Sty 222020
 

Wszystkie negatywne kampanie opierają się na tych samych zasadach. Po pierwsze na założeniu, że odbiorca jest idiotą, po drugie na łatwym dostępie do informacji reglamentowanych lub na łatwym dostępie do kanałów dystrybucji treści, po trzecie na gwarancji politycznej bądź gwarancji z tajnej policji. Co w sumie na jedno wychodzi. Do tego dodać można jeszcze całkowite odrzucenie polemiki i spiralę emocji, która – co może niektórym wydawać się sprzecznością – nakręcana jest na zimno. Nie mam zamiaru zastanawiać się po co jest obecnie w Rosji rozpętywana kampania przeciwko Polsce, przyjmuję, że ma to związek z wyborami. Moim zdaniem rzecz wygląda ciekawie. Głównie dlatego, że media, niegdyś reżimowe, a dziś opozycyjne nie pieprzą już tych strasznych idiotyzmów, o tym, co to będzie jak Rosja nie kupi od nas mięsa albo jabłek. Mamy za to stałe doniesienia ze wschodu, o tym co powiedział ten czy inny dyżurujący w telewizorze żyd. Bo o to chodzi, o wywołanie wrażenia, że Putin ma żydowską kryszę. Co, jak łatwo się domyślić, nie musi być prawdą. Gdyby było, nikt by w takim tempie nie zapraszał do telewizora tych wrogich Polsce żydów, którzy opowiadają, że największe pogromy za cara były na terenie Królestwa Polskiego. Jasne. Na przykład w Kiszyniowie.

Z tymi atakami nie ma co polemizować, albowiem ludzie, którzy je moderują nie oczekują tego. Oni oczekują, że ktoś zafasuje im takiego fleka w cztery litery, aż zapiszczą. To jest bowiem jedyny rodzaj komunikacji do jakiego przywykli. Wtedy zaczną dziamdziać, że uprawia się wobec nich antysemityzm, a tak przecież nie wolno. Otóż wolno, a nawet trzeba. Próba bowiem polemizowania z prowokacją, to uleganie prowokacji. Nie ma więc sensu odpowiadanie na zaczepki z Moskwy, trzeba przygotować coś, jakiś program, dyskusję, film, który naprawdę ich zaboli i sprzedać to wszystkim telewizjom na świecie. Niech sobie potem protestują na arenie międzynarodowej. Tylko niech to nie będzie film o Katyniu.

Dawno, dawno temu dyskutowaliśmy tutaj o formatach publicystycznych królujących w rosyjskiej telewizji. To jest taki wrestling dla bogatych żydów, którzy muszą się wyszumieć, a jednocześnie mieć gwarancję, że nikt im po ryju nie nakładzie. Tak to oceniam. A skoro tak jest, powtórzę – nie ma sensu z tym polemizować w rejestrach, w których próbują to czynić polscy politycy. I nie ma sensu wysuwać na czoło jakichś naszych żydów, którzy będą – o wiele łagodniej i bardziej kulturalnie – zaprzeczać tamtym. To jest zła metoda. Jeśli nie można zastosować jakiegoś ciosu zagłady, trzeba pokazać coś, co jednoznacznie i głęboko ich zdyskredytuje. Ktoś powie, że to niemożliwe, bo kampanie negatywne odwołują się do utrwalonych schematów, latami wbijanych ludziom do głów. I jak ktoś uwierzył, że za komuny było lepiej, bo praca była gwarantowana, ten łatwo przekonać się do innych wersji historii nie da. Jeśli do tego zostanie zbombardowany brutalnymi bardzo argumentami i zachowaniami faceta, o którym wiadomo, że jest żydem, zamilknie całkiem, bo jak wiadomo żydzi rządzą światem. I za to, za utrwalanie tego schematu, powinniśmy teraz podziękować wszystkich antysemitom-demaskatorom. Ich rola bowiem jest bardzo jasno zarysowana – trzeba sparaliżować słabych na umyśle i wmówić im, że polemika z żydem nie jest w ogóle możliwa. A jeśli ktoś próbuje naraża się na cywilne unicestwienie. Istotnym momentem w polemice z argumentami chamskich, rosyjskich żydów, ale nie tylko ich, także tych naszych, łagodniejszych, jest sam fakt istnienia takiej polemiki. Nie można przestać. Tylko to się liczy. A potem, utrzymanie dyskutanta na pozycji przegranej. Przy czym należy to czynić tak, by czuł się on wyróżniony, lepszy, wrażliwszy, bystrzejszy i bardziej wtajemniczony. Tylko stała temperatura pod kociołkiem z napisem – polski antysemityzm – gwarantuje sukcesy kampanii negatywnych przeciwko Polsce.

