Cze 162017
 

Marzeniem każdego autora jest dotarcie do serc jak największej ilości czytelników i pozostanie tam na zawsze. To się oczywiście w większości przypadków nie udaje, ale wszyscy się bardzo starają i każdy autor jest święcie przekonany, że jego metoda jest dobra, skuteczna, a do tego jeszcze stosowanie jej jest moralnie bez zarzutu. To znaczy, że autor taki nie kokietuje jedynie taniochą, ale chce coś powiedzieć naprawdę i rozkręcić jakieś emocje, bardziej autentyczne niż te, które wywołują zaciekawienie dziewczyn i to charakterystyczne strzelanie oczami. To się zaś w Polsce nie udaje nigdy. I trzeba do tego przywyknąć. Stąd też większość autorów, po kilku nieudanych próbach sprzęgnięcia prawdy z własnym warsztatem, daje sobie z tym spokój i normalnie zaczyna opisywać jakieś łzawe historie, które Marek Hłasko streścił kiedyś w zdaniu „miłość, zdrada, takie tam gó..na”. Są jednak autorzy innego rodzaju, tacy, którzy zdając sobie sprawę, że prawda istnieje i przy dużym wysiłku oraz nieprzeciętnym talencie da się ją przekazać w postaci wielowątkowej historii, celowo pracują nad tym, by istnienie prawdy ukryć. Posługują się oni rozmaitymi konwencjami, kierującymi uwagę czytelnika na sprawy nieistotne, takie jak reklama produktów lokowanych w książkach lub po prostu go deprawując, poprzez lansowanie tak zwanych postaw. Może, żeby nie teoretyzować podam przykład tego czym jest prawda w powieści. Otóż do pewnego momentu znajduje się ona na kartach książki napisanej przez Llosę, książki, która nosi tytuł „Wojna końca świata”. To jest lektura obowiązkowa dla wszystkich, a kto czytał ten wie. Tak już jednak jest, że 600 stronicowa powieść, napisana w szalonym, jak mniemam tempie, musi mieć słabsze momenty i Marian się tych płycizn nie ustrzegł. No, ale przez większość czasu mamy wrażenie, że obcujemy z autentycznym talentem, który nie oszukuje nas w żadnym momencie. Może raz czy dwa popada w jakaś koleinę, może autor zapala jakieś światełko przed upiorem konwencji wystruganym z szarego mydła, którego ktoś przed nim postawił, ale to są wrażenia chwilowe. No, ale Llosa jest jeden, a książkę tę napisał dawno temu, kiedy jeszcze nie zaczął współpracować z Żydami, którzy mu załatwili Nobla. Później nie napisał już nic podobnej klasy, koncentrując się na gawędach dla dorastającej młodzieży oraz na propagandzie. Czy są jeszcze podobne książki? Być może, ale ja ich nie znam. Może po prostu za mało czytam. Na pewno nie ma takich książek w języku polskim, albowiem nikomu piszącemu po polsku nie zależy na sercach czytelników. Pisarzom polskim zależy jedynie na dobrych układach z pośrednikiem, który umieszcza ich produkcję na rynku. Ponieważ jednak pośrednik jest byłym funkcjonariuszem MO, który ma hurtownię, wychodzi to tak, jak wychodzi. Nie wiem ponadto jak to się dzieje, ale pisarz polski jest zwykle przekonany, że jego emocje są jakoś skorelowane z emocjami czytelnika. Wychodzi zapewne z założenia, że każdy się przecież kiedyś zakochał i każdy przeżył jakiś dramat, każdemu ktoś umarł, a więc są to sprawy standardowe. Generalnie autorzy zmierzają ku sytuacjom typowym, bo wierzą, że to im przyniesie sukces sprzedażowy. Llosa zaś, żeby opisać autentyczne uczucie tworzy parę niezwykłą, piękną wieśniaczkę i wiecznie spoconego, grubego dziennikarza w drucianych okularach, któremu w czasie snu cieknie z ust ślina. Ona zaś może siedzieć przy nim godzinami i pilnować jego spokoju, choć ani przez moment nie rozumie o co mu chodzi i czym on się naprawdę zajmuje. A kiedy ją pytają kim jest dla niej ten facet, ona mówi, że jest kimś prawie tak bliskim jak brat. To są historie rozdzierające serce, nawet tak twarde jak moje. A są przy tym niedostępne dla autorów polskich. Na szczęście są dostępne dla polskich czytelników, którzy przecież znają Llosę i lubią jego książki. Skąd więc w autorach rodzimych taki pęd do taniochy? Z głębokiego przekonania, że czytelnik nie zasługuje na nic innego. To zaś bierze się wprost z poczucia wybraństwa i namaszczenia, które daje jednemu z drugim środowisko. Nie może być inaczej, bo to jest wbrew logice. Ludzie, którzy dali szansę Marianowi wiedzieli, że on po prostu potrafi pisać, a jego talent to sprawa gruba i interes w skali globalnej. Poza tym Llosa miał za sobą lokalny establishment i nie był przecież byle kim. Polska i jej literatura, to jest handelek drobny i cienki, a środowiska, które tu rządzą nie kombinują nigdy w skali większej niż powiatowa. To rzutuje niestety na literaturę, film i w ogóle wszystko. Ktoś powie, no dobrze, a Kościół? To jest organizacja globalna, z globalnymi kanałami dystrybucji, przez które można promować rzeczy autentyczne i prawdziwe. I być może się je promuje, ale ja akurat nie znam takich książek. I szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, by można było przez kanały dystrybucji kościelnej wypromować coś naprawdę wartościowego. Skąd ta moja pewność? Bo wiem ile chłamu się promuje tymi kanałami. Tam też są środowiska i tam także są ludzie, którzy nie wierzą w to, że trzeba trafić do serca czytelnika, a nie do portfela pośrednika. No dobrze, ale przecież Kościół nie może promować treści takich, jakie pisze Llosa, bo tam jest za dużo o fizyczności człowieka, nawet w tej „Wojnie końca świata” (swoją drogą, dlaczego nie wznawianej?) i tak się nie da. No, ale ja wczoraj przeglądałem ofertę wydawnictw diecezjalnych i znalazłem tam między innymi książkę o samochodach, a także powieść o kobietach zmysłowych i świętych, a także o mężczyznach, którzy wolą jedne albo drugie. To mnie trochę zdziwiło, bo nachalna dydaktyka nie jest cechą Pisma Świętego ani tradycji. Dlaczego więc ma być cechą powieści promowanych przez wydawnictwa diecezjalne? Tego nie wiem. Prawdopodobnie wiąże się to z kosztami promocji takiego śmiecia, które w ocenie wydawcy są mniejsze niż koszta promocji książki prawdziwej. No dobrze, ale bez zaprogramowanej odgórnie przez tak zwane pisma kobiece i czynnych na sąsiadujących z nimi obszarach autorów, nikt nie wymyśli takiej konwencji – kobieta zmysłowa i święta oraz konieczność wyboru między jedną a drugą. To są głupoty z każdego punktu widzenia. Dlaczego więc coś takiego się pojawia? Bo autorzy, także ci piszący dla wydawnictw diecezjalnych korzystają z przygotowanych przez kogoś wzorników emocji. Nie korzystał z nich Llosa, bo on dobrze wie jak jest. Wiedzą o tym także ludzie, którzy go wypromowali dawno temu. Nie wiedzą o tym promotorzy literatury w Polsce, a nawet jeśli się dowiedzą, niczego to nie zmieni. Znajdujemy się bowiem na obszarze, którego autentyczność, wartość i powaga musi być stale kwestionowana, a to jest jeszcze wariant optymistyczny, bo normalnie chodzi o dewastację, wyszydzenie i upadek, z którego już nikt się nie podniesie. Reakcją miejscowych zaś kacyków, czy to świeckich czy duchownych, jest jedynie kult cargo i naśladownictwo.

