Lut 182020
 

Jeśli komuś zdawało się, że przestanę, ten się niestety pomylił. Zainspirowało mnie kilka komentarzy. Szczególnie te, które dotyczyły merytorycznej strony wystąpień ojca Szustaka. Zacznę jednak od czego innego. Są dwa sposoby, żeby zaistnieć na rynku treści – rycie i szlifowanie. Zacznę od szlifowania. Rynek zalewany jest masą śmiecia, które ma wyłącznie funkcję propagandową. Nawet jeśli nie wydaje się,  że ona taka właśnie jest. Dobrym przykładem jest tutaj film „Na noże”, który wykorzystując starą, ograną ze szczętem, formułę brytyjskiej komedii o klasie wyższej, promuje imigrantów i zachwala ich obecność. Imigranci są po prostu lepsi, uczciwsi, piękniejsi, nie mordują i nie kradną. A do tego mają poczucie humoru. Wyjaśnienie komuś, że zaangażowano tak poważne środki, po to tylko, by na końcu umieścić średnio przekonującą pointę jest trudne, albowiem ludzie chcą wierzyć, że świat i emitowane przezeń treści są jak biblijna mowa – tak-tak, nie-nie. I to jest zrozumiałe, ale przyznać trzeba, że działa tu mechanizm wyparcia, od którego nie są wolne nawet bardzo inteligentne istoty. Żeby się odeń uwolnić nie wystarczy prowadzić normalne życie i inspirować się obecnymi na rynku treściami. Trzeba zajmować się ryciem. Rycie zaś brudzi ręce, grudki gliny przylepiają się do nosa i palców, paznokcie się brudzą i człowiek nie wygląda zachęcająco. Nie wygląda też przekonująco, czego wielokrotnie doświadczyłem, albowiem ryciem zajmuje się zawodowo. Jakby tego było mało, dochodzę do wniosku, że cała glina, w której ryjemy, została tu nawieziona celowo i rozwarstwiona bynajmniej nie przez czas i geologiczne procesy, ale przez trzy kompanie rekrutów z jednostki wojskowej w Goleniowie. Za dużo guzików się w niej znajduje. Wróćmy jednak do szlifowania. Ludziom, którzy nie zajmują się emisją treści zawodowo, nie można zarzucać, że oceniają błędnie jakąś jakość, lub, że czynią to pod kątami, które twórca tej treści specjalnie tak poustawiał, żeby zmienić ich optykę. Możemy jednak takie uwagi zgłaszać do ludzi, którzy roszczą sobie pretensje do rozpoznawania prawdy na rynku. I to właśnie czynimy. Otóż jest tak, jeśli ktoś przeszedł przez podstawowy kurs ikonografii średniowiecznej, jaki swego czasu był na historii sztuki, albo przez taki, jaki jest w seminarium duchownym, a powiem Wam, że niczego się człowiek tak szybko nie uczy jak ikonografii średniowiecznej, może – w oczach dziennikarza, socjologa czy anglisty, uchodzić za wielkiego znawcę Biblii. Ja zaś, gdybym kogoś zabrał do lasu i przez pierwsze pięć minut wskazywał rośliny i wymieniał ich nazwy po polsku i po łacinie, uznany bym został, za wybitnego botanika, w oczach tych samych osób. To jest trochę słabsze niż znajomość Biblii, ale też robi wrażenie. Choć przecież jasne jest, że nie jestem botanikiem, a jeśli idzie o kwestie przyrodniczo-ekologiczne, znawcą prawdziwym jest Greenwatcher. Chodzi o to, by prócz tych śladowych umiejętności, które gdzieś tam zdobyliśmy, mieć jeszcze tę charyzmę ulicznego iluzjonisty, pozwalającą na odwracanie uwagi publiczności w odpowiednich momentach. I leci.

