabriela Maciejewskiego, jego żony, dzieci i całego środowiska związanego z blogami Baśń jak Niedźwiedź i Szkoła Nawigatorów.

    Msza św. zostanie odprawiona w Wąchocku, we wspomnienie Matki Bożej z Góry Karmel, 16 lipca (niedziela) o godzinie 12.00.

    Myślę więc Coryllusie, że z takim wsparciem jakie ci udzielają „miłe dziewczyny”, które dosłownie poruszają niebo, można z uzasadnioną nadzieją patrzeć w przyszłość.

    Alleluja i pod prąd!

  81. Wywiady z prelegentami i blogerami z bytomskich targow ksiazki. ks.dr Slawomir Keszka, dr Rafal Latka, Leszek Zebrowski, Gabriel Maciejewski, Krystyna Murat.

    https://www.youtube.com/watch?v=O7hwFaLJtR0
    https://www.youtube.com/watch?v=QpWOnNtlZG4
    https://www.youtube.com/watch?v=5LUvIIJqayo
    https://www.youtube.com/watch?v=QNJrr_k3eKQ
    https://www.youtube.com/watch?v=ARrtnhYyq8U

  82. No jest do kitu, bo na przyklad ; Spotkalem dzika przy strumyku,                    jak sie Pan miewa Panie dziku?                                                                        Czy slusznie Pana sie obwinia, ze Pan to taka dzika swinia?                                    Pewnie, ze dzika, pewnie;- a  jesli juz Pan o tym nie wie, to czemu skryl sie Pan na  drzewie?

  83. Bog zaplac, Mniszysku za ta cudowna wiadomosc… a tej milej dziewczynie za modlitewna intencje…

    … zapewniam o lacznosci duchowej w modlitwie 16 lipca 2017.

    Szczesc Boze,

  84. SUPER  !!!   SUPER  !!!    I jeszcze raz  SUPER  !!!

    Zaproszeni goscie byli rewelacyjni… ks. Keszka… dr Latka… mlodzi, dynamiczni, obiecujacy… Maestro  Zebrowski – przygotowanie i forma niesamowita… Panther to Panther – jedyna w swoim rodzaju…

    … no i Gospodarz… konsekwencja, determinacja naprawde godna podziwu !!!

    Wysluchalam wszystkich wywiadow z uwaga… i ogromna przyjemnoscia… kazdy wywiad absolutnie wyjatkowy… pomysl ze scianka – kapitalny… scianka elegancka… wszyscy rozmowcy wraz z Pania Agnieszka bardzo ladnie sie na jej tle prezentowali… w ogole – jak dla mnie – bardzo dobra jakosc nagran…

    … dzieki wielkie Valser dla Ciebie, brata Wojtka i dla calej Twojej ekipy za te targi…          i mam nadzieje do zobaczenia za rok.

    Valser’ku… wielkie Bog zaplac,

  85. Tutaj caly zestaw…
    Relacje filmowe z Targów Książki w Bytomiu 2017
    1. Targi Książki Rozetta 2017 w Bytomiu – ks. prałat Roman Kneblewski