Dlaczego ja to wszystko piszę skoro obiecałem Toyahowi, że napiszę tekst o Stanisławie Barei. Bo wszystko to się z nim wiąże. Jak już ustaliliśmy nic prawdziwego, autentycznego i głębokiego nie może w Polsce powstać, bo zostanie wyszydzone, napiętnowane i określone jako prowincjonalne. Triumfy święcą jedynie naśladownictwa i to te mniej udane, bo one się lepiej kojarzą pośrednikom i podnoszą im samoocenę. Najlepiej zaś by obyczaje i nawyki, a także uczucia miejscowych opisywane były poprzez kalki pochodzące gdzieś z zewnątrz, takie w dodatku, których nikt nie zna i łatwo uwierzy, że pochodzą wprost z tego dzikiego i brudnego zadupia jakim była, jest i będzie Polska. Kreowaniem takich narracji zajmował się właśnie pan Bareja i wszyscy mu za to bili brawo i wszyscy się cieszyli, że to jest takie autentyczne prawda, swojskie, siermiężne i właściwe charakterowi rodzimego chama. Nie wiem czy wiecie skąd Bareja podbierał pomysły do Misia? Na pewno nie wiecie. No to ja Wam powiem. Miś jest pełen opisów jakie o swoim i innych Polaków życiu w Paryżu zostawiła Izabela Czajka Stachowicz. To w Paryżu znajdował się bar z przykręcanymi do stołu talerzami i widelcami na łańcuchach, to w Paryżu biedni udawali, że jedzą w drogiej restauracji, a przebiegali tylko przez nią i lecieli do tego właśnie, taniego baru. To w Paryżu biedni Polacy udawali, że znają francuski, to tam właśnie znajdowało się centrum tej beznadziei, te nędzne, puszczające się dziewczyny, ci popieprzeni faceci z niezrozumiałymi wyobrażeniami na swój temat. Pan Staszek jedynie przeniósł to w swoich filmach nad Wisłę. Po co to zrobił? To proste, żeby ukraść nam duszę. Podobne zabiegi stosowali reżyserzy Piwowski i Gruza. Czynili to w jednym celu, żeby odebrać ludziom autentyczność przeżyć, żeby nie mogli oni wyśpiewać swojej własnej piosenki, która miałaby szansę spodobać się jakiejś dziewczynie. I tak zostało do dziś. A każdy aspirujący młodzieniec musi wyuczyć się na pamięć dialogów z filmu „Rejs”, albo „Miś”. Nie może być inaczej.

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl mamy tam nowe książki i kalendarz z reprodukcjami obrazów Agnieszki Słodkowskiej.

  134 komentarze do “O narracjach upiornych”

  1. i sprzątaczka, brudną szmata wycierająca półki, i basen na który wchodziło się na „lemigitację”
    I jeżdżenie windą w Pałacu Kultury w celu zmian ciśnienia, i rozwijający się papier toaletowy robiący przejście, i kalkulacja opóźnienia w naprawie samochodu, i definicja terenu zabudowanego.
    Nie jestem superfanem Barei, ale generalizujesz.
    Co prawda Francuzi swego czasu sami tworzyli komedie kpiące z nich samych, ale to naprawdę luźne powiązanie.

  2. W filmie z Peterem Sellersem też jest rozwijający się w szalonym tempie papier toaletowy. To ty nie rozumiesz o co chodzi.

  3. Oczywiście że rozumiem, ale nie dopowiedziałeś jednej rzeczy.
    Bareji zgodzono się na emisję, dlatego że zakładano ugruntowanie wpajanych nam przez zaborców, okupantów i sowietów „wad narodowych”.
    Ba, dołożono aktorów, którzy świadomie i z radością te wady propagowali, co widać po ich zachowaniu politycznym dzisiaj.
    Tylko Bareja przegiął. I ludzie zdali sobie sprawę, że to jest nieprawdziwe.

  4. Naprawdę zdali sobie sprawę? Kto na przykład zdał sobie sprawę, możesz go wymienić z nazwiska? Poza mną i tobą rzecz jasna…

  5. Bo beletrystyka to nie dokument.
    Można brać z bohatera przykład, albo postępować dokładnie odwrotnie.

  6. A dokument to nie beletrystyka? Oj Piotrek, Piotrek….

  7. Zdawali sobie sprawę, że robią komuchom dobrze i sami byli zainteresowani istnieniem narodu negatywnych stereotypów w celu posiadania rynku zbytu na swoje płytkie dowcipy.
    Tym, Pokora, Gajos, Kowalewski

  8. Prawdziwy nie -paradokument mający przemycić treści propagandowe – z całą pewnością.

  9. Czynili to w jednym celu, żeby odebrać ludziom autentyczność przeżyć, żeby nie mogli oni wyśpiewać swojej własnej piosenki…… I tak zostało do dziś.   Mysle  ze  zdewastowana  zostala  przestrzen miedzyludzka.   Ten  mechanizm  holistyczny  spoleczenstwa. Ta  przestrzen,  ktora tak entuzjastycznie  opisuje  pralat  Kneblewski,  a  ktorej dewastacje  przedstawia,  miedzy innymi,  Basn  o Socjalizmie.  Jest zgielk  o sprawach widocznych,  powierzchownych,  a  bez  odbudowy  tej  glebokiej  podstawy  swiadomosci i mechanizmow  miedzyludzkich  nie da sie ruszyc do  przodu.  I tu jest kwadratura kola, bo  jak  budowac  skoro  ziarno pada na  jalowa ziemie.

  10. Shork. Nikt nie zdawał sobie sprawy!

    Nikt. A to nie było rozwalanie systemu, bo system za to płacił i angażował najlubiańsze twarze i pozwalał kręcić seriale.

    To była dewastacja poczucia godności, wspólnoty, wartości i normalności.

    Patrzcie na siebie, życie tak dalej i się z tego syfu śmiejecie.

    Śmiech z tkwienia w chorym systemie, fundowany odcinkami przez system.

  11. Anestezjologia. Systemowe znieczulanie.

  12. Gogol: „Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie!”

  13. U mnie w robocie jest śmiesznie, ale jak sobie obejrzę milicjanta,  albo robola na budowie, to i tak mały pikuś…Więc jeszcze parę lat dam radę, będę się na boku podśmiewał z zakładowego sekretarza POP  i będę próbował się skutecznie podetrzeć śliskiem papierem z „Izwiestii”…

  14. Na szczęście w wieku nastoletniego buntu czytałem mangi, a byłem tak głęboko obojętny na polskie filmy, że dopiero Ziemkiewicze zainteresowały mnie swoimi rubasznymi żartami Bareją, ale… nie zdążyłem ich obejrzeć, bo szybko dostałem odtrutkę na „dorzecze” i „do sieci”. A było blisko.

  15. DECYDENCI zdawali sobie sprawę z tego że filmy utrwalają stereotypy zdefiniowane w Moskwie. Dlatego pozwolili na emisje, dlatego komedianci przyklasnęli.

    A Bareja sam – nie wiadomo czy świadomie, czy nieświadomie przegiął i wyszło jak wyszło.
    Nawet na krzywych strunach Duch Święty zagra każdą melodię

  16. TO nie jest tak, że bronię Barei. Bronię efektu, który być może był sprzeczny z założeniami reżysera, a z całą pewnością sprzeczny z decyzjami cenzora.

  17. Śliczne pejzaże. Prawdziwe.

