lis 282018
 

Nagraliśmy wczoraj z Michałem cztery aż pogadanki, oczywiście z marszu. Opowiadałem raz jeszcze o nieco już zapomnianej książce „Cristiada” napisanej przez Javiera Barraycoa i wydanej w Klinice Języka jakieś dwa lata temu. W trakcie tę gawędy przyszło mi do głowy coś absolutnie niezwykłego. Mówiłem o generale Gorostieta, tak jak go opisał autor książki i zrozumiałem jaka to jest niezwykła i literacko pełna postać. Nie doczeka się jednak biedny generał żadnego opracowania w Polsce, albowiem tu beletrystyką zajmują się Żulczyki i Twardochy, ewentualnie pokręcone feministki co im dziadek rodzony przeszkadzał rozwijać się duchowo. No, ale o co chodzi z tym generałem. Sytuacja jest taka, facet należy do wszystkich możliwych koterii i klik, które są w Meksyku, jest towarzysko, zawodowo i w każdy inny sposób ustawiony. No, ale to nie zmienia faktu, że dla niego nie ma oferty. On może chciałby dowodzić całą armią, albo nawet kandydować na prezydenta, ale podsekretarz stanu, który decyduje o tym, kto będzie, a kto nie będzie prezydentem Meksyku wybiera na to stanowisko kabotyna i durnia nazwiskiem Calles, albowiem ten mu gwarantuje odpowiedni stopień bezradności rządu i administracji połączonej z dzikim okrucieństwem. Pan Gorostieta nudzi się więc i oczekuje na propozycje. Te jednak nie nadchodzą albowiem środowisko liberałów oraz wolnomyślicieli jest tak zhierarchizowane i sztywne, że dwór cesarza Bazylego w X wieku to przy nim dyskoteka. Nie wiadomo co jest kluczem do awansu i nie wiadomo co jest kluczem do degradacji. Tymczasem zdolni wojskowi, którzy już to przy pomocy wrodzonej charyzmy już to przy pomocy siły potrafią zorganizować wokół siebie wszystko czekają na ofertę. I teraz popatrzcie jak ten świat jest dziwnie skonstruowany, na dwóch przykładach dokładnie widać, że nic nie jest tym czym się wydaje. Omawialiśmy tu rangersów, czyli formację mająca opinię straceńczej i udowodniliśmy, że to brednia, bo sukcesy ranegersów polegały na tym, że minimalizowali oni ryzyko a nie je zwiększali. Minimalizowali je poprzez dobrą organizację, właściwy werbunek i praktyczne rozumienie wojny. Teraz mamy liberałów i wolnomyślicieli, którzy dobierani są z nieznanego klucza, ludzie zaś – prawdziwi, zdolni do czynu i żywi – potrzebni są im po pierwsze – w bardzo ograniczonym zakresie, po drugie w niewielkiej liczbie. W zasadzie jako parawan. Oni się o tym dowiadują ostatni i są szczerze tym zaskoczeni. Oczywiście wiadomość ta nie jest im podawana wprost, oni się muszą zorientować, a kiedy już się zorientują zaczynają próby reformy systemu, czy aby nie da się jakoś go zmiękczyć. Nie da się, albowiem środowiska liberalne są liberalne tylko z nazwy. To są poza tym zawsze – podkreślam – ekspozytury sił o zasięgu globalnym, które służą temu by destabilizować lokalnie lub lokalnie zamrażać sytuację polityczną. Dlaczego tak? Albowiem konflikty światowe i ich prawdziwa natura nie mogą być ujawnione. To jest zasada numer jeden. Nie mogą, albowiem nigdy nie wiadomo, który z globalnych graczy zechce zawiązać sojusz i z kim. Konflikty jednak istnieją i mają swój charakter, a także muszą eksplodować od czasu do czasu, żeby zdyscyplinować tę czy inną organizację. Wojny globalnej w znaczeniu jakie znamy być nie może, albowiem to się nikomu nie opłaca. Jej emanacją są konflikty lokalne. To jest niby banał, ale czasem trzeba takie banały przypominać. Wracajmy jednak do naszej ulubionej tematyki czyli spraw towarzyskich. Ludzie emanujący mocą i charyzmą mogą oczywiście wzbudzić zaciekawienie struktury tajnej, ale oferta jaką dostaną nie jest poważna. W najlepszym razie chodzi o to, by siedzieli cicho lub robili, albo mówili jakieś powszechnie akceptowane oczywistości. To jest rzecz jasna dla nich upokarzające, ale nie ten fakt jest najgorszy. To jest przede wszystkim nudne i nie do wytrzymania z tego właśnie powodu. I tak było w przypadku generała Gorostiety, który miast robić karierę w masońskiej armii i zostać jej głównym dowódcą odsunięty został na boczny tor. Podobnie jest z wieloma innymi ludźmi, którzy chcą robić kariery w Polsce, czy to w korporacjach, bankach, czy gdzie tam sobie wymarzyli, na przykład w Gazecie Wyborczej. Dla nich tam miejsca nie ma, albowiem system jest nie dość, że szczelny to jeszcze sztywny i zhierarchizowany na zasadach niezrozumiałych. Kabotyni i idioci ze skłonnością do bezmyślnego okrucieństwa zostają najwyższymi szefami, a ludzie inteligentni, energiczni i aktywni spychani są do jakichś ponurych nisz. I tak ma właśnie ma być. Jak wiemy, nie każdy będzie miał to szczęście, które było udziałem generała Gorostiety. Otrzymał on, nudząc się jak mops, propozycję od Ligi Katolickiej, która opiewała na objęcie dowództwa nad armią Cristeros. No i on się zgodził, postawił wszystkich do pionu, wykorzystał ich emocje i wolę walki, następnie dopieprzył ludziom Callesa tak, że ci kontrolowali jedynie większe miasta i tory, a i to w ograniczonych zakresach. Jak się któryś za bardzo od torów oddalił, już nie wracał. I tak to trwało i zmierzało ku szczęśliwemu końcowi, czyli ku oblężeniu miasta Meksyk i negocjacjom z podsekretarzem stanu, ale nagle w całą rzecz wtrącili się negocjatorzy. W tym niektórzy biskupi. Ja nie będę opowiadał czym się to skończyło, bo wszyscy dobrze wiecie. Chcę tylko powiedzieć jedno – jeśli kogoś ogłaszamy diabłem wcielonym i prowadzimy przeciwko niemu zaciętą walkę na słowa i argumenty, to w czasie jej trwania możemy też wymieniać z nim różne luźne komunikaty, licząc może na jego poprawę, na jakieś zrozumienie, na cień słabości. I to jest naturalne i zrozumiałe. Jeśli jednak przychodzi do strzelania, nie ma już mowy o negocjacjach, a ci którzy do nich namawiają są najgorszymi zdrajcami, choćby nawet chodzili w purpurze. Dobrze jest o tym pamiętać. Tamci bowiem nie chcą negocjować. Nie po to zmuszają dobrych ludzi do sięgnięcia po broń, by się z nimi układać. Oni chcą ich krwi i gwałtownej śmierci, wiedzą bowiem, że jeśli okażą słabość pan podsekretarz stanu zamieni ich na inną jakąś małpę, bardziej może posłuszną, bardziej tępą, albo przeciwnie – awansuje któregoś z ich wrogów. Do tego nie mogą dopuścić. Świadomość ta powoduje także, może nie w krajach takich jak Meksyk, ale takich jak Polska, że tworzy się cały liberalno- wolnomyślicielski folklor, do którego zaprzęgnięte są różne idiotki święcie wierzące w to, że przez tupanie na ulicy można wejść do prawdziwej, poważnej polityki.