Nie tak dawno opisaliśmy tu pewną zasadę rządzącą powszechnie kampaniami niejawnymi. To określenie jest bardzo pojemne, ale właśnie o to chodzi. Pisząc kampanie niejawne mam na myśli zarówno operacje rangersów, jak i te żydowsko-rosyjskie ataki na Polskę, ale także wyczyny Ebenezera Rojta, albowiem spełnia on wszystkie warunki, o których pisałem wyżej. Uważa czytelnika za idiotę, ma łatwy dostęp do informacji reglamentowanych i ma gwarancje organizacji niejawnych. Podkreśla przy tym, że jego aktywność wiąże się z ryzykiem. Na czym polega wspomniana zasada? Na minimalizowaniu ryzyka i jednoczenie rozpuszczaniu propagandy o tym, jak bardzo ono jest wielkie. Możemy więc rzecz zredukować do formuły – jeśli ktoś opowiada o ryzyku, w rzeczywistości go nie ponosi. Chce jedynie wszystkich zmylić. Po co? Żeby w spokoju przeprowadzić swoją misję, której natura nie może być do końca rozpoznana. Możemy to ciągnąć dalej – rangersi nigdy nie walczą przeciwko innym rangersom. Ich misja, nawet jeśli niebezpieczna, przeważnie kończy się sukcesem, albowiem na ich drodze stają zwykle jakieś dużo słabiej uzbrojone i dużo gorzej wyszkolone stwory. Nawet jeśli jest ich więcej nie ma to znaczenia, bo przeważnie nie rozumieją oni też swojej misji tak, jak ją rozumie przeciwnik.

Do czego służy Ebenezer Rojt? W mojej ocenie do unieważnienia rzeczywistych polemik, a to znaczy, że służy on do dyscyplinowania autorów i zarządzania rynkiem. Nie ma ani jednego powodu, by takich polemik nie prowadzić jawnie, bo niby cóż to za problem. On jednak występuje pod pseudonimem i za swoje elukubracje coś tam sobie liczy. Wielu ludzi to podnieca, podobnie jak podnieca ich fakt, że ten czy ów żyd wygaduje na Polskę i coś z tego może być prawdą. Lepiej więc siedzieć cicho i przyglądać się, a na koniec klaskać temu, który wyszedł z tego wrestlingu najmniej poszkodowany. To znaczy temu, który od samego początku był kryty i miał gwarancje.

Jeśli dyskusje publicystyczne, czy to na tematy polityczne, czy kulturalne, czy jakieś inne, toczą się w klimatach zbliżonych do tego, co proponuje rosyjska telewizja, do pełni szczęścia brakuje tylko zdyskredytowania tych, którzy próbują podejmować inne tematy, albo po prostu piszą o sprawach w głównym nurcie nie istniejących. Powtarzam – można to robić jawnie, ale wtedy można też oberwać naprawdę. Pan Ebenezer zaś startuje w zawodach wrestlingowych.