  18. Miś jest pełen opisów jakie o swoim i innych Polaków życiu w Paryżu zostawiła Izabela Czajka Stachowicz.

    No zatkało kakało…

    Ale na odtrutkę: gdy po długiej podróży samochodowej przez Niemcy wjechaliśmy do Polski – gotowi byliśmy „całować ziemię” co do: piękna pejzażu i szczególnie co do czystości stacji benzynowych wraz z kiblami. Naprawdę, choć te kible jakoś sprzeczne są z tzw. formatem.

    A właśnie – te obce wzorce np. w telewizorze nazywają się „formatem”. I taki „format” trzeba kupić, by jego polską edycję pchać w szkło. Myślę, że kupują te formaty, bo nie wolno tutaj robić czegoś nie dewastującego emocji i pejzażu społecznego właśnie. Należy chlastać Polaków po pyskach nieustannie. Z tego jest fun i poklepywanie twórców po plerach. Literatury to dotyczy jak najbardziej. Istne szataństwo.

    No ale na zatrutkę: stoję w kolejce do rejestracji w mojej /dużej/ przychodni i tam jest miseczka z… kluczem do kibla. Każdy, kto chce skorzystać z toalety musi przedefilować przed kolejką i opowiedzieć się publicznie, że musi z tej toalety skorzystać. Zapewniam, że kierownikiem przychodni nie jest leniwa babcia klozetowa, a lekarz. Ponieważ dogadałam się podczas wizyty z ostrą lekarką z nabiałem /mięła pod nosem przekleństwa, za które przepraszała co chwilę/, przeto wyraziłam równie ostro moje zdanie „w temacie”: „Istny Bareja!”.

  19. Kalendarz z najwyższej półki,  nigdy nie przypuszczałam, że na te piaszczyste drogi można spojrzeć via „pędzel” i że będzie to ładne.

    Ładny kalendarz w każdym gabinecie stomatologicznym w 2018 roku.

  20. Ja zdawałem sobie sprawę, choć młody i głupi byłem. Jakby to ode mnie zależało, to Łódka z Rejsu nie stałaby na toruńskim bulwarze. Wałęsa i ta cała Solidarność to też było dla mnie przegięcie i absurd do entej potęgi. Z dzisiejszej perspektywy widzę to tak, iż pewnę rzeczy muszą się zdarzyć, ponieważ są ciągłością życia pokoleń.

  21. To było przygotowanie do dewastacji i rabunku oraz dalszej eksploatacji. Więc trzeba był takich „dzikusów” ucywilizować i zrobić im dobrze, aby po tych knajpach w III RP wytartych brudną ścierą wielokrotnego użytku mogli sobie „godnie jadać”.

    Władza sam sobie zrobiła film pod nowego pana.

  22. Ooo, ale się cieszę!

  23. Dopiero po latach emigracji doszlo do mnie, dlaczego tak bardzo czulem się na niej, jak na pustyni. Bo ja odrzucalem PRL i co zostawało, by potem przeżyć epokę Tuska, a teraz Kaczyńskiego I jego politykę kulturalna? A tutaj, to już nie ma o czym mówić, to pustynia kulturalno-duchowa realna.

  24. …”Polska i jej literatura, to jest handelek drobny i cienki, a środowiska, które tu rządzą nie kombinują nigdy w skali większej niż powiatowa. To rzutuje niestety na literaturę, film i w ogóle wszystko….”

    trochę strzał z bazooki ale z grubsza się zgadza, czas zacząć tedy pisać w języku angielskim gospodarzu,

  25. Końcowa scena „Misia” – monolog węglarza nad stawem, kolęda i walący o glebę ‚miszka’….

    To jest głównie przesłanie filmu, niestety rzadko rozumiane; cała reszta (bar, dni pieszego pasażera itp.) to tylko wstęp – pokazanie, co system sowiecki robi z ludźmi; bez bezpośredniego udziału SB i MO.

    To najbardziej antykomunistyczny film nakręcony w PRL, a symbolika końcowej sceny robi wielkie wrażenie – szkoda, że tylko na mnie…

  26. Tak a komuniści to byli tacy durnie, że pozwalali sobie na wrogą propagandę w mediach kontrolowanych przez siebie w 100% i w ogóle nikt z nich nie rozumiał o co chodzi.

  27. Pisałem już u Toyaha, ale się powtórzę. To nie jest film anty-PRL, tylko mrugnięcie okiem do tych, którym w PRL żyło sie trochę lepiej: „patrzcie, to nie my”.

  28. a jaki jest związek „przesłania” filmu z poziomem inteligencji komunistów?

  29. większość bohaterów filmu żyła w PRL trochę (a nawet dużo) lepiej – prezes klubu, kierownik produkcji, były minister… – a to przecież największe szuje: więc do kogo mrugał reżyser?

  30. inżynieria społeczna wysokiej klasy – zdecydowana większość zdewastowana, a na te pare procent /wliczone w ”koszty”/ ”najbardziej zorientowanych” ‚zomowska pała’

  31. Podobny sens ma chyba napis pokazujący się w scenie kolejki po przydział mieszkania w „Alternatywy 4”.

    „Dawno, dawno temu  … w okresie propagandy sukcesu”. Czyli lata 1970-1980 to 1983 był już dawno, dawno temu – za błędy i wypaczenia odpowiada poprzednia ekipa ale teraz przyszli fachowcy (z wojska) i zrobili porządek.

    Kiedyś ten tekst wydawał mi się sprytnym sposobem na cenzurę, ale teraz rozumiem to jako sprytny sposób na „ciemny polski lud”, który kupi taką ściemę i ochoczo znów zacznie budować n-ta z kolei Polskę pracując za przysłowiową miskę ryżu.

  32. Scenariuszowo, reżysersko, aktorsko filmy Stanisława Barei są amatorszczyzną. Ustawienie skeczu po skeczu nie daje potoczystości narracji i nie uprawnia do widzenia tam rzeczy, których tam nie było. Także nie rozumiem cmokania przy Alternatywach IV, które są amatorszczyzną do kwadratu. Te filmy do prawdziwej komedii miały się tak, jak wyrób ze Szczecina marki „odra” do Wranglerów, Levi’sów czy Lee Cooperów. Niby jeansy, ale wyglądu to to nie miało za grosz.

  33. Zgadzam się z Panem, wszystko zależy przez jaką optykę patrzymy na tą twórczość.

  34. Nigdy nie interesuję się intencjami producentów filmów, po prostu oglądam. Wnioski, skojarzenia nasuwają się same. Takie filmy jak „Miś”, „Rejs” potęguję moje obrzydzenie do „komuny” i wszelakich innych wersji socjalizmu.

  35. nawet, jak powiedział Shork, jak Bareja miałby ‚przegiąć’
    hmm, a były potem w stosunku do niego wyciągane ”konsekwencje”?

  36. w ogóle, czy możliwe byłoby przemycenie jakichkolwiek ”niewłaściwych” scen – jeden film, drugi, trzeci … co? niesubordynacja zleceniobiorcy i nico? zakładać, że w ” cenzurze” /zwłaszcza w tym przypadku/ debile siedzą to głupota …

  37. Do nas, Jarzabkow siedzących przed tv.

  38. To efekty uboczne, podobnie jak nienawiść do socjalizmu, o której pisze Jaguar. Wszyscy wiedzieli, że bjest syf. Tu chodziło o rozgrzeszenie z tolerowania tego syfu

  39. również założenie, że Bareja to ”dający się” wykorzystywać ”pożyteczny idiota”, /bo o tym, że mógłby być dywersantem, chyba wszyscy dobrze wiemy …/ nie jest lesze, co nie tyczy się wielu dzisiejszych barei

  40. Oczywiście, bo symbolika ostatniej sceny przywraca godność prostemu ludowi i dzięki temu lud może dalej przypieprzać na komunistycznych budowach, bo został doceniony. Naprawdę, nie spodziewałem się, że na takie plewy można cię nabrać

  41. Zmysły i świętość czyli alegoria Sorbony z roku 1889

    Pierre Puvis de Chavannes (1824–1898) – malarz, który starał się godzić wszystko i wszystkich: rojalistów i republikanów, klasykę i chrześcijaństwo, religię i naukę, młodość i starość, zmysły i świętość.

