Maj 262019
 

Najpierw słowo o panelu w Stężycy. Moim zdaniem wszystko wyszło dobrze. Najważniejsze zaś, że dopisała publiczność. Chciałbym bardzo podziękować wszystkim, że w tak niedogodnym i wydumanym terminie zdecydowali się przyjechać i siedzieć tam ponad trzy godziny. Miejsce jest bardzo ładne, nawet jeśli ktoś ma zastrzeżenia do architektury obiektu. Jest kawałek wody, w niej wędkarze zanurzeni po pachy, zawzięcie miotący błyski w nadziei na złowienie szczupaka. To jest, zaznaczam, możliwe, bo sam w tym akwenie złowiłem ich kilka. Na drugim brzegu wysokie drzewa, wielkie białe i czarne topole, za nimi wał wiślany, a za nim z kolei wezbrana rzeka. Niestety nikt chyba nie miał czasu spacerować po okolicy, a szkoda. Zgodnie z sugestią zebranych następny panel zrobimy w sobotę. Jeszcze nie wiem kiedy, ale w sobotę. Do Stężycy zaś wrócimy kiedy drzewa będą ozłocone, bo wtedy łowi się najwięcej szczupaków, no i cały krajobraz wygląda dość niesamowicie. Bardzo wszystkich przepraszam za to, że impreza zakończyła się w tak dziwnych okolicznościach. Coś nagle ścisnęło mnie w mostku, przeszło do kręgosłupa i prawego ramienia, no i koniec. Potem jeszcze wlazło do szyi. Musiałem się zwijać i jechać do szpitala na lotnisko w Dęblinie. Tam zrobili mi EKG, które nic nie wykazało, potem badania krwi, które też nic nie wykazały, a potem włożyli mi wenflon i wcisnęli do żyły całą strzykawkę przezroczystego płynu. No, a następnie przez dwie godziny siedziałem, bo nie leżałem pod kroplówką. Jakie dwa plastikowe worki czegoś przyjąłem. Czego nie wiem, ale pan doktor kazał się nie martwić. Na koniec jeszcze podali mi doustnie hydroksyzynę. Już po tych kroplówkach było okay, ale i tą hydroksyzynę wziąłem, w nadziei, że przestanę się denerwować. Piszę to wszystko, żeby uniknąć opowiadania o tym, podczas kolejnej jakiejś imprezy. Do domu dojechałem przed dwunastą w nocy. Rano już było okay. Jeszcze raz wszystkich przepraszam.

Teraz powiem w czym portal Szkoła Nawigatorów jest lepszy od portalu salon24. Otóż w tym, że u nas nikt nie podejmuje idiotycznej dyskusji o ciszy wyborczej, a jeśli ktoś to dziś zrobi wyleci od razu i nieodwołalnie.

