Lut 132019
 

Proszę Państwa, niestety rozchorowałem się na dobre. Notka będzie krótka, bo muszę się jakoś pozbierać, wyzdrowieć i wykonać plan. Ponieważ zaplanowałem między innymi, że napiszę serię kryminałów, którą wpuszczę na rynek, musiałem się zastanowić nad tym po co w ogóle istnieją takie konwencje. Nie po to przecież, żeby jakiś biedny człeczyna domyślał się kto zabił starego barona, czy młodą dziewczynę, pełną nadziei na przyszłość. Konwencje są po to, żeby sączyć do głów propagandę, a także po to, by przekonywać czytelnika o niezbędności państwa i jego funkcjonariuszy. Do tego służą książki Mroza, Bondy i Miłoszewskiego. To jest kanał dystrybucji propagandy. Czy wobec tak spozycjonowanych przeciwników, którzy mają po sześć rąk, a w każdej z nich dzierżą gazrurkę, mamy w ogóle jakąś szansę? Ja tego nie wiem, ale bardzo chcę sprawdzić, albowiem czuję się coraz mniej usatysfakcjonowany swoimi własnymi działaniami i pozycją, którą wszyscy tutaj zajęliśmy i na której stoimy. Choćbyśmy pisali tu rzeczy najlepsze i starali się jak nie wiem co, jedyne na co możemy liczyć to podprowadzenie nam pomysłów i wykorzystanie jak swoich. Uważam wobec tego, że należy zaplanować i przeprowadzić jakiś manewr. I ja taki manewr zaplanowałem, rozpocząłem jego wykonywanie, ale się rozchorowałem. No, ale co się odwlecze to nie uciecze. Nie będzie łatwo albowiem rynek książki wchodzi w nową fazę, to znaczy ludzie kierujący trendami, czyli wielcy sprzedawcy, zaczęli właśnie unieważniać konwencję. To znaczy, że nie będzie już można się śmiać przy czytaniu i traktować tekstu w książce, jako żartu, który pisarz wymyślił, żeby wspólnie z czytelnikiem stworzyć jakieś wtajemniczenie, dostępne nielicznym, ale lepiej niż inni zorientowanym. To źle wróży. Onyks przesłał mi dziś taki link

https://kultura.onet.pl/ksiazki/wymyslil-nie-tylko-bestseller-pisarz-aj-finn-klamal-ze-ma-raka-mozgu-doktorat-na/g6jhm8l

To będzie trend obowiązujący przez najbliższe lata i tylko patrzeć jak w Polsce wysypią się naśladowcy tego pana. Ktoś powie, że oni tu byli wcześniej i są nadal. No tak, byli i są, ale nie było zgody na stosowanie tego mechanizmu. Teraz jest. No więc wchodzimy w fazę, w której wszystkie urojenia będą traktowane serio, każda bzdura będzie lansowana z wielką powagą, albowiem może przynieść krociowe zyski. Nie może, bo nie ma rynku w istocie, a zyski są z rynkiem nierozerwalnie związane. To jest oczywistość. Czy przyjęty do niedawna i akceptowany przez wszystkich sposób pisania, poprzez stosowanie konwencji, które także mogą być stosowane w złej wierze, w lansowaniu propagandy lub konkretnych bardzo, antyludzkich treści, może się w takiej sytuacji uchować? Nie wiem, ale bardzo chcę sprawdzić. Się zobaczy…poleżę parę dni i zabieram się do roboty. Pod koniec marca powinienem być gotowy.

Teraz ogłoszenie. Dziś przyjeżdża tu nakład książki o św. Stanisławie. Książka ukaże się w serii z sową. Jak tylko rozładuję nakład od razu wstawiam ją do sklepu. Tak się niestety złożyło, że okoliczności zmuszają mnie do zorganizowania promocji. Będzie to promocja zaskakująca. Od dziś bowiem do końca miesiąca obydwa tomy Baśni socjalistycznej kosztować będą po 30 zł każdy. Takie są, powiadam, okoliczności i muszę się na to zdecydować. Bardzo proszę, żeby nikt nie proponował mi zapomóg ani pożyczek, albowiem nie po to mamy ten mały ryneczek, żeby imać się takich sposób. Są produkty, można je promować na rozmaitych zasadach. Ceny zostaną zmienione jak tylko nakład św. Stanisława zjedzie do biura. Ja zaś, po jego rozładowaniu, udam się na zasłużony odpoczynek.