    https://www.youtube.com/watch?v=RvPbvgrJRIA

    2. Targi Ksiażki Rozetta 2017 w Bytomiu – ks. Roman Kneblewski – pytania publiczności

    https://www.youtube.com/watch?v=HZW1QH5wwuI

    3. Targi Książki Rozetta 2017 w Bytomiu – ks. Roman Kneblewski – wywiad

    https://www.youtube.com/watch?v=IyMzFVoIU3s

    4. Targi Książki w Bytomiu 2017 – prof. Grzegorz Kucharczyk

    https://www.youtube.com/watch?v=zkVzI8HdTwQ

    5. Targi Ksiażki Rozetta 2017 w Bytomiu – prof. Grzegorz Kucharczyk – pytania publiczności

    https://www.youtube.com/watch?v=keaRlG6rs_o

    6. Targi Książki Rozetta 2017 w Bytomiu – prof. Grzegorz Kucharczyk – Wywiad

    https://www.youtube.com/watch?v=yyVs3cNZlqU

    7. Targi Książki Rozetta 2017 w Bytomiu – dr Rafał Łatka

    https://www.youtube.com/watch?v=bH64gChj0bg

    8. Targi Ksiażki Rozetta 2017 w Bytomiu – dr Rafał Łatka – pytania publiczności

    https://www.youtube.com/watch?v=e5gV3P0Paho

    9. Targi Książki Rozetta 2017 w Bytomiu – dr Rafał Łatka – Wywiad

    https://www.youtube.com/watch?v=QNJrr_k3eKQ

    10. Targi Książki Rozetta 2017 w Bytomiu – ks. dr Sławomir Kęszka

    https://www.youtube.com/watch?v=q_oQCqkgHCs

    11. Targi Książki Rozetta 2017 w Bytomiu – ks. dr Sławomir Kęszka – pytania publiczności

    https://www.youtube.com/watch?v=ARrtnhYyq8U

    12. Targi Książki Rozetta 2017 w Bytomiu – ks. dr Sławomir Kęszka – wywiad

    https://www.youtube.com/watch?v=QpWOnNtlZG4

    13. Targi Książki Rozetta 2017 w Bytomiu – Leszek Żebrowski

    https://www.youtube.com/watch?v=kpoI9RfhyOE

    14. Targi Książki Rozetta 2017 w Bytomiu – Leszek Żebrowski – wywiad

    https://www.youtube.com/watch?v=5LUvIIJqayo

    15. Targi Książki Rozetta 2017 w Bytomiu – panel dyskusyjny blogerów

    https://www.youtube.com/watch?v=lRxTDGf_0v0

    16. Targi Książki Rozetta 2017 w Bytomiu – Gabriel Maciejewski i Krystyna Murat

    https://www.youtube.com/watch?v=O7hwFaLJtR0

  86. Dzik jest dziki, dzik jest zły, Dzik ma bardzo ostre kły. Kto spotyka w lesie dzika, Ten na drzewo szybko zmyka.

  87. Aha i jeszcze:

    Proszę państwa, oto miś. Miś jest bardzo grzeczny dziś, Chętnie państwu łapę poda. Nie chce podać? A to szkoda.

  88. No i :

    Powiem ci w słowach kilku, Co myślę o tym wilku: Gdyby nie był na obrazku, Zaraz by cię zjadł, głuptasku.

  89. To prawda. Tak chodziło po ludzie.

  90. Wczorajsza, zarazem aktualna notka, dotyczy filmu Auta 3 i nasuwajacych się wniosków, że jest niepoprawny politycznie. Ale ja przy okazji, w końcu zadam pytanie. Dlaczego to to:

    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b2/VW_Beetle_Silver_Bug_-_Flickr_-_Joost_J._Bakker_IJmuiden_%282%29.jpg

    miało zagorzałych wielbicieli. Wielbiciela nie sposób było zapytać, bo każdy kochał swojego vosvagena garbusa, miłością absolutną i dozgonną.

  91. No,jak wujek Adi coś zaprojektował to mucha nie siada.

  92. Mamy czas na lekcję. Zanim, mam nadzieję już jutro, wróci góra, czyli Pan Leśniczy Coryllus, i zdecyduje co zrobić z partyzantami, łażącymi po lesie, możemy się przygotować do egzaminu pod okiem Pana Leśniczego DYNAQa.

    http://www.lomza.pzlow.pl/wp-content/uploads/2016/04/fi-gwara-lowiecka-dzik.jpg

  93. To wujek Adi tę ciasną pokrakę zaprojektował, czy zatwierdził? Nie wiedziałam.

  94. Popytałem się tutaj właścicieli „garbusów” co ich trzyma przy tym aucie i była to „nieskończona ilość tanich części zamiennych”. Auto było małe, warczało jak wściekłe, ledwie jeździło, z zakrętów wypadało (do rowu) i psuło się co chwila, nie mówiąc o rdzy, która miała używanie na tym złomie. Był rok ’80-ty.