Na dziś to tyle. Dołączam zaproszenie na Targi Książki Historycznej, które zaczynają się jutro w Arkadach Kubickiego w Warszawie.

https://prawygornyrog.pl/tv/2018/11/gabriel-maciejewski-zaproszenie-na-targi-ksiazki-historycznej-2018-r/

  18 komentarzy do “O ofercie jaką ma dla człowieka szatan i liberałowie”

  1. o taaaak. A najlepsza droga do kariery politycznej, czyli stanowiska z nadania, to udawanie, że się wie bardzo dużo, jest się apolitycznym. Trzeba sobie wybrać jakąś zarzuconą w mediach dziedzinę. Trzeba ostrzegać przed niebezpieczeństwem, gromadzić wokół siebie głupców i fanów. Tylko że należy to robić w sposób tak oczywiście nieudolny, aby ktokolwiek znający dany temat, zamiast sprostować czy walczyć z oczywistą bzdurą, mógł pójść do swojego mocodawcy i powiedzieć, że ma świetnego kandydata na szefa zarządzania na przykład Centralnym Portem Komunikacyjnym.
    Oczywiście zdajesz sobie sprawę, że analizujący reprezentuje poziom analizy dość wysoki, wie gdzie są granice oportunizmu, więc nie musisz się martwić, że ktoś Ci zaproponuje stanowisko Szefa Wszystkich Leśników, Braunowi prezesurę w PISF, za to Witek Gadowski z przyjemnością wróciłby do szefowania w telewizji. Tak się ten światek kręci. Matka Kurka napisał ostatnio, że bezrobotni informatycy nie istnieją, bo jeżeli nie dostają pracy to są idiotami nie informatykami. Otóż mając dość własnej firmy, szukałem pracy. Byłem na kilku rozmowach, wszystkie kończył się sugestią, nawet czasem werbalną, że mój przyszły zwierzchnik nie zatrudni lepszego od siebie fachowca, bo w mgnieniu oka, zostanie przez niego zastąpiony.