Na czym polega jego moc? Na minimalizowaniu ryzyka i preparowaniu mądrości oraz wrażliwości. Jak się preparuje wrażliwość dowiadujemy się co roku od Jurasa i to jest sposób sprawdzony i pewny. I oto, pan Ebenezer, człowiek wrażliwy na ludzką krzywdę oraz na głupstwa, którymi zalewany jest świat, proponuje czytelnikom swojego bloga by:

JEŚLI SPODOBAŁY CI SIĘ KOMPROMITACJE…

…i zastanawiasz się, w jaki sposób możesz się autorowi zrewanżować, będzie mi bardzo miło, jeśli wpłacisz dowolną kwotę na konto Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci:

numer konta: 33 1240 1082 1111 0000 0428 2080


Akurat to hospicjum znam, ale jeśli znasz inne, które wolisz wesprzeć w pierwszej kolejności, to naturalnie będzie to równie miły gest. Nie musisz mnie zawiadamiać o swojej wpłacie, ale nie ukrywam, że byłoby mi przyjemnie przeczytać taką wiadomość.

Ludzie to czytają w ich głowie nie zazgrzyta nic, kiedy międlą w ustach frazę – jeśli spodobały ci się kompromitacje wpłać na hospicjum. Nie zazgrzyta, albowiem każdy przynajmniej raz w życiu chciałby być miłosiernym Samarytaninem. Kłopot w tym jednak, że Pismo nie mówi – wyszydź bliźniego swego, a reszcie frajerów każ dawać jałmużnę placówce, którą sam wskażesz. Ono mówi coś innego – niech nie wie lewica co czyni prawica (cytuję z pamięci). Takich subtelności zaś czytelnicy pana Rojta dostrzec nie mogą. Nie mogą, albowiem wchodząc na jego stronę wykupili sobie abonament na wyjątkowość. On zaś im ją gwarantuje poprzez takie oto mądrości, które – przyznajmy – nie każdy potrafi zrozumieć.

Uprzejmie proszę też wziąć pod rozwagę następującą maksymę Jakuba Thoulé:

Gdy kupisz samochód, a potem stwierdzisz, że fatalnie się go prowadzi i jeszcze wyliczysz tuzin fabrycznych usterek, które w nim zauważyłeś, nikt ci nie powie, że powinieneś założyć własną fabrykę samochodów i samemu zaprojektować lepszy model. Ale gdy kupisz książkę, a potem stwierdzisz, że fatalnie się ją czyta i jeszcze wyliczysz tuzin błędów, które w niej zauważyłeś, zawsze znajdzie się ktoś, kto ci powie, żebyś sam napisał lepszą.

Nie wiem kim jest Jakub Thoule, albowiem sieć o nim nie wspomina, ale może ja po prostu jestem za głupi, by posługiwać się internetem. Jakby nie było, obecność tej maksymy potwierdza moją hipotezę – albo Rojt ma czytelnika za idiotę, albo ma dostęp do informacji reglamentowanych i gwarancję struktur tajnych, albo jedno i drugie.

Jeśli idzie o samą mądrość, to jest ona wyjątkowo wprost kretyńska i w zasadzie należałoby ją poddać oględzinom w II Klinice Psychiatrycznej przy ul. Sobieskiego w Warszawie.

Kto kupuje samochód, który się fatalnie prowadzi? I jeszcze nie zauważa usterek? Czytelnicy Rojta chyba i może jeszcze Marek Krajewski, sławny pisarz. Czy samochód jest podobny do książki? Dla pana Ebenezera być może, bo w środku samochodu też można znaleźć jakieś litery. Kiedyś dawno temu, w pewnym wydawnictwie przekonywano mnie, że handel książką nie różni się niczym od handlu cegłami. I tu jest podobnie. Otóż on się różni, wystarczy wziąć książkę i cegłę, a następnie jednym i drugim porządnie pierdyknąć się w łeb. Wspomniana różnicy uwidoczni się od razu i zostanie zapamiętana na długo.

Oto pierwsze motto ze strony pana Ebenezera

Rzućmyż okiem na girlandę głupstwa, owijającą się wokół naszej erudycji.