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  10 komentarzy do “O pogrywaniu konwencją”

  1. desperacki pomysł, ale ogłoś że odkryłeś w sobie zakamuflowanego geja będącego niemal komunistą i zacznij jeść wyłącznie trawę, a być może najważniejsi krytycy literatury zauważą twoje wysiłki i będziesz miał chwilę sławy, zanim porzucą Cię dla kolejnego bełkotu.
    A serio – Twoje małpy- twój cyrk. ocenię jak przeczytam.

  2. Wszystko już było jeśli idzie o kryminały. Duże wrażenie zrobiła na mnie książka Ericha Kaestnera Emil i detektywi a potem pierwsze powieści Chmielewskiej. Do tego pierwszego już nie wracałem, chociaż pamiętam, że nietypowe ścinanie obcasów świadczy o tym, że jest się potencjalnym kryminalistą, a Chmielewską zostawiłem samą sobie, bo po dwóch książkach była przewidywalna. W chwili słabości kupiłem kryminał zachwalanego Krajewskiego. Facet ma jakieś deficyty, bo nie dość iż bohaterem jest jakiś detektyw Mock, sprawa dzieję się w Breslau przed II WŚ, to autot tak wszedł w niemiecką atmosferę miasta, że dziełko to jest przesiąknięte tym czego w niemieckiej literaturze nie lubię, czyli bezguściem, zboczeniami, zaduchem i mrocznością.

    Uważam, że najlepszą polską nowelką detektywistyczną jest Siedem kochanek kawalera Dorna Kornela Makuszyńskiego.

  3. Dodatkowo uruchomione śledztwo wykazało, że nie Siedem kochanek kawalera Dorna a Dziewięć kochanek kawalera Dorna

  4. Duże wrażenie zrobiła na mnie książka Ericha Kaestnera Emil i detektywi a potem pierwsze powieści Chmielewskiej.

    Czytałem tego „Emila” jako dzieciak, w podstawówce.  To była chyba obowiązkowa lektura (lata 80-te). Jako dzieciak nie lubiłem za bardzo czytać książek, ale ta całkiem podobała mi się, nawet mnie wciągnęła i dość szybko ją przeczytałem. Ale jakoś specjalnie nie zainteresowało mnie to akurat właśnie tym gatunkiem literatury. Co do Chmielewskiej to ograniczyłem się do jednej adaptacji filmowej i jednego audiobooka.  Zauważyłem, że Chmielewską to kiedyś głównie kobiety  się zachwycały i czytały.

  5. Zgodzę się z Shorkiem, że pomysł jest desperacki i co najmniej ryzykowny. Kryminał jest od zawsze imperialnym formatem propagandowym. Dziś zawładnął popkulturą, przeglądałem ostatnio ofertę Netflixa, 3/4 propozycji, to pogoń za mordercą, często geniuszem zbrodni. Jest to format bardziej oderwany od rzeczywistości od niejednego s-f, mało kto morduje z premedytacją, ogromna większość zabójstw, to zabójstwa w afekcie, albo przypadkowe, zazwyczaj pod wpływem alkoholu, narkotyków, w środowiskach patologicznych etc. Nic ciekawego w tym nie ma, ani żadnej zagadki. Ja osobiście stawiam kryminał obok różnych teorii: ewolucji, powstania świata i innych, służących temu, żeby ludzie sami traktowali się jak chodzące mięso.

  6. No i dobrze. Kryminał to samokręcąca się maszynka. Napisze Pan o sobie, w ramach promocji, różne rzeczy, niekoniecznie kłamstwa, raczej niedomówienia. Jak trynd, to trynd…  🙂

  7. Pisarz chce żyć z pisania….

    Powodzenia na nowej drodze życia 🙂

  8. O i taki komentarz mi się podoba!

  9. Czytam Pańskie Baśnie i są to bardzo ciekawe historie. Chciałoby się wniknąć głębiej, dowiedzieć więcej i przyżyć to mocniej. Jest w nich i w Pańskim dość płodnym pisaniu niesamowity potencjał na niejedną dłuższą powieść historical-fiction. Powodzenia.

  10. Polecam „Wileńską powieść kryminalną” autorstwa zespołu pisarzy, w tym Józefa Mackiewicza. Powieść była pisana na zasadzie sztafety.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)