  2. Matka kurka powinien zająć sie tym na czym sie zna czyli zmienianiem opon

  3. Mnie interesuje w tej historii ten moment w którym Gorostieta zdobywał szlify i doświadczenie. Jeśli miał talent dowodzenia to mógł się on ujawnić dopiero mógł się tego fachu nauczyć. Piszę tak ogólnie. Nie wiem dokładnie jak to z nim było. Chodzi mi tylko o zdobywanie doświadczenia. Trudno się chyba bycia dowódcą uczyć z książek.

  4. No on był na wojnie, tam cały czas trwała wojna

  5. o diabłach, stosunkach towarzyskich i też międzynarodowych, to film wczoraj obejrzałem https://www.youtube.com/watch?v=4Cz41U2bXHA&feature=share … nawet nie wiedziałem, że takie rzeczy w 1982 robili …

  6. (..)to film wczoraj obejrzałem https://www.youtube.com/watch?v=4Cz41U2bXHA&feature=share … nawet nie wiedziałem, że takie rzeczy w 1982 robili …

    Adaptacja opowiadania Gierałtowskiego, bardzo dobry adaptacja (w odróznieniu od „Wilczycy”, ale to robił inny reżyser). Oglądałem to parę razy. Gierałtowski napisał jeszcze kilka fajnych rzeczy.

  7. mam na to nawet powiedzenie. Trafił się ślepej Matce Kurce Owsiak

  8. no kiedy już jest tak zachwalane („Wilczyca” i jeszcze coś i ten Gierałtowski),  to chociaż o dobry link bardzo prosimy.

  9. Link jest dobr, tylko trzeba umieć wkleić 🙂

    Karczma na Bagnach  https://www.youtube.com/watch?v=4Cz41U2bXHA

    (dźwięk słaby, trzeba na słuchać ze słuchawkami, jak wiekszość polskich filmów)

    Świetna jest jeszcze „Pomarlica” (powstanie styczniowe, epidemia cholery). Reżyser „Wilczycy” wspominał, że chciał robić adaptacje filmową, chyba jeszcze za życia Gierałtowskiego.

    Ja słuchałem to tylko w wersji adaptacji radiowej, słuchowisko było kiedyś na YT, ale kanał poleciał. Można ją jeszcze znaleźć na chomiku.

  10. Gen. Gorostieta i jeden z jego młodych żołnierz Św. Jose Luis Sanchez del Rio:

    https://laroja.com.mx/pais-mundo/papa-declara-santo-al-nino-cristero-jose-sanchez-del-rio/

  11. Ten typowy muzyk Mariachi z ilustracji to nie jest Banderas, ale jego „przodek” z roku 1917, gdy w USA zastanawiano się, co zrobić z Meksykiem. Za czasów Cristiady amerykańskie sfery finansowe nie miały wątpliwości, gdzie wysyłać samoloty i komu dostarczać broń. Nasi przodkowie znali wykrzyknik „Ale Meksyk!”. Amerykanie nadal jedzą tę żabę.

  12. Podobnie jest z wieloma innymi ludźmi, którzy chcą robić kariery w Polsce, czy to w korporacjach, bankach, czy gdzie tam sobie wymarzyli, na przykład w Gazecie Wyborczej. Dla nich tam miejsca nie ma, albowiem system jest nie dość, że szczelny to jeszcze sztywny i zhierarchizowany na zasadach niezrozumiałych. Kabotyni i idioci ze skłonnością do bezmyślnego okrucieństwa zostają najwyższymi szefami, a ludzie inteligentni, energiczni i aktywni spychani są do jakichś ponurych nisz. I tak ma właśnie ma być.

    Przypomniał mi się twój wpis sprzed lat o tym jak Wielka Brytania (czyli Anglia, pojęcie WB jest chyba dość młode) potrafiła swoich najbardziej obrotnych, ambitnych i aktywnych ludzi przez setki lat wysyłać za granicę, by tam budowali potęgę imperium, zamiast niszczyć je od środka przez zostawanie np. aferzystami czy spiskowcami, i jaka to była świetna taktyka.

    Tamten wpis z tym by się idealnie dopełniały.

  13. maciek – jest gdzieś instrukcja na wklejanie linków, bo szukam i nie widzę?

  14. Instrukcja to może nie 🙂  Jak ja wklejam to samo wychodzi dobrze 🙂

    Link w moim poście przekleiłem z Pańskiego – po prostu go „skróciłem” ucinając zbędne literki i zostawiając tylko „właściwy” link czyli:

    https://www.youtube.com/watch?v=4Cz41U2bXHA&feature=share

    wszystko od „&” jest niepotrzebne do wyświetlania filmu i zawsze to ucinam.

    Pozdrawiam

  15. No i widzi Pan, nie było żadnego problemu.  Tym bardziej, że link z pańskiej pierwszej wiadomości też można użyć. Tylko nie jako link :-),  ale jako zwykły tekst, który zaznaczamy, kopiujemy i wklejamy w pasek adresowy przeglądarki.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.