Teraz do rzeczy. Wszyscy pewnie zauważyli, że nadużywam tu słów hierarchia oraz tradycja, ale nadużywam ich w kontekstach odległych od standardów. Piszę na przykład o tradycji politycznej albo i tradycji prowadzenia handlu. To samo jest z hierarchią, kiedy używam tego słowa, tylko czasem mam na myśli hierarchię kościelną. Kiedy gawędziliśmy sobie w Stężycy o przeniewierstwach Kompanii Moskiewskiej, przyszło mi do głowy coś, w mojej ocenie niesamowitego. Chodzi o stosunek do Rosji i budowę relacji z Rosją. Tak w wymiarze państwowym, jak i indywidualnym. Ja byłem zawsze odporny na uwodzicielski urok Rosji i Rosjan i nie przeżywałem żadnych w związku z tym krajem sentymentów. Oto wszyscy lub prawie wszyscy komentatorzy zachłystują się zachwytem, (bądź przerażeniem, zależy gdzie stoją) nad siłą i brutalnością Rosji i Rosjan. To jest uwodzicielskie i fascynujące, a także godne naśladowania według niektórych. Tymczasem, i widać to gołym okiem, że Rosja i Rosjanie głęboko lekceważą tych, którzy próbują epatować ich takimi postawami. I sami liczą się wyłącznie z siłą. Polaków dotyczy to szczególnie, bo z nami Rosjanie nie liczą się w ogóle i mają nas w głębokiej pogardzie. Bez względu na to co robimy. Ich nie interesuje folklor, emocje i nastroje. Rosjanie, mogę się mylić, niech mnie k-bedryczko poprawi, zainteresowani są jedynie kwestią „kto kogo”. To jest, przyznaję sprawa inspirująca, w różnych zakresach emocji i zdarzeń, ale też łatwa do wykorzystania. Czego z kolei sami Rosjanie nie rozumieją, bo nie zrozumie niczego ktoś kto wierzy w gołą siłę. Zanim przejdę do omówienia tego fenomenu, chciałem zwrócić uwagę na ten przedziwny stosunek Polaków do Rosjan. Ludzie, oni mają nas w du…pie i nie aspirują do naszych hierarchii. Nie interesujemy ich jako ludzie, ani jako potencjalni partnerzy. Interesujemy ich wyłącznie jako poddani, którym można zrobić coś złego i nieprzyjemnego w ramach zemsty i odwetu za jakieś wyimaginowane przewinienia. Dziwię się zatem tym, którzy zdając sobie sprawę z mentalności Rosjan, z ich siły i uwielbienia dla siły, usiłują ich kokietować. To jest niezwykła wprost niekonsekwencja.

Nie pamiętam już kto nazwał Rosjan białymi Arabami. Chodziło o to, że są tak samo podstępni, tak samo dziecinni i tak samo łatwi do wyprowadzenia w pole. Pewnie zrobił to jakiś Żyd, bo któżby inny. Przywołuję z pamięci takie obrazki – wizyta Putina u młodszego Busha w Teksasie, surowe warunki na rancho, wszyscy poprzebierani za kowbojów, jakaś przejażdżka, a potem krwiste befsztyki z rusztu. I nic ponadto, może jakieś małe piwo. No i kontrpropozycja w czasie wizyty Busha w Rosji, stół uginający się pod ciężarem jedzenia, 40 gatunków samej ryby, niezwykle wyszukane napoje i srebrne zastawy. Wrażenie piorunujące. Jeśli bowiem idzie o sposoby wciągania Rosjan w pułapki, to są one zawsze takie same. Oni się nie powstrzymają przed eskalacją w prezentacji swoich przewag i osiągnięć. Jak w piosence Kaczmarskiego – nawet trudny kunszt baletu najlepiej ja posiadałem na planecie tej.

Rosjanin, nawet bardzo przebiegły, nie zrozumie postulatu – wystrzegaj się ostentacji połączonej z nonszalancją. Nie zrozumie, bo nonszalancka ostentacja to jest jego żywioł. I zawsze znajdzie, demonstrując taką postawę, rzeszę wielbicieli i wielbicielek, także wśród polityków. I teraz właśnie, nonszalancko i ostentacyjnie Rosjanie zwodowali atomowy lodołamacz, który udrożni przejście północno-wschodnie. My w Stężycy rozmawialiśmy prawie wyłącznie o przejściu północno-wschodnim. I doszliśmy do wniosku, że jakiekolwiek próby udrożnienia tego przejścia kończą się dla Rosji tragicznie. Czy Rosjanie to w ogóle rozumieją? Nie, bo nie rozumieją co to jest tradycja polityczna i tradycja handlowa. Z chwilą kiedy udrożni się przejście północn-wschodnie, Rosja przestanie być komukolwiek potrzebna. Połączy bowiem, poprzez swoje terytorium Daleki Wschód, gdzie mieszka mnóstwo żółtych ludzi, z zachodem gdzie wymyśla się zaawansowane technologie, które następnie produkowane są na wschodzie, a także w Stanach. Najkrótsze drogi transportu zostaną otwarte, a Rosjanie maja pewnie nadzieje, że staną się pośrednikami w obrocie jakimiś ważnymi dla cywilizacji przedmiotami. W mojej ocenie staną się zawadą i zaczną przeszkadzać i już teraz powinni rozglądać się za kimś kto będzie ich protektorem w czasach kiedy owo przejście północno-wschodnie zostanie ostatecznie otwarte. Oni jednak tego nie zrobią, bo wierzą, że wystarczy mieć lodołamacze atomowe, żeby panować na północnymi morzami. To jest trochę tak, jak z tym chińskim murem. Wystawiono go dla obrony przed koczownikami, a kierownik koczowników, imieniem Temudżyn, powiedział, że mur jest tak silny, jak ludzie, którzy go bronią. No i okazało się, że on wcale nie jest silny.