Przecież to skandal, żeby oni dotąd nie mieli języka, na wyrażenie swojej ignorancji; wciąż i wyłącznie muszą wyrażać zatem swoją wiedzę, swoje „opanowanie przedmiotu”.

Gdy zasiadają na podium i głos zabierają, klamka zapadła: muszą wiedzieć, nie wolno nie wiedzieć, lub wiedzieć mniej więcej, nawet gestem, nawet mrugnięciem, nie mogą zasygnalizować, że ich wiedza dziurawa i na chybił trafił…

Na obszarze wszystkich dyskusji, trawiących episteme zachodnią, nie dojdzie was jeden jedyny głos, który by zaczął od „dokładnie nie wiem… nie znam… dobrze nie przeczytałem… kto by tam to wszystko zapamiętał… nie ma czasu na czytanie… coś tam wiem, ale niezbyt…” A przecie od tego trzeba by zacząć! Ale któż by się poważył! Mogliby tak zacząć, ale wszyscy naraz, dawszy sobie uprzednio słowo honoru!

Episteme tedy jest skłamana. Dzieją się rzeczy brzydkie.

Otóż takich głosów znajdzie się mnóstwo, a pisząc powyższe pan Rojt próbuje przekonać czytelnika, że on jeden jest gwarantem jakości, albowiem wszyscy zwariowali. Jeśli zainteresowany nim czytelnik chce, może oczywiście dołączyć, wystarczy pośmiać się z głupstwa udrapowanego w szaty mądrości i wpłacić na hospicjum. Powyższe motto to wypreparowane ryzyko, którego Rojt nie ponosi, albowiem nikt z akademików nie będzie polemizował z tak jawną manipulacją, spreparowaną wprost po to, by uwodzić ćwierćinteligentów, którym imponuje używanie słowa episteme zamiast wiedza. W dodatku wyemitowaną przez osobę kryjącą się pod pseudonimem.

Kolejne motto W takich właśnie okolicznościach dochodzi niespodziewa­nie, w atmosferze karnawałowej uciechy, do parodystycznego zniesienia podziału pracy; moment był doskonale dobrany, gdyż parodii tej towarzyszy powszechny proces zaniku wszel­kich prawdziwych kompetencji. Finansista zostaje piosenka­rzem, adwokat policyjnym donosicielem, piekarz dzieli się swo­imi upodobaniami literackimi, aktor rządzi, kucharz snuje filozoficzne refleksje na temat poszczególnych etapów pieczenia jako szczebli historii powszechnej. […] Takie malownicze przykłady ozna­czają również, że nikomu nie można już ufać przez sam wzgląd na jego profesję. Nie zmieniła się za to największa ambicja spektakularności zintegrowanej: z tajnych agentów uczynić rewolucjonistów, a z rewolucjonistów – tajnych agentów.

To jest znacznie poważniejsze. Nie wiem, na kogo się pan Ebenezer powołał, a sprawdzanie tego to dawanie mu zbyt wielkiej satysfakcji. Mamy tu jednak rzecz szalenie istotną. Opowiada się pan Rojt za utrzymaniem podziału pracy, którego parodystyczne zniesienie wyszydza. Cóż to znaczy w praktyce? Jak to co: pisarze do pióra, studenci na studia itp., itd. Widzimy to wyraźnie. Finansista nie może zostać piosenkarzem, nawet jak ładnie śpiewa, bo już raz się zdecydował na to co będzie robił i koniec. Adwokat nie może zostać policyjnym donosicielem, albowiem wtedy odebrałby chleb panu Rojtowi, a do tego dopuścić przecież nie można. Piekarz nie może mieć upodobań literackich, bo jest urodzonym chamem i musi pozostać w swojej piekarni, snucie filozoficznych refleksji przez kucharza, to już prawdziwa zbrodnia stanu, a do tego jeszcze nikomu nie można ufać. Poza oczywiście ludźmi kryjącymi się za malowniczymi pseudonimami. Ci są zawsze wiarygodni. Ostatnie zdanie jednak wymiata. I – powtórzę raz jeszcze – potwierdza to co napisałem na początku – Rojt ma swoich czytelników za skończonych durniów. Nie ma bowiem potrzeby czynić tajnych agentów z rewolucjonistów i na odwrót, albowiem rewolucjonista i tajny agent to są synonimy. Pan Rojt zaś pisze swojego bloga po to, między innymi, żeby fakt ten ukryć przed publicznością o obudować go didaskaliami.