  42. Miś naturalnie się wpisywał w to co Bareja robił wcześniej.  Miał pierwszą kolaudację w kwietniu 1980, której zdaje się nie przeszedł bo domagano się wycięcia zbyt wielu scen i drugą już po sierpniu Solidarności we wrześniu 1980, którą przeszedł.  Wajda osobiście poparł film. Ten film wtedy przeszedł bez echa.  Były ważniejsze sprawy, Gierek się skończył i ludzie patrzyli w przyszłość z nadzieją i strachem.  Ten film Barei miał zero wpływu na odczucia ludzi wobec tzw. rzeczywistości.  Jak to się stało i kiedy, że stal się filmem kultowym?  Gdy było już po ptokach, i to co Bareja pokazywał nie miało juz znaczenia.

  43. Mnie też to zaskoczyło. Być może to jakaś niezrozumiała dla mnie metafora.

  44. Ta scena nikomu godności nie przywraca, jest to głos przeciw „nowomowie”.  Przeciw podmianie znaczeń, w filmie ciąg następujących po sobie scen prowadzi właśnie ku tej myśli.(Cenzura zapewne tego nie ruszał w myśl zasady,  że wypaczenia są złe ale idea słuszna)

  45. Tak jak wielu malarzy III republiki francuskiej. Jestem za, a nawet przeciw , obok, a przede wszystkim ponad. To byl niezly wzorzec

  46. Otóż to… tzw. sukces to jest zawsze pułapka w którą większość wpada. Pułapka zaczynająca się od alkoholu i narkotyków a kończy sie na Noblu. Wszystko to są plewy mające odciagnac ludzi z talentem od spraw ważnych. Demoralizacja ma wiele twarzy.

  47. Miś wszedł na ekrany dopiero w lecie 1981, czyli gdy ludzie głownie żyli myślą „czy wejdą czy nie wejdą” i kiedy albo „czy wyjeżdżać czy nie”.   Czy był ten film pokazywany w stanie wojennym?  Kiedy nastąpił renesans Misia?   Pytam tych starszych tu na blogu.  Kiedy po raz pierwszy oglądaliście Misia?   Ciekawe kiedy Toyah nabrał tak wielkiej awersji do Misia?  W czasie Solidarności gdy Toyah miał 20 z plusem lat i pewnie o Misiu nie wiedział czy dopiero w nowej rzeczywistości gdy wykrystalizowała mu się nowa linia frontu i nowi wrogowie zostali zidentyfikowani?   Ta walka z Misiem to mi tak wygląda na powtórkę z ” w miare postępu rewolucji walka klasowa się zaostrza…”

  48. To przykre, że jest Pan w tak pesymistycznym nastroju, chyba jak poprzednik ks. Blizińskiego 🙂 Wierzę, że znajdzie Pan rozwiązanie, a Pana czytelnicy w tym pomogą, bo przecież naszym jest zmiana przekonań Polaków, by zmienili swoje zachowania, było inaczej. Dostarczenie im najlepszych wzorców i zachęcenie do działania na rzecz wspólnego dobra. Cel na pewno bardzo, ambitny, kiedy cała reszta „świata” nawołuje do „róbta co chceta”. Wydaje mi się, że warto spróbować dotrzeć do młodych ambitnych ludzi. Na przykład: na początku lipca jest festiwali SLOT. Raczej za późno by się zgłaszać ze stoiskiem, ale na pewno warto pojechać, zobaczyć, by przygotować się na przyszły rok.

  49. Proszę popatrzeć na świat dookoła, jak wygląda teraz i jak żyją ludzie a jak to było 150 lat temu i dawniej. I nie chodzi o postęp cywilizacji, ale o zaprzeczenie wszelkich wartości, które były fundamentem naszej cywilizacji, odwrócenie pojęć o 180 stopni i wielki krok w kierunku zrobienia z ludzi posłusznych zwierząt do pracy w globalnych fabrykach. To jest właśnie dzieło rewolucji socjalistycznej, głównie przez ostatnie 100 lat. Rewolucji, która została wymyślona i wdrożona z ogromną skutecznością. I dalej jest prowadzona i bardzo dokładnie pilnowana. Proszę spojrzeć dookoła ilu jest towarzyszy u nas w kraju, nie mówiąc o strukturach UE. Proszę też posłuchać np. wykładu pana Żebrowskiego o tym, jak dobrze zorganizowane są struktury komunistyczne. I Pan twierdzi, że film Barei jest wybitnie anty-PRL i oni go dopuścili a nawet pomagali promować coś co im szkodziło?

  50. no to proponuję też Falkon
    ”BAŚŃ jak niedźwiedź” dobrze się kojarzy 😉

  51. Ja nie wiem, setki notek gospodarza, dwie edycje targów na których są prelekcje dokładnie opisujące mechanizmy rewolucji, ich skuteczność oraz aktualność działania po dziś dzień, a nawet tu przychodzą ludzie i mówią teraz, że nie, że te „najlepsze” filmy w PRL były wybitnie anty PRL, że w ogóle pewnie sztuka była zbuntowana a twórcy niezależni. No i tak cwanie to robili, że jeszcze ich władza dopuszczała i żyć dawała.

  52. żyć i żryć – jak to się gdzieniegdzie mówi

  53. W lecie wszedł na ekrany „Człowiek z żelaza” ( 27 lipca – Polska a 24 maja świat) więc Miś mógł zostać szybko „zapomniany”.

    A „Człowiek z żelaza” jest przecież wręcz straszny. Mówią tam wprost, że są gotowi do pacyfikacji, robienie z ludzi wariatów a ostatnia scena, że żadne umowy nie zostaną dotrzymane (oczywiście przez była już ekipę) to chyba ultimatum – nie fikajcie obecnej ekipie bo dopiero zobaczycie.

  54. Mój ojciec. Ale On jest z AK. Taki przedwojenny i na dodatek ze wsi.

  55. W latach osiemdziesiątych, w stanie wojennym ten film w środowisku studenckim nie istniał. Chyba był oceniany jako tania rozrywka dla mas. Jego kariera zaczęła w na początku lat dziewięćdziesiątych. Wtedy zaczęto promować tzw. filmy kultowe. Jak zobaczyłem listę tychże jako repertuar festiwalu filmów „kultowych”  w Berlinie to miałem jedno skojarzenie: bida z nędzą coś próbuje (zarobić pieniądze? kogoś o cyzmś przekonać?). Więcej sobie tym głowy nie zawracałem.

  56. Właśnie obejrzałem wystąpienie prof. Grzegorza Kucharczyka: https://www.youtube.com/watch?v=zkVzI8HdTwQ

    Bardzo dobre i dobrze na spokojnie poprowadzone. Ogromna wiedza i to stwierdzenie na koniec: „Niemcy… które są klasycznym przykładem tego, do czego doprowadza kryzys wiary i rozumu”. 1517, 1717, 1917 i można powiedzieć 2015-2017.

  57. Wyjaśnienie jest proste. „Najlepsze” filmy w PRL miały za zadanie wychwalać ten „ustrój jakiego świat nie widział” i w oczach socjalistów spełniały swoją rolę znakomicie i podobały się tej publiczności. Natomiast we „wrogach socjalizmu”, do których zaliczam siebie, oraz być może „Czytelnika” wzmagają rosnące za każdym obejrzeniem obrzydzenie do „idei socjalistycznej”.

