Kwi 042017
 

Całe ostatnie targi pełne były książek w tanich miękkich okładkach. Większość wydawców bowiem rezygnuje z zatrudniania grafików, uważając, że wystarczy zdjęcie kupione w agencji za dwa złote, na tym tytuł i nazwisko autora. Czytelnika zaś ma zainteresować sama treść. O jej zaś atrakcyjności świadczyć ma z kolei tytuł. O tytułach już sobie co nieco powiedzieliśmy, ale nie zaszkodzi tych przemyśleń i wniosków zrekapitulować. Które tytuły są dobre, a które złe? Najgorszy tytuł, jaki widziałem na targach brzmiał „Aforyzmy Jezusa”. Nie wiem co za bałwan to wymyślił, ale powinien za to siedzieć. „Aforyzmy Jezusa”? A my się potem dziwimy, że islam zwycięża. W kolejce pewnie czekają już „Aforyzmy Judasza” i „Aforyzmy Piłata”, a dla dziewczyn „Aforyzmy Marii Magdaleny”. Ta próbka daje nam pewną wiedzę, orientujemy się w mig, że tytuł nie powinien być kokieteryjny. Prowokacyjny tak, ale nie kokieteryjny. Ja tu nie będę ściemniał i się krygował, powiem wprost – poświęcam masę czasu na wymyślanie tytułów, w zasadzie myślę o tym bez przerwy i większość moich tytułów jest dobra. Czasem zdarza się, że nie uda się wykombinować niczego atrakcyjnego, ale wtedy zawsze można znaleźć jakiś wytrych. Tytuł rozdziału w książce może, ale nie musi korespondować z treścią tekstu. I to pewnie jest zaskoczeniem dla niektórych, ale tak już jest w prawdziwym życiu. Tytuł ma za zadanie przyciągnąć czytelnika i skupić jego uwagę. Treść zaś, która się pod nim kryje ma nie zawieść jego oczekiwań. W przypadku „Aforyzmów Jezusa” nie zachodzi żadna z tych okoliczności.

Dam teraz przykład dobrego tytułu z nowej książki. Jeden z rozdziałów nazwałem tak – „Izraelici u Dzieciątka Jezus”. Niektórzy wiedzą o czym jest ten rozdział, ale ich proszę o dyskrecję. Kto ma ochotę może próbować odgadnąć co się kryje za tym tytułem. Nagród na razie nie będzie, ale jak się komuś uda, będzie miał naprawdę dużą satysfakcję.

Największe zdziwienie wśród wszystkich naszych okładek wywoływała rzecz jasna ta, w którą oprawiona była książka o wołach. Ludzie nie mogli uwierzyć, że tak można. Pytali czy to jest komiks, czy może jakaś powieść, bo im się w głowach nie mogło pomieścić, że atrakcyjna, naukowo opracowana treść, może mieć po prostu dobrą okładkę. Nie tanią, nie brzydką, nie zawstydzającą, ale ładną, trochę drogą i dającą szansę tak treści jak i grafikowi. Wielu ludzi kupiło tę książkę ze względu na okładkę właśnie.

Jak wiecie nienawidzę taniochy. Wielu wydawcom jednak zdaje się, że jak oszczędzą na okładce, na papierze i na honorarium grafika, to więcej zarobią. To są idiotyczne oszczędności. Dlaczego nikt, idąc na imieniny, nie oszczędza na alkoholu dla solenizantki i nie kupuje jej, zamiast jakiegoś dobrego picia, berbeluchy za 13 złotych z wyrysowanym na naklejce kwiatkiem? Bo nie wypada. A wypada umieszczać ważne i potrzebne treści w szmatławych okładkach? Widocznie tak. Żeby to jeszcze miało jakiś wymiar praktyczny, albo przynosiło zysk, tak jak to sobie ci wydawcy planują. Ale gdzie tam….nic takiego nie zachodzi. Książki leżą, sprzedawcy się nudzą, dziewczyny reklamujące to przez mikrofon zdzierają gardła. Nic nie pomaga. Panuje jednak powszechne przekonanie, że klient to idiota i trzeba go oszukać, wtedy się trochę, prawda, zarobi, trochę oszczędzi i wyjdziemy na swoje. Nie wiem jakimi sposobami sprzedawcy wydawnictwa „Aforyzmy Jezusa” wciskali je klientom, ale nie chciałbym być na ich miejscu.

Nie zawsze jest tak, że nasz grafik, taki który potrafi rysować ma czas na zrobienie dla nas okładki. Wtedy można rzeczywiście coś aranżować za pomocą dostępnych materiałów, ale nie musi to być przecież gołe zdjęcie bez żadnego związku z treścią. I teraz uwaga – tytuł rozdziału, nie musi informować o tym co zawiera rozdział, ale tytuł książki i okładka muszą taki warunek spełniać.

I tak na przykład, na okładce naszej nowej książki, czyli wspomnień z Kazachstanu, napisanych przez dziadka Beczki – Stanisława Złotkowskiego, mamy połączenie zdjęć archiwalnych w różnych planach i fotografię lokomotywy kupioną normalnie w agencji. Do tego ramka z tytułem i nazwiskiem autora. Jarek się trochę napracował przy składaniu tych elementów i mamy efekt. Dyskretny i ciekawy efekt, który na pewno nie jest tani. Nie jest też groteskowy, przed czym nie udaje się uciec wielu wydawcom oszczędzającym na okładkach.

Co ze scenariuszami spytacie? Myślę, że tu jest najmniejszy problem. Przeczytajcie fragment wspomnień z zesłania do Kazachstanu napisanych ręką człowieka, który przecież ani myślał o tym, żeby robić karierę autorską. Chciał po prostu opisać swoje przeżycia. Dziś ma ponad 90 lat i ponoć zachował jeszcze tę świeżość spojrzenia oraz – jak to się mawiało na wsi dawnymi laty – dryg do opowiadania. Stanisław Złotkowski mieszka w Augustowie. Jest dziadkiem naszego kolegi Tomka. Oto fragment jego wspomnień:

W Augustowie rządzili już Sowieci. Naszą rodzinną ziemię augustowską nazywali Zachodnią Białorusią. Od razu po naszym przyjeździe z Lubieszowa wujek Romanowski oznajmił nam, że do naszego domu przychodzili enkawudziści i pytali o ojca. Wujek powiedział im, że pojechał po rodzinę na wieś, nie wie, gdzie, ale niedługo powinien przyjechać. Przykazali, żeby po powrocie zgłosił się do tutejszego biura NKWD. Wiadomość ta wszystkich nas bardzo zatrwożyła, gdyż wezwanie do stawienia się w NKWD szefa przedwojennej policji powiatowej mogło oznaczać tylko jedno: więzienie, łagry, katorgę, a nawet śmierć przez rozstrzelanie. Ojciec doskonale o tym wiedział i rozmyślał nad tym, jak ma postąpić, ale właściwie dużego wyboru nie miał. Co życzliwsi sąsiedzi radzili, aby uciekał. Ale dokąd? Cała Polska jest już zajęta przez Niemców albo Sowietów. Najbliżej jest Litwa, ale ona również nie jest przyjazna dla Polski. Bezpiecznego schronienia nigdzie już nie ma. To, co teraz dzieje się w Polsce to tylko początek wielkiej wojny światowej, która obejmie całą Europę, a może nawet i cały świat – tak mówił ojciec. Uważał, że zawarty pakt trójstronny, czyli oś Berlin-Rzym-Tokio nie wróży, aby na Polsce wszystko się zakończyło. Teraz doszedł jeszcze Związek Radziecki. Wszyscy oni pragną panować nad całym światem. Faszyzm z jednej strony, a komunizm z drugiej. Jesteśmy wobec tych wydarzeń bezsilni.

Ojciec bał się też o nas. Mówił: „Moja ucieczka spowoduje tylko znęcanie się nad całą rodziną, a ja nawet nie widzę już dla siebie w miarę bezpiecznego miejsca. Teraz liczy się dla mnie każda godzina, każdy dzień spędzony z rodziną i dlatego sam dobrowolnie nigdzie nie pójdę. Będę oczekiwał na wydarzenia, jakie gotuje nam los, zdając się całkowicie na wolę Pana Boga. Przeżyłem pierwsza wojnę światową, byłem już w niewoli niemieckiej, a później rosyjskiej i jeżeli Bóg tego zechce, to przeżyję i sowiecką”.

Ojciec prosił mnie, abym jako najstarszy obecnie syn, na wypadek jego aresztowania, dzielnie opiekował się rodziną. Powiedział mi też: „Gdyby losy wojny i wam zgotowały wygnanie, a szczęśliwym zrządzeniem losu, po zakończeniu tej strasznej zawieruchy, kiedyś powrócisz, nawet na zgliszcza naszego domu, pamiętaj: domu może nie być, ale fundament zostanie, a w miejscu, które ci pokazałem, zamurowane są dokumenty, które potwierdzają naszą własność. Dokumentów tych pilnuje maleńka figurka św. Antoniego oraz relikwiarz św. Andrzeja Boboli”.

Mnie obawa przed aresztowaniem, a może i utratą ojca w tak młodym wieku i konieczność przejęcia obowiązków utrzymania rodziny w okupowanej przez Sowietów ojczyźnie, wydawały się bardzo trudne, a może i za trudne do udźwignięcia. Chorowita matula z jednoroczną Krysią, siedmioletnim Jasiem i niezbyt zaradną Wandzią na opiece niespełna trzynastoletniego chłopca – to wydawało mi się niemożliwe do wykonania.

O moim starszym bracie, Marianie, który jeszcze przed wojną wstąpił do klasztoru w Niepokalanowie nic mi nie było wówczas wiadomo. Jakie koleje losu przechodził on sam i cały zakon? Teraz na pewno byli już tam Niemcy. Cała Polska okupowana była już przez dwóch zaborców: Niemców i bolszewików. Nadziei na zmianę w tym krótkim czasie nie było żadnej. W takim napięciu i w oczekiwaniu na coś strasznego upłynęło kilka październikowych dni.

Pewnej nocy, gdy wszyscy już spaliśmy, obudziło nas silne kołatanie do drzwi. Po ich otwarciu weszło dwóch enkawudzistów, którym towarzyszył cywil z czerwoną opaską i kazali ojcu oddać broń. Gdy tatuś oznajmił, że żadnej broni nie posiada, gdyż zostawił ją w komendzie, a po przyjeździe przecież tam dostępu już nie miał, przystąpili do szczegółowej rewizji. Przewrócili cały dom do góry nogami i znaleźli tylko paradną szabelkę. Wtedy zażądali, żeby tatuś poszedł z nimi do biura NKWD, ponieważ tam zostanie sporządzony protokół. Mamusia chciała, aby przed wyjściem tatuś coś przejadł, ale enkawudziści nie zgodzili się. Powiedzieli, że ponieważ ojciec mówił prawdę, a broni żadnej nie znaleźli, to po podpisaniu przez ojca protokołu natychmiast zostanie zwolniony do domu. Niestety, ani rano, ani następnego dnia tatuś nie wrócił.