Szlifowanie jest pozornie łatwiejszym sposobem na zaistnienie wśród autorów, albowiem ludziom, którzy je uprawiają, wydaje się, że od razu dostają gotowy schemat współpracy z odbiorcą. Lekko go modyfikując i dodając coś tam od siebie, jakiś kawałek choreografii, osiągną upragniony efekt, czyli zdobędą serca publiczności. Tak się przeważnie nie dzieje, ale oni nie rozumieją dlaczego. Otóż szlifowanie zarezerwowane jest dla organizacji i osób, które pozostając na pensji, muszą utrwalać schematy propagandowe, to zaś oznacza wprost schematy sprzedażowe. Do tego jeszcze dochodzą służby, które wyłaniając spośród siebie w drodze selekcji negatywnej, najsłabszych autorów, usiłują uwodzić czytelnika naśladownictwem obecnych od dawna na rynku formuł. I teraz ważna rzecz – tajniacy nigdy nie będą zajmować się ryciem na rynku. To jest poniżej ich godności. Oni mogą jedynie szlifować formuły, które ktoś im wręczy. I tak mamy tego całego mistrza, od samotności w sieci, który przecież musi opowiedzieć o swoich najintymniejszych sprawach i uczynić to w sposób do porzygania nudny, ale za to czytelny dla masowego odbiorcy – musi wyszlifować schemat. Czekajmy teraz aż jakiś milicjant zostanie sławnym opisywaczem rzeczywistości magicznej, bo segment sensacyjny, został już zajęty przez Sumlińskiego. Godność jest tutaj, bardzo ważną jakością, bo ja się wielokrotnie spotykałem  zarzutem, iż coś z moją godnością jest nie tak. Schylam się po śmieci, nie zachowuję form, które w oczach publiczności i ludzi poważnych podnosiłyby moje znaczenie i ryję. I rzeczywiście tak nie robię, a powiem więcej – mam to w dupie.

Musimy być wyczuleni na słowo „godność”, bo ono jest jak godło, jak znak rozpoznawczy. Jeśli ktoś zaczyna mówić o godności, musimy natychmiast włączyć sobie w oczach rentgen.

Podsumujmy więc – godność osobista, zawodowa, przekonanie o tym, że należą im się rzeczy najlepsze, a to znaczy rozpoznawalne i czytelne dla jak największej ilości osób, uniemożliwia tajniakom rycie i jest ich znakiem rozpoznawczym. Czasem jednak widzimy, że oni ryją. To są jednak bardzo ograniczone zakresy rycia. One mają za podstawę ich wiedzę zdobytą w zawodowej szkole, do której uczęszczali. Wiedzę, która dla ludzi pozostających poza tym zakresem komunikacji wydaje się czarnoksięska. No więc ja, jako absolwent bardzo porządnej szkoły zawodowej, mogę z całą odpowiedzialnością rzec – nie jest ona wcale czarnoksięska. Jest zwyczajna, ale nie jest obecna na rynku treści, albowiem tam są tylko schematy propagandowo sprzedażowe. Posiadanie tej wiedzy jest wynikiem rycia, a nie szlifowania.

Co sprzedaje Adam Szustak? Przede wszystkim siebie. To jest produkt i towar podstawowy, który jest modyfikowany w różnych wariantach. Poza tym Adam Szustak sprzedaje amerykańską psychologię przefiltrowaną przez wątki biblijne potrzebną mu do aranżowania terapii grupowej związków nieformalnych o różnym natężeniu emocji. Kluczem do zrozumienia przekazu Szustaka jest słowo „akceptacja”. Jesteś nikim, więcej – nie musisz być kimś, ale i tak cię akceptuję. To nie wszystko jednak. Adam Szustak wystawia certyfikaty akceptacji przez Pana Jezusa, który nawiedza go osobiście i konsultuje z nim różne sprawy. Jest metoda Szustaka rozwinięciem wątków, które znajdowały się w książce – „Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus”, tyle, że zamiast Marsa i Snickersa mamy w jego gawędzie postaci z Biblii, jako punkty odniesienia do zachowań i postaw ludzi współczesnych, którzy nie tyle powinni je naśladować, co podziwiać prestidigitatorskie umiejętności Szustaka w zakresie porównywania grubej Kaśki do Judyty i pryszczatej Samanty do Debory. Ktoś zwrócił wczoraj uwagę, że Szustak częściej odnosi się do Starego Testamentu niż do Nowego. To nie jest przypadkowe moim zdaniem. W ciemno obstawiam, że do tradycji nie odnosi się nigdy i taka na przykład św. Kinga w jego wykładach nie pojawiła się ani razu. O św. Stanisławie nie ma nawet co wspominać. To jest dla mnie oczywiste, albowiem na przykładach postaw świętych z czasów nam bliższych niemożliwe jest uprawianie tej psychologii dla ubogich, którą zajmuje się Adam Szustak. Tradycja zaś wypreparowywania postaci z Biblii i wmontowywanie ich w przekaz całkiem współczesny jest długa, dobrze rozpoznana i ćwiczona przez największych mistrzów pióra i słowa.