Nie wiem z kogo pochodzą powyższe cytaty, być może nie są to cytaty, ale wykwity umysłu samego Rojta, nie chce mi się tego sprawdzać, ale jeśli ktoś ma na to ochotę, zachęcam.

  14 komentarzy do “O naturze negatywnych kampanii”

  1. Dziadek mi mówił, że z Żydem trzeba się obchodzić  jak ze śmierdzącym jajkiem.
    Jak się zbuka zbije to będzie śmierdzieć. To z okazji dnia dziadka ☺
     

  2. Pan Rojt obsmarował też Panią Różową Panterę. Czarnej pantery by nie ruszał ☺
     

  3. Swojego  napewno nie ruszy  !!!

  4. Panie Gabrielu, w ogóle nie ma sobie co głowy zawracać tym Ebenezerem. Jegomość ozdabia swoje „mądrości” tonami przypisów i myśli, że jest erudytą. A jeszcze całość doprawi cynicznymi, wrednymi uwagami i pewno uważa, że jest w tym elokwentny. Tylko co z tego wynika? Nic, kompletnie nic. Doszło do tego, że nawet prof. Bartyzelowi wytknął, że nie zna się, bodaj, na matematyce, czy jakoś tak. Kretynizm i nic więcej.

  5. Myli się pan całkowicie i absolutnie

  6. Trzeba tego  GADA  ER…
    … rozlozyc na lopatki,  wyszydzic i skompromitowac  DO  SZCZETU  !!!

  7. Czy wiadomo kim jest ten osobnik? Tomasz Sommer napisał dwa lata temu, że być może to dawny publicysta NCz! – Lech Stępniewski.
    „PS2. Na str. XXII publikujemy archiwalny tekst o Jedwabnem z 2001 r. autorstwa Lecha Stępniewskiego, który był kiedyś flagowym autorem „NCz!”. A teraz podobno pod pseudonimem Ebenezer Rojt prowadzi bloga Kompromitacje. Tylko czy to prawda?”

  8. Niech pan już da spokój, dobrze….

  9. Na żydowską kampanię wpływ mamy znikomy. Wylansowano natomiast obóz w Oświęcimiu na symbol holokaustu i to jest super. W zbliżających się obchodach rocznicowych na terenie tego obozu należy wciągnąć na sztandar św. Maksymiliana Kolbe . Jego heroiczny czyn jest jedynym pozytywnym przesłaniem, jedynym światełkiem w mroku Auschwitz. Tego nie można kwestionować , kanonizowanego staraniem Japończyków św. w pasiaku można znaleźć nawet w protestanckich świątyniach. Odpowiedzi na pytania typu, co robił przedstawiciel współpracującego przecież z Hitlerem katolickiego kleru w Auschwitz, bezcenne.

  10. Georgius – absolutnie świetne zilustrowanie działalności ER. Wizualizacja problemu jako hałaśliwego, wiejskiego kundla obszczekującego tych których sobie upatrzy – bezcenna.    

  11. a te portreciki  obu obiektów tj Ebenzorka i Gombrowicza także udane ,
    tak, ten wyjący bardzo podobny, żeby mu tylko do rozwartej paszczy mucha nie wpadła, bo się biedak zakrztusi, w warunkach obowiązującego ekologizmu może być problem.  

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.