    Po SW nie znalazłem już „garbusów”, te parę lat wystarczyło, by resztki niegdysiejszej floty ostatecznie zezłomować. Jeździło się już „golfami” a kto miał cash czyli flotę (ang. The float = płynności, gotówka) ten czekał już na odbiór „golfa-2”. Ten był udany. Wytrzymywał 20 lat eksploatacji – jak mercedes-benz. Okay, daimler wytrzymuje spokojne 45 lat, albo 2,5 miliona kilometrów, co pierwsze przyjdzie, już nie bijcie mnie, te 20 lat to był wyczyn dla golfa 🙂

     

    Nie kupowano natomiast audi. Starzy mi powiedzieli, że marką horch, później przemianowaną, bo się źle tu kojarzyła, jeździło SA, SD i Gestapo. Przemianowanie niewiele dało, porządny Niemiec audi nie kupił. Dopiero gastarbeiterzy wykupili 50-ki, 80-ki i następujące modele. Niektórym odmawiano mieszkania, gdy taki podjechał „Gestapo-Schaukel” czyli audicą. Do dziś słabo idzie sprzedaż audi tutaj, wpychają te auta naiwnym obcokrajowcom. Raz się zarazili współpracą z reżymem i nie przebaczono im. Zupełnie słusznie, uważam. Są fantastyczne opowieści o pochodzeniu nazwy audi – wszystkie nieprawdziwe. Auto Union Deutscher Industrie to prawdziwy skrót, akronim, pozazdrościli fiatowi, Fabbrica Italiana Automobili di Torino. Stąd „audi”, nielubiane.

     

    Chyba wystarczy…

  95. Zatwierdził. Do produkcji nie doszło. Tę uruchomi dopiero Anglicy, uważając, że ta pokraka nie będzie zagrożeniem dla ich Wspaniałych Aut. Hehe, stała się zagrożeniem w 10 lat (1955-65) a potem fabryka w dawnym obozie koncentracyjnym i jednocześnie „modelowym osiedlu robotniczym, kierowanym przez Partię, o nazwie, a jakże, Wolfsburg (Wolf = Adi) przeskoczyła CAŁY angielski przemysł samochodowy. Najpierw ilościowo, potem pod każdym względem.

  96. À le fajna ta gwara…

    … i trzeba mi bylo parudziesieciu lat, zebym dzis sie dowiedziala, ze ogon to chwost… a jak bylam mala dziewczynka to strasznie lubilam patrzec jak babcia krowy doila… tak jej to sprytnie szlo, ze pare minut i wiadro bylo pelne… a ja czekalam tylko na to mleczko takie cieplutkie i slodziutkie… mniam, mniam.  No i jak babcia doila te krowy to nie moge zapomniec, ale zawsze bylo pelno much… i ja te muchy odganialam bo mi bylo strasznie krowy zal… ale krowa i tak odganiala sie swoim ogonem… a babcia ciagle mnie upominala zebym sie od krowy odsunela, bo jak mnie kopnie kopytem… albo pacnie chwostem… to tylko fikne i jeszcze placz wielki bedzie.

    Ciagle mnie to nurtowalo, dlaczego babcia nie mowi ogon tylko jakis „chwost”… no i teraz dopiero zrozumialam…

    … no… i ten… pedzel… nie moge wytrzymac ze smiechu !!!… fajna ta lesnicza gwara.

  97. Wystarczy. Lata całe nie miałam kogo spytać, pozostając w nieustannym osłupieniu.

    Nawet jako pasażera, interesują mnie  tylko samochody wygodne i niezawodne.