Ktoś powie, że odnoszę się z pogardą do ludzi prostych, którzy zaufali Adamowi Szustakowi. Powiem tak – moja pogarda jest niczym wobec jego pogardy. Tej zaś doświadczycie już wkrótce.

Posumujmy więc raz jeszcze – tajniacy emitują treści służące manipulacji, one zawsze muszą być podane na grubym cieście, żeby nie było wątpliwości, kto tu jest najważniejszy i najgodniej reprezentuje tradycję literacką i biblijną. To jednak nie zawsze bywa przekonujące, dlatego wierzch ciasta polewa się pikantnym sosem grzechu, który trochę pali w usta, ale jak się posypie kaparami i popije piwem, to w sumie nieźle wchodzi. Tak jest formatowany przekaz, który ma zostać strawiony przez masy.

Pojawiła się wczoraj kwestia akceptacji, jakiej Kościół ciągle udziela ludziom podobnym do Szustaka i jemu samemu. Kościół – mam na myśli hierarchów – oczekuje, że ratunek dla formatowego z ambony przekazu przyjdzie z zewnątrz. To znaczy, że uda się pomieszać formuły liturgiczne i tradycyjne z jakimiś nowinkami z rynku i to przyciągnie ludzi do Kościoła. Ta wiara jest widoczna, a ja o niej też często słyszę z ust księży. Jest to jednak wiara fałszywa. Nic takiego się nie stanie. Ratunek nie przyjdzie z zewnątrz. Stamtąd może przyjść jedynie katastrofa. Jeśli więc Kościół nie odnajdzie siły w sobie, będzie źle. No, ale skąd brać tę siłę. Z postaw świętych. Żadne psychologizowanie nie pomoże, bo Kościół nie może konkurować z terapeutami i udawać ośrodka terapeutycznego. Do tego zaś jest sprowadzany.

Jednym z naszych tutaj największych osiągnięć jest, w mojej subiektywnej ocenie, ponowne odkrycie św. Stanisława i jego legendy. Okazało się i mamy na to liczne dowody, że w kulturze polskiej istniała i pewnie nadal istnieje cała, mocna bardzo tradycja chlubienia się uczestnictwem w zabójstwie biskupa krakowskiego. To jest w mojej ocenie sprawa najwyższej wagi, domagająca się  ocen i publikacji, a także dyskusji. W kontekstach, jakie dziś w Kościele dominują, jest to jakaś bzdura nie warta uwagi. Jakieś, przepraszam, nic nie znaczące dziamdzianie. Istotne jest bowiem to jak wyjść z toksycznego związku, albo jak poradzić sobie z grzesznym nałogiem onanizmu. Mamy cały rząd mistrzów specjalizujących się w tego rodzaju pomocy. Kwestia zaś – jak powinien wyglądać stosunek duchownych do państwa oraz organizacji finansowych, które przecież istnieją tak samo, jak w XI wieku, jest w zasadzie nieobecna. To jest jednak kwestia kluczowa, która wiąże się także z Adamem Szustakiem. Chodzi o to, kto będzie się wypowiadał w imieniu Kościoła i kto będzie na to dostawał pozwolenie, a także czy takie pozwolenia są konieczne. Postawmy jeszcze inną kwestię – czy Kościół może zostać przejęty przez organizacje finansowe, które zaczną formatować wiernych tak, żeby sprzedawać im różne rodzaje produktów? Napisane jest – bramy piekielne go nie przemogą. Nie jest jednak napisane -bramy piekielne go nie przemogą, możecie więc siedzieć i gapić się na ołtarz jak stado baranów, albo słuchać oszalałych kaznodziejów. Niczego takiego w Biblii nie ma. Wyrażamy więc swoją opinię jako wierni i wyrażamy swoją niezgodę na wmontowywanie przekazu ewangelicznego w rynek treści, gdzie tajniacy sprzedają różne rewelacje i lansują się na swojej, o wiele zawyżonej godności. Ja powiem więcej – ja im oddaję cały ten rynek, z tymi wszystkimi formatami, tak przekonującymi, tak świetnymi i uwodzicielskimi, że niebawem nie będą mogli się opędzić od młodocianych wielbicielek. Biorę swoją saperkę i idę na zbocze ryć w glinie. To nic, że jej tu nawieźli. Są tak tępi i przewidywalni, że nie ma to żadnego znaczenia. Zawsze coś tam można znaleźć.