Rozmawialiśmy sobie w Stężycy o tym, że polityka, szczególnie polityka rosyjska ma kilka planów, z których widoczny jest jeden, może dwa. Najgorsze jest zaś to, że ów plan jest widoczny dla miejscowych i przez miejscowych traktowany serio. Tymczasem Rosja nie jest i nigdy nie była tym czym się wydaje. Żeby zaś ruszyć na jakąkolwiek wojnę zawsze potrzebowała pozwolenia i wsparcia. Tego wsparcia dostarczały jej banki. Szymon wspomniał cara Pawła i jego próbę uwolnienia się spod wpływu banków brytyjskich, co miało zaowocować atakiem na Indie. Jak się skończyło wszyscy wiemy, car został zamordowany przy udziale własnego syna, Aleksandra, który został jego następcą, a potem także zniknął w tajemniczych okolicznościach. Jakim złudzeniem jest władza w Rosji, przekonali się najlepiej kozacy w czasie rewolucji i wojny domowej. Kozacy, pretorianie systemu samodzierżawia, którzy traktowali cara i firmowany przezeń porządek jak najbardziej serio, stali się dla bolszewików stadem psów przeznaczonym do bezwzględnej eksterminacji. Nie było przebacz, nie było negocjacji i nie było żadnych dyskusji, kozacy mieli być unicestwieni w jak największej ilości. Trzeba było zabić tylu ilu się zabić zdoła. Okazało się, bowiem, że władza, w którą wierzyli kozacy to tylko pozory, podobnie jak ów stół uginający się pod ciężarem 40 gatunków ryb. O tym jednak oni sami, a z nimi wielu Rosjan, przekonali się na końcu. Dodam jeszcze tylko, że przed rewolucją Rosjanie zaczęli budowę kolei transsyberyjskiej, a teraz zaczynają budowę lodołamaczy atomowych. W mojej, być może błędnej ocenie, jest już po nich. Mogą tylko wybierać między Kompanią, Żydami, a Chińczykiem. Nie wiadomo jeszcze na co się zdecydują. Nie wiadomo też kto będzie decydował.

Pycha jak wiadomo kroczy przed upadkiem. To znana prawda. Ja zaś, czytając Dziennik wypadków Karola Estreichera, dowiedziałem się rzeczy następującej – oto w połowie lat siedemdziesiątych towarzysz Breżniew postawił postulat korekty granic Polski. Mieliśmy się przesunąć o wiele kilometrów za zachód, granica miała przebiegać pod Limanową. Wiązało się to zapewne z odkryciem jakichś, do dziś nie ujawnionych złóż na Podkarpaciu. O tym jednak Karol Estreicher, znajomy dobry Józefa Cyrankiewicza i protegowany Alicji Jaroszewicz, nie pisze. Towarzysz Andropow zaś, kiedy został gensekiem, widząc całą zgniliznę moralną i miękkości zachodu, zażądał wprost, by kraje Europy zachodniej wystąpiły z NATO. To niezwykłe prawda? Zażądał a potem umarł niespodziewanie dla samego siebie. I większość z nas ma ów fakt w pamięci. Potem gang zwany KPZR wybrał na szefa kompletnie zramolałego towarzysza Czernienkę, który zawinął się jeszcze szybciej niż poprzednik i, jak to mawiają, „się zaczęło”. Granicy nie przesunęli pod Limanową, przeciwnie, stało się coś innego, Polaka na papieża wybrali.

