Maj 232010
 

Nie lubię syntetycznych i zwięzłych definicji. Szczególnie jeśli dotyczą zjawisk wielkich i groźnych. Wole opisy. Ze wszystkich opisów bolszewizmu i bolszewików najbardziej podoba mi się ten, który znajduje się we wspomnieniach Zofii Kossak-Szczuckiej pod tytułem „Pożoga”. Tak jest bardzo wyraźnie napisane czym był bolszewizm i kim byli bolszewicy, a także, w którą stronę bolszewizm ewoluował.

Bolszewizm to jawny bandytyzm, zbrodnia dokonywana w majestacie prawa. Świat na opak jednym słowem. To jest dość oczywiste dla wszystkich. Ciekawsze jest jednak to w jakim kierunku bolszewizm zaczął ewoluować już wtedy kiedy Zofia Kossak obserwowała go w latach 1917-1919 na Wołyniu. Otóż bolszewizm zmierzał od bandytyzmu w postaci czystej do koncesji handlowych na preferencyjnych warunkach. Na czym to polegało. Oto przykład. Idzie ulicą Żyd w kamaszach. Naprzeciwko tego Żyda idzie czerwonoarmista. Jesteś komunistą – pyta czerwonoarmista Żyda. Tak – odpowiada tamten – jestem szczerym komunistą towarzyszu. – Dawaj kamasze – rzecze na to żołnierz. Żyd siada i zdejmuje kamasze, podaje je następnie żołnierzowi, który odchodzi zadowolony. Żyd, także zadowolony odchodzi w drugą stronę.

To jest właśnie handel na preferencyjnych warunkach w swej surowej, pionierskiej rzec można postaci, który – uczciwie bolszewikom to przyznajmy – złagodniał nieco i w czasach dzisiejszych wygląda już zgoła inaczej. Wróćmy jednak do naszego Żyda i jego kamaszy.

Gdyby Żyd był, na przykład, mełamedem z jesziwy, albo choćby tylko kramarzem, który jest zwolennikiem swobodnego przepływu dóbr i gotówki bez wyróżniania kogokolwiek zostałaby natychmiast zastrzelony, a czerwonoarmista wziąłby jego kamasze, jako nagrodę na zabicie kontrrewolucjonisty, który nie rozumie nowych czasów. To samo stałoby się z Polakiem lub nacjonalistą ukraińskim, że o popie i księdzu nie wspomnę. Preferencje w handlu bolszewicy rozumieli bowiem bardzo wąsko i koncesje rozdzielali skąpo, tak, by się tym wszystkim kontrrewolucjonistom w głowach nie poprzewracało.

Dziś jest już inaczej, o wiele bardziej rzec można nowocześnie i z większym zadęciem na cywilizację. Oto przykład. Mamy film pod tytułem „Solidarni 2010”. Film budzący kontrowersje i emocje, czyli produkt który ma wszelkie dane na to, by zrobić kasę i to nie małą. Został on nakręcony w dogodnym z punktu widzenia promocji momencie i opowiada o sprawach, który interesują dziś w Polsce absolutnie wszystkich. Nie ma więc na co czekać trzeba sprzedawać. Ze sprzedażą jednak jest tak, że potrzebne są do jej przeprowadzenia kanały dystrybucyjne. W przypadku produktów medialnych, takich, jak filmy, kanałem dystrybucyjnym są media właśnie, czyli gazety i telewizja. I oto właśnie jeden z największych dzienników w kraju postanowił wykorzystać szansę i zwiększyć sprzedaż dołączając do każdego egzemplarza ów film na płycie CD. Super pomysł, tym bardziej, że produkt określony jest wyraźnie nie tylko pod względem atrakcyjności handlowej, tak jak film pod tytułem „Godzilla”, na przykład, ale także ideowej i emocjonalnej. Jakby mało było tych bonusów, jeden z autorów dzieła – Jan Pospieszalski – zgodził się wystąpić za darmo w spocie reklamowym, który ów film lansować miał w telewizjach. Czegóż chcieć więcej! Trzeba ustalić ile wyniosą koszta reklamy, puszczać spoty w pime time i patrzeć jak rosną słupki sprzedaży. Bo co do tego, że będą rosły nie może być żadnych wątpliwości.

Takie wnioski wyciągnięto by w krajach, gdzie handel na preferencyjnych warunkach w wersji czerwonoarmisty z Wołynia nie przyjął się lub wrósł w ekonomiczną glebę słabo. U nas jednak jest inaczej. A jak? Wróćmy na Wołyń roku 1918 i wyobraźmy sobie, że ulicą idzie Żyd w kamaszach, naprzeciwko niego zaś idzie czerwonoarmista. Żyd, który jest ideowym komunistą już z daleka uśmiecha się do żołnierza i myśli – chyba oddam mu swoje kamasze, bo jego są całkiem zniszczone. Kiedy żołnierz się zbliża Żyd już, już ma otworzyć usta, by pozdrowiwszy żołnierza samemu zaproponować mu handel na preferencyjnych warunkach. Żołnierz jednak nie pytając o nic wali go na odlew w twarz, potem poprawia kolbą i kopie. – Jestem komunistą, jestem szczerym komunistą – woła przerażony Żyd. Żołnierz jednak nie zwraca na to uwagi, dalej go kopie i bije kolbą karabinu, a kiedy Żyd już nie może się ruszać ściąga z niego kamasze i mówi – masz szczęście, że jesteś szczerym komunistą srulku, bo jakbyś był burżujem, to bym ci dopiero przyłożył. Po czym odchodzi uśmiechając się do całego świata.

Wróćmy teraz do naszego filmu. Oto okazało się, a pisze o tym Toyah na swoim blogu, że wszystkie stacje telewizyjne odmówiły „Rzeczpospolitej” umieszczenia płatnego spotu reklamowego zapowiadającego dystrybucję filmu „Solidarni 2010” wraz z „Rzeczpospolitą” we wtorek 25 maja. Po prostu odmówiły. Dlaczego? Ponoć dlatego, że w spocie reklamowym występuje dziennikarz Jan Pospieszalski, a dziennikarze – o czym musimy pamiętać – nie mogą brać udziału w reklamach. Wyjątek stanowi Hubert Urbański z TVN, który reklamuje w telewizji bank czy coś tam innego, już nie pamiętam. Wyjątkiem była swego czasu Katarzyna Dowbor, która reklamowała jakieś mięsko, za co wyleciała z telewizji, ale potem jej przebaczono i przyjęto znowu. Dziś już tamta sprawa nikomu nie przeszkadza. Przeszkadza za to Pospieszalski, który opowiada w reklamówce o filmie, którego jest współtwórcą. Oburzać się i komentować nie ma właściwie czego. Moim zdaniem jedyną formą komentarza byłoby – piszę to dla tych, którzy mają telewizory – wywiezienie ich do Warszawy wraz z antenami satelitarnymi i porzucenie na dziedzińcach tych wszystkich stacji, które odmówiły sprzedaży czasu antenowego. Tylko wtedy ludzie ci zrozumieją, jak ważne w życiu człowieka są porządne, solidnie uszyte na miarę kamasze.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.