Posumujmy więc wszystko po raz trzeci. Rynek treści jest z istoty rynkiem wtórnym, Obecni na nim autorzy i emitenci treści nie rozumieją tego, bo muszą realizować prace zlecone. Tych zaś nie można sprzedawać bez wykorzystania obecnych, ogranych, oszukanych, po wielokroć wykorzystanych formuł. Żeby tworzyć nowe potrzebna jest odwaga, a tę mam ja, albo gwarancje państwa poważnego potwierdzające wagę i powszechną ważność nowych formuł. Polska takowych gwarancji nie udziela. Inne zaś państwa mają naszą czeredkę, pardon, w dupie. Tak więc bawcie się panowie i panie dobrze. Miłego szlifowania.

Na koniec konkluzja najważniejsza – jeśli czytelnikom zdaje się, że kłócimy się o Adama Szustaka, to mylą się oni przynajmniej w 60 procentach. Kłócimy się o to, że ja przecież nie mogę mieć zawsze racji. Bo niby kim ja jestem? Nawet o własną godność nie umiem się zatroszczyć.

Na dziś to tyle. Będę nieobecny, ale życzę wszystkim wesołej zabawy.

  22 komentarze do “O możliwościach zaistnienia na rynku treści. Stara, świecka tradycja III”

  1. Kłócić się o Szustaka
    To ściema byle jaka ☺

  2. To z nawiezieniem gliny – bardzo dobre porównanie.
     
    Uważam tak jak Sinistram na SN, że rozwałka idzie od unowocześniania modlitwy gitarami, słowami modlitw które nie pasują itp.
    Tradycję modlitw, pieśni, przejmujemy od dziadków, to Dziadkowie kształtują wnukom świat. Dziadkowie też przekazali rodzicom wiedzę, że bez Boga dziecka „na porządnego” nie wychowasz. (Przynajmniej moi dziadkowie mieli na mnie taki wpływ).   
    Młodzi w Kościele też się na Mszy Św. chcą skupić, przemyśleć, zastanowić, oni nie przyszli na koncert gitarowy, gdyby myśleli o koncercie wybraliby Torwar. Kościół to tradycja wzmocniona pocztem świętych.  

  3. To jest wielki dar od Boga mieć takich Dziadków. I tak na marginesie, takie pytanie ilu wyznawców ojca Adama chodzi regularnie na Msze św?  

  4. Drogi Coryllusie, a tak to się fajnie zaczęło kiedy Dominik Guzman zsiadł z konia i przeszedł brodem na drugi brzeg Arno. No ale kto dzisiaj zawracał by sobie nim głowę!

  5. Intuicja Coryllusa wygrała z wiarą Toyaha!
    O. Szustak działa pod fałszywą flagą. Przez to, jest bardziej niebezpieczny niż pastor Chojecki. Aby się tym przekonać wystarczy wejść na stronę jego prywatnej (sic!) fundacji Malak
    https://fundacjamalak.pl/wydawnictwo/
    Ta fundacja powinna się raczej nazywać Pustynne Majaki nie tylko dlatego, że jest powiązana personalnie z inną krakowską fundacją Głos na Pustyni. Aby się o tym przekonać nie trzeba nic czytać, wystarczy obejrzeć sprzedawane tam kartki świąteczne ☺

  6. Klikając na tej stronie w link sklep internetowy otrzymuję informację, nomen omen,
    Połączenie nie jest bezpieczne ☺
    Dlatego podaję bezpośredni link do kartek świątecznych
    https://www.sklepmalak.pl/pl/c/Kartki-pocztowe/69
    Jak mówił pewien Francuz „trzeba był siedzieć cicho „☺
     
     