Mając to wszystko przed oczami, jakim trzeba być idiotą, żeby słuchać Diugina i się nim fascynować. Jakim trzeba być idiotą, żeby wierzyć w rosyjską politykę i rosyjską siłę. I jakim trzeba być idiotą, żeby okazywać Rosjanom cień choć sympatii, który oni natychmiast zinterpretują to jako słabość i poddanie. Jedyne bowiem co interesuje Rosjan i co im imponuje to siła i jej konsekwencje. I niektórzy z nich dobrze wiedzą, że tylko w krajach takich jak Polska mogą bezkarnie demonstrować tę siłę. W konfrontacji z innymi organizacjami, takimi jak kompanie, tracą rezon i podkulają ogon. My zaś, i to powinno być wpisane do konstytucji, nie możemy ustępować przez ludźmi, którzy kulą się i drżą na widok przedstawiciela banku. I tego się trzymajmy. Dziś, jutro i na jesieni.

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  20 komentarzy do “O nadużywaniu słów hierarchia i tradcyja”

  1. bolszoje spasiba za konkrety.

    ja mam 49 i zrobiłbym bez wahania echo, holter i może pełny skan.

    robiłem w 2017. kara za lekceważenie zmęczenia.

    jak lekarz mówi, żeby się nie martwić, to zmieniam na mówiącego o przyczynach.

    pzdr.

  2. Nie, no rzeczywiście, tak to biega jak Pan pisze. Chyba jakiś angielczyk pisał, że był zdumiony obserwując Rosjan w walce, że za nic mają życie, że niby tacy zażarci w boju…

    Dobrze że zdrowie wraca a ta słabość dała chwilę odpoczynku.

  3. no tak, te nagłe odejścia władców rosyjskich, choćby jeszcze  ten „cud domu brandenburskiego” – ładna i łagodna nazwa sytuacji gwałtownego odejścia na tamten świat, tej  carowej, która swoim oporem stanowiła zagrożenie dla pruskiej dynastii.

    Albo gwałtowne odejście na tamten świat  Potiomkina, zaraz potem kiedy zdobył kawałek wybrzeża Morza Czarnego i zaczął tam tworzyć rosyjskie osadnictwo.

    No tak, coś w tym jest.

  4. To pozory, jak sądzę. Za caratu państwowa cerkiew głosiła chwałę i konieczność walki za cara batiuszku, a piered bojem serwowano porcję spirta. Po rewolucji zaczęto stosować bardziej radykalne środki: na tyłach tyraliery szwendał się w ukryciu politruk z kałachem, czy tam inną pepeszą i wymierzał na miejscu karę za brak zapału do walki. Pojedyncze przypadki gierojew sowietskowo sojuza, upamiętnione „perłami” sowietskoj litieratury, to przede wszystkim wynik komsomolskiego „wychowania” i znacznie podkoloryzowane literacko.

  5. Kiedyś postrzegałem Rosję jako ogromny kraj o niekończących się obszarach leśnych pełnych rzek i jezior gdzie można wędkować ,polować i wszystko co z przyrodą związane wyczyniać . Po latach jednak stwierdziłem że sam na pieszo nie przejże polskich lasów a co dopiero Rosję .

  6. Dobrze, że Gospodarz wraca – mam nadzieję – do zdrowia, czego serdecznei życzę. Dohtorom można czasem trochę pomóc – dbając o własne zdrowie! Kochanowski – choć (prawdopodobnie) żył częściowo za obce pieniadze – miał jednak rację pisżąc „szlachetne zdrowie … nikt nie pojmuje ….”

    A dzisiejszy tekst ? Po TAKIM (wspaniałym!) panelu? Palce lizać !!!

    Dziekuję. Zrowia życzę i serdecznie pozdrawiam !!!

  7. Nie wiem, czy przypadkiem to, co bierzemy za Rosję i Rosjan nie jest tą eskimosko-rosyjską kastą, której liczebność ktoś gdzieś (??) oceniał na co najmniej 20 milionów. Produkt wiadomej epoki, trwającej już 100 lat, nie licząc czasu inkubacji w poprzedzającym okresie. Ot choćby mamusia tawariszcza Andropowa, o której wiadomo niewiele, lecz chyba wystarczająco. No i czy przypadkiem ta inkubacja nie rozpoczęła się kilkaset lat wcześniej, chociażby od sławetnej opriczniny.