  98. Ja również zmieniłem zdanie po przeczytaniu wspomnień Milewskiego ,ale również polecałbym „Dziedzictwo ” Kossak -Szczuckiej .Scena w której faktor Pułaskiego wchodzi po raz pierwszy do dworu przez reprezentacyjne wejście i żąda składki na powstanie.Pułaski oddaje mu przygotowany do spłaty posag Zofii -żony Juliusza.Jest w „Dziedzictwie’ jeszcze wiele innych ciekawych momentów.Pozdrawiam

    T.Sig

  99. Dzik ma tabakiere my też możemy. Piosenka niepoprawna politycznie.

    https://youtu.be/Ns0zRnC7Wio 4:17 tabakiera. Kayah.

    Swoją drogą, gdyby ona tylko śpiewała, a nie gadała, to by było lepiej

  100. Moze i niepoprawna… ale te „tabakiere” 7 lat temu slyszalam  w wykonaniu Bregovicia… no i to bylo super.  Przed wykonaniem zastrzegl, ze ma z nia, Kayah „na pienku” i ona sobie zatrzegla wykonywanie tej piosenki, ale on i tak ja zaspiewal…

    … rzeczywiscie, z czasem coraz bardziej widac jakie to bylo beztalencie… ale „kariere” zrobila… zawsze bylo mi ciezko i patrzec i sluchac jej… paskuda.

  101. Czyli tak naprawdę, to sztucznie wypromowano ten samochód i uczyniono modę na niego, tak jak we Francji na inną paskude – Citroen Żaba.

    https://s1.cdn.autoevolution.com/images/news/citroen-2cv-receives-bmw-motorcycle-engines-in-the-uk-video-85824-7.jpg

    Wydaje mi się, że najpularniejsze były jeszcze brzydsze, takie strasznie wysokie. Wyglądały jak puszka.

  102. I jeszcze-samura,wycinek,przelatek,warchołek,odyniec,adiutant,locha…

  103. On nie nazywał się Pułaski. To był majątek Gałczyńskich.

  104. Musze tę anegdotę prawdziwą o golfie, zanim tu Gabriel nie przyjdzie i nas nie wymiecie 😉

    Przyjaciółka, mieszkająca w górskich okolicach, w latach 80-tych miała używanego golfa z RFN. A nawet bardzo używanego, oraz użytkowanego przez nią bez znieczulenia na wsi /mieszkała bowiem w górach/. Któregoś wieczoru telefonuje i w ogromnych emocjach opowiada mojemu mężowi, jak to po drodze – na szosie, w pędzie – do Nowego Sącza poczuła, że zapada się pod nią podłoga wraz z fotelem kierowcy,  na skutek polsko – niemieckiej rdzy. Mój bardzo elegancki mąż, który nigdy się nie wyrażał i nosił fulary, zapytał natychmiast: Anuś, i dupa ci się nie zapaliła?

  105. Śpi leśniczy w leśniczówce i słyszy tupot. Patrzy – a to droga biegnie do lasu.

    Śpi leśniczy w leśniczówce i słyszy pukanie. Otwiera – a to przyszły owoce jego pracy.

     

    Etc., etc..

  106. Teraz jak Pani to przykre zdarzenie przyjaciolki opisala, no i jeszcze z reakcja bardzo eleganckiego meza to wyglada to przesmiesznie… i sama usmialam sie jak norka… ale jeszcze pol roku temu, a moze mniej mialam takie „mrozace krew w zylach zdarzenie”.  Otoz jadac autem w trakcie hamowania pekla jakas sprezyna bedaca czescia mechanizmu blokujacego fotel kierowcy… fotel sie zeslizgnal do samego konca…  ja z fotelem odjechalam na taka odleglosc, ze nie siegalam nogami ani sprzegla ani hamulca ani gazu… ani kierownicy… bylam w centrum Rennes.  To szczescie od Pana Boga, ze nie wpadlam w panike i ze bylam z przyjacielem… zaraz jednym tchem wlaczyl swiatla awaryjne i kierunkowskaz… a ja  cudem zsunelam sie tylkiem  na podloge, przyjaciel trzymal kierownice i w ten sposob udalo mi sie zatrzymac… myslalam, ze dostane zawalu serca z przerazenia… potrzebowalam chyba z pol godziny aby dojsc do siebie i kontynuowac jazde.