  7. Był taki dowcip: mężczyzna moczył się w nocy, podczas snu, do łóżka. Nie pomagali lekarze rozmaitych specjalności. W końcu za radą znajomego trafił do psychologa. Po jakimś czasie spotyka ponownie znajomego, który pyta o efekty terapii: I co pomógł Ci, przestałeś się moczyć? Nie, moczę się nadal ale teraz jestem z tego dumny.
    Kiedyś odbyłem rozmowę z zakonnikiem, nawiasem mówiąc dominikaninem, dotyczącą spowiedzi generalnej, takiej z całego życia. Dominikanin w sposób obrazowy i zdecydowany wskazał na dwa porządki. Można sobie pogawędzić o trudnych sprawach, potrzebna jest do tego wygodna kozetka a celem takiej gawędy jest poprawa samopoczucia. To jest w uproszczeniu porządek terapii. Z drugiej zaś strony mamy konfesjonał, trzeba odrzucić pychę, zgiąć kolana i uklęknąć, najlepiej na czymś twardym, i uczciwie wyznać grzechy, żeby dostąpić wybaczenia i usłyszeć na pożegnanie: Idź i nie grzesz więcej! Nie ma nic pośredniego. Jest albo albo i tyle. Obawiam się, że o. Szustak i paru innych, popularnych kapłanów niestety te porządki miesza. W najlepszym przypadku wierzą, że w ten sposób przyciągną ludzi do Kościoła, w najgorszym są po prostu tak zadaniowani.

  8. Ma Pani całkowitą rację! Też tak uważam – Kościół powinien być takim miejsce – wyciszenia, skupienia, kontemplacji. Niestety, robione jest wszystko, by tak nie było. Z kościołów zrobiono sale koncertowe, wykładowe itp.
    Wprawdzie to, na tym filmiku, nie odbywa się w kościele, ale jednak…
    https://youtu.be/QLPkHN1GD3c?t=315
    https://youtu.be/9XuLdYk9CmE?t=399
    A to miało miejsce parę miesięcy temu w mojej parafii (parafia Najświętszego Zbawiciele w Warszawie). Proszę zerknąć, co się wyprawia w 13:05
    https://youtu.be/ZGz1NhP3cgY?t=768
     

  9. Rzeczywistość magiczna bez manipulacji
    Inside out Back to front

  10. w kwestii formalnej jeżeli chodzi o to, co zostało napisane. „Tu es Petrus, et super hanc petram aedificabo Ecclesiam meam; et portae inferi non praevalebunt adversum eam.” Już przy pierwszym oglądzie tłumaczenia „a bramy piekielne go nie przemogą” rzuca się w oczy nonsens. Niby piekło atakuje bramami? No właśnie. Zatem winno się to tłumaczyć raczej „et portae inferi non praevalebunt adversum eam.” ” i bramy piekielne nie odniosą zwycięstwa przeciw niemu” . Zamiana znaczeniowa jest ogromna, gdyż oto z obietnicy przetrwania podczas biernego oczekiwania na atak, otrzymujemy obietnicę przemożenia wszelkich bram piekielnych dla idących ze Słowem Bożym.

  11. Jestem pod wrażeniem przedsiębiorczości o.Szustaka
    Potężny biznes się zrobił z tego nauczania
     Amerykański styl: to widać, słychać i czuć 

  12. A od kiedy to margines na  msze chce chodzić ?

  13. Myślę,że to jest pajac w habicie, podejrzewam , że zadaniowany. Kładę go na jednej półce z Owsiakiem. Gdybym była przeorem w jego zakonie już dawno powiedziałabym mu Boyem, ” dość już machania ogonkiem i móżdżku bezeceństwa, czas już by stać się członkiem jakiegoś społeczeństwa…” Kiedyś od starej kobiety-babci usłyszałam, że on ma dobry wpływ na trudną młodzież. O swojej babci pisze i mówi z czułością i wdzięcznością pan Stanisław Michalkiewicz. Kto ma zdolne dzieci niech każe je uczyć łaciny. A potem / jednocześnie prowadzi rodzinę na msze św. trydenckie. W Krakowie polecam w Kościele św.Krzyża.

  14. To znany proces w ktorym chodzi o odebranie Jezusowi boskosci. Roznych narzedzi sie do tego uzywa. jednym z nich jest przetworzenie mszy w wodewil z kankanem a ksiezy w psychoterapeutow. 10 przykazan zastapi uduchawianie z masazami, krysztalami i bliskimi spotkaniami (3 stopnia) z UFO.