  8. A inni nas traktują też nieinteligentnie

  9. Wczoraj właśnie usłyszałem od kolegi, który dzień wcześniej wrócił z Szanghaju, że drugą nacją po Chińczykach są tam Anglicy i to Anglicy w najlepszym, kolonialnym wydaniu. Tacy chyba jak w „Imperium…” – Empire-building breed of Englisman. (Obecnie tylko gorzej wychowani.)
    Wspomniał również kolega, że w bezpośrednich kontaktach z Chińczykami zasłyszał jedno tylko przysłowie brzmiące: „nieważne czyja jest krowa, ważne, że my ją doimy”. Na jakiekolwiek inne azjatyckie mądrości, którymi epatuje Internet, nie natknął się wcale.

  10. A Andropow, który tawariszczu Andropowu użyczył był swego nazwiska, nie był – zdaje się – jego tatusiem, lecz ojczymem. Tak się „wyrabiały” właściwe papiery i legendy.

  11. Ciesze sie ogromnie, Panie Gabrielu…

    … ze po tej chwilowej niedyspozycji jest Pan juz w domu z kochajaca rodzina… wsrod swoich domownikow odzyska Pan zdrowie i dalsze sily do pracy… bo takie jest zycie – pracowac trzeba i nie ma to tamto.  Ja tez po sobotnim, calodziennym handlu wrocilam z Warszawy bardzo, bardzo zmeczona… udalo sie – z boza pomoca – prawie wszystko sprzedac, a po wieczornej kalkulacji moja handlowa sobota okazala sie nad niespodziewanie pomyslna finansowo… dzisiaj tez po dobrze przespanej dlugiej nocy czuje sie doskonale… i tak w kolko do nastepnego piatku i soboty…

    … ciesze sie wielce z  FANTASTYCZNEGO… absolutnie  GENIALNEGO  dzisiejszego Panskiego wpisu  !!!

     

    Pozostaje, Panie Gabrielu, jak zawsze z powazaniem, uznaniem, podziekowaniem, modlitwa i zyczeniem wszelkiego zdrowia dla Pana, Jego rodziny… takze dla siebie i wszystkich Gosci Panskiego bloga, TV i SN… oby dobry Bog zachowal nas wszystkich w zdrowiu  !!!

  12. A propos…

    … nazwania Rosjan „bialymi Arabami”  – to  sie  naprawde komus udalo  !!!

    Jeszcze w Paryzu  kilka razy dane mi bylo na Rosjan i Rosjanki sie napatoczyc… chociaz to nie ja szukalam ich towarzystwa… oni – raz czesciej raz rzadziej – krecili sie wokol placowek polskiego kosciola, prawdopodobnie ze wzgledu na mniejsza tzw. bariere jezykowa, ale wiekszych „karier” wsrod Polakow nie robili.  W mojej ocenie – rzeczywiscie sa namolni i nonszalanccy… smiesznie nonszalanccy… po ciut blizszej „znajomosci” towarzystwo rosyjskie lub rosyjskojezyczne omijalam baaardzo szerokim lukiem  !!!

  13. A propos…

    … salon 24… tego  ZOMBI  Igora i Bogny Janke to rzeczywiscie  skandal, ze  w  TOTO  jeszcze pakowane sa publiczne pieniadze  !!!

    To byla NEDZA  od samiutenkiego poczatku…  NEDZA  DOTOWANA  nawet przez samego  juniora  Morawieckiego… swego czasu  dErektora WBK… najlepiej  zarabiajacego w dodatku  !!!

    Jeszcze pare lat temu ta  NEDZA  afiszowala sie paskiem ze slynna galeria zdjec… Boze, kogo tam nie bylo… polYtycy byli i natenczas obecni… publYcysci… dyploMATOLY…

    … az  lza sie w oku kreci  !!!