  58. Ja wiem? Na takich to nic w komunie nie działało. Jakoś się zaimpregnowali. Koszt tego był spory, ale chyba inaczej nie mogło być.

  59. Czy był ten film pokazywany w stanie wojennym?

    Nie dam głowy, ale „Miś” w latach 80tych niemal nie istniał. On jak i „Rejs” stały się „kultowe” dopiero w latach 90tych. Miś szybko trafił na półki i został przykryty mniej lub bardziej sierioznymi serialami Barei jak „Zmiennicy” i „Alternatywy 4”. Ja Alternatyw nigdy nie oglądałem w całości, coś mnie od tego serialu odrzucało.

  60. Idiotyzmy o barach mlecznych.   Znalazłem coś takiego:

    „jakość tychże barów od czasu PRL-u uległa bowiem znaczącej poprawie (dzisiejsze przepisy związane z higieną nie dopuszczałyby stosowania talerzy, które na trwałe przytwierdzane były do stołów). ”

    Nie wiem, kto to pisał (http://www.yxddqc.com/historia-prl/symbole-prl-u/bar-mleczny/) ale z pewnością nie osoba, która bywała w barach mlecznych za PRLu.   Talerzy przyśrubowanych do stołów nigdy nie spotkałem, ale łyżeczki do herbaty z dziurką owszem tak.   Więc „wiedzą” o PRL dla wielu jest rzeczywistość z filmów Barei.  Możliwe, że kultowość Misia po 1989 r. była pompowana czy też naturalnie napędzana koniecznością afirmacji nowej rzeczywistości wykreowanej w przy Okrągłym Stole.

    Mało się wspomina o historii barów mlecznych.  One istniały już w II RP choć nie na taką skalę jak w PRL i bynajmniej nie były one proweniencji żydowskiej, choć słyszałem opinie, że te prawdziwie bezmięsne bary mleczne były de facto koszerne i niby dlatego były promowane, przez komunistów.

  61. Końcowa scena „Misia” – monolog węglarza nad stawem, kolęda i walący o glebę ‚miszka’….

    To jest głównie przesłanie filmu, niestety rzadko rozumiane; cała reszta (bar, dni pieszego pasażera itp.) to tylko wstęp – pokazanie, co system sowiecki robi z ludźmi; bez bezpośredniego udziału SB i MO.

    Owszem, ale może zacytuję ostatnie sceny z filmu:

    Tata Tradycji: Tradycja, chodź no do tatusia! A butków nie zamocz!
    Węglarz: Ona nie może się tak nazywać, Tradycja!
    Tata Tradycji: Dlaczego niby?!
    Węglarz: Pytasz dlaczego? No, bo tradycją nazwać niczego nie możesz. I nie możesz uchwałą specjalną zarządzić, ani jej ustanowić. Kto inaczej sądzi, świeci jak zgasła świeczka na słonecznym dworzu! Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza! Tradycja naszych dziejów jest warownym murem. To jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza, to jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.

    Wczoraj w KiniePolska leciał odświeżony po obróbce cyfrowej „Miś” i oglądając go, właściwie znająć prawie na pamięć przyszło mi do głowy, że to co mówi węglarz w rzeczywistości miało zamiar to wszystko w co głosił ośmieszać.

    Z tego filmu wynika że albo mamy do wyboru latającego misia, który się z helikoptera urwał (się zdarza), ale poza tym żadnej katastrofy nie ma. Hochwander i Ochódzki jako konsultanci dostają od tego misia 20%, Ochódzki zachowuje kasę i konto w londyńskim banku, jego była żona Irena choć wycyckana, ale przecież krzywda z byłym ministrem się jej nie stanie. Na drugą nóżkę mamy węglarza który bierzę węgiel z Węgorzewskiej ze swoimi 1000letnimi dębami, ludu bajaniem, kolędami, historią i świąteczną wieczerzą czyli to chyba ta słomiana chata, gdzie stary śpi pijany, młody robi za Heroda, świniowym korytkiem nabiera się wyngiel i w zamian ciemne chłopstwo wycina choiny z państwowego lasu. Pośrodku są Ci wszyscy aspirujący trenerzy II kategorii Jarząbki od łubudubu, gońcy co jedzą kaszę niedogotowaną albo puree z dżemem i wszyscy Ci co robią za mniej lub bardziej znaczące tło.

    I teraz pytanie – czy publika jest po stronie 1000letniego dębu i ludu bajania czy po stronie jumy, przekrętów, konta w londyńskim banku i 20% jako konsultanci…? nawet jeśli MO i SB różne rzeczy robiło z ludźmi to i tak – jak wynika z tego filmu – dlatego, że jesteśmy narodem do d…py i na nic lepszego nie zasługujemy i zasługiwać nie będziemy. Począwszy od ciastek i proszków do prania w Lidlu poprzez wyjaśnienie katastrofy samolotu skończywszy na tym, że „(nie) trzeba czynić wszystko, aby uchronić bezpieczeństwo i życie swoich obywateli”. ot np. 10 z nich można sobie poświęcić żeby uratować 6999 „uchodźców” jak ogłosiła niedawno red. Pamuła z GazoWni.

  62. „ale „Miś” w latach 80tych niemal nie istniał”  – Dzięki. Tak jak przypuszczałem.   Czyli Miś nie spełnił żadnego propagandowego czy kontr-propagandowego zadania ani przed Solidarnością ani przed Okragłym Stołem.  On dopiero został stawiony do walki ze starym systemem, gdy już był nowy system. Miś to utrwalacz nowego systemu.

  63. „Miś” sprawia wrażenie, że PRL nie był aż takim syfem, że można było się ustawić a nawet ten PRL był czasem był zabawny. W Misiu nie ma przecież kartek na mięso i na cukier, no ok. „politechnik” kupuje się w kiosku, na Centralnym łapią baby z mięsem więc trzeba wysiąść na Zachodnim. Ale to jest dla młodych i tych zapominalskich tzw. kreowanie rzeczywistości. Coś jak „modlitwa Polaka” w Dniu Świra – tzw. młodzi wykształceni naprawdę wierzą w to, że pisowcy tak się „modlą”…

    Miś, Zmiennicy i inne filmy Barei są często puszczane a gdzie jest dzisiaj „Kino Moralnego Niepokoju”, które powstawało przez całe lata 80te? Ktoś widział ostatnio bo ja jakoś niespecjalnie…

  64. A ten nowy system, to nie zalatuje ci tym starym ani trochę…

  65. „gdzie jest dzisiaj „Kino Moralnego Niepokoju”, które powstawało przez całe lata 80te?”

    Drugs połowa lat 70tych.  W 80tych wiele nie powstało.  Sadzę, ze kilka filmów z tzw. nurtu moralnego niepokoju bylo dobrych:  Zanussiego „Barwy ochronne” (1976), Wajdy „Bez znieczulenia (1978) gdzie chyba po raz pierwszy w powojennym kinie polskim pokazano stosowalność leninowskiej zasady „kto kogo?” także w systemie tzw. „sprawiedliwości spolecznej”, czyli tzw. fakty o życiu a głównie to, że dobre intencje i słuszna sprawa przegrywają.  To też przyszło z zachodu i Ameryki, gdzie system był kontestowany (np. Serpico 1973) ale też była reakcja np. gloryfikująca policje jak Dirty Harry (1971)  Eastwooda czy Death Wish (1974) Bronsona.

    Pomyślało mi się, że odkurzenie Misia w latach 90tych dla oczywistych korzyści propagandowych okazało się sukcesem dlatego, gdyż kino polskie wtedy leżało a tu był film, z którego można się było śmiać, i był to śmiech jak najbardziej słuszny i także bezpieczny.