A więc stało się to, czego ojciec i my najbardziej się obawialiśmy. Tatuś został aresztowany. Tamtej nocy oraz w następnych dniach rozpoczęła się obława na wszystkich przebywających w Augustowie policjantów i nie tylko na nich. Aresztowano całą inteligencję Augustowa oraz wszystkich, którzy mieli zadbane, niespracowane dłonie. W mniemaniu bolszewików byli to polscy „pany”. Trzymano ich wszystkich przez parę dni w magistrackim areszcie, a później wywieziono do Grodna, a stamtąd, jak się później dowiedziałem, do Mińska. Ten sam los spotkał również naszego wujka Romanowskiego. Mamusia nosiła paczki żywnościowe do aresztu w Augustowie oraz jeździła parę razy do Grodna. Tam jednak przestano szybko przyjmować te paczki, co oznaczało, że ich już tam nie było.

Zostaliśmy sami bez tatusia i trzeba było jakoś sobie radzić. Nasze złotówki zmieniono na ruble, bez możliwości wymiany. Początkowo udało się mi trochę złotówek wymienić u pobliskiego sklepikarza, ale po bardzo niskiej stawce, gdyż tylko on mógł je jeszcze wymieniać, handlując nielegalnie z handlarzami z zaboru niemieckiego. Życie stawało się coraz trudniejsze, bo nawet mając pieniądze, trudno było coś kupić. Żeby kupić chleb, trzeba było wstawać o trzeciej rano, by ustawić się w kolejkę i, jak szczęście dopisało, kupić trochę chleba. Tak samo było i z innymi, artykułami spożywczymi. Żeby zdobyć parę rubli na chleb, kilka razy woziłem jabłka z naszego sadu do koszar, gdzie żołnierze radzieccy chętnie je kupowali.

Tymczasem przyjechał do nas syn policjanta Suchwałki, który był mniej więcej w moim wieku. Przedostał się on nielegalnie przez granicę, spod okupacji niemieckiej. Zaproponował mi pracę w gospodarstwie, u znajomego rolnika w Trzyrzeczkach. Zgodziłem się i po paru dniach pojechaliśmy pociągiem, oczywiście na gapę, do tej miejscowości. Bałem się bardzo, aby konduktor nas nie złapał, ale przeskakując do wagonu, w którym nie było konduktora, jakoś szczęśliwie dojechaliśmy na miejsce. Jeszcze trzy kilometry drogi pieszo i byliśmy już u tych gospodarzy. Była to białoruska rodzina, która gospodarowała na niewielkim gospodarstwie. Przyjęli nas chłodno, ale zaprosili na obiad z kartofli w mundurach i mleko do zapicia. Następnie wskazali nam pracę, którą mieliśmy wykonać. Trzeba było zaprzęgnąć konia do pługa i zaorać rżysko. Nie miałem pojęcia, jak zaprzęga się konia i co mam w ogóle robić, ale kolega trochę wiedział i wspólnie konia jakoś zaprzęgliśmy i zaczęliśmy orkę. On za pługiem, ja prowadziłem konia bruzdą. Początkowo nie bardzo to mi wychodziło, gdyż koń nie zawsze chciał iść bruzdą, ale z czasem nauczyłem się, jak go prowadzić, aby z bruzdy nie wychodził. I tak rozpocząłem pracę na wsi. Liczyłem, że po jakimś czasie dostanę parę rubli i będę mógł pomóc mamusi. Czas jednak mijał, a za pracę otrzymywałem tylko byle jakie wyżywienie. Denerwowała mnie również rozmowa tych gospodarzy, wyłącznie po białorusku, którego to języka prawie nie rozumiałem. Kiedy więc, gdzieś po dwóch tygodniach, kazano nam wraz z gospodynią pojechać na targ do Augustowa, aby sprzedać żyto, zostałem w mieście i więcej już tam nie wróciłem.

W tym czasie do naszego domu zaczęto przymusowo zakwaterowywać sowieckich żołnierzy. Najpierw do mieszkania na górce, później w zachodniej części domu, aż wreszcie i do naszego pokoju. Pozostawiono nam z całego domu tylko jeden pokój i kuchnię. W końcu i tutaj dokwaterowano jednego żołnierza, który miał mieszkać razem z nami. Na szczęście żołnierz, który zajmował pokój przy ulicy, przyjął go po paru dniach do siebie. Ci, co mieszkali na górze i po drugiej stronie sprowadzili z Rosji swoje rodziny. Z tego wynikało, że zamierzali tutaj mieszkać na stałe. Nie byli to prości żołnierze, lecz oficerowie radzieccy. Cały nasz dom zradiofonizowali, zakładając tak zwane toczki (głośniki), które odbierały tylko zaprogramowane centralnie, dla całego miasta, audycje.

Z nami obchodzili się oni przyjaźnie. Często nawet przynosili porcje chleba, środki czyszczące, jak mydło, proszki, których w sklepach nie można było kupić. Pomału uczyłem się od nich języka rosyjskiego, prowadząc z nimi polityczne dyskusje. Krytykowałem ich ustrój komunistyczny, biedę w Rosji oraz słabość ich armii. Jakbym przewidział przyszłe wydarzenia, ostrzegałem ich, że popełniają wielki błąd, wierząc Niemcom, a nawet im pomagając. Mówiłem im: „Rozebraliście wspólnie Polskę, pomagacie teraz wyżywić się Niemcom, wysyłając im zboże, a przecież i tak niedługo Hitler zechce zająć całą Rosję, tak, jak to zrobił z nami”. Oni zaprzeczali, twierdząc, że Stalin to mądry wódz, który najlepiej wie, co robi. Wyszukałem wtedy „Przewodnik katolicki”, w którym na pierwszej stronie narysowany był żołnierz sowiecki z zawiązanymi chusteczką oczami i mówiłem im, że są oślepieni propagandą komunistyczną i że powinni tę chusteczkę zdjąć i patrzeć realnie na świat. Ponieważ oni niby to protestowali, ale lubili ze mną dyskutować, spytałem, dlaczego nie słuchają prawdy nadawanej ze świata przez radio, tylko przez głośniki sterowane i manipulowane przez ich rząd. Byli ciekawi, czy mamy radio, bo chętnie by posłuchali. Ponieważ mieliśmy trudności z pieniędzmi na życie, w uzgodnieniu z mamusią, postanowiłem wydostać nasze ukryte radio i im je sprzedać. Bardzo się cieszyli, mogąc je kupić. Oczywiście musiałem pokazać, jak się odbiera i na jakich falach trzeba słuchać. Służyłem im nieraz wyjaśnieniami, jeżeli mówiono z zagranicy po polsku. Widziałem jednak, że obawiają się osób postronnych i w ich obecności słuchają tylko sowieckich głośników. Nie widząc z ich strony żadnego niebezpieczeństwa, prosiłem, aby dowiedzieli się o losach tatusia. Obiecali, że jeżeli czegoś się dowiedzą, to mi powiedzą, chociaż oni są żołnierzami Czerwonej Armii, a tymi sprawami zajmuje się tylko NKWD.

I tak mijał czas, aż wreszcie nastała zima. W opał na zimę byliśmy zabezpieczeni przez tatusia. Mieliśmy również sporo kartofli i warzyw z naszego ogrodu. O aresztowanym ojcu niestety nic nie wiedzieliśmy.

Pewnego dnia przyszedł do nas polski komunista, z czerwoną opaską i kazał opuścić nam nasz dom, ponieważ miał być przeznaczony wyłącznie dla wojska. Dał nam dwa tygodnie czasu na znalezienie sobie kwatery. Po upływie tego terminu przyszedł znowu i powiedział, że ma dla nas kwaterę zastępczą. Polecił mi, żebym z nim poszedł, to mi ją wskaże. Zaprowadził mnie na obecny plac Zygmunta Augusta, do kamienicy przy poczcie, gdzie po stromych schodach doszliśmy na poddasze. To, co ujrzałem przewyższyło wszystko, co mogłem sobie wyobrazić o stanie mieszkania. Powiedziałem mojemu przewodnikowi, że mogą robić z nami, co chcą, ale nigdy się tutaj nie przeprowadzimy. On polecił mi być trochę pokorniejszym i niespodziewanie zaczął prawić mi dziwną opowieść: „Widzisz chłopcze, kiedy twój ojciec pracował w komendzie, ja byłem zwykłym robotnikiem, i to nie zawsze, bo jeszcze częściej byłem bezrobotnym. Wraz z polskimi komunistami walczyliśmy o lepszy ustrój. Twój ojciec za to sadzał mnie do aresztu. Teraz już wiem, że to ja miałem rację, a twój ojciec przegrał. Tobie chłopcze również radzę nie sprzeciwiać się komunistycznej władzy, bo też przegrasz, jak twój ojciec”. Przeszył mnie dreszcz, bo uświadomiłem sobie, z kim mam do czynienia. Kiedy miałem 6 lat, mieszkaliśmy na kwaterze u państwa Maksimowskich, na ulicy Sienkiewicza. Przeżyliśmy tam z całą rodziną straszliwą, tragiczną noc. Tatuś po przyjściu z pracy poinformował nas, że z aresztu uciekł groźny więzień, pozostawiając kartkę z napisem, że jeszcze tej nocy nasz ojciec zostanie zastrzelony. Pomimo, że cała policja została postawiona na nogi, a nasz dom i wszystkie rogatki, prowadzące do nas obstawiono, całą noc wraz z tatusiem nie kładliśmy się spać. I nagle, w środku nocy, usłyszeliśmy strzelaninę, po czym wpadł do domu jeden z policjantów i zameldował, że zbiegły więzień zamierzał spełnić obietnicę, ale został schwytany na rogatce ulicy Sienkiewicza i Hożej. Dopiero wtedy odetchnęliśmy z ulgą.

A teraz ten człowiek jest u władzy i mści się na naszej rodzinie, zmuszając do opuszczenia własnego domu. Mimo to postanowiłem, że z domu rodzinnego nie wyjdziemy. Starałem się szukać pomocy u naszych lokatorów, sowieckich żołnierzy. Dałem nawet w prezencie zegarek, budzik z piękną melodyjką. Oni go chętnie przyjęli i obiecali, że załatwią, aby nas stąd nie wyrzucili. Nie wiem, jak to zrobili, ale na razie dano nam spokój. Pozostawili, bo widocznie już wiedzieli, że eksmitują nas nie tylko z mieszkania, ale nawet z Augustowa.

Na razie to tyle. Zapraszam do księgarni Przy Agorze, do księgarni Tarabuk w Warszawie, do sklepu FOTO MAG, do antykwariatu Tradovium w Krakowie i do sklepu Gufuś w Bielsku Białej.

Przypominam, że mamy już nowy numer Szkoły nawigatorów

  198 komentarzy do “O pomysłach na tytuły, scenariusze i okładki”

  1. Okładka musi spełniać taki warunek…

    Uczestniczyłam kiedyś w badaniach fokusowych, same propozycje okładek, bez tytułu.

    I pytanie : z czym się kojarzy.  W druku pojawiła się Książka z okładką która, sama bez napisów, kojarzyła się prawidłowo

    .