  107. Jestem w domu.

    Dziękuję !

  108. Łomatko!

    Jestem absolutnym dnem autowym. Niczego nie potrafię w zasadzie. I mnie kiedyś, gdy wracałem ze stajni /kawał poza miastem, droga: góra -dół, potem środek miasta/, mechanizm fotela odmówił posłuszeństwa. Zaparłam się i trzymając z całej siły kierownicę, jeżdżąc jednak /siły fizyczne silniejsze ode mnie/ w te i we wte na tych górach, dołach, hamowaniach, ruszaniach etc., dobrnęłam ze śmiercią w oczach do domu. Opowiadam dziecku, a dziecko poszło do auta i pokazało, iż jednym ruchem można było fotel okiełznać. No i miało tę szczególną minę besserwissera spoglądającego na matoła :)))

    Paris, wszystko co przeszłe, o ile można /jak się przeżyło…/ zamieniam na anegdoty śmieszne. To bardzo ułatwia i urozmaica życie. I Panu Bogu dziękuję, że mnie obdarzył taką cechą. Którą bardzo polecam 🙂

  109. Miałem coś takiego w „Szarej Strzale” Polonez 1988. Żeby dosięgnąć do pedałów, wciągałem się na kierownicy (wielkiej, chyba z 50 cm) 🙂

  110. Z podziwem podziwiałem trzy rzędy foteli w (he) Chaika

  111. Czajka jako popularny model ludowy nasuwa się sama przez się.

  112. Ja tez juz lapie sie na tym, ze sie usmiecham na to jak – w okamgnieniu zjechalam na podloge zeby zahamowac… inaczej  i bez przyjaciela to raczej na 99% taka sztuka bylaby niewykonalna… chyba ze Sila Wyzsza by zadzialala.

    Jeszcze tego samego dnia przyjaciel zadzwonil i umowil wizyte do garazu. Za dwa dni caly mechanizm byl wymieniony na nowy, od reki i na poczekaniu… mechanik powiedzial, ze to male ustrojstwo bylo mocno zuzyte… i mialo prawo sie zepsuc… i tyle… ale co sie najadlam strachu – to moje.

  113. To sie tak szybko stalo… i to byl taki szok, ze ja tylko myslalam zeby sie nie zabic albo innych… az mnie ciarki przechodza jak sobie przypomne.

  114. To prawda. To jest bardzo szybkie. Wczoraj jechałem Al. JPII, środkowym pasem, między Anielewicza i Stawkami i coś spadło „z góry” na szybę (przednią).

    Dziwne, huk okropny, zero szkód, ale dalej jak jechałem Popiełuszki, to miałem cykora przed mocno pochyloną topolą.

  115. To nie tak. Jak pęknie – dosłownie – rama fotela, to nie pozostaje nic innego, jak między fotel a tylną kanapę wcisnąć coś jak skrzynkę (po mleku, wodzie mineralnej, piwie, winie, wódce…). Naprawdę zadziałało. Skrzynka 🙂

  116. Takie rozne zdarzenia – jak chociazby – te „zapadajace” sie podlogi czy te „odjezdzajace” fotele… czy rozne zywioly – to sa rzeczy, w swietle ktorych czlowiek jest bezradny jak male dziecko… tu dziala tylko Opatrznosc.

    4 lata temu jak wracalismy z Polski do Francji na autostradzie tak przed Dortmundem piekna sloneczna pogoda zmienila sie w ciagu kilku doslownie minut… niebo zrobilo sie po prostu czarne… ni stad ni z owad zerwal sie silny Wiatr, zaczely walic pioruny… jakby diabel sie wsciekl… zaraz zaczal padac deszcz, ale strasznie wielkimi kroplami… a za pare sekund… grad… a dokladnej  cale bryly lodu.  Wszystkie samochody na autostradzie stanely w miejscu takie bylo bombardowanie tymi brylami lodu… na moim samochodzie naliczylam 48 wgniecen na karoserii od tych bryl, niektore mialy z 10 cm srednicy, szyba z przodu od strony pasazera rozbita w drobny mak, taka pajeczyne, ze prawie nic nie bylo widac… a od strony kierowcy ani jednego uderzenia… po prostu zostalo w calosci takie male okienko z widocznoscia… chyba tylko po to zeby jednak dojechac szczesliwie do tej Francy… tak to sobie tlumaczylam.