  66. Otóż to. I przez to jest do dziś aktualny, wiec bedzie emitowany jeszcze długo. Ale 20-latkow on nie śmieszy, a 60-latkowie wiedzą, że PRL był syfem.

  67. „Ustawienie skeczu po skeczu nie daje potoczystości narracji” **** Od dziś przestaję oglądać filmy z Flipem i Flapem.

  68. premiera była w maju 1981 – w tym czasie ‚oni’ niewiele mogli zabraniać; po 13 grudnia film zniknięto na wiele lat

  69. Target serialu Alternatywy 4 był, analogiczny, do targetu Świata według Kiepskich. Do jakiego schamienia doprowadzono publiczność, że Świat wg Kiepskich, wielu osobom się podoba.

    I jeden, i drugi serial, znam z fragmentów i pojedynczych odcinków. Zwlaszcza drugi.

  70. Nie ‚być może’, ale ‚na pewno’!! 🙂

    Każdy film z PRL zwiększa moje obrzydzenie; jak można zakładać, że człowiek choć trochę rozumny po obejrzeniu jakiegokolwiek filmu w minimalnym stopniu realistycznego mógłby zwiększyć swoje poparcie dla jedynie słusznej linii i fedrować jak Wincenty P.????

    Czy ‚Krótki dzień pracy’ Kieślowskiego też był zakamuflowaną propagandą komuszą???

  71. Rozumiem… – pisałem o własnych odczuciach i skojarzeniach; natomiast jakie były intencje twórców, kto za nimi stał i na czyj młyn lali wodę nie dochodziłem- być może chodziło im o afirmację ustroju, a wyszło (w moich oczach…) wg zasady chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zawsze

  72. Czepiacie się tego Barei bez potrzeby.

    Chyba nie trzeba tu szukać subtelności, jak Gospodarz.

    Te komedie to po prostu wyartykułowanie absurdalnej rzeczywistości raczej a nie wytykanie wad narodowych i podobne.

    Bez wątpienia „Miś” wpisywał się w trend wywalenia „komuny”, co było przygotowywane już bardzo wcześnie i też przez towarzyszy partyjnych.

  73. Target serialu Alternatywy 4 był, analogiczny, do targetu Świata według Kiepskich.

    No to teraz rozumiem, dlaczego odrzucało mnie od „Alternatyw…” (nigdy nie obejrzałem w całości) i dlaczego odrzucało mnie i nie znoszę „Kiepskich”.

  74. „Miś” sprawia wrażenie, że PRL nie był aż takim syfem, że można było się ustawić a nawet ten PRL był czasem był zabawny.

    Bo nie był aż takim syfem i z pewnością można było się ustawić. Tego chyba nie da się zaprzeczyć.  Tylko trzeba pamiętać, że PRL, do którego odnosi się Miś skończył się w 1981.  Syfem był stan wojenny.  Myślę, że Misia ogląda się, aby się utwierdzić, że PRL był syfem pełnym absurdów.

  75. ”No, ale Llosa jest jeden, a książkę tę napisał dawno temu, kiedy jeszcze nie zaczął współpracować z Żydami, którzy mu załatwili Nobla.”
    Bareja Bareją, a komu dziś ”załatwia” się Nobla?

  76. Nie oglądałem tego filmu, ale przypuszczam, że był propagandą poglądów producenta.

  77. Może, żeby nie teoretyzować podam przykład tego czym jest prawda w powieści. Otóż do pewnego momentu znajduje się ona na kartach książki napisanej przez Llosę, książki, która nosi tytuł „Wojna końca świata”. To jest lektura obowiązkowa dla wszystkich, a kto czytał ten wie.

    Po takiej rekomendacji idę szukać tej książki.

  78. „Misiem” nie ma się co emocjonować, bo to zamierzchla przeszłość. On może tylko posłużyć za przykład, ponieważ na Polakach stosowane są te same patenty, jednak to nie będzie chyba ilustracja przemawiająca do młodego pokolenia. Filmy Barei powróciły tam, gdzie były zanim stały się „kultowe”, czyli na jakąś zakurzoną półkę w piwnicy a i to nawet nie. Proszę zrobić doświadczenie, pokazać fragmenty (bo całości nie zniosą) jakiemuś dwudziestolatkowi i posłuchać komentarzy. Rezultat to będzie wzruszenie ramion albo obserwacja o treści „ale głupia baba” (scena przywiezienia węgla do wsi). Nie ma beki, nie ma kultu, nie ma efektu propagandowego.

  79. ho ho, tak tak https://www.youtube.com/watch?v=EsKwpjZpAPA niesamowite 200 … tys. i jak to się ma do paniki dzisiejszych barei … ?

  80. …a dopełnieniem „Dzień świra” i „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”.

  81. Polecam. Nakręcony w 1981 propaguje pogląd, jakoby PZPR była organizacją zbrodniczą i rządzącą wbrew interesom społeczeństwa (albo to tylko ja widzę w tym filmie coś, czego tam nie ma…:)

  82. Rzeczywiście, niezwykle ciekawa prelekcja.

  83. To znaczy, że propaguje prawdę, to dobra wiadomość. 😉

  84. Format jest wyprodukowany i wyemitowany po raz pierwszy i drugi i kolejny poza Polską. Czy zatem nie jest jego zadaniem chlastanie i dewastacja tam gdzie został wymyślony, wyprodukowany i wyemitowany?

  85. Musial oszalec. Normalny czlowiek na tym blogu takich rad nie udziela.

  86. Spekulacje na temat czy ktoś oszalał czy nie, mało wnoszą do dyskusji. Jeśli ktoś uważa, że opłacalne byłoby przetłumaczenie na rynek angielski Baśni niech je przetłumaczy i na tym zarobi dając też godziwy zarobek autorowi 🙂

  87. prócz angielskiego proponuję też łacinę

  88. I druk w granicie 🙂

  89. „Alternatywy 4” to film ktory rowniez mnie odrzucil. Raz obejrzalem jeden odcinek i dalem sobie spokoj. Bareja usilowal epatowac widownie super-siermieznym humorem ( nie lubie prostactwa w zadnym wymiarze) i przerysowana wizja PRL-owskiej rzeczywistosci. Mial chyba jakies pozwolenie z gory. Wiadomo ze w Polsce Ludowej trzeba bylo miec pozwolenie wladzy na wszystko a coz dopiero na film. A jesli prawda jest ze „Misia” i inne obrazy zaczeto pompowac w latach 90-ych to tez chyba komus na tym zalezalo. Panom w brazowych butach i innym decydentom?

    Uwazam ze jedyny dobry film Barei to „Poszukiwany, poszukiwana”. Zwazywszy na to ze „Tootsie” pojawil sie na ekranach kin 10 lat pozniej mozna by przyjac ze Amerykanie zerzneli polski pomysl.

  90. Z tej nędzy PRLowskiej komedii jeszcze jest ciekawy do zaobserwowania mit o „kiwaniu” cenzury który cały czas był nam bity do głowy.

  91. Uwazam ze jedyny dobry film Barei to „Poszukiwany, poszukiwana”.

    I dopisałbym do tego jeszcze „Nie ma róży bez ognia” gdzie aktorzy Ci sami co wszędzie, większość drewniana jak zwykle, ale jakoś to zupełnie nie przeszkadza, bo byli odpowiednio prowadzeni. Lubię oglądać filmy Barei z 1 względu – aby zobaczyć ówczesną Warszawę z lat 80tych dokładnie taką jaka była a której już nie ma; jako taka kronika dziejów. Choć pod wzgl. scenariusza, gry aktorskiej i muzyki (!) to jak dla mnie ciężki film.