  2. Zdecydowanie pan Złotkowski ma dryg do pisania. Swietnie się czyta. Skoro mieszka w Augustowie, to znaczy, ze udalo mu sie – mam nadzieje – do tego samego domu wrocic.  Trzeba bedzie przeczytac, zeby sie dowiedziec. Fragment:

    „Ojciec prosił mnie, abym jako najstarszy obecnie syn, na wypadek jego aresztowania, dzielnie opiekował się rodziną. Powiedział mi też: „Gdyby losy wojny i wam zgotowały wygnanie, a szczęśliwym zrządzeniem losu, po zakończeniu tej strasznej zawieruchy, kiedyś powrócisz, nawet na zgliszcza naszego domu, pamiętaj: domu może nie być, ale fundament zostanie, a w miejscu, które ci pokazałem, zamurowane są dokumenty, które potwierdzają naszą własność. Dokumentów tych pilnuje maleńka figurka św. Antoniego oraz relikwiarz św. Andrzeja Boboli”.

    W zamieszczonym w notce fragmencie wspomnien jest wzmianka o starszym bratu Marianie, ktory wstapil do Franciszkanow w Niepokalanowie. Pieknie przezyl swoje zakonne zycie:

    http://www.zyciezakonne.pl/wiadomosci/kraj/franciszkanie-pogrzeb-sp-brata-zacheusza-mariana-zlotkowskiego-19222/

  3. Książka zapowiada się świetnie, cena bardzo przystępna 🙂 teraz tylko czekam na przesyłkę.

  4. Coś pięknego, dziękuję

  5. „Izraelici u Dzieciątka Jezus”

    Pobawię się w „rozkminianie” tytułu. Obstawiam, że rodział jest o starych socjalistach co to do młodych komunistów dotarli a ichniesze dzieciątko nie obdarzyło ich miłością. A czymś innym, łagrem, więzieniem może nawet utratą życia.

  6. piękne świadectwo życia

  7. Miałam wujka, który był komendantem policji pewnego powiatu kresowego, on przetrwał II WŚ na Litwie, ale to jak  się ucharakteryzował oraz jak sobie poradził z nieznajomością języka  litewskiego niech pozostanie tajemnicą rodziną, bo może  …. się przyda.

  8. Świetny tytuł „Jeszcze się spotkamy”, bo budzi nadzieję. Wspomnienia z zesłania mniejszym drukiem. Bardzo ładna okładka.

    Coraz więcej pokus.

  9. Przepraszam za karygodny blad,  „o starszym bracie” – rzecz jasna.

  10. Ponoć 50% osób wchodząc do sklepu nie wie co chce tak naprawdę kupić, tak brzmiało krótkie stwierdzenie czy przesłanie na jednym z przeszkoleń w domu towarowym, gdzie mi przyszło swego czasu pracować. Są to tak zwani klijenci kupujący spontanicznie (Spontankäufer).
    Więc przemawiająca do wyobraźni okładka to połowa sukcesu, potrafi podejść i przemówić do tych co chcą ale nie wiedzą co…
    A to podejście to jest sztuka niebywała…  po zakupie można stwierdzić:  widziały gały co brały… 

  11. Ar Gut – tak mi się skojarzyło (zupełnie niesłusznie) z odznaką „dzieciątko Lenin”, które kiedyś na moim podwórku były wymieniane na gumę do żucia z Pewexu.

    Ale konotacje tytułu zadanego przez Coryllusa idą w kierunku: około komunistycznym

  12. Okładka jest ważna. Kiedyś w pośpiechu kupiłem na dworcu twarze Greya kierujac się poważną okładką.

  13. A tak ładnie mi się Żydzi z Sosnowcem kojarzyli ….

    Tzn nieładnie.  Utrata majątku rodzinnego.

    .

  14. Patrzcie jak logicznie wszystko się wiąże w wydawanych tu książkach.

    Polscy inżynierowie budujący kolej transsyberyjską,  jest artykuł w SN….I Polacy wywozeni …

    Trudno komentować

    .

  15. Może gospodarzowi chodzi o mit początków Chrześcijaństwa?  I takie dywagacje jak: „Wyzbycie się wszelkiej własności stanowiło nieuchronny obowiązek wyznawców pierwotnego chrześcijaństwa”teolog Lohmeyer

  16. Gdzieś nam zaginęły wspomnienia /albo dziennik?/ Karola Świackiego /tego wspomnianego w „Szczenięcych latach” Wańkowicza, właściciela Bielicy, z jego podróży po Syberii, po skupiskach polskich zesłańców z Powstania Styczniowego. Wiózł dla nich zapasy żywności i pieniądze. To był rękopis. Nie mogę odżałować…

    Polskie majątki w taki właśnie sposób pomagały zesłańcom.

  17. Dobrze rzeczy nigdy nie biorą się z dotacji.

  18. I jeszcze do tego ze dwa niewidzialne kolegia i jesteśmy potęgą

  19. Jak to zaginęły? W przyrodzie nic nie ginie, bierz się do szukania

  20. „Izraelici u Dzieciątka Jezus”? Będę strzelać: syjoniści  zakładają Izrael.

    PS. Strasznie mało takich wspomnień ze zsyłek sowieckich. W PRL -wiadomo, zakazane. W III RP – niemile widziane. To „tylko” Polacy byli zsyłani. O ile wcześniej nie zostali zakatowani w miejscowych więzieniach.Cudem uratowany chłopczyk. Setki tysięcy polskich Dzieci – zmarły już w drodze na zsyłkę a kolejne setki tysięcy – z głodu i zimna na miejscu. I nie ma żadnego „programu rządowego” aby relacje uratowanych – zostały spisane i wydane drukiem.

    I pomyśleć, że w tym czasie, kiedy Rodzina w Białymstoku towarzyszka Walentyna Najdus Smolar wydawała gadzinówkę sowiecką „Wolna Praca” a jej ukochany Hersz Smolar wydawał  „Białystokier Stern”. A w grudniu 1940 r. urodził się mały Alik Smolar, przyszły II sekretarz Komitetu PZPR na wydziale Ekonomii Politycznej UW w Warszawie (1963-1968) – 23 lata i już „sekretarz partii” i  prezes Fundacji im. Stefana Batorego.

  21. O tak. Mam w domu kilka książek wydanych przez Klinikę Języka. Leżą sobie na półce i jak czasami przychodzą znajomi i tak się rozglądają po biblioteczce, dziwnym trafem sięgają właśnie po te książki, choć do wyboru mają wiele innych o mądrych tytułach bądź pięknie wydanych.
    Sama też bardzo lubię je czytać. Poza wszystkim, przyjemnie trzymać je w ręku.

  22. Tajna Rada, jeszcze nikomu nie zaszkodziła 😉

  23. W pewnym sklepie postawiono na tak zwane „frontem do klienta”, czyli delikwent wchodził do sklepu i sprzedawca w sposób usłużny pytał czego klient szuka i proponował mu coś z oferty. Po pewnym czasie okazało się, że obroty spadły i klientów jakby było mniej, więc następna burza mózgów sklepowych i powstała kolejna instrukcja obsługi klienta, któremu darowano kilka minut bez asysty, aby mógł rozejrzeć się spokojnie po sklepie i dopiero wtedy z pomocą podchodził sprzedawca. Taki prosty zabieg spowodował, że sprzedaż skoczyła.

    Czarna postać na okładce „Handlu wołami w Polsce” pięknie i syntetycznie pokazuje tzw clou zagadnienia.

  24. Dom dla sierot w Warszawie?

    .

  25. Jak handlowałem nielegalnym obówiem na bazarze, koło mnie przedwojenny Pan sprzedawał książki. Mieszkał blisko dzielnicy żydowskiej i obserwując ich wiele się nauczył.
    Jak ktoś przychodził pytał grzecznie „czego!”, jak ktoś brał książkę to mówił „bierz te łapy i spie…”, muszę powiedzieć, że handlowałem koło niego przez wiele miesięcy i zawsze mnie dziwiło, że mu tak dobrze idzie mimo takiego frontem do klijenta.

  26. Aforyzmy Jezusa. Następne będą „Kwiatki Jezusa”, ewentualnie kwiatki apostołów.

  27. No masz ci los. To idę x psem,  dotlenić się

    .

  28. Lityński i spółka głoduje w kościele. Niestety był to kościół św. Marcina, a nie pod wezwaniem Dzieciątka Jezus.

  29. Tsm jest szpital Dzieciątka  Jezus,

    Idę :))

    .

  30. Chodzi o bojówkarzy pps odwożonych do szpitala im. Dzieciątka Jezus

  31. Piszesz o ojcu warszawskiej transplantologii?

  32. Mnie się wydaiii… że to chodzi o to, że Izraelici świetnie zarabiają u żłóbka Jezusa i potrafili całkowicie zdeformowac Święta Bożego Narodzenia wykorzystując Hollywood i przemysł rozrywkowy.

    https://youtu.be/fGFNmEOntFA  ok 4 min Piosejka o Merry… Christmas.

  33. Świetny gość, popieram takie metody

  34. No to ciekawie się zapowiada…

  35. Na marginesie Twojego komentarza:

    To co leży tuż przed kasami to tzw. Impulsartikeln  – artykuły impulsowe, kupowane pod wpływem impulsu.

    A przemeblowanie w sklepach robi się, żeby dotychczasowi klienci dostali w starych alejkach przed oczy nowy towar, że może sie skuszą, i zwiększa obroty.

    A chleb jest na końcu sklepu, bo ludzie kupując chleb, muszą przejść przez wiele półek, i a nóż coś włożą do koszyka, czego nie planowali.

    Luterskich sposobów manipulacji dla osiągnięcia efektu jest sporo.

    PS. Widze, że kolega miał do czynienia  z niemieckimi kupcami… 🙂

  36. w tesco pieczywo jest na początku

  37. Socjalistom już nawet nie chce się strzelać aby zabijać. Powstrzymam się od komentarzy, bo bym bluzgala. Trochę nie na temat, ale oni potem chowają te artykuły i trudno je znaleźć.

    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/partia-razem-grozna-epidemia-antyszczepionkowej-glupoty/4p3d9en

  38. Bo zapach chleba na wejście przychylnie usposabia i też zachęca do zakupów. Dlatego w wielu hipermarketach pachnie chlebem,  klientom się zdaje,  że piekarnia jest na miejscu, ale to nieprawda, gotowe pieczywo jest tylko odświeżane w piecu. Nic dziwnego,  że potem strasznie szybko się zsycha.

  39. Jak nie PPS, to SDKPiL albo Bund.

    Czytam zakupione niedawno „Wspomnienia rewolucjonisty” Stanisława Pestkowskiego.

    To takie rewolucyjne „Allo allo”. Dawno się tak nie uśmiałem. Nieprawdopodobna lektura z pieczęcią biblioteki komitetu Powiatowego PZPR w Wołominie.

    O finansowaniu partii, o robocie agitacyjnej i o zamiłowaniu Dzierżyńskiego do kontrolowania partyjnych rachunków.

  40.  
    Ciekawe, jaką okładką opatrzy Teologia Polityczna „ważną książkę o Rosji!” p. Piotra Skwiecińskiego:
     
    http://www.teologiapolityczna.pl/piotr-skwiecinski-kompleks-rosji
     
    Po alarmującym apelu prof. Antoniego Dudka
     

    https://www.facebook.com/antoni.dudek.5 od niedzieli do dziś przybyło 5 punktów procentowych potrzebnej sumy – całych 7 tys. PLN. Wpłaciło 47 osób.