  14. Panie Gabrielu, moja przyjaciółka trafiła jakiś czas temu na SOR z identycznymi objawami. Okazało się, że przyczyną objawów, które wzięła za stan przedzawałowy był ucisk kręgu na nerw. Pomogła fizjoterapia – wzmocnienie ćwiczeniami mięśni pleców i odciążenie kręgosłupa, nienaturalnie zginanego przy komputerze. Nie wiem, czy Pana sytuacja jest podobna, ale w razie, gdyby objawy się powtarzały, doradzałabym przyjrzenie się sprawie od tej strony. Przekazuję wyrazy szacunku i życzenia zdrowia.

  15. Tradycja i hierarchia to jest definicja rosyjskiego baletu i opery od kilkuset lat. Tak się złożyło, że dziś nad ranem, szukając na kanałach satelitarnych włoskich RAI Scuola lub RAI Historia natrafiłem na rosyjski kanał z filmem z roku 1979 oparty na operetce Straussa „Zemsta Nietoperza”. Kto che poszukać na YouTube może znaleźć przy użyciu słów kluczowych: Die Fledermaus lub Летучая мышь. Rzecz dzieje się w Wiedniu, a bohaterem jest bankier von Eisenstein, który przed pójściem do aresztu postanawia wybrać si e na bal. Klimat filmu jest zdecydowanie rosyjski, może z wyjątkiem kompletnie pustego aresztu, ale za to naczelnik, szef zmiany i pomocnik chleją jak należy (w odróżnieniu od arystokracji na balu), która promuje szampana). Ani Lenin, ani Stalin ani Breżniew nie zniszczyli rosyjskiej tradycji

    Na załączonych ilustracjach zamieszczam m.in. obrazy tłumów na otwarciu Teatru Wielkiego odbudowanego w trzy lata po pożarze w roku 1853.

    Tradycja i balet

  16. Jestem świeżo po lekturze o otruciu Stefana Batorego. Więc rozpatrzyłbym się, czy na sali nie było czasem jakiegoś potomka Johna Dee. Oni pilnują, aby świat (a już zwłaszcza Polacy) nie mówili prawdy o Rosji.

    Dużo zdrowia życzę!

  17. Bardzo elegancki tekst. Rosja to największa atrapa globu. Oraz największy sukces i zmora Imperium. Ty zaś, coryllusie, możesz cierpieć na achalazję, czyli skurcz wpustu żołądka (z nerw i nieregularnego odżywiania, jak mniemam), bo skoro inni troskliwie i korespondencyjnie pochylają się nad Twoją niedyspozycją, to czemuż by nie ja również? Lecz nie przywiązuj do tego nadmiernej wagi, bo może to być szereg innych stanów niepożądanych i nie ma co zanudzać Cię i przestraszać ich enumeracją.

  18. coryllusie miły, a Panie Gabrielu szanowny – rada, której udzielił mi mój św. pamięci Ojciec, a którą dzisiaj, jako kilka wiosen starszy od Pana człowiek przekazuję wtórnie, brzmiała: „bierz wszystko lekko” … wiem, że dobrych rad Pan nie lubi, ale ta jest bardzo dobra, a nie dobra 😉

  19. Czytam dziennik kard. Wyszyńskiego – z dość dokładnymi opisami codziennej aktywności. Do chwili aresztowania prowadził niezwykle aktywne życie. Aż się podczas czytania zastanawiałam, jak to wytrzymywał. W wieku 52 lat został aresztowany – i przez 3 lata przymusowo „odpoczywał”. Co nie znaczy, że nic nie robił. Był cały czas aktywny na miarę swoich możliwości. Myślę, że komuniści nawet nie wiedzieli jaką mu pewnie „przysługę” oddali ale niewątpliwie pomogli w przemyśleniu wielu spraw i „ogarnięciu” KK w Polsce. Sam zresztą napisał o tym – jako o dopuszczeniu przez Boga prób, które były dotychczas udziałem innych. Każdy w życiu powinien mieć czas, w którym wyhamowuje i podejmuje refleksje. Zdrowia życzę

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.