  92. A jesli prawda jest ze „Misia” i inne obrazy zaczeto pompowac w latach 90-ych to tez chyba komus na tym zalezalo.

    GrzegorzBraun ma teorię, że Miś powstał na zamówienie „zielonych”, po to, żeby można było się ponabijać i z „niebieskich” a tym bardziej z „czerwonych”. Do wyszukania na jutubie.

    Kiedy np. węglarze z Paluchem jadą z wozem pełen choinek, zatrzymuje ich milicjant i wlepia mandat za pijaną kobyłę. Oni nie mając kasy wręczają mu choinkę. Milicjant chce jeszcze jedną choinę dla brata, ale Paluch protestuje „e zaraz, darmo mamy dać?”. Milicjant prosi żeby poczekali i próbuje złapać na mandat inny samochód…

  93. Kościół to organizacja globalna, która, zdaje się, lokalnie zarządzanie treścią „okołoreligijną” oddała w ręce ludzi o horyzontach powiatowych. Górny to, zgodnie z nazwiskiem, najwyższa półka, więc można sobie wyobrazić, co jest niżej. A niżej feminizacja i politycy skali osiedlowej, dewocjantki (proszę tylko tego nie mylić z czymś, co zostało obelżywie nazwane „religijnością ludową”, to w ogóle nie musi mieć nic wspólnego z konkretną religią) i faceci, którzy uważają, że mogą ten zasób emocji wykorzystać. Księża w najlepszym razie boją się mieszać lub nie robią tego z wygody, fałszywego zadowolenia z aktywności w parafii itd. Ale nawet w projektach na dużą skalę, które budzą już obawy i wściekłe ataki drugiej strony, problem jakości jest bardzo poważny. Media katolickie pełne są psychologów i psychoterapeutów albo wprost „kołczów”. Mimo wszystko trzeba im ten rząd dusz próbować odebrać. Koniecznie wysyłać wnioski o patronat do arcybiskupów (na stronie metropolity katowickiego nie znalazłem formalnego wniosku, ale wiadomo, że patronaty przyznaje) nie dla własnego zadowolenia, ale jako argument w rozmowach.

    „żeby nie mogli oni wyśpiewać swojej własnej piosenki, która miałaby szansę spodobać się jakiejś dziewczynie.”

    „Były maje, były bzy, byłaś i dziewczyno Ty… spotkamy się w grobie.” i pozamiatane w umysłach „młodych inteligentów”.

    krk: „Jak to się stało i kiedy, że stal się filmem kultowym? Gdy było już po ptokach” – właśnie tak. Lata 90te to morze Barei/”Rejsu” w tv. To już nie krzywy obraz, ale prosty przekaz – patrzcie jak było, a teraz? Na każdym rogu „pewex”.

    A synowie tych podziemnych bojowników i niepokornych przekaźników trzymają nas teraz za „kieszeń”.

    Ależ dobre te obrazy w kalendarzu.

  94. Nie musie zżynac. ‚Poszukiwany, poszukiwana’ to taka forpoczta genderyzmu. Miłe złego początki.

    Ale film był zabawny.

  95. forpoczta to „pół żartem pół serio” i sexappeal w wyk Bodo 🙂

  96. „Zwazywszy na to ze „Tootsie” pojawil sie na ekranach kin 10 lat pozniej”

    Prekursorem „Poszukiwany, poszukiwana” raczej był „Some Like It Hot” (1959) z Jackiem Lemmonem, Tony Curtisem i Marilyn Monroe.  Wojciech Pokora, który wielce nie lubi siebie w roli Marysi w tym filmie, co nie jest do końca dla mnie zrozumiałe, zwraca uwagę, że miał opory grania w tym filmie właśnie z powodu, że to był film wtórny wobec filmu z Jackiem Lemonem.   To, że Pokora tak dobrze wyszedł w tej roli to dlatego, że grał od niechcenia i na przymusie i może nawet na złość.  To „jak ja cierpię i odpieprzcie się ode mnie” widać na twarzy Marysi przez cały film. Dustin Hoffman to przy nim pikuś bo starał się za bardzo.

  97. Grzegorz Braun ma teorię, że Miś powstał na zamówienie „zielonych”

    No tak. Cały Braun. Gdyby jeszcze dodał,  że część Misia kręcono we Wrocławiu to mielibyśmy żelazny dowód na „układ wrocławski” wg. braunowskiej metodologii dochodzenia do prawdy.  Braun miał 13 lat gdy Miś powstawał.

  98. https://youtu.be/mnZ5-P7afaM  2:28 ‚Poszukiwany, poszukiwana’, ciekawostki z filmu Barei.

    Mój komentarz. Przy Barei każdy się mógł pozywić i przyłożyć rękę do sukcesu. „Dawali żyć i żryć.”

  99. Wysłuchałam x. prałata Kneblewskiego na Rozetcie. Ach… Miody na moje serce!

    /Bardzo popularny wśród młodych jest Wojtek Drewniak ze swoją „Historią bez cenzury”. No i on tam polską szlachtę macza w smole i tytła w pierzu. To tak a propos wykładu x. prałata o polskiej szlachcie./

  100. Odnosnie Warszawy. Ja tesknie za stolica epoki gierkowskiej mimo wszystko. Bylem w ubieglym roku w Polsce i obejrzalem Warszawe z bliska. Miasto to przytlacza swoja brzydota i straszliwym brudem ktory ulokowal sie w samym centrum miasta – Palac Kultury i Nauki. A obok ten poskrecany „drapacz chmur”.

    Slyszalem nawet trafny komentarz przechodnia: „Ten facet co to projektowal musial byc dobrze wypity albo najarany.”

  101. Kiedy Coryllus  demaskowal, kłamliwe narracje, opisując je w Baśni o  socjalizmie, to się jeszcze za nim nawet muchy nie goniły. A wyrobił się chłop, nie musiał być rozumnym świadkiem naocznym, i dzięki temu jest co poczytać i zweryfikować spetryfikowane poglądy.

  102. Warszawa jest obes…na, przez paranoikow z dostępem  do budżetow. Zwłaszcza centrum.

  103. Braun miał 13 lat gdy Miś powstawał.

    To świetnie. A ja miałem wtedy 8 lat bo zdjęcia kręcono jesienią 1979 r. Tylko czego to dowodzi?

  104. z filmu „8 ciekawostek z filmu Miś”
    https://www.youtube.com/watch?v=9JQkOdBJi8E od 1:00

    Narrator podaje jako ciekawostkę nr 2 że Bareja z Tymem chcieli zawrzeć w Misiu scenę w której na brukowaną jezdnię wywraca się ciężarówka ze spirytusem. Z rozbitych butelek robi się kałuża spirytu więc tłum zgromadzony wokół ciężarówki kładzie się na tym bruku i „moczy spragnione dzioby” z tej sadzawki tyle spirytusu tyle ile się da. Scena ta została wymyślona przez Tyma zainspirowana jakimś autentycznym wydarzeniem, ale ostatecznie w obawie o cenzurę usunięta ze scenariusza.

  105. https://youtu.be/Qr5ni3mJnbg ok 3 min. Tyle słońca w całym mieście. Anna Jantar.

  106. To z najazdu sowietów na Polskę. Opis takich scen słyszałam wielokrotnie od świadków. A to co piszesz o Tymie i Barei z tym spirytusem – to całkowita demaskacja. Coryllus ma rację.

  107. Opieram się na tym, co podaje w tym jutubowym filmie ten chłopak. Dla mnie pasowałaby jak ulał do Dnia Świra albo Alternatyw 4. Czyli właściwie gdyby nie cenzura to oni wsadziliby taką scenę do filmu?