     

    Post p. profesora – pod zakłopotanym obliczem p. Skwiecińskiego wezwanie „Kup Pan Cegłę!”

     

    Sam autor w komentarzu uczciwie poinformował, że książka to zbiór jego publicystyki.

     

    W innych komentarzach przewijają się magiczne słowa „rynek książki”.

     

    Już widzę oczyma mej duszy na najbliższych targach baner: „Handel wołami. Kup pan cegłę”.

  41. Rozalio!

    Oraz wnuku Kazimierza,

    Zajrzyjcie na poprzedni artykuł Coryllusa o „smarczuku i reklamie”, na sam dół, gdzie komentarze. Zostawiłem tam wiadomości dla Czytelników Coryllusa, a szczególnie dla Was. Dziękuję za zajrzenie tam. Tematem jednego jest tzw dobra zmiana, a drugiego studenci amerykańscy i wpływy […] na uczelniach tam, w Polsce i na Węgrzech.

  42. Nie wiem, czemu mi tak na czerwono wyszło. Nieumyślnie.

  43. W którym? ;-)))) Znam kilka i w każdym jest na końcu!

  44. Tak, ciekawie. Zaraz się okaże, że Pilecki był strażnikiem w Oświęcimiu. I co na to RDI?

  45. Dziękuję, świetna rzecz. Myślę, że Tajnych służb w rurach i Rur pod specjalnym nadzorem Witolda Michałowskiego nie muszę Ci rekomendować.

    Mnie chodzi  o coś jeszcze. Żeby nieobliczalny Maowiecki zostawił w spokoju własność Polaków. Żeby nie suflował JK planów katastralnych. A inna rzecz to zmniejszenie opodatkowania pracy, która w naszej nieszczęśliwej ojczyźnie jest dobrem luksusowym – jeśli chodzi o obciążenia. Zniesienie belkowego i obniżenie ucisku fiskalnego już podkreślałem. Inaczej, to jest z Polakami jak na rysunku: nauczycielka stoi przy tablicy, napisane tamże Lekcja przedsiębiorczości i mówi do dzieci, że dziś nauczą się pisać podanie o zapomogę. Bo czymże staje się w perspektywie długofalowej 500+?

  46. Widziałeś „ekspertów”?

  47. Czarna postać na okładce „Handlu wołami w Polsce” pięknie i syntetycznie pokazuje tzw clou zagadnienia.

    Czerń, ręka lewa, kciuk do góry a cztery palce razem oraz ta pokornie schylona głowa z bacznie patrzącymi oczami na Sarmatę. Cymes.

  48. No to masz jeszcze newsa:

    http://fakty.interia.pl/raporty/raport-unia-europejska/polska-w-ue/news-the-times-polska-i-wegry-otrzymaja-ultimatum-w-sprawie-uchod,nId,2377559
    „Reszta Unii Europejskiej planuje jeszcze tej jesieni, u szczytu negocjacji w sprawie Brexitu, wymusić jedność na tych dwóch eurosceptycznych krajach rządzonych przez populistyczne i nacjonalistyczne rządy” – napisał korespondent gazety w Brukseli, Bruno Waterfield.

    Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raporty/raport-unia-europejska/polska-w-ue/news-the-times-polska-i-wegry-otrzymaja-ultimatum-w-sprawie-uchod,nId,2377559#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
    „Reszta Unii Europejskiej planuje jeszcze tej jesieni, u szczytu negocjacji w sprawie Brexitu, wymusić jedność na tych dwóch eurosceptycznych krajach rządzonych przez populistyczne i nacjonalistyczne rządy” – napisał korespondent gazety w Brukseli, Bruno Waterfield.

    Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raporty/raport-unia-europejska/polska-w-ue/news-the-times-polska-i-wegry-otrzymaja-ultimatum-w-sprawie-uchod,nId,2377559#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
    „Reszta Unii Europejskiej planuje jeszcze tej jesieni, u szczytu negocjacji w sprawie Brexitu, wymusić jedność na tych dwóch eurosceptycznych krajach rządzonych przez populistyczne i nacjonalistyczne rządy” – napisał korespondent gazety w Brukseli, Bruno Waterfield.

    Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raporty/raport-unia-europejska/polska-w-ue/news-the-times-polska-i-wegry-otrzymaja-ultimatum-w-sprawie-uchod,nId,2377559#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

  49. O matko, wywal te duplikaty

  50. Luterskich sposobów manipulacji dla osiągnięcia efektu jest sporo.

    no tu się z Kolegą nie zgadzam. Te tęgie głowy od manipulacji to innej sroce spod ogona wypadły.
    No ale Lutry to jak niezłomni z D wywodzą są produktem z tej samej sroczej kuźni kadr…

  51. Chciałem przypomnieć piękny myk za poprzednich rządów Kaczyńskiego, kiedy można było lokatorskie mieszkanie spółdzielcze wykupić za około 1000 – 1500 zł. Ludziska brali i cieszyli się. Później wliczono im śmieszne roczne podatki od własności i od minidziałeczki przynależącej pod budynkiem do danego lokatora. Teraz jako właściciel lokum zapłaci kataster, a kiedyś nie mogliby go ucapić. Ciekawe ile takich potencjalnych owieczek na katastralną rzeź dostarczył tym aktem JK?

  52. Kupiłem na allegro.Wydanie z 1962. Zaliczyło 4 biblioteki.

    Gość ma niesamowity życiorys, bo podróżował sobie od Polski do  Belgii. Zbiegł jednak wraz z grupą Belgów do Holandii, a stamtąd w listopadzie 1914 do Londynu. Studiował w London School of Economics and Political Sciences (studia ukończył w r. 1917).

    W trakcie wydarzeń rewolucyjnych był w Piotrogradzie, gdzie przez 10 dni pełnił funkcję komisarza Głównego Urzędu Telegraficznego. Nie bardzo mu to leżało, więc szukał sobie lepszego zajęcia. Pochwalił się Leninowi studiami w Londynie i od tego samego dnia kierował Bankiem Państwowym.

    Od razu zorientował się, że to będzie bardzo gorące krzesło:

    „…zacząłem prosić Mienżynskiego o cofnięcie decyzji. On jednak pozostał niewzruszony, a  następnie wyjaśnił mi sytuację. Rzecz w tym, że na gwałt potrzebne są nam pieniądze, choćby kilka milionów. Bank Państwowy i skarbowość strajkują i w „legalny” sposób nie można pieniędzy otrzymać. A sprawy finansowe to zagadnienie delikatne i dlatego należy przestrzegać formalności. Jedyny sposób, jaki pozostaje, to zmienić kierownictwo banku i następnie wziąć pieniądze”.

    No niestety nasz bohater po wizycie w banku wymiękł i nie został bankierem rewolucji. Po dwóch dniach zakończył finansową karierę i znowu zaczął myśleć, gdzie by się „zahaczyć”.

    Tym razem wybór padł na Stalina, któremu nasz bohater zorganizował Komisariat do Spraw Narodowościowych. Było to biurko, dwa krzesła i kartka z napisem „Komisariat Ludowy do Spraw Narodowościowych.

    – Towarzyszu Stalin – powiedziałem – chodźcie obejrzeć wasz komisariat…

    PS. Gdybyś miał problemy ze zdobyciem tego wydawnictwa daj znać.

    Jest i o rzucaniu bomb w 1905. Też ciekawa historia, bo gość, o którym wspomina nasz bohater, chyba nie zaliczył kursu…

    Niósł sztandar i bombę. Rzucił bombę, ona nie wybuchła. Żołnierze strzelali do niego ślepakami. Niestety policjanci i rewolucjoniści strzelali ostrą amunicją. No i nasz bombowy sztandarowiec zginął od kuli rewolwerowej, ale autor nie wspomina od czyjej.

    Naprawdę polecam.

  53. Cymes. Szeroko rozłożone ręce w geście – „nie mam nic do ukrycia, panie” lub w powiązaniu z taksacją twarzy Sarmaty „cóż ja bidny Żyd zrobię; i tak daję cenę z własną stratą”.

  54. Wpisując w wyszukiwarkę twój trop GUGIEL wskazał =>
    Terroryzm na usługach ugrupowań lewicowych i anarchistycznych w Królestwie …  Waldemar Potkański
    No i może skuteczność była jak z „Allo allo” ale bomby i trupy jak były były prawdziwe.

  55. Wcale nie jest taki mały ten podateczek od minidziałeczki. Ale lokatorskie to też lipa była bo mogli Ci zabrać je w każdej chwili. Np. za niepłacenie czynszu lub po śmierci dzieci dostawały guzik z pętelką.

  56. Wczoraj była sztuka w tvp  pt. „Stygmatyczka”. Tam trochę mogliśmy zobaczyć jak wyglądała sytuacja polskich sióstr i duchownych na Litwie – w latach 1945-1956. To powstało na podstawie spisanych wspomnień przez s. Martę Boniszewską. Poruszające.

  57. Podatek za wieczyste użytkowanie + podatek od nieruchomości.  Teraz doliczyli podatek od powierzchni wspólnej, jeszcze nie wiem ile.

  58. Wydaje mi się, że wielkim orędownikiem podatku katastralnego jest prof. W. Modzelewski. Coś sobie przypominam, że w latach układania ordynacji podatkowej w Polsce – kojarzono go właśnie z tym podatkiem. To jest w takim razie niebezpieczny człowiek.

    Jest (chyba jeszcze) wykładowcą, a równocześnie prowadzi firmę doradztwa podatkowego. No i ma wpływ na takie układanie podatków, aby były jak najbardziej skomplikowane i wymagały doświadczonego doradztwa, zarówno dla firm jak i dla nas – zwykłych szaraków. Oglądałam w różnych telewizjach wywiady z Modzelewskim – ale nikt go nie spytał jednoznacznie o tenże właśnie podatek i o możliwości jego uchwalenia.

  59. Zgadzam się! Dodam smaczki, jakie wyczytuję.
    Czerń pochłania, lewa zabiera, cztery palce wskazując ściągają a kciuk w eter kieruje kupieckie ‚niechaj tak się stanie’. No i ta stała „taksacja twarzy”! Nic dziwnego, że na targach było żywe poruszenie wśród publiczności.

  60. Wystarczyło zobaczyć go na targach jesienią. Jak mówił, jak się poruszał…on chyba jakieś pogańskie kulty teraz uprawia

  61. Prawdziwych trupów jest dużo i w tych wspomnieniach.

    Tylko konspiracja wygląda wręcz nieprawdopodobnie. Kilkudziesięciu płatników robotniczych składek drepczących dzień w dzień do jednego mieszkania. trzymiesięczne wyroki do odsiadki za znalezienie w mieszkaniu kilkunastu rewolwerów, czy choćby zjazd partii w Zakopanem:

    ” Zjazd odbył się w Zakopanem między 18 a 26 czerwca 1906 r. Technicznie był on zorganizowany bardzo prymitywnie i niekonspiracyjnie. Wynajęto willę „Murray”, w której mieszkali prawie wszyscy delegaci. (…) Wszystko to pozorowano „wycieczką”.

    W czasie  jednego z (…) obiadów zaszedł następujący incydent. Kelner niosąc tacę  ze szklankami, upuścił ją i rozbił parę szklanek. Właściciel restauracji uderzył go w twarz. Delegaci nasi urządzili taka awanturę, iż można się było łatwo domyślić, że to nie żadna wycieczka, lecz coś w rodzaju zjazdu rewolucyjnego.”