    Podczas tego kataklizmu na autostradzie panowal krzyk, pisk, placz i dzieci i doroslych… jak to mowia „dantejskie sceny”… szczesliwie dojechalismy, a potem zaczela sie walka o odszkodowanie i reperacje szkod… i po 3 miesiacach auto bylo jak nowe… ale trauma zostala do dzis… po prostu jak slysze o ulewach, burzach, wichurach to az mnie cos przeszywa i paralizuje… jak chociazby przedwczoraj bardzo sie zdenerwowalam przez ulewy w Warszawie.  Chyba musialy byc wielkie bo az w telewizorze francuskim wspomnieli, ze w Warszawie przeszla taka straszna ulewa.

  117. Ja zablokowalam siedzenie solidnym pudelkiem kartonowym i dalo rade dojechac do domu… i do dzis to pudelko woze w bagazniku.

  118. o motywacji i tożsamości.

    W Warszawie było plackami w czasie i przestrzeni. To nie to co w Bytomiu.

    🙂

    Długo się namyślałem. Ehh !

  119. A dziekuje, bylem, 4 ksiazki kupilem. Fajnie sie gadalo i sluchalo.

  120. Kur,e zjed,ącej na njka h podsunięto kawałek futrą – kura zaniepokoiła się, ale po czasie straciła zainteresowanie. Kawałek futra zaopatrzono w 2 paciorki i efekt zaniepokojenia kury był zdecydowanie większy, W następnym podejściu markowano futrem ruch skradający i to było to. Kurze puściły nerwy. Niestety nie badali jak na kurę działa zapach.

  121. Ach te paluchy i mikra klawiatur telefonu!!!

    Kurze siedzącej na jajkach…

  122. Gabriel Maciejewski o nowych antysocjalistycznych książkach
    Przez

    Jan Bodakowski
    https://www.youtube.com/watch?v=d2k9khoqeXs

  123. Rozalko miłością dozgonna obdarowywali Volkwagena Garbusa – bo ten samochód był „piękny inaczej”.

    No ale to tango „Tabakiera” było mi nieznane. A wykonanie tańca przez parę: Natalię i Endriu z polskim nazwiskiem, oraz przez rosyjskich łyżwiarzy po prostu c u d o w n e.

  124. Dobra, będę wozić ze sobą skrzynkę piwa. W razie czego – może na policję się przyda? 😉 /Bo notorycznie nie zauważam ograniczeń prędkości./

  125. Skrzynkę piwa i dużą torbę orzeszków ziemnych. Nie powiem, raz zadziałało. Radar pod/za Wrocławiem, na A4. Zatrzymali, a było tej prędkości… trochę, ja truchtam z sześciopakiem do chłopców-radarowców, mówię: tu są dokumenty, a tu są orzeszki, bo z samymi dokumentami to precież wstyd, zupełnie nie wypada. Czekam minutę, obserwują drogę. Czekam drugą, jeden zaczął ruszać jakąś wtyczką, mówi: sprzęt sprawdzamy, proszę nie przeszkadzać. Cóż było zrobić… odjechałem. Porządnie sprawdzony sprzęt rzecz ważna, tu żartów nie ma 🙂

  126. No proszszsz…. :)) Dobra, pomyślę o inwestycji w orzeszki.

  127. @Coryllus Olsztyn to niewiarygodny rak czerwonej mafii, jestem w szoku, że w ogóle dostałeś to zamówienie. Mam tam rodzinę.

    Już się ucieszyłem, a potem usłyszałem resztę wpisu…

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.