    Owszem ja o takim wydarzeniu słyszałem tylko raz kiedy w moim rodzinnym Wałbrzychu (górzystym) przeładowana ciężarówka z winiakami nie mogła podjechać pod górę więc się wywróciła. Część skrzynek poleciała na jezdnię. I nagle ulicą zaczęła płynąć rzeka zasiarczonego wina z której okoliczni pijaczki i emeryci nabierając cokolwiek wiaderkami lub słoikami chcieli cokolwiek ocalić zanim wleci do kratki ściekowej. 🙂 ale nikt się nie kładł na ziemi aby to chłeptać…

  108. Dzieki, lza sie w oku kreci.

  109. Ja mialem 15 lat gdy Misia krecili. Takie wyliczanki mozna kontynuowac, tylko po co?

    Rownie dobrze mozna twierdzic ze Stefan Batory nie istnial bo nikt z nas go nie widzial.

  110. >Jestem za, a nawet przeciw , obok, a przede wszystkim ponad.

    Podoba mi się ta sentencja. Zasługuje na wpis do kultowych.

    Natomiast  co do malarza, który na nią zasłużył kolejnymi stopniami Legii Honorowej, to angielska wiki nazywa go ‚the painter for France’ (malarzem dla Francji), choć wiki francuska jest bardziej wstrzemięźliwa i określa go jako „figure majeure de la peinture française” (wybitna postać malarstwa francuskiego). Chyba propaganda francuska nie docenia jego roli. Bo nie wie, że jego obraz Biedny rybak (1881) wspomniał sam Stefan Żeromski w powieści Ludzie bezdomni (w rozmowie Judyma z Joanną).

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Biedny_rybak

  111. Centrum to pracownicy korpo  oraz bezdomni. Między nimi kręcą się przyjezdni a gdzieniegdzie przemyka stary warszawiak z dziada pradziada.Obrazu dopełnia koszmarny nieład urbanistyczno-architektoniczny, no i faktycznie niesamowity bród. Centrum to najbrudniejsza dzielnica Warszawy.

  112. Sceny z „Misia” dyscyplinujące niepokornych kupujących Fotografowania ich twarzy i skierowanie do gazetki ściennej w sklepie spożywczaku)  kręcone były na Powiślu. ul. Ludna między Okrąg a Solec. Chyba to był rok 2007 kiedy zburzono ten spożywczak i rozpoczęto budowę większej kubatury. Oczywiście był protest, że burzą „kultowy sklep” , ale obeszło się bez przywiązywania się do w/w gazetki ściennej. Może zabrakło wtedy w proteście, takich silnych postaci jak Władek Frasyniuk co to się milicji nie kłaniał.

    Też uważam jak ktoś powyżej, że tym ‚Misiem” jedna grupa mundurowa rechotała z drugiej grupy mundurowej. I tyle.

  113. Rownie dobrze mozna twierdzic ze Stefan Batory nie istnial bo nikt z nas go nie widzial.

    Tak, to ma sens. 🙂 Hasło Władka Frasyniuka „Ciebie tam k.. nie było” zawsze na czasie. 🙂

  114. Wszystko się zgadza oprócz tytułu filmów. Fotografowanie na tablicę „tych klientów nie obsługujemy” to scena z wcześniejszego filmu Barei „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?”.

    obeszło się bez przywiązywania się do w/w gazetki ściennej.

    Warszawa dla developerów, developerzy dla Warszawy i tutaj nie ma miejsca na jakieś postbarejowskie sentymenty. 🙂

  115. No tak uważam że mieszanie przeze mnie tytułów filmów, scenariuszy  , reżyserów jest dowodem na fakt, że cała działalność  filmowa jest jednakowa. Ci sami aktorzy i ciągle ci sami reżyserzy, nowi się pojawią dopiero jak ci grający wymrą.

    A czy Bareja nie kręcił w tym czasie kiedy była wojna między MSW i MON o sprawę nazywaną chyba „Afera żelazo”,  i w efekcie której poległ jeden wiceminister MON co to miał zasługi zaczynające się od Obławy Augustowskiej” ? Nie pamiętam, ale nic się nie dzieje bez przyczyny.

    Ale w nawiązaniu do mundurowej obecności w polskich sekwencjach filmowych oraz Toma Hanksa, przypomniał mi się film „Most szpiegów” bardzo odległy tematycznie od filmowej sałatki warzywnej jaką produkował Bareja. Film z instruktażową sceną końcową wskazującą jak się w ZSRR dobierało szpiegów. Takie sceny nie do pomyślenia u Barei. Szpieg niby lapeta, flegmatyk, malarzyna ale z pamięcią fotograficzną.

  116. „Tłum zgromadzony wokół ciężarówki kładzie się na tym bruku i „moczy spragnione dzioby” z tej sadzawki tyle spirytusu tyle ile się da. Scena ta została wymyślona przez Tyma zainspirowana jakimś autentycznym wydarzeniem”

    Znając Tyma, to wydarzeniem w moim mieście. Z tym, że to nie był spirytus, a wino owocowe, konkretnie tzw. „jabcok” z lokalnej wytwórni, i nie ludzie to z asfaltu wychłeptali a bezpańskie psy. Ciężarówka wykopyrtnęła się na zakręcie pod płotem cmentarza i te pijane psy potem łaziły pomiędzy grobami i wyły przez wiele godzin.

  117. Ostatnia scena z „Misia” pokazuje z czym ma się nam kojarzyć komunizm. Może i siermiężnie ale swojsko, może i miś ze słomy, ale choinki, jazda na łyżwach i rybka na święta, a nawet jasełka. Tradycja ta to erzac wobec katolickiej Tradycji, która została już dawno odrzucona. A nawet socjalistyczne człowieki mają jakąś duchowość, więc według zleceniodawcy filmu Miś miała wystarczyć jedynie zewnętrzna powłoka. Dziś, bez Prawdziwego Ducha Tradycji, ludziom nawet nie chce się stroić choinek, zabić karpia czy robić innych czynności okołoświątecznych. I to jest logiczne. Bez Ducha, nie ma materii.

  118. Podpisuję się „obiema rencami” pod Pani komentarzem tyczącym wykładu x. Kneblewskiego.

  119. Ja tez sie podpisuje. Wyrazilam entuzjazm pod poprzednia notka z linkiem do wykladu.

    Jest jeszcze drugi filmik- pytania publicznosci. Tam bylo pare pytan i odpowiedzi w sprawie nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego.

    W zwiazku z tym przypomnialam sobie, ze mlody ksiadz Tymoteusz Szydło tuz po swieceniach i prymicjach w rodzinnej parafii odprawil msze swieta trydencka w kosciele sw.Krzyza (w kazda niedziela sa tam msze trydenckie) w Krakowie.

    https://wpolityce.pl/kosciol/343092-ks-tymoteusz-szydlo-odprawil-pierwsza-msze-w-rycie-trydenckim-zdjecia

  120. I tak się nam kojarzy PRL. Ale to już zasługa i postkomuchów i postsolidaruchów.

    PS OT: https://wiadomosci.wp.pl/odrzucmy-ciagle-ponizenie-byly-prezydent-namawia-do-czexitu-6134338947258497a

  121. Pogoda barowa , posłucham reszty wykładów z targów książki w Bytomiu z tego roku.

  122. No chyba się nie da, bo filmy są wrzucane sukcesywnie. Nie mogę się na księdza Kęszkę doczekać…

    U mnie wprost odwrotnie – upal, okiennice zamknięte, żeby chłodu trochę w mieszkaniu było. Tez do wychodzenie nie zachęca.

  123. Nie ma gospodarza w Polsce. GOSPODARZA, myślącego o całości. Są częściowe sukcesiki i porządeczki, są też dobrze zarządzane działy przedsiębiorstw, skąd pracownicy, źle opłacani, nie chcą się zwalniać.

  124. kowalewski z reszta obrzezany

  125. Fotografowanie twarzy było w innym filmie.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.