  62. Witold Modzelewski to „nasz” profesor, doradca podatkowy pis, ekspert Radia Maryja i tv TRWAM Stworzył ustawę o VAT i doradzał jak nie płacić podatków tzn optymalizować podatki.

    Taka to walka z układem a’la Orwell 1984

  63. Pożyczy mi Pan tę książkę, bo nie mogę znaleźć

  64. „Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy.”

  65. Jak mawia Michalkiewicz, kopiemy się po kostkach, ale nie wyżej.

  66. W prezencie Pan ją dostanie. Dla mnie będzie prezentem, jak jakiś jej okruch w socjalistycznych baśniach się znajdzie.

  67. Gotowanie żaby.

    Teraz to mogą rozpętać w przekaziorach kampanię pt. Precz z właścicielami, żerując na łatwości otumanienia beneficjariuszy socjalu i wrodzonej w tej części świata serdecznej zawiści. Dopiero potem miejski proletariat (nazwa robocza) dowie się, że tez będzie płacił podatek. Od tych mieszkań <za złotówkę>.

    Ale pomysł katastru raczej wywoła katapultowania tak pomysłowego rządu w niebyt. Oby.

  68. Ale… jaka mowa tronowa…

    … i jeszcze ze… 2 kluby jagiellonskie… teologie polityczne… instytuty wolnosci… Sobieskiego… politechnika rzeszowska…

    … i zlodziej zlodzieja zlodziejem pogania !!!

  69. Właśnie skończyłem czytać Straż przednią x. M. Tokarzewskiego. Okładka, wspomnienia i prognozy księdza Marjana rzeczywiście przednie.  Bóg zapłać!

  70. GRATULACJE !!!

    Panie Gabrielu – okladka  zna-ko-mi-ta !!!

    Gratulacje dla autora okladki  i  Pana jako wydawcy wspomnien… juz tylko ten zalaczony fragment czytalo sie z ciekawoscia.

  71. Jeszcze trochę o tym Pestkowskim.

    W latach 1924-1926 przebywał w Meksyku. Tam powstały jego „cenne prace” o dziejach meksykańskiego ruchu rewolucyjnego i problemie agrarnym w Meksyku.

    Potem po powrocie do Związku Radzieckiego był członkiem południowo-amerykańskiej sekcji Kominternu i pełnił funkcję zastępcy przewodniczącego Komitetu Centralnego międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom.

    a dalej wstęp do jego wspomnień traktuje tak:

    Gdy w związku radzieckim nastały ciężkie lata trzydzieste, Pestkowski znalazł się wśród tych rewolucjonistów, którzy nie uniknęli niesłusznych podejrzeń i zarzutów natury politycznej (…) W dniu 31 maja 1937 roku został aresztowany. Zrehabilitowany pośmiertnie, zajmuje dziś zaszczytne miejsce wśród wybitnych postaci polskiego i rosyjskiego ruchu rewolucyjnego.

  72. mnie  od dłuższego już czasu intryguje opresja sowiecka w stosunku do budynków i przedmiotów kultu chrześcijańskiego oraz duchowieństwa. Dotycząca zarówno rzymskich katolików, grekokatolików i prawosławnych. Sporo osób
    wie o tym, że tzw. Sowieci burzyła i wysadzała kościoły i cerkwie lub zamieniała przeznaczenie takich obiektów na świeckie i najczęściej  antyreligijne.

    Ale czy ktoś może wie, ile podobnych  przypadków odnosiło się w Sowietii do obiektów
    w rodzaju synagogi i bożnice oraz do rabinów?

  73. No nie wiem czy duch rewolucyjny ludu naprawdę istnieje. Kiedy PO jednym ruchem podwyższyła wiek  emerytalny i obniżyła przyszłe (czyli już obecne) wysokości emerytur, to ani jednej opony, choćby od roweru nie spalono w proteście. Gdyby jednak wówczas zajął się tym „Soros”, to siwy dym by został po rządzie. Samo się nic nie robi, trzeba zapłacić i zorganizować.

  74. He he: W dniu 31 maja 1937 roku został aresztowany. Zrehabilitowany pośmiertnie,

    Jakie lapidarne zdanie 😛

    Aresztowany, zrehabilitowany pośmiertnie. Pomiędzy czas zniknął 😛

  75. Systemowi zawiadywacze czasem. Też mnie to ruszyło.

  76. Pierwsi którzy zakrzywili czasoprzestrzeń. Brawo im 😉

  77. Tu też się zakrzywiła:

    „Aresztowany bezzasadnie 31 V 1937, zginął – wg ostatnich radzieckich publikacji – 15 XI t. r. Został pośmiertnie zrehabilitowany w r. 1956.”

    Nic nowego tam nie ma ;P

  78. No ok od maja do września robili mu z d…. jesień średniowiecza – ale to już trzeba wielce domyślnym być 😛

  79. Smarzowski będzie kręcił serial o Piastach…

    https://www.wprost.pl/10049363

    Siekierezada na wysoki połysk plus gołe baby na dokładkę.

  80. Tez o tym pomyslalam jak tylko zobaczylam te naprawde przyciagajaca okladke, ze ych wspomnien z roznych zsylek sowieckich jest strasznie malo… i wiem komu zawdzieczam ten smutny fakt…

    … i pomyslec, Pani Pantero, ze w  ’41 w Warszawie tez przyszedl na swiat  „slyyynny” opozycjonista senior Morawiecki, ktory tak walczyl o te wolnosc dla Polski… i tak byl „pszesladowany i neeekany” przez te SB… ze jego synus… JUZ  TYLKO… zagraniczne „stypedia” zaliczal… dzis „nadpremier” junior Morawiecki !!!

  81. Normalnie jak komunista –  poseł Łańcucki, tak pięknie sportretowany przez Kawalerowicza w Śmierci prezydenta:

    W czasie wielkiej czystki aresztowany przez NKWD 14 czerwca 1937. 20 września 1937 skazany na śmierć przez Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR za „udział w polskiej nacjonalistycznej organizacji terrorystycznej”. Rozstrzelany tego samego dnia. Skremowany na Cmentarzu Dońskim i tam też anonimowo pochowany. Zrehabilitowany przez Kolegium Wojskowe SN ZSRR 29 kwietnia 1955

  82. Ciekawym, czy dostanie dofinansowanie z odzyskanego PISF…

  83. Hehe. Doszedłem do ~80-tej strony „Twarzy…” i śmignąłem tym śmieciem do kosza. Nie dość, że zmyślone, to jeszcze komplet głównych bohaterów to procesja parafiliaków. Jeśli już czegoś nie znoszę to parafilii. I generalnie wszelkich „sposobików”, wszelkich protez umysłowych. Te angielsie bajdurki o pejczykach i innych „przedłużaczach” to jedna wielka proteza… czy umysłowa? — Tak, też.

    Okładkę, mówisz, strzelili „dziełu temu i owemu” poważną – nawet tu posłużyli się protezą, brr. Czytajmy lepiejReeda „Kontrowersję Syjonu”, a przynajmniej zrozumiemy Biblię, otrzymując do tego niejeden ukłon szacunku od dyskutującego z nami biblijnego, wierzącego, przestrzegającego 10 przykazań Żyda. Oto opis historii biblijnej:
    http://controversyofzion.info/Controversybook_Polish/index.htm
    PDF (do czytania na tablecie, telefonie) jest zaś tu:
    http://controversyofzion.info/Controversybook_Polish/Controversybook_pol/Kontrowersja_syjonu.pdf

    Chapeau!

  84. Dokładnie tak. Wołanie, sorosem wspomagane: ‚uwolnij nam Barabasza!”. 2000 lat minęło, a nic się nie zmieniło w sprawie mechanizmów społecznych. Prawda to za mało, lud za samą prawdą i tylko prawdą — nie pójdzie. Jeszcze zakrzyknie tak, jak wtedy.

  85. Kult pieniądza czyli mamony i nie od dziś, a chyba zawsze…

  86. Jesteś niesamowity. Targi w Bydgoszczu mają być we wrześniu, jak sie ludzi nazbiera…dzwonili dziś do mnie w tej sprawie. Jak będą to przyjadę

  87. Właśnie, szczególnie przykro mi się zrobiło jak występował w Rozmowach Niedokończonych. Pilnie słuchałam, nawet próbowałam się dodzwonić ale nie dało rady. Ani mrugnięcia okiem na temat tego podatku. Od zakonnika prowadzącego też. Zawiodłam się.

  88. I trzeba bedzie „szczurowi biurowemu” rzucic pare groszy, zeby SB mogl sie „sprawa zajac”… a potem oblakany Sakiewicz bedzie ja papowal” na swoim oblakanym poralu… a potem jeszcze redaktur Rachon sie do niej odniesie… a moze nawet i pan Janek Popieszalski w „warto rozmawiac” w kurwipublice zagada…

    … ho, hooo… merdia maja te „morzliwosci” !

  89. Przejrzę dostępne materiały (np. Życie Krzemienieckie czy podobne) i wtedy się zorientuję jak to było i jest.

  90. Jestem wstrząśnięta.

    Jest powieść Kraszewskiego, ,Lubonie,, .

    Rozumiem że Pan Reżyser nie skorzysta? ?

    .

  91. Pojawi się więc telewizyjne przedłużenie wydawniczej hańby o pogańskiej Wielkiej Lechii. Ani to jeszcze nie powstało, a już cuchnie siarką jak stąd do Meksyku.

  92. i należy pamietać iż to byl expert palikota, w tym samym czasie co pisu i za taka sama stawke 300tys. zł

  93. A jeszcze fragmencik wspomnień:

    Pierwszym krokiem komitetu było założenie nielegalnej drukarni. Środki na to uzyskaliśmy z urządzenia wielkiego koncertu, na który ściągnęliśmy znakomitego śpiewaka włoskiego Anzelmiego (zdarł z nas ścierwo, 800 rubli za występ). Organizacją koncertu zajmował się tow.B. Szwarc. Mieliśmy około 300 rubli czystego dochodu.

    Taka to była konspiracja…

    Koniec. Zapakowałem w kopertę. Wysyłam.

  94. Stanisław Pestkowski wspomina może coś o tem?

    „Prace komisji granicznej na Wschodzie
    (zerwanie bolszewików)
    (…)
    W każdym razie bolszewicy woleli zaczekać. W tym czasie odbywała się wymiana not między rządami Rzeczypospolitej a R.S.F.S.R. w sprawie prac komisji granicznej. Jednocześnie zaś zaszły zmiany w składzie osobowym samej delegacji. Dotychczasowy prezes jej, renegat polski Stanisław Pestkowski został odwołany z tego stanowiska a jak się później dowiedziano, objął inne, bardziej widać dla niego zaszczytne, a mianowicie wystąpił jako oskarżyciel ze strony władz sowieckich, przeciwko księżom polskim w procesie mińskim za usiłowanie ich stawienia oporu przy grabieży kościołów.
    Proces ten prowadzono w języku polskim – oskarżali Pestkowski i Leszczyński. W rezultacie skazano jednego z księży na śmierć, dwóch zaś na więzienie. Potem dopiero zamieniono karę śmierci na pięcioletnią katorgę. Widzimy więc, że pomimo oświadczenia komisariatu ludowego do spraw zagranicznych, iż Pestkowski zostaje odwołany z powodu swej choroby, pełni on w dalszym ciągu zaszczytną służbę dla państwa sowieckiego, występując już zupełnie czynnie przeciwko polskości. (…)” 6.07.1922 r.