  15. sporo jeszcze schowane w rekawach to jeden z przykladow zoo polaczone z cyrkiem

  16. No tak na marginesie, gdybym na wykładzie używała wyrażeń potocznych w tym takich „do kupy”‚ lub „no to tego …” czy jakichkolwiek innych zachwaszczeń mowy polskiej, to bym po pierwszych zajęciach była przywołana do porządku, a tu zakonnik mówi do zebranych jakby wszyscy siedzieli na trzepaku.
    No nie wiem, ja byłabym ochrzaniona za taki styl  a O.Szustak na tym bazuje i jest to correct.
    Nie wiem co pomyśleć.
    Zwłaszcza , że zakonnik ten prezentuje poważne transcendentne  sprawy, nie jakieś tam (jak w moim przypadku) podstawy zarządzania czy podstawy marketingu.  
    Ma być luz, bo inaczej będzie drętwo? Może  i tak. 

  17. podobne kartki otrzymuję od siostrzenicy z Londynu: para sikorek, albo para reniferów, albo choinki, albo coś w podobie – nie wiadomo o co chodzi ilustratorowi.
    Natomiast odręcznie napisane życzenia dopiero informują ciocię że to święto Bożego Narodzenia. 

  18. Moje dzisiejsze zdjęcie jest czystym przypadkiem czyli białą magią. Drzewa i dachy, które wchodzą do kącika muzycznego (10 gitar i kolekcja whisky), to obraz z drugiej strony ulicy odbity w zewnętrznej szybie. Zrobiłem je minutę po sfotografowaniu rogatywki w glinie.
    Rzeczy w pokładach gliny
     

  19. Tak, mnie też odstręcza język tego kapłana – jak spod trzepaka. On zamiast wyciągać ludzi z tego grajdoła, utwierdza ich w przekonaniu, że w tym bagnie, w którym tkwią, jest dobrze i nie powinni z niego wychodzić, tylko żyć sobie tak dalej, bo jest miło i przyjemnie.

  20. Znam ks.Szustaka od 10 lat przynajmniej. Myślę, że odszedł bym od Kościoła gdyby nie On. Udowodnił, że Kościół nie jest „moherowy” i pełny sakralnego kiczu. Bardzo pomaga w związkach młodych ludzi. Uczy i motywuje, żeby czekali z seksem do ślubu, bo się poranią. Mówi facetom, że pornografia i masturbacja to śmierć. To plusy.Tłumaczy, że grzech ma wymiar czysto psychologiczny, jego nauczanie jest 100% posoborowe, czyli oparte według mnie na błędnej antropologii. Człowiek jest Dobry z natury, grzech to wynik zranień, grzech pierworodny to narzut kulturowy, a w związku z tym kościół ma towarzyszyć grzesznikowi, ale broń boże nic nie narzucać! Bo jak zacznie to porani, a z tego rodzą się napięcia.Są trzy wyjaśnienia, czemu zrobił z tą Hołownią tak:1) Albo jest głupi, nie rozumie rzeczywistości 2) Albo jest naiwny, patrz wyżej3) Albo jest zadaniowany od samego początku, ale to naprawdę byłaby intryga… teoria spiskowa, żeby aż tak? To czyni go złym człowiekiem.. 4) Albo ktoś ostatnio nacisnął, bo pokusa, żeby wykorzystać jego milionowe zasięgi na mediach społecznościowych duża, Cichocki zna dojścia na pewno, może nawet ktoś od dominikanów. Sam Hołownia tam przecież był.

  21. O czym pan mówi, bo nie rozumiem. 10 lat temu ojciec Szustak, jak sam opowiada, biegał za dziewczynami, będąc jednocześnie zakonnikiem. Panu zaś opowiadał, że seks przedmałżeński i masturbacja to śmierć? To są bardzo ciekawe kwestie, ale nie na ten blog. Bardzo proszę ich tu więcej nie poruszać

  22. Wiem, że średnio się czyta, ale to jest rzeczywistość, w której żyją młodzi w XXI wieku. Pokolenie rodziców (urodzonych w latach 60) nie jest w stanie zrozumieć tych problemów, bo im się policzki czerwienią. Można się obrażać, ale taka jest Prawda. Ten narkotyk jest mocniejszy niż heroina. Szustak był na PWST, na reżyserce. On biegał przed zakonem, nawróceniem, które jak opowiadał miał z charyzmatykami z Ameryki Południowej. Z tego co wiem, to 10 lat temu juz był na dobrej drodze, był duszpasterzem Beczki w Krakowie, wypuścił serię Pomarańczarnia. Ale to znowu jest ciągle ludzkie nauczanie o Zbawieniu Dusz jest mało. ;( Co do pieniedzy Szustaka, On je dostaje od ludzi, a słuchają go kosmopolici, a Oni kaskę mają. 

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.