    Tak ten okres wygląda w oficjalnym współczesnym biogramie:
    „Po traktacie ryskim został (do kwietnia 1922) przewodniczącym delegacji delimitacyjnej strony rosyjsko-ukraińskiej dla ustalenia granicy polsko-radzieckiej. Jednocześnie przewodniczył komisji propagandy Biura Polskiego KC RKP(b). W r. 1922 powołano go przejściowo na kierownika Wychowania ideologicznego KC Związku Młodzieży Komunistycznej Rosji (Komsomołu).”
    http://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/stanislaw-pestkowski?print

  95. Luka czasowo pamięciowa bohatera. Zero wspomnień.

  96. W 2007 roku skorzystalam z takiego myku i przeksztalcilam lokatorskie prawo na wlasnosciowe do mojego mieszkania… zaplacilam  tylko niecale 600 ZL za akt notarialny i 1500 zl oplaty czlonkowskiej w mojej  SM…

    … we Francji Franki placa tzw. katastrat takze za mieszkania socjalne, ale uzaleznione to jest od dochodu… a ze polowa mieszkancow jest na socjalu wiec katastratu nie placa… nawet czesto ci co maja wlasnosc – mieszkanie, dom – jesli nie maja tzw. minimum socjalnego tez zadnego podatku nie placa.

    „Nasze” polskie panstwo jest obecnie wyjakowo bandyckie, zlodziejskie i opresyjne… i jego urzednicy mysla TYLKO jak… wydymac obywatela… i nie tylko z jego wlasnosci… jego  krwiopijczy  urzednicy juz kombinuja jak nawet „wymienic” obywatela polskiego na… ukrainskiego… a nawet na jakiegos z Bangladeszu czy innego Pakistanu –

    vide:  „wicemonister” Marczuk… czy „nadpremier”  junior !

    Wiec tu narod musi sie bardzo mocno zastanowic nad utrzymywaniem takich BANDYTOW  w „bialych kolnierzykach”… jak m.in. wyzej wymienieni… podatki musza byc jak najbardziej proste, a ich wielkosc absolutnie zredukowana… na dzien dzisiejszy nie ma mowy o… jakimkolwiek…  podatku katastralnym… i to wszystko.

    Dzisiaj najwazniejsza dla nas sprawa jest  „sprzatanie” naszej Ojczyzny od zlodziejstwa wszelkiego… darmozjadow i pasozytow zyjacych z dotacji panstwowych.

  97. ale, ale zwolnienie od pcc warte było rządow pisu

  98. Pan jesteś patałach.

    Tak żeś pan nawychwalał okładkę, jak ona och, ach cudna i pasująca.

    Ja się pana pytam co tam robi rosyjski parowóz zbudowany długo po wojnie i na dodatek w trzech egzemplarzach. Co ten parowóz ma wspólnego ze wspomnieniami autora?

    Ano nic. Równie dobrze można było wstawić zdjęcie kibla (EN57) lub tego naszego pendolino i też by było dobrze. Wystarczyło zapytać się na dowolnym forum kolejowym co za lokomotywa by tam pasowała.  Dobrzy ludzie by podpowiedzieli i byłoby po problemie. A tak kiszka i popelina wyszła.

    Ja nie sądzę żeby pan powyższe opublikował. Sugerują jednak następnym razem zapytać się kogoś kto się zna, żeby obciachu nie było.

    Pozdrawiam.

  99. To prawda.

    Trzeźwość spojrzenia w stwierdzeniu: „Wszyscy oni pragną panować nad całym światem. Faszyzm z jednej strony, a komunizm z drugiej. Jesteśmy wobec tych wydarzeń bezsilni.”
    Tak jakby dalej aktualne, a mimo to Nadzieja.

  100. Przepraszam za OT, ale…:

    To po tej lekturze ta „sprośna wyobraźnia”? 🙂

  101. Chyba nie. Tak dawno czytałem że nic nie pamiętam.

  102. Nie można wykupić, źle. Można wykupić, jeszcze gorzej. Opamiętajcie się ludzie.

  103. Odnośnie wspomnień ze zsyłek – w latach 1999/2000, byłem w Anglii (Reading). Poznałem wtedy miejscowych Polaków. Jako że było to przed przystąpieniem do EU, to wtedy w większości Polonia w UK, to byli żołnierze od Gen. Andersa i ich rodziny. Miałem okazję posłuchać ich opowieści, wielu z nich było wywożonych z Kresów jako dzieci. To co oni opowiadali o swoich przeżyciach ze zsyłki, to były rzeczy nie do pomyślenia. Bardzo dużo dzieci nie przeżyło drogi na Syberię czy do Kazachstanu. Te, którym udało się przeżyć i później wyjść z Armią Andersa, trafiły w różne zakątki imperium. Jedna pani opowiadała mi o obozie dla dzieci w Afryce (Kenia) i jej tam pobycie. Pewien pan, który był zesłany z rodziną jako dziecko, jakoś chyba własnym sumptem wydał w 2000 r. małą książeczkę ze swoimi wspomnieniami z tego okresu. Jak czytałem  te jego wspomnienia, to w niektórych momentach nie mogłem powstrzymać łez… Przywiozłem tę książkę do Polski i puściłem ją między ludzi – i niestety wsiąkła… Nazwisko autora też niestety wypadło mi z pamięci. Będę musiał jakoś to wszystko „odkopać”. Podsumowując, to myślę, że jesteśmy chyba w ostatnim momencie aby jakoś zebrać od pokolenia, które to przeżyło, jak najwięcej wspomnień i faktów z lat zsyłek. Czas robi swoje i to pokolenie już coraz szybciej odchodzi od nas. A jak ich już zabraknie, to jeszcze bardziej zacznie sie wymazywanie tego faktu z oficjalnej historii.

  104. Cyt.: „mnie  od dłuższego już czasu intryguje opresja sowiecka w stosunku do budynków i przedmiotów kultu chrześcijańskiego oraz duchowieństwa. Dotycząca zarówno rzymskich katolików, grekokatolików i prawosławnych.”.

    Religia chrześcijańska była traktowana przez Marksa jako sługus feudałów i burżujów posiadających własność  – jako ich i jej „osłona”. Odpowiedź jest więc zawarta w poniższych zdaniach z Manifestu Komunistycznego:

    „(…) nowoczesna burżuazyjna własność prywatna jest ostatnim i najpełniejszym wyrazem wytwarzania i zawłaszczania produktów opartego na przeciwieństwach klasowych i na wyzysku jednych ludzi przez drugich. W  tym  sensie  komuniści  mogą  zawrzeć  swą  teorię  w  jednym zwrocie:  zniesienie  własności prywatnej.„.

    Proletariusze nie mają nic własnego do zabezpieczenia, muszą natomiast zburzyć wszystko, co dotychczas zabezpieczało i ochraniało własność prywatną„.

    (wytłuszczenia moje)

  105. A po co muszą zburzyć? Po to, by ograbiony nieszczęśnik przyszedł do komunistów i poprosił ich o pomoc. Oni wtedy wciągną go razem ze sobą do piekła.

  106. Wszyscy marza o jakims idealnym, nieistniejacym panstwie:)

  107. Tak właśnie ma być. I generalnie ludzie, na przykład ci gorąco pragnący socjalu, tego nie rozumieją – nie chcą wiedzieć, nie interesują się tym, że rewolucyjne cele stawiane przez Marksa nigdy nie zostały zarzucone. A pierwotnie, według MK, brzmiały one następujące:

    „1. Wywłaszczenie własności ziemskiej i użycie renty gruntowej na wydatki państwowe.

    2. Wysoka progresja podatkowa.

    3. Zniesienie prawa dziedziczenia.

    4. Konfiskata własności wszystkich emigrantów i buntowników.

    5. Scentralizowanie kredytu w rękach państwa poprzez bank narodowy o kapitale państwowym i o wyłącznym monopolu.

    6. Scentralizowanie środków transportu w rękach państwa.

    7. Zwiększenie liczby fabryk państwowych, narzędzi produkcji, udostępnianie gruntów do uprawy iich melioracja według społecznego planu.

    8. Jednaki przymus pracy dla wszystkich, utworzenie armii przemysłowych, zwłaszcza dla rolnictwa.

    9. Zespolenie rolnictwa i przemysłu, działanie w kierunku stopniowego usunięcia przeciwieństwa między miastem a wsią.

    10. Publiczne i bezpłatne wychowanie wszystkich dzieci. Zniesienie pracy fabrycznej dzieci w jej dzisiejszej postaci. Połączenie wychowania z produkcją materialną itd.”.

    Każdy może sobie sam ocenić, ile z powyższego już mamy w Eurokołchozie.

  108. Kiedy obserwuję rozwydrzoną młodzież, to ich beztroska i złe wychowanie zaraz mi przypomina trzy sprawy:

    a) kilka lat temu  w tvp była opowieść o  Zbigniewie hr. Lubienieckim. On jako kilkunastolatek wywieziony z mamą do Kazachstanu, jeszcze jest i siostrzyczka, ta umiera w pociągu. On , za uderzenie matki przez strażnika (przecięte ubranie na plecach pęknięta skóra) postanawia zemścić się i zabić strażnika, i czeka na okazję, raz późnym wieczorem wracających na koniach dwóch pijanych strażników zwala gałęzią z koni i waląc w podstawę czaszki jednego zabija, drugi dopada konia i ucieka, ten drugi zostaje inwalidą i jest staje się grzeczny do zesłańców.

    b)kolejne opowiadanie prof. Kieżuna, kiedy to wywieziony po Powstaniu, do Krasnowodzka, jest umierający (wyrzucono go na stertę trupów)  i ratuje go lekarz który studiował z ojcem profesora. Niesamowity opis zamieszczony w „Magdulka …”

    c) opowiadanie dwóch,  sióstr staruszek (Tv polonia kilka lat temu) o trzeciej najstarszej z nich, kiedy to wszystkie  trzy siostrzyczki i mama zostają wywiezione do Kazachstanu, mama nie wyrabia normy pracy i zostaje odstawiona do więzienia. Najstarsza z dziewczynek wie że zbliża się Wielkanoc, więc postanawia mamę w więzieniu odwiedzić i zanieść jej to jajko wielkanocne. Sprzedaje więc batystową chusteczkę,  kupuje za to jajko, gotuje je na twardo i wybiera się w drogę do matki w więzieniu. Zostawia malutkie dwie siostrzyczki same w ziemiance. Ot u najstarszej z sióstr, taka zwyczajna tęsknota za matką. Wraca cała z tej podróży i opiekuje się siostrzyczkami, bo tak prosiła matka. A matka po powrocie z więzienia opowiedziała córkom, że w celi było siedem kobiet, że zjadły to jajko podzielone na 7 części i schrupały skorupki.

  109. Wysoka progresja podatkowa (a stąd wysoka kwota wolna) w starej Unii jest od dawna, a u nas nie. Może stąd, że w Polsce warstwa najbogatsza jest tożsama z klasą rządzącą, a u nich można być zwykłym (a więc ostro opodatkowanym) bogaczem.

  110. Prof.Modzelewski( nb.profesurę dostał od L.Kaczyńskiego) ma na swoim koncie  stworzenie ustawy o VAT oraz ustawy o doradztwie podatkowym ( sam ma numer doradcy nr 00001). Ustawa VAT jest tak nieprecyzyjnie sformułowana, że wymaga stałych atencji doradców podatkowych, a obecnie liczba jej interpretacji wyniosła już kilka milionów.  Czyli stworzył ustawę VAT pod siebie, bo to on jest głównym doradcą podatkowym.  I kosi kasę.

  111. Może stąd ten szlaban na powroty potomków zesłańców z Kazachstanu. Za dużo mogliby gadać.

  112. A TV Trwam hołubi cwanego Żydka i go zaprasza. Zazwyczaj wykazują się większą przezornością.

  113. Modzelewski jest członkiem rady programowej PIS, był też powołany do narodowej rady rozwoju przez LK.  Jeden z najgroźniejszych ludzi w Polsce.

  114. Jeżeli chodzi o zsyłkę do Kazachstanu to polecam wspomnienia czy też biografię ks. Stanisława Bohatkiewicza z parafii w Czerninie. W tej chwili nie pamiętam tytułu książki (a takową posiadają moi rodzice), ale podrzucę skrótowy materiał  napisany przez ks. Czesława Krochmala.

    http://rymszany.blog.onet.pl/2009/05/16/ks-stanislaw-bohatkiewicz-wspomina-ks-cz-krochmal/

  115. Pytałem kobietę która w ramach repatriacji w latach chyba sześćdziesiątych wróciła z Kazachstanu jak tam było? -No latem…jakoś..były grzyby,jagody… -A zimą?

    Twarz jej stężała,nie odpowiedziała.A ja nie śmiałem już pytać.

  116. A co z pania Ancyparowicz? Jakos tak mam wrazenie, ze ja PiS ja schowal. Swego czasu wydawalo mi sie, ze mowi sensownie. Ale zastrzegam, ze nie znam sie dokladnie na jej pogladach, i tv tez nie sledze regularnie.

  117. Na Białorusi spotkałem grupkę naukowców z Kazachstanu. Sami skośnoocy, dobrze mówiący po polsku. Dziewczyna tupnęła nogą i zawołała „ale ja jestem Polka!” Ci akurat robią w przemyśle diamentowym, i nie wrócą.

  118. I doczytałem jeszcze, że jego brat ks. Mieczysław Bohatkiewicz rozstrzelany w 1942 r. przez gestapo jest błogosławionym KK

  119. To wszystko na ziemi, a po zejściu nieszczęśnika podczas kopania Kanału Białomorsko-Bałtyckiego piekło jako kara wieczna.

    Zauważyłem dziś notatkę o postulatach szerzonych przez niemieckich komunistów, zwanych dla zmylenia przeciwnika Lewicą. Proponują oni likwidację NATO, zawarcie sojuszu berlińsko-moskiewskiego, obniżenie podatku dochodowego dla najuboższych o ileś tam procent, podwyższenie podatku dochodowego dla najbogatszych do siedemdziesięciu pięciu procent i zastąpienie zasiłków dla bezrobotnych powszechnym dochodem gwarantowanym w wysokości tysiąca eurosów. Anielka z Wolnej Młodzieży Niemieckiej i kapo Szulc udają, że nie popierają tego programu.

  120. Chyba naprawdę nie popierają. Musieli by założyć z tysiąc montowni w Polsce by Polacy i Ukraińcy zarobili na socjal dla Niemców i muzułmanów. Tyle towaru nie da się sprzedać z zyskiem.

  121. właśnie tak – pewnie przez to swoje doradztwo zna wiele grzechów i tajemnic firmowych – które może zawsze spożytkować przy układaniu następnych przepisów…

  122. Tego właśnie nie mogę zrozumieć!

  123. Ależ popierają. Przecie po to islamskie hordy zostały wpuszczone do Rzeszy, żeby wydrapać socjal do spodu, żeby zlikwidować większości Niemców emerytury, żeby ułatwić wprowadzenie komunistycznej gospodarki dzielenia zasobów. Likwidację NATO też popierają, zapowiadają bowiem utworzenie euroarmii dysponującej bronią jądrową. Tymczasem w Unii Europejskiej pojawiają rzekome pęknięcia z nadzwyczajnym festiwalem brexitowym na czele, a pod spodem trwa gorączkowe jednoczenie kontynentu. W związku z tym pęknięcia owe przypominają spektakle odgrywane przez Tita i Ceaușescu w stosunku do Moskwy.

  124. Żeby nie było, że nie można się przed tą bandą drabów obronić: różaniec święty i brewiarz rzymski w wersjach trydenckiej lub świętego Piusa X powodują, że demony bandytów owych gnębiące dostają napadu wścieklizny.

    To ci bandyci muszą więc dopasowywać się do wymagań Pana Boga, nie my do nich. A jeśli mają oni nadzwyczaj bogate salony, niech je sobie zabiorą do bunkrów, które zbudowali kilkadziesiąt kilometrów pod ziemią.

  125. Jest jeszcze ten aspekt: ”..nie zapomnij co ci uczynił Amalek […] wygubisz pamiątkę Amalekową pod słońcem.” Sami przecie nie będą rżnąć,”uchodźcy” do tego-jak znalazł.

  126. Prawdopodobnie tak jest, bo u nich żyją i jeszcze są aktywne pokolenia wychowane przez  twórców-uczestników rozwoju gospodarczego lat 50. i 60., nie można więc od razu skasować samej idei bogacenia się i własności jako takiej. U nas mamy kontynuację rzeczywistości peerelowskiej – masa biedoty utrzymuje państwową oligarchię rządowo-administracyjno-partyjną.

  127. P.Ancyparowicz wydaje się sensowną niewiastą. A schowano ją zapewne, bo nijak mają się jej poglądy do utopijnych  pomysłów p.Morawieckiego.  Dobrze to o niej świadczy.

  128. Ja mam to w rosyjskich bedekerach, które mówią o zabytkach w poszczególnych „obłastiach” (guberniach, województwach). Otóż w permskim rejonie (Przyuralje), jakiś nadgorliwy oficer CzeKa  doprowadził do zniszczenia   synagogi w tymże rejonie (mniejsza o miejscowość, chodzi o zasadę). Tenże nadgorliwiec decyzją Łazarza Mojsiejewicza Kagana (Kaganowicza) został natychmiast zdegradowany i wygnany daleko na wschód z przyuczeniem dla czekistów, ze za następny taki wybryk czeka ich kulka w łeb. I, zdaje się, był to jedyny taki incydent dotyczący synagogi w Sowietach. Do czasu zniszczeń jako skutków  wojny niemiecko-sowieckiej toczonej na terenach ZSRR w latach 1941-1943 , ale to inna bajka.

  129. Przed wojną każdy ziemianin miał swojego zaufanego Żyda; może p.Modzelewski pełni tę funkcję przy o.Rydzyku?  Ale na miejscu Ojca  to ja bym z tą bladą twarzą interesów nie robiła. Puści go w skarpetkach jak nic.

  130. Jeszcze przed wyborami jedna z organizacji polonijnych zaprosila ja do nas na prelekcje, dotyczace m.in.  OFE, niezwykle ciekawe. Bylam pewna, ze ona na pewno dostanie jakies stanowisko w nowym rzadzie, jesli PiS wygra.

    O jest najnowsza pogadanka z Trwam, wlasnie na temat OFE:

    https://www.youtube.com/watch?v=88bCzTbKkyc

  131. Towarzysze muzułmańscy idealnie nadają się do nowych szwadronów niezapomnianych chłopców leninowców. Poza tym Niemcy powinni pamiętać, że jako naród nie zapłacili za drugą wojnę światową stosownie do liczby i wagi dokonanych czynów. Przez kilkadziesiąt lat potrafili wyłgiwać się od odpowiedzialności stosunkowo tanim kosztem, ale czas dobrej passy kończy się bezpowrotnie.

    Polska nie ma tak wielkich win jak Niemcy, niemniej czeka ją oczyszczenie, bo duchowi potomkowie Henia Krzeczkowskiego nie przywrócą katolickiej monarchii, którą niebo w 2015 roku nakazało rządowi warszawskiemu przywrócić.

  132. ale dlaczego akurat tylko ta religia?

  133. Ona od początku mówiła, że to klasyczna piramida finansowa.

  134. W tym odcinku komentuje nowy pomysl Morawieckiego, dyplomatycznie zreszta konczac, ze ma nadzieje, iz jest to kaczka dziennikarska.

  135. Też oglądałam występ p.Modzelewskiego w TV Trwam i jeżeli mowa ciała o czymś mówi, on był tam górą. I na pełnym luzie.

  136. Lasciate ogni speranza, jak stoi na bramie piekieł.

  137. Chyba jest za słaby jednakowoż – Najświętsza Panienka depcze łeb szatana i wyjedna samo dobre dla dobrych i siejących dobro

  138. no i , co nie bez znaczenia, ma wpływ na decyzje egzaminacyjne, kto może, a kto nie otrzymać uprawnienia doradcy podatkowego. Za czasów mojego doradzania zdawało ca 5 procent chętnych, z których praktycznie wszyscy musieli przejść przez Studium Doradców Podatkowych (tak jak i ja) , instytucję którą wykreował p. W. Modzelewski.

    A potem wylobbował ustawe o doradcach podatkowych, gdy doszli do wniosku, ze dalszy rozrost tej profesji psuje rynek i prowadzi do obniżki cen usług.

    Pan W. Modzelewski do spółki z panią I. Ożóg (inna „spółdzielnia” pod jej nadzorem)zmonopolizowali w początkowych ,(najważniejszych) latach  rynek usług doradztwa podatkowego. A dzisiaj wystarczy  pilnuwać, aby nikt nie popsuł tego „złotego interesu”.

    Totez ww. i ich „wojsko”  pilnują bardziej, niż źrenicy oka.

    Kazda kombinacja w ordynacji podatkowej uruchamia popyt na szkolenia i literaturę fachową. Zwłaszcza szkolenia. Nie wspominając o konieczności „interpretacji”.

  139. Proszę Państwa chyba mamy ten obiecany przez PIS film holyłódzki o dobrych Polakach. Pan recenzent, aż cholery dostał:

    http://www.filmweb.pl/reviews/Klisze%2C+na+kt%C3%B3re+czekacie-19895

    „Polacy są w tym filmie niemal bez wyjątku piękni i szlachetni. Państwo podziemne sprawnie i bez wahań pomaga pozbawianym praw żydowskim obywatelom. Para głównych bohaterów jest przy tym światowa, świetnie wykształcona, otwarta i postępowa. Tworzy bardzo nowoczesny, partnerski związek, oparty na wspólnocie pracy naukowej, w której pani Żabińska bierze udział na równych prawach z mężem. Kwestie szmalcownictwa, przedwojennego i okupacyjnego antysemityzmu w ogóle się w filmie nie pojawiają.”

  140. Właśnie ten myk z dochodem gwarantowanym jest ciekawy, bo zakłada, że Chińczycy będą  nadal zapieprzać za centa i dostarczać dobra konsumpcyjne w dotychczasowych żądanych ilościach.  Co się stanie jednak, jeśli powiedzą „stop”, a ekologiczny jak ta lala pasożyt-beneficjent socjalu zaprotestuje przeciw obniżeniu tzw. stopy życiowej?

  141. Zapewne powędruje do gułagu, który musi powstać, skoro komunistyczna Unia Europejska jednoczy się w mocarstwo kontynentalne.

  142. Tylko do niej, bo zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że ówczesny porządek w sensie cywilizacyjnym i kulturowym został wypracowany przez chrześcijaństwo. O Żydach zaś pisał tak:

    https://www.marxists.org/polski/marks-engels/1843/w_kwestii_zydowskiej.htm

  143. Wielkie dzięki za cenne bezpośrednie informacje z dziewiątego kręgu piekieł;) Ciekawe, kto p.Modzelewskiego wykreował na króla puszczy?

  144. Skoro się „zasadza na temat” na 5-6 lat to musowo jakieś dofinansowanie będzie potrzebne. A temat nie byle jaki bo będzie można orać po Chrzcie Polski skolko ugodno…

  145. Pięknie by było 😉

    Tu masz trochę o Pestkowskim ale z google tłumacza bo oryginał jest po rosyjsku:

    http://www.pseudology.org/Bank/Pestkovsky_SS.htm

  146. Witold Modzelewski z nieznanych mi powodów zawsze jest na pełnym luzie. Aż sprawdziłam kto prowadził program. O. Piotr Detlaff, niby stary wyjadacz, ten od dzieciaków.

    Ja już nie mam ochoty oglądać Rozmów niedokończonych. Może tracę audycje naprawdę ciekawe, ale i tak mi się nie chce. Te hołdy i pokłony słuchaczy wobec osób, które na to nie zasługują. Nie na moje nerwy.

    Reklama konwencji przemocowej. Coś w podobie „Bo zupa była za słona”. I promowanie szczepień. Chociaż by cicho siedzieli. Ludzie pokładaja w nich zaufanie,  a tu taki pasztet.

    Pieniądze ciągle wysyłam,  bo nadal nie ma nic lepszego,  a poza tym liczę się także z „problemami obiektywnymi” z jakimi się spotykają.  Jednak moja cierpliwość wystawiona jest na wielką próbę.

  147. Po co? Ma Pitbula i współczesne seriale typu Wikingowie

    http://www.filmweb.pl/serial/Wikingowie-2013-659055

    Będzie dobrze, wyznawcy Świętowita dostaną pożywkę pt. „Jak to by było dobrze gdyby nie przyszedł Kościół i wszystkiego nie … zepsuł.”

  148. Niecały rok temu tak wypowiadał się na ten temat główny sternik nawy państwowej:

    http://wiadomosci.wp.pl/jaroslaw-kaczynski-europa-powinna-byc-supermocarstwem-6027392823727233a

  149. No tak, a kilka tygodni temu powiedział którejś niemieckiej gazecie, że armia Unii Europejskiej będzie dysponować bronią jądrową.

  150. Zerknąłem na Wiadomości TVP1, a tam NUMa w USA do zabicia, dwoi się i troi, ba nawet uśmiecha się i pokazuje uzębienie, rozmawia po angielsku z różnymi oficjelami, ma mieć wykład na Harvardzie, więc lud ma przyjąć do wiadomości, że on naprawdę jest NUMem i ostatnią nadzieją białych (Polaków).

  151. Ojciec Wiktor Mróz urodził się 29 stycznia, 1915 roku. Do kapłaństwa przygotowywał się w kilku franciszkańskich seminariach. Jego przełożonym, spowiednikiem oraz kierownikiem duchowym była ta sama osoba – Maksymilian Kolbe.

    Pewnego dnia młody Wiktor modlił się o rozeznanie woli Bożej. Zastanawiał się kim powinien zostać – bratem czy księdzem. Ojciec Maksymilian powiedział mu: „jeżeli chcesz zbawić swoją duszę, musisz zostać księdzem”. Kolbe dodał: „Będziesz miał ciężkie życie, ale ostatnie lata będą szczęśliwe”. Pewnego dnia przepowiada mu ponad 50 lat kapłaństwa. Ojciec Mróz zostaje wyświęcony na kapłana 20 czerwca 1941 roku. Tego samego roku w których ojciec Kolbe oddał życie za bliźniego. Po święceniach wikary w Kalwarii. Później wykłada w Wyższym Seminarium Franciszkańskim w polskim Lwowie. Podczas Drugiej Wojny Światowej ojciec Mróz kapelan polskich sił podziemnych [rozumiane zwykle przez obcokrajowców jako AK].
    https://semperfidelisetparatus.blogspot.com/p/o-wiktor-mroz.html

  152. Dlaczego Żydzi podczas przewrotu bolszewickiego okazali się potrzebni, wręcz niezbędni? Próba wyjaśnienia:

    http://niniwa22.cba.pl/solzenicyn_dwiescie_lat_razem.htm

  153. no, a kto np. „wylobbował” p. Yanet Yellen na szefowanie  Rezerwie Federalnej USA

  154. Strasznej cholery dostal, no nie ma nic o szmalcownikach..

    Az mam ochote obejrzec:)

  155. Oczywiście, jak tylko zechcę następnym razem umieścić parowóz na okładce natychmiast do pana zadzwonię

  156. Panie Anzelmie bez napinki. Następnym razem Coryllus spyta o detale, jednak dla większości z nas to i tak tylko duża ciuchcia.

    https://youtu.be/YVO-4b6BTFs ok 2:30 Lokomotywa i pociąg.

  157. Można by coś dorzucić o Hotelu Polskim…ale wtedy pan recenzent by pewnie zawału dostał.

  158. To chyba nie jest książka o „budowie lokomotyw”.

  159. Moje przywidzenia

    Chciałem pogratulować okładki za całość i pewien szczegół, który wydawał mi się ważny. Chodzi o fragment czerwonej gwiazdy na parowozie. Gotów jestem przysiąc, że rano ją widziałem. Teraz nie widzę. A co gorzej zauważyłem na blogu jakiegoś anzelma, który żyje z parowozów. To też chyba jakieś przywidzenie.

  160. Czy nie moglby on sobie dac sposob z kreceniem filmow i zostac na przyklad politykiem? Niech zapisze sie do partii, najlepiej do PO albo PiS.

    Wtedy jest szansa na dluga i blyskotliwa kariere. Jak Ryszard Czarnecki albo Jaroslaw Gowin.

  161. Anzelm to termodynamika statystyczna.

  162. Oooo… jak milo…

    … to ladnie, ze pamietasz i tak sie martwisz o moje zdrowie… naprawde dzieki!

  163. Ten film jest bardzo zły, bo Polacy są dobrzy. A wiem to z „naszej” TV Kultura, gdzie sześć najwybitniejszych chyba? osobistości „naszej” kultury raczyło 4 kwietnia br. pochylić się nad filmem i Warszawą lat wojny. Skąd oni biorą do TV takie aparaty?

  164. Ciekawe. Trzeba będzie obejrzeć.

  165. a co to będzie jak historia będzie dotyczyć narzędzi do pisania: czy zestawienie rysika, pióra, komputera, …. naruszy doktrynę o koherencji wyglądu czcionki z estetyką epoki?  i temat na rozprawę doktorską: o roli skojarzeń w odniesieniu do rozwoju tendencji inżynierskich w czasie – na przykładzie ciuchci i czcionki arial oraz rola tła roślinnego w aspekcie nowopowstałych gatunków trawy po zwycięskiej rewolucji 1917r. [kalendarz po staremu].

  166. Stanislam Bohatkiewicz, to brat Mieczysława – męczennika wniesionego na ołtarze przez JP2.

    Zmarł w moim wrocławskim domu.

    Przykład czcigodnego kapłana.

    .

    .

  167. W rodzinue jest jeszcze nieżyjący ks. A. Zienkiewicz. Postulowany na oltarze.
    .

  168. Az ciekawa jestem kto to byl w roli tych znawcow. Widze raczej przychylne recenzje. Chyba ze w ramach „pluralyzmu” pozapraszali roznych krytykantow.

    Wpolityce umieszcza taka recenzje.

    http://wpolityce.pl/m/kultura/332064-azyl-arcypolskie-arcydzielo-o-malzenstwie-zabinskich-i-wielka-lekcja-dla-polskiej-kinematografii-recenzja

  169. Przy recenzji gościa z krytyki politycznej to rzeczywiście arcypolskie arcydzieło….

    Z całym szacunkiem i po jednej i po drugiej stronie recenzentami są idioci, co mają wg słusznej linii nawalać. Film nie jest ani arcypolski ani to arcydzieło. Oczywiście to pierwszy film, który w takim „holiłódzkim” stylu pokazuje dobrych Polaków, a nie szmelcowników i złodziei. Ogranicza się w tej ocenie do wyjątkowej pary głównych bohaterów. Sceny z powstania warszawskiego (w zasadzie jedna mała scenka), strasznie mizerne – strzelanka przedszkolaków. Więc o tragedii Warszawy oprócz zabicia zwierzaków, to widz dużo się nie dowie – wojna się zaczyna w 39 i od razu mamy getto z gnębionymi żydami. Na ekranie panuje styl francuskiej okupacji – Polacy dobrze ubrani mieli bezpiecznie, nie było problemów żywieniowych, łapanek itd. dopiero zaczynało być niebezpiecznie jak ratowali żydów. Żabińscy, owszem fajnie przedstawieni, ale brak osadzenia w realiach okupowanej Warszawy robi z filmu kolejną holokaustową agitkę.

    Ale generalnie warto obejrzeć dla Żabińskich i zwierzaków 🙂

  170. ale skoro innych nazwisk nie ma na zatwierdzonych listach „ekspertów”

  171. Pamiętam jedną z opowieści Jana Żabińskiego, która zrobiła na mnie wrażenie.

    Była ciężka zima i gawrony dosłownie okupowały ogród zoologiczny, co kończyło się wyżeraniem wyłożonej karmy dla mieszkańców ogrodu. Żabiński postanowił przepłoszyć ptaszyska i wziął z sobą śrutówkę (chyba dobrze pamiętam) i kiedy tylko zbliżył się do zajmowanych przez ptaszyska drzew te poderwały się. Sprawę poprawił wystrzałami. Pomogło to tylko na chwilę, bo po jakimś czasie ptaszyska obsiadły drzewa i pomimo pokrzykiwań Żabińskiego nie miały zamiaru ruszyć swoich tyłków. Żabiński tłumaczył ten przypadek tym, że kiedy szedł tam z nabitą strzelbą to ptaszyska momentalnie wyczuły jego mordercze zapędy i dały dyla, a kiedy skończyły mu się naboje to i skończyła się wiara w możliwość zrobienia im krzywdy, co bestie wyczuły od razu.

  172. Bez przesady.

    Reaguję tylko wówczas, gdy symptomy zbytnio się nasilają.

  173. Przepraszam, ale nie mogę wytrzymać: biorą z aparatowni.

  174. Izraelici u Dzięciątka Jezus  kojarzy mi się ze zdradą niewinnych

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.